Dodaj do ulubionych

katastrofy

23.06.03, 07:10

czyli wracamy do makabresek. Mimo wszystko miłej lektury :-)

m,
.y.

-----------

Katastrofy

Jak byłem mały to widziałem jedną katastrofę samolotu – wróciłem
wtedy do domu i powiedziałem mamie, że samolot leciał tak nisko, że
wystarczyłoby wynieść stół i ławę, i może jeszcze taboret dla mnie, ale tata
dosięgnąłby i bez taboretu mamo! I powiedziałem, że jak samoloty lecą tak
nisko, to się rozbijają, prawda mamo i wypadają z nich tacy palący się
ludzie, jak czasem w telewizji, albo nikt nie wypada, bo wszystko strasznie
szybko wybucha i słychać tylko ten wybuch, a przedtem wszyscy krzyczą… I ten
też się pewnie rozbił, bo leciał tak nisko i słyszałem jak krzyczy, no
prawie słyszałem, bo strasznie hałasował...
Ale ona nie pobiegła za mną, tak jak chciałem, choć ją ciągnąłem za
rękaw, tylko powiedziała, że dobrze już i że wcale się nie rozbił, tylko tak
nisko leciał. I wróciła do robienia obiadu. I jeszcze powiedziała, że
samoloty są bezpieczne i się nie rozbijają, i jeszcze żebym nie zmyślał.
A zaraz potem tata miał wypadek, jak na filmie. W zasadzie to razem
mieliśmy, ale mi się nic nie stało. Pobiegłem do domu i zamknąłem się w
pokoju, a mój ojciec umierał, bo coś mu się wbiło w bok i nie mógł się
uwolnić, jak potem powiedzieli. Ale ja pobiegłem tylko do siebie i się
zamknąłem w pokoju a mama krzyknęła za mną czy coś się stało. Nic nie
powiedziałem, bo bałem się, że znów mi powie, że zmyślam, jak z tym
samolotem.
Żyłby, gdybym jej o tym powiedział. Zabiłem swojego własnego ojca,
choć tak naprawdę to nie byłem przecież ja, tylko drzewo, albo słup. Albo
pies, który wybiegł pod koła i ojciec się przestraszył. Chyba się
przestraszył, bo nigdy nie widziałem go przerażonego i nawet wtedy nie
krzyknął, a zaraz potem drzwi wbiły mu się w bok, a ja uciekłem do domu i
nic nie powiedziałem mamie.
A potem już wszystko było inaczej. Mama musiała odejść i ciocia mi
powiedziała, że to przeze mnie. Mogłem przecież powiedzieć i nie zasłużyłem
na to, żeby żyć. I jeszcze, że gdyby to mi się wbiły drzwi w bok, to ojciec
by mnie uratował, czy myślisz, że pobiegłby do domu i nikomu nic nie
powiedział, ty durniu? A ja płakałem i mówiłem, że to przez te samoloty,
które spadają i ludzie w nich giną i dlaczego nikt mi nie chce wierzyć? I
płakałem a ciotka patrzyła na mnie i mówiła płacz ty durniu, płacz, na twoim
miejscu też bym płakała...

– Powiedz mi – nachyliła się do mnie z miłym wyrazem twarzy, którego
nie znosiłem jak nie wiem czego, chleba ze smalcem co najmniej – powiedz mi,
czy to twoje?
Cicho.
– To twoje, prawda – uśmiech, uśmiech, uśmiech. Niedobrze mi.
– Myślisz, że mógłbyś to nazwać pamiętnikiem?
Cicho.
– Pozwól, że coś ci przeczytam – uśmiech oddalił się trochę.
Oddech.
"Dziś mama miała wypadek. Nie byłem winny, w ogóle. Wracaliśmy sobie
po pasach na jezdni, ze sklepu. Nie widziałem samochodu, mama też nie. A
potem już stałem na środku jezdni, w rybkach w puszce i grejpfrutach, a mama
była obok wszędzie." – czyta z tym samym nieznośnym uśmiechem.
Cicho.
– Albo tak – kontynuuje. Ma okropne zęby. W ogóle jest straszna.
"Dziś bawiłem się na placu zabaw. Zobaczyłem dwóch chłopców, jeden z
nich miał grabki do piasku, wcale nie był duży, ten drugi też nie i myślę,
że byli młodsi ode mnie. I nagle ten z grabkami, w niebieskich spodenkach
podszedł do tego drugiego. Wbił mu te grabki, zielone, w oko"
– Powiedz mi, czy to jest pamiętnik? Co to jest?
Cicho.
– Słyszysz mnie w ogóle, czy...
Idzie ulicą i podbiega jakiś chłopak od tyłu za nią, podbiega. A ona
idzie z tym uśmiechem na twarzy i zębami. A on ją przewraca i biegnie dalej
i ma jej torebkę, brązową, a ona upada w takim zwolnionym tempie, jak na
filmie i widzę jak trafia głową w studzienkę. A potem wszystko się zmienia,
czarno.
– Odpowiesz mi? – pyta z uśmiechem, wybitymi zębami i dziurą w
głowie. Pyta ostatni raz, osuwając się za biurko, spadając pod nie,
drewniane.
– Więc do zobaczenia, chłopcze. Czeka nas dużo pracy.
Cicho. Czerwono i cicho.
Mama prześwitująca przez odejście i tata z dziurą w boku zabierają
mnie do domu. Po drodze mijamy dwa spadające samoloty, jednego człowieka z
dziurą po kuli w głowie. Dwa rozjechane psy, nad jednym znęcają się trzej
chłopcy. Jakaś starsza pani potyka się przed przejściem i wpada pod
samochód, ale tego już nie widzę, bo jedziemy za szybko. Ale nic nie mówię.
To wszystko prawda, ale nikt mi nigdy nie wierzy.

Copyright by ydorius 20’06’2003

----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.
Obserwuj wątek
    • aise_ o jesuu.... 23.06.03, 07:30
      aż mi si skora na plecach zjeżyła...

      dobrze sie to czyta jak zawsze, ale mam nadzieję, że dziecku tego na dobranoc
      nie opowiadasz?
      :-)

      a w w ogole to dzien dobry w poniedzialek. jak długi weekend minął?
      :-)

      a.
      • ydorius Re: o jesuu.... 23.06.03, 07:35
        aise_ napisała:

        > aż mi si skora na plecach zjeżyła...

        i o to szło :-)

        > dobrze sie to czyta jak zawsze, ale mam nadzieję, że dziecku tego na
        dobranoc
        > nie opowiadasz?
        > :-)

        Nie. Dziecku czytam głównie inne rzeczy. :-))

        > a w w ogole to dzien dobry w poniedzialek. jak długi weekend minął?
        > :-)

        Hm.
        Minął - i to go najlepiej określa. :-)

        > a.

        m,
        .y.

        P.S. W kwestii lennonek... wiesz, to jak z absyntem... ja nie zapomnę, tylko
        będę wiercił dziurę w brzuchu, rozumiesz... :-)))

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • aise_ Re: o jesuu.... 23.06.03, 11:21
          > > aż mi si skora na plecach zjeżyła...
          >i o to szło :-)
          mieszkasz na ulicy wiazow?:-))

          > > dobrze sie to czyta jak zawsze, ale mam nadzieję, że dziecku tego na
          > dobranoc
          > > nie opowiadasz?
          > > :-)
          > Nie. Dziecku czytam głównie inne rzeczy. :-))

          co tym razem? fromma?:-P

          > Hm.
          > Minął - i to go najlepiej określa. :-)

          niefajnie?
          to niedobrze...:-(

          > P.S. W kwestii lennonek... wiesz, to jak z absyntem... ja nie zapomnę, tylko
          > będę wiercił dziurę w brzuchu, rozumiesz... :-)))

          stracilam z oczu tego co je sprzedawal... przemiescil sie razem ze stoiskiem.
          pojade w te sobote na izmailowo i tam moze beda. poza tym okazuje sie, ze
          pewnie nie bedzie trzeba korzystac z watpliwej jakosci uslug tutejszej poszty.
          ktos pojedzie i przewiezie. moze najpierw chcesz tego absynta, co? a lennonki
          jak znajde tego patafiana....:-)
          • ydorius Re: o jesuu.... 23.06.03, 11:36
            aise_ napisała:

            > mieszkasz na ulicy wiazow?:-))

            nie, ale może niedługo zacznę.

            > co tym razem? fromma?:-P

            coś taka złośliwa? Nie, Fromma już przerobiliśmy :-)))
            Tylko nie wiem, czy wszystko załapała, bo tak bez backgroundu: Freuda, historii
            szkoły frankfurckiej... :-P

            > niefajnie?
            > to niedobrze...:-(

            hm.
            nie, po prostu minął :-))

            > stracilam z oczu tego co je sprzedawal... przemiescil sie razem ze stoiskiem.
            > pojade w te sobote na izmailowo i tam moze beda. poza tym okazuje sie, ze
            > pewnie nie bedzie trzeba korzystac z watpliwej jakosci uslug tutejszej
            poszty.
            > ktos pojedzie i przewiezie. moze najpierw chcesz tego absynta, co? a lennonki
            > jak znajde tego patafiana....:-)

            Jeden patafian w całej Moskwie miał lennonki? Matko Boska... Ale sprzedawał je,
            a nie trzymał na nosie przynajmniej? :-))
            Dobra, dawaj co tam masz, ja szykuję Ci paczkę kulturalną, jak spłyną do mnie
            książki przeróżne. Co nastąpi w wyobrażalnej przyszłości...

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • aise_ Re: o jesuu.... 23.06.03, 11:45
              > coś taka złośliwa? Nie, Fromma już przerobiliśmy :-)))
              > Tylko nie wiem, czy wszystko załapała, bo tak bez backgroundu: Freuda,
              historii szkoły frankfurckiej... :-P

              :-))))
              ja? zlosliwa?
              alez skad...:-)
              mysle, ze zalapala wszystko. freuda jej raczej zostaw na potem...:-))))))))))))

              > hm.
              > nie, po prostu minął :-))

              no to cool:-)

              > Jeden patafian w całej Moskwie miał lennonki? Matko Boska...

              tylko jednego patafiana widzialam. reszta patafianow, jakich widze dookola
              sprzedaje cos w tylu matrixa albo w stylu "pozne ruskie rokokoko". kcesz ruskie
              rokokoko?
              :-)

              Ale sprzedawał je, a nie trzymał na nosie przynajmniej? :-))

              hmmm... teraz nie jestem juz taka pewna...:-P

              > Dobra, dawaj co tam masz, ja szykuję Ci paczkę kulturalną, jak spłyną do mnie
              > książki przeróżne. Co nastąpi w wyobrażalnej przyszłości...

              w wyobrazalnej przyszlosci czyli w ciagu trzech dni?;-)))
              ok przygotuje ci troche trucizny extra high level of tujone:-)
              • ydorius Re: o jesuu.... 23.06.03, 15:57

                Uffff... Odpuścili trochę... Mogiem odpisać...

                aise_ napisała:

                > :-))))
                > ja? zlosliwa?
                > alez skad...:-)
                > mysle, ze zalapala wszystko. freuda jej raczej zostaw na potem...:-
                ))))))))))))

                Tak sądzisz? No sam nie wiem. Chociaż rzeczywiście lektura "kultury jako źródła
                cierpień" mogłaby wpłynąć negatywnie na podejmowane przez najbliższych próby
                socjalizacyjne :-)))

                > no to cool:-)

                no. :-)

                > tylko jednego patafiana widzialam. reszta patafianow, jakich widze dookola
                > sprzedaje cos w tylu matrixa albo w stylu "pozne ruskie rokokoko". kcesz
                > ruskie rokokoko?
                > :-)

                A jak to wygląda? Coś a'la takie lornety do obserwowania statków? Takie
                wielkości szafy gdańskiej przybrane sztucznymi owocami i bażantem? :-))

                > hmmm... teraz nie jestem juz taka pewna...:-P

                Myślę, że byłabyś, gdyby wyglądały jak to opisałem...

                > w wyobrazalnej przyszlosci czyli w ciagu trzech dni?;-)))
                > ok przygotuje ci troche trucizny extra high level of tujone:-)

                Nie, w trochę mniej wyobrażalnej, bo najpierw muszą zostać przeczytane... No
                dobra, żartowałem, chciałem tylko tę obietnicę okularów i absyntu :-))
                Poza tym, jeśli już to się mówi: extra super highest level of thujone (120%
                death hard mix) :-P

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
                • aise_ Re: o jesuu.... 23.06.03, 19:20
                  > Tak sądzisz? No sam nie wiem. Chociaż rzeczywiście lektura "kultury jako
                  źródła cierpień" mogłaby wpłynąć negatywnie na podejmowane przez najbliższych
                  próby socjalizacyjne :-)))

                  :-))))
                  z pewnoscia by wplynela...

                  > A jak to wygląda? Coś a'la takie lornety do obserwowania statków? Takie
                  > wielkości szafy gdańskiej przybrane sztucznymi owocami i bażantem? :-))

                  dodaj do tego mnostwo wiszacych zlotych lancuchow...
                  :-)))))

                  > Nie, w trochę mniej wyobrażalnej, bo najpierw muszą zostać przeczytane... No
                  > dobra, żartowałem, chciałem tylko tę obietnicę okularów i absyntu :-))
                  > Poza tym, jeśli już to się mówi: extra super highest level of thujone (120%
                  > death hard mix) :-P

                  no co ty? moje ksiazki bedziesz czytal?:-P
                  poza tym wiem, ze wyobrazalna przyszlosc dla ciebie nie wykracza poza trzy
                  dni...:-)))
                  no dobra, czekalam tyle to poczekam ten tydzien....

                  p.s. rozumiem, ze messenger nadal u ciebie ne existuje, co? bo jakby zaczal
                  existowac to serdecznie łelkom:-)))

                  a.
                  • ydorius Re: o jesuu.... 23.06.03, 21:40
                    aise_ napisała:

                    > :-))))
                    > z pewnoscia by wplynela...

                    Jeśli choć trochę ma ze swego ojca, to na pewno by wypłynęła...

                    > dodaj do tego mnostwo wiszacych zlotych lancuchow...
                    > :-)))))

                    aha. Koniecznie chcę :-))))

                    > no co ty? moje ksiazki bedziesz czytal?:-P

                    Nie ja. Nie jesteś jedyną obdarowana książkami :-)

                    > poza tym wiem, ze wyobrazalna przyszlosc dla ciebie nie wykracza poza trzy
                    > dni...:-)))

                    tempora mutantur et nos mutamur in ilis :-)))

                    > no dobra, czekalam tyle to poczekam ten tydzien....

                    haha :-))))

                    > p.s. rozumiem, ze messenger nadal u ciebie ne existuje, co? bo jakby zaczal
                    > existowac to serdecznie łelkom:-)))

                    no nie zaczął.
                    Ale może ładnego maila byś skrobła, co? Ja dziś długo przed kąpem...

                    m,
                    .y.

                    ----------------------------------
                    What is home without Plumtree's Potted Meat?
                    Incomplete.
                    • aise_ Re: o jesuu.... 23.06.03, 21:49
                      > Jeśli choć trochę ma ze swego ojca, to na pewno by wypłynęła...

                      no to pewnie wypłynie - takie rzeczy sie dziedziczy:-)

                      > aha. Koniecznie chcę :-))))

                      detalicznie czy hurtowo?:-)

                      > Nie ja. Nie jesteś jedyną obdarowana książkami :-)

                      to niesprawiedliwe! bo ty bedziesz jedyny obdarowany lennonkami (jak juz
                      złapie tego patafiana)
                      :-)

                      > > poza tym wiem, ze wyobrazalna przyszlosc dla ciebie nie wykracza poza trzy
                      > > dni...:-)))
                      > tempora mutantur et nos mutamur in ilis :-)))

                      :-))))

                      > no nie zaczął.
                      > Ale może ładnego maila byś skrobła, co? Ja dziś długo przed kąpem...

                      teraz twoja kolej o ile sie nie myle...:-P
                      moze zagramy w marynarza kto zaczyna?
                      :-)
    • Gość: anE Re: katastrofy IP: *.chello.pl 23.06.03, 10:26
      mi sie goraco zrobilo.. z przerazeniem czytalam do konca... eh..

      pozdr.
      • ydorius Re: katastrofy 23.06.03, 11:32

        To miło :-)
        Znaczy, że tworzę "sztukę użytkową" :-))
        Jest użyteczna zarówno do chłodzenia, jak i ogrzewania :-))

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • Gość: anE Re: katastrofy IP: *.chello.pl 23.06.03, 11:35
          ydorius napisał:

          > To miło :-)
          > Znaczy, że tworzę "sztukę użytkową" :-))
          > Jest użyteczna zarówno do chłodzenia, jak i ogrzewania :-))

          dokładnie tak. stwierdzenie: 'ani mnie to ziębi ani grzeje' w tym przypadku
          jest mi obce, :-)
          pozdr.
          • ydorius pomyślałem sobie, 23.06.03, 11:39

            że jak mi wychodzi takie dłuższe, to je będę dzielił na kawałki, bo może nie
            wszystkim chce się czytać, a tak, podzielone, zdaje się być krótsze i
            strawniejsze... :-))

            Albo, w wykonaniu Chmielewskiej: ani mnie to zieje, ani grzębi :-)

            Cieszę się :-))

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • Gość: anE Re: pomyślałem sobie, IP: *.chello.pl 23.06.03, 11:50
              ale jak dzielic, watkami?
              cz.1, cz.2 itd.?! mysle, ze trudniej bedzie i 3ba sie bedzie troche
              nagimnasykowac, zeby przeczytac wszystko w odpowiedniej kolejnosci... ja tam
              wole wszystko na raz, :-)

              pozdr.
              • ydorius Re: pomyślałem sobie, 23.06.03, 15:58

                Nie, wrzucam kawałek i urywam go w pół słowa. Czekam, aż się zbierze
                odpowiednia ilość wpisów i wrzucam kolejny. Tak mnie Matrix natchnął :-)))

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
                • Gość: anE Re: pomyślałem sobie, IP: *.chello.pl 23.06.03, 16:41
                  aaaaa, tak to OK, bede sledzic watki, :-)
                  pozdr.
                  • ydorius :-) (n/txt) 23.06.03, 21:41

    • Gość: Aisza nie zgadzam się!!! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.06.03, 21:41
      :-)))
      na seriale i zamiast puenty wkurzające "to be continued" - uduszę się, bo do
      końca tekstu lecę na bezdechu

      PS. Kilka dni temu poznałam na dalekiej od cywilizacji wsi dziewczynkę -
      Julcię. Dziecko a'la ydoriusowa bohaterka. Dziewczynka (ok. 7 lat) bez lęku,
      choc z wielką wyobraźnią codziennie przemierza kilometry, odwiedzając sąsiadów
      (dorosłych - żadne tam dziecięce towarzystwo). Mało co mówi, nie zadaje pytań,
      obserwuje, czasem wręczy komuś wymęczonego cukierka albo bukiecik chabrów.
      Pojawia się niespodzieanie, bez pożegnania znika. Niekiedy z daleka widać jak
      kładzie się w zbożu i obserwuje chmurki lub ptaki. A jak patrzy na człowieka to
      tak jakoś robi się nieswojo...
      A
      • ydorius Re: nie zgadzam się!!! 25.06.03, 00:06
        Gość portalu: Aisza napisał(a):

        > :-)))
        > na seriale i zamiast puenty wkurzające "to be continued" - uduszę się, bo do
        > końca tekstu lecę na bezdechu

        Ale jak kiedyś napisze naprawdę dłuie opowiadanie i udusisz się w połowie, to
        nikt mnie nie zaskarży i nie posadzi, co? :-))))

        > PS. Kilka dni temu poznałam na dalekiej od cywilizacji wsi dziewczynkę -
        > Julcię. Dziecko a'la ydoriusowa bohaterka. Dziewczynka (ok. 7 lat) bez lęku,
        > choc z wielką wyobraźnią codziennie przemierza kilometry, odwiedzając
        sąsiadów
        > (dorosłych - żadne tam dziecięce towarzystwo). Mało co mówi, nie zadaje
        pytań,
        > obserwuje, czasem wręczy komuś wymęczonego cukierka albo bukiecik chabrów.
        > Pojawia się niespodzieanie, bez pożegnania znika. Niekiedy z daleka widać
        jak
        > kładzie się w zbożu i obserwuje chmurki lub ptaki. A jak patrzy na człowieka
        to
        >
        > tak jakoś robi się nieswojo...

        Badzo lubię pisać o dzieciach albo wręcz "dziećmi", bo jest w nich (nas?) coś
        niesamowitego. Czasem jakieś dziwne informacje. Czasem konfabulacje
        wyglądające na szczerą prawdę, tylko w jakiej rzeczywistości? Czasem właśnie
        milczenie i pojkawianie się / znikanie. Niesamowite...

        m,
        .y.

        P.S. Ciekawe czy tym razem się uda. Gdy ostatnio wypatrzyłem Cię na forum
        pozwoliłem sobie prosznąć o Twój mail ponownie, bo (i tu następuje długa seria
        tłumaczeń, na końcu której pada zdanie) go nie mam... :-))

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • aiszaa Re: nie zgadzam się!!! 25.06.03, 07:13
          jak sie uduszę, to z własnej woli - więc nie posiedzisz :-)
          ale wyrzuty sumienia gorsze sa od kazamatów
          PS. Zostawiam adres:
          aiszaa@NOSPAM.gazeta.pl
          A.
          • ydorius Re: nie zgadzam się!!! 25.06.03, 09:51
            aiszaa napisała:

            > jak sie uduszę, to z własnej woli - więc nie posiedzisz :-)

            to dobrze. źle mi się pisze w więzieniu :-P

            > ale wyrzuty sumienia gorsze sa od kazamatów

            wyrzuty sumienia, wyrzuty sumienia... Nie ma tego hasła w słowniku wyrazów
            obcych :-)))

            > PS. Zostawiam adres:
            > aiszaa@NOSPAM.gazeta.pl
            > A.

            dzięki wielkie :-)

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
    • doroszka Re: katastrofy 24.06.03, 21:48
      Ale yassssda! :)))
      • ydorius Re: katastrofy 25.06.03, 00:07

        i to w dodatku wolna od dragów i używek :-)
        dzięki :-))

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
    • kwik Re: katastrofy 25.06.03, 09:43
      metalowe lozka sa wygodne.

      pozdrowienia z izolatki :)
      • ydorius Re: katastrofy 25.06.03, 09:50

        Tak, nawet bardzo.
        Madej przekonywał o tym wszystkich swoich gości :-))

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • kwik Re: katastrofy 25.06.03, 09:58
          taka pani ze strzykawka probuje mnie przekonac od paru dni. jakos nie moge jej
          zaufac :P

    • aguszak Jakie to... 25.06.03, 09:55
      ... straszne... klimatyczne... smutne :(((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka