Dodaj do ulubionych

Wybór Julii

27.07.08, 16:37
Wiem, to jest szczera relacja z trudnego okresu życia. Ok, zgadzam
sie, jeśli brzemię jest zbyt ciężkie, lepiej powierzyc je komuś,
kto sobie z nim poradzi. Ale oddac dziecko "by ratować związek"?
Związek z kimś, kto proponuje uduszenie dziecka?!? Sama przeżyłam
bardzo ciężkie miesiące z moja córeczką - płaczliwą, wciąż
ulewającą, nie śpiąca nigdy prawie... Nie mogłam z nia iść na
spacer... Nie mogłam pójść do sklepu bez stresu... Usypiałam ja 4
godziny by pospała 15 minut. Pisałam wtedy pracę magisterską p
nocach i mieszkałam sama, bez prawie żadnej pomocy, otoczona
krytyką (rozpieszczanie dziecko, mało pokarmu itp)... Ciężko było,
myśli przeróżne... Nikt nie rozumiał jak to jest... Bałam się, że
zrobie coś złego. Przetrwałam, byłam twarda, zwyciężyły zasady (
tak, czasami utzrymuja n apowierzchni), było potem coraz lepiej,
dalej mała jest żywa i energiczna, wybuchowa, uparta, ale taka
inteligentna, kochana, mądra... Zgadzam się, czasem jest ciężko a
nie różowo jak u większości. Ale pomyśleć a zparoponować? To jest
różnica. I ratować związek z kims takim?!?! Dziecko jest bezbronne,
nie jest takie płaczliwe z wyboru, na złość rodzicom!!! Niech matka
odda, jeśli wie, że opieka przekracza jej możliwości. Ale robić to
dla takiego faceta? Faceta, który nie zważa na drugie istnienie,
osobę, dziecko (chore czy zdrowe)? ... Straszne.
Obserwuj wątek
    • zorka-5 Re: Wybór Julii 27.07.08, 19:11
      Jak bardzo jest upośledzona? Mi tzw. zasady wystarczyły na 5 lat opieki 24/7 i w
      efekcie skończyłam jako wrak człowieka. Fakt, nie chodziło o moje dziecko.

      Życzenie śmierci jest jak najbardziej naturalne w takiej sytuacji, powie Ci to
      każdy psycholog. Dotyka większości opiekunów, oczywiście po przekroczeniu
      indywidualnego progu wytrzymałości. Zwróć teraz uwagę jak blisko jest ze sobą to
      małżeństwo: potrafili o tym mówić.
      • atomm Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:22
        Byc moze spłycę problem, ale kwintesencja tego artykulu jest to, ze
        nie kazdy dorosl do maciezynstwa...
        Tego nie kupi sie za zadne pieniadze...
        • 4g63 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:45
          najlepszy wiek na rodzenie to 15-25 a nie 40!
          • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:02
            To sie wypowiedziałaś w temacie.
            • the_rest kupa, a nie matka 31.07.08, 09:18
              tu nie ma co owijać w bawełnę. Moja żona po urodzeniu córki leżała na sali z
              nastolatką z marginesu, która zostawiła w szpitalu dziecko po porodzie - jej
              motywacja była prosta - "bachor" to koniec imprez, ani gdzie wyjść, z chłopakami
              się nie można spotykać itd. Tą panią z artykułu stawiam na tej samej półce co tą
              gó..arę. Śmieszy mnie ton artykułu "wybór Julii" "łamanie tabu", w przypadku
              tej pani, która ma środki na to aby pociągnąć wychowanie niepełnosprawnego
              dziecka, jej postępowanie to zwykłe sk....syństwo, a nie "łamanie tabu"
              • hermina5 Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 09:22
                Dlaczego męzczyzni tak łatwo oceniaja kobiety, skopro sami nei maja
                pojęcia, jak zachowaliby sie po urodzeniu pierworodnego syna z
                połową mózgu?
                • rikol Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 12:44
                  Dlatego, ze mezczyzni zwykle zostawiaja rodzine, kiedy rodzi sie niepelnosprawne
                  dziecko. I nad nimi wszyscy sie uzalaja, bo 'nie wytrzymali'. Za to kobiete
                  kazdy potepia, najpierw, bo uprawia seks, potem, ze chce aborcji (bo facet nie
                  chcial uzywac prezerwatyw), potem, ze chce oddac dziecko do adopcji (mimo, ze
                  podobno jest to lepsze niz aborcja - ciekawe dla kogo?).
                  • marcowroc Julia nie czuje odpowiedzialnosci za swoje czyny 31.07.08, 18:13
                    Nie tłumaczy nawet drugiemu dziecku, dlaczego siotrzyczka zniknęła. To kilkuletni dzieciak sam ma to zrozumieć?
                    I co, może jeszcze pogłaskać mamusię i pocieszyć?

                    Nie oceniam tego, że oddała, oceniam, to co robi potem. Zagaduje sprawę, bierze na rozum, a nie sercem.
                    • okrent9 Re: Julia nie czuje odpowiedzialnosci za swoje cz 01.08.08, 01:42
                      marcowroc napisał:

                      "Nie oceniam tego, że oddała, oceniam, to co robi potem. Zagaduje
                      sprawę, bierze na rozum, a nie sercem."

                      A może gdyby "brała sercem", skończyłoby się to jej samobójstwem i
                      osieroceniem pierwszej córki?
              • twojafantazja Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 09:25
                the_rest napisał:

                > tu nie ma co owijać w bawełnę. Moja żona po urodzeniu córki leżała na sali z
                > nastolatką z marginesu, która zostawiła w szpitalu dziecko po porodzie - jej
                > motywacja była prosta - "bachor" to koniec imprez, ani gdzie wyjść, z chłopakam
                > i
                > się nie można spotykać itd. Tą panią z artykułu stawiam na tej samej półce co t
                > ą
                > gó..arę. Śmieszy mnie ton artykułu "wybór Julii" "łamanie tabu", w przypadku
                > tej pani, która ma środki na to aby pociągnąć wychowanie niepełnosprawnego
                > dziecka, jej postępowanie to zwykłe sk....syństwo, a nie "łamanie tabu"

                Usunie ciąże-źle,odda do adopcji (jak ta nastolatka) to "kupa" a nie
                matka.Założe się,że autor powyższego jest przeciwnikiem aborcji.
                "Uródź,najwyżej oddasz do adopcji",ale bezwzględu na to co wybierzesz i tak
                będziesz szmatą (albo "kupą").

                • ranita_08 Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 09:34
                  no dokłanie. Zgadzam się w 100%
                  • pizza niby 31.07.08, 10:25
                    niby macie rację z że łatwo ocenami facet nie powinien wylatywać. Z
                    drugiej strony pogląd ultrakonserwatywny, w sprawie tej nastolatki
                    jest dość spójny: seks nie w porę i z niewłaściwą osobą - pierwszy
                    błąd powoduje lawinę kłopotów i nie ma co pośrodku tej lawiny szukać
                    usprawiedliwienia: wina oczywista - zła decyzja więc płać za to. I
                    nic dziwnego że każda próba uniknięcia odpowiedzialności czyli
                    zarówno aborcja jaki i oddanie dziecka będą ocenione negatywnie,
                    tyle że to drugie to mniejsze zło.
                    • bubster Re: niby 31.07.08, 10:45
                      jak sam napisałeś, jest to pogląd ultrakonserwatywny

                      i jak sam napisałeś, nie powinien z nim wylatywać facet

                      większość ryzyka, odpowiedzialności i kosztów macierzyństwa ponosi
                      kobieta
                    • hermina5 Re: niby 31.07.08, 10:51
                      >wina oczywista - zła decyzja więc płać za to.
                      >I
                      > nic dziwnego że każda próba uniknięcia odpowiedzialności czyli
                      > zarówno aborcja jaki i oddanie dziecka będą ocenione negatywnie,

                      Chwila, chwila, wina, kara? To znaczy, ze kara dla 15 latki za wine
                      uprawiania seksu jest wychowywanie dziecka i neich nie próbuje
                      unikac odpowiedzialnosci oddając je do adopcji?

                      Po pierwsze:
                      Ktoś jej coś wsadził i to jest OJCIEC tego dziecka

                      Po drugie:
                      Jesli w ultrakonserwtywnej moralnosci 15 latka ma za karę wychowywać
                      dziecka, niezaleznie od tego jak i jakim cudem , ale zeby miała za
                      swoje - to przepraszam za słowo, ja pie.. taką moralnosc, skoro
                      dziecko ma być kara dla kobiety za winę w postaci seksu ...
                    • smettka Dramat rodziny 31.07.08, 10:51
                      Mysle, ze dotykamy tu poteznego problemu etycznego: medycyna potrafi
                      uratowac zycie dzieci, ktore jeszcze dziesiec-dwadziescia lat temu
                      by po prostu nie przezyly. Rownoczesnie te dzieci, a potem dorosli
                      ludzie nie sa w stanie samodzielnie funkcjonowac na zadnym poziomie.

                      To jest dozywotni wyrok dla ich rodzin. Nie kazdy jest w stanie
                      usniesc taki ciezar. Moim zdaniem jest to ogromne wyzwanie, jest to
                      straszliwe cierpienie matki oraz swiadomosc, ze po jej smierci ktos
                      bedzie musial zmieniac pieluchy jej dziecku.... Kazdego dnia.
                      Niewyobrazalny dramat, bez wzgledu na to czy sie dzieckiem opiekuje
                      czy nie.
                      • rikol Re: Dramat rodziny 31.07.08, 12:47
                        No wlasnie, ale dzis jest dostepna eutanazja. Niektorzy etycy juz wskazuja takie
                        rozwiazanie - nie ratowac noworodkow, ktore nie beda mialy szans na samodzielne
                        zycie. W Holandii juz sie to praktykuje.
                        • hapaxa Re: Dramat rodziny 31.07.08, 12:56
                          Zastanów się nad tym co napisałeś: żaden noworodek nie ma szans na samodzielne
                          życie.

                          A odpowiadając na Twoje pytanie dlaczego i dla kogo jest lepsza adopcja w
                          porównaniu z aborcją odpowiadam - dla wszystkich. Jeśli nie słyszałeś o
                          syndromie poaborcyjnym, to radzę poczytać.

                          Powiedz - co jest lepsze - żyć czy nie żyć? Nie przekonują mnie argumenty typu,
                          że życie w biedzie i patologii. Z tego zawsze jest nadzieja wyjścia. Jak
                          wybierzesz śmierć, to tej nadziei już nie ma.
                          rikol napisała:

                          > No wlasnie, ale dzis jest dostepna eutanazja. Niektorzy etycy juz wskazuja taki
                          > e
                          > rozwiazanie - nie ratowac noworodkow, ktore nie beda mialy szans na samodzielne
                          > zycie. W Holandii juz sie to praktykuje.
                          • rikol Re: Dramat rodziny 31.07.08, 13:04
                            Manipulujesz. Nie mowimy tu o biedzie czy patologii (czego konsekwencja jest
                            dziedziczona przemoc i samobojstwa), tylko o uszkodzeniu mozgu uniemozliwiajacym
                            normalne zycie. Chcialabys miec takie dziecko? Bo ja nie.

                            Syndrom poaborcyjny wystepuje w krajach katolickich, gdzie kobiety sa narazone
                            na wyzwiska i propagande, a jakos nie ma go w krajach, gdzie aborcja jest
                            legalna. Jakies wnioski?
                            • hapaxa Re: Dramat rodziny 31.07.08, 13:15
                              Nie - nie manipuluję. Kto miałby decydować o tym, które dziecko się nadaje do
                              tego żeby żyć a które nie? Ile organów musi mieć, żeby dać mu prawo do życia? Co
                              to jest 'normalne' życie? Z IQ 120?

                              Syndrom poaborcyjny "występuje" tylko w krajach katolickich, bo gdzie indziej
                              jest tematem tabu. Spotkałam osoby, w których miała miejsce aborcja. Jeśli to
                              byłby tylko wymysł 'katoli' to byłyby szczęśliwymi, normalnymi ludźmi. A są
                              wrakami z poczuciem, że żyją przez przypadek (im się udało a ich rodzeństwu już
                              nie -z poczuciem winy, że oni nie umarli). Nawet w Polsce są odpowiednio
                              przemilczane skutki dla kobiety, która dokonuje aborcji - psychicznych i
                              fizycznych komplikacji. A jeśli tylko ktoś coś powie na ten temat, to pada
                              hasło, że "czarni mieszają się do polityki".

                              rikol napisała:

                              > Manipulujesz. Nie mowimy tu o biedzie czy patologii (czego konsekwencja jest
                              > dziedziczona przemoc i samobojstwa), tylko o uszkodzeniu mozgu uniemozliwiajacy
                              > m
                              > normalne zycie. Chcialabys miec takie dziecko? Bo ja nie.
                              >
                              > Syndrom poaborcyjny wystepuje w krajach katolickich, gdzie kobiety sa narazone
                              > na wyzwiska i propagande, a jakos nie ma go w krajach, gdzie aborcja jest
                              > legalna. Jakies wnioski?
                              • peryklejtos Re: Dramat rodziny 31.07.08, 14:04
                                hapaxa napisała:

                                > Nie - nie manipuluję. Kto miałby decydować o tym, które dziecko
                                się nadaje do tego żeby żyć a które nie? Ile organów musi mieć, żeby
                                dać mu prawo do życia? Co to jest 'normalne' życie? Z IQ 120?

                                Manipulujesz, artykuł mówi o dziecku, które przepraszam za to
                                określenie będzie "warzywem" przez całe życie.
                                Poza tym każdą tego typu sytuację trzeba traktować indywidualnie, a
                                Ty przytaczasz demagogiczną argumentację rodem z ambony.

                                Niestety w Polsce w dyskusji na te tematy zbyt wiele jest argumentów
                                ideologicznych o zabarwieniu religijnym, a zbyt mało rzetelnego i
                                głębokiego podejścia do problemu.
                              • figgin1 Re: Dramat rodziny 31.07.08, 21:45
                                hapaxa napisała:

                                Spotkałam osoby, w których miała miejsce aborcja. Jeśli to
                                > byłby tylko wymysł 'katoli' to byłyby szczęśliwymi, normalnymi ludźmi. A są
                                > wrakami z poczuciem, że żyją przez przypadek (im się udało a ich rodzeństwu już
                                > nie -z poczuciem winy, że oni nie umarli)

                                Co znaczy "osoby, w których miała miejsce aborcja"? Czy kobiety, które jej
                                dokonały(znam takie i żadnych syndromów nie widzę) i znam faceta, którego mama
                                miała dwie aborcje. Również żadnego poczucia winy.
                            • maura4 Re: Dramat rodziny 31.07.08, 13:20
                              A i to chyba jest ten syndrom mocno wyolbrzymiany. Gdyby
                              rzeczywiście te kobiety tak strasznie cierpialy ,to musialby sie
                              mocno odbijac na nich i ich rodzinach .Myslę ,że potrzebowalyby
                              specjalistycznej pomocy a biorac pod uwage jak duzo rocznie dokonuje
                              sie aborcji ,nie pomiesciłyby sie w szpitalach psychiatrycznych.
                              Musialyby istniec specjalne osrodki dla nich. To byłoby
                              kilkadziesiąt dodatkowych psychiatrycznych pacjetek rocznie.
                              • smettka Re: Dramat rodziny 31.07.08, 14:41
                                To co napisalas jest bezduszne. Zanim sie wyglosi jakas opine warto
                                sobie wyobrazic siebie patrzaca codziennie na dziecko, ktore nie
                                potrafi... nic. I NIGDY niczego sie nie nauczy co pozwoliloby mu
                                samodzielnie zyc. Cierpienie takiej matki jest straszliwe.
                              • rikol Re: Dramat rodziny 31.07.08, 15:36
                                Pokolenie dzisiejszych 60-latek mialo srednio 5-6 aborcji. I jakos nie widze
                                zadnego syndromu u starszych pan (chyba, ze w ramach tego syndromu wspieraja
                                Radio Maryja, ale to radio wspieraja wyjatki, wiec i syndromu za duzo nie ma).
                                Dzisiejsze kobiety maja srednio przynajmniej 1 aborcje w zyciu (policz,
                                szacowane 150.000-200.000 aborcji rocznie, w ciagu 10 lat jest to 1,5-2
                                miliony), a nie widze nigdzie milionow alkoholiczek i psychicznie chorych.
                          • julita8888 Re: Dramat rodziny 16.08.08, 10:36
                            hapaxa napisała:

                            > Zastanów się nad tym co napisałeś: żaden noworodek nie ma szans na samodzielne
                            > życie.
                            >
                            > A odpowiadając na Twoje pytanie dlaczego i dla kogo jest lepsza adopcja w
                            > porównaniu z aborcją odpowiadam - dla wszystkich. Jeśli nie słyszałeś o
                            > syndromie poaborcyjnym, to radzę poczytać.
                            >
                            > Powiedz - co jest lepsze - żyć czy nie żyć? Nie przekonują mnie argumenty typu,
                            > że życie w biedzie i patologii. Z tego zawsze jest nadzieja wyjścia.


                            Aż ciśnie mi sie, aby napisać, że ty nie masz raczej problemów z pieniędzmi...
                            jak myslisz, czy osoba, która jest biedna, jej rodzice są biedni, czy ma szanse
                            na wyjście z tego? gdy pojawia się dziecko i sama musi sie tym zajmowac, to nie
                            wydaje mi sie, żeby mogła chodzoci do szkoły, kształcic sie i wyjść z biedy... a
                            wszyscy dobrze wiedzą, że nie tylko wykształcenie jest potrzebne aby stać się
                            bogatym... a nie oszukujmy się, przy dzieciach niepełnosprawnych, trzeba byc
                            bogatym, albo chociaz miec troszkę pieniędzy, żeby zapewnić byt sobie i
                            dziecku... no i fachowa opieke, no bo matka niestety nie wszystko bedzie mogła
                            przy takim dziecku zrobic. matka poświęcając się niepełnosprawnemu dziecku, nie
                            zdobedzie potrzebnego wykształcenia, które jest namiastką dostatku. I kółko sie
                            zamyka... morderstwo nie jest rozwiązaniem, ale adopcja jest bardzo rozsądnym
                            rozwiązaniem w tej sytuacji. Napewno znajdzie się jakaś kobieta, którą będzie
                            stać na opiekę nad takim dzieckiem i otworzy na nie swoje serce. Wybacz, ale po
                            twojej wypowiedzi mniemam, że nigdy nie miałes/aś problemów co do garnka
                            włożyć... no chyba, że jestes niepoprawnym optymistą!
                    • ranita_08 Re: niby 31.07.08, 10:52
                      Jeśli masz takie poczucie sprawiedliwości to zauważ że 15 letni
                      człowiek to jeszcze psychicznie dziecko które powinno być pod opieką
                      rodziców.

                      Moim zdaniem sex 15 letniej dziewczyny nie jest jej błędem tylko
                      błędem jej rodziców którzy nie przygotowali jej do życia i
                      najpewniej zajęci własnym balowaniem- pozostawili samą sobie.

                      A przymuszając dzieci do rodzenia dzieci tworzymy kolejne pokolenie
                      patologii.


                      • rikol Re: niby 31.07.08, 12:51
                        Zauwaz, ze to 'poczucie sprawiedliwosci' dotyczy tylko kobiet. 15-letni chlopak
                        (albo i dojrzaly mezczyzna) to przeciez jest 'pod wplywem hormonow' i wszystko
                        mu sie wybacza. A 15-letnia dziewczyna to nie? W tym wieku ludzie nie sa
                        dojrzali, jest norma, ze popelniaja bledy. Zadaniem doroslych jest informowanie
                        dzieci o zagrozeniach oraz takie kierowanie dzieckiem, zeby konsekwencje bledow
                        byly jak najmniejsze, np. dzieci powinny uzywac prezerwatyw - dzieki temu nie
                        zaraza sie ani nie beda mialy dzieci. Czemu tylko doroslym 'wolno' korzystac z
                        antykoncepcji, a mlodziezy nie wypada? Przeciez 15-latki maja prawo uprawiac
                        seks wedlug polskiego prawa.
                        • julita8888 Re: niby 16.08.08, 10:46
                          dokładnie... dlaczego w tym artykule nie ma wogóle mowy o ojcu? Co to było?
                          Niepokalane poczecie? Nie sądze... dlaczego nikt nie napisze, że ojciec jest
                          jakims zwierzęciem, bo wogóle sie nie zjamuje dzieckiem? O nie, bo to jest
                          obowiązek matki... sranie w banie za przeproszeniem, oboje mają taki sam
                          obowiązek, a matke zostawiona samą z niepełnosprawnym dzieckiem nie można za nic
                          obwiniać. Ci wszyscy umoralniacze niech sie postawią w jej sytuacji... jeśli
                          oczywiście mają dość realności, aby sobie wyobrazić choć część tego cierpienia.
                          Pewnie wiekszość tych umoralniaczy to zwolennicy PISu i polityki prokatolickiej.
                          Ja uważam, że kościół nie powinien sie mieszać do polityki, bo nigdy z tego nic
                          dobrego nie wynikneło. A może ta dziewczyna nie była wierząca?
                      • maura4 Re: niby 31.07.08, 13:22
                        To przede wszystkim błąd boga ,że stworzył czlowieka szybciej
                        dojrzewajacego seksualnie ,niz psychicznie.
              • ranita_08 Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 09:31
                15 latka to jeszcze dziecko. Więc zastanów się gdzie byli jej
                rodzice?

                Nie zrzucaj winy na dziecko które wywodzim się zapewne domu z
                marginesu społecznego- bo tak zostało wychowane. Czy to jej wina?

                Nie wymagai odpowiedzialności od kogoś, kogo rodzice nigdy rodzicami
                nie byli. Ja wspólczuję takim dzieciom a nie je potępiam
              • krawiec6661 Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 10:03
                Trochę dziwny jesteś, skoro stawiasz te dwa przypadki koło siebie. Jedna matka
                zrobiła dużo aby dać sobie radę z dzieckiem, nawet z nim uciekawał kiedy inni
                mieli dość i myśleli o zabiciu dziecka. Drugiej matce chodziło tylko o własną
                wygodę.
              • camparis Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 11:39
                Dzięki takiej gó..arze ja mam swoją córeczkę. Pozostaje mi się
                tylko cieszyć, że była na tyle mądra, że zostawiła dziecko, którego
                nie chciała. Kolejka po takie maleństwa jest długa.
              • tinigrifi Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 12:22
                Zgadzam się z Tobą całą sobą!Ta kobieta jest okrutna i to co opisuje i w jaki
                sposób to robi świadczy o jej braku człowieczeństwa!Ciekawe co by zrobiła gdyby
                trzecia córka była chora?Jej macieżyństwo to jak gra w ruletkę,może się uda i
                zostanie w domu z nami,a może oddamy ją jak wybrakowany towar do sklepu!życie z
                niepełnosprawnym dzieckiem to męka, ale pozbycie się go mając możliwości
                finansowe to obrzydliwy akt egoizmu i braku ludzkich odruchów.
                • iluminacja256 Re: kupa, a nie matka 31.07.08, 13:33
                  Jasne, ale doczytac, z e przez rok próbowała i walczyła sama to juz
                  nie łaska, oczywiscie, bo to NIEWYGODNE.

                  a nie przysżło do glowy, z e ma pieniądze, bo pracuje?

                  A jak zacznei opiekować się 24/7 to skąd będą pieniądze?

                  Skoro się tak zgadzać to wez dziecko niepelnosprawne i zaadoptuje
                  je - tych dzieic s apełne domy dziecka - nikt ich nie chce, a cae
                  forum pełene ideałów i szklanych domów.

                  • kicia72 Re: kupa, a nie matka 07.08.08, 22:42
                    Popieram w 100% najłatwiej to teoretyzować...
          • nickieva Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:08
            15?! taka dziewczynka nawet nie ma jeszcze w pełni rozwiniętego ciała! między 20
            a 25 to już TAK
          • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 12:42
            15-latce grozi kilka razy wieksze prawdopodobienstwo smierci z powodu porodu niz
            20-latce, doczytaj, zanim zaczniesz sie madrzyc. 20-latki tez rodza chore
            dzieci. I co, winne sa? Sa tez 40-latki, ktore rodza zdrowe dzieci.
        • fomica Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 09:23
          ...ale to dziecko w naturalnych warunkach w ogóle nie powinno przeżyć. Zwierzęta
          nie opiekuja się upośledzonymi młodymi, bo to wbrew ich interesom, taka opieka
          musiałaby sie odbywac kosztem ich i ich zdrowego potomstwa. Pewnych odruchów nie
          da się oszukać, a tutaj oczekuje sie, że matka nie wiadomo dlaczego będzie
          inwestowac środki, czas, wysiłek w odchowanie potomka który nie ma szans na
          dalsze przekazanie genów! No, niech mi ktoś powie, że to nie jest wbrew naturze!

          Ludzie w swoim humaniźmie dochodza do ściany - w takich sytuacjach etyka kłóci
          sie z naturalnym, wrodzonym instynktem przekazywania życia. I nie ma nic
          wspólnego z dorośnięciem czy tez nie dorośnięciem do macierzyństwa. Skąd to
          przekonanie, że macierzyństwo to obowiązkowo cierpienie, poświęcenie, zmęczenie,
          rezygnacja ze wszystkiego co dla mnie ważne? To wcale nie jest normalne, w
          macierzyństwie nie powinno byc takich rzeczy. No, może przez pierwsze 3-4 lata,
          ale na pewno nie przez 20 czy 30 lat.
          Nie wiem, jak postąpiłabym w sytuacji tej pani, ale nigdy jej nie potępię.

          Konkluzja jest taka: problem nie do rozwiązania, bo natura nie przewidziała
          takich problemów. Zwykle osobniki ciężko chore umieraja tuz po urodzeniu. A my
          przez uparte przedłużanie zycia istotom, które na to życie szans nie mają sami
          sobie stwarzamy ten problem.
          • hermina5 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 09:33
            No niestety, ale ty masz racje - zadna religia, a juz najbardziej
            chyba katolicyzm nie zakładał, ze mozna tak rozwinać medycynę, w
            związku z czym wszystko co dotyczy moralnosci kłóci się już u
            podstaw.

            Nie mniejszy problem ma oczywiscie etyka, ale przeciez ona nie
            stanowi dogamtów i moralnej oceny - dobre-złe.
            • ranita_08 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 09:45
              To wszystko prawda. U podstaw tworzenia wszelkich dogmatów
              religijnych i etycznych leżały prawa naturalne, a medycyna była w
              powijakach i nikomu na myśl nawet nie przyszło że można np. 20 lat
              żyć dzięki podłączeniu do rurki.

              Od początku świata życie i jego pojawienie się było najważniejsze,
              jednak głownie z uwagi na fakt przedłużania istnienia.
              Słabe jednostki ginęły w naturalnym świecie.

              I nie chodzi mi o to ż emamy nie rozwijać medycyny i nie leczyć się
              (bo pewnie zaraz ktoś rzuci w odpowiedzi coś takiego ) ale o to, że
              czasami po prostu nie mam sensu. I nie piszę konkretnie o Imogen.

              Co np. z eutanazją? Ilu ludzi błaga o odłączenie or rurek i kabli?
              Ilu chciałoby umrzeć bo nie widzą końca cierpienia i nie dają już
              rady? A my gloryfukujemy cierpienie i zakazujemy zakończenia życia
              nawet jednostkom, które tego pragną same dla siebie. Dlaczego?



              • 7em Re: Może to kogos oburzy, ale... 14.08.08, 02:00
                sen-sennik.pl/sennik-ciaza/
                sen-sennik.pl/sennik-dziecko/
                sen-sennik.pl/sennik-zmarly-umarly-trup/
                sen-sennik.pl/sennik-zab/
                sen-sennik.pl/sennik-smierc/
                sen-sennik.pl/sennik-mezczyzna/
                sen-sennik.pl/sennik-odchody/
                sen-sennik.pl/sennik-calowac-2/
                sen-sennik.pl/sennik-slub-3/
                sen-sennik.pl/sennik-woda/
                sen-sennik.pl/sennik-krew/
                sen-sennik.pl/sennik-pies-2/
                sen-sennik.pl/sennik-wlosy-3/
                sen-sennik.pl/sennik-pajak/
                sen-sennik.pl/sennik-brzemiennosc/
                sen-sennik.pl/sennik-pocalunek-calowac-calus/
                sen-sennik.pl/sennik-dziecko-2/
                sen-sennik.pl/sennik-kot-2/
                sen-sennik.pl/sennik-samochod/
                sen-sennik.pl/sennik-szczur/
                sen-sennik.pl/sennik-zab/
                sen-sennik.pl/sennik-buty-2/
                sen-sennik.pl/sennik-pieniadze-2/
                sen-sennik.pl/sennik-waz-3/
                sen-sennik.pl/sennik-smierc-2/
                sen-sennik.pl/sennik-sex-seks/
                sen-sennik.pl/sennik-slub/
                sen-sennik.pl/sennik-kon-2/
                sen-sennik.pl/sennik-kupa-2/
                sen-sennik.pl/sennik-sex-seks/
                sen-sennik.pl/sennik-syn/
                sen-sennik.pl/sennik-wesele/
                sen-sennik.pl/sennik-ksiadz-2/
          • krawiec6661 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 09:56
            Smutna prawda... Pomyslalem sobie jeszcze, że w sumie można uznać taki obrót
            spraw w naturze za "akt łaski". Skoro taki noworodek cały czas płacze, wymiotuje
            itd. to chyba jego życie tez nie jest zbyt piekne. Smierc to chwila bólu, a
            potem wieczny sposkój, lub jak kto woli ponowne narodziny już jako zdrowy
            człowiek. Czy to nie barbarzyństwo pozowlić żyć i cierpieć przez tyle lat
            biednej istocie z połową mózgu?
          • tralalinska Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 10:30

            Jak to "natura nie przewidziala takich problemow"??? Przewidziala,
            bo dala czlwiekowi dusze i mozg wiekszy od mozgu zwierzat!!!
            Podejmujemuy swiadomie decyzje!
            • psychidae Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 10:34
              wielkość mózgu nie świadczy o inteligencji :-)
            • p.s.j Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 11:03
              No tak, cwaniaku, a jak ktoś się urodził bez połowy mózgu?
            • maura4 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 13:27
              Szkoda jeszcze ,że oprócz mózgu i duszy nie dała dośc duzo siły i
              zdrowia oraz pieniedzy na opieke nad uposledzonym czlowiekiem.
              Opieka wyklucza pracę zarobkowa. Ciagly stres i cięzka fizyczna
              praca odbiera zdrowie.
              • zorka-5 Re: Może to kogos oburzy, ale... 02.08.08, 01:44
                Brak nadzieli, bezsilność i rozpacz odbierają zdrowie psychiczne.
          • tinigrifi Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 12:26
            Właśnie to nas odróżnia od zwierząt,że potrafimy zadbać o jednostki słabe,w
            przypadku ludzi chodzi tylko o to czy mamy taką wolę.Rozumiem,że jesteś
            zwolennikiem czystej rasy?To zupełnie jak ta kobieta-trzecia córka jak będzie
            zdrowa to zostanie w domu,jak nie to może ją udusi,zostawi w szpitalu itp.
            • fomica Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 31.07.08, 14:10
              ...albo udajesz że nie rozumiesz. Tu nie chodzi o to czego ja jestem
              zwolennikiem. Chodzi o to, jaka strategia życiowa jest najbardziej korzystna.
              Moim zdaniem - i zdaniem "ewolucji"- poświęcanie zdrowia, zasobów i wysiłku na
              rzecz osoby, która powiedzmy wprost - jest rośliną - nie jest dobrym wyborem. Za
              ten sam wysiłek można by miec dwoje albo troje kolejnych dzieci.

              Nie wiem co masz na myśli mówiąc "czysta rasa" - bo mnie to się kojarzy raczej z
              czystkami etnicznymi, a nie z uporczywym utrzymywaniem przy życiu dziecka,
              które płacze, cierpi i nie wykazuje żadnych cech "bycia dzieckiem".
              Jak widac z przykładu tej pani nie każdy z nas "potrafi zadbać o istoty
              słabsze". Może to cecha niektórych herosów, a nie każdy jest herosem. A może
              mylisz jednorazową pomocgdy wymaga tego szczególna sytuacja, z pomaganiem, a
              właściwie sztucznym utrzymywaniem przy życiu które trwa 30 lat.

              Nie wiem czy masz w domu ciężko niepełnosprawna osobę. Ja nie mam. Dlatego
              powtórzę jeszcze raz - nie wiem, jak zachowałabym się w podobnej sytuacji. Ale
              potrafie sobie wyobrazić że nie każdy jest świętym/świętą.
              • iluminacja256 Re: Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 31.07.08, 14:48
                Ale mozna o tym powiedzieć jeszcze prościej, w ogole abstrahujac od
                nauki, współczesnosci, medycyny, poglądów . A moim zdaniem to wazne,
                zeby tak powiedzieć, bo inaczej dyskusja przekształca si w pyskówkę
                ideologiczną .

                W takim samym stopniu jesteśmy zwierzetami, jak ludzmi. Mamy
                wprawdzie wyzszą swiadomosc, ale nie znaczy to jednoczesnie, z e nie
                mamy instynktu, bo mamy, jedynie nieco przytepiony. Problem polega
                na tym, ze czesto tzw. moralnosc jest kształtowana wbrew
                instynktowi/

                Zawsze te dyskusje o dzieciach kończą sie argumentem o podawaniu
                szklanki wody na starosc. No to ja tylko przypomne, ze mówiło się, z
                eLUD POLSKI jest najbardziej religijny, a religia buduje moralnosc.

                I nie gdzie inadziej, a u ludu polskiego mielismy zwyczaje
                wynajmowania " starych rodziców" do pracy w czyjejś gospodarce, albo
                wyprawiania ich z chłupy na zimę , zeby szli zebrać i wrócili
                dopiero na wiosnę . Skądś się wzieło to, ze cherlawego dzieciaka nie
                otaczało się specjaln opieką , ale swiadomie pędziło do cięzkiej
                roboty, zeby szybko się go pozbyć . I to wszystko w katolickiej
                Polsce. Wtrącam to tylko dlatego, z e bardzo mi się nei podoba to
                unoszenie sie, z e to zgnilizna zachodu , który dązy do hedonizmu i
                egoizmu. Powieiałabym, ze akurat istnienie instytucji matki
                zastepczej, placówek dla takich dzieci to nic innego, jak znaki, ze
                dba się nie tylko o własny nos...
              • zorka-5 Re: Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 02.08.08, 01:55
                > Jak widac z przykładu tej pani nie każdy z nas "potrafi zadbać o
                > istoty słabsze".
                Jak to nie potrafi zadbać? Z pełną świadomości powierzyła opiekę nad córką
                osobie, która ma przygotowanie, doświadczenie i chęć sprawowania opieki nad
                niepełnosprawną. Wykwalifikowany opiekun nie odczuwa beznadziei sytuacji, nie
                patrzy na rozpad rodziny, cierpienie drugiej córki, nie ma poczucia krzywdy, nie
                obwinia upośledzonego, itd, a przede wszystkim ma pełna świadomość tego, czego
                się podejmuje, nie jest to dla niego sytuacja nagła.

                Potrafisz wyobrazić sobie lepszy układ?

                ps. ja miałam w domu osobę upośledzona.
                • falka32 Re: Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 02.08.08, 14:23
                  > Jak to nie potrafi zadbać? Z pełną świadomości powierzyła opiekę nad córką
                  > osobie, która ma przygotowanie, doświadczenie i chęć sprawowania opieki nad
                  > niepełnosprawną.

                  Zorka, czy ty czytałaś ten sam artykuł, co reszta? Bo w tym, który jest z WO
                  stoi jak byk:


                  "Gdy zadzwonili ze szpitala i spytali, kiedy odbierze dziecko, wydukała tylko:
                  'Nie przyjadę. Nie mogę'. Wyznaczono im oficjalne spotkanie, żeby ustalić, dokąd
                  trafi Immie. Julia i Jay spakowali butelki, kocyki, fotelik, sterylizator i
                  wywieźli je na śmietnisko."
                  • zorka-5 Re: Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 03.08.08, 00:18
                    ten sam...
                  • zorka-5 Re: Albo nie rozumiesz mojej wypowiedzi... 03.08.08, 13:05
                    Jeszcze jedno. Czy istnieje możliwość, że Ty się spodziewałaś zimnej kalkulacji?
          • hajduczek2006 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 16:49
            Słuchaj, po co cała nasza kultura, cywilizacja moralność itp jeśli mamy mieć
            tylko zwierzęce odruchy i nie opiekować się upośledzonymi dziećmi? Sama nie wiem
            jak bym postąpiła, nie wykluczone, że też bym takie dziecko oddała bo nie
            wyrażam sobie poświęcenie się całkowicie opiece nam nim. Lubię chodzić do pracy,
            patrzeć jak mój zdrowy synek rośnie, rozwija się jest śliczny i mądry. Gdyby mi
            to zabrano każąc opiekować się przez 24 chorym dzieckiem na pewno bym tego nie
            wytrzymała, za dużo jest we mnie egoizmu. Ale z drugiej strony wyrzuty sumienia
            zatruły by mi życie, wiem to dobrze. z takiej sytuacji nie ma dobrego i
            rozsądnego wyjścia. Ale nie można zakazać ratowania takich dzieci bo następnym
            krokiem może byc np. zaprzestania leczenia raka z przerzutami - motywując np że
            to sie nie opłaca biologicznie bo ten człowiek i tak nie wyzdrowieje.
            • katarz1 Re: Może to kogos oburzy, ale... 31.07.08, 20:04
              Wiesz, jak słysze że ktos 90-letniego dziadka chorego na raka wozi po
              szpitalach, po lekarzach, funduje zabiegi, pobieranie krwi, łykanie czegoś,
              naświetlenia itp. to bardzo poważnie zastanawiam sie nad sensem takiego
              szaleństwa. Nie lepiej pozwolic mu odejść w spokoju i godności?
        • calistax Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:14
          to nie ma nic wspólnego z macierzyństwem... tu chodzi o umiejętność opieki nad
          umysłowo chorym człowiekiem, całkowite się jemu poświęcenie, nie każdy to
          potrafi i ja tej kobiety nie potępiam...
    • vesper_lynd Re: Wybór Julii 27.07.08, 22:55
      A ja nie rozumiem, jak można krytykować czyjąś decyzję nie będąc w podobnej sytuacji.
      Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co przeżywała bohaterka. Opieka nad ciężko upośledzonym dzieckiem, które nie ma połowy mózgu i do końca życia będzie w mniejszym lub większym stopniu wegetować... Nie, nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak bym postąpiła na jej miejscu. Dlatego nie mogę ani potępić, ani podziwiać decyzji Julii.

      Ale to, jak bardzo szczerze, momentami szokująco szczerze i w bardzo bezpośrednich słowach opowiedziała swoją historię, jest dla mnie godne szacunku. Przełamała pewne tabu, wbrew wszelkiej poprawności opowiedziała o swoich odczuciach wobec bardzo chorego dziecka, jakie urodziła. Bez cienia hipokryzji, ostro i nie ukrywając niczego - co mogłoby przecież poprawić jej wizerunek w oczach czytelnika. Wystawiła się w tym momencie na społeczne potępienie i ostry atak, ponieważ przyznała, że nie miała siły na poświęcenie całego swojego życia na opiekę nad upośledzoną córką. Nie można w tym momencie odmówić jej odwagi! Przecież oczekujemy, że "normalne" jest, że matka przyjmie swoje dziecko i wychowa je, nieważne jakim by było to dla niej poświęceniem. A tutaj mówimy o rozpadzie rodziny i przeobrażeniu się w pielęgniarkę 24/7.
      Nie można oczekiwać od nikogo heroizmu. A bohaterka artykułu mówi wprost, że nie da rady być taką cichą, codzienną bohaterką. Że nie poświęci całego swojego życia dla chorej córki.
      Drastyczne myśli, jakie miała ona i mąż w trakcie pobytu dziecka w domu... hmmm, nie wiem ile matek jest na tyle świętych, kochających i cierpliwych, że przyzna z ręką na sercu, że nie miało nawet cienia podobnych mrocznych myśli. Których przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wcieli w czyn, bo nikt własnego dziecka, nawet Bóg wie jak długo wyjącego po nocach, nie skrzywdzi!
      • jakas_kobietka Re: Wybór Julii 28.07.08, 16:39
        podpisuje się w stu procentach po wypowiedzią vesper_lynd. to tyle.

        • pawel949 Re: Wybór Julii 31.07.08, 03:09
          oczywiście że można krytykować!
          po pierwsze cały ten tekst to taka próba wytłumaczenia się, jak się było i jest
          nieszczęśliwą, jakie to zagrożenie dla małżeństwa itp. Tylko gdzie tu dziecko???
          Ja widzę od początku do końca autorkę - jej życie, jej problem, jej ucieczka,
          jej wyrzuty i na koniec jej próba odnalezienia własnej twarzy.
          Poza tym powiedzmy szczerze - jak się ma kasę to można sobie pozwolić na luksus
          wychowywania takiego dziecka. A autorka raczej do ubogich nie należała.
          • marcinxxx_3 Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 07:36
            pl.wikipedia.org/wiki/Eugenika
            A jak ktos chce aby decydowali o tylko ci ktorych to dotknelo to rozumiem, ze o
            wprowadzeniu kary smierci zdecyduja rodziny i ofiary przestepstw dla ktorych ja
            sie przewiduje?

            No ale zwiazek uratowala... bo jak nie to by facet ja zostawil bo po co mu taka
            z warzywem co to zamiast zrobic sobie paznokcie karmi lyzeczka niepelnosprawnego
            bachora... wspanialy dojrzaly facet...
            • hermina5 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 07:43
              Ile chorych dzieci wychowujesz marciniexxx? Ile ich urodziął twoja
              partnerka i dla ilu zaproponowałes swoją meskaa odpowiedzialnosc
              zmienia pieluch, karmienia, mycia do końca zycia. Ile?
              • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 07:50
                Moze od razu na forum zrobmy tabele zbiorcza i osoba, ktora ma najwiecej chorych
                dzieci sie wypowie?

                A co ty wiesz o meskiej odpowiedzialnosci? Ile dni w zyciu bylas mezczyzna? No ile?

                0? to sie nie wypowiadaj.

                • basia328 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 08:09
                  marcinxxx_3 napisała:

                  > Moze od razu na forum zrobmy tabele zbiorcza i osoba, ktora ma
                  najwiecej choryc
                  > h
                  > dzieci sie wypowie?
                  >
                  > A co ty wiesz o meskiej odpowiedzialnosci? Ile dni w zyciu bylas




                  mezczyzna? No

                  Nadal nie łapiesz o co chodzi.
                  Moje dziecko urodziło sie kalekie,to moja zasługa,ze dziś jako
                  dorosły czlowiek jest pełnosprawny.Moja,bo jego ojciec ,kiedy ja
                  walczyłam o zdrowie syna balował majac w nosie to co
                  przeżywamy,męczył go placz dziecka,a kiedy nosilam je po nocach na
                  ręku, wracając nad ranem do domu konstatował-" i po co go nosić,on i
                  tak umrze.Potwor? Nie,przecietny mezczyzna.




                  > ile?
                  >
                  > 0? to sie nie wypowiadaj.
                  >
                  • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:00
                    > Nadal nie łapiesz o co chodzi.
                    > Moje dziecko urodziło sie kalekie,to moja zasługa,ze dziś jako
                    > dorosły czlowiek jest pełnosprawny.Moja,bo jego ojciec ,kiedy ja
                    > walczyłam o zdrowie syna balował majac w nosie to co
                    > przeżywamy,męczył go placz dziecka,a kiedy nosilam je po nocach na
                    > ręku, wracając nad ranem do domu konstatował-" i po co go nosić,on i
                    > tak umrze.Potwor? Nie,przecietny mezczyzna.

                    Wytlumacz czego nie lapie?

                    Nie wiem czy przecietny mezczyzna. Dla mnie niedojrzaly gnojek. Tylko czy o nim
                    tez napisza artykul jaki to wspanialy bo przelamal tabu, nie poddal sie presji itd?
                    • n0e2008 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:34
                      pytanie brzmi: czy tych niedojrzałych gnojków nie jest tak na prawdę większość.
                      • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:45
                        Nie wiem nie znam wynikow badan itd. Patrzac po wiekszosci swoich znajomych
                        zakladam, ze raczej wiekszosc.
                  • psychidae Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:36
                    ale Ty rozumiesz, że dziecko, które nie ma połowy mózgu nigdy nie będzie
                    pełnosprawne
              • satelitka1 MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 08:25
                na całe życie.Tak jak nie wybiera sie rodziców - ( i jeszcze) nie wybiera się
                dzieci. Rozumiem twoje poparcie dla swobody wyboru ;) ale nie róbmy z babska -
                "bohaterki", kiedy jest zwyczajnie cyniczną i pozbawioną jakichkolwiek uczuć
                (poza namiętnościa do swojego fagasa)- babą.
                • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 08:31
                  Matką się jest na całe zycie ? A kto w Polsce wrzeszczy najgłośniej
                  o tym, zeby zakazać kazdej aborcji, a dzieci przecież cytuję " kazda
                  kobieta moze oddać do adopcji" - no to jak - tak zle i tak
                  niedobrze? Oddała i taka wredna i wyrodna baba?

                  >kiedy jest zwyczajnie cyniczną i pozbawioną jakichkolwiek uczuć
                  > (poza namiętnościa do swojego fagasa)- babą

                  Nie wiedziaąłm, ze tak dobrze ją znasz osobiscie.
                  • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 08:44
                    Zapomniałaś o najważniejszej części wyboru - moż wcale nie oddać i
                    wtedy jest "cacy". Dla dziecka oba wybory (odda lub wyskrobie) są
                    dramatem. A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                    dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka. Ona przecież "inwestuje"
                    uczucia w dziecko i oczekuje w przyszłości zwrotu/procentów itp. Nie
                    rozumie, że miłość jest bezwarunkowa. Inaczej jest tylko pokraczną
                    namiastkę.
                    • kwiat_gruszki Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:03
                      kowja napisał:

                      > Zapomniałaś o najważniejszej części wyboru - moż wcale nie oddać i
                      > wtedy jest "cacy". Dla dziecka oba wybory (odda lub wyskrobie) są
                      > dramatem.

                      Jest wiele dzieci, dla których pozostanie z biologicznymi rodzicami okazało się
                      dramatem. A są i takie, dla których rodzina zastępcza okazała się "cacy". Nie
                      generalizujmy.
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:03
                        > Jest wiele dzieci, dla których pozostanie z biologicznymi
                        rodzicami okazało się
                        > dramatem. A są i takie, dla których rodzina zastępcza okazała
                        się "cacy". Nie
                        > generalizujmy.

                        Dla odmiany znasz przysłowie "wyjątek potwierdza regułę"? Nie
                        dyskutuję z faktem, iż rodzina zastępcza jest lepsza od wielu
                        biologicznych(bo jest), ale dzieci tam się umieszcza, gdy rodzina
                        jest patologiczna. W "normalnej" rodzinie dzieci się wychowuje.
                        Dyskutujemy tu o ocenach moralnych tego postępowania. Z zasady
                        zabicie człowieka jest złe, ale w obronie koniecznej możemy to
                        zrobić. Nie jest to jednak powód do dumy. I nie sądzę by ten
                        książkowy ekshibicjonizm własnych uczuć dobrze o niej świadczył.
                        • m4urycy Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:40
                          > Nie dyskutuję z faktem, iż rodzina zastępcza jest lepsza od wielu
                          > biologicznych(bo jest), ale dzieci tam się umieszcza, gdy rodzina
                          > jest patologiczna. W "normalnej" rodzinie dzieci się wychowuje.

                          Co masz na myślimówiąc "normalna" rodzina?
                          Dla mnie normalna rodzina to taka, w której wszyscy są (w miarę)
                          normalni, wszyscy się wzajemnie rozumieją, i budują jakies relacje
                          wzajemne. I posiadają wiarę, nadzieję i perspektywy na przyszłość.

                          Znasz zasadę "lepiej zapobiegać, niż leczyć"?

                          Ta rodzina nie była już normalna. Była na najlepszej drodze do
                          rozpadu. Jeszcze chwila, a byłaby samotna matka w permanentnej
                          depresji, z (delikatnie mówiąc) niepełnosprawnym dzickiem, oraz
                          osobno samotny opjciec z córką. Wszyscy troje (a może nawet czworo,
                          ciężko stwierdzić) z całkiem niezłą traumą.
                          • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:53
                            m4urycy napisał:

                            > > Nie dyskutuję z faktem, iż rodzina zastępcza jest lepsza od wielu
                            > > biologicznych(bo jest), ale dzieci tam się umieszcza, gdy rodzina
                            > > jest patologiczna. W "normalnej" rodzinie dzieci się wychowuje.
                            >
                            > Co masz na myślimówiąc "normalna" rodzina?
                            > Dla mnie normalna rodzina to taka, w której wszyscy są (w miarę)
                            > normalni, wszyscy się wzajemnie rozumieją, i budują jakies relacje
                            > wzajemne. I posiadają wiarę, nadzieję i perspektywy na przyszłość.
                            >
                            > Znasz zasadę "lepiej zapobiegać, niż leczyć"?
                            >
                            > Ta rodzina nie była już normalna. Była na najlepszej drodze do
                            > rozpadu. Jeszcze chwila, a byłaby samotna matka w permanentnej
                            > depresji, z (delikatnie mówiąc) niepełnosprawnym dzickiem, oraz
                            > osobno samotny opjciec z córką. Wszyscy troje (a może nawet czworo,
                            > ciężko stwierdzić) z całkiem niezłą traumą.

                            no bo to są wykształcone prostaki i półinteligenci. nie potrafili znaleźć
                            rozwiązania sytuacji? są terapie dla rodziny, dla dziecka opieka, bogaci ludzie
                            mogą sobie pozwolić na luksus doświadczania życia w innych warunkach, niż
                            biedacy. tymczasem opiekunka dzieci niepełnosprawnych dostaje jakieś grosze..
                            ciekawe, czy pani matka dotuje, czy wyrwała chwast na tyle skutecznie, żeby go olać?
                            a tak nawiasem mówiąc: nie ma skutku bez przyczyny. być może dusza babki, która
                            wcześniej porzuciła córkę wróciła na ziemię aby odrobić lekcję i musiała zostać
                            oddana do adopcji. prawo karmy.
                            co do książki: kobieta źle czuje się z tym co zrobiła i wystawia się na ocenę
                            publiczną licząc na to, że znajdzie zwolenników, co uwolni ją nieco od poczucia
                            winy. przy okazji trochę zarobi:)
                            • gordon30 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:57
                              Przepraszam ze to napisze ale obrzydliwe, prostackie i glupie jest to co
                              napisalas w tym poscie
                              • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:05
                                Styl na granicy, ale pewne prawdy są zawarte. Wszędzi daje się
                                grosze na wychowanie - u nas na ciężko niepełnosprawnego dostaje się
                                koło 900 PLN (i za to trzeba przeprowadzić rechabilitację). Lżej
                                niepełnosprawni są kierowani do "zwykłych" rodzin zastępczych i ci
                                ludzie muszą się wszystkiego uczyć "od zera". Ot taka urzędnicza
                                gorliwość o finanse państwa.
                                Można było ładniej, ale też można było krytykę trochę delikatniej -
                                szanujmy się wzajemnie...
                            • m4urycy Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:01
                              Jeśli dobrze zrozumiałem, to nie zupełnie "wyrwałą chwasta", bo
                              widują się co dwa tygodnie..
                              Co więcej matka zastępcza broni tej biologicznej, a chyba nikt inny
                              nie wie lepiej co dobre dla tego dziecka.
                              W artykule też wspomnieli o takich samych prawach matki zastępczej,
                              co do decydowania o dziecku, przy zachowaniu prawa przez rodziców
                              biologicznych. NIe jestem pewien czy podali to jaki "nowy przepis",
                              czy jako "w tym przypadku to nastąpiło", ale jesli nastąpiło, to tym
                              lepiej świadczy.
                          • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:57
                            Miłość CIERPLIWA jest,
                            łaskawa jest.
                            Miłość nie zazdrości,
                            nie szuka POKLASKU,
                            nie unosi się pychą;
                            nie dopuszcza się bezwstydu,
                            nie SZUKA SWEGO,
                            nie UNOSI SIĘ GNIEWEM,
                            nie pamięta złego;
                            nie cieszy się z niesprawiedliwości,
                            lecz współweseli się z prawdą.
                            WSZYSTKO ZNOSI,
                            wszystkiemu wierzy,
                            we wszystkim pokłada nadzieję,
                            WSZYSTKO PRZETRZYMA.
                            1 Kor 13,1-13

                            W "normalnej" rodzinie to powyżej ma swoje odbicie. Być może myślimy
                            podobnie, tylko próg wytrzymałości mamy inny. Może problemem jest
                            słowo "wszystko". I żeby było jesne, nie potępiam człowieka, tylko
                            jego zachowanie. Nie jestem jej sędzią. Oceniam tylko przez pryzmat
                            swoich doświadczeń, swego bólu, cierpienia i możliwości
                            przetrzymania. Najlepszym wzorem dla mnie jest ta kobieta, która je
                            (dziecko) przyjęła. Ona może "wytrzymać", pokochać cudze, gdy własna
                            matka i ojciec mieli dość. Nie wiem jakie to jest małżeństwo, ale
                            cena dla jego utrzymania jest dla mnie nie do zaakceptowania.
                            • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:03
                              Najlepszym wzorem dla mnie jest ta kobieta, która je
                              > (dziecko) przyjęła. Ona może "wytrzymać", pokochać cudze, gdy
                              własna
                              > matka i ojciec mieli dość.

                              Nie wiem czy zwróciłaś uwage, ale to jest jej praca. Ona z tego zyje
                              i temu sie całkowiecie poswięca, a co wiecej - ma do tego
                              predyzspozycje , których nei ma kazdy i sama o tym mówi.
                              • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:15
                                Nie wiem, czy wiesz, o czym mówisz. Ja wiem, jak to jest u nas.
                                Płacą w rodzinie zastępczej "do 1600 złotych" pensji (czytaj
                                urzędnicy tną, jak chcą), kontrakty masz roczne (brak pewności, że
                                za rok nie powiedzą "rozwiązujemy umowę o pracę, a dzieci możecie
                                oddać do domu dziecka"- oddasz?), na dziecko zdrowe otrzymujesz
                                około 700 zł, a na niepełnosprawne około 900 (ale to dotyczy tych z
                                orzeczeniami). Wszyscy dobrze wiedzą, że to jest mało. Dlaczego? Np.
                                Dieta bezglutenowa mojego syna wynosi kilkaset złotych miesięcznie
                                (chleb 400 g 12 złotych - starcza na 1-1,5 dnia), więc eufemicznie
                                określa się to jako "częściową refundcję kosztów utrzymania".
                                Czy płaca 1600 złotych za trzy etaty (opieka i odpowiedzialność 24
                                godziny na dobę bez zmiany - to nie jest rodzinny dom dziecka) to
                                dużo? A i tak urzędnik traktuje cię jako osobę, która chce od
                                państwa coś wyłudzić.
                                Za te więc predyspozycje winna otrzymywać godziwą zapłatę. Przecież
                                i tak wyda je na dzieci (my tak robimy) bez dzielenia swoje, nie
                                swoje. No i z Twojego postu wynika, ze matka nie miała
                                predyspozycji...
                                • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:27
                                  Wiem o czym mówię, bo mówimy o przypadku tej kobiety opisanej w
                                  artykule, która jest dla ciebie ( cytuję ) WZOREM.

                                  Nie piszemy o Polsce i o Tobie , ale o artykule i tej kobiecie .


                                  i z Twojego postu wynika, ze matka nie miała
                                  > predyspozycji...

                                  Owszem , moze cię to bardzo zdziwi, ale wiekszość matek i ludzi w
                                  ogóle nie ma predyspozycji do zajmowanie sie dziecmi pzrez 30, 40,
                                  50 lat - natura ukształtowala je do zajmowania sie dziecmi typu
                                  bniemowlę , noworodek, 7 latek, 12 latek - gdyby było inaczej matki
                                  miałyby nosidła na 90 kg 30 letnie dzieci oraz gentyczny patent
                                  pielegniarka, psychiatra, psycholog . Niestety, ale tak nie jest i
                                  nie było nigdy - vide : przytyłki, schroniska, porzucanie niemowląt
                                  chorych itp. Niestty, ale natury nei oszukasz, a my jestesmy
                                  zwierzętami.
                                  Piszesz gdzieś o tym, ze sdpołeczństwo wymaga zatępowalnosci pokolen.

                                  to ja pójde dalej - gatunek tego wymaga . I prawa biologii sa
                                  bardzo jednoznaczne - jesli opiekujesz sie 40 letnim dzieckiem,
                                  kapiesz je, pzrewijasz, karmisz itp, twoje geny juz zanikły. Matka
                                  nie ejst tozasama z pielęgniarką , neistety...
                                  • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:36
                                    Nie wiem, czy wiesz, o czym piszesz? Toć to wierutna bzdura. A
                                    dziedkowie to niby czym się zajmują, jak nie pomocą w wychowywaniu
                                    dzieci. Fakt, to trudne i odpowiedzialne zajęcie, ale właśnie po to
                                    są, by służyć młodym swoją mądrością. A wychowywanie dzieci
                                    niepełnosprawnych, pójdę dalej: opieka nad chorymi i starymi daje
                                    nam poczucie bezpieczeństwa. Ja teraz opiekuję się, a w przyszłości
                                    ktoś inny to zrobi: dzieci, pielęgniarze itp. Ale braku przykładu
                                    nic nie zastąpi. Jeśli dziecko nie widzi opieki ojca na dziadkiem,
                                    to samo będzie miało trudniej. Pomyśl nad tym... Słowa uczą,
                                    przykłady pociągają, czy jakoś tak...
                                    • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:44
                                      Dzieci mój drogi - DZIECI . Zazwyczaj swoich wnuków zresztą.

                                      Ale nie 40 letnich 90 kilogramowcyh wciąz dzieci , które tzreba
                                      karmic , przewijać, zakładać pampersy, wyprowadzac na spacer,
                                      ubiera itp. Wiesz ile wazy 3 latek? A wiesz ile wazy lezący jak
                                      kłoda 40 latek, ktyóry jest dzieckiem 60 latka?

                                      Jesli ojciec ma jedno 40 latnie dziecko, które karmi, kto sie nim
                                      zajmie gdy będzie miał 70 lat i 50 letnie dziecko? Pomysl nad tym,
                                      bo o tym mówimy.
                                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:55
                                        Myślę, ale od tego jesteśmy my, jako społeczeństwo. A ta pani ma
                                        jeszcze dwoje dzieci tak? Więc miałby kto pomagać. Ale przecież
                                        wszyscy "muszą" być szczęśliwi (nie mieć problemów).
                                        • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:39
                                          Ma dwoje dzieci, ale gdyby nie decyzja , którą podjeła milaby jedno
                                          dziecko. I nie pisz, z e miałby kto pomagać, bo w rezultacie to
                                          miałaby troje małych wymagających opieki dzieci ,w tym jedno
                                          neipełniosprawne lub dwoje, w tym jedno niepełnosprawne.

                                          A co do miałby kto pomagac - sorry, mozna zmarnowac lub poswiecać
                                          wlasne zycie, ale ZMUSZAC po dwojej smierci zdrowe dziecko do
                                          zajmowania sie chorą siostra przez całe zycie , to juz jest w ogóle
                                          ponizej krytyki. Bo nei masz najmniejszego prawa jako rodzić
                                          urzadzac szczescia swojemu dziecku , bo ono chce meić swoje zycie .
                                          • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:15
                                            To prawo nazywa się MIŁOŚĆ i dalej nie będę dyskutował. Chcesz to
                                            werz, jak Ci wygodnie. Ja i moje dzieci mamy takie zasady, a nie
                                            inne. Ale przestroga - Ty swoich nie traktuj jako jedynie słusznych.
                                            • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:53
                                              Nigdy nie traktowałam swoich poglądów jako jedynie słusznych , wic
                                              nie wiem skąd ten pomysł.

                                              Moją naczelną zasadą jest nie oceniać postpowania innych , bo sama
                                              nei wiem jakbym się zachowała i nie mam do tego prawa . I nie mam
                                              prawa oceniać postepowania tej kobiety tak samo , jak decyzji kogoś
                                              kto wychowuje dzieci z wadami genetycznymi sam i przerzuca tę
                                              odpowiedzialnosc n aswoje zdrowe dziecko po smierci. Nie oceniam,
                                              ale uwazam, ze nikt nei powinien organizowac innym zycia.
                                            • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 02:19
                                              Odnoszę wrażenie, że to Ty traktujesz swoje zasady jako jedynie słuszne, ale
                                              mniejsza z tym.

                                              Napisałeś:
                                              > A ta pani ma jeszcze dwoje dzieci tak? Więc miałby kto pomagać. Ale
                                              > przecież wszyscy "muszą" być szczęśliwi (nie mieć problemów).
                                              Czy być szczęśliwym to przestępstwo? nie mieć problemów to przestępstwo? Chcieć
                                              szczęścia dla pierworodnej córki, tej co ma świadomość, uczucia i umiejętność
                                              oceny sytuacji to zło?

                                              Ja właśnie jestem w taką córką. Od 13 roku życia pomagam matce w opiece nad
                                              upośledzonym, od 5 lat sprawujemy opiekę 24/7. Rok temu oddałyśmy podopieczną do
                                              domu opieki. Teraz mam 28 lat. I wiesz co? Nie uszlachetnia.

                                              Konieczność włączenia się w opiekę nad upośledzonym zniszczyła moje życie.
                                              Żałuję, że nie oddałyśmy jej wcześniej.
                                  • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:23
                                    Wystarczy wejsc na forum dla matek. Znajdziesz tam pytania 'kiedy bedziemy mieli
                                    wreszcie czas dla siebie?' oraz pokrzepiajace odpowiedzi 'jak dziecko skonczy
                                    5,7 czy 10 lat'. Wychowanie dziecka to nie jest raj, raczej ciezka praca i
                                    ludzie to robia z mysla o przyszlosci, ze bedzie fajnie razem sie spotkac, ze
                                    dzieci beda mialy swoje dzieci i bedzie sympatycznie. I dla tej przyszlosci
                                    rodzice znosza pieluchy i placze - bo nie da sie tego ominac.
                                • bubster w tamtym kraju 31.07.08, 14:15
                                  podejrzewam ze płaca dużo więcej
                            • okrent9 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 01.08.08, 02:53
                              kowja, to co piszesz tak pięknie po chrześcijańsku brzmi, ale zwróć
                              uwagę, że zdaje się jakiś duchowny nawet powiedział bohaterce
                              artykułu, że być może jej przeznaczeniem było zrzec się córki, a
                              kogoś innego zająć się nią...
                      • m4urycy Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:31
                        Jakoś wszyscy skupili się na "obowiązku" kobiety, wobec dzieciaka.
                        Tego jednego, upośledzonego. Zapominają o wcześniejszym, zdrowym. I
                        o prawach kobiety.
                        To, że urodziła, nie znaczy, że ma być do końca życia niewolnikiem
                        ważywa, a jedyna radość w życiu to kiedy sie jej uda wyrwać na
                        weekend (bo dziecko nie okazuje uczuć, sztywnieje kiedy bieżesz je
                        na ręce, itd..)
                        Miłość nie jest bezwarunkowa. Chyba, ze miłość toksyczna znacie to
                        pojęcie?) Elementem prawdziwej, szczerej i otwartej miłości jest
                        wiara i nadzieja. Niewolnictwo albo uzależnienie to nie jest miłość.
                        Co najwyżej "toksyczna miłość", a to nie to samo.
                        Gdyby zachowała dziecko rozpadłoby się jej małżeństwo i zawaliłby
                        się jej świat. Córka (ta zdrowa, którą kochała) odeszłaby z ojcem
                        (którego też kochała).
                        Gdyby wychowiwała to dziecko to zostałaby emocjonalnym wrakiem. Nie
                        byłaby szczęśliwa, nie potrafiłaby go kochać tak, jak kochała
                        pierwsze dziecko, więc i dzieciak też by nie był szczęśliwy, bo
                        dzieci bardzo mocno wyczuwają takie emocje.
                        Zatrzymanie takiego dziecka to poważna decyzja. I wcale nie
                        oczywista. Skoro służba zdrowia utrzymuje przy zyciu prz 50% szansy
                        na zdrowie, to powinna też zatroszczyć się o te drugie 50%, które
                        pozostanie upośledzone. Przy łagodniejszych formach owszem
                        można "wychowywac", a raczej utrzymywać dziecie z tym człowiekiem.
                        Wtedy nie potrzebują już pieska ani kotka, bo mają się już kimk
                        opiekować. I chwała im za to. Ale w pozostałych przypadkach służba
                        zdrowia powinna posiadać jakieś propozycje dla tych dzieci, które
                        naturalnie same by umarło,i którym nie udało się skorzystać z tych
                        50% na zdrowie.
                        Jesli ktoś ma torturować siebie, dziecko, oraz innych ludzi (inne
                        swoje dzieci, rodzinę), niszczyć im życie, to moze lepiej, zeby
                        medycyna nie byłą taka rozwinieta? A jeśli już jest, to takie
                        rozwiązanie, jakie zastosowali jest naprawdę dobre.
                    • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:08
                      >moż wcale nie oddać i
                      > wtedy jest "cacy"

                      Tak, wtedy jest cacy , bo zachowane są pozory na zewnątrz, ale
                      nikogo juz nie obchodzi jak jest naprawdę w srodku.
                      Slowem, jak mnie zgwałcą , mam urodzić i wychowywać, aby
                      dla "społeczństqwa na zewnątrz " wszystko było cacy i aby wypełnić
                      role " matki Polki"

                      Bo to dla plodu aborcja lub oddanie do adopcji to dramat, a dla
                      dostrosłej zgwałconej kobiety - błahostka.


                      z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                      > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka. Ona

                      a ja sądzę, ze z tego newsa, mozna wyciągnać wnioski, z e cholernie
                      latwo ocenia się inntych ludzi, na podstawie jednego zdania, które
                      stanowi opis zachowania w sytuacji skrajnej. Ja oczywiscie wiem, z
                      eporzadna matka Polka np. na wiesc w 3 miesiącu, z e urodzi np.
                      dziecko pozbawione mózgu , natychmiast odchodiz od męza, który
                      wspomina o aborcji i bierze z nim rozwód, ale tren Zachów niestety
                      nie dorasta do standartów moralnych porzadnych polskich kobiet, dla
                      których poswięcenie to normal, a jakiekolwiek odejscie od 100%
                      posiwecenia zostaje zaraz nagrodzone w narodzie pozradną wiązanką
                      przekleństw i inwektyw pod adresem Matki- Nie Polki
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:17
                        Wybacz, ale czy Ty dyskutujesz na temat tego przypadku, czy z
                        własnymi przekonaniami? Gdzie tu temat zgwałconej kobiety? Jak Cię
                        zgwałcą (czego nie życzę) będziesz miała okazję na gorąco zrewidować
                        swoje poglądy (lub je podtrzymać). Tutaj odnosimy się tylko do
                        dziecka poczętego w miłości (o ile takowa tam była) i owoc tejże
                        miłości zostaje oddany, bo za ciężki, przykry etc. Dziecko, to nie
                        zabawka, która zmęczy lub zanudzi. Gdzie jest granica oddawania
                        dzieci? Lekkie upośledzenie, ciężkie? Takowej nie ma. Są tylko dwa
                        bieguny - "matki Polki" i "wyrodnej matki". Wszystko jest pośrodku.
                        Są mamysie, które porzucają zdrowe dzieci, są takie,które oddają do
                        adopcji, bo sobie nie radzą i są takie, które cierpią w milczeniu. W
                        mojej ocenia ta pani plasuje się w okolicach granicy negatywnej. I
                        tyle. Wiele przeżyłem w życiu, ale nigdy nie myślałem o oddaniju
                        swego dziecka...
                        Co do Twoich wywodów odnośnie "porządnej matki POlki"
                        > Ja oczywiscie wiem, z
                        > eporzadna matka Polka np. na wiesc w 3 miesiącu, z e urodzi np.
                        > dziecko pozbawione mózgu , natychmiast odchodiz od męza, który
                        > wspomina o aborcji i bierze z nim rozwód,
                        to jest właśnie przykład dyskusji z własnymi poglądami: Ty wiesz jak
                        wygląda "porzadna matka Polka". A w moim przekonaniu wcale nie
                        odchodzi od razu od niego (jeśli nie pije i nie bije), tylko stara
                        sie go przekonać, próbuje razem przezwyciężyć problem. Ale... zaraz
                        powiesz , że... i rozpocznie się dyskurs akademicki nad
                        nieistniejącym przypadkiem. Ja to znam z życia, więc mam moralne
                        prawo oceniać... i tyle...
                        • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:58
                          Słowa abstrakcja i ironia nie są tylko pojęciami, ale i maja
                          zastosowanie w dyskusji, bo dotyczą szerszej sprawy

                          Tu chodzi o NORME zachowania WYMAGANEGO ZAWSZE i zawszelką cene od
                          kobiety, rzadko od męzczyzny. Sposób poczecie i formy dziecka nei
                          ejst istony, bo te NORMY są identyczne dla dziecka z gwąłtu i dla
                          dziecka bez mozgu. Od kobiety ZAWSZE chce sie poswięcenia które
                          jest trzy razy wieskze niz poswiecenei mezczyzny, a jesli ona nie
                          chjce się na snie zdecydować - dostaje stek przekleństw i ocen jako
                          niemoralna, zła, egoitka... Jasniej?
                          • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:25
                            W przyrodzie nie ma równouprawnienia i w społeczeństwie takoż.
                            Kobieta ma inne obowiązki i facet także. Cześć jest wspólna i tego
                            należy wymagać od obu stron. Główny ciężar urodzenia (wykarmienia,
                            tulenia) spoczywa na matce (dla dobra dziecka, które słyszy bicie
                            jej serca). Facet ma jej pomagać zawsze,ale rozsądnie (nie powinien
                            przejmować jej wszystkich obowiązków, bo np. ona taka zmęczona).
                            Jeśli się kochają - bez sensu jest dzielenie obowiązków, jeśli nie -
                            i tak z tego nic nie wyjdzie.
                            Dla mnie Twoja postawa jest zrozumiała i nie trzeba "jaśniej". Co
                            wcale nie oznacza, że się z nią zgadzam. Ja nigdy nie będę miał
                            macicy, nie urodzę dziecka i, w razie rozwodu, mi go nie przyznają
                            (mam świadomość feminizacji sądów rodzinnych). Ale też nie uznaję
                            pchania "na traktory" kobiet, bo tak chce jej część (ośmieszając
                            jednocześnie kobiety wychowujące "zawodowo" dzieci).
                            Ja nie mówię w takim przypadku "niemoralna, zła", lecz "to jest
                            niemoralne zachowanie, złe postępowanie". I chyba mam prawo do
                            moralnych ocen cudzego postępowania (wszak mnie także oceniają,
                            także tu na forum).
                            • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:39
                              W przyrodzie nie ma równouprawnienia i w społeczeństwie takoż.
                              > Kobieta ma inne obowiązki i facet także

                              Mieszasz dwie róze rzeczy. Owszem, w przyrodzie nie ma
                              równouprawnienia i zarówno facet, jak i kobieta nie chcą mieć
                              niepełnosprawnych dzieci, bo nie przekazują ich GENOW dalej, a
                              wymagają gigantycznego nakładu pracy dla jednego osobnika . Zawsze
                              tak było. I w tejze przyrodzie takie dzieci umierają, bo nie ratuje
                              ich medycyna, która nie pomaga, ale utrzymuje przy zyciu za cenę
                              nieludzkiego cierpienia. A nastepnei społecznie nie wmawia się
                              matkom, ze NATURA stworzyła je tak , z e mają w genach
                              predyzpozycje i umiejętnosc opieki nad niepelnosprawnym,
                              pozbawionym mózgu dzieckiem do 50 roku zycia, a jelsi tego nei
                              zrobia - to co z nich za matki wyrodne! Bo niczego takiego natura
                              nie stworzyła. Przy czym - co wazne TYLKO matki maja mieć tę
                              umiejętnosc, choc generlanie wiadomo, z e ma ją moze 30% ogólu
                              gatunku niezależnie od płci.


                              I nic tu nei mająkobiety na trkatory, tak jak nei kazdy nadaje się
                              na lotnika, tak nie kazdy nadaje się na opiekunke niepełnosprawnej
                              osoby, niezaLEZNIE od tego, czy się ejst jego matka .
                              • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:53
                                Co to ja mieszam? Po pierwsz: natura jest tylko punktem wyjścia,
                                ewentualnie odniesienia, a nie wyznacznikiem człowieczeństwa.
                                Inaczej winniśmy stosować prawa dźungli. Ale my tę naturę
                                poprawiamy. Dlaczego tylko operacje kosmetyczne mająbyć dobre, a
                                wychowanie chorego już złe? Nikt nie mówi o predyspozycjach do
                                wychowywania. TO jest w genach (każda matka kocha swoje dziecko i
                                odda za nie swoje życie). Jeśli jest inaczej, to odchyłka od normy
                                (mam nadzieję, że widziałaś animal planet i np. obronę gniazda przez
                                samicę). No i oczywiście są wyjątki, że jakaś mamusia odrzuci
                                dziecko lub je zagryzie. Tak broni się przed kalekim dzieckiem, by
                                nie zabierało pokarmu zdrowemu i dało szanse na
                                przeżycie "lepszemu". Ale my mamy warunki na przeżycie (szczególnie
                                ta pani), po drugie mamy świadomość wartości ludzkiego życia (i tu
                                polecam wszystkim, by zastanowili się nad
                                określeniami "warzywko" "to" itp).
                                Druga rzecz, to skąd są te Twoje liczby, te 30 % predysponowanych?
                                Trzecia: macierzyństwo to nie zawód, ale powołanie kobiety. Jeśli
                                nie daje rady, to wynika to z błędów wychowawczych, prawie każda
                                kobieta ma wystarczająco siły, by urodzić, więc i na wychowanie ich
                                starczy. Reszta to psychika, którą jedne mają mocną, inne słabą.
                                • kulawa_stonoga Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 12:44
                                  z katolickiego punktu widzenia ojcostwo to też szczególne powołanie; ale od ojca
                                  jakoś nikt nie wymaga szczególnych poświęceń, nikt go nie nazwie wyrodnym, psem
                                  itp za to że nie podołał; co najwyżej "nie sprawdził się, jaka szkoda"; dlaczego?

                                  w zupełności nie zgadzam się z poglądem jakoby wychowanie leżało w genach i że
                                  każda kobieta się do tego nadaje; gdyby tak było, skąd tyle patologii na
                                  świecie? myślę, że każdy stara się się wychować swoje dziecko, ale nie każdy
                                  potrafi i niestety czasem (często?) rodzinę należy wspomóc; przyczepię się do
                                  stwierdzenia "prawie każda kobieta ma wystarczająco siły, by urodzić, więc i na
                                  wychowanie ich starczy." to znaczy co? że jak nie umarła przy porodzie albo nie
                                  potrzebowała znieczulenia, albo nie trzeba było kończyć porodu po
                                  kilkudzeisięciu godzinach cesarskim cięciem, to z automatu taka matka będzie
                                  potrafiła zajmować się przez 40lat swoim dzieckiem w stanie wegetatywnym?

                                  w którymś wcześniejszym poście napisałeś, że mąż ma żonę wspomagać, ale nie za
                                  bardzo; a co to znaczy za bardzo? śmieci tylko raz w tygodniu a dziecko tylko 2
                                  razy w miesiącu na spacer?

                                  rzeczywiście, wierzę że macierzyństwo to powołanie kobiety, ale wierzę też ze
                                  nie każda to powołanie dostaje; niestety biologia jest biologią i w ciążę może
                                  zajść kobieta zupełnie bez powołania do roli matki a w drugą stronę -
                                  potencjalnie wspaniałe matki zmagają się z bezpłodnością; wierzę też, że
                                  macierzyństwo jest powołaniem kobiety, ale nie jest jej JEDYNYM powołaniem;
                                  gdyby tak było kobiety byłyby wyposażone w 5 macic i 10 sutków, a umierałyby w
                                  10 lat po menopauzie, bo ich rola się skończyła; ja też jestem katoliczką,
                                  szanuję każde życie i jednocześnie marzę o chwili, kiedy katoliccy mężczyźni, w
                                  tym księża, przestaną postrzegać kobietę tylko przez pryzmat macicy i jajników a
                                  dostrzegą w niej pełnoprawną i pełnowartościową osobę;

                                  • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:27
                                    Katolickie powołanie ojcowskie polega na tym, że ojciec jest zawsze
                                    na swoim miejscu, zapewnia ład i bezpieczeństwo rodzinie (tak
                                    materialne, jak i duchowe), a w procesie wychowawczym współdziała z
                                    matką, ale jej nie zastępuje. Każde z nich ma ważną rolę do
                                    spełnienia. Ale jeżeli mamie marzy się kariera zawodowa, to winna to
                                    ustalić przed ślubem, bo niekoniecznie może to współgrać z rolą
                                    matki i żony (to odnośnie innych powołań), a pierwszym obowiązkiem
                                    kobiety w rodzinie jest być matką i żoną (w tej właśnie kolejności).
                                    Zaspokajanie własnego ego winno ustąpić przed słusznymi prawami
                                    dzieci do szczęsliwego dzieciństwa, a mąż nie może w tej sytuacji
                                    być tym jedynym ciągnącym pług (z autopsji - mój brat wracał z
                                    roboty, karmił dziecko, szykował obiad, bo królowa dochodziła do
                                    siebie pół roku po porodzi - normalnym, bez komplikacji - to
                                    dygrasja odnośnie zbytniego zaangażowania). Nigdzie nie piasałem o
                                    automacie wychowaczym, ale wyjątek potwierdza zasadę. To, że któraś
                                    nie potrafi wychowywać, to wina wychowania, a nie predyspozycji (to
                                    zwyczajny wykręt typu, Bóg mi nie dał tej łaski). I o rozeznanie
                                    łaski danego powołania modli się człowiek całe życie, a o
                                    macieżyństwie winien myśleć przed pójściem do łóżka, a nie post
                                    factum (to do myślenia dla ludzi, którzy mienią się katolikami).
                                    Katoliccy faceci niekoniecznie postrzegają kobietę przez pryzmat
                                    macicy, ale wiele tzw. katoliczek za długo było pod wpływem
                                    środowiski feministycznych, tak, że zatraciły zdolność rozeznania,
                                    co jest ich prawdziwym powołaniem.
                                    • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:01
                                      Zaspokajanie własnego ego winno ustąpić przed słusznymi prawami
                                      > dzieci do szczęsliwego dzieciństwa,

                                      To jeszcze pwoiedz mi mój drogi, skoro zona ma takie powołanie,
                                      skąd będzie miała emeryturę i kto jej płaci ZUS, skoro ma powołanie
                                      do organizowania dzieciom szczesliwego dzieciństwa?



                                      >ale wiele tzw. katoliczek za długo było pod wpływem
                                      > środowiski feministycznych, tak, że zatraciły zdolność rozeznania,
                                      > co jest ich prawdziwym powołaniem.

                                      Straszna sprawa, przed zaistnieneim tych srodowisk feministycznych
                                      kobiety zawsze umieły rozeznać , bo pzrecież nie miały ani prawa
                                      glosu, ani własnych pieniedzy, ani praw do dziedziczenia, ani
                                      mozliwosci rozwodu , ani antykoncepcji, ani edukacji, ani mozliwosci
                                      pracy, wiec rozeznawaly bezbłędnie, ze musza być cicho, niesc krzyz
                                      i sie usmiechać, bo inaczej rozeznają, ze znalazły sie na bruku bez
                                      grosza przy duszy z dziecmi. Co sie to z tymi kobietami porobiło...



                                    • kulawa_stonoga Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:52
                                      nasza dysputa odbiega od tematu ale co tam;powiem tylko tyle:

                                      po pierwsze nie znam twojej bratowej, ale nie podoba mi się ton jakim mówisz o
                                      niej; może miała depresję poporodową kwalifikującą się do leczenia, może
                                      ucierpiała w trakcie porodu, ale jest to temat tak intymny że nie trąbi dookoła
                                      o swoich przeżyciach; tak czy inaczej sarkastyczne określenie "królowa" budzi
                                      niesmak; poza tym to że facet pracuje 8h dziennie i przynosi pensję co miesiąc
                                      nie zwalnia go w żaden sposób z obowiązków domowych i pozostawiania ich na
                                      głowie kobiety;

                                      ogólnie to tak, zgadzam się, ojciec nie zastąpi dziecku matki i odwrotnie, oboje
                                      rodzice muszą współpracować w wychowaniu swoich dzieci; tylko dlaczego jedynie
                                      od matki wymaga się całkowitego poświęcenia siebie dla dzieci? kariera
                                      zawodowa... ja pisząc o powołaniach nie miałam na myśli wielkich sukcesów, kupy
                                      szmalu i sławy; miałam na myśli na przykład zwykłą pracę, taką do której ma się
                                      talent, przynosi satysfakcję a jednocześnie jest potrzebna społecznie i
                                      doceniana; nie wmawiajmy kobietom że ich jedynym i najwyższym powołaniem jest
                                      zmiana pieluch dzieciom i gotowanie obiadów mężowi, tylko że one jeszcze tego
                                      nie rozeznały!

                                      no i jeszcze te priorytety: przede wszystkim matka czy przede wszystkim żona? na
                                      katolickim kursie przedmałżeńskim usłyszałam (od księdza zajmującego się
                                      duszpasterstwem rodzin) zdanie, że w życiu każdego człowieka na pierwszym
                                      miejscu ma być Bóg, na drugim współmałżonek, na trzecim dzieci a dopiero potem
                                      cała reszta; bo z małżonkiem związaliśmy się na całe życie, a dzieci są nam
                                      tylko dane do wychowania, pewnego dnia opuszczą dom i zaczną samodzielnie życie;
                                      dla mnie ma to sens i tego się trzymam

                                      • katol_kk Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 16:05
                                        kulawa_stonoga napisał:

                                        > nasza dysputa odbiega od tematu ale co tam;powiem tylko tyle:
                                        >
                                        > po pierwsze nie znam twojej bratowej, ale nie podoba mi się ton jakim mówisz o
                                        > niej; może miała depresję poporodową kwalifikującą się do leczenia, może
                                        > ucierpiała w trakcie porodu, ale jest to temat tak intymny że nie trąbi dookoła
                                        > o swoich przeżyciach; tak czy inaczej sarkastyczne określenie "królowa" budzi
                                        > niesmak;

                                        Zgadzam się, bardzo mi się to nie spodobało.

                                        > poza tym to że facet pracuje 8h dziennie i przynosi pensję co miesiąc
                                        > nie zwalnia go w żaden sposób z obowiązków domowych i pozostawiania ich na
                                        > głowie kobiety;

                                        Oczywiście! Kobieta, która opiekuje się niemowlęciem pracuje całą dobę i jakoś
                                        musi dawać radę. Faceci powinni przestać się użalać nad sobą i zejść w końcu z
                                        piedestału "jedynych żywicieli i obrońców rodzin" - mamuty już dawno wyginęły i
                                        nie trzeba bronić przed nimi rodzin.

                                        > tylko dlaczego jedynie
                                        > od matki wymaga się całkowitego poświęcenia siebie dla dzieci?

                                        Bo facet nie jest w stanie urodzić dziecka ani nakarmić piersią. Gdyby mógł,
                                        pewnie korzystałby z tego. Ciężko mieć o to do kogokolwiek pretensje.

                                        > kariera zawodowa... ja pisząc o powołaniach nie miałam na myśli wielkich
                                        sukcesów, kupy
                                        > szmalu i sławy; miałam na myśli na przykład zwykłą pracę, taką do której ma się
                                        > talent, przynosi satysfakcję a jednocześnie jest potrzebna społecznie i
                                        > doceniana;

                                        Ciężko jest pogodzić macierzyństwo, z pracą. Szczególnie, że facet nie jest w
                                        stanie zastąpić kobiety w wielu sprawach. Jeśli o mnie chodzi - uważam, że kiedy
                                        dziecko jest już na tyle duże, że można je zostawiać pod opieką kogoś innego
                                        (opiekunka, babcia, przedszkole) - to kobiecie bardzo dobrze robi praca,
                                        kariera, czy jakkolwiek to nazwać.

                                        > nie wmawiajmy kobietom że ich jedynym i najwyższym powołaniem jest
                                        > zmiana pieluch dzieciom i gotowanie obiadów mężowi, tylko że one jeszcze tego
                                        > nie rozeznały!

                                        Nie no, taki punkt widzenia chyba jest obrażaniem inteligencji kobiet.


                                        > no i jeszcze te priorytety: przede wszystkim matka czy przede wszystkim żona? n
                                        > a
                                        > katolickim kursie przedmałżeńskim usłyszałam (od księdza zajmującego się
                                        > duszpasterstwem rodzin) zdanie, że w życiu każdego człowieka na pierwszym
                                        > miejscu ma być Bóg, na drugim współmałżonek, na trzecim dzieci a dopiero potem
                                        > cała reszta; bo z małżonkiem związaliśmy się na całe życie, a dzieci są nam
                                        > tylko dane do wychowania, pewnego dnia opuszczą dom i zaczną samodzielnie życie
                                        > ;
                                        > dla mnie ma to sens i tego się trzymam

                                        Widzę to dokładnie tak jak napisałaś: najpierw mąż/żona, potem dzieci. No i
                                        pełna współpraca i odpowiedzialność za wychowanie ich.
                                    • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 02:24
                                      Jeszcze takie pytanie, nawiazujące do Twoich wypowiedzi:

                                      > Zaspokajanie własnego ego winno ustąpić przed słusznymi prawami
                                      > dzieci do szczęsliwego dzieciństwa,
                                      Które dzieci mają prawo do szczęśliwego dzieciństwa? Czy tylko te upośledzone?
                                      Pierworodnie, normalne już nie?
                            • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:17
                              A co, facet dziecka przytulic nie potrafi albo zupki ugotowac? Przewinac tez
                              moze. Nie moze tylko urodzic i karmic piersia, ale butelka juz moze.
                            • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:21
                              Pewnie, nie nalezy babie pomagac, bo jeszcze bedzie miala za duzo czasu, zechce
                              pojsc do pracy, zarabiac pieniadze, a moze i decydowac o sobie. Olaboga! Swiat
                              sie konczy! Czy to chciales napisac?
                    • delayla Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:34
                      > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka.

                      Jak widzisz urodziła ona kolejne, ZDROWE dziecko, a mąż? Mąż jest jeden i koniec.
                      Mogłaby sobie znaleźć innego faceta? Ale to już nie będzie ten sam, a jak widać
                      o lepszego byłoby trudno
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:22
                        Może masz rację, może nie. Jak dotąd zobaczyłem faceta, który nie
                        dorósł do roli ojca (wypiął się na własne dziecko). Co się stanie,
                        gdy jego kochana żona zachoruje na np. stwardnieni rozsiane? Zda ten
                        egzamin, czy pójdzie nałatwiznę. Po przeczutaniu informacji
                        stawiałbym na drugi przypadek z opcją "męczenia się" przez kilka
                        miesięcy. "I nie opuszczę cię, aż do śmierci...*"
                        *umowa przestaje obowiązywać w przypadku chorób obłożnych,
                        szaleństwa oraz ponownego zakochania się w innej osobie. Sp.z o.o.
                        • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:59
                          kowja napisał:

                          > Może masz rację, może nie. Jak dotąd zobaczyłem faceta, który nie
                          > dorósł do roli ojca (wypiął się na własne dziecko). Co się stanie,
                          > gdy jego kochana żona zachoruje na np. stwardnieni rozsiane? Zda ten
                          > egzamin, czy pójdzie nałatwiznę. Po przeczutaniu informacji
                          > stawiałbym na drugi przypadek z opcją "męczenia się" przez kilka
                          > miesięcy. "I nie opuszczę cię, aż do śmierci...*"
                          > *umowa przestaje obowiązywać w przypadku chorób obłożnych,
                          > szaleństwa oraz ponownego zakochania się w innej osobie. Sp.z o.o.

                          masz rację. gdzieś już napisałam o dramacie pierwszej córki, która w
                          podświadomości ma zakodowane: jak się nie sprawdzisz, idziesz na przemiał. życie
                          pod presja i za parę lat psychoanalityk, jeśli na to wpadnie. ale nie wiadomo,
                          bo skoro matka nie znalazła takiego rozwiązania, to córka tez nie znajdzie. tej
                          starszej córce w ogóel ie powiedzieli o tym, że siostrę oddali a matka
                          stwierdziła, że córka już wiedziała. to była projekcja własnego pragnienia. w
                          ogóle nie wiemy, dlaczego starsza córka miała problemy ze sobą: może nie z
                          powodu chorej siostry lecz z powodu chorych rodziców.
                          • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:07
                            masz rację. gdzieś już napisałam o dramacie pierwszej córki, która w
                            > podświadomości ma zakodowane: jak się nie sprawdzisz, idziesz na
                            przemiał. życi
                            > e
                            > pod presja i za parę lat psychoanalityk,


                            szkoda, ze nei matwisz sie o równie o to, co by było, gdyby ta
                            dziewczynka zyła ze swoj siostra, w towarztystwie matki , która nie
                            miaąłby dla niej w ogole czasu, bo wszystko poswięciła jej
                            niepełnosprawnej siostrza i bez ojca, bo odszedł, gdyż "nie
                            uniósł ", a matka, jak kazda kobieta, ma " unoszenie w
                            genach"...wtedy na pewno zaden psychoanalityk by jej nie groził
                            nigdy
                            • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:31
                              Na Twoje akademickie rozważanie: obok mnie mieszkała kobieta (zmarła
                              mając 82 lata) z niepełnosprawnym synem (niedorowój umysłowy w
                              stopniu bodajże śrenim), wychowywała go sama (mąż nie wytrzymał i
                              odszedł). Starszy syn dorósł, został inżynierem, założył rodzinę i
                              matce pomagał (od czasu do czasu). Pod koniec życia ja
                              miałem "przyjemność" jej pomagać (dźwigać chłopa 130 kilo z podłogi
                              w łazience do łóżka - w zapachu nie do wytrzymania), ale traktowałem
                              to jako swój moralny obowiązek - jeśli ona staruszka tyle lat
                              wytrzymała, to czy ja mogę jej odmówić. Nie potrafiłem, a dzisiaj
                              śpię spokojnie. A moje dzieci wychowują się w harmonii, starszy po
                              kilku operacjiach, doszedł do jako takiej sprawności i teraz często
                              pomaga mi w pracy z innymi chorymi dziećmi. Młodsza (zdrowa) córka
                              zaczyna w to się wciągać. Można?
                              • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:26
                                Owszem, DA sie to zrobic. Ale jakos nie piszesz, czy ta samotna staruszka
                                opiekujaca sie niepelnosprawnym dzieckiem miala szczesliwe zycie. Osobiscie w to
                                watpie.
                              • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:50
                                >Starszy syn dorósł, został inżynierem, założył rodzinę i
                                > matce pomagał (od czasu do czasu)

                                Jasne, sam dorósł i sam sie wychował...a matce pomagał, ale tak od
                                czasu do czasu, bo wiadomo, z e to facet, a jak wynika z twojego
                                wczesniejszego postu , facet powinien pomagac kobiecie, ale nie za
                                bardzo, tak od czasu do czasu...I to pzreciez takie normalne, ze ten
                                mąz ją zostawił i odszedł, bo nei podowałal, a ona musiaął podowąłć,
                                bo ma powołanie.

                                Sranie w banie, powołanie to mozna mieć na księdza, a ci księza
                                upracie wmawiaja na kazdym kroku kobiecie, ze jedyne co w niej
                                ludzkie to macica, wiec macica powołała ją na poswięcanie i
                                nieszczęscie. Szkoda, ze nei napisałeś jak ułozylo się zycie byłemu
                                męzowi tej staruszki, który nie miał powołania, co stało się z tym
                                niepełnosptrawnym 130 kg po jej smierci - bo jakoś nie sadze, aby
                                wział go brat, który pomagaŁ OD CZASU DO CZ\Asu


                                Jak czytam o tym twoim braku równopuprawnienia w przyrodzie, który
                                de facto przekłada się w twich poglądach na podwójne standarty
                                moralnosci dla męzczyzn i dla kobiet ( kobieta ZAWSZE umiera za
                                swoje dziecko ), bo mi się rzygać chce, bo to jest masowa produkcja
                                ofiar w postaci córek i indywidualistów - egoistow w postaci synów
                                • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:36
                                  Chyba skrzywdził Cię jakiś facet, że w każdym poście na nas
                                  jedziesz. Syn tej kobiety ma własną rodzinę i jego żona
                                  niekoniecznie mogłą chcieć wchodzić w drogę teściowej. Druga rzecz,
                                  że po śmierci matki zabrał go i widziałem go kilka razy na ulicy
                                  zadbanego (tego młodszego chorego). A odnośnie szczęścia - pewnie
                                  nie była szczęśliwa, ale kto z nas jest w pełni szczęśliwy. Miała
                                  ciężkie życie, ale z wiarą znosiła trudności, a ludzie pomagali...
                                  • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:00
                                    A czemu w ogole nie bierzesz pod uwage, ze syn tej kobiety POWINIEN opiekowac
                                    sie SWOIM BRATEM? Bo jest mezczyzna i nie musi? Gdyby byl kobieta i oddal brata
                                    do przytulku, to nazwalbys ja 'wyrodna siostra'? Zreszta, co to za rodzina,
                                    gdzie brat nie opiekuje sie bratem, tylko 80-letnia staruszka musi sie
                                    opiekowac, mimo ze nie ma nawet na to sily?

                                    Chyba nie rozumiesz, co sie do ciebie pisze. Zwracamy uwage na podwojne
                                    standardy - to, ze jesli mezczyzna odchodzi, to dlatego, ze 'nie wytrzymal'.
                                    Jesli odchodzi kobieta, to dlatego, ze jest 'suka i egoistka'. Widzisz roznice?
                                    A w konstytucji jest zapisana rownosc wobec prawa.
                                    • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:47
                                      Ja chyba śnię,cały czas piszę o miłości, rodzinie, obowiązku,
                                      wykazuję, że rodzina w Anglii się nie sprawdziła i mnie zarzuca się,
                                      że stosuję podwójne standardy? W którym miejscu? Zaczynamy kłócić
                                      się na poziomie semantyki, że o pani powie się tak, a o panu tak.
                                      Ludzie, to kwestia pryncypiów. Guzik obchodzi mnie on, czy ona, dla
                                      mnie najważniejsze jest dziecko, które sprowadzili do roli
                                      przeszkody w szczęściu rodzinnym. Jak ktoś się w tym nie sprawdził,
                                      to mnie wszystko jedno jak go nazwiemy: egoista, leń, niedołęga.
                                      Słownictwo będzie zależało od kultury oceniającego. Jak najbardziej
                                      uważam, że brat miał moralny obowiązek i go wypełnił. A nie
                                      pomyśleliście, że matka mogłą nie chcieć oddać swego syna jego
                                      bratu? Ona miała silne poczucie obowiązku... Chyba nie rozumiecie,
                                      co ja staram się w tych postach przekazać
                                      • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 02:32
                                        zostawiać 130 kg faceta, wymagającego opieki 24/7 pod opieką 82-letniej
                                        staruszki i sąsiada nazywasz poczuciem obowiązku? Czym postępowanie brata rożni
                                        się od postępowania bohaterki artykułu?

                                        ps. bohaterki artykułu nie potępiam.
                                  • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:10
                                    Chyba skrzywdził Cię jakiś facet, że w każdym poście na nas
                                    > jedziesz.

                                    Nie przypominam sobie, abym na kogoś jechała. Uwazam , ze płec nie
                                    zwalnia z odpowiedzialnosci i nie istnieje podział typu - kobieta ma
                                    sie opiekować, bo ma powołanie do opiekowania, a jak twierdzi, z e
                                    nie to ja zle wychowano, przy czym praca to zaspokajajnie ejj ego, a
                                    to nei wspólgra z powołanie, męzczyzna natomiast moze coś zrobic od
                                    czasu do czasu, ale nie za bardzo , bo ma powołanie do wspierania
                                    duchowego (?) i jego już zle nei wychowano, tylko ma inne
                                    powołanie.


                                    >Syn tej kobiety ma własną rodzinę i jego żona
                                    > niekoniecznie mogłą chcieć wchodzić w drogę teściowej

                                    Nie sądze, aby tesciowa majaca 80 lat byla w stanie sama sobie
                                    radzić do tego stopnia, aby twierdzić, z ektoś wchodiz jej w droge,
                                    keidy taszczy 130 kg dziecko. Poza tym, ja wyraznie pytam o jej
                                    SYNA, nie synową.
                                    • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 02:36
                                      Poza tym, jak jest synowa i wnuki to są przecież dodatkowe ręce do obrabiania
                                      upośledzonego, prawda?
                                • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:39
                                  Nie doczytałem do końca więc jeszcze raz. Włos mi na łysej głowie
                                  się zjeżył na tok Twojego rozumowania. To Tobie się rzygać chce na
                                  fakt, że gloryfikuję postawę kobiet oddających życie za swoje
                                  dzieci? Bo większość facetów tego nie umie? Wybacz, ale wk.. się.
                                  Jak mój syn pojechał na miasto rozdrażniony czymś i kilka godzin go
                                  nie było - szalałem. Ja za moją rodzinę dam się pociąć na
                                  kawałeczki. Ale pewnie i tak nie wierzysz w samczą wierność. Może
                                  kiedyś trafisz na uczciwego.
                                  • iluminacja256 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:19
                                    Nie, ty nie gloryfikujesz postawy kobiet oddających zycie za swoje
                                    dzieci , ty uwazasz, ze to jest 100% norma, natomaist jak któraś
                                    tego nie zrobi, to jest egoistka i nalezy ją potępiać.
                                    Bo kobieta ma takie powolanie, ze ma urodzić , a skoro urodzi to i
                                    wychowa zawsze i w kazdych warunkach, jak ta 80 latka nosząca 130 kg
                                    wagi, chocby padała na pysk , a jesli tak nie chce, to nie dlatego,
                                    z e tego nie potrafi i psychicznie nei wyrabia, ale dlatego, ze ja
                                    zle wychowano. Bo dotyczy to tylko kobiet.

                                    To znamienne , ze w twoich postach robią to tylko kobiety - ojcowie
                                    za to są niedojrzali i odchodza, a synowie pomagaja od czasu do
                                    czasu, ale nie za bardzo , tymczasem kobiety mają POWOLANIE .


                                    Ale pewnie i tak nie wierzysz w samczą wierność. Może
                                    > kiedyś trafisz na uczciwego.

                                    Nie wiem skad pomysł, z e mam jakiś uraz do męzczyzn, wrecz
                                    pzreciwnie . Mam tylko uraz do poswójnych standartów moralnych, któr
                                    tak naprawdę są promowaniem wygodnictwa dla mezczyzny i roli wieczje
                                    cierpiętnicy , która się nie skarzy dla kobiety


                                    • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 14:33
                                      > Nie wiem skad pomysł, z e mam jakiś uraz do męzczyzn, wrecz
                                      > pzreciwnie .

                                      A ja się domyślam. Nikt mu jeszcze nie powiedział jaki to on jest wielki,
                                      wspaniały, dzielny, pełen poświecenia, miłości, odpowiedzialny, spełniony,
                                      czerpiący radość z każdego uśmiechu syna i temu podobne truizmy. A tymczasem
                                      jego niepełnosprawne dziecko jest sprawne umysłowo (parę postów wyżej ~kowja
                                      napisał, że rozdrażniony(!) pojechał(!) na miasto), zdolne do jako tako
                                      samodzielnego życia i wymaga stosunkowo niewiele pomocy.

                                      A zatem kolega ~kowja nie ma bladego pojęcia o opiece nad warzywem. W
                                      społeczności opiekunów ci, zajmujący się niepełnosprawnymi stoją najniżej w
                                      hierarchii, potem opiekunowie warzyw, a najwyżej opiekunowie osób głęboko
                                      upośledzonych, ale zdolnych do poruszania się.
                      • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:57
                        delayla napisała:

                        > > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka.
                        >
                        > Jak widzisz urodziła ona kolejne, ZDROWE dziecko, a mąż? Mąż jest jeden i konie
                        > c.
                        > Mogłaby sobie znaleźć innego faceta? Ale to już nie będzie ten sam, a jak widać
                        > o lepszego byłoby trudno

                        wydaje mi się, że ona już nie powinna rodzić dzieci, bo nie ma pojęcia ani o
                        miłości ani o walce WŁASNE BEZBRONNE dziecko ani o tym, czym jest rodzina w ogóle.
                        • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 02:41
                          Rozumiem, że pierworodne było CUDZE BRONNE, nie potrzebowało miłości, walczenia
                          o nie, ani nie było częścią rodziny?
                    • twojafantazja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:45
                      kowja napisał:

                      > Zapomniałaś o najważniejszej części wyboru - moż wcale nie oddać i
                      > wtedy jest "cacy". Dla dziecka oba wybory (odda lub wyskrobie) są
                      > dramatem. A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                      > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka. Ona przecież "inwestuje"
                      > uczucia w dziecko i oczekuje w przyszłości zwrotu/procentów itp. Nie
                      > rozumie, że miłość jest bezwarunkowa. Inaczej jest tylko pokraczną
                      > namiastkę.

                      Podobo rodzice adopcyjni przed adopcją są dokładnie sprawdzani,przeprowadzane są
                      testy psychologiczne,odpowiednie kursy,dodatkowo sprawdza się też warunki
                      materialne.
                      I co oddanie do adopcji to dramat? Dla matki na pewno tak,ale dla dziecka???
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:27
                        Masz dokładnie rację - przechodzą różnego rodzaju badania, wywiady
                        środowiskowe itp. (moja rodzina przeszła i została zakwalifikowana,
                        jako "zawodowa rodzina zastępcza specjalistyczna"). I w tym
                        przypadku prawdopodobnie dziecko nie przeżyło szoku. Ale wyobraź
                        sobie dziecko 3-4 letnie zabierane od matki alkoholiczki. Dziecko
                        kocha bezwarunkowo. I najpierw borykasz się z dzieckiem, które
                        traktuje cię jako wroga (zabrano je od mamy i oddano obcym). Szok i
                        miłością trzeba go leczyć. A z drugiej strony trzeba pamiętać, by
                        nie pozwolić dziecku zbyt mocno pokochać siebie, by (gdy matko się
                        poprawi i wystąpi o przywrócenie praw rodzicielskich) nie doznało
                        następnego szoku. Łatwe prawda?
                      • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:02
                        twojafantazja napisała:

                        > kowja napisał:
                        >
                        > > Zapomniałaś o najważniejszej części wyboru - moż wcale nie oddać i
                        > > wtedy jest "cacy". Dla dziecka oba wybory (odda lub wyskrobie) są
                        > > dramatem. A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                        > > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka. Ona przecież "inwestuje"
                        > > uczucia w dziecko i oczekuje w przyszłości zwrotu/procentów itp. Nie
                        > > rozumie, że miłość jest bezwarunkowa. Inaczej jest tylko pokraczną
                        > > namiastkę.
                        >
                        > Podobo rodzice adopcyjni przed adopcją są dokładnie sprawdzani,przeprowadzane s
                        > ą
                        > testy psychologiczne,odpowiednie kursy,dodatkowo sprawdza się też warunki
                        > materialne.
                        > I co oddanie do adopcji to dramat? Dla matki na pewno tak,ale dla dziecka???

                        to Ty nie wiesz, że dla dziecka to największy dramat? odrzucenie przez rodziców
                        jest największą krzywdą jaką można wyrządzić dzieku, nie ma nic gorszego,
                        ciągnie się to przez całe zycie i jest przyczną gorszego rozwoju, co w przypadku
                        dziecka upośledzonego może byc prawie morderstwem na nim. zainteresuj się sobą,
                        rozwojem osobistym, zobaczysz jak pięknie jest poznać siebie oraz prawa rządzące
                        człowiekiem
                        • gordon30 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:11
                          Arteo czy ty masz 13 lat ze takie rzeczy wypisujesz?
                          Wiesz to z wlasnego doswiadczenia czy moze to Twoja babka, poprzez nabyta karme
                          z kosmosu przemawia przez Ciebie?
                          Ja bylam przysposobiona przez swoje ojczyma czyli adoptowana bo moj ojciec nie
                          dorosl i sie mnie zrzekl i powiem ci ze nic sie za mna nie ciagnie i tez nie mam
                          do niego zalu. Zdrowa psychicznie jestem 30 lat mam, studia skonczylam,
                          zdolnosci mi nie brakuje i nic sie za mna nie ciagnie:)



                          > to Ty nie wiesz, że dla dziecka to największy dramat? odrzucenie przez rodziców
                          > jest największą krzywdą jaką można wyrządzić dzieku, nie ma nic gorszego,
                          > ciągnie się to przez całe zycie i jest przyczną gorszego rozwoju, co w przypadk
                          > u
                          > dziecka upośledzonego może byc prawie morderstwem na nim. zainteresuj się sobą,
                          > rozwojem osobistym, zobaczysz jak pięknie jest poznać siebie oraz prawa rządząc
                          > e
                          > człowiekiem
                        • psychidae Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:12
                          no ale usunąć nie pozwolicie
                    • czar-na32 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:30
                      A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                      > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka.
                      A zapomiałaś/eś lub nie doczytałaś/eś że bahaterka artykuła miała oprócz meża
                      jeszcze jedną małą córeczka która tez potrzebowała matki? która tez potrzebowała
                      uczuć?
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 10:37
                        A ja oprócz chorego syna mam jeszcze młodszą córkę. I jak sądzisz,
                        czuje się ona nieszczęśliwa? Wraz z żoną sądzimy, że nie. I co
                        więcej dzieci się kochają, pomagają sobie.
                        • czar-na32 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:01
                          ale jak sam piszesz masz młodsza córkę jest to DRUGIe zdrowe dziecko, które ,ze
                          tak powiem (jesli mozna) zastało sytuację że ma już chorego brata ten brat był
                          od początku, tam sytuacja jest odwrotna najpierw było dziecko zdrowe w wieku jak
                          najbardziej potrzebujacym matki,a jako drugie dziecko przyszła na świat jej
                          chora siostra. Nie sadze ,że Twoja córka czuje sie nieszczęśliwa wręcz
                          przeciwnie, ale ta sytuacja wg. mnie nie jest porównywalna poprzez kolejnośc
                          narodzin i najprawdopodobniej równiez stopień upośledzenia. Mam nadzieję ,że
                          zostałam dobrze zrozumiana
                          • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:05
                            czar-na32 napisała:

                            > ale jak sam piszesz masz młodsza córkę jest to DRUGIe zdrowe dziecko, które ,z
                            > e
                            > tak powiem (jesli mozna) zastało sytuację że ma już chorego brata ten brat był
                            > od początku, tam sytuacja jest odwrotna najpierw było dziecko zdrowe w wieku ja
                            > k
                            > najbardziej potrzebujacym matki,a jako drugie dziecko przyszła na świat jej
                            > chora siostra. Nie sadze ,że Twoja córka czuje sie nieszczęśliwa wręcz
                            > przeciwnie, ale ta sytuacja wg. mnie nie jest porównywalna poprzez kolejnośc
                            > narodzin i najprawdopodobniej równiez stopień upośledzenia. Mam nadzieję ,że
                            > zostałam dobrze zrozumiana

                            rozumiem Twój sposób myślenia, ale z mojego doświadczenia życiowego i wiedzy
                            psychologicznej mogę Cię zapewnić, ze gdyby rodzice pokochali i zaakceptowali
                            chorą córkę, to ich zdrowe pierwsze dziecko ie maiłoby z tym problemu. teraz zaś
                            jest skrzywdzone tak, jak to porzucone: brak poczucia bezpieczeństwa ze strony
                            rodziców.
                            • hermina5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:13
                              zapewnić, ze gdyby rodzice pokochali i zaakceptowali
                              > chorą córkę, to ich zdrowe pierwsze dziecko ie maiłoby z tym
                              problemu. teraz za
                              > ś
                              > jest skrzywdzone tak, jak to porzucone: brak poczucia
                              bezpieczeństwa ze strony
                              > rodziców.



                              Naturalną cechą pierwszego dziecka jest zazdrosc o młodsze, któremu
                              rodzice poswięcaja więcej uwagi. I jako psycholog zapewne to wiesz.
                              A teraz wyobraz sobie sytuację dziecka, które jest pierewsze i
                              któremu rodzi sie siostra , której będzie się poswięcać, nie wieksza
                              ale praktycznei calkowieta uwage przez 30-50 lat. I problem byłby
                              rownei wielki o ile nei większy, bo dziecko nie jest przyrosniętedo
                              rodziców, ale ma odrbną psychike i postzreganie . stąd się biorą
                              potem problemy dzieci, które zrywaja caly kontakt z rodzicami, lub
                              zamineiaj swoje zycie w rolę opiekunki choc tego nei chcą = bo były
                              strasze i wymagano od nich odpowiedzialnosci i opieki przy małym
                              zainteresowaniu , z oczywistych względów.
                              • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:24
                                nie zapominaj o tym, że dzieci też się kochają. a w powyższej sprawie, kiedy
                                rodzice są zamożni i nie do końca umieją sie opiekować chorym dzieckiem, mogą
                                zatrudnić pomoc zyskując w ten sposób czas dla starszego dziecka. trochę inaczej
                                wglądałaby ta sytuacja w biednej rodzinie.
                                a w sumie to współczuję Julii: nie znalazła w mężu oparcia i chociaż teraz o tym
                                nie myśli, kiedyś ten problem do niej wróci.
                                • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:42
                                  Dokładnie tak. Od rodziców zależy, jak będą kształtować postawy
                                  swoich dzieci, a jak są jeszcze środki materialne, to już dużo - dla
                                  mnie nie ma wytłumaczenia innego, jak słaba psychika tych rodziców.
                                  Nie dali rady i tyle.
                                  • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 14:02
                                    kowja napisał:

                                    > Dokładnie tak. Od rodziców zależy, jak będą kształtować postawy
                                    > swoich dzieci, a jak są jeszcze środki materialne, to już dużo - dla
                                    > mnie nie ma wytłumaczenia innego, jak słaba psychika tych rodziców.
                                    > Nie dali rady i tyle.

                                    A co będzie za 50 lat? Zmusisz zdrową córkę do przejęcia opieki nad upośledzonym
                                    bratem? Z czystym sumieniem odbierzesz jej życie?
                          • olka1986 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 16:32
                            A ja urodzilam sie jako 5 i jestem niepelnosprawna :P
                      • artea13 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 11:03
                        czar-na32 napisała:

                        > A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                        > > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka.
                        > A zapomiałaś/eś lub nie doczytałaś/eś że bahaterka artykuła miała oprócz meża
                        > jeszcze jedną małą córeczka która tez potrzebowała matki? która tez potrzebował
                        > a
                        > uczuć?
                        no właśnie i jakie uczucia dostała? zapewnienie, że dopóki jest OK dla rodziców,
                        to będą ją kochać, ale jak jej się noga powinie, to niech tylko uważa...
                    • rikol Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 13:09
                      Wiekszosc rodzicow spodziewa sie zwrotu inwestycji w dzieci, przypominam chocby
                      gadanie 'bo nikt ci na starosc nawet szklanki wody nie poda'. No ale moze tobie
                      sie trafi niepelnosprawne dziecko, to bedziesz mogl pokazac wszystkim, jaki
                      jestes wspanialy.
                      • kowja Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:57
                        Jeśłi to do mnie, to zmartwię Cię - już mi Bóg pobłogosławił
                        niepełnosprawnością dziecka, ale z perspektywy czasu powiem jedno -
                        dla mnie było to DAREM. Zostaliśmy przeczołgani z żoną przez prawie
                        dno - sami z chorobą dziecka, opuszczeni przez rodziców żony. Ale
                        mieliśmy siebie. Dzisiaj jesteśmy twardzi, potraafimy radzić sobie
                        wedle zasady - umiesz liczyć, licz na siebie. To jest szkoła życia,
                        albo zdajesz, albo wypad... Ci ludzie nie zdali. I naprawdę mało
                        mnie to grzeje, z jakiego powodu. Tu się liczy dziecko, reszta to
                        tylko płacz i skomlenie o usprawiedliwienie.
                    • wdakra Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 14:41
                      kowja napisał:

                      > A z tego newsa można takie wyciągnać wniski, że ważniejsze
                      > dla niej są uczucia wobec mężą niż dziecka.

                      Czyżbyś nie dostrzegła starszej córki tego małżeństwa? A może nie dotarło do
                      Ciebie, że na jej sytuację opieka rodziców nad chorą Imogen wpływała bardzo
                      niekorzystnie? Jakim prawem ignorujesz jej dobro i przypisujesz jej matce
                      kierowanie się wyłącznie uczuciami do ojca, a nie do niej?
                      • satelitka1 a jak starsza córka zachoruje.. to co proponujesz? 31.07.08, 14:56
                        Eutanazję - dla jej dobra?
                        • iza_szczypka Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 31.07.08, 22:01
                          satelitka1 napisała:

                          > Eutanazję - dla jej dobra?
                          A co masz na myśli, mówiąc "zachoruje"? Szanse na zostanie "bezmyślną rośliną"
                          za życia rodziców ma naprawdę znikome. Może zachorować na raka, może stracić w
                          wypadku rękę czy nogę, może złamać kręgosłup... ale dalej na dłuższą metę będzie
                          poznawać rodziców i jakoś się z nimi komunikować. I na tym polega różnica.
                          • falka32 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 01.08.08, 14:16
                            > A co masz na myśli, mówiąc "zachoruje"? Szanse na zostanie "bezmyślną rośliną"
                            > za życia rodziców ma naprawdę znikome. Może zachorować na raka, może stracić w
                            > wypadku rękę czy nogę, może złamać kręgosłup... ale dalej na dłuższą metę będzi
                            > e
                            > poznawać rodziców i jakoś się z nimi komunikować. I na tym polega różnica.

                            Powiedz to Ewie Błaszczyk.
                            • zorka-5 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 02.08.08, 13:56
                              Myślisz, że Ewa Błaszczyk nie zdaje sobie sprawy, że wypadek jej córki to był
                              przypadek jeden na milion?
                              • falka32 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 02.08.08, 14:31
                                > Myślisz, że Ewa Błaszczyk nie zdaje sobie sprawy, że wypadek jej córki to był
                                > przypadek jeden na milion?

                                Myślę, że ona właśnie zdaje sobie sprawę, że to nie jest przypadek jeden na
                                milion, skoro jej fundacja buduje klinikę dla dzieci w śpiączce.

                                Myślisz, że niedotlenienie mózgu (podtopienie, zakrztuszenie, podduszenie itp)
                                lub jego uraz (upadek na głowę, wypadek samochodowy), albo zatrucie (czadem,
                                jakimiś chemikaliami), albo choćby udar, skutkujący tym, że zdrowy człowiek
                                zostaje "rośliną" jest naprawdę taką rzadkością? Intuicja ci to mówi, czy
                                myślenie życzeniowe, a może masz jakieś obiektywne dane?
                                • zorka-5 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 03.08.08, 00:23
                                  falka32 napisała:

                                  > > Myślisz, że Ewa Błaszczyk nie zdaje sobie sprawy, że wypadek jej córki to
                                  > był
                                  > > przypadek jeden na milion?
                                  >
                                  > Myślę, że ona właśnie zdaje sobie sprawę, że to nie jest przypadek jeden na
                                  > milion, skoro jej fundacja buduje klinikę dla dzieci w śpiączce.
                                  Buduje klinikę dla dzieci w śpiączce, czy dla dzieci, które zapadły w śpiączkę
                                  na skutek zakrztuszenia sie tabletką?
                                  • falka32 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 03.08.08, 11:43
                                    > Buduje klinikę dla dzieci w śpiączce, czy dla dzieci, które zapadły w śpiączkę
                                    > na skutek zakrztuszenia sie tabletką?

                                    a jakie to ma znaczenie, w wyniku czego zapadły w śpiączkę? Zdaje się, że
                                    zaczęłaś od tego, że szansa na to, że zdrowe dziecko stanie się nagle rośliną w
                                    wyniku utraty funkcji części mózgu jest jedna na milion, więc nie warto tego w
                                    ogóle brać pod uwagę. A ja ci tłumaczę na PRZYKŁADZIE Ewy Błaszczyk, (przykład -
                                    rozumiesz to słowo?), że utrata funkcji części mózgu w wyniku wypadku losowego
                                    wcale nie jest taka mało prawdopodobna i może nastąpić równie znienacka, jak
                                    złamanie nogi w drodze do szkoły. Może nastąpić równie dobrze w domu, pod opieką
                                    rodziców i w sytuacji codziennej i na ogół całkowicie bezpiecznej.
                                    • zorka-5 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 03.08.08, 13:24
                                      > a jakie to ma znaczenie, w wyniku czego zapadły w śpiączkę?

                                      Jak to "jakie ma znaczenie"? Ewa Błaszczyk wielokrotnie podkreślała,
                                      że wypadek jej córki, czyli zakrztuszenie się tabletką, był przypadkiem jednym
                                      na milion. A zatem doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

                                      > Zdaje się, że
                                      > zaczęłaś od tego, że szansa na to, że zdrowe dziecko stanie się nagle rośliną w
                                      > wyniku utraty funkcji części mózgu jest jedna na milion,

                                      Słusznie. Zdaje Ci się. Mnie zdaje się, ze to teza wysunięta przez ~Izę-jakąśtam
                                      (lenię się sprawdzić). Jestem pewna, że Ewę Błaszczyk wywołałaś Ty. A ja jestem
                                      przeciwna wszelkiej źle skonstruowanej argumentacji obliczonej na brak śmiałości
                                      do podważenia jej.

                                      Wypadki istnieją, jak najbardziej, ale podanie przykładu konkretnej sytuacji na
                                      potwierdzenie ogólnej tezy nakłada na Ciebie określone zobowiązania. Przykład
                                      musi być adekwatny do tezy, a Ty tego nie wypełniłaś.

                                      > przykład rozumiesz to słowo?
                                      Tak. A Ty?
                                      • falka32 Re: a jak starsza córka zachoruje.. to co proponu 03.08.08, 21:12
                                        > Wypadki istnieją, jak najbardziej, ale podanie przykładu konkretnej sytuacji na
                                        > potwierdzenie ogólnej tezy nakłada na Ciebie określone zobowiązania. Przykład
                                        > musi być adekwatny do tezy, a Ty tego nie wypełniłaś.

                                        Nie wiem, jak ty, ale ja jestem tu prywatnie i nie czuję szczególnych obowiązków.

                                        Mnie zdaje się, ze to teza wysunięta przez ~Izę-jakąśta
                                        > m
                                        > (lenię się sprawdzić). Jestem pewna, że Ewę Błaszczyk wywołałaś Ty. A ja jestem
                                        > przeciwna wszelkiej źle skonstruowanej argumentacji obliczonej na brak śmiałośc
                                        > i
                                        > do podważenia jej.

                                        Być może faktycznie (też lenię się sprawdzić) rozmawiam nie z tą osobą, z która
                                        zaczęłam, bo w wątku na set wpisów nie pamiętam wszystkich nicków. Moje
                                        wypowiedzi są wyłącznie odpowiedziami na śmiałą tezę (czyjąś), że jeżeli się
                                        urodzi zdrowe dziecko, to co najwyżej może ...... (tu wstawić raka, złamanie
                                        nogi i inne rzeczy zapewniające pozostanie w kontakcie), za to rośliną nie
                                        zostanie raczej na pewno, bo to za mało prawdopodobne.
                                        Zakładam, że autorka tej tezy po prostu nie wie, z jakich powodów zdrowi ludzie
                                        zostają roślinami i wydaje jej się to jakąś egzotyką. Ja natomiast, z racji
                                        różnych relacji ze służbą zdrowia, nie uważam tego za egzotykę, tylko za coś, co
                                        może się przytrafić każdemu, w przeciwieństwie do np. raka. Przykład Ewy
                                        Błaszyczyk służył pokazaniu takiej właśnie sytuacji, bo jest znany i medialny.
                                        I powtarzam - nieważne, czy to tabletka, czy własna ślina, czy upadek z roweru
                                        albo przytopienie w jeziorze na wakacjach - skutek jest ten sam. Moje najmłodsze
                                        dziecko jako noworodek zakrztusiło się własnym pawiem - w obecności obojga
                                        rodziców. Gdyby nie przygotowanie ratunkowe ojca, być może też byłoby dzisiaj
                                        taką rośliną, bo ja nie umiałam go skutecznie odpukać, tak mocno weszło - a do
                                        przyjazdu karetki byłoby już po mózgu. A że nie lubię, jak ktoś, kto nie wie o
                                        czym mówi, wydaje kategoryczne sądy, czy coś się może wydarzyć, to napisałam co
                                        wiedziałam. Tyle.
                      • katol_kk Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 15:22
                        wdakra napisała:

                        > Czyżbyś nie dostrzegła starszej córki tego małżeństwa? A może nie dotarło do
                        > Ciebie, że na jej sytuację opieka rodziców nad chorą Imogen wpływała bardzo
                        > niekorzystnie? Jakim prawem ignorujesz jej dobro i przypisujesz jej matce
                        > kierowanie się wyłącznie uczuciami do ojca, a nie do niej?

                        Patrzenie na tą sytuację pod kątem wyboru: jedna córka lub druga jest według
                        mnie nieadekwatne.
                        Rodzeństwo wychowujące się z dziećmi niepełnosprawnymi często jest dużo bardziej
                        rozwinięte emocjonalnie, wrażliwe i (uwaga, spodoba Wam się to słowo ;-)
                        tolerancyjne.
                        Podawanie argumentów, że to dla dobra starszej, zdrowej córki - jest dla mnie
                        usprawiedliwianiem się. Starsza córka już zawsze będzie podświadomie czuła, że
                        jeśli będzie coś z nią nie tak, jeśli zachoruje, jeśli nie spełni oczekiwań
                        rodziców - to ją również oddadzą.
                        • wdakra Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 06.08.08, 13:29
                          katol_kk napisał:

                          > wdakra napisała:
                          >
                          > > Czyżbyś nie dostrzegła starszej córki tego małżeństwa? A może nie dotarło
                          > do
                          > > Ciebie, że na jej sytuację opieka rodziców nad chorą Imogen wpływała bard
                          > zo
                          > > niekorzystnie? Jakim prawem ignorujesz jej dobro i przypisujesz jej matce
                          > > kierowanie się wyłącznie uczuciami do ojca, a nie do niej?
                          >
                          > Patrzenie na tą sytuację pod kątem wyboru: jedna córka lub druga jest według
                          > mnie nieadekwatne.

                          A ja tak stawiam sprawę? Zwracam jedynie uwagę na fakt, że takie dziecko, jak
                          Imogen stanowi obciążenie nie tylko dla rodziców ale i dla rodzeństwa i
                          przypisywanie matce troski wyłącznie o relację z mężem jest nieuprawnione.

                          > Rodzeństwo wychowujące się z dziećmi niepełnosprawnymi często jest dużo bardzie
                          > j
                          > rozwinięte emocjonalnie, wrażliwe i (uwaga, spodoba Wam się to słowo ;-)
                          > tolerancyjne.

                          To dotyczy także osób, które w dzieciństwie doznały różnych urazów psychicznych.
                          Czy jesteś za tym, żeby w imię owych rzekomych korzyści nakłaniać do powodowania
                          takowych urazów? Znam rodziny wychowuje niepełnosprawne dzieci i wiem coś o
                          konsekwencjach tego dla rodzeństwa tych dzieci. Czy przeprowadziłeś analizę
                          zysków i strat, czy raczej podkreślasz zyski, a ignorujesz straty?

                          > Podawanie argumentów, że to dla dobra starszej, zdrowej córki - jest dla mnie
                          > usprawiedliwianiem się.

                          A jesteś pewien, że dobro starszej córeczki było bez znaczenia przy dokonywaniu
                          tego wyboru?

                          > Starsza córka już zawsze będzie podświadomie czuła, że
                          > jeśli będzie coś z nią nie tak, jeśli zachoruje, jeśli nie spełni oczekiwań
                          > rodziców - to ją również oddadzą.

                          To tylko Twoje wyobrażenia. Równie dobrze może czuć, że jeśli cokolwiek będzie
                          dla niej zagrażające rodzice będą skłonni podejmować trudne dla nich decyzje,
                          żeby to zagrożenie od niej oddalić, że jest dla nich najważniejsza.
                          • falka32 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 06.08.08, 16:47
                            > To tylko Twoje wyobrażenia. Równie dobrze może czuć, że jeśli cokolwiek będzie
                            > dla niej zagrażające rodzice będą skłonni podejmować trudne dla nich decyzje,
                            > żeby to zagrożenie od niej oddalić, że jest dla nich najważniejsza.

                            Na przykład, może będzie oczekiwała, że jeżeli młodsza siostra Beatrice zabierze
                            jej klocki, albo co gorsza przywali klockiem w głowę, to rodzice oddadzą komuś
                            Beatrice? Zwłaszcza, jeżeli np. okaże się nadpobudliwa i będzie wiecznie
                            przeszkadzać starszej siostrze i wymagać uwagi rodziców?
                            A potem, jeżeli koszty edukacji dwóch dziewczynek okażą się zbyt duże dla
                            rodziców, to starsza córka uzna, że edukacja Beatrice jest zagrożeniem dla jej
                            własnej edukacji i zażąda od rodziców, aby oddalili od niej to zagrożenie?
                            No bo skoro jest najważniejsza? I zagrożenie jak najbardziej realne?
                    • foldery Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 01.08.08, 01:14
                      A dlaczego Ty wybiórczo patrzysz na sprawę, tzn. piszesz o miłości tej kobiety do jej faceta?
                      Wybrane przez Ciebie to, co Ci pasuje do Twojej teorii - rzuciła dla miłości do jakiegoś "fagasa".

                      Sorry, tam jest też DRUGIE DZIECKO.
                      Nikt nie zauważył jakoś tego do tej pory!
                      Z pewnością (o czym pisze sama kobieta) musiał być wpływ całej tej sytuacji na drugie dziecko.
                      I to nie tylko dorośli są winni, bo np. chodzą nerwowi i nie zajmują się dodatkowo potrzebami drugiej córki.
                      Taka dziewczynka, nawet wprowadzana do opieki nad swoją siostrzyczką może też mieć problemy nerwowe w związku z wrzaskami drugiego dziecka, niedostatecznym zajmowaniem się nią i jej problemami.
                      I wcale tu nie chodzi o zazdrość, choć dzieci potrafią być zazdrosne o swoje rodzeństwo, któremu poświęca się tak dużo czasu (i potrafią to pamiętać do dorosłości).

                      Ja uważam, że kobieta postąpiła najlepiej (ze względu na to, że - mimo prób - nie dawała rady) w tej sytuacji, tzn. oddała dziecko. Oboje rodzice nie stracili praw rodzicielskich, więc prawdopodobnie łożą na małą (prawnie winni być do tego zobowiązani).

                      Według mnie zostało uwzględnione dobro obojga dzieci: Immogen, która ma teraz opiekunkę-mamę, która ma dość siły, by opiekować się takim dzieckiem, a więc - jeśli odczuwa coś takiego - jest na pewno szczęśliwsza, a druga dziewczynka - która ma rodzinę, bo tak by jej najprawdopodobniej nie miała, bo ani ojca, ani matki!
                      Sądzę nawet, że mogłoby się to odbić na psychice drugiej dziewczynki do tego stopnia, że nienawidziłaby swoich rodziców, zwłaszcza matki, która wybrała cierpienie nie tylko dla siebie, ale i dla niej.

                      Obie dziewczynki mają teraz dom i mamę.
                      Nie potępiam tej decyzji i rozumiem tę kobietę.

                      A wyższość ludzi nad zwierzętami to myślę, że widać w zorganizowanym społeczeństwie. A ta organizacja polega m.in. na tym, że ktoś inny, kto bardziej się do tego nadaje - opiekuje się dzieckiem.
                      I podziwiam tą drugą kobietę, która opiekuje się tymi dziećmi.
                      Co do matki dziecka - myślę, że wciąż przeżywa dylematy, m.in. związane z zakorzenionymi tabu na temat roli kobiety-matki.
                      Zapewne ta książka jest właśnie wyrazem tej frustracji - według mnie powiedziała całą prawdę, jak na spowiedzi, bo ciągle ją to męczy.
                      Nie musiała tego robić, narażać się na ataki (na pewno musiała się z nimi liczyć), ale zrobiła. Nie sądzę, że dla sławy, bo kto przy zdrowych zmysłach o czymś takim opowiada.

                      Nie potępiajmy tej kobiety - mogła zabić swoje dziecko i nikt by się o tym nie dowiedział, a sądzę nawet że pewne organy nie dochodziły by zbyt szczegółowo, bo stwierdzono by, że to dziecko i tak by nie przeżyło.
                      Pomyślcie, ile zupełnie zdrowych dzieci może ginąć w ten sposób?...
                      • zorka-5 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 02.08.08, 14:12
                        foldery napisał:

                        > Sądzę nawet, że mogłoby się to odbić na psychice drugiej dziewczynki do tego st
                        > opnia, że nienawidziłaby swoich rodziców, zwłaszcza matki, która wybrała cierpi
                        > enie nie tylko dla siebie, ale i dla niej.
                        Prawda. Ja jestem w takiej sytuacji. Lekarz rodzinny namawia mnie na psychologa,
                        bo (podobno) z nerwicą, depresją, bezsennością a ogólnie syndromem stresu
                        pourazowego nikt jeszcze sam sobie nie poradził.

                        > A ta organizacja polega m.in. na tym, że ktoś inny, kto bardziej się do t
                        > ego nadaje - opiekuje się dzieckiem.
                        Oddanie dziecka osobie, która nabyła umiejętności opiekowania się dziećmi
                        upośledzonymi nie rożni się od wynajęcia opiekuna do zajmowania się
                        upośledzonym. To tylko kwestia miejsca stałego pobytu, i tyle.
                • ranita_08 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:10
                  Widzę, że nie rozumiesz złożoności sytuacji. Bądz łaskawa zauważyć,
                  że prócz czerni i bieli, w zyciu mamy jeszcze 1000 odcieni szarości.
                  Wiem, banał- ale dla mnie bardzo prawdziwy.
                • dominik7-0 Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:23
                  Cała prawda.
                • psychidae Re: MATKĄ się nie bywa - MATKĄ się jest 31.07.08, 09:39
                  obawiam się, że sama mogłabyś szybciej zrezygnować z takiego dziecka, ale cóż
                  empatii Ci poskąpili
            • basia328 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 08:01
              marcinxxx_3 napisała:

              > pl.wikipedia.org/wiki/Eugenika
              > A jak ktos chce aby decydowali o tylko ci ktorych to dotknelo to
              rozumiem, ze o
              > wprowadzeniu kary smierci zdecyduja rodziny i ofiary przestepstw
              dla ktorych ja

              Chyba nie do końca zrozumiałeś o co chodzi,Jeśli nie przeżyłes tego
              sam nie osadzaj,bo nie o malowanie paznokci tu chodzi.
              Rozumiem te kobietę,chociaż nie wiem jak postąpilabym na jej
              miejscu.Dlatego bardzo jej wspolczuję i cieszę się,ze jej kalekie
              dziecko ma kochający dom i opieke.To jest w tej sprawie najwazniesze.




              > sie przewiduje?
              >
              > No ale zwiazek uratowala... bo jak nie to by facet ja zostawil bo
              po co mu taka
              > z warzywem co to zamiast zrobic sobie paznokcie karmi lyzeczka
              niepelnosprawneg
              > o
              > bachora... wspanialy dojrzaly facet...
              • kowja Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 08:48
                Teraz ja Cię nie rozumiem. Najpierw odmawiasz prawa do osądu
                przedmówcy, bo "nie przeżył sam", dalej piszesz, że nie wiesz jak
                byś postąpiła (rozumiem, że sama nie masz takiego przypadku), a
                zaraz potem piszesz, że rozumiesz tę kobietę. Jak? Wyobrażając to
                sobie? To inni też w takim razie tak mogą... Bądźmy konsekwentni...
              • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:04
                > Chyba nie do końca zrozumiałeś o co chodzi,Jeśli nie przeżyłes tego
                > sam nie osadzaj,

                A jak przezylem?
                • hermina5 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:14
                  Jakbys pzrezył, to do nikogo na forum nie zwracałbys się
                  per "szczeniaro" , bo nic nie uczy takiej pokory i powsciągliwosci
                  jak chore dziecko.
                  • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:20
                    1) mialas nie odpisywac na moje posty i jednak to robisz

                    2) zwrocilem sie do ciebie per szczeniaro bo 1 mnie obrazilas co jest w postach
                    powyzej, a potem ryczysz, ze ktos cie traktuje tak jak ty innych?

                    pl.wikipedia.org/wiki/Kali_(posta%C4%87_fikcyjna)
                    • hermina5 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:30
                      >A co ty wiesz o meskiej odpowiedzialnosci? Ile dni w zyciu bylas
                      mezczyzna? No ile?

                      >0? to sie nie wypowiadaj

                      To sa moje słowa? Te słowa wystosowałeś do mnie, keidy zapytałem cie
                      ile niepełnosprawnych dzieci wychowałeś i zanim nazwalam cię
                      facetoidalnym stworzeniem.

                      ryczysz, beczysz, szczeniara - tego sie juz nasłuchałam od ciebie i
                      podtrzymuje kultura w twojej dyskusji nie istnieje. Wspólczuje
                      partnerca, bo skoro tak traktujesz anonimowe osoby, wole nie
                      wiedzieć jak bliskich.
                      EOT.
                      • vampgirl Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:40
                        czy ktoś w ogóle zdaje sobie sprawę z założeń nauki jaką tu powołuje? Julia H. -
                        wspaniała, mądra kobieta. Godna podziwu reakcja. Ja się dziwię tylko jednemu -
                        czemu nie wykonała badań prenatalnych? Wykazałyby one z pewnością, że dziecko
                        jest chore. Prawdopodobnie ona (sytuacja z prababką, która w tajemniczych
                        okolicznościach porzuciła dziecko - nie wiadomo jakie to były okoliczności, może
                        i ten dzieciak był chory, upośledzony itp.) i jej mąż są obciążeni dziedzicznie.
                        Nie dziwi mnie wcale też reakcja pana Jaya, który chciał uśmiercić roślinę.
                        Zrozumcie ludzie, że dzieci obarczone takim cierpieniem oprócz zadawania męki
                        samym sobie przez to, że udało im się przeżyć, niszczą też całą rodzinę,
                        otoczenie wokół. To nawet nie chodzi o pieniądze czy związek... To życie nie
                        warte życia...
                        • psychidae Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:45
                          u nas badań prenatalnych się nie wykonuje od tak - jeśli poprzednie dziecko było
                          zdrowe - konflikt z Kościołem :-)
                        • falka32 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 01.08.08, 14:34
                          Ja się dziwię tylko jednemu -
                          > czemu nie wykonała badań prenatalnych? Wykazałyby one z pewnością, że dziecko
                          > jest chore.

                          Jakbyś przeczytała uważnie, to byś doczytała, że dziecko urodziło się przed
                          terminem i w zamartwicy, co oznacza niedotlenienie okołoporodowe i może spotkać
                          najzdrowsze dziecko na świecie. Czyli: dziecko było potencjalnie zdrowe, tylko
                          się na koniec poddusiło i w ten sposób uszkodziło sobie mózg, który potencjalnie
                          mógł być nawet mózgiem geniusza opery po rodzicach. To samo mogło się zdarzyć,
                          gdyby już urodzone zdrowe dziecko poddusiło się w dowolny sposób - przycisnęło
                          do poduszki i nie umiało się podnieść, podtopiło, poważnie zakrztusiło. Był mózg
                          - nie ma mózgu. Był człowiek - jest roślina.
                      • marcinxxx_3 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 09:40
                        Rozrozniasz skutek od przyczyny?

                        1) ja w 1 poscie odnioslem sie do artykulu- do niczego wiecej
                        2) ty do mojej osoby od razu
                        3) dlatego ja odnioslem sie do twojej
                        4) 1 mnie wyzwalas
                        5) wiec ci odpowiedzialem tym samym

                        chcesz linki, daty i godziny, aby dokladnie to przesledzic?

                        Nie mieszaj 2 rzeczy. Bezposredniego odnoszenia sie do rozmowcy i jego
                        obrazania. I jedna i druga rzecz zastosowalas jako pierwsza.
                        • gonzo44 bo to jest tak: 31.07.08, 13:00
                          Kali obrażać - dobrze. Kalego obrażać - niedobrze.
            • maura4 Re: Eugenika, III Rzesza T4 wiecznie zywe... 31.07.08, 13:29
              Co znaczy decydowali ? Ty ani nikt inny oprócz rodziny nie ma nic
              do decydowania. Chodzi o łatwośc ferowania ocen ,kiedy tak naprawde
              nie ma sie pojęcie co znaczy takie zycie.
          • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:59
            Weź pod uwagę że ona- opisując rozpad rodziny, mówiła nie tylko o
            rozpadzie relacji z mężem ale i z córką. Ta rodzina składała się z 4
            osób a nie tylko z 1- Imogen, i obowiązkiem ich było zapewnienie
            bezpieczeństwa i trwałości całej rodziny, a jak czytaliśmy starsza
            córka, też jeszcze dziecko zaczęła się już powoli odsuwać, zamykac w
            sobie i uciekać co dla rodziców na pewno było poważną sprawą.


            Znalezienie się w takiej sytuacji to ogromny dylemat. W grę wchodzą
            uczucia.Miłość do męża, innych dzieci, żal, ból i rozczarowanie oraz
            ogromny strach przed nieznanym.

            Nie każdy jest w stanie poświęcić całe swoje życie, zaryzykować
            trwałość i szczęście reszty rodziny oraz swoje własne. Nie każdy
            umie zrezygnować ze wszystkiego. Czasami ze strachu, czasami z
            bezradności. Nie wiem. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji ale samam
            mysl o tym już mnie przeraża.

            Nie możemy krytykować decyzji ludzi, których sytuacja jest dla nas
            nawet mało wyobrażalna a co dopiero zrozumiała. Co innego teoria a
            co innego życie.

            Tym ludziom różne myśli chodziły po głowie, włącznie ze skróceniem
            życia Imogen (oboje mieli takie myśli a nie tylko mąż) ale co innego
            myśleć a co innego zrobić. W traumatycznych sytuacjach przychodzą
            nam do głowy różne myśli- czy nie? A kto z nas je kiedykolwiek
            zrealizował?


            Moim zdaniem, jeśli nie dawali sobie rady ( zarówno psychicznie jak
            i fizycznie) z wychowaniem córki, lepiej, że oddali ją w ręce osoby,
            która umie i chce to robić, nizby mieli zrujnować siebie, resztę
            rodziny i również to dziecko, które przebywając w nie dającej sobie
            z ni rady rodzinie (lub być może z samą matką) na pewno nie
            rozwijałoby się tak, jak przy opiekunce.

            W każdym razie ten wybór uratował ich wszystich. Co w tym złego?




            • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:12
              ranita_08 napisała:

              >
              > Moim zdaniem, jeśli nie dawali sobie rady ( zarówno psychicznie jak
              > i fizycznie) z wychowaniem córki, lepiej, że oddali ją w ręce osoby,
              > która umie i chce to robić, nizby mieli zrujnować siebie, resztę
              > rodziny i również to dziecko, które przebywając w nie dającej sobie
              > z ni rady rodzinie (lub być może z samą matką) na pewno nie
              > rozwijałoby się tak, jak przy opiekunce.
              >
              > W każdym razie ten wybór uratował ich wszystich. Co w tym złego?
              >
              >
              >
              >
              to ich wybór i nie potępiam, bo każdy ma prawo decydować o sobie. ale jednak ich
              szczęście jest teraz pozorne. starsza córka ma zakodowane w podświadomości, ze
              jak nie będzie dość dobra, to rodzice nie będą jej kochać. dramat.
              Julia wie, że w razie nieszczęścia nie może polegać na mężu. dramat.
              podobnie jej mąż. w razie choroby musi liczyć na siebie.
              stworzyli szczęśliwą chorą rodzinę. a mieli możliwości finansowe: terapia u
              psychologa, opiekunka 24/7 dla chorej córki w obrębie ich domu, terapia chorego
              dziecka, nauka kochania za nic.
              nie chciałabym wyrosnąć w tym domu. ale może oni musieli, może taka była ich
              rola w tym życiu- nie wiem, więc nie oceniam.
              • psychidae Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:18
                a skąd wy wiecie co czuje to dziecko?? siedzicie mu w głowie??
              • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:02
                Wiesz nie powiedziałabym że rezygnując z opieki nad dzieckiem cała
                rodzina jest zagrożona samotnością i brakiem wsparcia. To jest
                uproszczenie.

                Nie wiem skąd wiesz co starsza córka ma zakodowane. skąd wiesz co
                zakodowane mają małżonkowie. Każdy człowiek reaguje inaczej i nie
                można tutaj generalizować.


                Każde rozwiązanie w tak dramatycznej sytuacji ma negatywne skutki.
                Gdyby nie oddali Imogen to rodzina mogłaby się rozpaść i kobieta
                zostałaby z dzieckiem sama. - Też katastrofa

                starsza córka, która już zaczynała się izolować od reszty rodziny i
                krzyczała że woli tatę niż mame (bo mama opiekowała się chorą
                siostrą i oddalała od niej tym samym) mogłaby popaść jeszcze
                bardziej w depresję i mogliby stracić także drugie dziecko.

                Możliwości jest wiele. Nie można tutaj wyrokować że NA PEWNO oni
                czują teraz to i to. Nie wiemy tego.



              • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:40
                Nie wiem, czy zauwazylas, ze ta kobieta nie pracowala, bo opiekowala sie
                dziecmi, natomiast maz szukal pracy i jej nie dostal. Nie sa to dziedzice
                fortuny jak w Dynastii, ale normalni ludzie, ktorzy na wszystko musza zapracowac.
          • bubster bohaterka ma też drugą córkę 31.07.08, 09:57
            i tego nie wziąłeś pod uwagę

            ma też męża - i jego oczywiście też nie oceniasz, bo po co

            wszystkiemu winne są Ewy tego świata
            • artea13 Re: bohaterka ma też drugą córkę 31.07.08, 11:13
              bubster napisała:

              > i tego nie wziąłeś pod uwagę
              >
              > ma też męża - i jego oczywiście też nie oceniasz, bo po co
              >
              > wszystkiemu winne są Ewy tego świata

              no, mąż się nie sprawdził jako partner życiowy. ja bym już z nim nie poszła do
              łóżka.
              • ranita_08 Re: bohaterka ma też drugą córkę 31.07.08, 13:04
                Mąz o ile mi wiadomo myślał dokładnie to samo co ona. Oboje
                mieli "mroczne " myśli nt. Imogen.

                Mąż nie sprawdziłby się jako partner gdyby tylko on życzył sobie
                zniknięcia córki i zmuszał do tego żonę. Ale z tego co wiem życzyli
                sobie tego oboje i oboje myśleli o tym i przeżywali to na swój
                sposób.

            • satelitka1 czy aby na pewno jeszcze ma drugą córkę? 31.07.08, 15:06
              Może ją uśpiła, albo porzuciła pod mostem? Od wydania książki upłynęło trochę
              czasu... A np. mała kichała, albo miała niehumor, albo przyniosła lufę z
              angielskiego? To,że ta kobieta nie nawiązała więzi uczuciowej z własnym, choć
              chorym dzieckiem - to żaden powód do chwały. Stosując filozofię tej pani -
              chorych , ułomnych, niechcianych,głupich, brzydkich, starych - należy
              eliminować. Istnieje niebezpieczeństwo, ze ta pani wpasowałaby się w któreś
              (zapewne - niejedno) kryterium.
          • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:01
            Tam jeszcze bylo drugie dziecko, o ktorym ty chyba zapominasz. Jakie dziecinstwo
            ono by mialo, gdyby prawie cala dobe musialo sluchac wrzaskow siostry? Ty dzieci
            niepelnosprawne chyba tylko w telewizji ogladasz. Tam bylo napisane, ze
            ubieranie tej dziewczynki trwa GODZINE. A ile trwa karmienie, mycie? A zastepcza
            matka to jest w Wielkiej Brytanii zawod, dostaje za to pieniadze. Wiec jest
            oczywiste, ze ona ma na to czas. Normalne dziecko ubiera sie w kilka minut, a i
            tak przeciez opieka nad normalnym dzieckiem to kilkanascie godzin na dobe i
            malzenstwa przechodza kryzys z powodu urodzenia ZDROWEGO noworodka.

            To, ze autorka ma wyrzuty sumienia czy jakies watpliwosci, jest normalne -
            ludzie w takich przypadkach zastanawiaja sie, ze moze dziecku zaszkodzil 1
            papieros wypalony w ciazy (mimo ze sa kobiety palace rodzace zdrowe dzieci). A
            czasami po prostu takie dzieci sie rodza i tyle, bez niczyjej winy. Jeszcze 20
            lat temu to dziecko szybko by umarlo. Dzisiaj zyje, nie wiem, czy smierc jednak
            nie bylaby dla niego lepsza. Noworodek niczego nie rozumie, a smierc u starszego
            dziecka bedzie wiekszym cierpieniem. To dziecko nigdy nie bedzie wolne, bedzie
            raczej zwierzeciem hodowlanym, karmionym, pilnowanym. Co to za zycie?
            • ranita_08 święta prawda 31.07.08, 13:07
              Mądre słowa. Może zadam pytanie: kto chciałby żyć jak Imogen? Gdybym
              ja się taka urodziła miałabym wielki żal do ludzi gdyby pozostawili
              mnie przy życiu.
              • hapaxa Re: święta prawda 31.07.08, 13:17
                A ja bym chciała - tyle że jakby się mną opiekowali ludzie z Twoimi poglądami,
                to nie miałabym takiej szansy


                ranita_08 napisała:

                > Mądre słowa. Może zadam pytanie: kto chciałby żyć jak Imogen? Gdybym
                > ja się taka urodziła miałabym wielki żal do ludzi gdyby pozostawili
                > mnie przy życiu.
                • ranita_08 hapaxa oceniaj siebie 31.07.08, 13:23
                  Chciałabyś żyć jak roślina? Masz prawo. Tylko nie wiem dlaczego na
                  mnie napadasz za poglądy. Podobno to wolny kraj a ty od razu
                  musisz "kopnąć" przedmówcę. Mam poglądy jakie mam- nic ci do tego i
                  nie masz prawa MNIE oceniać. Oceniaj siebie. Tylko do tego masz
                  prawo.

                  Nie wystarczy napisać "nie zgadzam się...moje zdanie jest inne...",
                  musisz się popisać wycieczkami typu " tacy ludzie jak ty..."

                  Prymitywna jesteś i pusta
                  • hapaxa Re: hapaxa oceniaj siebie 31.07.08, 13:35


                    ranita_08 napisała:

                    > Chciałabyś żyć jak roślina? Masz prawo. Tylko nie wiem dlaczego na
                    > mnie napadasz za poglądy. Podobno to wolny kraj a ty od razu
                    > musisz "kopnąć" przedmówcę. Mam poglądy jakie mam- nic ci do tego i
                    > nie masz prawa MNIE oceniać. Oceniaj siebie. Tylko do tego masz
                    > prawo.

                    Nigdzie Cię nie oceniałam ani nie napadałam (?). Czy to twój ostateczny argument?


                    > Nie wystarczy napisać "nie zgadzam się...moje zdanie jest inne...",
                    > musisz się popisać wycieczkami typu " tacy ludzie jak ty..."
                    >
                    > Prymitywna jesteś i pusta

                    Bez komentarza. Na tym poziomie dyskutuj ze znajomymi z piaskownicy
                    • ranita_08 Re: hapaxa oceniaj siebie 31.07.08, 13:50
                      Z tobą na żadnym już nie zamierzam. I rzeczywiście pisanie "tacy jak
                      ty..." nie jest ocenianiem. To znaczy jaka ja jestem? Bo uważasz że
                      coś wiesz na ten temat skoro tak piszesz, więc zaprzeczas sama
                      sobie.

                      Sprawiedliwa jesteś tylko w stosunku do siebie. I to jest
                      prymitywizm. I to jest argument.


                      A moi znajomi z piaskownicy są teraz dorosłymi ludźmi i oczywiście z
                      nimi dyskutuję czasem. Tak więc niezrozumiale piszesz.
                • rikol Re: święta prawda 31.07.08, 13:42
                  Masz jeszcze szanse zyc jak ta dziewczynka - walnij sie czyms ciezkim w glowe, a
                  moze doswiadczysz takiego 'wspanialego' zycia. Przy okazji sprawdzisz swoja
                  rodzine, czy naprawde cie kochaja.
                  • ranita_08 Re: święta prawda 31.07.08, 13:51
                    Ty rozumiem już to zrobiłeś? Widać, że tak
                  • ranita_08 rikol jesteś na pewno tym dobrym -ale trollem 31.07.08, 13:57
                    A tak BTW zastanawiam się co to muszą być za ludzie, którzy w
                    sytuacji gdy ktoś ma inne poglądy i w sposób kulturalny je
                    prezentuje nie atakując nikogo natychmiast wyszykują stek
                    najciekawszych wulgaryzmów i błota i starają się precyzyjnie
                    celować.


                    Czy uważasz że każdy , gdyby przedstawić mu taką laternatywę (
                    rodzisz się niedorozwinięty i bez szans na wyleczenie i samodzielne
                    życie - chcesz żyć czy nie)odpowiedziałby że by chciał?

                    Ile podłości jest w tym "dobrych" ludziach.....zastanawiające to
                    jest......
      • pani_rosomak Re: Wybór Julii 30.07.08, 00:05
        Ja bym sprecyzowała jeszcze to co napisała vesper_lynd: tu nie chodzi o opiekę nad chorym dzieckiem. Chore to moze być dziecko z porażeniem mózgowym, niewidome, głuche, autystyczne- Imogene nie jest chora, ona poprostu jest niekompletna, nieukształtowana, nigdy nie będzie człowiekiem. Jaki jest sens poświęcania się dla istoty która nie rokuje na przyszłość?? I to poświęcania nie tylko siebie ale reszty rodziny. przeczytajcie sobie w wolnej chwili powieść Doris Lesing "piąte dziecko" właśnie o takim dziecku które pojawiając się na świecie niszczy wszystkich wokół siebie nie dając nic w zamian. Tamci rodzice początkowo także oddali dziecko, ale nie wytrzymali presji i wzięli Bena z powrotem. Zwyciężył sentymentalizm nad ekonomią uczuć- i było to pyrrusowe zwycięstwo.
        • kowja Re: Wybór Julii 31.07.08, 04:48
          Masz swoisty sposoób klasyfikacji ludzi niepełnosprawnych.Dziecko z
          niewykształconymi kończynami też pewnie nie będzie chore, tylko
          niekompletne. Jest wiele sytuacji, w których próżno szukać sensu.
          Trzeba je ZAAKCEPTOWAĆ i nauczyć się z nimi żyć.Wynika to z poczucia
          OBOWIĄZKU. Decydując sie na dziecko biorę je z RYZYKIEM chorób.
          Jeśli zakładam aborcje w przypadku "defektu" (choroby) to różnię się
          tylko czasem podjęcia decyzji od typków pokroju dr Mengele. Gdy
          dziecko się zblża,to moim obowiązkiem jest je przyjąć i wychować w
          najlepszy możliwy sposób. Jest to zadanie, któremu towarzyszy miłość
          jako czynnik pozwalający je wykonywać na granicy ludzkiej
          wytrzymałości. I wiem,co piszę. Sam mam dziecko niepełnosprawne,
          pracuję w ośrodku dla dzieci niepełnosprawnych i widzę. Widzę
          różnych rodziców - tych, którzy zupełnie się nie przejmują losem
          swoich chorych dzieci, i tych strasznie opiekuńczych, którzy
          wszystko za swoje dzieci zrobią, by im wynagrodzić kalectwo, i
          wreszcie NORMALNYCH, którzy robią dla dzieci wszystko, by wyleczyć,
          ale traktują je jako ZWYCZAJNE - normalne.
          Dziecko takie jak Imogen niszczy w nas wiele, jeśli je przyjmiemy -
          znika egoizm, hedonizm, pogoń za nierealnymi pomysłami, przynosi zaś
          odpowiedzialność, wytrwałość umiejętność bycia elastycznym. Jeśli
          zaś je odrzucimy - to mamy sytuację rodziny z tej książki.
          Zastanawiam się tylko, co będzie z nimi (rodzicami) gdy
          zniedołężnieją. Ich dzieci mają najlepszy przykład, jak uciec od
          problemu. Stary mebel do domu starców. I jak fajnie,że takie domy
          są, bo inaczej bruk albo eutanazja. Ktoś mądrze powiedział, że domy
          starców to zemsta dzieci za żłobki. A tu mamy jeszcze lepiej -
          oddanie dziecka.
          Kończąc ten przydługi wywód - nie potępiam ich jako ludzi, ale jako
          rodzice nie zdali egzaminu. Oddanie dziecka to minimum przyzwoitości
          (wszak myśleli nad bardziej radykalnymi sposobami rozwiązania
          Problemu). Jeżdżąc ze swoim dzieckiem po sanatoriach widziałem wielu
          rodziców, których dorosłe dzieci na wózkach śliniły się, jęczały, a
          oni z benedyktyńską cierpliwością i miłością cieszyli sie z każdego
          nowego ich gestu. Oni mają świadomość, że od tego obowiązku nie ma
          urlopu. Ale już o tym nie myślą. Dla nich/ dla nas jest ważny dzień
          dzisiejszy, zadania do wykonania tu i teraz (lekarz, lekarstwa,
          praca, opieka), jeśli pojawia się problem - dopisujesz go do
          rozkładu i ciągniesz wózek dalej. I to nie jest bohaterstwo, to
          miłość do własnego dziecka, własnej krwi. A jeśli małżonek myśli
          podobnie, to problemy umacniają rodzinę, nie niszczą. Przeżyliśmy z
          żoną wiele (i najprawdopodobniej przeżyjemy jeszcze wiecej), ale
          jesteśmy optymistami. I innym życzymy tego samego...
          • joankb Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:36
            Szacunek. Ale należysz do mniejszości. Znaczącą większość dzieci
            niepełnosprawnych wychowują wyłącznie matki. W naszej rzeczywistości - często
            bez jakielkolwiek pomocy, bez tych wspomnianych "wakacji", bez pomocy opiekunek
            zapewnianych (codziennie) przez Państwo czy lokalną społeczność. Często bez
            środków do życia, bez możliwości pracy. Bez pomocy psychologa, bez wsparcia dla
            innych dzieci w rodzinie. Bez szkół i przedszkoli integracyjnych, bez fachowej
            pomocy medycznej, bez rehabilitacji. 24/7 przez 20,30,50 lat.
            U nas - jeżeli ktoś nie wytrzymuje, dziecko ląduje w ośrodku. Najczęściej takim,
            który zapewnia biologiczne przetrwanie - nic więcej. I z tym się jakoś większość
            godzi... No, bo przecież się "nie pozbyła", nie oddała do adopcji... Lepiej
            zrobiła??
            • foldery Re: Wybór Julii 01.08.08, 02:18
              > U nas - jeżeli ktoś nie wytrzymuje, dziecko
              > ląduje w ośrodku. Najczęściej takim, który
              > zapewnia biologiczne przetrwanie - nic więcej.
              > I z tym się jakoś większość godzi...
              > No, bo przecież się "nie pozbyła", nie oddała
              > do adopcji... Lepiej zrobiła??

              No to prawdziwy przypadek sprzed wielu, wielu lat.
              Zupełnie nie adekwatny do tego dziecka z artykułu, ale traktujący o tym, czy lepiej samemu opiekować się dzieckiem, czy czasem oddać dziecko do odpowiedniego ośrodka.

              Było to w latach 70.
              W przeciętnej rodzinie urodziła się dziewczynka z niedorozwojem umysłowym. Nie chodziła wtedy do szkoły, bo nie było specjalnej szkoły dla niej w tym mieście.
              I tak trwała, zawsze zadbana przez rodzinę, aż do wieku nastoletniego. Nie było wtedy internetu, jej rodzice byli ludźmi prostymi, którzy kochali swoją córkę, ale nie wiedzieli o tym, że takiego człowieka można próbować czegoś więcej nauczyć, jakoś ukierunkować.

              Przez lata wiele osób namawiało rodziców do oddania dziewczynki do specjalnego ośrodka z odpowiednią szkołą, gdzie nauczono by ją ŻYĆ, czyli podstawowych czynności, podstawowego czytania i pisania oraz poruszania się.
              Po wielu latach jakaś nauczycielka namówiła tych rodziców.
              Po pół roku przebywania w tym ośrodku dziewczynka przyjechała do swojej rodziny i okazało się, że umie MÓWIĆ! Była radosna, bo nikt jej już tak nie wyzywał, bo mieszkała z podobnymi sobie, bo znaleźli się ludzie z odpowiednią wiedzą, którzy umieli ją nauczyć wielu rzeczy.
              Gdyby rodzice zdecydowali się na taki krok już wcześniej, miałaby większe szanse na normalniejsze życie. Ale oni ją tak bardzo kochali...
          • psychidae Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:10
            chore dziecko można usunąć - takie mamy prawo - jeśli to zrobimy jesteś marginesem

            namawiacie nas na urodzenie - można oddać - ale jeśli to zrobimy jesteśmy marginesem
            • kowja Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:36
              Jesteś dorosła? Więc podejmując ryzyko seksu bez zabezpieczeń
              decydujesz o życiu. I dalej masz już teoretycznie tylko jeden dobry
              wybór - urodzić. Inne przypadki są piętnowane. Czy tak trudno
              zrozumieć pewne oczywiste fakty ważne dla społeczeństwa? Jemu zależy
              na zstępowalności pokoleń. Ten, co nie chce rodzić jest pasożytem,
              na którego społeczeństwo na starość będzie łożyć. Gdy po pijaku
              wsiadasz za kółko nie zdajesz sobie często sprawy, ile ryzykujesz.
              Dowiesz się, gdy zrobisz komuś krzywdę, ale wtedy już za późno. Mnie
              wjechał na działce pijany robotnik w nogi. Wezwałem policję. Mogłem
              inaczej? Mogłem, ale to ja ryzkowałem swoim zdrowiem. A sprawca
              tylko chodził jak otumaniony i klął. Stąd : oddasz dziecko - jesteś
              napiętnowana, usuniesz - też. Niestety decydowałaś o swoim brzuchu
              (powiem brzydko) wchodząc do łóżka z nieodpowiednim facetem.
              • psychidae Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:42
                a jeśli zabezpieczenie zawiodło?? zaraz napiszesz, że trzeba było nie uprawiac seksu
                • kowja Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:00
                  Nie koniecznie, ale to też jest ryzyko, tak jak i AIDS w takim
                  przypadku. Do kogo wtedy z pretensjami?
                  • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:19
                    sorry, kolego, ale własnie strzeliłeś sobie w piętę i to z ciezkiej
                    broni:

                    "Czy tak trudno
                    zrozumieć pewne oczywiste fakty ważne dla społeczeństwa? Jemu zależy
                    na zstępowalności pokoleń. Ten, co nie chce rodzić jest pasożytem,
                    na którego społeczeństwo na starość będzie łożyć. "

                    Teraz będzie dosc mocna rzecz. Wlasnie i dltego też ten , kto urodzi
                    dziecko tak kalekie i cąłkowicie sie mu poświęci jest podwójnym
                    pasożytem, bo:
                    a) nie reprodukował wiecej osobnników ze względu na koniecznosc
                    dozywotniej opieki nad uposkedzonym
                    b) uposledzony nie rozmnozył sie, zatem ZADNA WYMIANA POKOLEŃ NIE
                    NATAPIŁA, CO WIECEJ - społeczesńtwo lozyło na utrzymanie tego
                    kalekiego osobnika.

                    Sotrry, ale jak wytaczasz takie argymentyu, to masz NATURALNE dla
                    gatunku kontrargumenty.
                    • kowja Re: Wybór Julii 31.07.08, 12:02
                      Ale trochę płytko podchodzisz do tematu. Rodzic z jednym dzieckiem
                      (kalekim) z punktu widzenia natury jest balastem. Ale ona jest dla
                      nas punktem wyjścia (do modyfikacji). Jego poświęcenie uczy nas
                      (nasze dzieci) altruizmu. I nigdy, żaden poważny lekarz nie wyda ci
                      diagnozy długoterminowej odnośnie rozowju mózgu. U mojego były
                      prroctwa,że może być na poły roślinką (niedotlenienie mózgu i
                      porażenie). Efekt? Ukończenie gimnazjum z czerwonym paskiem. A ponoć
                      i któregoś ze sławnych muzyków też tak by wykasowali. Tu może (z
                      dużą dozą prawdopodobieństwa) z ekonomicznego punktu widzenia będzie
                      pasożytem (może nie). Ale bezdzietne małżeństwo jest nim z całą
                      pewnością. Rozbite, pozstawiające dzieci z fobiami na dłuższą metę
                      także.
                      • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:46
                        Aha, czyli malzenstwo, ktore ma zdrowe dzieci, ale z problemami emocjonalnymi,
                        to pasozyci, mimo ze psychoterapia jest tansza i przynosi dobre efekty. Dobrymi
                        ludzmi sa za to ci, ktorzy poswiecaja swoje zycie dla niepelnosprawnych dzieci,
                        nie majac pojecia, czy dziecko nauczy sie chocby jesc samodzielnie lyzka. Dobrze
                        wiedziec - ja w kazdym razie wole zdrowe dziecko, chocby musialo potem chodzic
                        do psychologa. Lepiej do psychologa niz neurologa.
                        • kowja Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:47
                          Lubię ludzi, którzy czepiają się słówek, zwrotów nie próbując wejść
                          głębiej w zagadnienie. Chciałem pokazać, że nie każda rodzina z
                          chorym dzieckiem jest "pasożytem" dla społeczeństwa pełniąc rolę
                          drogowskazu. A czasami te "normalne" są większym obciążeniem dla
                          społeczeńśtwa. A dziecko z problemami emocjonalnymi nie jest
                          zdrowe... I wbrew pozorom terapia taka nie jest tania...
              • hoyacarnosa Re: Wybór Julii 31.07.08, 12:51
                Czy tak trudno
                zrozumieć pewne oczywiste fakty ważne dla społeczeństwa? Jemu zależy
                na zstępowalności pokoleń. Ten, co nie chce rodzić jest pasożytem,
                na którego społeczeństwo na starość będzie łożyć.

                brak w tym wywodzie logiki. dziecko głęboko upośledzone jest
                ciężarem dla społeczeństwa przez całe swoje życie. nie pracuje i nie
                płaci podatków ale za to korzysta z podatków, które my placimy.
                urodziłam tylko jedno dziecko, czyli jestem w połowie pasożytem.
                przepracowałam 40 lat, płacąc podatki. jakoś nie mogę zrozumieć
                dlaczego uważasz, ze społeczeństwo na mnie coś łoży. nawet gdybym
                miała jeszcze żyć przez trzydzieści lat i tak w postaci emerytury
                nie dostanę tego, co przez lata pracy oddałam społeczeństwu.
              • moniamm Re: Wybór Julii 31.07.08, 16:41
                kowja napisał:

                > Jesteś dorosła? Więc podejmując ryzyko seksu bez zabezpieczeń
                > decydujesz o życiu. I dalej masz już teoretycznie tylko jeden
                dobry
                > wybór - urodzić. Inne przypadki są piętnowane. Czy tak trudno
                > zrozumieć pewne oczywiste fakty ważne dla społeczeństwa? Jemu
                zależy
                > na zstępowalności pokoleń. Ten, co nie chce rodzić jest pasożytem,
                > na którego społeczeństwo na starość będzie łożyć.
                kuzwa- jakim pasozytem???? skoro czlowiek pracuje i panstwo zabiera
                mu pieniadze na zus to jakim prawem nazywasz go pasozytem???
            • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:21
              psychidae napisała:

              > chore dziecko można usunąć - takie mamy prawo - jeśli to zrobimy jesteś margine
              > sem
              >
              > namawiacie nas na urodzenie - można oddać - ale jeśli to zrobimy jesteśmy margi
              > nesem

              bo w życiu chodzi o to, żeby się rozwijać, uczłowieczać. ale każdy może wybrać
              własną drogę i nie powinien czuć się winny, to kwestia gotowości na pewne sprawy.
          • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:20
            kowja, popłakałam się czytając Twoje słowa. moje dziecko jest sprawne ruchowo,
            ale ma inne problemy: adh, zespół touretta, lęki. było mi ciężko zaakceptować
            to, często czułam zawstydzenie na ulicy czy w sklepie czy urzędzie.. ale w końcu
            kopnęłam moje ego w dupę i poszło precz :) kocham mojego synka i zrobię
            wszystko, aby żyło mu się prawie normalnie.
          • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:39
            100 lat temu zlobkow nie bylo, nie bylo tez domow starcow. Byly za to przytulki,
            gdzie dzieci musialy pracowac od malego, a starcy umierali z glodu, bo nie bylo
            emerytur. Czy bylo wtedy lepiej? Ja wole zyc jednak w czasach, kiedy te domy
            starcow sa. Jesli ktos ma alzheimera, to wymaga opieki przez cala dobe, zeby
            sobie krzywdy nie zrobil. A normalni ludzie przeciez pracuja, nie dadza rady sie
            opiekowac taka osoba. Po to sa szpitale i domy starcow. Zreszta ty przeciez
            PRACUJESZ z niepelnosprawnymi, czyli dostajesz za to pieniadze. A rodzice,
            oprocz rehabilitacji dziecka, chca miec jeszcze normalne zycie, wyjsc na spacer,
            do kina, porozmawiac w spokoju.
        • krawiec6661 Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:00
          Zastanawiam się, jak postrzega świat dziecko z połową mózgu. To może być
          koszmar, i jest to prawdopodobne z uwagi na ten ciągły płacz. Co jeśli takie
          dziecok odbiera tylko negatywne emocje, a nie potrafi np. cieszyć się z bycia
          przytulonym przez mamę... Tragedia.
          • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:26
            krawiec6661 napisał:

            > Zastanawiam się, jak postrzega świat dziecko z połową mózgu. To może być
            > koszmar, i jest to prawdopodobne z uwagi na ten ciągły płacz. Co jeśli takie
            > dziecok odbiera tylko negatywne emocje, a nie potrafi np. cieszyć się z bycia
            > przytulonym przez mamę... Tragedia.

            no tak, ale skoro lekarze ratują na siłę, wbrew naturze? co zrobić wówczas?
            skoro już przeżyło, trzeba mu pomóc jak najlepiej można.
            • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:52
              No wlasnie, ja uwazam, ze nie powinni ratowac na sile. Dzis medycyna ma takie
              mozliwosci, ze musimy zaczac podejmowac decyzje w sprawie zycia i smierci ludzi
              - mimo ze kazdy chcialby tego uniknac, bo zawsze mozliwe sa naduzycia. W tej
              chwili ludzie chorzy na raka jezdza na eutanazje do Szwajcarii.
              • iluminacja256 Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:00
                Wiesz to ejst bardzo ciezki temat, ale mysle, ze racja tkwi gdzieś
                w 60% po stornie rodziców. Jesli deklaruje, ze nei chcą reanimacji
                noworodka z tkaimi wadami, to powinno sie to respektować, tak jak
                wole pacjenta dorosłego i nie robic tego na siłę.
        • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:16
          pani_rosomak napisała:

          > Ja bym sprecyzowała jeszcze to co napisała vesper_lynd: tu nie chodzi o opiekę
          > nad chorym dzieckiem. Chore to moze być dziecko z porażeniem mózgowym, niewidom
          > e, głuche, autystyczne- Imogene nie jest chora, ona poprostu jest niekompletna,
          > nieukształtowana, nigdy nie będzie człowiekiem. Jaki jest sens poświęcania się
          > dla istoty która nie rokuje na przyszłość?? I to poświęcania nie tylko siebie
          > ale reszty rodziny. przeczytajcie sobie w wolnej chwili powieść Doris Lesing "p
          > iąte dziecko" właśnie o takim dziecku które pojawiając się na świecie niszczy w
          > szystkich wokół siebie nie dając nic w zamian. Tamci rodzice początkowo także o
          > ddali dziecko, ale nie wytrzymali presji i wzięli Bena z powrotem. Zwyciężył se
          > ntymentalizm nad ekonomią uczuć- i było to pyrrusowe zwycięstwo.


          nie chcę, zby to co powiem, zabrzmiało idealistycznie, ale wiara i miłośc
          przenoszą góry. skoro człowiek używa ok 10% swojego mózgu, to pod wpływem dobrej
          terapii i pewnych ćwiczeń może można pomóc takiemu człowiekowi o niepełnym mózgu
          pomóc się rozwinąć? nie wiem oczywiście, czy to by się tam udało, ale rodzice
          nawet nie spróbowali, a mieli środki finansowe, które wiele ułatwiają.
          • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:49
            To jest mit, ze uzywamy tylko 10% mozgu. Jesli uszkodzisz jakakolwiek czesc
            mozgu, to czynosc kontrolowana przez te czesc mozgu jest zaburzona, np. jesli
            uszkodzisz plat odpowiedzialny za mowe, przestaniesz mowic. Poza tym obie
            polkule musza ze soba wspolpracowac.
          • bubster Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:27
            ale to nie działa w taki sposób, że jak stracisz 10% to inne 10% go
            zastąpi
            • falka32 Re: Wybór Julii 01.08.08, 14:58
              > ale to nie działa w taki sposób, że jak stracisz 10% to inne 10% go
              > zastąpi

              Ależ właśnie jest taka możliwość. Nie zawsze się tak dzieje, ale często. Mózg
              jest układem funkcjonalnym a nie nerką. Uszkodzony ośrodek mowy może się np.
              odbudować w zupełnie innym miejscu mózgu. Dlatego właśnie przy uszkodzeniach
              mózgu ważna jest rehabilitacja, trening i nigdy nie mówi się nigdy.
              • zorka-5 Re: Wybór Julii 02.08.08, 14:54
                Może się odbudować tylko, jeżeli wcześniej istniał. Tak jak Ty nie namalujesz
                kopii obrazu, jeżeli go wcześniej nie widziałaś.
      • mojmailtok Re: Wybór Julii 31.07.08, 03:51
        no pewnie! kto by sie tam jakims malym smierdzielem przejmowal :PP

        Lepiej oglosic swiatu, ze jest sie u progu sil, ze przeszkadza to w pracy i
        spotkaniach przy winku...
      • miss_a Re: Wybór Julii 31.07.08, 12:59
        Dzieki, Vesper_Lynd. Nie mam nic do dodania. Podpisuje sie obiema rekami.
    • paralela1 Re: Wybór Julii 28.07.08, 08:08
      Opiekunka jakoś potrafiła zaopiekowac się tym dzieckiem i nawiazać kontakt, może
      nie na tak wysokim poziomie intelektualnym o jakim myślała mamusia ale kontakt
      emocjonalny na pewno. A co by było gdyby następne dziecko też nie spełniło
      wysokich standartów tej intelektualistki??? Też by oddała i robiła dzieci do
      skutku??? Ja jej nie potępiam ale robienie z niej bohaterki to jakaś pomyłka.
      Powinno sie takim rodzinom pomagać, wolontrariat lub specjalna fundacja, która
      odciażyłaby w opiece takie rodziny. Robienie z tego pozytywnej idelogiii jest
      dziwne.
      • gabula777 Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:24
        Opiekunka poświęciła się wychowywaniu niepełnosprawnyh dziewczynek ponieważ to
        WYBRAŁA, a to jest różnica.Dostaje też na to pieniądze od państwa i taktuje to
        jak swoją pracę, a to już jej sprawa, że taką właśnie lubi i ma właściwe
        predyspozycje, jak jedni do pracy w kuchni, a drudzy za biurkiem.Nie rozumiem
        wychwalania pod niebiosy tej opiekunki.
      • katol_kk Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:14
        paralela1 napisała:

        > A co by było gdyby następne dziecko też nie spełniło
        > wysokich standartów tej intelektualistki??? Też by oddała i robiła dzieci do
        > skutku???

        "Zdrowe" dzieci pani Julii też nie mają najlepiej. Podświadomie będą czuć całe
        życie, że jeśli nie będą idealne, jeśli nie spełnią jej oczekiwań - to nie
        zasłużą na miłość mamy i taty.
      • zorka-5 Re: Wybór Julii 02.08.08, 14:59
        > Powinno sie takim rodzinom pomagać, wolontrariat lub specjalna
        > fundacja, która odciażyłaby w opiece takie rodziny

        Ale to właśnie się stało. Rodzina została odciążona w opiece nad takim
        dzieckiem. Nad czym tu jeszcze deliberować? Nad miejscem stałego pobytu?
    • zielona.gumka Wybór Julii 28.07.08, 10:42
      To prawda, że robienie z tej kobiety bohaterki jest nienormalne.
      Fakt, podziwiam ją za odwagę i szczerość. Ale nic poza tym.
      Dużo bardziej podziwiałabym ją, gdyby dziecka nie oddała. Tylko że
      wtedy nikt by się o tym nie dowiedział.

      Są matki, które zaraz po porodzie zostawiają swoje niepełnosprawne
      dzieci i ukrywają to przed światem. Są takie, które poświęcają
      choremu dziecku całe swoje życie. Ta kobieta ze swoją postawą jest
      gdzieś pomiędzy nimi, bliżej tych pierwszych.

      Należałoby jeszcze założyć, że nie napisała tej książki dla sławy,
      pieniędzy, wywołania skandalu. I taką mam nadzieję.

      Nie znam jej, nie czytałam książki, nie oceniam pochopnie - nie
      potępiam i nie podziwiam.
      Sama mam niepełnosprawne dziecko.
      Komentujący, którzy nie byliście nigdy w podobnej sytuacji -
      zastanówcie się zanim coś napiszecie.
      • sir.vimes Moim zdaniem bnardzo dobrze, że ksiązka powstała 28.07.08, 13:05
        > Należałoby jeszcze założyć, że nie napisała tej książki dla sławy,
        > pieniędzy, wywołania skandalu. I taką mam nadzieję.
        >
        > Nie znam jej, nie czytałam książki, nie oceniam pochopnie - nie
        > potępiam i nie podziwiam.

        O trudnych tematach powinni pisać ludzie, których to dotyczy - wtedy inni mają
        szansę "zajrzeć pod pokrywkę" , chocby na chwilę.
        książkę z pewnoscią przeczytam.
      • ml130676 Re: Wybór Julii 29.07.08, 16:32
        To jest usprawiedliwianie zła, czy podstawowe zasady moralne aż tak
        bardzo się zacierają? Z jednej strony krzyki o prawo do życia dzieci
        poczętych, z jeszcze innej - potępienie rodziców "eurosierot", a
        przy tym moralne przyzwolenie na porzucanie dzieci z defektem?
        Przecież to nienormalne. I podłe. Stawiam się na miejscu tego
        dziecka. No tak, ale jak, skoro ono, najpierw zdaniem lekarzy, potem
        z przekonania matki, nie mogło czuć, nawiązywać kontaktu? A skąd oni
        to wiedzą, skąd to przekonanie, że w życiu tej dziewczynki nie ma
        duchowości? Bo krzyczy i ma ataki epilepsji? Kościół potępia nawet
        usuwanie ciąż letalnych, gdzie są teraz obrońcy życia, co się z nami
        stało i aż dziw, że na tym forum przeważają kobiety...
        • ranita_08 To wytwór nas samych 31.07.08, 09:27
          Wiesz odbiegając nieco od tematu (eurosieroty), czyli generalizując-
          tak jak ty w swojej wypowiedzi- powiem, że tępo życia i próg wymagań
          jakie stawia nam świat ( wytężona praca, zadłużanie się, strach
          przed konkurencją itp) to wytwór kapitalizmu i wolego rynku- a więc
          nas wszystkich.

          Nikt nie chce zostać wyrzucony poza nawiaz tego koła fortuny. Nie
          piszę że to wspaniałe, że to dobre zachowanie i godne naśladowania,
          jednak pogoń za dobrobytem i wygodą to znak naszych czasów i wytwór
          nas samych.

          Kilka pokoleń temu rozwód lub porzucenie rodziny przez męża było nie
          do zaakceptowania społecznie. Nie płacenie na swoje dzieci -tym
          bardziej. Rodzina była podstawową i szanowaną komórką społeczną. A
          teraz? Teraz najwazniejsze jest słowo "Ja" i nikogo nic już nie
          dziwi, posiadanie trzeciej żony (czy męża) to żaden wstyd ale wstyd
          nie mieć samochodu.


          ---------------------------------------------------------------------
          Od razu zaznaczam, że odnoszę się do wypowiedzi powyżej a nie do
          Imogen i jej rodziców
          • rikol Re: To wytwór nas samych 31.07.08, 14:03
            Rozumiem, ze XIX-wieczny ideal milosci romantycznej jest dla ciebie (i nie tylko
            dla ciebie) atrakcyjny, ale nie ma on nic wspolnego z rzeczywistoscia.

            Skad te informacje, ze trzeba bylo placic na swoje dzieci? Dzieci pozamalzenskie
            byly nielegalne, nie mialy prawa do dziedziczenia - to chyba nie jest dobre,
            prawda? Byly tez przytulki dla dzieci i np. znany filozof i pisarz Rousseau
            oddawal tam swoje dzieci, bodajze kilkanascie. Owszem, nie bylo rozwodow, ale
            kobiety wtedy byly zalezne ekonomicznie od meza i dlatego tkwily latami w
            nieszczesliwych malzenstwach, gdzie czesto byly ofiarami przemocy. W XVIII wieku
            przecietny okres trwania malzenstwa to byly 4 lata, bo albo kobieta umierala
            przy porodzie, albo mezczyzna - na wojnie lub w chorobie.

            Jeszcze dzis w krajach, gdzie panuje XIX-wieczny kapitalizm, pracuja dzieci,
            ludzie umieraja z glodu, nie ma emerytur, o zasilkach nie wspominajac. 100 lat
            temu bylo tak na calym swiecie - dzien pracy trwal 18 godzin, matki przychodzily
            z niemowlakami do fabryk (niemowlakom dawalo sie troche alkoholu, zeby nie
            plakaly). Zony byly wsadzane do szpitala wariatow, jesli maz uznal, ze nie chce
            juz z nia byc. Nie mowiac juz o kochankach, ktore byly potepiane, ale juz
            mezczyzna z nimi sypiajacy byl 'porzadnym' obywatelem, nawet jesli swoja
            cnotliwa zone, opiekunke domowego ogniska, zarazil syfilisem.
            • ranita_08 Re: To wytwór nas samych 31.07.08, 14:46
              Nie pisałam o sredniowieczu tylko o wieku XIX czy XX. O czasach
              bliższych nam cywilizacyjnie. Owszem,i tam zdarzały się nadużycia,
              porzucenia i tym podobne okropieństwa, zawsze istnieli ludzie mający
              związki pozamałżeńskie i potomstwo, jednak nastawienie społeczne
              było inne. Generalnie inne. Wyjątki znajdą się zawsze.

              Rousseau oddał dzieci do przytułku ale Henryk VIII z nieślubnego
              syna zrobił I hrabię Anglii a jego matkę uczynił hrabiną.

              Nie w tym rzecz. Jeszcze 50 czy 80 lat temu ( można zapytać
              starszego pokolenia) ludzie mieli inną moralność i inaczej reagowali
              na pewne sprawy.

              Mój dziadek np. kiedy zdarzyło mu się mieć kochankę najbardziej się
              bał żeby sie koledzy nie doweiedzieli bo byłby wstyd. O rodzinie nie
              wsponmę. A teraz?

              Teraz panuje moralna wolność. I nie krytykuję tego bo sama korzystam
              z dobrobytu wolności. Jednak teraz "samotna matka" jest podstawową
              komórką społeczną, a kolejne małżeństwa znajomych nikogo nie dziwią.


              • turzyca Re: To wytwór nas samych 11.08.08, 02:25
                ranita_08 napisała:

                > Nie pisałam o sredniowieczu tylko o wieku XIX czy XX. O czasach
                > bliższych nam cywilizacyjnie. Owszem,i tam zdarzały się nadużycia,
                > porzucenia i tym podobne okropieństwa, zawsze istnieli ludzie mający
                > związki pozamałżeńskie i potomstwo, jednak nastawienie społeczne
                > było inne. Generalnie inne. Wyjątki znajdą się zawsze.

                Ja uwielbiam jak ludzie pisza o czasach historycznych nie tylko bez
                zaznajomienia sie z historia (pozycji popularnonaukowych naprawde jest multum,
                nie gryza), ale nawet bez zastanowienia sie, o czym uczyli sie w szkole. Dobra,
                nie oczekuje nawet wiedzy szkolnej, niech bedzie zawartosc ksiazek i filmow, XIX
                i XX wiek to akurat czas realizmu w powiesci. Ale pomyslcie, co tak naprawde
                wiecie, bo inaczej skonczy sie pisaniem bzdur.
                Wezcie do reki Reymonta, Prusa, Sienkiewicza (Szkice weglem), Zeromskiego. Czy
                tylko ja mam w pamieci te tlumy osob wyrzucanych na rozne sposoby ze
                spoleczenstwa, dogorywajace w roznych malo atrakcyjnych miejscach, przytulkach,
                szpitalach? Czy tylko ja mam w pamieci, kto i w jakich warunkach pracowal w
                fabrykach w XIX i XX wieku? Czy tylko mi cos mowi termin "fabrykantki aniolkow"?
                Owszem, jakbym chciala udowodnic odmienna teze to moglabym nie tylko Henryka
                VIII przywolac, ale zgola Kazimierza Wielkiego. Ale to byly wyjatki. A regula
                byla zupelnie odmienna.
    • iluminacja256 Re: Wybór Julii 28.07.08, 11:05
      Bardzo mocna rzecz... Po wpakowaniu tego artykułu na pierwszą stronę
      zaraz zlazłyby sie setki komentatorw, głownie mezczyzn, którzy
      wykrzykiwaliby jaka to wyrodna i wredna matka...Ale nikt już nei
      chce pamietac, ze własciwie do XX wieku dziecko uposledzone,
      niepełnosprawne psychicznie odrzucali wszyscy, nie tylko rodzina -
      czym były ochronki i pierwsze szpitale psychiatryczne jak nie
      umieralnią dla takich dzieci...Od innych zada sie bohaterstwa,
      poświęcenia, ale jakoś zpomina się o tym, z e niestety kobiety, tak
      samo jak męzczyżni nie rodzą sie z genami matek Teres i te dzieci
      były oddawane lub porzucane zawsze...i to tez, niestety, część
      natury - skoro juz tak lubi się podawac prawo naturalne za
      przykład...

      w tekscie jest taki fragment:
      "Odważni są ci, którzy jak lwy bronią kruchego dziecka. Odważni są
      ci, którzy porzucają małżonka, który zdecydował się jeść osobno, bo
      nie daje sobie rady..."

      A ja uwazam, ze odważni są też ci, którzy pewnego dnia wstają i
      mówią - nie mam siły i nei daje sobie rady i nie mam już nic co by
      mi tę siłę dawało i jestem nieszczeliwa od rana do nocy , a moja
      miłosc do tego dziecka zamienia się w nienawisc i zajmuje sie nim
      tylko z poczucia obowiązku. A jednoczesnie wszystkie wymogi
      społeczne mowią mi - masz sie opiekowac i być bohaterska ,
      pozwlaając swojemu partnerowi odejsc , a starszemu dziecku
      znienawidzić własną siostrę, bo taka jest zasada i już.

      Gdybym urodziła dziecko bez połowy mózgu - nie byłambym w stanie
      tego zaakceptowac. Ona tez nie była. I bądzmy szczerzy - większość
      z nas by nie była...Chcociaz społeczna presja kaze tutaj
      deklarować , z ena pewno wszyscy opiekowaliby sie dniem i noca i
      kochali dwa razy bardziej niż zdrowe...
      • zielona.gumka Re: Wybór Julii 28.07.08, 11:49
        iluminacja256 napisal:

        A ja uwazam, ze odważni są też ci, którzy pewnego dnia wstają i
        > mówią - nie mam siły i nei daje sobie rady i nie mam już nic co by
        > mi tę siłę dawało i jestem nieszczeliwa od rana do nocy , a moja
        > miłosc do tego dziecka zamienia się w nienawisc i zajmuje sie nim
        > tylko z poczucia obowiązku. A jednoczesnie wszystkie wymogi
        > społeczne mowią mi - masz sie opiekowac i być bohaterska ,
        > pozwlaając swojemu partnerowi odejsc , a starszemu dziecku
        > znienawidzić własną siostrę, bo taka jest zasada i już.

        Myślę, że najczęsciej nie chodzi o wymogi społeczne i zasadę. A
        jeśli nawet, to nie na pierwszym miejscu.
        Ja,w mojej sytuacji(czyli mając dziecko niepełnosprawne) choćbym nie
        wiem jak była umęczona i udręczona, nie mogłabym oddać swojego
        dziecka. Po prostu bym nie mogła. Nie mogłabym znieść myśli, że jest
        gdzieś w jakimś ośrodku, że tęskni, że cierpi, że nie wie co się z
        nim dzieje.
        Tylko że są co najmniej dwie różnice:
        Moje dziecko ma dużo bardziej rozwiniętą świadomość i ma ze mną
        silną więź.
        I dwa- córka tej kobiety nie trafiła do polskiego ośrodka, gdzie
        dziecko prawdopodobnie byłoby zaniedbane, tylko do matki zastępczej,
        która lubi swoją pracę.

        Powiedz - dokąd w Polsce trafiłoby upośledzone dziecko?
        • iluminacja256 Re: Wybór Julii 28.07.08, 12:44
          >Powiedz - dokąd w Polsce trafiłoby upośledzone dziecko?

          Wiesz, w zasadzie to JEDYNIE cudzoziemcy chcą adoptować polskie
          dzieci, z lekka niepłnosprawnoscią ...I to swiadczy w duzej mierze o
          nas, jako o społeczeństwie.
          Natomiast ja naprawdę mysle, ze jestem w stanie zrozumieć i Ciebie i
          te kobietę - to po prostu wybór wynikający z siły, odpornosci,
          wreszcie charakteru, kada z was wybrala inaczej, przy czym jej
          przypadek jest chyba jednak trudniejszy niz niepelnosprawnosc
          twohjego dziecka . Nie jest dla mnei oczywistościa i nigdy nie bylo,
          z e kazda kobieta nadaje się na opiekunkę, pielegniarkę i matkę
          własnego dziecka , bo tak nie jest. I to samo mówi ta matka
          zastpcza - ludzie albo mają pewne umiejętnosci, albo nie - mało kto
          zastanawia sie co brak tych umiejetnosci oznacza w perspektywie dla
          całej rodziny. To jednak skądś sie bierze, ze tylko neiznaczny
          procent rodzin przetrwa taka próbe i wyjdzie z niej zwycięsko, a tak
          wiele matek samotnie wychowuje niepłenosprawne dzieci,
          niejednokrotnie poświęcając im całe życie.

          Życze ci wytrwałosci, powodzenia i szczescia , natomiast uwazam, ze
          poruszony w tym wrttykule problem jest niezwykle trudny i nie
          oceniałabym go nigdy, a już zwłaszcza z perspektywy moralnosci.
          • zielona.gumka Re: Wybór Julii 28.07.08, 21:00
            iluminacja256 napisala:


            > Wiesz, w zasadzie to JEDYNIE cudzoziemcy chcą adoptować polskie
            > dzieci, z lekka niepłnosprawnoscią ...I to swiadczy w duzej mierze
            o
            > nas, jako o społeczeństwie.
            > Natomiast ja naprawdę mysle, ze jestem w stanie zrozumieć i Ciebie
            i
            > te kobietę - to po prostu wybór wynikający z siły, odpornosci,
            > wreszcie charakteru, kada z was wybrala inaczej, przy czym jej
            > przypadek jest chyba jednak trudniejszy niz niepelnosprawnosc
            > twohjego dziecka

            A czy wiesz jaką pomoc ze strony państwa dostają rodzice w
            cywilizowanych krajach?
            Czy te polskie niepelnosprawne dzieci są adoptowane przez ludzi np z
            Rumunii??Ukrainy?
            Ja i mąz w tej chwili funkcjonujemy głownie dzięki pomocy rodziców,
            ale co będzie potem - nie mam pojęcia.

            Myślę, że za mało napisalam o swojej sytuacji, żeby mozna bylo
            oceniać mój wybór. Wcale nie jestem silna.
            Jest coś ważniejszego niż róznica w stopniu niepelnosprawnosci
            miedzy dzieckim moim i Julii. Jej dziecko urodzilo się takie.
            Natomiast autyzm rozpoznaje się jak dziecko ma rok, dwa, czasem trzy
            albo i więcej. I ja osobiście nie znam przypadku, żeby kobieta
            oddała swoje autystyczne dziecko, bo było fajne, ale "się zepsuło".

            Dziękuję za życzenia :)

            • twojafantazja Re: Wybór Julii 29.07.08, 11:08
              Myślę,że jest różnica między dzieckiem autystycznym a dzieckiem
              z artykułu.
              Dziecko autystyczne przy odpowiedniej pracy może nawet studiować (moja koleżanka
              zna jedną taką osobę),może nawet w przyszłości pracować
              i mimo wszystko jest bardziej normalne od dzieczynki z połową mózgu.
              Znam dziewczynkę z autyzmem -jak na swój wiek ma bardzo bogaty zasób słów i jest
              bardzo bystra.
              • zielona.gumka Re: Wybór Julii 29.07.08, 23:24
                Międza nią a KTÓRYM dzieckiem z autyzmem?
                Takim, które chodzi do szkoły i prawie nic po nim nie widać, czy
                takim, które tylko podskakuje,macha rękami, wyje i piszczy?

                Zresztą nie o to w tej dyskusji chodzi.
                • psychidae Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:52
                  są różne rodzaje autyzmu, ale faktycznie ja też znam 3 chore dziewczynki na
                  autyzm i chodzą do normalnej szkoły - w dodatku mają świadectwa z czerwonym
                  paskiem - widzisz różnicę??
                  • zielona.gumka Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:51
                    psychidae napisała:

                    > są różne rodzaje autyzmu, ale faktycznie ja też znam 3 chore
                    dziewczynki na
                    > autyzm i chodzą do normalnej szkoły - w dodatku mają świadectwa z
                    czerwonym
                    > paskiem - widzisz różnicę??

                    Oczywiście. Między tymi trzema dziewczynkami a Imogen - tak.
                    Moje dziecko z autyzmem nie chodzi do szkoły i nie ma świadectwa z
                    czerwonym paskiem. A! Nawet nie wie co to szkoła.
                    • psychidae Re: Wybór Julii 31.07.08, 16:51
                      oczywiście wszystko zależy od autyzmu, ale nie oszukujmy się brak połowy mózgu,
                      a autyzm

                      chodzi o zespół Kannera - z tym, że im wcześniej rozpoznany i "leczony" (brakuje
                      mi słowa - wcześniejsza rehabilitacja??) daje większe szanse na rozwój szkraba
      • roza_am Re: Wybór Julii 28.07.08, 12:34
        Faktycznie artykuł mocny, a do tego napisany porządnie, w tym znaczeniu, że nie
        jest jedynie streszczeniem książki, ale także prezentuje różne opinie,
        komentarze itp. Niby tak właśnie być powinno, ale w ostatnim czasie coraz gorzej
        z jakością artykułów, więc o tym wspominam.

        Co do sedna sprawy - zgadzam się ze zdaniem:
        "Są tacy, którzy twierdzą, że rodzice Immie podjęli tę decyzję zbyt wcześnie, w
        chwili, kiedy ich samopoczucie było najgorsze z możliwych."
        Czytając miałam wrażenie, że decyzja tych państwa była aktem rozpaczy, szoku,
        depresji, a nie świadomą, przemyślaną decyzją. Przeżywanie w podobnej sytuacji
        tak silnych emocji, jak zostały opisane, jest dla mnie rzeczą naturalną.
        Podejmowanie pod ich wpływem wiążących, poważnych decyzji - o ile to możliwe,
        nie powinno mieć miejsca.

        Można powiedzieć, że bohaterowie artykułu nie byli w stanie przetrwać okresu
        załamania i musieli podjąć decyzję natychmiast. W tym momencie posłużę się
        kolejnym cytatem:
        "Żeby to się stało, potrzebne jest wsparcie - między partnerami, pozostałych
        członków rodziny, specjalistów, fundacji, innych rodzin z podobnym doświadczeniem."
        Tego właśnie zabrakło - wsparcia ze strony otoczenia. A nawet jeśli takie się
        pojawiało, było przez zainteresowanych odrzucane. Kto wie, jak potoczyłaby się
        sytuacja gdyby rodzice dziewczynki pozwolili sobie pomóc, skorzystali z
        codziennego wsparcia do czasu uspokojenia najsilniejszych emocji?

        Nie potępiam faktu podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Jednak nie podoba mi
        się moment i sposób jej podjęcia. A jeśli już stało się, jak się stało -
        bezrefleksyjne chwalenie się dokonanym wyborem.
        Ktoś już wspominał, że trudniej przyjąć sposób mówienia o całej sprawie, niż sam
        fakt oddania dziecka. Z tego właśnie powodu zgodzę się z wyrażoną wyżej opinią -
        nie potępiam, ale i nie szanuję.
        • bubster Re: Wybór Julii 28.07.08, 13:41
          NIe wydaje mi się, że ona chwali się wyborem. Raczej opowiada o tym,
          żeby przełamać tabu i przyznać się - nie dałam rady, nie jestem
          siłaczką.

          Nie chciałabym nigdy być postawiona przed koniecznością takiego
          wyboru.
          • roza_am Re: Wybór Julii 28.07.08, 15:20
            > NIe wydaje mi się, że ona chwali się wyborem. Raczej opowiada o tym,
            > żeby przełamać tabu i przyznać się - nie dałam rady, nie jestem
            > siłaczką.

            To, co najtrudniej mi zaakceptować, to słowa Julii. Nie to, co mówi, ale jak mówi. W tonie jej wypowiedzi nie słyszę pokory, smutku, żalu, a raczej przegraną ambicję, dumę, postawę zbuntowanej ofiary okrutnego zrządzenia losu. Tak to odbieram. Jeśli moja interpretacja jest słuszna, to są to nadal naturalne ludzkie reakcje. Jednak łatwiej by mi było zrozumieć i zaakceptować wersję bardziej emocjonalna.

            > Nie chciałabym nigdy być postawiona przed koniecznością takiego
            > wyboru.

            Prawdopodobnie NIKT nie chciałby stawać przed takim wyborem.
            • bubster Re: Wybór Julii 28.07.08, 17:05
              ale właściwie to musiałabyś USŁYSZEĆ jak mówi
              bo tak - to może po prostu formułować zdania inaczej
              • roza_am Re: Wybór Julii 28.07.08, 18:37
                > ale właściwie to musiałabyś USŁYSZEĆ jak mówi
                > bo tak - to może po prostu formułować zdania inaczej

                Masz rację, dlatego napisałam "jeśli dobrze interpretuję..."
            • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:11
              A co zlego w przegranych ambicjach? Kazdy, myslac o swoim dziecku, chce, zeby to
              dziecko bylo zdrowe, madre i ladne. I przykro jest rodzicom, kiedy dziecko nie
              spelnia tych pragnien. Co nie oznacza, ze ludzie przestaja kochac swoje dzieci,
              bo nie zdobywaja one Nobla.

              Czy sugerujesz, ze kobieta, ktora urodzila niepelnosprawne dziecko, nie jest
              ofiara losu? Bo ja uwazam, ze jest i nie zycze nikomu czegos takiego. Poza tym,
              moze ona nie chce dzielic sie z toba WSZYSTKIMI emocjami? Minelo juz kilka lat
              od momentu, kiedy dziecko sie urodzilo, wiec autorka miala troche czasu na
              przemyslenia. Wolalabys, zeby byla w histerii?
      • ml130676 Re: Wybór Julii 29.07.08, 12:31
        No, tak, ale bohaterka tego artykułu jest specyficzną postacią,
        skażoną pędem do sukcesu z obsesją doskonałości. To chore.
      • malanuna Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:31
        > Gdybym urodziła dziecko bez połowy mózgu - nie byłambym w stanie
        > tego zaakceptowac. Ona tez nie była. I bądzmy szczerzy - większość
        > z nas by nie była...

        myslę, że nie masz podstaw do wyrokowania co by zrobiła/myslała większośc
        polaków/ludzi - to taki "ładny" chwyt dla podbudowania swoich postaw. Tak się
        składa, że ja myslę, że bym nie potrafiła oddac i nie ze względu na jakąs tam
        presję społeczną. Za to wiem, że rozstałabym się z takim partnerem, który zamist
        podjąć WSPóLNA swiadoma decyzję co do naszego dziecka kazał by mi ja podejmowac
        pod groźba szantażu - albo ono albo ja.

        Obie gdybamy ja przynajmniej za siebie ty za wiekszosc polaków.
        • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:36
          myslę, że nie masz podstaw do wyrokowania co by zrobiła/myslała
          większośc
          > polaków/ludzi - to taki "ładny" chwyt dla podbudowania swoich
          postaw

          nie sadze. Na tym forum gigantyczna ilosc postów brzmi - porządna
          matka, porządna kobieta wychowywałaby dziecko :
          a) bez mózgu
          b) z wielokrotnego gwałtu
          itp

          I to tez jest ładny chwyt do oceniania kobiety - jesli nei chce
          zatracić się w 100% to jest zła, cyniczna, wredna . Nikt nie ocenia
          tu męzczyzny - zwrócił ktoś uwagę ?

          Takze , z całym szacunkiem - ty deklarujesz co bys zrobiła, ale tak
          naprawdę nie masz zielonego pojecia przed czym byś stanela i jak
          rozstawałabyś sie ze swoim partnerem w wypadku rodzenia trzeciego
          dziecka, nei pierwszego. Wiec gdybasz o sobie samej.
        • haanaa07 Re: Wybór Julii 31.07.08, 16:24
          nie wiem jak ja bym zrobiła ale chodzi tez o to ze ona chciała
          cichaczem zabić swoje niepełnosprawne malutkie dziecko! co z tego ze
          nie jedli razem obiadkow i spali w osobnych łożkach!? kurcze, albo
          sie ma bratnią duszę za męża albo faceta który stawia
          warunki..trochę jej współczuje ale kosztem siebie i rodziny która i
          tak byłą rozwalona i to nie przez mała, zabrała Immie jakies
          normalne dziecinstwo i możliwość normalnego kontaktu z rodzicami! i
          jakie niby bohaterstwo tu wchodzi w gre!?
      • bubster Iluminacja - wykrakałaś.... 31.07.08, 09:37
        artykuł jest na pierwszej stronie
        co do komentarzy - też miałaś rację
      • artea13 Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:28
        iluminacja256 napisał:


        >
        > Gdybym urodziła dziecko bez połowy mózgu - nie byłambym w stanie
        > tego zaakceptowac. Ona tez nie była. I bądzmy szczerzy - większość
        > z nas by nie była...Chcociaz społeczna presja kaze tutaj
        > deklarować , z ena pewno wszyscy opiekowaliby sie dniem i noca i
        > kochali dwa razy bardziej niż zdrowe...

        to nie presja społeczna każe deklarować miłość. z doświadczenia wiem, ze dziecko
        "inne" kocha się mocniej.
        • iluminacja256 Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:03
          nie presja społeczna każe deklarować miłość. z doświadczenia wiem,
          ze dzieck
          > o
          > "inne" kocha się mocniej

          Poprawka - ty je kochasz mocniej. Mozna nie kochac go w ogóle, a
          deklarować mozna wszystko, bo akurat doswiadczenia to nei mają
          wszyscy jak jeden maz w tym temacie.
    • bubster Re: Wybór Julii 28.07.08, 13:39
      Bardzo się cieszymy, że jesteś tak pełna poświęcenia, taka lepsza....
      ktoś musi być, nie?
      • zielona.gumka Re: Wybór Julii 28.07.08, 20:36
        bubster napisała:

        > Bardzo się cieszymy, że jesteś tak pełna poświęcenia, taka
        lepsza....
        > ktoś musi być, nie?

        Do kogo to jest?
        • bubster Re: Wybór Julii 29.07.08, 10:31
          do Christmas2

          chyba się źle podpięło
          • malanuna Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:41
            zgadzam sie z christmas2 taki partner nie zdaje egzaminu

            nie wiem dlaczego ja atakujesz?
            bo nie oddala dziecka tylko o nie walczyla?
            bo modniej jest powiedziec ze sie oddalo?
            bo nie wolno jej powiedziec jak wiele ja to kosztowalo?

            w przeciwieństwie do ciebie pytam bez sarkazmu
            • bubster Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:26
              bo uważa się za lepszą, ponieważ ona dała radę, a ktoś inny nie

              Christmas nie pisze, że ma upośledzone dziecko, tylko płaczliwe

              a to duża różnica
              • zielona.gumka Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:30
                Fakt. To jest coś, co mnie najbardziej zastanowiło w tej wypowiedzi.
                Miała może oddać zdrowe dziecko do domu dziecka, bo ją dołuje płacz
                i przez parę miesięcy jest ciężko fizycznie/psychicznie?
                Jak można w ogóle wyskoczyć z takim opisem pod artykułem o dziecku z
                połową mózgu?

    • tryzmina Wybór Julii 28.07.08, 17:20
      "To Jay pierwszy postawił żonę przed wyborem: albo Immie, albo ja. To on
      pierwszy zasugerował, że Immie niszczy ich rodzinę. To on rzucił pomysł, żeby
      udusić ją poduszką - skrócić cierpienie dziecka, a także ich
      wszystkich.'Dzieci w tym wieku umierają śmiercią łóżeczkową, nikt się nie pozna'."
      Gdyby mi fiut powiedział coś takiego, z domu zabierałaby go karetka pogotowia.
      Nie wyobrażam sobie, jak można oddać dziecko tylko dlatego, że jakiś fiut nie
      może już być pępkiem świata. Ciekawa jestem, co ten babsztyl zrobiłby, gdyby
      jej zdrowe córki nagle ciężko zachorowały albo w wyniku wypadku do końca życia
      zostały przywiązane do łóżka i wymagały stałej opieki? Też oddałaby je jak
      niepotrzebny przedmiot? A gdyby to ona została kaleką przykutą do łóżka? W
      życiu wszystko może się zdarzyć. Rozumiem, że nie miałaby nic przeciwko temu,
      żeby jej córki i ten kutas ją zostawili?
      Nie rozumiem tego babska i nie chcę zrozumieć. Brzydziłabym się podać jej
      rękę. Sama opiekuję się upośledzoną umysłowo siostrą. Nie oddałabym jej za
      żadne skarby świata. I nie jestem jakąś nawiedzoną matką-Polką czy Matką
      Teresą tylko niezależną, silną, ambitną, zarabiającą kobietą.
      • pani_owa Re: Wybór Julii 28.07.08, 18:34
        przedmowczyni ma calkowita racje. jak mozna w ogole zakladac rodzine, bedac tak
        niedojrzalym jak ta cala Julia i ten jej jay? Bo chyba tylko niedojrzaly
        czlowiek uwaza, ze dzieci MUSZA urodzic sie zdrowiutkie, idealne i najlepiej
        jeszcze z talentem muzycznym, bo przeciez jak matula byla dyrektorka opery, no
        to dzieciaczek musi byc zdolny. jak mozna nie zapytac partnera w czasie ciazy 'a
        co, jak urodzi sie chore? co zrobimy? bedziesz to dziecko chcial?". moja matka
        dziala w wiara i Swiatlo, to takie katolickie stowaryszenie opiekujace sie
        osobami niepelnosprawnymi i ich rodzinami. od malego zabierala mnie na ich rozne
        spotkania i obozy, mimo ze w naszje rodzinie wszyscy sa zdrowi. tam pozanalm, ze
        osoba niepelnosprawna jest wartosciowa, jest CZLWOIEKIEM, tak jak kazdy z nas.
        Mialam kontakt z wieloma takimi osobami, jak Immie. nie zauwazylam, zeby
        "niszczyly swoje rodziny" (podobno "Immie niszczyla ich rodzine". To oni co
        najwyzej moga zniszczyc rodzine przez swoj egoizm. Nie wiem, jaka trzeba byc
        kretynka, zeby w takiej sytuacji wybrac zadufanego w sobie tchorza zamiast
        dziecka. tak, tchorza!!! Bo to nie jest sztuka byc z kobieta i dziecmi, kiedy
        wszytsko wyglada, jak w telewizyjnej reklamie platkow sniadaniowych. Widzialam
        ojcow, ktorzy z poswieceniem kochaja corki takie jak Immie. to oni maja odwage.
        to te rodziny maja odwage, nie Julia i Jay. piekny swiat sobie tworzymy. swiat,
        w ktorym w naszych rodzinach, jak widac, nie ma miejsca na jakas niedoskonalosc,
        ulonosc, odejscie od idealu. Nie wierze, ze Julia kocha Imogen. Nie wierze, ze
        ona kocha kogokolwiek.
        • vesper_lynd Re: Wybór Julii 28.07.08, 19:41
          Bardzo ostre słowa.
          Facet nie dał rady. Po prostu - nie każdy jest przygotowany na przyjęcie ciężko upośledzonego dziecka, którego byt sprowadza się do niekończącego się krzyku cierpienia i braku jakiejkolwiek reakcji na rodziców. Jak można oceniać kogoś tak płytko, tak ostro, odmawiać prawa do kochania, nazywać "fiutem"? Ejże, miłe panie, nieco się zagalopowałyście ;)
          Człowiek jest człowiekiem, ma prawo do tego, że czasem po prostu NIE DAJE RADY, nie jest w stanie sprostać temu, co los dał. Dlatego trzeba kogoś potępiać? Trochę nie po chrześcijańsku ;) (jakkolwiek rzadko się powołuję na takowe argumenty.) Nie każdy urodził się bohaterem i Matką Teresą, bo w takich kategoriach należy rozpatrywać poświęcenie swojego życia: rodziny, przyjaciół, pracy, hobby itd. na opiekę nad drugim człowiekiem.
          Oczywiście można gdybać - gdyby mieli wsparcie z zewnątrz, stałą współpracę z psychologiem (może mieli?), itd. może podołali by opiece nad Immie. Ale stało się inaczej, czy dlatego zasłużyli na lincz?
          Moim zdaniem nie.
          Niech każdy pilnuje swojego nosa i swojego "codziennego bohaterstwa", a nie zjeżdża z góry na dół słaby charakter i niemoc innych. Bo tak to wygląda. Leżącego się nie kopie. To z pewnością nie była dla nich łatwa decyzja.
          Ciekawe, że ci wszyscy "moralni", "dobrzy", ci prawi katolicy o czułych sercach nasyconych Ewangelią wyłażą na powierzchnię jak można kogoś umoralnić, zbesztać, pokrzyczeć o zasadach. Więcej działania na codzień, mniej ostrego języka wobec bliźnich i będzie cacy.
          • rikol Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:17
            Jesli matke ocenia sie jako 'potwora', to czemu ojciec ma byc wolny od takiej
            oceny? Tym bardziej, ze to on wpadl pomysl, zeby zabic dziecko? Przeciez to
            niedoszly morderca, nie zauwazyles? Swoje dziecko chcial zabic.
            • okrent9 Re: Wybór Julii 01.08.08, 05:32
              rikol napisała:

              "Jesli matke ocenia sie jako 'potwora', to czemu ojciec ma byc wolny
              od takiej
              > oceny? Tym bardziej, ze to on wpadl pomysl, zeby zabic dziecko?
              Przeciez to
              > niedoszly morderca, nie zauwazyles? Swoje dziecko chcial zabic."

              Rikol, moja kuzynka przed laty urodziła dziecko z porażeniem
              mózgowym. Dziecko wciąż chorowało, prawie nie było z nim kontaktu,
              nie było w stanie samo siedzieć, miało trudności z przełykaniem, nie
              mówiło. Od początku rodzicom dwadzieścia cztery godziny na dobę
              pomagali rodzice kuzynki. Ludzie bardzo religijni. Kochali wnuczkę,
              żaden wysiłek nie był dla nich zbyt wielki jeśli chodziło o opiekę
              nad dziewczynką. Po iluś latach nieustannych wizyt w szpitalu,
              leczenia, które nigdy nie było skuteczne, któregoś razu moja ciotka,
              osoba czuła i wrażliwa, powiedziała, że podczas ostatniego pobytu
              dziewczynki w szpitalu, kiedy lekarze powiedzieli, że jej mózg już
              prawie całkiem obumarł, przyszło jej do głowy, żeby wyłączyć
              wszystkie te maszynki podtrzymujące dziecko przy życiu. Wtedy, jako
              nastolatka, przeżyłam szok. Teraz jednak już rozumiem, że można
              dojść do takiego punktu. Że cioci chodziło o skrócenie cierpienia
              nie tylko całej rodziny (nie chodziło "egoistycznie" o samo fizyczne
              zmęczenie opieką nad chorą, ale też o mękę patrzenia na cierpienia
              tej dziewczynki, przy braku perspektyw na poprawę jej kondycji), ale
              chodziło też właśnie o to dziecko, które samo nie mogło ani sobie
              pomóc, ani poprosić o skrócenie cierpień. A ewidentnie głównie
              cierpiało.

              Nie sądzę, by ojciec dziewczynki z artykułu był człowiekiem
              okrutnym, a nazywanie go niedoszłym mordercą uważam za grubą
              przesadę. Matka Imogen też myślała o uśmierceniu jej. Podobno wiele
              kobiet w depresji poporodowej ma takie myśli, nawet jeśli ich dzieci
              są całkiem normalne. Zazwyczaj jednak nie wprowadzają tych czarnych
              myśli w czyn. Rodzice Imogen też tego nie zrobili.

              Jest takie opowiadanie Steinbecka "Myszy i ludzie". We wspaniały
              sposób ilustruje, że czasem decyzja o zabiciu kogoś może być aktem
              miłosierdzia. Choć zawsze też wtedy jest dramatem.
        • zielona.gumka Re: Wybór Julii 28.07.08, 20:46
          pani_owa napisala:
          > Mialam kontakt z wieloma takimi osobami, jak Immie. nie
          zauwazylam, zeby
          > "niszczyly swoje rodziny"

          To dlaczego 80% małzenstw mających niepełnosprawne dziecko przeżywa
          permanentny kryzys lub się rozpada?
          Takie dane są chyba w tym artykule(o ile dobrze zapamiętalam
          procent),mniej więcej to samo powiedziala pani psycholog z ośrodka
          dla dzieci z autyzmem, do którego uczęszcza mój syn- że statystyk
          nie prowadzą ale z obserwacji wynika to co napisalam powyżej.
          Upośledzone dziecko niszczy rodzinę. Przeciętną rodzinę. Trwają
          najsilniejsi, czy może ci, którzy dostaną najwięcej wsparcia z
          zewnątrz. My się jeszcze trzymamy.
          Co innego jeździć na obóz, co innego mieć własne chore dziecko.
          • twojafantazja Re: Wybór Julii 28.07.08, 23:11
            Gdzieś czytałam dane,że zdecydowanie ponad połowa (nie pamiętam dokładnie,chyba
            75%) ojców odchodzi do 10 lat.
            • falka32 Re: Wybór Julii 01.08.08, 15:19
              > Gdzieś czytałam dane,że zdecydowanie ponad połowa (nie pamiętam dokładnie,chyba
              > 75%) ojców odchodzi do 10 lat.

              I czego to dowodzi? Że nieświadome dziecko niszczy rodzinę, czy że dorośli
              ludzie, postawieni przed próbą ognia i wody, sami ją zniszczyli, lub jedno z
              nich zniszczyło, odmawiając dalszego grania do wspólnej bramki?
              Tak się u nas na razie wychowuje mężczyzn - wolno im odejść od żony i dzieci,
              jeżeli "nie dadzą rady", "jest im za ciężko", mają niepełnosprawne dziecko albo
              żona nie dotrzymała umowy przedmałżeńskiej i się roztyła lub ma rozstępy po
              porodzie. A kobiety się wychowuje tak, że uważają, że mężczyznom tak wolno. I to
              wychowanie niszczy potem rodziny, a nie niepełnosprawne dzieci czy inne wypadki
              losowe.
        • bubster Re: Wybór Julii 29.07.08, 10:32
          Kolejna Siłaczka, oczywiście tolerancyjna katoliczka
          • galopujaca.zyrafa Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:25
            No a co Ty bys chciala, Bubster? Same glosy typu "a ja sobie nie
            poradzilam z opieka nad blizniakami, bo trzeba DWA razy tyle
            zmieniania pieluch", "ja zabilam dziecko o sciane, bo plakalo", "ja
            zabilam, pardon, poddalam eutanazji cala rodzine powyzej 70 roku
            zycia, bo mi zawadzali" - takie historie by Ci sie podobaly? Moze
            nawet mozna by pokiwac glowa ze wspolczuciem i zrozumieniem i
            stwierdzic, ze taka te decyzja jest oczywiscie trudna i oznacza
            bohaterstwo?
            Mam wrazenie, ze gdzies masz jakis problem i wyrzuty sumienia i
            wolalabys slyszec, ze inni "przeciez tez sa zli" i w ogole takie
            wybory sa normalne, nowoczesne i zgodne ze standardami europejskimi.
            Myle sie?
            • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:42
              Ja np. chciaąłbym, zeby ludzie nei wypisywali tu wyrodna,
              cyniczna , egoistyczna baba, podwiązać jej jajowody, deklarując przy
              tym, jak to 24 godziny na dobę siedzieliby z usmiechem nad tym
              dzieckiem i nie potzrebny byłby im nigdy jego usmiech, a robiliby to
              z czystej miłosci, bo tak maja.

              Chciałabym, zeby tego nie pisali , bo to nieprawda i nie mają
              zielonego pojęcia , jaka byłaby ich prawda.

              Prawda tkwi tu tylko w wypowiedziach tych kobiet w watku , które
              urodziły i maja takie dzieci -a potem albo je oddały, albo one
              umarły, albo je wychowują . I przed kazdym ich postem chylę czoła -
              bo tak naprawdę to jedyne osoby, które w tym watku znaja prawdę . A
              oceniać i delkarować swoja doskonałość i poswiecenie mozna , tylko
              tyle, ze czesto te doskonałe ideały trafia szlag w toku
              codziennosci.
              • galopujaca.zyrafa Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:57
                Nie widzialam ani jednego postu, w ktorym ktos by sugerowal, jak
                piszesz, ze "24 godziny na dobę siedzieliby z usmiechem nad tym
                > dzieckiem i nie potzrebny byłby im nigdy jego usmiech, a robiliby
                to z czystej miłosci, bo tak maja". Ani jednego. Osoby potepiajace
                ten wybor kobiety (zarowno ten dotyczacy samego oddania dziecka, jak
                i chwalenie sie nim w ksiazce i jeszcze trzepanie na tym kasy) pisza
                i o opiekunkach, i o koniecznych funduszach, i o tym, ze to jest
                bardzo trudne.

                I oczywiscie jest jasne, ze wiele osob nie poradzi sobie z tym, moze
                i wiele rodzin sie rozpadnie (niestety glownie wielu facetow
                wykazuje w takich sytuacjach niedojrzalosc), tylko rzecz w tym, ze
                trzeba sobie wtedy jasno powiedziec, ze to jest wlasnie upadek,
                porazka, a nie gloryfikowac to, chwalic sie, domagac sie za to
                wlasnie orderow i wyrazow uznania. Piszesz, ze "doskonałe ideały
                trafia szlag w toku codziennosci". Owszem, tak sie dzieje. Ale
                powinnismy pamietac, ze idealy istnieja i ze to my po prostu przez
                nasze slabosci nie jestesmy w stanie ich osiagnac, a nie w obliczu
                porazki po prostu podmieniac ideal i mowic, gdy nie dochodzimy na
                szczyt, ze tak naprawde to naszym celem bylo wpadniecie w kaluze.
                To, co robi GW, to jest stawianie sprawy na glowie. Z porazki sie
                robi sukces, a z idealow sie smieje i mowi, ze to jest zacofanie
                i "ciemnogrod". I widze, ze taka konsekwentna polityka przynosi
                owoce.
                • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:21
                  Ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby mi do głowy to oceniać
                  pozostawienie lub odsanie tak chorego dziecka w kategorii porazki
                  lub sukcesu, a do tego dodawać jeszcze jakeiś hasła o
                  ciemnogrodzie .
                  Bo tu nei ma ani porazki, ani sukcesu - jest cholernie trudna
                  decyzja. Przy czym decyzja o wychowywaniu tego dziecka, bedąca w
                  zalozeniu :sukcesem" niejednokrotnie okazuje sie potem tragiczną
                  porazką - dziecko zostaje, mezczyzna odchodzi, bo nei wytrzymuje ,
                  drugie dziecko ma do nas nieustający zal za to, z e nie dostjae
                  czasu i opeiki i wszystko zabiera jej siostra, a dla kobiety zycie
                  zaczyan sie koncentrowaćtylko na kalekim dziecku dniem i noca - nie
                  ma juz miejsca na nic innnego. Co wiecej - nie mozna powiedzieć, jak
                  ci zle, bo zaraz ktoś to oceni negatywnie.

                  Mysle, ze akurat to wszystko co przezywa ta kobieta przezywają tez
                  setki ludzi w Polsce, tylko kazdy boi sie o tym mówić i to jest
                  naprawde hipokryzja. Bo tu nie ma ani sukcesów ani porazek, jest po
                  prostu coś, co przerasta .
                  • galopujaca.zyrafa Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:03
                    Sukcesem dla mnie w tym kontekscie jest wytrwanie w czynieniu dobra.
                    Wymaga to w takiej sytuacji wspolnego dzialania calej rodziny,
                    czesto wielu innych osob. Jesli ktorekolwiek z ogniw zawiedzie, jest
                    to porazka i na przyklad w tej kategorii oceniam postawe meza (a nie
                    jego hipotetyczne odejscie). W tej konkretnej sytuacji to,
                    ze "mezczyzna odchodzi", mogloby byc nawet lepsze niz jakby zostal i
                    dalej prezentowal takie stanowisko, jak opisane w artykule.



                    A co do ciemnogrofu - ja po prostu widze konsekwentna linie
                    programowa GW w tych artykulach i coraz bardziej mnie to brzydzi.
                    • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:23
                      >Sukcesem dla mnie w tym kontekscie jest wytrwanie w czynieniu
                      dobra.

                      Ale widzisz, to wcale niekoniecznei jest dobro. Jest poswięcenie,
                      ale czy dobro ? Mozna z checi czynienia dobra nie odejsc od męza i
                      dawać się codziennie lac dla tzw. dobra dzieci, ale tzreba mieć
                      swiadomosc, ze to wcale nie jest dobro, tylko poswięcenie i robi się
                      naprawdę ogromną krzywdę , a nie - dobro.

                      tej konkretnej sytuacji to,
                      > ze "mezczyzna odchodzi", mogloby byc nawet lepsze niz jakby zostal
                      i
                      > dalej prezentowal takie stanowisko, jak opisane w artykule.

                      Nie jestem taka pewna, upracie wszyscy chcą , zeby ta kobieta
                      wybrała samotnosc, cierpienie i poświecenie , a nie szczęsliwą
                      rodzinę - 4 osobową .
                      I wcale nie jest dla mnei oczywiste, z e dobrem jest poswięcenie
                      całej rodziny i siebie po to, aby zajać się kalekim do tego stopnia
                      dzieckiem, bo konsekwencje wyboru takiego dobra niejwdnokrotnie
                      okazuje się bardzo złe.
                      I nei mozna naprawde o tym mówić w kontekscie - dobre, zle, sukces,
                      porazka - bo taka dychotomia nie ma miejsca. Gdyby miała,
                      psycholodzy nei byliby nikomu potrzebni .
                      • katol_kk Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:51
                        hermina5 napisała:


                        > Nie jestem taka pewna, upracie wszyscy chcą , zeby ta kobieta
                        > wybrała samotnosc, cierpienie i poświecenie , a nie szczęsliwą
                        > rodzinę - 4 osobową .

                        Szczerze wątpię, żeby w tym wypadku, po tak dramatycznych wydarzeniach mogło
                        istnieć coś takiego jak "szczęśliwa czteroosobowa rodzina". Po pierwsze, ta
                        rodzina zawsze będzie składała się z pięciu osób. Po drugie, ta decyzja będzie
                        miała wpływ na każde z członków rodziny do końca życia każdego z nich.
                    • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:46
                      A nie pomyślałaś że ważna jest rodzina jako całość a nie tylko
                      Imogen? A częścią składową tej rodziny była cała czwórka. I uczucia
                      każdego z nich się liczą.

                      Piszesz tak jakby rzeczą oczywistą i łatwą było poświęcenie całego
                      swojego życia i swojej rodziny dla dziecka.

                      Nie każdy umie "wytrwać w czynieniu dobra" i nie każdy umie
                      poświęcić całe swoje życie i milość do innych osób w imię miłości do
                      jednej.

                      To są bardzo trudne tematy. To nie jest coś oczywistego
                • joankb Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:18
                  Wiesz co? Nie mam takiego dziecka. Ale znam dziewczynę, która ma, 35 letnie. I
                  jedna z rzeczy, którą ma do powiedzenia to to, że ma poczucie całkowitego
                  bezsensu swojego życia. Całkowitego, totalnego, wszechogarniającego. Była w
                  szpitalu, jak się uda i NFZ zapłaci bywa u psychologa. Czasem.
                  Ocenisz mi to w kategoriach "porażki" i "sukcesu"?
                • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:35
                  Przecież GW przedstawiła tylko opowieść o pewnej rodzinie bez
                  komentarza.

                  A jeśli chodzi o ideały to prawda- istnieją. Jednak gdy pojawia się
                  ktoś kto tym ideałom nie jest w stanie sprostać to ci "idealni"
                  zaraz chcą go podeptać, wskazać palcem, opluć.

                  Nie rozumiem dlaczego ci ludzie "z zasadami" nie przebierają w
                  słowach by gnębić ludzi którzy być może są słabsi i brak im
                  motywacji.

                  A gdzie empatia? Gdzie próba zrozumienia i jakiekolwiek wspólczucie
                  dla drugiego człowieka? Nie ważne że może słabszego, według nas
                  gorszego, ale jednak człowieka.

                  Łatwo jest zrozumieć bohaterów, ale prawdziwe "człowieczeństwo"
                  objawia się chyba w zrozumieniu tych którzy nie dają sobie rady tak
                  dobrze jak my.
            • bubster Żyrafa 31.07.08, 09:42
              to teraz ja zostaje wyrodną matką, chociaż nie mam nawet dzieci co?,
              hehe, niech żyje tolerancja.

              widzisz świat czarno - biały

              albo zabijamy płaczące maluchy, albo poświęcamy 3 osoby na rzecz
              jednej
              nie widzisz, że nikt tu Imogen NIE ZABIŁ?
              to gdzie porównanie?

              i jesteś siebie taka pewna? tego co byś zrobiła?
              bo ja nie
              teraz wydaje mi się, że zostałabym z takim dzieckiem
              ale na 100% nie mogę powiedzieć, bo nigdy czegoś takiego nie
              doświadczyłam
              i nawet nie potrafię sobie wyobrazić
              • galopujaca.zyrafa Re: Żyrafa 31.07.08, 09:56
                Bubster, nie nazwalam Cie wyrodna matka. Manipulujesz. Dziwily mnie
                po prostu Twoje ironiczne komentarze do wpisow kobiet, ktore nie
                oddaly swoich chorych dzieci, czym udowadnialy, ze mozliwa jest inna
                postawa i inny wybor w podobnej (tak, tak, oczywiscie nie
                identycznej, a czy latwiejszej - nie nam oceniac) sytuacji. Wszystko
                kwitowalas ironicznymi tekstami o Silaczkach. Wiec zapytalam, jakie
                wpisy bys wolala - mam wrazenie, ze takie, w ktorych kobiety by
                pisaly o swoich wyborach zblizonych do wyboru Julii i idacych w tym
                kierunku. Czy sie mylilam?

                To prawda, ze znamy sie tylko o tyle, o ile nas sprawdzono i ciezko
                teraz na 100% powiedziec, jakie beda nasze reakcje w chwili proby.
                Jednak przypuszczam, ze ma na to wplyw to, co o tym myslimy i
                piszemy na forach TERAZ. Jesli teraz nie ma e nas pewnosci, to w
                chwili proby moze byc jeszcze gorzej.
                • bubster Re: Żyrafa 31.07.08, 10:12
                  galopujaca.zyrafa napisała:

                  > Bubster, nie nazwalam Cie wyrodna matka. Manipulujesz.

                  To Ty manipuluszesz - patrz poniżej

                  > Dziwily mnie
                  > po prostu Twoje ironiczne komentarze do wpisow kobiet, ktore nie
                  > oddaly swoich chorych dzieci, czym udowadnialy, ze mozliwa jest
                  inna
                  > postawa i inny wybor w podobnej (tak, tak, oczywiscie nie
                  > identycznej, a czy latwiejszej - nie nam oceniac) sytuacji.

                  udowodnij

                  udowodnij proszę, że moja ironia była skierowana do nich dlatego, że
                  same dały radę i zostały z takim dzieckiem
                  ale zanim zabierzesz się do udowadniania CZYTAJ ZE ZROZUMIENIEM

                  bo chyba jest na forum jakaś inna Bubster, której się nie podobają
                  matki poświęcające się niepełnosprawnym dzieciom, albo ja mam amnezję

                  tłumacze łopatologcznie - nie odnosiłam się nigdy do faktu
                  opiekowania się przez kogoś niepełnosprawnym
                  uważam, że to duże poświęcenie

                  ironia była skierowana do łatwości, z jaką pisano, że boharetka to
                  wyrodna matka itp. itd, łatwości, z jaką oceniano tę kobietę, nie
                  będąc nigdy postawionym w tej sytuacji




                  > Wiec zapytalam, jakie
                  > wpisy bys wolala - mam wrazenie, ze takie, w ktorych kobiety by
                  > pisaly o swoich wyborach zblizonych do wyboru Julii i idacych w
                  tym
                  > kierunku. Czy sie mylilam?

                  nie, Moja Droga
                  Ty pisałaś, czy chciałabym poczytać o morderczyniach, zabijających
                  dziecko, bo płacze
                  pisałaś tak, jakby nie było różnicy pomiędzy tymi dwoma postawami
                  tak jakbyś stawiała znak równości pomiędzy kobietą, która nie dała
                  rady opiekować się tak bardzo niepełnosprawną dziewczynką, a
                  kobietą, która zabija niewygodnego noworodka

                  >
                  > To prawda, ze znamy sie tylko o tyle, o ile nas sprawdzono i
                  ciezko
                  > teraz na 100% powiedziec, jakie beda nasze reakcje w chwili proby.
                  > Jednak przypuszczam, ze ma na to wplyw to, co o tym myslimy i
                  > piszemy na forach TERAZ. Jesli teraz nie ma e nas pewnosci, to w
                  > chwili proby moze byc jeszcze gorzej.

                  ale cała masa oceniających ludzi uważa, że w 100% postąpiłaby
                  szlachetnie i poświęciła całe swoje życie, łącznie z drugą córką
                  (przeczytaj w artykule, jak się zachowywała druga córka, to też
                  ważne)
                  śmiem wątpić, żeby wszystcy potępiający dali radę wytrwać w takiej
                  sytuacji
                  • galopujaca.zyrafa Re: Żyrafa 31.07.08, 11:46
                    Bubster, jesli teksty takie jak
                    "Kolejna Siłaczka, oczywiście tolerancyjna katoliczka"
                    "Bardzo się cieszymy, że jesteś tak pełna poświęcenia, taka
                    lepsza....
                    ktoś musi być, nie?"
                    nie sa ironiczne, to chyba nie mamy wspolnej definicji ironii. Te
                    kobiety pisaly, jak sobie radzily w zblizonej sytuacji i ze
                    niekoniecznie widzialy tylko opcje poddania sie = oddania dziecka.
                    Christmas nic nie pisala o tym, ze Julia jest wyrodna, skrytykowala
                    ojca Immie (przyznasz, ze chyba nie bezzasadnie?) i ze sama czegos
                    takiego by nie zrobila. A Ty zareagowalas, jak zareagowalas.
                    Dlaczego - nie wiem.

                    Niestety nie mam juz czasu na kontynuowanie dyskusji teraz na forum,
                    jak chcesz, mozemy dalej rozmawiac na priwie.

                    Aha, jeszcze jedno - tak dla scislosci, nie do tej dyskusji, ale
                    moze sie pozniej przyda: W etyce katolickiej nie kladzie sie
                    szczegolnego nacisku akurat na tolerancje, tylko na prawde i dobro.
                    Tolerancja jest postawa niejako pochodna i oznacza nie tyle
                    akceptacje i radosne przyjmowanie czegos (pogladow, postaw itp.),co
                    znoszenie ich przy jednoczesnym braku wewnetrznej akceptacji.
                    • bubster Re: Żyrafa 31.07.08, 12:05
                      galopujaca.zyrafa napisała:

                      > Bubster, jesli teksty takie jak
                      > "Kolejna Siłaczka, oczywiście tolerancyjna katoliczka"
                      > "Bardzo się cieszymy, że jesteś tak pełna poświęcenia, taka
                      > lepsza....
                      > ktoś musi być, nie?"
                      > nie sa ironiczne, to chyba nie mamy wspolnej definicji ironii.

                      ależ one sa ironiczne, ale nie donoszą sie do tego, co Ci się
                      wydaje - nie do ich poświęcenia, ale braku tolerancji


                      > Christmas nic nie pisala o tym, ze Julia jest wyrodna,
                      skrytykowala
                      > ojca Immie (przyznasz, ze chyba nie bezzasadnie?) i ze sama czegos
                      > takiego by nie zrobila. A Ty zareagowalas, jak zareagowalas.
                      > Dlaczego - nie wiem.

                      wg mnie potępia ona bohaterkę artykułu, że oddała dziecko "by
                      ratować związek" a nie ojca dziecka


                      > Aha, jeszcze jedno - tak dla scislosci, nie do tej dyskusji, ale
                      > moze sie pozniej przyda: W etyce katolickiej nie kladzie sie
                      > szczegolnego nacisku akurat na tolerancje, tylko na prawde i
                      dobro.
                      > Tolerancja jest postawa niejako pochodna i oznacza nie tyle
                      > akceptacje i radosne przyjmowanie czegos (pogladow, postaw
                      itp.),co
                      > znoszenie ich przy jednoczesnym braku wewnetrznej akceptacji.

                      a jak się ma do tego potępianie w czambuł i wywyższanie się na
                      zasadzie "ja na pewno tak bym nie postąpił/a"?
                      • galopujaca.zyrafa Re: Żyrafa 31.07.08, 12:28
                        ależ one sa ironiczne, ale nie donoszą sie do tego, co Ci się
                        > wydaje - nie do ich poświęcenia, ale braku tolerancji

                        Mam wrazenie, ze tu jest Twoja nadinterpretacja. Nie bylo
                        zadnego "braku tolerancji". Jesli pokonaly trudnosci i nie poszly na
                        latwizne, to czuja z tego powodu dume. To zle?

                        wg mnie potępia ona bohaterkę artykułu, że oddała dziecko "by
                        > ratować związek" a nie ojca dziecka

                        Pewnie jedno i drugie. Facet ewidentnie niedojrzaly i niespecjalnie
                        jest co ratowac - rowniez moim zdaniem.

                        a jak się ma do tego potępianie w czambuł i wywyższanie się na
                        > zasadzie "ja na pewno tak bym nie postąpił/a"?

                        To jest forum i nie dziw sie, ze wypowiedzi sa byc moze mniej
                        wywazone, niz bylyby live, na pewno jest sporo reakcji
                        emocjonalnych. Potepienie powinno sie koncentrowac na czynach, a nie
                        na ludziach.

                        • bubster Re: Żyrafa 31.07.08, 13:37
                          ależ oczywiście że był brak tolerancji
                          i wywyższanie się - na zasadzie jestem lepsza, bo ja dałam radę (i
                          co znamienne, autorka pierwszego postu dała radę z dzieckiem
                          płaczliwym, a porównuje to z dzieckiem niepełnosprawnym)
            • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:25
              Kurcze co z wami? Już nienawiść? już kłótnia?

              Zastanowcie sie czy nie można normalnie wymieniac poglądów.
        • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:16
          Dobór słów (np. kretynka) przez ciebie stosowanych świadczy o braku
          empatii i bezpodstawnym przekonaniu o wyższości swoich idei nad
          innymi.
        • p.s.j no to ja już nie wiem... 31.07.08, 15:14
          > przedmowczyni ma calkowita racje. jak mozna w ogole zakladac rodzine, bedac tak
          > niedojrzalym jak ta cala Julia i ten jej jay? Bo chyba tylko niedojrzaly
          > czlowiek uwaza, ze dzieci MUSZA urodzic sie zdrowiutkie, idealne i najlepiej
          > jeszcze z talentem muzycznym,



          jak ktoś nie chce mieć dzieci - niedobrze (vide dyskusja pod artykułem
          "Niemowlętami się brzydzę")

          Jak ktoś ma dzieci, a ich nie lubi - niedobrze

          Jak ktoś zdecyduje się na aborcję - niedobrze, może przecież oddać do adopcji

          Jak ktoś odda do adopcji - też niedobrze, bo mógł (jak pisze przedmówczyni) nie
          zakładać rodziny.

          Jak ktoś nie chce mieć dzieci - niedobrze... (i tak w koło macieju).
      • justynabristol Re: Wybór Julii 28.07.08, 18:53
        Pracuje w Wielkiej Brytanii, w domu, gdzie mamy 25 przypadkow Imogen.
        Od zupelnie niepelnosprawnych umyslowo i fizycznie do takich,
        ktorych na ulicy nikt by nie rozpoznal, a jednak...
        Czsem po 8 godzinach pracy z ogromna ulga ide do domu. Lubie te
        prace, ale kiedy ktos krzyczy przez 4-7 godzin prawie bez przerwy,
        zabawianie, napoje, karmienie, spiewanie, przewijanie, leki
        przeciwbolowe nic nie pomaga, jest strasznie. Czuje sie bezsilnosc a
        potem zlosc, ze nie mozna pomoc, a ta osoba nie jest w stanie
        odpowiedziec o co chodzi.
        Jesli ktos nie opiekowal sie kims takim, nie ma prawa osadzac
        innych. Nie mam dzieci, ale o te jedna rzecz modle sie - niech moje
        bedzie zdrowe, bo co innego 5/8 a co innego 7/24. Ja sama nie wiem
        jaka decyzje bym podjela, latwo kogos nazywac potworem, jesli samemu
        ma sie zdrowe dzieci.
        Tak, my tez marudzimy na rodzicow, ze nie odwiedzaja, ze nie
        interesuja sie. Ale tak naprawde, za kazdym dzieckiem/czy juz w tej
        chwili doroslym jest prawdziwy dramat jego rodziny.
        • bubster ten post 29.07.08, 10:34
          powinny przeczytać wszystkie siłaczki
          którym tak łatwo oceniać i potępiać
        • foldery Re: Wybór Julii 01.08.08, 02:59
          No właśnie justynabristol.
          Co innego ileś godzin płaczu, a co innego non-stop.

          Ponoć Niemcy w czasie wojny robili takie "eksperymenty".
          Niemowlętom uszkadzano mózg w ten sposób, że cały czas płakały.
          Pozostawiano takie niemowlęta z matkami.
          Nie trzeba było długo czekać. Średnio po 48 godzinach matki ZABIJAŁY SWOJE DZIECI!
          Psychika ludzka nijak się ma do rozumu!
      • ranita_08 Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:15
        To pozwól innym ludziom podejmowac własne decyzje. ty podjęłaś swoją
        ale nie znaczy że jedyną słuszną. I nie powinnaś uważać, że z racji
        swojej sytuacji masz prawo wyrokować o uczuciach i bólu innych.


        Ty byś nie oddała- a oni oddali.

        Czy nie bierzesz pod uwagę możliwości że ona męża kocha? Czy to
        zbrodnia? Ktoś z nich pierwszy powiedział to o czym oboje myśleli.
        Ona - o ile pamiętam- chciała uderzyć w kołyskę żeby córce czaszka
        pękła. I co? Zrobili to?


    • librarian3 Wybór Julii 28.07.08, 20:47
      Zastanawiam się czy ktoś zwrócił uwagę na jeden aspekt tej sprawy: Julia
      odłożyła macierzyństwo na później. W efekcie z artykułu wynika, że pierwsze
      dziecko urodziła w wieku 38 lat, a drugie koło 40. Nie trzeba mieć wielkiej
      wiedzy medycznej, żeby wiedzieć, że z wiekiem wzrasta ryzyko nie tylko wad
      genetycznych, ale także powikłań w ciąży i podczas porodu. Stąd nic dziwnego,
      że kolejne dziecko też miało problemy, na szczęście nie takie jak Imogen.

      Jasne jest dla mnie, że nie każdy może wytrzymać opiekę nad niepełnosprawnym
      dzieckiem. Sama nie wiem jak zachowałabym się w tej sytuacji. Jednak czymś
      innym jest nie móc wytrzymać, a czymś innym jest postawa tej pani, w której
      wyczuwam oprócz zupełnie ludzkiej bezsilności i rezygnacji także skrajny
      egoizm, który najlepiej wyrażają słowa: "wiedziałam, że nie będę mieć z nią
      żadnej znaczącej relacji". No właśnie - nie rodzimy dzieci po to, żeby mieć z
      nimi "znaczące relacje" - dzieci przychodzą na świat, a "znaczące relacje" to
      jest nasze zadanie, a nie coś, co od dziecka otrzymujemy. Staram się ją
      zrozumieć, ale przeważa niesmak, odruch obrzydzenia wobec kobiety, która
      upublicznia swoją małość. Dla mnie jej porażką nie jest to, że oddała dziecko
      - tak jak napisałam, być może zrobiłabym to samo, ale sposób w jaki to
      opowiada, bez zażenowania własnym egocentryzmem. Nie musi wstydzić się tego,
      że oddała dziecko, ale powinna się wstydzić powodów z jakich to zrobiła.
      • skinnycow Re: Wybór Julii 28.07.08, 22:19
        Nie rozumiem jak można w ten sposób postąpić z własnym dzieckiem -
        przecież to jest to ciało z ciała matki i ojca, krew z krwi, owoc
        miłości. Czy dziecko to jest rzecz, którą można po prostu oddać jak
        niechciany zakup do sklepu? Czy rodzenie dzieci to swego rodzaju
        casting na najlepsze i najładniejsze? Dla mnie wybór Julii to dowód
        niedojrzałości emocjonalnej tej kobiety. Nie rozumiem jak coś
        takiego można zrobić własnemu dziecku.
        • twojafantazja Re: Wybór Julii 28.07.08, 23:09
          Ona miała dwoje dzieci.Starsza córka na skutek atmosfery w domu już zaczynała
          mieć problemy z psychiką (na co zwracały uwagę nawet jej wychowawczynie).
          Lepiej więc zostawić dziecko w domu nie licząc się ani ze starszą córką
          ani z mężem?
          • bura-tino Re: Wybór Julii 31.07.08, 21:04
            Podzielam twoje zdanie - w takich sytuacjach jak rodzina z dzieckiem upośledzonym, które nie jest jedynakiem, prawie nigdy nie mówi się o dramacie dziecka zdrowego. Ono ma za zadanie nie zawracać głowy rodziców swoimi problemami i jak najszybciej wydorośleć. Z kolei ojciec, jeżeli nie opuścił rodziny, ma za zadanie zarobić na wszystko. Matka - święta męczennica i bohaterka w jednym, całą siebie poświęca choremu dziecku. To co rozumiemy pod pojęciem rodziny i życia rodzinnego, po prostu nie istnieje. To najgorsze nieszczęście jakie może nas spotkać. Nikt mi nie wmówi, że Stwórca, doświadczając kogoś w taki sposób, miał w tym jakiś cel. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę takiego strasznego losu. Rodziców, o których mowa w artykule, ani nie potępiam, ani nie popieram. Uważam, że ktoś, kto nie został poddany takiej próbie, nie ma prawa ich oceniać.
            • xtrin Re: Wybór Julii 31.07.08, 22:09
              bura-tino napisała:
              > Ono ma za zadanie nie zawracać głowy rodziców swoimi
              > problemami i jak na jszybciej wydorośleć. Z kolei ojciec,
              > jeżeli nie opuścił rodziny, ma za zadanie zarobić na wszystko.
              > Matka - święta męczennica i bohaterka w jednym,
              > całą siebie poświęca choremu dziecku.

              I właśnie dlatego ta sprawa jest tak ciekawa i ważna - pokazuje wszem i wobec,
              że to nie jest jedyny poprawny wzorzec. Że ten dylemat nie ma dobrego
              rozwiązania, ale można go rozwiązywać na różne sposoby. I nie sposób odgórnie
              ocenić, który jest lepszy, a który gorszy.

              > Uważam, że ktoś, kto nie został poddany
              > takiej próbie, nie ma prawa ich oceniać.

              Dokładnie.
        • zielona.gumka Re: Wybór Julii 28.07.08, 23:42
          skinnycow napisala:

          Czy rodzenie dzieci to swego rodzaju
          > casting na najlepsze i najładniejsze?

          Nie pie... człowieku. Ja na przykład chcialabym zeby mój synek był
          po prostu NORMALNY. Ale tak nie jest.

          Najwięcej wiedzą jak zwykle ci, którzy mają zerowe doświadczenie.
          Pomijam już to, że dziecko nie zawsze musi być Owocem Miłości.


          • zielona.gumka c.d. 28.07.08, 23:45
            Przepraszam, ale wkurzyły mnie te piękne słowa o krwi z krwi.
            Mają się nijak do codziennych frustracji związanych z życiem z
            dzieckiem niepełnosprawnym.
        • foldery Re: Wybór Julii 01.08.08, 03:11
          Moja droga skinnycow.
          A zastanów się, czy można kochać na siłę?
          Z wyboru?!

          Mimo że uważa się, że kobieta od urodzenia (a nawet wcześniej) kocha swoje dziecko, to ja w to nie wierzę.
          W dziecku się zakochuje z czasem. Dlatego, że reaguje na nas, że nas potrzebuje, że się uspokaja, gdy jest przytulone, że jesteśmy mu potrzebni do życia. Ale zawsze to jest jakaś reakcja.
          Dlatego jest i miłość.

          > Nie rozumiem jak coś
          > takiego można zrobić własnemu dziecku.

          A cóż ona według Ciebie takiego złego zrobiła temu dziecku?!
          Zapewniła mu opiekę osoby, która do tego lepiej się nadaje.
          Wyobraź sobie taką sytuację, gdzie Julia nie oddaje dziecka, ale zatrudnia opiekunkę, a nawet dwie do swojego dziecka.
          Czy to jest jakaś inna sytuacja?!

          Julia nie wyrzekła się tego dziecka, nie powiedziała "nie chcę go, bo jest niedoskonałe", ale powiedziała "nie daję rady"/"nie dam rady".
          Przyznała się, że nie jest na tyle silna, aby móc to udźwignąć i dzięki temu nie unieszczęśliwiła również i tej istoty (o ile ona odczuwa szczęście).
          Sądzę, że nawet zatrudniona opiekunka mogłaby zrobić krzywdę takiemu dziecku, bo również i ona mogłaby nie wytrzymać ciągłego wrzasku.

          A dzieci nie są NASZĄ WŁASNOŚCIĄ.
      • sloncezaoknem Re: Wybór Julii 29.07.08, 10:21
        librarian3 napisał:

        > Zastanawiam się czy ktoś zwrócił uwagę na jeden aspekt tej sprawy: Julia
        > odłożyła macierzyństwo na później. W efekcie z artykułu wynika, że pierwsze
        > dziecko urodziła w wieku 38 lat, a drugie koło 40. Nie trzeba mieć wielkiej
        > wiedzy medycznej, żeby wiedzieć, że z wiekiem wzrasta ryzyko nie tylko wad
        > genetycznych, ale także powikłań w ciąży i podczas porodu. Stąd nic dziwnego,
        > że kolejne dziecko też miało problemy, na szczęście nie takie jak Imogen.
        >

        Może rzeczywiście statystyki na świecie tak głoszą, ale niezupełnie pokrywa się
        to z rzeczywistością. Pracuję w ośrodku dla dzieci upośledzonych i naprawdę,
        jeśli chodzi o wiek matek, to mamy cały przekrój - od 17 latek zaczynając na 50
        latkach kończąc. I wcale nie jest tak, że większość to te starsze. Pomysł, że
        Julia jest sama sobie winna, że urodziła upośledzone dziecko, bo odłożyła
        macierzyństwo, wydaje mi się zupełnie nieuzasadniony.
        • iluminacja256 Re: Wybór Julii 29.07.08, 10:32
          Bo to wszystko miesci sie w tym samym worku zwalenia wszystkiego na
          kobietę . Od pomysłow, z e jakby urodziła mając 20 lat, to na pewno
          nie byłoby wad genetycznych czyli jest sama sobie winna, po
          potepianie za oddanie dziecka - bo co z niej za matka,
          egocentryczka, egoistka i w ogóle nei powinna mieć dzieci...

          Nie wiem czy w ogóle ktoś pomyslaął, z e niepełnosprawne dziecko
          neimal w 100 % oznacza dla kobiety rezygnację z pracy poza
          domem ...do końca zycia...czyli kierowniczka opery staje się
          pełnoetatową opiekunką ...Nie rodzi frustracji? W ogóle w tej
          historii chyba język stanowi najwiekszą przeszkodę, ale to chyba
          wynika z łamania tabu. Fizjologiczny, szczery opis ciązy w
          wykonaniu kobiety tez doprowadziłby do odsądzania od czci i wiary -
          nei wiem, jak mozna zafundowac sobie tyle zakłamań w kulturze dla
          jednej płci.
        • twojafantazja Re: Wybór Julii 29.07.08, 11:19
          sloncezaoknem napisała:

          > librarian3 napisał:
          >
          > > Zastanawiam się czy ktoś zwrócił uwagę na jeden aspekt tej sprawy: Julia
          > > odłożyła macierzyństwo na później. W efekcie z artykułu wynika, że pierws
          > ze
          > > dziecko urodziła w wieku 38 lat, a drugie koło 40. Nie trzeba mieć wielki
          > ej
          > > wiedzy medycznej, żeby wiedzieć, że z wiekiem wzrasta ryzyko nie tylko wa
          > d
          > > genetycznych, ale także powikłań w ciąży i podczas porodu. Stąd nic dziwn
          > ego,
          > > że kolejne dziecko też miało problemy, na szczęście nie takie jak Imogen.
          > >
          >
          > Może rzeczywiście statystyki na świecie tak głoszą, ale niezupełnie pokrywa się
          > to z rzeczywistością. Pracuję w ośrodku dla dzieci upośledzonych i naprawdę,
          > jeśli chodzi o wiek matek, to mamy cały przekrój - od 17 latek zaczynając na 50
          > latkach kończąc. I wcale nie jest tak, że większość to te starsze. Pomysł, że
          > Julia jest sama sobie winna, że urodziła upośledzone dziecko, bo odłożyła
          > macierzyństwo, wydaje mi się zupełnie nieuzasadniony.

          W przypadku mojej pracy najwięcej jest mam 30 i 30-paroletnich (ich dzieci mają
          przeważnie 5-10 lat,czyli urodziły dziecko jako 20-paro latki).
          Z synem autystykiem (matki nigdy nie widziałam,więc nie znam jej wieku)
          przychodzi tato w wieku około 50-lat.
          Z innym dzieckiem,także niepełnosprawnym przychodzi 30-letnia mama
          na zmianę z ok.50-letnim ojcem.
          Moja eks koleżanka była jeszcze nastolatką (choć w górnej granicy) gdy rodziła
          swego niepełnosprawnego syna.Również zostawiła go pod opieką w ośrodku,za to
          teraz ma dwójkę zdrowych dzieci o które dba i myślę,że jest dobrą matką (choś
          osobiście za nią nie przepadam,kiedyś miałyśmy zatarg).
    • ko-bieta Wybór Julii 29.07.08, 00:39
      Trudno mi oceniać, ale jako mama kilkunastoletniego niepełnosprawnego dziecka
      wiem co zrobiłam ja- przyjęłam darowanego mi przez los synka i jesteśmy
      normalną, choć i szczególną rodziną. Wszystko jest w życiu względne- szczęście
      też. W życiu można zmieniać to co można, a resztę trzeba akceptować i widzieć
      pozytywy, bo one są wszędzie. Śmiem twierdzić, że moje dziecko dało mi siłę do
      zmierzania się z rzeczywistością, z trudnymi reakcjami otoczenia, zrobiło ze
      mnie lepszego człowieka, dało możliwość poznania wspaniałych ludzi. Ja też nie
      planowałam mieć niepełnosprawnego dziecka, a jednak. Jest inaczej, jest
      trudniej, jest pokorniej. Dla mnie inaczej być nie mogło. Wszystko ma swój sens.
      Każdy człowiek ma swoją misję do spełnienia. Ja też chodzę do pracy, lubię fajne
      książki, spędzam czasem wieczorki z przyjaciółkami przy winku, 100 razy dziennie
      zmieniam pieluchy, zaśmiewam się na komediach w kinie, czasem płaczę. Ot życie.
      • zielona.gumka do ko-biety 29.07.08, 09:25
        Czy mogę zadać pytanie?
        Kto zajmuje się Twoim synem, kiedy jesteś w pracy?
        Pozdrawiam.
        • twojafantazja Re: do ko-biety 29.07.08, 11:02
          zielona.gumka napisała:

          > Czy mogę zadać pytanie?
          > Kto zajmuje się Twoim synem, kiedy jesteś w pracy?
          > Pozdrawiam.

          Oraz wtedy,gdy jesteś w kinie i z przyjaciółkami na winie?
        • zielona.gumka Re: do ko-biety 29.07.08, 12:00
          Rozumiem, że wieczorami to może być mąż, inne dzieci (jeśli są), ale
          w czasie pracy? Chyba że mąż nie pracuje?
          • twojafantazja Re: do ko-biety 29.07.08, 12:23
            Może stać ją na opiekunkę.
            • ko-bieta Re: do ko-biety 30.07.08, 03:07
              Pytacie kto zajmuje się moim dzieckiem, gdy nie ma mnie w domu
              1. Dziecko chodzi do specjalistycznego przedszkola na kilka godzin dziennie
              2. Ja pracuję w dzień kilka godzin poza domem, a potem w domu (z domu)– głownie
              w nocy. Pracować muszę, bo z czego miałabym żyć i przecież nikt nie dałby mi
              później emerytury. A 150 zł zasiłku pielęgnacyjnego to przecież kpina
              3. Jeśli spotykam się z koleżankami dzieckiem zajmuje się mąż (mam to szczęście
              mieć fajnego męża, też w pełni zaangażowanego w życie rodziny)
              Opieka nad chorym dzieckiem jest na tyle wyczerpująca, że mam potrzebę (i szukam
              możliwości) zachowania odrobiny normalności w życiu, żeby nie czuć się
              kompletnie wyizolowaną. Chodzenie do pracy (nawiasem mówiąc wymagającej i
              stresującej) jest jednak odpoczynkiem w stosunku do obowiązków w domu. Pracuję
              głównie z osobami młodymi, ambitnymi, bezdzietnymi, które nie wiedzą wiele o
              mojej sytuacji, bo i po co. Już skrawki informacji są dla nich przerażające i
              słyszę –„ja bym tak nie mogła”. Ja też bym nie mogła, ale muszę. I jeszcze muszę
              dobrze wyglądać i ..keep smiling. Trzeba być na każdym froncie bardzo dobrze
              zorganizowanym, a logistycznie moje życie jest bardzo skomplikowane (praca,
              rehabilitacja dziecka chorego, wizyty u lekarzy -często prywatnie, bo w
              kolejkach mój syn dostaje napadów agresji i autoagresji, zajęcia poza lekcyjne
              pozostałych dzieci – doba za krótka) To jest czasem piekielnie trudne, bo praca
              nigdy się nie kończy. Dla zachowania równowagi psychicznej własnej i rodziny
              jest jednak niezwykle ważne, żeby wykroić trochę czasu i dużo miłości dla
              pozostałych dzieci, męża i dla siebie samej. Żeby być jednak nie tylko rodzicem
              dziecka niepełnosprawnego, żeby nie zrobić z siebie ofiary, chociaż życie na
              każdym kroku próbuje ją z nas zrobić. A wiecie co mnie czasem rozbawia – jak
              ktoś zblazowany mi mówi „ ty to masz fajnie, masz rodzinę, fajną pracę i
              przyjaciół”. Nie przeczę (i jeszcze mogę sobie popchać fajowy wózek inwalidzki
              do fajowego autobusu ). Ale to nie przychodzi samo. I jeszcze raz powtarzam –
              dziecka niepełnosprawnego nigdy bym nie zostawiła i nie oddała, bo jest
              naturalną częścią mojej rodziny, bo je strasznie kocham, ono to wie, tego
              potrzebuje i odwzajemnia tą miłość po stokroć. To czego życzę osobom w podobnej
              sytuacji i sobie samej to dużo zdrowia, siły i optymizmu.
              • zielona.gumka Re: do ko-biety 30.07.08, 09:58
                Masz rację. Praca zawodowa jest często odpoczynkiem. Ja w tej chwili
                mam urlop, ale nie powiem żebym odpoczywała...
                Mój mąż też zostaje z dzieckiem kiedy ja chcę wyjść. Gorzej, jeśli
                chcemy wyjść we dwójkę, bez dziecka. Dziadków nie proszę, bo i tak
                ich już mocno "eksploatuję".
                Tak więc najczęsciej wychodzimy we trójkę.

                Odnośnie lekarzy - lekarka w przychodni napisała na karcie mojego
                dziecka, że może wchodzić bez kolejki. No ale to tylko w tej
                przychodni, nie u specjalistów.
                • twojafantazja Re: do ko-biety 31.07.08, 09:58
                  Nie wiem w jakim mieście mieszkasz,ale w moim jest kilka stowarzyszeń,które
                  pomagają takim rodzinom (np.wolontariusz przyjdzie na parę godzin i pomoże).
                  Wiem,bo kiedyś sama byłam taką wolontariuszką (co prawda przy osobie chorej na
                  raka),może niedużo,ale zawsze jakaś pomoc jest.
              • katol_kk Re: do ko-biety 31.07.08, 11:22
                ko-bieta napisała:

                > Żeby być jednak nie tylko rodzicem
                > dziecka niepełnosprawnego, żeby nie zrobić z siebie ofiary, chociaż życie na
                > każdym kroku próbuje ją z nas zrobić. A wiecie co mnie czasem rozbawia –
                > jak
                > ktoś zblazowany mi mówi „ ty to masz fajnie, masz rodzinę, fajną pracę i
                > przyjaciół”. Nie przeczę (i jeszcze mogę sobie popchać fajowy wózek inwal
                > idzki
                > do fajowego autobusu ). Ale to nie przychodzi samo. I jeszcze raz powta
                > rzam –
                > dziecka niepełnosprawnego nigdy bym nie zostawiła i nie oddała, bo jest
                > naturalną częścią mojej rodziny, bo je strasznie kocham, ono to wie, tego
                > potrzebuje i odwzajemnia tą miłość po stokroć. To czego życzę osobom w podobnej
                > sytuacji i sobie samej to dużo zdrowia, siły i optymizmu.

                Jestem pod wielkim wrażeniem tego, co piszesz.
                Jestem pod wrażeniem Twojej dojrzałości emocjonalnej i tego w jaki sposób
                opisujesz swoją rodzinę.
                To na prawdę rzadkość, w dzisiejszych czasach egoizmu i hedonizmu, gdzie stawia
                się "ja" ponad wszystko. Bo tak jest przyjemniej i łatwiej. Chociaż, czy tak na
                prawdę nasze czasy tak bardzo różnią się od przeszłości?

                Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twojej rodzinie.
                Pozdrawiam.
    • ml130676 Zimna pusta Angielka 29.07.08, 12:24
      Nie wiem, czy to jest specyfiką krajów anglosaskich, ale to, co
      opisała i uczyniła ta kobieta nie mieści mi się w głowie. I nie da
      się tego w żaden sposób usprawiedliwić w moim słowiańskim umyśle.
      Jak można wstydzić się, a nawet brzydzić własnego dziecka? Poświęcać
      je dla dobra drugiego dziecka, spokoju męża, odzyskania kontaktów ze
      znajomymi, możliwości wyjazdów na wczasy i spożywania posiłków w
      pełnym gronie? Sprawa nie dotyczy jakiejś biednej rodziny bez
      środków do życia, to są ludzie raczej zamożni na wysokich
      stanowiskach, stać ich na nianie, rehabilitantów, wakacje dla dzieci
      niepełnosprawnych, trzeba tylko chcieć. Oni nie kochają swoich
      dzieci bezwarunkowo, tylko określili dla nich konkretne role. Dzieci
      są kolejnym dodatkiem do domu, samochodu, uzupełnieniem kariery,
      maskotkami, które można zaprezentować znajomym, dzieci mają do
      czegoś służyć. Mają być przedłużeniem mądrości i sukcesów swoich
      rodziców. Dzięki nim można się pokazać na rodzinnej imprezie,
      kinderbalu u znajomych, pochwalić wynikami w nauce, które
      obowiązkowo muszą być jak najlesze. Dzieci muszą być ozdobą matki i
      ojca, muszą rokować, a Immie nie rokowała i nadal nie mieści się w
      kanonie "nobliwej angielskiej rodziny". Ona nie mieści się w ogólnej
      filozofii Zachodu, która zabrania pokazywania ludzi chorych,
      okaleczonych, psychicznie chorych, starych i niedołężnych. Dlatego
      wybiera się proste rozwiązania - staruszkowie lądują w domach
      starców, wariaci w szpitalach psychiatrycznych, a niedorozwinięte
      dzieci w domach opieki. To takie proste, bo są na to pieniądze,
      płaci się podatki na służbę zdrowia, a zewsząd tylko człowiek
      słyszy, żeby nie zaniedbał samorozwoju, przyjemności, dbał o zrowie
      psychiczne i relaks. Tego nie zapewni chore dziecko. Ono jest jak
      niesprawny sprzęt, który nie pasuje do reszty wyposażenia. Bohaterka
      tego artykułu to skrajna egoistka i karierowiczka. Podła baba w
      okresie przedklimateryjnym, która "na last minute" dołożyła do
      swojej kolekcji sukcesów zawodowych, drogich mebli i ustawionego
      zawodowo i towarzysko małżonka jeszcze jeden element - dziecko. Ono
      zaś okazało się przeszkodą w kontynuacji spokojnego życia. Kaleka,
      która burzy sielankę rodziny, odsuwa daleko znajomych i dzieli
      małżonków. Przeszkodę należało usunąć. Teraz można pławić się w
      luksusie bycia rozchwytywanym przez media, znajomi znowu odwiedzają
      dom, kariera niezagrożona, mąż odzyskał spokój i znowu pożąda swojej
      idealnej żony w idealnym domu z idealnymi dziećmi. Ja się tylko
      pytam: czy książka tej pani nie jest zachętą do takiego
      postępowania, do masowego pozbywania się niepełnosprawnych dzieci,
      skoro media gloryfikują postępowanie tego wstrętnego angielskiego
      babsztyla bez odrobiny sumienia? Wygodnictwo - to słowo tłumaczy
      cały ciąg zdarzeń, które doprowadziły do tego, że, wydawałoby się,
      inteligentni ludzie na poziomie, pozbyli się członka rodziny, jak
      niepotrzebnego balasu. To powinno być karalne.
      • iluminacja256 Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 12:43
        ml130676 napisała:
        >Wygodnictwo - to słowo tłumaczy
        >cały ciąg zdarzeń, które doprowadziły do tego, że, wydawałoby się,
        inteligentni ludzie na poziomie, pozbyli się członka rodziny, jak
        >niepotrzebnego balasu. To powinno być karalne

        Karalne powinno być wyrazanie takich opinii, jesli NIGDY nie
        urodziło się dziecka z połową mózgu . Jak tylko pzreczytałam ten
        artykuł wiedziałam, ze zaraz pojawią się tu takie posty.

        Dlatego
        > wybiera się proste rozwiązania - staruszkowie lądują w domach
        > starców, wariaci w szpitalach psychiatrycznych, a niedorozwinięte
        > dzieci w domach opieki. To takie proste, bo są na to pieniądze

        Umierala ci babka albo matka na Alzheimera w domu latami?
        Opiekowąłas się nią, podcierajac kał i zakręcając kurki gazu, kiedy
        tylko na chwile spuściłaś jaz oczu? Obudziąłaś się kiedyś , kiedy
        staruszka trzymaął nad twoja głową telewizor, który nastyępnie na
        siebie przewrócila i przygniotła się nim?
        nie?

        To zostaw te gó..ane, umoralniające uwagi o cywilizacji zgniłego
        zachodu dla siebie. Duzo bym dała, zeby w Polsce istniałą taka
        mozliwosc pomocy jak w UK.
        • twojafantazja Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 14:51
          Niestety miałam podobną do Ciebie sytuację.
          Babcia (ukochana zresztą przez wszystkich) miała miażdżycę.
          Po pewnym czasie choroba nabrała tempa,w ciągu kilku miesięcy babcia z osoby co
          prawda nie wychodzącej,ale dość sprawnej fizycznie i umysłowo jak na swoje lata
          (85) stała się wrakiem:robiła pod siebie,po całych dniach np.wyła,coraz rzadziej
          można było z nią normalnie porozmawiać,miała zwidy itp.Dodatkowo jak na osobę w
          swoim stanie zdrowia była dość silna (co akurat było niekiedy wadą,ale o tym
          później).Życie było koszmarem: i ja i siostra (druga założyła swoją rodzinę)
          musiałyśmy pracować,ciężko było zorganizować opiekę nad babcią,a ona w swoich
          atakach (jak pisałam była dość silna) potrafiła się bardzo energicznie bronić
          np. przed zwykłą zmianą pampersa wyzywając przy tym moją siostrę od
          k...rew.Trzeba było też uważam na kurki z gazem i w nocy.
          Tak,w końcu trzeba było ją oddać do szpitala.
          Tak,ani ja,ani siostra nie zdałyśmy testu na super człowieka (nie miało żadnego
          znaczenia to,że w szpitalu odwiedzałyśmy ją codziennie,aż raz pielęgniarka się
          zdziwiła,bo w jakiś jeden jedyny dzień nie było nikogo od nas,a przecież
          przeważnie ktoś był).
          Trzeba było zacisnąć zęby i trzymać ją w domu do samego końca (kosztem naszego
          zdrowia i psychiki,a także być może życia naszego i sąsiadów,bo zdarzało jej
          się,nawet w lepszym stanie zdrowia,odkręcić kurki).Trzeba było harować na trzy
          etaty - w pracy i na okrągło (dzień plus noc) w domu.
        • ml130676 Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 16:21
          Podobno mamy wolny kraj i wolność wypowiedzi. A tak a propos twojej
          babci - czy nie przyszło ci do głowy, że ona kiedyś też opiekowała
          się twoją matką wzgl. ojcem i coś jej się za to należało? Nie
          przyszło ci do głowy, że z tobą może stać się dokładnie to samo?
          Byłam kiedyś na krótko sparaliżowana i wiesz co? Już wtedy odczułam,
          że jestem tylko kupą mięcha, bo inni koło mnie biegają i mi usługują
          z obrzydzeniem. O wiele lżej się to znosi w domu niż w takim na
          przykład szpitalu. Ale co ty o tym wiesz. Ty masz prawo do "jedynie
          słusznych" poglądów. Oby nikt nigdy nie patrzył na ciebie, jak
          na "dziecko bez połowy mózgu". Nawet takie dzieci można kochać i, o
          dziwo, widzę tę miłość częściej w oczach prostych ubogich matek
          pchających wózki z takimi "roślinkami" (ja bym ich tak nie nazwała,
          ale pani z artykułu tak, bo nie nawiązują kontaktu, więc są "be")niż
          w oczach inteligentnych, wykształconych elegantek. I coś jeszcze -
          tępię i będę "do krwi ostatniej" zwalczać myślenie typu "człowiek-
          roślina", bo właśnie w środowiskach "z wyższej półki" widzę tę
          pogardę dla słabszych, głupszych, nienormalnych. Sama miałam w
          dzieciństwie krótszą i koślawą nogę, z tego powodu ojciec wstydził
          się ze mną pokazywać, miałam też tiki nerwowe i blokady w mówieniu
          (milczałam godzinami), z tego powodu przez lat naście miałam opinię
          matoła. I nawet po wielu, wielu latach, jak już skończyłam studia,
          to jedyny komplement, jaki usłyszałam to: "to dla nas takie
          pozytywne zaskoczenie, zwłaszcza, że przecież nie masz
          predyspozycji". Dlatego nienawidzę i nie zrozumiem za nic takiego
          stosunku do drugiego człowieka, który jest dla nas rodziną. Karalne
          powinny być czyny, a nie myśli czy poglądy. A porzucenie własnego
          dziecka to kara może nie na ziemskim padole, ale tam, wyżej, na
          pewno.
          • twojafantazja Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 16:40
            Wybacz,ale jest różnica w opiece nad dzieckiem (jeżeli już o babci mowa) a osobą
            dorosłą.
            Niemowlak,nawet bardzo upierdliwy raczej nie stanowi realnego zagrożenia dla
            osoby dorosłej,nie mówiąc już o tym,że nie odkręci na przykład w chwili Twojej
            nieuwagi lub w nocy kurków od gazu.
            Do niemowlaka przy zmianie pieluchy nie trzeba dwóch osób (bo na przykład sobie
            nie życzy)-przy osobie dorosłej-różnie.
            A ile i jak długo Ty opiekowałaś się niepełnosprawną
            fizycznie i umysłowo babcią lub innym członkiem rodziny?
            Jestem ciekawa doświadczeń innych w tym temacie.Pisz śmiało:)
            • ml130676 Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 17:21
              Babcia męża miała "schizy". To, co wyprawiała, było nie do opisania -
              załatwianie się pod siebie, rozdrapywanie stale jednego i tego
              samego strupa na czole (efekt - krwotoki, powiększanie rany),
              uciekanie z domu, wypicie szklanki rozpuszczonej w wodzie tabletki
              do sztucznej szczęki = torsje, ciężkie zatrucie, jęki, krzyki etc.
              Trwało to latami i w samotności oraz tajemnicy rodziny. To był
              wstyd. Nasz polski problem polega na ogół na braku finansów - nie
              stać nas na całodobową opiekunkę do członka rodziny, w przypadku
              bohaterki artykułu takich problemów nie było i to mnie wkurza. Bo co
              innego - brak kasy. A co innego - brak chęci i zasłanianie
              się "depresją". Każdy może w dowolnej chwili takim problemem się
              stać. W mojej rodzinie problemem była moja krzywa stopa i tiki
              nerwowe - byłam obciachem, mój brat był nadpobudliwy - dziś mówimy
              na to ADHD - rozkręcał kurki z gazem, biegał po domu z ostrymi
              przedmiotami, walił głową w ścianę dopóki krew nie trysnęła,
              atakował matkę, ojca, młodszą siostrę znienacka i brutalnie, strach
              było okno, czy balkon na noc otwierać, bo mógł po prostu wyjść tą
              drogą,non stop był wściekły, pobudzony, wulgarny i nienaturalnie
              energiczny, i silny jak koń, a zatem niebezpieczny. Mając 4 lata dał
              nam tak popalić, że ktoś tu, na tym forum, mógłby usprawiedliwić
              np.umieszczenie go w domu dziecka lub faszerowanie psychotropami,
              czego jego matka nigdy nie zrobiła, choć dziś jest chora i umęczona,
              a on...normalny. Z wiekiem przeszły mu ataki. Z dnia na dzień.
              Chodzi o to, że chrześcijaństwo i człowieczeństwo wymaga niestety
              (?) poświęceń. A dziecko, babci czyli najbliższa rodzina, powinny
              być dla nas na pierwszym miejscu przed znajomymi, mężem, koleżanką i
              opinią otoczenia, że "niepotrzebnie się męczą z debilem", bo takie
              głosy też do mnie docierały. Zachęcam moje dziecko do kontaktów z
              niepełnosprawnymi, słabszymi nie po to, żeby poczuło swoją wyższość,
              ale po to, żeby wiedziało, że tacy ludzie są nieuniknioną częścią
              naszego życia, a mogą wnieść wiele w pustkę, którą wyzwala nas
              filozofia idealnego człowieka głoszona przez media. Jeśli moja córka
              bawi się z chłopcem, który ma zespół Downa i bywa agresywny lub
              płaczliwy, to nie jest tak, że moje dziecko jest tak samo
              upośledzone i z braku innego towarzystwa chwyta się pierwszej z
              brzegu osoby, do tego słabszej. A takie komentarze już słyszałam na
              temat mojej córki. Ona po prostu pragnie kontaktu z innym dzieckiem
              i stara się go nawet, nieświadomie, otoczyć opieką. Dzieci są bowiem
              nieskażone uprzedzeniami swoich rodziców. Jeśli ona zawczasu
              zaakceptuje ten "inny" świat, to łatwiej jej będzie pogodzić się z
              moją (czyjąś) starością, niedołężnością, upośledzeniem, którego
              wiele osób nie akceptuje, unika, udając, że nie ma tematu, wstydzi
              się. A takie książki i bohaterki, jak ta powyżej, utwierdzają tylko
              w przekonaniu, że przez życie można przejść łatwo, posiłkując się
              innymi ludźmi, którzy są przecież obcy i tylko na etacie. Jest "wikt
              i opierunek", ale nie ma naturalnej więzi opiekunki z dzieckiem (z
              małymi wyjątkami), które nie dość, że biologicznie obce, to jeszcze
              niepełnosprawne. Stąd już krok do przykrej w skutkach samotności i
              sterylnej wegetacji.
              • twojafantazja Re: Zimna pusta Angielka 29.07.08, 17:53
                "Babcia męża miała "schizy". To, co wyprawiała, było nie do opisania -
                załatwianie się pod siebie, rozdrapywanie stale jednego i tego
                samego strupa na czole (efekt - krwotoki, powiększanie rany),
                uciekanie z domu, wypicie szklanki rozpuszczonej w wodzie tabletki
                do sztucznej szczęki = torsje, ciężkie zatrucie, jęki, krzyki etc."

                Z powyższego widać,że nie potrafliliście sobie poradzić z opieką nad nią (co
                zresztą rozumiem,bo sama byłam w podobnej sytuacji).
                Te rany,ucieczki,wypijanie różnych płynów.
                W szpitalu daleko by nie uciekła,byłaby lepiej pilnowana,czasem szpital jest
                wyborem "lepszego zła".A ludzie ,którzy tam oddają swoich najbliższych
                przeważnie mocno to przeżywają.I bynajmniej nie wszyscy to egoiści,którym babcia
                lub dziadek po prostu zawadza.
                Też inna sytuacja w przypadku osoby "tylko" fizycznie chorej-wtedy jest lżej.W
                przypadku osoby i psychicznie i fizycznie chorej opieka to koszmar.
                Podobno pielęgniarki,które pracują w szpitalach psychiatrycznych mają prawo do
                wcześniejszej emerytury-wcale im się nie dziwię:/

              • viking2 Re: Zimna pusta Angielka 31.07.08, 02:54
                ml130676 napisała:
                > (?) poświęceń. A dziecko, babci czyli najbliższa rodzina, powinny
                > być dla nas na pierwszym miejscu przed znajomymi, mężem, koleżanką i
                > opinią otoczenia,

                A czy rowniez na pierwszym miejscu PRZED NAMI SAMYMI?
                • artea13 Re: Zimna pusta Angielka 31.07.08, 11:33
                  viking2 napisał:

                  > ml130676 napisała:
                  > > (?) poświęceń. A dziecko, babci czyli najbliższa rodzina, powinny
                  > > być dla nas na pierwszym miejscu przed znajomymi, mężem, koleżanką i
                  > > opinią otoczenia,
                  >
                  > A czy rowniez na pierwszym miejscu PRZED NAMI SAMYMI?

                  nie, nie przed nami samymi. nie można kochać na zawołanie i wbrew sobie. skoro
                  ktoś nie potrafi, to trudno. zawsze ma jakiś wybór, który ktoś tam potępi, ktoś
                  pochwali. samo życie
                  • viking2 Re: Zimna pusta Angielka 01.08.08, 03:33
                    artea13 napisała:
                    > nie, nie przed nami samymi. nie można kochać na zawołanie i wbrew sobie.

                    No i wlasnie to mialem na mysli. Kazdy kocha tak, jak potrafi i tak mocno ile
                    sam ma sily. Ale nie mozna osadzac kogos innego tylko dlatego, ze "mial mniej sily".
            • falka32 Re: Zimna pusta Angielka 01.08.08, 16:01
              > Niemowlak,nawet bardzo upierdliwy raczej nie stanowi realnego zagrożenia dla
              > osoby dorosłej,nie mówiąc już o tym,że nie odkręci na przykład w chwili Twojej
              > nieuwagi lub w nocy kurków od gazu.
              > Do niemowlaka przy zmianie pieluchy nie trzeba dwóch osób (bo na przykład sobie
              > nie życzy)-przy osobie dorosłej-różnie.

              Hehe, widać, że nie opiekowałaś się nigdy półtorarocznym - dwuletnim dzieckiem
              :PPPPPP
              Znajomy moich rodziców miał złamane 3 żebra, jak jego córeczka wskoczyła mu na
              brzuch.
              Ja miałam podbite oko i mało brakowało (2 cm), abym je straciła.
              Do przewinięcia półtoraroczniaka, który sobie tego bardzo nie życzy, druga osoba
              może nie zawsze jest niezbędna - jeżeli ma się kaftan bezpieczeństwa dla dziecka
              albo zastrzyk uspokajający.
              Odkręcone kurki z gazem nie mają u mnie miejsca tylko dlatego, że mam bramkę do
              kuchni.
              Nie wspomnę o tym, że jest to wiek, kiedy dziecko samo dla siebie stwarza
              nieustanne zagrożenie życia i zdrowia, jeżeli na chwilę spuścisz je z oka.
              Waży może mniej niż staruszka, ale jest zaskakująco silne i nie mniej pomysłowe.

              Uwaga - nie porównuję opieki nad półtorarocznym dzieckiem z opieką nad staruszką
              z altzheimerem, ale zwracam uwagę formalną, że te argumenty nie są trafne.
          • bubster patrzysz na to z innej perspektywy 29.07.08, 17:24
            bo sama byłaś odrzucona, czułaś się gorsza i nadal uważasz, że
            rodzice nie są z Ciebie zadowoleni

            ale nie popatrzysz oczwiście z drugiej strony - takie dziecko
            oznacza dla kobiety rezygnację ze wszystkiego - z pracy, z życia, z
            siebie

            podziwiam kobiety, które mają na to siłę
            ale nie potępiam tych, które nie podejmą się czegoś takiego

            a poza tym weź pod uwagę, że na tym wszystkim cierpiała też druga
            córka - ona się nie liczy bo miała szczęścia urodzić się zdrowa?
            • ml130676 Re: patrzysz na to z innej perspektywy 29.07.08, 18:10
              A ty patrzysz z polskiej, czyli biednej perspektywy. Tych ludzi z
              artykułu stać było na nianię, rehabilitantów. Mieli warunki do tego,
              żeby zapobiec sytuacji, że ich dziecko znajdzie się w obcym
              otoczeniu, z dala od domu. Oni mieli dom, inni mają lub mieli tylko
              mieszkania. Rozumiem dramat na małym metrażu, ale to średniozamożni
              Anglicy na dobrych posadach, których stać na opłacenie pomocy
              domowej, która znajdzie czas na spacer, a nawet zabawę z takim
              trudnym dzieckiem, stać ich też na zagospodarowanie części domu
              tylko dla tego dziecka. To mnie boli, że oni po prostu się tej córki
              wstydzili, tak sądzę. Pokończyli prestiżowe uczelnie, mieli pożądane
              posady, a tu taka rysa w postaci upośledzonego potomka. Wielu ludzi
              tak myśli, niestety. Dlatego tych niepełnosprawnych nie widać na
              skwerach, placach zabaw, albo jest ich niewielu, promil.
              • bubster Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 10:19
                Nie wiem czy niania byłaby dobrym rozwiązaniem.
                Jeżeli Imogen płakała/krzyczała non stop, de facto cała rodzina by
                to odczuła.
                Poza tym będąc w tym samym domu absorbowała by rodzinę tak samo jak
                do tej pory.
                Jeżeli już o opiekunce mowa, to sprawdziło by się może gdyby
                opiekunka miała osobne mieszkanie - ale czy to nie wychodzi na to co
                teraz jest?
                • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 11:40
                  bubster napisała:

                  > Nie wiem czy niania byłaby dobrym rozwiązaniem.
                  > Jeżeli Imogen płakała/krzyczała non stop, de facto cała rodzina by
                  > to odczuła.
                  > Poza tym będąc w tym samym domu absorbowała by rodzinę tak samo jak
                  > do tej pory.

                  Znam przypadki "zdrowych" dzieci, które nie chcą spać w nocy i bardzo absorbują
                  całą rodzinę.

                  Stosując Twoją filozofię, to posiadając dwójkę dzieci, dlaczego starsze dziecko
                  ma cierpieć, że młodsze wymaga więcej uwagi i zainteresowania? To jakieś
                  pomieszanie priorytetów, moim zdaniem.
                  • bubster Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 11:44
                    czytaj ze zrozumieniem bo ja już nie mam siły tłumaczyć
                    ale nie moje posty, tylko artykuł
                    • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 11:47
                      bubster napisała:

                      > czytaj ze zrozumieniem bo ja już nie mam siły tłumaczyć
                      > ale nie moje posty, tylko artykuł

                      Odnosiłem się do Twoich postów, nie artykułu - więc nie ja mam problemy z
                      czytaniem ze zrozumieniem.
                      • bubster Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 12:00
                        a moje posty odnosiły się do artykułu
                        logiczne?
                        • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 12:15
                          bubster napisała:

                          > a moje posty odnosiły się do artykułu
                          > logiczne?

                          No to odnosząc się do Twoich postów, które odnoszą się do artykułu, czytając z
                          uwagą i zrozumieniem i odpowiadając logicznie (w miarę
                          moich skromnych możliwości) napiszę raz jeszcze: każde nowe dziecko wymaga uwagi
                          i absorbuje rodzinę i zmienia ją nieodwracalnie. Pamiętam jak dziś, jak urodziła
                          się moja młodsza siostra i było mi przykro, że nie jestem już w centrum uwagi a
                          w dodatku zajęła MOJE łóżeczko.

                          Nie oceniam tego, że pani Julia oddała dziecko niepełnosprawne. Mam swoje zdanie
                          na temat wyboru, przed jakim postawił ją jej mąż. Nie mam wątpliwości co do
                          negatywnych i destrukcyjnych skutków ich decyzji dla całej rodziny.
                          Brzydzę się natomiast tym, że teraz promuje swoją postawę. Czym innym jest
                          przyznanie się, że nie dało się rady przy konfrontacji z tak trudną sytuacją.
                          Nawet napisanie o tym książki nie jest według mnie czymś złym - pokazuje dramat
                          i uczucia, o których nie ma pojęcia ktoś, kto nie znalazł się w podobnej
                          sytuacji. Ale odczyty, wizyty w telewizji - "łamanie tabu" - to już jest dla
                          mnie samousprawiedliwianie się na zbyt dużą do przyjęcia (dla mnie) skalę.
                          • bubster Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 12:24
                            katol_kk napisał:

                            > No to odnosząc się do Twoich postów, które odnoszą się do
                            artykułu, czytając z
                            > uwagą i zrozumieniem i odpowiadając logicznie (w miarę
                            > moich skromnych możliwości) napiszę raz jeszcze: każde nowe
                            dziecko wymaga uwag
                            > i
                            > i absorbuje rodzinę i zmienia ją nieodwracalnie.

                            zgadzam się
                            pytanie tylko jaka jest granica, kiedy jeszcze można wytrzymać?
                            krzyczące, drące się niemowle przez 24 godziny?

                            > w dodatku zajęła MOJE łóżeczko.

                            no, to było straszne ;-))

                            .
                            > Brzydzę się natomiast tym, że teraz promuje swoją postawę.

                            ale czy ona promuje swoją postawę?
                            czy przyznaje się - jestem słaba?


                            Czym innym jest
                            > przyznanie się, że nie dało się rady przy konfrontacji z tak
                            trudną sytuacją.
                            > Nawet napisanie o tym książki nie jest według mnie czymś złym -
                            pokazuje dramat
                            > i uczucia, o których nie ma pojęcia ktoś, kto nie znalazł się w
                            podobnej
                            > sytuacji. Ale odczyty, wizyty w telewizji - "łamanie tabu" - to
                            już jest dla
                            > mnie samousprawiedliwianie się na zbyt dużą do przyjęcia (dla
                            mnie) skalę.

                            czyli pisanie książki to ok, ale opowiadanie o tym w telewizji to
                            już nie ok?

                            czy ona się usprawiedliwia?
                            czy chce powiedzieć - nie potępiajcie, nie wszyscy jesteście tak
                            silni, żeby dać sobie z tym radę?

                            mnie jest jej żal - bo o ile nie potrafię sobie wyobrazić, co ona
                            przechodziła (dlatego nie potępiam, co nie oznacza, że automatycznie
                            pochwalam), to potrafię sobie wyobrazić rozgoryczenie i niechęć do
                            samej siebie, że nie dało się rady, że jest się złą matką, itp itd
                            • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 13:00
                              bubster napisała:


                              > zgadzam się
                              > pytanie tylko jaka jest granica, kiedy jeszcze można wytrzymać?
                              > krzyczące, drące się niemowle przez 24 godziny?

                              Nie wiem, to na pewno jest trudne.

                              >
                              > > w dodatku zajęła MOJE łóżeczko.
                              >
                              > no, to było straszne ;-))

                              Jakoś sobie z tym poradziłem ;-)

                              > > Brzydzę się natomiast tym, że teraz promuje swoją postawę.
                              >
                              > ale czy ona promuje swoją postawę?
                              > czy przyznaje się - jestem słaba?

                              Według mnie granica jest bardzo cienka.
                              Kiedy ja zrobię coś, czego się wstydzę, to nie lecę do telewizji i gazet
                              "przełamywać tabu". Dla mnie to jakiś ekshibicjonizm emocjonalny.

                              > czyli pisanie książki to ok, ale opowiadanie o tym w telewizji to
                              > już nie ok?

                              Czym innym jest napisanie książki a czym innym pozwalanie na kreowanie w mediach
                              jako bohaterki zrywającej tabu, czy pierwszej sprawiedliwej zrywającej z
                              zakłamaniem i hipokryzją.

                              > czy ona się usprawiedliwia?
                              > czy chce powiedzieć - nie potępiajcie, nie wszyscy jesteście tak
                              > silni, żeby dać sobie z tym radę?

                              Ja doceniam jej szczerość, ale pomimo tej szczerości uważam, że nie podołała, że
                              nie zrozumiała po co jest rodzina, rodzice. Dla mnie osobiście to, że tak mocno
                              zaistniała w mediach jest właśnie świadectwem tego, że próbuje się jakoś
                              usprawiedliwić.

                              >
                              > mnie jest jej żal - bo o ile nie potrafię sobie wyobrazić, co ona
                              > przechodziła (dlatego nie potępiam, co nie oznacza, że automatycznie
                              > pochwalam), to potrafię sobie wyobrazić rozgoryczenie i niechęć do
                              > samej siebie, że nie dało się rady, że jest się złą matką, itp itd

                              Mi również jest jej żal, szkoda mi jej rodziny, jej trójki dzieci. Współczuję
                              jej sytuacji w jakiej się znalazła. Nikomu bym czegoś takiego nie życzył. Nie
                              potępiam jej, ale uważam, że zrobiła źle. Źle również dla siebie, bo tak jak
                              piszesz - rozgoryczenie i niechęć do siebie na pewno nie da jej spokoju do końca
                              życia.
                              • bubster Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 13:43
                                katol_kk napisał:
                                >
                                > Według mnie granica jest bardzo cienka.
                                > Kiedy ja zrobię coś, czego się wstydzę, to nie lecę do telewizji i
                                gazet
                                > "przełamywać tabu". Dla mnie to jakiś ekshibicjonizm emocjonalny.

                                tylko czy my mamy pewność, że ona chciała po prostu na tym zarobić,
                                albo w jakiś sposób się usprawiedliwić?
                                weź pod uwagę, że ona teraz "wydała się na pastwę" wszystkich tych,
                                którym tak łatwo oceniać
                                i dla wielu będzie wrogiem numer jeden

                                >
                                > Czym innym jest napisanie książki a czym innym pozwalanie na
                                kreowanie w mediac
                                > h
                                > jako bohaterki zrywającej tabu, czy pierwszej sprawiedliwej
                                zrywającej z
                                > zakłamaniem i hipokryzją.

                                nie znamy do końca jej motywów
                                takie działanie można podpiąć i zarówno pod chęć zdobycia
                                sławy/pieniędzy jak również pod chęć powiedzenia"są inni, którzy też
                                tak zrobili, niech wiedzą, że mi też ciężko, że nie są w tym sami"


                                > nie zrozumiała po co jest rodzina, rodzice. Dla mnie osobiście to,
                                że tak mocno
                                > zaistniała w mediach jest właśnie świadectwem tego, że próbuje się
                                jakoś
                                > usprawiedliwić.
                                >
                                pytanie czy ona się tam pchała, czy media wyczuły sensację i zaczęły
                                ją zapraszać
                                a ona skoro napisała książkę, to chciała też o tym porozmawiać
                                • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 14:04
                                  bubster napisała:


                                  > tylko czy my mamy pewność, że ona chciała po prostu na tym zarobić,
                                  > albo w jakiś sposób się usprawiedliwić?

                                  Według mnie chciała się usprawiedliwić - nie czytałem książki, ale artykuł mówi
                                  o tym, że bezustannie podaje powody swojej decyzji. Co do kasy - nie poszedłbym
                                  aż tak daleko z twierdzeniem, że to ją właśnie kierowało.

                                  > weź pod uwagę, że ona teraz "wydała się na pastwę" wszystkich tych,
                                  > którym tak łatwo oceniać
                                  > i dla wielu będzie wrogiem numer jeden

                                  To prawda. Mówienie o tym co zrobiła jest odwagą.
                                  > >

                                  > nie znamy do końca jej motywów
                                  > takie działanie można podpiąć i zarówno pod chęć zdobycia
                                  > sławy/pieniędzy jak również pod chęć powiedzenia"są inni, którzy też
                                  > tak zrobili, niech wiedzą, że mi też ciężko, że nie są w tym sami"

                                  No tak. Dzięki temu inni mogą się poczuć zwolnieni z poczucia obowiązku?
                                  Pomyśleć "nie tylko ja tak myślę" - i zmniejsza się poczucie winy.

                                  > pytanie czy ona się tam pchała, czy media wyczuły sensację i zaczęły
                                  > ją zapraszać
                                  > a ona skoro napisała książkę, to chciała też o tym porozmawiać

                                  Wiesz, myślę, że nikt nie byłby w stanie zmusić jej do tego, gdyby nie chciała.
                                  • iluminacja256 Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 14:16
                                    > No tak. Dzięki temu inni mogą się poczuć zwolnieni z poczucia
                                    obowiązku?
                                    > Pomyśleć "nie tylko ja tak myślę" - i zmniejsza się poczucie winy.

                                    A nie przyszło ci do głowy, ze mnówstwo ludzi pisze ksiązki , bo nie
                                    daje sobie rady samemu ze soba i jest to forma autoterapii?

                                    Ludzie pisząśą ksiązki o umieraniu na raka, o tym jak nie dawali
                                    rady z kims z rodziny umierającym na Alzheimera - czy tobie się
                                    wydaje, ze kobieta to beton i monolit i przejdzie przez wszystko
                                    skoro urodziła ? Ona jasno deklaruje, z e ma z tym problem,
                                    natomiast wnerwia mnei to co jest spadkiem myslenia tylko
                                    religijnego - wina - kara , złe- dobre, poczucie winy i poswięcenei
                                    w 100% . Kazdy wie, ze zycie takie nie jest - nie ona jedna oddała
                                    dziecko i nie ona jedna odda - i widac ludzie potrzebują nazwania
                                    tego wszystkiego.

                                    Jak do jest mozliwe, ze ciągle slyszę, ze aborcja kobietę
                                    unieszczęsliwia na całe zycie, a kiedy ona rodzi dziecko , którego
                                    nei akceptuje i z którym nie potrafi zyc, znów wszyscy sa wsciekli,
                                    ze oddała do adopcji zamiast wychowywać i byc nieszczęsliwą.

                                    Nie przyszło do głowy, ze jej córka ma u zastępczej matki lepeij, bo
                                    ta kobieta realizuje sie w tym co robi i to jej powołanie?
                                    Czy kazda kobieta ma powołanie , zeby pomagać trędowatym? Nie.
                                    Wiec dlaczego wskazywać paluchem i potepiać , skoro się o tym wie?
                                    • katol_kk Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 14:50
                                      iluminacja256 napisał:

                                      > A nie przyszło ci do głowy, ze mnówstwo ludzi pisze ksiązki , bo nie
                                      > daje sobie rady samemu ze soba i jest to forma autoterapii?

                                      Przyszło mi to do głowy - zdaje się, że sama się przyznała do tego, że sobie nie
                                      poradziła. Nie mam wątpliwości, że napisała książkę po to, żeby zdjąć z siebie
                                      część ciężaru, jaki niewątpliwie nosi. Nie podejrzewam jej o jakieś skrajnie złe
                                      intencje kierujące nią do napisania tej książki, wydaje mi się, że to dobrze, że
                                      taka książka wyszła - choćby ze względu na to, że można na ten temat podyskutować.

                                      > czy tobie się
                                      > wydaje, ze kobieta to beton i monolit i przejdzie przez wszystko
                                      > skoro urodziła ?

                                      Nigdzie czegoś takiego nie napisałem, więc nie wiem skąd te słowa. Dla mnie
                                      odpowiedzialność za dziecko ponosi oboje rodziców - tu oboje się nie spisali
                                      moim zdaniem.

                                      > Ona jasno deklaruje, z e ma z tym problem,

                                      Aha. No to skoro ma z tym problem i jasno o tym mówi, to faktycznie, wszystko
                                      jest w porządku.

                                      > natomiast wnerwia mnei to co jest spadkiem myslenia tylko
                                      > religijnego - wina - kara , złe- dobre, poczucie winy i poswięcenei
                                      > w 100% .

                                      Szczerze mówiąc wydaje mi się, że doszukujesz się tu winy religii zupełnie
                                      bezpodstawnie. Zapewne ateiści równie łatwo oceniają innych. Ot - ludzka natura.

                                      > Kazdy wie, ze zycie takie nie jest - nie ona jedna oddała
                                      > dziecko i nie ona jedna odda - i widac ludzie potrzebują nazwania tego
                                      wszystkiego.

                                      Ok, ale każdy nazywa to inaczej. Jedni na jej postawę mówią "jaka odważna,
                                      odważyła się powiedzieć o tym, że sobie nie poradziła" a inni "to, co zrobiła
                                      jest haniebne" - myślę, że każdy ma prawo do posiadania własnej oceny tej
                                      sytuacji...

                                      > Jak do jest mozliwe, ze ciągle slyszę, ze aborcja kobietę
                                      > unieszczęsliwia na całe zycie, a kiedy ona rodzi dziecko , którego
                                      > nei akceptuje i z którym nie potrafi zyc, znów wszyscy sa wsciekli,
                                      > ze oddała do adopcji zamiast wychowywać i byc nieszczęsliwą.

                                      Obydwie sytuacje: aborcja i odrzucenie własnego dziecka - są dramatyczne.
                                      Zgodzisz się chyba ze mną, że tak jest?

                                      > Nie przyszło do głowy, ze jej córka ma u zastępczej matki lepeij, bo
                                      > ta kobieta realizuje sie w tym co robi i to jej powołanie?

                                      Przyszło. Ja też uważam, że jej córka ma lepiej u zastępczej matki. Co nie
                                      zmienia faktu, że uważam, że Juluia H. nie podołała, jej pobudki były
                                      egoistyczne a ona i jej mąż niedojrzali emocjonalnie.

                                      > Czy kazda kobieta ma powołanie , zeby pomagać trędowatym? Nie.

                                      Oczywiście, dlatego nie każda musi wstępować do zakonu, nie każda musi zostawać
                                      żoną. Chodzi o to, żeby być świadomym konsekwencji swoich wyborów i ponosić za
                                      nie odpowiedzialność.

                                      > Wiec dlaczego wskazywać paluchem i potepiać , skoro się o tym wie?

                                      Niejako sama się paluchem wskazuje - pisząc książkę i występując w mediach. Ja
                                      osobiście jej nie potępiam.
              • rikol Re: patrzysz na to z innej perspektywy 31.07.08, 14:27
                Wstydzili sie corki i dlatego napisali o tym ksiazke?
          • wdakra Re: Zimna pusta Angielka 08.08.08, 00:40
            ml130676 napisała:


            > Byłam kiedyś na krótko sparaliżowana i wiesz co? Już wtedy odczułam,
            > że jestem tylko kupą mięcha, bo inni koło mnie biegają i mi usługują
            > z obrzydzeniem. O wiele lżej się to znosi w domu niż w takim na
            > przykład szpitalu.

            Tylko wtedy, kiedy jest się egoistą. Ja wolałabym w takiej sytuacji być w
            szpitalu lub jakimś ośrodku opiekuńczym, żeby moi bliscy mogli normalnie zyć, a
            nie męczyć się ze mną.
      • bubster nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 13:38
        na takie posty -
        jedynieoświeconymiwszystkowiedzącymtolerancyjnymideałom i tak się
        nie przemówi do rozsądku
        lepiej ignorować
        • ml130676 Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 16:22
          Nikt cię nigdy nie porzucił, czego ci nie życzę. Wtedy tylko byś
          mógł zrozumieć...
          • bubster Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 17:19
            1. Zawsze mi się wydawało, że jestem kobietą.
            2. Zawsze mi tłoczono do głowy, że katolicy są tolerancyjni.
            3. Zawsze mi tłoczono do głowy 'nie sądź, by i ciebie nie sądzono".

            Ale oczywiście Ty jesteś lepsza niż wszyscy, taka idealna, itp.
            itd...
            • ml130676 Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 17:23
              Nie ma ideałów. Jest tylko samotność dziecka odrzuconego przez
              rodziców, bo nie spełniło oczekiwań. I nie ważne, w jakim stopniu
              jest się upośledzonym. Ja wierzę, że większość
              tych "niepełnowartościowych" dzieci czuje, jakim są ciężarem i
              wstydem dla swoich rodziców.
              • bubster Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 17:28
                Ja zdaję sobie sprawę, że dla takiego dziecka to tragedia, ale
                widzę, że ty dużo wyżej stawiasz dzieci nad rodzicami.
                czyli dzieci mają prawa, ale rodzice tylko obowiązki.
                Przeczytaj sobie post justynabristol. Przeczyaj ze zrozumieniem.
                I przestań patrzeć na sprawę przez pryzmat własnego odrzucenia i
                poczucia bycia gorszą.
              • twojafantazja Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 17:45
                Ale gdzie samotność tego dziecka? Z artykułu wynikało,że tamto dziecko ma bardzo
                dobry kontakt z przyszywaną mamą.Nie ma słowa o samotności tego dziecka.
                Chyba lepiej,że ma kogoś kto opiekuje się nim z wolnej woli a nie z przymusu jak
                naturalna matka.
              • zielona.gumka Re: nie odpowiadajcie po prostu 29.07.08, 23:57
                ml130676napisal
                "A tak a propos twojej
                babci - czy nie przyszło ci do głowy, że ona kiedyś też opiekowała
                się twoją matką wzgl. ojcem i coś jej się za to należało? Nie
                przyszło ci do głowy, że z tobą może stać się dokładnie to samo?"

                Mi na przykład przyszlo. I zrobiłabym to samo, co moja znajoma
                opiekująca się kilka lat swoją matką chorą na Alzheimera:
                Powiedziałabym moim dzieciom (gdybym je miała zdrowe, bo moje chore
                dziecko i tak nie rozumie), że gdyby się ze mną coś takiego działo,
                to proszę umieścić mnie w jakimś ośrodku ,żebym nie niszczyła życia
                rodzinie.

                A druga sprawa:
                Nie mieszajmy dwóch rzeczy:
                1.traktowania osób upośledzonych źle tj. z wyższością, pogardą, czy
                nawet obrzydzeniem(nie widzę związku z artykułem)
                2.trudów całodobowej opieki nad osobą cieżko upośledzoną i
                wynikających z niej konsekwencji dla całej rodziny
              • sanciasancia Re: nie odpowiadajcie po prostu 30.07.08, 14:38
                a) Nie możesz porównywać się do Imogen. Nawet jeżeli Twoi w miarę beznadziejni
                rodzice Cie odrzucali, to nie masz połowy mózgu, ale cały i dajesz temu świadectwo.
                b) Bardzo mi przykro, że Cię rodzice odrzucili, ale ciągle nie możesz porównywać
                się z Imogen.
                c) Miałam przez 11-naście dni dziecko, które gdyby przeżyło, byłoby upośledzone
                (zespół Patau). Przez 11-naście dni z mężem każdego dnia słyszeliśmy o nowej
                wadzie dziecka - i wrodzonej serca i takich sugerujących co najmniej niedorozwój
                umysłowy (np. agenezja ciała modzelowatego). Oprócz tego, że dziecko było trochę
                zdeformowane (co mi akurat tak bardzo nie przeszkadza, rozszczep wargi i
                podniebienia). W pewnym momencie po prostu sie zorientowaliśmy, że mała, jeżeli
                przeżyję, to po pierwsze nigdy nie będzie samodzielna, a po drugie musiałaby
                przejść kilka ciężkich operacji, żeby można ją było odłączyć do aparatury.
                Dla mnie bardzo szybko decyzja była jasna - nie zgodzę się na nic, co mogłoby
                uratować jej życie, co więcej, jeżeli będzie to konieczne, będę walczyć ze
                szpitalem o eutanazję, bo od tego jestem jej matką, żeby wziąć odpowiedzialność
                za jej życie i podjąć decyzję, która wegług mojego sumienia będzie najlepsza dla
                córki. Lekarze wydawali się być zdeterminowani, żeby ją uratować (np. umówili
                się z chirurgiem przed otrzymaniem wyników kariotypu), my byliśmy
                zdeterminowani, żeby dać jej umrzeć. W efekcie wyniki przyszły tego samego dnia,
                gdy stan się pogroszył i lekarze odstąpili od ratowania życia. My byliśmy
                zdecydowani, żeby iść następnego dnia do prawnikiem, żeby doradził nam, jak ją
                odłączyć.
                Nie było takiej potrzeby.
                Gdyby nie dali mi jej odłączyć spróbowałabym to zrobić to sama.
                Co oczywiście nie znaczy, że nie cierpiałam po jej śmierci. Bardzo ją kochałam i
                kocham dalej.
                d) Gdyby przeżyła, zajęllibyśmy się nią. Nie zdecydowalibyśmy się na następne
                dziecko i staralibyśmy się pracować. Zapewne walczylibyśmy sami z pokusą
                uduszenia jej poduszką. Przeżywalibyśmy horror na myśl o tym, że umrzemy i ona
                wyląduje w ośrodku opieki.
                e) Żylibyśmy z całkowitym i kompletnym poczuciem bezsensu naszych działań - bo
                nasze życie to byłaby wyłącznie walka o przeżycie kogoś, kto nie będzie miał
                nigdy szans na zakomunikowanie swoich potrzeb fizjologicznych. Zapewne byśmy się
                nie rozstali, bo oboje czuliśmy ogromną odpowiedzialność.
                f) nie wydaje mi się, żebyś miała prawo oceniać kogokolwiek w takiej sytuacji.
                Jeżeli uważasz, że postawa Julii jest nieodpowiednia, to może zaopiekuj się
                takim dzieckiem, np. w domu opieki Orzeszek można wybierać, jak w ulęgałkach. To
                nie są proste decyzje i to nie są proste losy.
                g) tak przy okazji, nasza rodzna przekonywała nas, że od razu po odebraniu
                dziecka ze szpitala, powinniśmy oddać je do jakiegoś ośrodka.
                • pasikonik10 Re: nie odpowiadajcie po prostu 30.07.08, 22:25
                  chylę czoła...
                  jestem pod wrażeniem.
                  • haanaa07 Re: nie odpowiadajcie po prostu 31.07.08, 16:29
                    y.. pod czego wrażeniem ? tego ze chciala udusić córeczke poduszką?
                    czy tego że krzykneła ze ja nienawidzi?
                    • pasikonik10 Re: nie odpowiadajcie po prostu 31.07.08, 23:23
                      pod wrazeniem postawy Sancia sancia.
    • pani_rosomak Wybór Julii 29.07.08, 23:53
      Bardzo się cieszę że mogłam przeczytać ten artykuł, że wreszcie ktoś na świecie odważył się wyrazić swoje poglądy w tej tak trudnej sprawie, nie bacząc na polityczną poprawność. Relacja miłości rodzicielskiej jak każda inna miłość musi być relacją zwrotną. Nie mamy prawa oczekiwać od rodziców że zamiast wychowywać dziecko i obserwować jego rozwój, będą hodować warzywo. Mogą -jeśli czują takie powołanie, ale nie muszą. Inna jest sytuacja gdy wieloletnia praca rodziców i rehabilitantów ma szansę przynieśc jakieś efekty. Tymczasem Julia miała w perspektywie troszczenie się o istotę którą trudno w ogóle nazwać dzieckiem- nie miało połowy mózgu, nie miało uczuć ani inteligencji, było więc czymś w rodzaju kłopotliwego zwierzątka. Wybrała męża i zdrowe dziecko. Wybrała też siebie. Wielu powie że to skrajny egoizm. Nie uważam tak. nawet Pismo Święte każe nam kochać bliźniego jak siebie samego- ale nie bardziej. W tym przypadku ważny jest rozsądek, racjonalność i pewna ekonomia uczuć.
      • zielona.gumka Re: Wybór Julii 30.07.08, 00:05
        Miłość musi być relacją zwrotną??
        • pani_rosomak Re: Wybór Julii 30.07.08, 00:36
          a uważasz że nie?? To dlaczego rodzice wpatrują się w swoje maleństwo czekając na pierwszy uśmiech, pierwszą reakcję, pierwsze słowo MAMA? cóż to jest jeśli nie relacja zwrotna? Wyobrażasz sobie że można kochać kogoś całe zycie bez wzajemności?? Po co?
          • zielona.gumka Re: Wybór Julii 30.07.08, 10:07
            A dlaczego czekają na ten uśmiech i na to MAMA?
            Bo kochają to dziecko. I nie pytają "po co?"
            A jak się nie uśmiechnie, to przestaną kochać?
            Może jedni tak, inni nie.

            A ile jest sytuacji kiedy większe już dziecko np odchodzi z
            domu, "schodzi na złą drogę", nie interesuje się rodzicami,odcina
            się, może już ich nie kocha.
            Wg Twojej wersji rodzice wówczas mówią: "To my już go/jej nie
            kochamy, bo po co"
            Myślę, że najczęsciej kochają i czekają i jest to niezależne od nich.
            Bo miłość po prostu jest lub jej nie ma, nie wchodzi tu w grę
            żadna , jak napisałaś "ekonomia uczuć". Tak myślę.
            • meg303 Re: Wybór Julii 30.07.08, 11:47
              Myślę,że osobom w stanie wegetatywnym( a przypomnijmy, kiedy Julia oddała córke
              taka właśnie była opinia lekarzy) jest zapewne wszystko jedno kto im zmienia
              pieluchy, karmi, ubiera i kapie.
              Niepełnosprawnośc niepełnosprawności nierówna.
              Podziwiam Julię, nie za oddanie córki, ale za odwagę głośnego mówienia o tym
              • bambussi Re: Wybór Julii 31.07.08, 11:41
                meg303 napisała:

                > Podziwiam Julię, nie za oddanie córki, ale za odwagę głośnego
                mówienia o tym

                a cóż tu jest do podziwiania? obnoszenie się ze swoim
                zezwierzęceniem i jeszcze tłuczenie na tym kasy? co komu po
                jej "wyznaniu"? już by lepiej siedziała cicho, bo robiła rzecz
                straszną i jeszcze się tym publicznie chwali?

                rozumiem że mordercę też podziwiasz jeśli na sali sądowej
                miał "odwagę" głośno przyznać że zabił?

          • katol_kk Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:03
            pani_rosomak napisała:

            > a uważasz że nie?? To dlaczego rodzice wpatrują się w swoje maleństwo czekając
            > na pierwszy uśmiech, pierwszą reakcję, pierwsze słowo MAMA? cóż to jest jeśli n
            > ie relacja zwrotna? Wyobrażasz sobie że można kochać kogoś całe zycie bez wzaje
            > mności?? Po co?

            Jeśli Twoje dziecko będzie musiało zasłużyć na "relację zwrotną" to ja współczuję.
            Miłość to decyzja a nie transakcja barterowa. Jest bezinteresowna i bezwarunkowa.
            • iluminacja256 Re: Wybór Julii 31.07.08, 14:20
              Miłosc jest relacją zwrotną .I nikt mi nei pwoei, z e tak samo
              cieszysz się ,jesli dziecko 5 rok jęczy i slini się i tak samo,
              jesli mówi "mama" i się usmiecha.

              Cz\łowiek jest zwierzeciem stadnym i jego zycie , w tym i miłosc,
              oparta jest na interakcji. I zwyczajnie kłamiesz , jesli
              twierrdzisz, ze w twoim wypadku jest inaczej, bo nei ejst.
              • katol_kk Re: Wybór Julii 31.07.08, 15:01
                iluminacja256 napisał:

                > Miłosc jest relacją zwrotną .I nikt mi nei pwoei, z e tak samo
                > cieszysz się ,jesli dziecko 5 rok jęczy i slini się i tak samo,
                > jesli mówi "mama" i się usmiecha.

                Dla mnie miłość jest decyzją, dla mnie miłość jest bezwarunkowa. Co nie znaczy,
                że nie miewam kryzysów, wątpliwości - jak każdy człowiek.

                > Cz\łowiek jest zwierzeciem stadnym i jego zycie , w tym i miłosc,
                > oparta jest na interakcji.

                Interakcji? Wydaje mi się, że można kochać nawet bez interakcji.
                Przede wszystkim jednak trudno jest kochać, gdy ktoś nie spełnia Twoich
                oczekiwań, wyobrażeń - bo to chyba w tym wypadku ma miejsce.
                Tu nie chodzi o to, że mała dziewczynka nie odpowie uśmiechem na uśmiech - bo
                zdaje się to już potrafi. W tej sprawie chodzi o to, że rodzice oddali swoje
                dziecko, bo nie spełniło ich oczekiwań. Bo nie jest zdrowe i piękne, z talentami
                muzycznymi.

                > I zwyczajnie kłamiesz , jesli
                > twierrdzisz, ze w twoim wypadku jest inaczej, bo nei ejst.

                Ciekawe skąd wiesz jak to jest w moim przypadku?
                • meg303 Re: Wybór Julii 31.07.08, 18:45
                  A tak na marginesie.. ciekawe czemu nikt z tych co najgłosniej krzycza i celnie
                  rzucaja kamieniami nie wpadna na pomysł przepracowania pewnego czasu jako
                  wolontariusz w domu opieki dla głęboko upośledzonych? Nie dzieci z ZD ale ludzi
                  z głębokim uszkodzeniem mózgu, robiących pod siebie, krzyczących przez 20 godzin
                  na dobe i nie potrafiących połykać?
                  • katol_kk Re: Wybór Julii 01.08.08, 09:11
                    meg303 napisała:

                    > A tak na marginesie.. ciekawe czemu nikt z tych co najgłosniej krzycza i celni
                    > e
                    > rzucaja kamieniami nie wpadna na pomysł przepracowania pewnego czasu jako
                    > wolontariusz w domu opieki dla głęboko upośledzonych? Nie dzieci z ZD ale ludzi
                    > z głębokim uszkodzeniem mózgu, robiących pod siebie, krzyczących przez 20 godzi
                    > n
                    > na dobe i nie potrafiących połykać?

                    Nie mam pojęcia. A czemu Ci, którzy bronią jej decyzji nie zrobią tego samego?
                    Przecież też mogą się mylić, right?

                    Poza tym mylisz rzucanie kamieniem z wyrażaniem swojej opinii na zadany temat.
                    • meg303 Re: Wybór Julii 01.08.08, 18:34
                      " Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień"
                      Własnie te słowa miałam na mysli. Wyrosłam juz z katolicyzmu, ale co nie co
                      pamiętam.
    • honoratka114 Wybór Julii 30.07.08, 10:57
      To trzeba samemu doświadczyć, żeby ocenić wybór Julii. Urodziłam
      ślicznego synka. Diagnoza: wylew śródczaszkowy, małogłowie. Objawy
      te same jak u jej córeczki. Walczyłam o przetrwanie 2,5 roku.
      Zaczęłam myśleć o zabiciu dziecka, potem siebie. Bałam że zabraknie
      mi odwagi. Mąż odszedł odemnie. Oddałam dziecko do Domu Małego
      Dziecka dla dzieci upośledzonych, prowadzonym przez siostry zakonne
      na podgórzu Karkonoszy. Jeździłam tam prawie co weekend do czasu
      urodzenia (po 4 latach) kolejnego dziecka - córeczki, której ojcem
      jest mój mąż. Po 6 latach przeniesiono mojego synka do zakładu dla
      starszych dzieci. Tam zmarł w wieku 12 lat w ataku epilepsji. Tego
      okresu nigdy nie zapomnę i ciągle winię siebie za brak wytrwałości w
      zatrzymaniu dziecka przy sobie. NIe mogłabym oceniać decyzję Julii.
      Ale w pełni ją rozumię. Nina
    • conscient Wybór Julii 30.07.08, 13:59
      Dawno temu urodziłam chłopca przyduszonego pępowiną, ledwo żywego.
      Zdiagnozowano (po wielu dniach) dziurowatość mózgu. W chwili, gdy
      dowiedziałam się o wyniku tomografii komputerowej(że większa część
      mózgu nie istnieje - jest głównie płyn mózgowy...)akurat karmiłam.
      Instynktownie wyrwałam pierś z ust dziecka i nie byłam w stanie go
      już dotknąć. Jak automat oddałam je pielęgniarce. Ta przemiana z
      czułej, przerażonej potencjalną chorobą dziecka matki- w osobę,
      która czuje, że karmi zwłoki była dla mnie samej niepojęta. To było
      zupełnie instynktowne. Potem już świadomie oddaliśmy dziecko do domu
      małego dziecka. Czasem myślę, że to był sen. Co przeżywałam, gdy
      dowiedziałam się, że nie będę miała kontaktu z dzieckiem, które mnie
      nawet nie rozpozna ? Żałobę po dziecku, na które czekaliśmy.
      Chciałam, żeby to prawdziwe umarło. Gdy wkrótce zmarło czułam tylko
      ulgę. Nie życzę nikomu takich doświadczeń. Szkoda mi Hollander. Ona
      miała trudniej, ponieważ zdążyła przełamać się i zaopiekować
      dzieckiem (pewnie ze względu na starszą siostrę Imogeny), a dopiero
      po pewnym czasie skapituowała. gdyby zademonstrowała pokorę, żal za
      grzech - wtedy opinia społeczna by ją zaakceptowała. Skoro jednak
      ona próbuje zracjonalizować swoją decyzję - dostaje baty.
      Uważam, że krytykować ją mają prawo tylko osoby, które wytrwały w
      podobnej sytuacji. Nie oddają dzieci, bo albo nie chcą, albo nie
      mogą, i muszą codziennie zmagać się z tragedią.

    • sany666 Dzieci to nieszczęście ludzkości 31.07.08, 02:04
      Stanisław Przybyszewski.
      Od siebie jeszcze dodam, że macica to nieszczęście większe - nie dość, że
      skutkuje produkcją dzieci, to jeszcze nie da sobie przetłumaczyć poglądu
      Przybyszewskiego, przykładając do rodzenia wrog ą jej przecież ideologię
      religijną.
      Tu gdzie mieszkam, wszyscy kochają dzieci. I bardzo dobrze. Tylko że tłumy
      downów na wózkach i pchające je mamy to już chyba nie tak dobrze. Pół biedy,
      jeśli - jak tutaj - za wszystko płaci państwo i dla niektórych (większości?)
      mam zdaje się to być sposobem na życie. Ale dobrobyt już się kończy. Co potem?
      Pewnym wytłumaczeniem może być całkowity zakaz aborcji, ale przecież Anglia od
      niego wolna jest tuż za miedzą. Więc może jednak najsilniejszy instynkt
      ludzkiej małpy?
      Nie mądrzej chorobie (posiadania dzieci w każdym stanie) zapobiegać, niż
      leczyć? I tylko nie mówcie mi, co o tym głosi ta, czy inna religia. Większość
      religii została wymyślona przez ascetycznych samców. Prawdopodobnie na pohybel
      kobietom i dzieciom.
      • maciekk6 Re: Dzieci to nieszczęście ludzkości 31.07.08, 08:10
        Pana Przybyszewskiego zrobiono na próbę i zapomniano udusić ...
        • sany666 Re: Dzieci to nieszczęście ludzkości 31.07.08, 11:13
          Mówisz na podstawie swojego przypadku?
          A gdzie twoje wiersze, ciołku-matołku?
    • polestar Wybór Julii 31.07.08, 03:52
      przeczytawszy artykuł i przejrzawszy komentarze, zaczęło zastanawiac mnie jedno: ile spośród osób oburzonych i potepiejących decyzję tej kobiety ma wogóle jakiekolwiek argumenty? jaka jest podstawa tego by sądzić, że wasza moralność jest moralnością która powinna obowiązywać tez innych? osobiście wierzę w boga, w dobro obiektywne i na tej podstawie twierdzę, że jej zachowanie było złe. ale nie twierdzę, że nie było normalne.

      raz w życiu miałam kontakt z dzieckiem upośledzonym, bardzo krótki zresztą, ale wystarczający by zrozumieć to co pisze ta kobieta. szczerze mówiąc, nawet mnie to nie oburzyło, po prostu wydaje mi się że sama przechodziłabym przez podobne myśli, podobne odczucia. niektórym może miłość do takiego dziecka przyszłaby naturalnie, ale mnie chyba nie, co nie znaczy że nie starałabym się tego zmienić. mi tez wygodniej by było dziecko gdzieś oddać, udawać że się nie urodziło, zapomnieć jak najszybciej i mieć spokój, mieszkając w pałacyku z piernika. zbyt często jednak to co wygodne utożsamiamy z tym co rzeczywiście jest słuszne. miłość do ludzi wcale nie jest rzeczą naturalną, wcale nie jest prosta. trzeba się na to zdecydować i powziąć określone kroki. trzeba się o to modlić.

      zajrzałam na bloga tej kobiety wychowującej dzieczynkę i myślę że widzę już obrazek, a nie tylko poszczególne puzzle. swoim życiem niesamowicie świadczy o bogu. może ta dziewczynka dzięki niej, w stopniu w jakim jej wybrakowany mózg na to pozwoli, pozna Jezusa, będzie zbawiona. a to znacznie więcej niż posiadanie całego mózgu w tym życiu, posada dyrektora szkoły i piękny dom z kwiatkami.
      • zedisdead Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:11
        Cóż kiedyś GW czytałem artykuł o niesamowitych możliwościach przemiany i zmiany
        przystosowań obszarów mózgu. Była tam opisana kobieta która normalnie miał
        rozwinięte wszystkie czynności mózgu i była zupełnie normalna tyle że właśnie od
        urodzenia miała tylko jedna półkulę. Był to bardzo rzadki przypadek. Możliwe
        jest też że ta dziewczynka przy odpowiedniej rehabilitacji też może być normalna.
    • osmanthus Wybór Julii 31.07.08, 06:06
      Artykul w Wysokich obcasach jest moim zdaniem nierzetelny.

      W linku ponizej znajdziecie moj wpis na forum dziecko z linkami do
      oryginalnych artykulow zamieszonych w prasie brytyjskiej (pierwszy z
      2004 roku).
      3 link przedstawia sytuacje z punktu widzenia 2 matek, biologicznej
      i zastepczej.
      Bo jakos tak dziwnie sie stalo, ze autorka artykulu w WO zapomniala
      napisac, ze Immi funkcjonuje teraz w "extended family" -w zwiazku ze
      zmiana przepisow dotyczacych guardianship obie matki maja rowne
      prawa rodzicielskie. Rodzina Julii, wlaczajac to dziadkow utrzymuje
      aktywny kontakt z Immi i z Tania (mama zastepcza), Immi jest
      zabierana regularnie do domu swojej biologicznej matki, Julia wozi
      Immi na terapie muzyczna i do osrodka opieki.W artykule nie wspomina
      sie rowniez o tak prozaicznej sprawiej jak to, ze Tania jako
      zastepcza matka i w dodatku single, ma dostep do calego szeregu
      swiadczen, do ktorych rodzina Hollander nie mialaby dostepu.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=82707789&a=82753484
      • bubster Re: Wybór Julii 31.07.08, 07:38
        Jeżeli rzeczywiście jest tak, jak napisałaś, to po prostu "nie
        pasowało to" do artykułu - nie byłby tak szokujący, nieprawdaż?
    • ashanti77 Wybór Julii 31.07.08, 06:33
      A ja tylko powiem tyle: z punktu widzenia reinkarnacji, przyczyny
      dla ktorych ludzie sa doswiadczani zdrowotnie (niepelnosprawnosc,
      ciezka, nieuleczalna choroba) czy w jakikolwiek inny sposob tkwia w
      poprzedniej czy poprzednich inkarnacjach. Byc moze w poprzednim
      zyciu Imogena byla tyranem, oprawca, morderca (a moze i wyrodna
      matka?) i jest teraz jej karma doswiadczyc zycia bez mozgu i
      najlepsze, co ludzie moga dla niej i jej podobnym zrobic to okazac
      wspolczucie, czyli 'compassion', jak zaklada buddyzm. Nie nam jest
      tak naprawde oceniac postawe jej biologicznej matki, ktora (jak
      kazda matka) posluzyla jako narzedzie do powolania Imogeny do zycia
      i tym samym wypelnienia jej nieslychanie trudnej karmy. Julia
      wybrala mniejsze zlo ratujac reszte swojej rodziny a Imogena nie
      poniosla na tym, jako osoba nieswiadoma, zadnego uszczerbku. Jesli
      Julia nie sprostala obowiazkowi bycia matka dla niepelnosprawnego
      dziecka to dlatego, ze jej 'dusza' /soul nie osiagnela (jak zreszta
      wiekszosc ludzi) jeszcze tego poziomu ewolucji. W nastepnej
      inkarnacji bedzie miala dokladnie te sama 'lekcje' do przerobienia z
      racji swojej rownie trudnej co Imogena karmy a nasze stworzone jakby
      nie bylo przez ludzi a po smierci nieobowiazujace normy etyczne i
      wynikajacy z nich ostracyzm nie maja tu ostatecznie najmniejszego
      znaczenia.
      • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 07:42
        Czy nie jest neipojete istnienie "religii" , która nie ocenia?:D
    • ziemowit_pl Wybór Julii 31.07.08, 06:47
      dla mnie to co ta kobieta zrobiła to chamstwo i prymitywny cynizm. dawno temu
      powinni jej podwiązać jajniki,lub wysterylizować jak tysiącom innych kobiet
      które zapomniały po co przyszły na świat i że ktoś je urodził i wychował. bycie
      kobietą spełnia się tylko w macierzyństwie. a dziecko to nie zabawka którą się
      porzuca gdy się znudzi. pocieszające jest to że to żałosne babsko wyląduje
      kiedyś w domu starców wśród innych stetryczałych starych bab które nic tak
      naprawdę w swoim życiu nie zrobiły i które nie są nikomu potrzebne.
      a tak miedzy normalnymi ludżmi ojcami i matkami medycyna robi wielkie postępy i
      możliwe jest już teraz ograniczenie choroby a niedługo jej zahamowanie lub
      wyleczenie
      • bubster Re: Wybór Julii 31.07.08, 07:37
        kobieta sprawdza się tylko jako matka
        plemnik to człowiek
        ginekolog to komunista
      • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 07:48
        możliwe jest już teraz ograniczenie choroby a niedługo jej
        zahamowanie lub
        > wyleczenie

        Tak, na pewno mozliwe jest wyprodukowanie sztucznego mózgu w ciągu
        najblizszych kilku lat...

        Ile niepełnosprawncyh dzieci wychowujesz, wspaniały polski
        męzczyzno, który przypomina innym po co przyszli na swiat?
      • alikmix Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:01
        bycie kobietą spełnia się tylko w macierzyństwie ??? puk, puk ... wróć ze
        średniowiecza i do tego pisze to facet ... nie wiem czy mam śmiać czy płakać ...
        jestem kobietą, pomimo, że nick wskazuje na faceta
    • tanebo Wybór Julii 31.07.08, 07:02
      Niedawno przetoczyła się dyskusja o aborcji. Przeciwnicy prawa do niej
      argumentowali że przecież dziewczyna może oddać dziecko do adopcji. I jak by na
      tym wyszła? Pewnie znaczna część tych którzy siedzą wygodnie w domkach pewnie
      nazwaliby ją wyrodną matką... tak przynajmniej można sądzić po waszych postach.
      • hermina5 Bardzo mądry wpis dla podsumowania tej dyskusji 31.07.08, 07:46
        I trudno sie było pomylić -więszkość opinii o III Rzeszy, wyrodnych
        sukach itp -ada tu z ust męzczyzn. No cóz, nie daj Boze, zeby mieli
        się przekonać o swojej odpowiedzialnosci w rzeczywistosci, bo zaden
        nie sprosta
        • hypate ciekawe ilu facetów osądzających tę kobietę 31.07.08, 11:48
          zostałoby z żoną, gdyby urodziła dziecko z poważnym upośledzeniem. mogę się założyć, że większość z nich w najlepszym przypadku odsunęłaby się od żony, zostawiając ją samą z opieką nad takim dzieckiem, a w najgorszym przypadku sprawa skończyłaby się rozwodem i całkowitym zerwaniem kontaktu. Tacy, co - jak to mówią katolicy - pomogliby jej nieść ten krzyż (hłe hłe), to zapewne garstka.
          I ciekawe co zrobiłby typowy internetowy obrońca życia, gdyby jego dziewczyna "zaszła"? Mam wrażenie, że już by nie była jego dziewczyną i zostaąłby sama z problemem.

          Swoją drogą, jak już osądzać, to czemu tylko tę kobietę? Ona ma męża, któy kazał jej wybrać: ja albo dziecko. Ba, chciał to dziecko udusić poduszką.
        • katol_kk Re: Bardzo mądry wpis dla podsumowania tej dyskus 31.07.08, 13:25
          hermina5 napisała:

          > I trudno sie było pomylić -więszkość opinii o III Rzeszy, wyrodnych
          > sukach itp -ada tu z ust męzczyzn. No cóz, nie daj Boze, zeby mieli
          > się przekonać o swojej odpowiedzialnosci w rzeczywistosci, bo zaden
          > nie sprosta

          Po raz kolejny piszesz o tym, jak to faceci są nieodpowiedzialni i nie są w
          stanie sprostać trudnym wyzwaniom. Pewnie masz rację - może masz jakieś złe
          doświadczenia i to daje Ci prawo tak myśleć.
          Zastanawiam się tylko, czy to, że faceci są w większości niewystarczająco
          dojrzali emocjonalnie może być argumentem w dyskusjach takich jak ta, czy ta o
          aborcji? - z tego co pamiętam używałaś tych właśnie argumentów w tamtej dyskusji.
          Z doświadczenia wiem, że im większe wyzwania stawia się facetom, tym lepiej oni
          na tym wychodzą. Może więc lepiej zadbać o rozwój emocjonalny brzydkiej płci niż
          stwierdzić, że postęp w tej dziedzinie jest niemożliwy.
          • iluminacja256 Re: Bardzo mądry wpis dla podsumowania tej dyskus 31.07.08, 14:28
            Zastanawiam się tylko, czy to, że faceci są w większości
            niewystarczająco
            > dojrzali emocjonalnie może być argumentem w dyskusjach takich jak
            ta, czy ta o
            > aborcji? -

            o nie jest argument, ale fakt. Z tego wynika cała dyskusja, która
            stanowi o podówjnych standartach moralnych w takim dyskutowaniu -
            kobieta jest suką i wredną nemdą niezaleznie od tego czy podda sie
            aborcji czy odda do adopcji - to widac na przykładzie tych dyskusji.
            I najchętniej jako taką oceniają ja męzczyżni, którzy sami stosuja
            podwójny standart - twierdzą, ze kobnieta ma w genach poswięcanie
            sie za 10 mezcyzzn, a to bzdura. I nigdzie nei stawiam tezy o
            niedojrzałosci emocjonalnej meżczyzn - oni sami zazwyczaj przyjmują
            taką postawę doskonale wiedząc jak jest wygodna .
            • katol_kk Re: Bardzo mądry wpis dla podsumowania tej dyskus 31.07.08, 15:07
              iluminacja256 napisał:


              > kobieta jest suką i wredną nemdą niezaleznie od tego czy podda sie
              > aborcji czy odda do adopcji - to widac na przykładzie tych dyskusji.

              Zupełnie nie zgadzam się z taką oceną.

              > I najchętniej jako taką oceniają ja męzczyżni, którzy sami stosuja
              > podwójny standart - twierdzą, ze kobnieta ma w genach poswięcanie
              > sie za 10 mezcyzzn, a to bzdura.

              Którzy mężczyźni tak twierdzą? Myślę, że poniosło Cię w generalizowaniu. W Twoim
              tonie wyczuwam ostrą niechęć do męskiej części społeczeństwa. Według mnie taka
              niechęć zaburza prawdziwy obraz.

              > oni sami zazwyczaj przyjmują
              > taką postawę doskonale wiedząc jak jest wygodna .

              No i to jest złe. Ale to można zmienić. Można sprawić, że faceci będą pracować
              nad sobą. Należy tylko pokazywać im, że muszą ponosić konsekwencje swoich
              wyborów. Odpowiedzialność jest również dla nich, nie tylko dla kobiet.
      • ml130676 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:45
        Każda z opcji jest zła - aborcja czy oddanie do adopcji lub, jak w
        przypadku tego artykułu, umieszczenie z zastępczej matki, bo matka
        biologiczna pozbywa się własnego dziecka. Czy dziecko jest winne, że
        kobieta nie zastosowała odpowiedniej antykoncepcji wzgl. że urodziło
        się niepełnosprawne? Obojętnie, jaki będzie finał sprawy, pozbywanie
        się kogoś bliskiego jest ZŁE. Jakby się nie usprawiedliwiać. Za parę
        lat może się okazać,że zdrowe córki bohaterki tego artykułu
        zrozumieją, że ich matka postąpiła niegodnie i ją znienawidzą. Bo
        wyobraźnia zacznie im podpowiadać, że taki los spotkałby być może
        każdą z nich, jeśliby tylko urodziła się z defektem.
        • hermina5 Re: Wybór Julii 31.07.08, 08:53
          lat może się okazać,że zdrowe córki bohaterki tego artykułu
          > zrozumieją, że ich matka postąpiła niegodnie i ją znienawidzą

          Jasne, tylko matka, matka, matka, jakby to tylko matka miała dzieci
          sama ze sobą ...A nie zaastanoiwłeś sie, ze dzieci to dzieci i
          równei silnie potrafią meic matce czy rodzicom za złe, ze się ich
          zaniedbuje , bo 24 godziny na dobę zajmuje się chorym dzieckiem? I
          dziexciaki sa okrutne, nienawidzą za to własnie chorą siostrę, tym
          nieciekawiej, z e zupełnie bezbronną.

          a gdyby ta matka popadła w taką depresją, z enie byłaby w stanie
          wstać z łózka? To nzów tzreba by było winic ją i tylko ją?

          Ludzie, obudxcie sie , kobiety to tez ludzie i tylko ludzie - nie są
          niewyczerpanym poświeceniem. I to nie jest defekr, ale powazna ,
          wymagajaca non stop opieki choroba bez zadnych rokowań na poprawę .

          Defekt to moze byc rozszczep wargi. A nienawisc w dzieciach budzi
          się z braku rozmowy i tłumaczenia czegokolwiek - taka sama awantura
          przewaliła sie o Alicję tysiąc, ale jakoś nikomu nie przyszło do
          glowy, ze matka juz dawno z nia przedyskutowała sprawę .

          • katol_kk Re: Wybór Julii 31.07.08, 13:30
            hermina5 napisała:

            > Jasne, tylko matka, matka, matka, jakby to tylko matka miała dzieci
            > sama ze sobą ...

            Masz rację! Ale zwracam uwagę, że to matka napisała książkę i to matka występuje
            w telewizji i gazetach - pewnie dlatego wszyscy skupiają się tu na niej.

            Ojciec ma według mnie taką samą odpowiedzialność jak ona. To, że kazał jej
            wybierać między nim a córką świadczy o jego ogromnej niedojrzałości emocjonalnej.

        • twojafantazja Re: Wybór Julii 31.07.08, 10:12
          Ale dlaczego adopcja jest wg Ciebie zła?
          Jeżeli rodzice adopcyjni są sprawdzeni,nie mają nałogów itp. to co do licha
          ciężkiego jest złego w adopcji???Naprawdę nie rozumiem.
      • galopujaca.zyrafa Re: Wybór Julii 31.07.08, 09:21
        Wiesz, oczywiscie najlepiej, jakby wychowala sama, ale jesli nie
        moze, z dwojga zlego lepiej, jak odda dziecko do adopcji niz jak
        zabije. Tylko to pytanie jest troche nieuczciwie postawione, bo w
        odroznieniu od decyzji o adopcji, o aborcji u danej kobiety
        wiekszosc ludzi wokol po prostu nie wie. Jesliby wiedzieli i jesliby
        zdawali sobie rowniez w pelni sprawe, co to znaczy (np. gdyby weszlo
        u nas prawo z USA, stanu Dakota Poludniowa, w ktorym ginekolog przed
        dokonaniem aborcji jest zobowiazany do poinformowania kobiety, ze
        chodzi o zabicie czlowieka), potepienie tez by bylo i to wieksze.

        Co do meritum - biorac pod uwage caloksztalt tej historii, jestem
        przekonana, ze dla Immie jest lepiej, ze opiekuje sie nia ktos inny.
        Tylko nie widze tu miejsca na pochwale postawy matki Immie i jej
        meza oraz jej ksiazki.
    • gospodarz Wybór Julii 31.07.08, 07:45
      A tak na marginesie całej dyskusji. To mam nieodparte wrażenie, że w naszym
      kraju o matce, która zabije swoje dziecko mówi się lepiej niż o tej, która
      oddała dziecko do adopcji.
    • basia328 Wybór Julii 31.07.08, 07:53

    • zbawieni co dalej 31.07.08, 07:59
      Jaki plan Gazety na kolejne dni? Pewnie jutro kolejny chwytający za
      serce artykuł o aborcji (koniecznie z wypowiedzią księdza
      nastawionego pro), pojutrze obowiązkowo coś o homoseksualiźmie
      (najlepiej coś o najnowszych odkryciach, że jest wrodzony).
      I tak w kółko i interes się kręci. Społeczeństwo się zmienia. Ktoś
      zaciera rączki.

      zbawieni.blox.pl
      • zewszad_i_znikad Re: co dalej 31.07.08, 10:15
        zbawieni napisał:

        > Jaki plan Gazety na kolejne dni? Pewnie jutro kolejny chwytający
        za
        > serce artykuł o aborcji (koniecznie z wypowiedzią księdza
        > nastawionego pro), pojutrze obowiązkowo coś o homoseksualiźmie
        > (najlepiej coś o najnowszych odkryciach, że jest wrodzony).
        > I tak w kółko i interes się kręci. Społeczeństwo się zmienia. Ktoś
        > zaciera rączki.

        Może tak: O CZYM wolno Gazecie.pl napisać, żebyś nie uznał, że
        to "propagowanie zboczeń"? O lustracji? Najwyraźniej "niesłusznym"
        mediom nawet nie wolno istnieć, bo jakiego tematu by nie poruszyły,
        i tak będzie źle? Nie odpowiada ci, nie czytaj!

        Ja tu nie widzę żadnego gloryfikowania postawy tej kobiety. Ja tu
        widzę przedstawienie historii, żeby także Polacy mogli się z nią
        zapoznać i dyskutować nad nią. Rozumiem zachowanie tej kobiety, jej
        sposób mówienia o tym już trudno mi przyjąć - dobrze, przyjmijmy
        tymczasowo, że postąpiła źle. I co z tego? Nie wolno wiedzieć i
        dyskutować o tym, że ktoś zrobił coś złego? Bo to zgorszenie?
    • dominik7-0 Pytam się: Po co Ona sie decydowała na dziecko ??? 31.07.08, 08:02
      Po co? Decyzja o dziecku to wzięcie pod uwagę między innymi, właśnie
      takiej opcji: Co zrobie jak będzie miało jakieś upośledzenie???Gdy
      bedzie chore???
      A Ona je wyrzuciła jak zabawkę. Co to wogóle za tabu? To po prostu
      znak naszych czasów: wściekły konsumpcjonizm pędzący DONIKĄD.
      • cailith_18 Re: Pytam się: Po co Ona sie decydowała na dzieck 31.07.08, 11:25
        dominik7-0 napisał:

        > Po co? Decyzja o dziecku to wzięcie pod uwagę między innymi, właśnie
        > takiej opcji: Co zrobie jak będzie miało jakieś upośledzenie???Gdy
        > bedzie chore???
        > A Ona je wyrzuciła jak zabawkę. Co to wogóle za tabu? To po prostu
        > znak naszych czasów: wściekły konsumpcjonizm pędzący DONIKĄD.

        I tu się bardzo grubo mylisz. Jakoś umknęło Ci najwyraźniej to, że ta kobieta
        PRÓBOWAŁA opiekować się bardzo ciężko upośledzoną córką przez rok. Po prostu
        uważasz, że każda kobieta ma się opiekować dzieckiem, nieważne jakie ono będzie.
        A gdzie ojciec? To tylko kobiety mają takie obowiązki, tak? Jak jedna oddała
        swoje dziecko zamiast je udusić i schować w beczce po kapuście, bo nie podołała
        opiece nad nim, to straszna zbrodnia, prawda? Lepiej dla dziecka, żeby żyło
        otoczone opieką kogoś, kto sobie z tą opieką radzi, nie widzisz tego?
        Niestety, odnoszę wrażenie, że mężczyzna nigdy nie zrozumie cierpienia kobiety,
        która po dziewięciu miesiącach noszenia dziecka pod sercem musi zmagać się z
        trudem opiekowania się tak ciężko upośledzonym noworodkiem.
      • ilka.b Re: Pytam się: Po co Ona sie decydowała na dzieck 31.07.08, 11:49
        Dokładnie masz rację,
        skoro chciała mieć dziecko to powinna brać pod uwagę to, że
        nie koniecznie dziecko urodzi się zdrowe i "PIĘKNE"!!
        tak jak to sobie wymarzyła:/. TABU? jakie TABU? to nie jest TABU
        tylko POZBYCIE SIĘ PROBLEMU.
        NIE ZROZUMIE takich LUDZI bo w czym te CIĘŻKO chore dzieciaczki są
        winne? i odrazu skazuje się je na ODRZUCENIE!! a je właśnie powinno się jeszcze
        bardziej kochać!!. piszcie sobie co chcecie ale to nie TABU tylko pójście na
        łatwiznę i pozbycie się problemu, a ONA pisząc tą książkę próbuje się WYBIELIĆ
        WYTŁUMACZYĆ.
        moim zdaniem jest ONA PUSTĄ POZBAWIONĄ UCZUĆ KOBIETĄ BO było jej ciężko i
        postanowiła oddać chore dziecko to nie jest żadne wytłumaczenie.
    • satelitka1 Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpitala to 31.07.08, 08:14
      jej córka też zapomni ją odebrac...Czym skorupka za młodu nasiąknie itd. Jaką
      trzeba mieć odwagę by porzucić własne - chore dziecko? A może ci "odważniejsi"
      je zabijają? ( w więzieniach pełno takich "bohaterów"). To może "odważnie"
      trzeba eliminować starców, chorych i kalekich? Odwaga a zwyrodnienie to dwie
      rózne sprawy. I babsko jeszcze sławne...Żenada
      • smutek20 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 08:21
        W tym roku na wakcjach niedaleko był osrodek dla niepełnosprawnych dzieci....na
        plazy matku udreczone , ze swoimi dziecmi roslinkami...ciagneły wozki,
        przenosiły dzieci na kocyk , podcierały , karmiły...bo dzieci roslinki...i nie
        wszystkie to niemowlaczki ale majace po 10, 16 lat...
        ja je podziwiałam i im współczulam ...za poswiecenie, za brak juz wlasnego
        zycia...te matki to bohaterki o których nikt nigdy nie usłyszy...poswieciły
        swoje zycie dla swoich dzieci roslinek...
        to ich wybór i to traigcznie ciezki jak moge sie domyslac...
        ja widzac na plazy jak to wygladało....rozumiem osoby, ktore nie sa w stanie
        poswiecic swojegfo zycia aby opiekowac sie dzieckiem roslinka...rozumiem to...i
        nie potepiam nikogo za decyzje jakie podejmuje
        • ml130676 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 08:47
          Tylko po co gloryfikować kogoś za to, że się pozbył problemu?
          • hermina5 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 08:57
            Nie gloryfikowac, ale o tym mówić . Oceny typu wyrodna suka mówią o
            tym najlepeij - to poswięcenie całego zycia uznaje się za normę ,
            ale tylko dla kobiet. A jesli jakaś nie chce - to egoistyczna
            swiania. Czy ty myslisz, ze dla tej kobiety to było łatwe, stało si
            z dnia na dzięń?
            • ml130676 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 10:24
              Przeczytaj jeszcze raz artykuł i zrozum wreszcie motywację tej pani -
              koniec imprez ze znajomymi, niezadowolony mąż, nieszczęśliwe
              starsze dziecko, niemożność kontynuowania kariery. Dziwię się, swoją
              drogą, że tę panią bronią osoby, które w większości są katolikami, a
              nie widzą, że postępowanie tej angielskiej matki jest dalekie od
              tego, czego nas uczy Biblia.
              • hermina5 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 10:35
                Przeczytałam ten artykuł kilkakrotnie i nie znalazłam :

                a) ubolewania na koniec imprez

                b) męza który jest " niezadowolony " z dziecka

                c) niemoznosci kontynuowania kariery

                Znalazałm za to kobietę, która nagle zderzyła się ze scianą i na
                która pospało się wszystko - rola opiekunki, pocieszaczki,
                scalajacej rodzinę,majacej jednoczesnei uniesc frustrację męza oraz
                swoją oraz frustrację i bunt starszej córki , a wszystko to przy
                codzinnym, neiustajacym płaczu dziecka, z którym nei mozna nawiazać
                zadnego kontaktu.
                To znalazłam, widać ty czytałeś jakiś inny artykuł, o dyskotykowej
                młodziezy, która chce imprezować .


                PS. Nie jestem katolikiem , ale ocenianie przez katolików tej pani
                tak jak ją oceniaja, uwazam, za sprzeczne z podstawowym zdaneim ,
                które wyglasza w Biblii niejaki Jezus z Nazaretu " Nie sądzcie,
                abyscie nie buyli sadzeni" oraz " widzisz żdzblo w oku blizniego, a
                niewidzisz belki w swoim"


                • bambussi Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 11:59
                  hermina5 napisała:

                  > Przeczytałam ten artykuł kilkakrotnie i nie znalazłam :

                  > b) męza który jest " niezadowolony " z dziecka

                  "To Jay pierwszy postawił żonę przed wyborem: albo Immie, albo ja.
                  To on pierwszy zasugerował, że Immie niszczy ich rodzinę. To on
                  rzucił pomysł, żeby udusić ją poduszką - skrócić cierpienie dziecka,
                  a także ich wszystkich. 'Dzieci w tym wieku umierają śmiercią
                  łóżeczkową, nikt się nie pozna'."

                  na drugi raz postaraj sie czytać ze zrozumieniem...
                  • iluminacja256 Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 14:30
                    >na drugi raz postaraj sie czytać ze zrozumieniem...


                    Ty to nazywasz niezadowoleniem z dziecka? Moglabym to nazwać
                    przerównie, ale na pewno nie - NIEZADOWOLENIEM.

                • katol_kk Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 13:43
                  hermina5 napisała:

                  >
                  > b) męza który jest " niezadowolony " z dziecka

                  Zdaje się, że powiedział jej "ja albo dziecko" - ciekawy sposób na pokazanie
                  zadowolenia z dziecka...

                  > PS. Nie jestem katolikiem , ale ocenianie przez katolików tej pani
                  > tak jak ją oceniaja, uwazam, za sprzeczne z podstawowym zdaneim ,
                  > które wyglasza w Biblii niejaki Jezus z Nazaretu " Nie sądzcie,
                  > abyscie nie buyli sadzeni" oraz " widzisz żdzblo w oku blizniego, a
                  > niewidzisz belki w swoim"
                  >
                  >
      • annie_laurie_starr Nie podziwiam nie potepiam 31.07.08, 08:30
        Jestem w stanie intelektualnie zrozumiec oddanie dziecka, bo ktos sobie nie
        radzi. Ale nie jestem w stanie zrozumiec stawiania zwiazku z mezczyzna wyzej
        niz macierzynstwa. Ja chyba nie moglabym byc kims takim jak Jay. Najbardziej
        dobilo mnie to jego szukanie artykulow o rodzicach, ktorzy takie dziecko zabili.
        • rikol Re: Nie podziwiam nie potepiam 31.07.08, 14:40
          Ludzie zabijaja nawet zdrowe dzieci, czy to jest mniej oburzajace?
      • p.s.j Re: Potworzyca, a jak na starośc trafi do szpital 31.07.08, 15:03
        O, to, to! To właśnie! Nie chciała mieć dziecka bez mózgu, więc teraz na starość
        dziecko bez mózgu, które jest w stanie co najwyżej raczkować po podłodze do
        końca swego żywota, nie poda jej szklanki wody! Oto koronny argument przeciwko
        oddawaniu do adopcji!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka