Dodaj do ulubionych

KONIEC małżeństwa?? - długie

23.07.07, 02:17
ostatnio na tym forum umieściłam post, pt. Totalny WKURW!!”:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=66168654&wv.x=1&a=66168654
teraz napiszę wam dalszy Ciąg historii ale pierw chcę powiedzieć że mieszkam
u teściów z mężem. Teść jest okropny, uprzykrza nam życie, wyzywa męża nawet
przy ludziach o byle co nawet o to gdy mąż ma inne zdanie niż teść. Teściowa
sama ze swoim mężem nie może wytrzymać, nie interesuje się nim, ma go daleko
w d.... Teść parę razy startował do mnie z głupimi tekstami. Między mną a
mężem zaczęło się psuć, żyjemy w stresie, po takim dniu z teściem, jesteśmy
strasznie zdenerwowani, często kłócimy się. Mieliśmy możliwość mieć własne
mieszkanie, bo mój tato chciał nam kupić w prezencie ślubnym, mąż odmówił –
nie chciał przyjąć tak drogiego prezentu bo ma w sobie wyrobione coś takiego
że boi się że później zostanie mu to wypomniane, że coś dostał. Tak go ojciec
nauczył, jak coś dostał to później jego ojciec mówił „a widzisz a ja Ci to
czy to kupiłem ...” itp. Teraz na mieszkanie nas nie stać, mój tato
mieszkania już nie kupi bo ich cena prawie drugie tyle wzrosła, a po drugie w
moim małżeństwie jest nie za wesoło i nie wiadomo co dalej będzie.
Otóż wracając do tego weekendu pod namiotami nad wodą, pojechaliśmy w piątek,
godzinkę później dołączył do nas kolega męża, mąż miał z nim wędkować i robił
to popijając piwo (miał 12 puszek piwa) ze mnie interesu nie miał, siedziałam
sobie na leżaczku ok. 3 metrów od nich, mąż siedział z kolegą na jednym
kamieniu – czułam się odrzucona, wreszcie poszłam spać do namiotu a mąż
oczywiście zasnął wypity na leżaku ok. godz. 24ej zaprowadziłam go do
namiotu. Następnego dnia kolega męża z samego rana pojechał do domu,
zostaliśmy sami z mężem, no ale cóż dla niego były ważne ryby a ja sobie
siedziałam a to na leżaku a to w namiocie, brodziłam po wodzie. Mąż zero
zainteresowania, myślałam że przejdziemy się wzdłuż plaży albo razem
popływamy. Nawet mało co się odzywał bo albo był zapatrzony w wędkę albo
spał. Do domu mieliśmy wrócić o 24ej, poprosiłam męża abyśmy o 23.30
wyjechali, zależało mi aby być jak najwcześniej w domu, bo chciałam się
porządnie wyspać, zwłaszcza że poprzedniej nocy nie wyspałam się dobrze pod
namiotem, Niestety mąż nie chciał zgodzić się na to abyśmy o te 30 min
wcześniej wyjechali, a wiedział że mi na tym zależy, bo na drugi dzień o
godz.9ej była msza za moją zmarłą Mamę, więc chciałam wyprasować jeszcze
ubrania, wykąpać się i przede wszystkim wyspać się. I o te 30 min zrobiła się
wielka awantura, że aż mąż zaczął zwijać namiot i chciał już jechać do domu o
16e. Jednak jakoś go przekonałam abyśmy jeszcze z godzinkę zostali i
dokończyli grillowanie.
Dziś niedziela – rano pojechaliśmy na mszę, po mszy ok 15ej był festyn. Z
początku było fajnie, do momentu kiedy mój mąż zaczął przesadzać z alkoholem,
prosiłam aby przestał już pić bo zatacza się i używa brzydkich słów w
obecności mojej rodziny. Nie posłuchał mnie, stawiał się do mnie na oczach
rodziny, nawet mój tato zwrócił mu uwagę aby zachowywał się grzecznie, mąż
wtedy chciał wejść z moim tatą w dyskusję, tato jasno mu powiedział że nie ma
sprawy pogada z nim ale jak wytrzeźwieje (mój mąż). I chciał odejść wtedy mój
mąż złapał go i przyciągnął do siebie (troszkę szarpnął bo mojemu tacie aż
zegarek się odpiął). Mimo wszystko tato mój odszedł – poszedł do domu. Ja
męża też chciałam zgarnąć do domu bo miał już sporo wypite. Mąż wpadł w
nerwę, wstał cisnął piwem o ziemię ale poszedł ze mną do domu (mój rodzinny
dom), bo chciał dokończyć rozmowę z moim tatą. Wszedł do pokoju mojego taty,
kazał mu usiąść na fotelu bo chciał z nim pogadać, mnie mąż wyprosił z
pokoju, bo chciał rozmawiać z nim bez mojej obecności, gdy weszłam do pokoju
to mnie lekko wypchnął i trzasnął za mną drzwiami (drzwiami od pokoju mojego
taty). Chcąc słyszeć co mówi mojemu tacie stanęłam za drzwiami i
nasłuchiwałam – i wiecie co?? ... ale mój mąż na mnie narzekał, żalił się że
mu nie robię codziennie śniadań, że nie zawsze obiad nakładam mu na talerz,
że w piątek wyszłam z domu i nie powiedziałam gdzie idę i wróciłam po ok 4
godzinach. To mi się zdarzyło raz, wyszłam wkurzona z domu bo mąż zabrał się
i pojechał z kumplem na ryby a ja zostałam sam na sam z teściem, więc
zabrałam się i wyszłam do koleżanki. A jemu takie wypady parę razy się
zdarzyły np. wyszedł z domu pod pretekstem że idzie na 10 min do sklepu i
wracał po 5 godzinach po 10 godzinach wypity (był z kumplami) dwa razy na noc
nie wrócił do domu i to według niego jest ok. A ja wyszłam raz bez wieści na
4 godzinki jakie hallo robi, że ojcu mojemu się żali z tego, że on się tak o
mnie martwił a ja sobie poszłam nie mówiąc gdzie. Zaczął żalić się że mało
współżyjemy, że dzieci nie ma bo ja każę mu zakładać prezerwatywę. Ludzie
kochani i on takie rzeczy, takie szczegóły z naszego życia intymnego mówił
mojemu tacie. To powinno być tylko między nami. A tak w ogóle to prawda mało
współżyjemy ale dlatego że tak jak już pisałam mieszkam z teściami, teść
wyprowadza mnie z równowagi, męża również, żyjemy w stresie, odczuwam to na
własnej skórze, zrobiłam się nerwowa, mąż również, są kłótnie, na dodatek
straciłam pracę jestem bezrobotna – ten fakt też mnie dobija, zwłaszcza że
mąż wytyka mi moje bezrobocie. Staram się, szukam pracy, ciężko jest, z miła
chcę chęcią poszłabym do pracy, przynajmniej wyrwałabym się z domu, odpoczęła
od atmosferki jaka w nim panuje. Mąż parę razy mnie okłamał, jak leżałam w
szpitalu on wykorzystał ten moment i jednego dnia jak poszedł z kumplami to
nawet do domu na noc nie wrócił, teściowa dzwoniła do mnie spytać czy mąż śpi
ze mną w szpitalu bo go nie ma w domu. To wszystko sprawiło że powstała we
mnie wewnętrzna blokada, przestałam mieć chęć na taki częsty seks jak był
dotychczas. Mówiłam, tłumaczyłam mężowi czemu tak jest niestety on tego nie
rozumie, tłumaczy to sobie że pewnie już go nie kocham albo mam kochanka. I
wiecie co to wszystko powiedział mojemu tacie. W pracy w której pracowałam
ponad rok czasu, poznałam starszego o 5 lat chłopaka (żonaty, troje dzieci)
nawiązaliśmy przyjaźń (i nic więcej). Fajnie mi się z nim rozmawiało, on zna
moje problemy z mężem, potrafił podtrzymać mnie na duchu, porozmawiać.
Żadnego romansu nie było. Koleżanka z pracy z która miałam zadry
rozpowiedziała po niektórych pracownikach że mamy romans, co jest bzdurą. Ona
mnie nie lubiła, nawet w Internecie zamieściła mój anons, że ja niby szukam
sponsorów że lubię seks itd. podała mój nr gg, codziennie dostawałam mnóstwo
sprośnych wiadomości od chłopaków/mężczyzn musiałam zmienić nr gg. Nawet
jeden z pracowników firmy zaoferował mi seks za pieniądze. Czuję że to
sprawka tej „koleżanki” Odmówiłam Wracając do sprawy mąż wziął kartkę i
zaczął mojemu tacie rozpisywać wszystkie „za” na podstawie których oskarża
mnie o zdradę. Przykro mi się zrobiło a zarazem napłynęła mnie taka
adrenalina wściekłości, że nie wytrzymałam i weszłam do pokoju,. Zadałam
jedno sensowne pytanie mężowi w obecności mojego taty „czy kiedykolwiek
wróciłam z pracy później do domu, albo czy kiedykolwiek wyszłam z domu
wieczorem tak bez niego” odpowiedział że „nie”. Więc mu wtedy wykrzyczałam w
twarz, żeby nie robił ze mnie ku.. bo nigdy go nie zdradziłam. Mąż zaczął
dalej zarzucać mi zdradę, nie wytrzymałam bo to tak jakby na siłę robił ze
mnie kurwę i to w oczach mojego taty. Zaczęłam krzyczeć na niego (nerwy
puściły). Bo ileż można mu tłumaczyć, że żadnego romansu nie było, setki razy
mu to mówiłam, a w tej pracy nie pracuję już z półtorej roku!! A on ciągle
swoje. Powiedziałam mu żeby spojrzał na swoje minusy, na to co on wyczyni
Obserwuj wątek
    • raohszana Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 02:58
      Przeczytawszy co napisałas moge jedno powiedzieć: nie wróże Ci z nim
      przyszłości. Ten człowiek naduzywa alkoholu, jest chorobliwie zazdrosny,
      nieodpowiedzialny i nie szanuje Ciebie ani też nie zwraca uwagi na Twoje
      potrzeby. Ale to już wszystko sama wiesz, prawda? Dopoki on sam nie będzie
      chciał dorosnąc to nic nie zrobisz. A męczyć sie z nim to chyba nie ma sensu.
    • qw994 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 07:30
      Ty naprawdę dalej chcesz być żoną tego kretyna z problemem alkoholowym?
    • pati_31 dalszy ciąg 23.07.07, 08:11
      zaczęłam się bronić, bo on nieustannie zarzucał mi zdradę. ZAWSZE byłam mu
      wierna, nigdy prze nigdy go nie zdradziłam. Były momenty że mąż nie dopuszczał
      mnie do słowa, nerwy puściły, zaczęłam krzyczeć. Wtedy mąż nie wytrzymał wstał
      i wyszedł do korytarza, zaczęłam mu na nowo tłumaczyć, co on wyprawia po co to
      wszystko wywleka, przecież tyle razy mu mówiłam że żadnego romansu nie było,
      prosiłam go aby się uspokoił, ale on dalej ciskał się. Mój tato jest chory na
      serce, został mi tylko on, bo Mama już nie żyje. A on mojego tatę w to wciąga,
      po co? Aby załamał się. To ja sama do taty nie mówiłam całej prawdy jak jest,
      bo mam na względzie jego zdrowie. A mój mąż tak mu wszystko ładnie przedstawił,
      jaką to okropną córkę sobie wychował itd. Siostra nie wytrzymała podeszła do
      niego i powiedziała mu, że jest gó..arzem bo raz że wie że mój tato jest chory
      to jeszcze potrafi mu taką awanturę w domu zrobić a po drugie że jest idiotą bo
      jak śmie oskarżać mnie o zdradę. Mąż wpadł w jeszcze większy szał, tata mój
      próbował go uspokoić, tłumacząc aby zamilkł i nie mówił nic więcej bo późnej
      jak wytrzeźwieje może żałować swych słów, że po pijaku nie ma co rozmawiać.
      Wtedy mój mąż zbliżył się do niego nadstawił twarz i powiedział „jak chcesz to
      mnie uderz”. Siostra zabrała tatę do pokoju, ja zostałam sama w korytarzu z
      mężem. Prosiłam aby przestał, bo to człowiek schorowany, aby poszedł i się
      położył a jak wytrzeźwieje to na spokojnie porozmawiamy. Mąż powiedział że
      gó.. go obchodzi że tato jest chory. Po czym poszedł do łazienki, zamknął się,
      a po chwili wyskoczył przez okno. Wyszłam szybko za nim, bo mimo wszystko
      martwiłam się o niego aby jakieś głupoty nie zrobił bo strasznie był wściekły.
      Wyszedł na drogę mówiąc że idzie piechotą do swojego rodzinnego domu (tam
      właśnie mieszkamy) ok. 10 km dalej. Podeszłam do niego, prosiłam aby się
      zatrzymał, wtedy powiedział „spie..j” nie wytrzymałam uderzyłam go w plecy a
      jak się odwrócił to uderzyłam go w twarz. Wściekł się i powiedział, że jak
      jeszcze raz podniosę na niego rękę to on mi wtedy zajeb... z pięści.
      Powiedział, że przesrałam sobie u niego tym że miałam śmiałość go uderzyć.
      Dodał, że małżeństwo zostało zakończone, że jego noga nie przekroczy progu
      mojego domu bo mój tata i siostra wyzwali go od gó..arzy itp. że potraktowali
      go jak śmiecia. Zaczął mówić, że być może zostanę młodą wdówką i wtedy będę
      mogła wziąć ślub kościelny z innym. Powiedział mi że po tym co mu dziś nagadała
      moja siostra uważa ją za kurwę. I że po dzisiejszej awanturze u mnie w domu
      przestał mnie kochać. Miałam ochotę go jeszcze raz uderzyć ale z trudem
      powstrzymałam się. Po co to wszystko zaczynał, wystarczyło tylko aby na tym
      festynie więcej piw nie pił, a on raz że nie posłuchał to jeszcze mojego tatę
      wciąga w nasze problemy. Odwróciłam się i poszłam do swojego domu a on poszedł
      do swojego.
      • cioccolato_bianco i dobrze, ze koniec n/t 23.07.07, 09:09

      • d.o.s.i.a Re: dalszy ciąg 23.07.07, 09:19
        I chwala Bogu!!!
        • patrykkiwaczek spiesz się 23.07.07, 10:12
          wnoś szybko sprawę o rozwód!!!!!!!!!!
          Dobrze Ci radze im szybciej to zrobisz tym lepiej dla Ciebie
          Nie ma nic gorszego niż facet któremu palma odbija po alkoholu!!!!
          Nie będziesz z nim szczęsliwa!!!
          Dziękuj Bogu, że nie macie dzieci!!!!!!!!
      • frutka1 Re: dalszy ciąg 23.07.07, 18:03
        Na razie sie nie uginaj. Moje małżeństwo trwało 1.5 roku pod jednym dachem z
        teściami. U mnie była troche inna sytuacja ale mimo wszystko nie przetrwało...a
        mieszkalismy ze soba przed slubem jakies 3 lata ale z dala od rodziców i
        tesciow i było wszystko dobrze.
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 10:09
      dziś czuję się fatalnie. Nie wiem co mam myśleć i robić. Ja czułam że nadejdzie
      taki dzień że mąz nie wytrzyma sytuacji jaka panuje w domu (ojciec go wyzywa od
      najgorszych, teść do mnie też używa ostrych słow) atmosfera do nie wytrzymania.
      Akurat zdarzył się festyn opił się, ja się mu sprzeciwiłam prosząc aby więcej
      nie pił. Wtedy nerwy mu puściły i wyrzył się na maksa na mnie. Nie rozumię tego
      przeciez ta sytuacja z tym niby romansem była ponad rok temu i została
      wyjasniona a tu nagle coś w nim ożyło i na nowo zaczął z tym że teraz wciągnął
      w to mojego tatę. Wydaję mi się ze chciał pokazać mojemu tacie że nie jest taki
      zły za jakiego go uważają że ja też jestem zła
      • ade165 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 10:48
        Takie zachowanie jest tapowe dla alkoholika. Zabierz swoje rzeczy i zamieszkaj
        z ojcem. Dobrze Ci radze.
        Moj ojciec byl alkoholikiem i mimo tego, ze to bylo tyle lat temu do dzis snia
        mi sie koszmary.
        Takie wywlekanie historii "wyssanych z palca" to typowe. Niedlugo zacznie Cie
        szantazowac, ze idzie sie zabic..i Ty bedziesz drzala ze strachu przy kazdym
        jego wyjsciu. Poza tym on Cie totalnie "dobija", upodla i dodatkowo wciaga w to
        innych. Niedlugo sama uwierzysz w jego brednie, ze jestes beznadziejna,
        brzydka, do niczego sie nie nadajesz i w ogole zmarnowalas mu zycie..Co jestes
        jeszcze w stanie jeszcze zniesc?
        Pakuj sie i przeprowadzaj do ojca..
        • pati_31 ade165 23.07.07, 11:28
          > Niedlugo zacznie Cie szantażować, że idzie się zabić ...
          > i Ty bedziesz drzala ze strachu przy kazdym jego wyjsciu.

          wczoraj właśnie powiedział że może zostanę młoda wdową i wtedy będę mogła
          poślubić innego w kościele.
          • figgin1 Re: ade165 23.07.07, 16:58
            No i dobrze. Po co taki facet komu?
        • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 11:38
          zdziwiło mnie bo rano mąz do mnie zadzwonił. Na telefon stacjonarny taty, że
          miał śmiałość ale cóż inaczej nie miał jak się ze mną skontaktowac bo moja
          komórka została w naszym domu. Zadzwonił i spokojnie zapytał czy dziś przyjadę
          do naszej miejscowości a jak tak to abym mu przywiozła jego klucze, dokumenty i
          telefon bo zostawił u mojego taty. Ja z wściekłościa wykrzycząłam mu przez
          telefon że jedynie mogę pojechać do domu po swoje rzeczy i nie mam zamiaru mu
          zawozić jego. Jak ma śmiałość to wie gdzie miesza tata i niech sobie sam
          odbierze jak ma śmiałośc po wczorajszym pokazac się na oczy. O dziwo mąż przez
          telefon był grzeczny nie podnosił głosu za to ja nie szczędziłam strun
          głosowych i wykrzyczałam mu że skoro uważa że go zdradziłam to jest skończonym
          kretynem. Mąż powiedział że ma mi za złe bo uderzyłam go w twarz, więc mu
          powiedziałam że sobie sam na to zasłużył bo mnie zbluzgał i wciągnął w nasze
          sprawy moją rodzine w tym schorowanego tatę i dostał też za to że powiedział do
          mnie spie..j. Wykrzyczałam mu to wszystko przez telefon i się rozłączyłam,
          zadzwonił ponownie ale już nie odebrałam telefonu, po paru minutach znów
          zadzwoniłsiostra odebrała i powiedziała że nie ma mnie w domu i się szybko
          rozłączyła
      • mini_kks Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 10:48
        Teraz szybciutko znajdź sobie dobrego adwokata. To najlepsze, co możesz zrobić -
        rozwieśc się. Chyba nie chcesz przepłakać sobie życia?
    • alpepe Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 10:56
      ale o co ci teraz chodzi? Przeczytaj swoje teksty, jakby one nie były twoje i
      biegiem do sądu złożyć pozew. Wyprowadź się, zerwij kontakty, postaraj się o
      szybki rozwód. Nie macie dzieci, to powinno być łatwo. Na wszelki wypadek, gdyby
      ci mąż utrudniał rozstanie, przygotuj pozew o alimenty, to mu się odechce. A
      potem zacznij normalnie żyć!!!
      • tiresias Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 11:37
        a swoją drogą to jeden z ciekawszych trollich 'kawałków' jakie tu czasami
        czytam. dramaticzny.
    • vasalka Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 15:53
      to co przeczytalam to jakis KOSZMAR totalny
      dziewczyno obudz sie i...
      zrob powazny rachunek na plusy i minusy tego zwiazku
      ja wiem, ze jezeli chodzi o uczucia to tak do konca sie nie da ale
      wg mnie tak sie tez nie da zyc
      pomysl sobie o waszych najlepszych momentach i jezeli nie zrobi Ci sie cieplej
      na sercu to pakuj manatki i zwiewaj poki czas
      z uplywem lat lepiej nie bedzie a jak dochodzi alkohol to juz w ogole kleska
      z tego co przeczytalam to jestes normalna wrazliwa dziewczyna a to co Ci serwuje
      najblizsza Ci osoba to male piekielko...
      nie godz sie na to
      pomysl, ze gdyby byly dzieci i on takie jazdy mialy przy nich i teksty
      zgotowalabs im cos takiego?
      jestes mloda i madra
      zycie przed Toba
      • 81mermaid pati wszyscy tu maja racje i to swieta!!! 23.07.07, 17:20
        nie chce pomyslec co ja bym zrobila takiemu "mezowi"chociaz jak to w malzenstwie
        naszym(prawie 2 lata wiec za duzo nie wiem)byly wzloty i upadki ale zawsze
        zwracalam szczegolna uwage na to czy maz mnie szanuje i nie obraza przy
        rodzinie,bardzo dobrze ze jestes zdecydowana na rozwod!! z takiego mieszkania z
        jakimikolwiek rodzicami nic dobrego nie wynika........ mlodzi musza byc
        sami-pomysl jak wtedy by wygladalo wasze zycie,moze bys poznala meza z innej
        strony a moze nie.........nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem :)jezeli jestes
        z poznania to moge ci pomoc jakos wesprzec w tym rozwodzie,jezeli bys chciala
        pogadac to pisz na gazetowego maila bardzo chetnie pogadam,pomoge jak tylko bede
        mogla trzymaj sie i pamietaj ze jestesmy wszystkie z toba sciskam mocno Ola
      • pati_31 vasalka 23.07.07, 17:52
        > pomysl sobie o waszych najlepszych momentach i jezeli nie zrobi Ci sie cieplej
        > na sercu to pakuj manatki i zwiewaj poki czas

        w porównaniu do złych momentów tych dobrych jest o wiele więcej. Dużo jest
        takich okresów naszego życia kiedy było cudownie m.in. wakacje nad morzem, w
        górach, gdy wyjechałam na drugi koniec Polski do rodziny to wziął urlop i
        przyjechał w ciemno za mną, na dworcu PKP dopiero zadzwonił z prośbą abym po
        niego wyjechała bo nie wie gdzie moja rodzina mieszka, wziął urlop w pracy i
        przyjechał za mną. Jak przeniosłam się na dwa lata do innego miasta na studia
        też rzucił pracę i pojechał za mną, zamieszkaliśmy razem przez rok z dala od
        jego rodziców było dobrze, nie było żadnych poważnych awantur, czasem lekkie
        sprzeczki ale krótkotrwałe. Tak więc wiele jest cudownych chwil do wspominania
        • wasalka Re: vasalka 24.07.07, 13:55
          Pati po tym co napisalas widac swiatelko w tunelu ;)
          w myslach masz moje wsparcie i nie tylko moje :)))
          oczywiscie w konsekwentnym i madrym dzialaniu :)
          zrobilas dobrze pakujac sie, poczekaj teraz na inicjatywe z jego strony,
          dajac mu odczuc, ze go w tych pozytywnych postanowieniach bedziesz wspierac
          - poszukiwanie mieszkania, terapia rodzinna, psycholog...
          i dopiero wtedy zacznijcie wszystko od nowa
          czego Ci zycze z calego serca

    • pati_31 ciąg dlaszy 23.07.07, 17:23
      mąż dzwonił kilka razy. A po południu szwagier zawiózł mnie do domu, tam
      spotkałam męża. Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, mąż skruszony z
      łzami w oczach przepraszał mnie, prosił o wybaczenie, powiedziałam mu aby
      zszedł mi z drogi bo nie ręczę za siebie, bo jeszcze mogę mu raz strzelić w
      twarz za wczorajsze, wtedy on się nastawił i powiedział abym go uderzyła ile
      tylko będę chciała ale żebym z nim została. Powiedziałam, że nie uderzę go i
      nie zostanę. Pakowałam się dalej, nie chciał mnie wypuścić z domu, powiedziałam
      żeby nie pogarszał sytuacji. Mąż powiedział, że już nigdy nie przesadzi z
      alkoholem, że nigdy taka sytuacja się nie powtórzy i że pojedzie do mojego taty
      i siostry prosić o przebaczenie. Zaczął obiecywać, że wyniesiemy się z pod
      dachu jego toksycznych rodziców. Teść jak mnie zobaczył, że wynoszę reklamówki
      z moimi rzeczami z głupim uśmiechem na twarzy spytał „wyprowadzasz się? nie
      wygłupiaj się” a teściową na odchodne poprosiłam aby podlewała moje kwiaty i
      wiecie co usłyszałam od niej „a zabierz i kwiaty” i to taki głupi uśmiech na
      twarzy miała. Łzy stanęły mi w oczach, mąż akurat schodził ze schodów i słyszał
      jak ona się do mnie odezwała, widział moje łzy a ja powiedziałam mu
      tylko „zobacz sam co z naszym małżeństwem zrobiło mieszkanie pod jednym dachem
      z Twoimi kochanymi rodzicami”. Przecież prze rok przed ślubem mieszkaliśmy sami
      (wynajmowaliśmy mieszkanie w mieście w którym studiowałam) i układała się
      dobrze, zero poważnych kłótni a jak zamieszkaliśmy z jego rodzicami zaczęło się
      psuć. Teście wtrącają się w nasze sprawy, teść wyzywa, bluzga i obmawia. Jak
      wychodziłam z domu mąż wybiegł za mną, płakał i przepraszał, wręcz błagał i
      obiecał że wyniesiemy się od nich jak najdalej ale żebym tylko do niego wróciła
      a już nigdy nie da mi powodu do odejścia. Ja mimo wszystko wsiadłam do
      samochodu i z rzeczami trafiłam do taty.
      • 81mermaid brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!! 23.07.07, 17:29
        dziewczyno nic lepszego zrobic nie moglas i do tego z klasa :):) nie wierz ze on
        sie zmieni jakbys mu przebaczyla teraz to i tak po wypiciu by sie zmienil i
        jeszcze ci wciskal kit ze jak wypije to zaczyna byc kims innym ;) zycze ci z
        calego serca bys znalazla kogos kto jest wart twojego czasu i uczuc pozdrawiam
        cieplutko
      • butterflymk Re: ciąg dlaszy 23.07.07, 17:33
        no widzisz, bardzo dobrze...
        ojeju żeby tak wszytskie kobiety brały z Ciebie przykład...
        zobaczysz że teraz mezulek szybciutko załatwi dla was jakieś mieszkanko
        brawo super.
        wszytsko będzie dobrze, tylko nie odpuszczaj zbyt szybko :D
        • pati_31 butterflymk 23.07.07, 18:00
          > no widzisz, bardzo dobrze...
          > ojeju żeby tak wszytskie kobiety brały z Ciebie przykład...
          > zobaczysz że teraz mezulek szybciutko załatwi dla was jakieś mieszkanko
          > brawo super.
          > wszytsko będzie dobrze, tylko nie odpuszczaj zbyt szybko :D

          nie odpuszczę mu tego, poniesie konsekwencje tego jak się zachował,
          wyprowadziłam się, zabrałam niemalże wszystkie moje rzeczy, nie odbieram
          telefonów, nie odpisuje na esy. Nie jest łatwo ale zaciskam zęby i musze to
          przetrzymać, bo wiem że to najmądrzejsze rozwiązanie. Niech pobędzie sam. Niech
          poczuje że mnie traci, że małżeństwo się rozpada. Jak odchodziłam obiecywał że
          znajdzie dla nas mieszkanie, że pójdzie do psychologa, że nie będzie przesadzał
          z alkoholem, płakał a ja razem z nim ale nie ugięłam się. Kocham go, mimo
          wszystko go kocham i oddałabym wiele aby się ułożyło i żebyśmy wreszcie
          opuścili dom teściów. Naszym podstawowym błędem było to że zamieszkaliśmy z nimi
      • alpepe Re: ciąg dlaszy 23.07.07, 17:39
        dobre, pamiętaj tylko, że jakbyś miała mu dać szansę, to dopiero po tym, jak on
        skończy terapię dla alkoholików, a widać, że ma z tym problem.
        • pati_31 alpepe 23.07.07, 18:06
          > pamiętaj tylko, że jakbyś miała mu dać szansę, to dopiero po tym, jak on
          > skończy terapię dla alkoholików, a widać, że ma z tym problem.

          ostatnio w piątek i sobotę pił piwa (razem 12 piw, czyli po sześć na dzień). I
          w niedzielę na festynie upił się a takto nie pamiętak kiedy ostatni raz sięgnął
          po większą ilość alkoholu. Owszem lubi wypić sobie jedno, dwa piwka raz na
          jakiś czas ale upić się bardzo rzadko mu się zdarza, no ostatnio w ten festyn
          upił się. Nie napisałam że mąż wychowała się u boku ojca alkoholika, teraz teść
          ograniczył picie bo miał zawał i udar
          • alpepe Re: alpepe 23.07.07, 18:08
            nie musiałaś tego wcale pisać, to akurat widać, że jesteś żoną DDA, dorosłego
            dziecka alkoholika... Niestety. Ten problem by i tak wypłynął w waszym
            małżeństwie. Twój mąż ma niską samoocenę, łatwo ulega wpływom innych, a
            jednocześnie boi się odciąć od toksycznej rodziny. Jest chwiejny emocjonalnie
            i...i...i.
            • pati_31 alpepe 23.07.07, 18:24
              > nie musiałaś tego wcale pisać, to akurat widać, że jesteś żoną DDA, dorosłego
              > dziecka alkoholika... Niestety. Ten problem by i tak wypłynął w waszym
              > małżeństwie. Twój mąż ma niską samoocenę, łatwo ulega wpływom innych, a
              > jednocześnie boi się odciąć od toksycznej rodziny. Jest chwiejny emocjonalnie

              to prawda mąż jest dzieckiem alkoholika, jego starsza o 10 lat siostra z powodu
              alkoholizmu ojca popadła w depresję, wyprowadziła się z dla od rodziców, żadko
              do nich zagląda. A jak już to na 2 lub 3 dni i ucieka. I to prawda mąz ma niską
              samooconę, jest najmłodszy z rodzeństwa, pamięta ojca pijącego, uciekającego z
              domu na bosaka tylk po to aby się uchlać. A mój mąz jako dziecko chodził za nim
              i sprowadzał do domu, czasem w nocy czuwał nad nim aby znów nie uciekł. Mąz mi
              to wszystko opowiadał ze łzami w oczach. Nie może tego przeboleć że on jako
              jedyne jego dziecko bo reszta się odwróciła dbał o ojca jak pił a on teraz go
              wyzywa od najgorszych, prawie codziennie wyzywa mojego męża od sku.....
              debilów, kretynów itp. mi też teść powiedział w oczy przy mężu że mam h..a za
              męża
    • mazria Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:35
      To jest tragedia.
      Nawet nie mogę sobie wyobrazić, że w moim małżeństwie mogłoby dojść do takiej
      sytuacji.
      Mój mąż nigdy nie sprawił mi nawet najmniejszej przykrości. Ani ja jemu.
      Jeżeli mamy odmienne zdanie na jakąś sprawę, to od razu o tym rozmawiamy.
      Murem stoimy!!!
      jak mozna do czegoś takiego dopuścić??????????????


      Powinniście mieszkać sami. Jeśli zależy Wam na uratowaniu tego małżeństwa, to
      wyjedźcie do miasta, wynajmijcie małą kawalerkę, znajdźcie sobie pracę. ty
      choćby w sklepie jakimś, albo w gastronomii, a on na budowie, czy coś takiego. I
      może Wam się uda...
      • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:38
        no rzeczywiście
        on na budowie? a ona kelnerka?
        z całym szacunkiem, ale też nie ma co się rzucac na najprostsze rzeczy
        bo może to pogorszyc sytuację.
        Powoli i zgodnie z ich ambicjami i planami :D
        Będzie dobrze
        najpierw niech on zrozumie co źle zrobił...
        • mazria Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:39
          Spokojnie, czasmi najprostsze rozwiązania są najlepsze...
          • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:39
            :D ok ja już się uspokoiłam :p
            • mazria Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:42
              tak....
              a mi jest przykro jak o tym wszystkim myślę.....
              • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:44
                mi też jest, ale uważam że dobre kroki zostały poczynione
                i jestem zadowolona z tego że autorka jest mądra
                • pati_31 butterflymk 23.07.07, 18:16
                  > mi też jest, ale uważam że dobre kroki zostały poczynione
                  > i jestem zadowolona z tego że autorka jest mądra

                  dziękuję Ci za ten słowa. Staram się jakoś mądrze, właściwie zachować w tej
                  sytuacji. Wiem że nie mogę ulec, a na pewno nie tak łatwo i szybko.
                  Konsekwencje poniesie. Wyprowadziłam się, zabrałam niemalże wszystko. Wiem że
                  właściwie postąpiłam, nie mogę tak łatwo ulec na jego przeprosiny i obiecanki
                  bo wtedy żadnej nauczki z tego nie wyniesie.
    • deodyma Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:37
      zastanow sie, czy kontunuowanie tego malzenstwa ma w ogole jakis sens?
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 17:46
      mąż wysłał mi esa w którym znów przeprasza za swoje zachowanie i obiecuje że
      jak najszybciej uciekniemy od jego rodziców i jeśli tylko będę chciała to
      pójdziemy do psychologa, poradni rodzinnej.
    • pati_31 ciąg dalszy 23.07.07, 17:46
      mąż wysłał mi esa w którym znów przeprasza za swoje zachowanie i obiecuje że
      jak najszybciej uciekniemy od jego rodziców i jeśli tylko będę chciała to
      pójdziemy do psychologa, poradni rodzinnej.
      • butterflymk Re: ciąg dalszy 23.07.07, 17:47
        nie zgadzaj się na powrót dopóki nie będziesz miała kluczy do nowego mieszkania
        możesz zapproponować pomoc w jego szukaniu, cokolwiek...
        nie wracaj do tych potwórów teściów.. bo będzie to samo....
      • cioccolato_bianco Re: ciąg dalszy 23.07.07, 17:49
        niech najpierw to wszystko zrobi: znajdzie wam mieszkanie i je kupi/wynajmie,
        zapisze sie na terapie i ogolnie udowodni, ze sie zmienil.
      • alpepe Re: ciąg dalszy 23.07.07, 17:49
        nie wierz mu, to człowiek słaby, powie ci teraz wszystko, co byś chciała
        usłyszeć, ale nie dotrzyma. Nie wprowadzaj się z powrotem, dopóki nie pójdziecie
        na terapię, czy on nie pójdzie na terapię.
      • summerwine Re: ciąg dalszy 23.07.07, 18:03
        badz dzielna !!! i pisz co u Ciebie...
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 23.07.07, 22:57
      znów dzwonił dwa razy i dwa razy odrzuciłam rozmowy
      • luka76 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 00:47
        Pati 31 - Moim zdaniem jestes bardzo silna kobieta - te wszystkie wypowiedzi
        osob ci zyczliwych sa madre i wywazone. Trodno radzic cos osobie, ktora przezywa
        tak silne emocje i praktycznie jest wciaz zakochana. Osobiscie uwazam ze dobrze
        zrobilas wyprowadzajac sie do taty badz tam jak najdluzej a to dlatego ze
        zdystansujesz sie i pewne rzeczy ocenisz z perspektywy czasu a to jest kobiecie
        bardzo potrzebne. Teraz najbardziej potrzebujesz spokoju i wewnetrznego
        "wyciszenia" i badz u taty jak tylko sie da najdluzej. Jesli jet dobrym,
        kochajacym ojcem to wypoczniesz i wszystkie toksyny z ciebie "ujda".Osobiscie
        radzilabym ci abys sie zastanowila nad swoim zwiazkiem doglebnie. To jest
        czlowiek, ktory chyba niewiele da ci w zyciu " poczucia bezpieczenstwa" zastanow
        sie dobrze aby kiedys w przyszlosciu jak przyjda na swiat dzieci - zebys nie
        przezywala koszmaru od poczatku. A tak na marginesie - szkoda ze nie uparlas sie
        zeby twoj tato kupil to mieszkanie - ty bylabys wlascicielka i mialabys teraz
        swoj kat - ale moze jeszcze nie wszystko stracone?
    • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Gorzki lek 24.07.07, 09:33
      To może się skończyć na jeden z wielu sposobów:

      1) Nie rozwiedziecie i będziecie żyli nienawiścią, pretensjami, będziecie się
      ranić wzajemnie. Czyli toksyczny związek.

      Najgorsze możliwie rozwiązanie.

      2) Rozwód
      Trochę lepsze rozwiązanie, ale nie jest to takie łatwe i przyjemne jak Ci się
      wydaje. Raczej to droga przez piekło ale z szansą na poprawę.

      3) Zaczniecie ze sobą rozmawiać i słuchać wzajemnie.
      Tu jest szansa na w miarę normalne życie


      Niezależnie od tego co chcecie zrobić najpierw udajcie się do specjalisty, np.
      psychologa. Im szybciej to zrobicie tym lepiej. Jeśli nie chcesz iść z nim, zrób
      to sama.

      Do psychologa idziecie bo potrzebujecie pomocy, a nie że jesteście chorzy
      psychicznie. Nie radzicie sobie z swoimi emocjami. Targają wami sprzeczne
      emocje, złość, wściekłość, szukanie miłości, odrzucanie miłości. Psycholog może
      pomóc w uporządkowaniu waszych uczuć i spojrzy bardziej obiektywnie na sytuację.

      Jeśli myślisz o rozwodzie to udaj sie do prawnika, wiedz co cię czeka, nawet
      jeśli nie zdecydowałaś się na to.
    • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Twoje problemy 24.07.07, 10:33
      To kontynuacja "Gorzki lek", więc mam nadzieję że go przeczytałaś.
      Następne będzie "Jego problemy" i tam pojadę po nim.

      W tym liście opiszę Ciebie i Twoje problemy, nie będzie to dla Ciebie miłe. Ale
      mam prośbę, przeczytaj całość, nie musisz się z tym zgadzać, ale przeczytaj.

      Po pierwsze czytając Twoje listy wynika że wszyscy wokół są winni. Ciągle
      szukasz winnych. Jakoś uciekasz od faktu że macie z mężem problemy. Jakoś się
      ciągle stawiasz się w roli ofiary, nie widzisz że Ty też masz w tym swój udział.

      Zacznijmy od tego że oboje ponosicie odpowiedzialność za Wasze małżeństwo. Inni
      Wam utrudniają życie ale to Wy się kłucie nie sypiacie ze sobą.

      To co robisz ciągle pogarsza sytuacje! Ciągle się mścisz i niszczysz go. On jest
      winien on ma ciepieć.

      Czy odmowa seksu pomoże waszemu małżeństwu? Nie, wprowadza większe napięcie,
      jest najlepsza metoda na rozwód.

      Wyprowadzka z domu to nie polepsza sytacji.

      A nie obieranie telefonów i unikanie kontaktu, to tylko zaostrza sytację.

      Nie słuchasz tego co mówi, on też nie. Ale dla ciebie tylko on jest winny.

      Nie podoba Ci się że On nie mówi że wychodzi. A ty robisz to samo. I masz
      pretensje. Więc albo tego nie rób albo nie miej pretensji.

      Nie szanujesz jego prywatności. Na rybach chciał być sam a mu siedzisz nonstop
      na karku. Nie mógł spokojnie pogadać z kumplem o Waszych problemach bo tuż obok
      jest CBA. Nie może pogadać z Twoim tatą bo podsłuchujesz.

      Teraz go upokarzasz, żeby błagał o Twoją litość i powrót, a Ty go olewasz.

      Jednym słowem jesteś zraniona. Jedynie Cię stać to na zemstę.

      Narzekasz że teściu wku..ony i że chłop ucieka od Ciebie żeby mieć chwilę
      spokoju. Ale z w ku..oną babą w domu trudno wytrzymać i być spokojnym.

      Męża wpędzasz w alkocholizm, bo ma problemy z Tobą nie można się dogadać. Do
      domu nie ma po co wracać.

      Seksu nie chcesz, a oczekujesz pieszczot. To tak jak byś kopoła psa i narzekała
      że się nie łasi i ucieka. Kobieto popatrz na to co robisz.

      Kiedy mścisz się tym że nie będzie seksu. To trudno o bardziej stresową sytuację
      dla niego.

      Narzekasz że zazdrosny. Ale czy to jego Wina. Wie o Twoich ogłoszeniach. Wie że
      w pracy się puszczasz. Seksu z tobą nie ma. A Ty wszystkiemu zaprzeczasz,
      wygląda że masz go za idiotę. Argument że z pracy przychodzisz na czas, to żaden
      dowód. Na seks można znaleźć czas nawet w pracy. Po drugie zdrada może też być
      emocjonalna. Jeśli bardziej zależy Ci na koledze z Pracy niż na nim. To nie
      wiele pomaga że ktoś sfabrykował dowody zdrady, wręcz pogarsza sytuację. Lepiej
      by było jakbyś naprawdę go zdradzała i się do tego przyznała.

      Jedyne jak go możesz przekonać to okazując miłość dla niego. A nie nienawiść i
      zemstę. Zacznij go kochać, przytulać idźcie razem do łóżka. Daj mu opowiedzieć
      co czuje, słuchaj nie przerywaj, nie musisz zgadzać się z jego uczuciami.
      Jeśli mówi o swoim uczuciu zadrości nie przekonuj go że jesteś niewinna. Daj mu
      opowiedzieć co czuje. Na koniec zapytaj co możesz zrobić aby było lepiej. Daj mu
      odrobinę prywatności. Jesli ma ochotę gdzieś być sam to niech łowi te ryby.
      Zapytaj czy coś chce z tobą robić jak nie to nie obrażaj się, poczekaj aż sobie
      pokłada swoje sprawy. Jeśli chce być z kimś sam, to uszanuj to, nie podsłuchuj.

      Bardzo ważne jak jest wypity to zejdź mu z drogi, idź spać. Pod żadnym pozorem
      nie prowokuj kłutni nie dyskutuj o niczym poczekaj aż wytrzeźwieje.

      Niestety zdanie Twojej rodziny bardziej Cię martwi niż to co On ma do
      powiedzenia. Smutne. Myślisz że da się ukryć wasze problemy?


      Zastanów się czy go kochasz? I na litość boską dla swego dobra i innych przestań
      się na nim mścić i go karać. Masz dość to go zostaw ale nie znecaj się nad nim.


      Przykład znęcania się:
      On chce pogadać z kumpem, ryby są pretekstem. Na jego nieszczęcie, nie pada.
      Żona rozebrała jakby mówiąc "patrz czego nie dostaniesz", przecież wiadomo że
      seksu nie będzie. Nie można jej powiedzieć że chce być sam, bo będzie draka.
      Rozmawiać się nie da bo siedzi blisko. Więc piję, co ma robić. Chce się komuś
      pożalić ale ta nie pozwala i znów awantura.


      Dobrym krokiem było szukanie pomocy na forum, ale znacznie lepszym jest pójście
      do psychologa. Kiedy to zrobisz? Jeśli tego nie zrobiłaś to nie mów że to tylko
      winna innych. On chce iść, ale tobie liczy się tylko zemsta za wszelką cenę.

      Na razie robisz dokładnie wszytko aby to się skończyło szarpaniem nerwów w
      sądzie. Czy jesteś pewna że chcesz zapewnić sobie i jemu taką rozrywkę.
      • pati_31 ciekawy69 24.07.07, 12:11
        > Jakoś uciekasz od faktu że macie z mężem problemy.
        nie unikam, ja wiem że mamy poważny problem i próbowałam z nim porozmawiać,
        niestety bez skutecznie i problem zaczął się nawarstwiać aż wreszcie mąż
        wybuchnął (po pijanemu). Wczoraj jak byłam po swoje rzeczy, chciał ze mną
        rozmawiać, wysłuchałam go ale i tak zabrałam rzeczy, mimo iż ze łzami w oczach
        przepraszał, obiecywał poprawę, że już nigdy więcej, że wyprowadzimy się z dala
        od jego rodziców, że skorzystamy z pomocy psychologa, że przeprosi moich
        najbliższych.

        > Zacznijmy od tego że oboje ponosicie odpowiedzialność za Wasze małżeństwo.
        > Inni Wam utrudniają życie ale to Wy się kłucie nie sypiacie ze sobą.
        zgadzam sie z tym ze jesteśmy obydwoje w równym stopniu odpowiedzialni za nasze
        małżeństwo. Życie utrudniają nam męża rodzice, ja obecnie jestem bezrobotna i
        dużo czasu spędzam w domu, pod którego dachem też są teście. Praktycznie
        codziennie słyszę jak teść i teściowa kłócą się albo jak teść i mąż kłócą się,
        teść również potrafi zszarpać mi nerwy ale ja jestem osobą która jemu nic nie
        powie dosadnego, nerwy mam zszarpane, mąż również i niestety często kończy się
        to kłótnią z mężem. Mam mały żal do męża że w momencie kiedy był propozycja
        kupna mieszkania przez mojego tatę od odmówił. A ja nie chciałam się
        przeciwstawiać. Zwłaszcza że mąż obiecał że z jego rodzicami zamieszkamy na
        krótko i pierwsze co to będziemy szukać własnego lokum.
        Jeśli chodzi o seks to sypiamy z sobą ale nie tak często jak kiedyś czyli
        kiedyś praktycznie codziennie a teraz ok 3 razy tygodniowo

        > To co robisz ciągle pogarsza sytuacje! Ciągle się mścisz i niszczysz go.
        > On jest winien on ma ciepieć.
        Ja się nie mszczę ani go nie niszczę. Na jakiej podstawie tak sądzisz, dlatego
        że dostał w twarz za to że zaczął do mnie klnąć i mówić abym "spie..ła" jak
        ja chciałam z nim spokojnie porozmawiać. Dostał za to że poczułam się mocno
        zraniona bo nigdy przenigdy go nie zdradziłam a on miał czelność zwątpić w to.

        > Wyprowadzka z domu to nie polepsza sytacji.
        A co miałam zrobić jak się upił i poszedł do domu mojego taty żalić się na
        mnie, tata powiedział mu żeby przyszedł na rozmowę jak wytrzeźwieje wtedy mąż
        złapał go za rękę i go na tyle mocno przyciągnął do siebie, że tacie zegarek
        odpiął się. Mało tego mówił do mojego taty żeby go uderzył. Mówił że któregoś
        dnia przyjdzie do niego i zrobi porządek ale to już jak będzie po rozwodzie. A
        do mnie powiedział że mam spie..ć do swojego domu rodzinnego, bo to już jest
        koniec małżeństwa, i że właśnie przestał mnie kochać. No sorry ale bez przesady
        i ja miałam się nie wyprowadzać!!!

        > A nie obieranie telefonów i unikanie kontaktu, to tylko zaostrza sytację.
        > Nie słuchasz tego co mówi, on też nie. Ale dla ciebie tylko on jest winny.
        już kiedyś była podobna sytuacja w zeszłym roku, tez kazał mi spie..ć do
        domu rodzinnego, wyprowadziłam się a on wtedy zaczął dzwonić, smsy pisać z
        przeprosinami i obiecankami poprawy, uwierzyłam mu na słowo i wróciłam. Było
        dobrze aż do niedawna kiedy znów kazał mi spie..ć, tym razem nie uwierze mu
        na słowo, teraz chcę widzieć jego czyny, chcę widzieć że faktycznie działa w
        kierunku tego aby było dobrze, tym razem same słowa nie wystarczą. Zwłąszcza że
        wczoraj jak zabierałam rzeczy mówił mi że przyjedzie na szczerą rozmowę ze mną
        i aby przeprosić moich najbliższych, nawet napisał mi w esku że przyjedzie i
        wiesz co nie pojawił się, nawet nie odezwał się. Dał słowo i nie dotrzymał. A
        jak do niego zadzwoniłam to po 2 min rozmowy powiedział żebym kończyła bo
        szkoda karty, no sorry to ja do niego dzwonię a on taki tekst. Wkurzyłam się i
        powiedziałam mu że skoro uważa że skoro kasy na nasze romowy to już nie
        zadzwonię. On jak na razie milczy.

        > Nie podoba Ci się że On nie mówi że wychodzi. A ty robisz to samo. I masz
        > pretensje. Więc albo tego nie rób albo nie miej pretensji.
        On kilkakrotnie wyszedł z domu nie mówiąc gdzie i znikał, ja zostawałam z
        teściami. Teśc mnie w pokoju nachodził i ciągle pytał gdzie mąz jak mu
        odpowiedziałam że nie wiem to miałam darcie że jak mogę nie wiedzieć, jaka ze
        mnie żona. Parę razy mąz mówił ze wychodzi do sklepu na 10 min a nie wracał
        przez kilka godzin, nawet przez 10 godzin. Ja znów zostawałam z teściami. A mi
        raz jedyny zdarzyło się że wyszłam nie mówiąc dokąd. A wyszłam bo mąż po kłótni
        z ojcem pojechał na ryby z kolega a ja znów zostałam sama ze zdenerwowanym
        teściem, więc co miałam zrobić wysłuchiwac od teścia że mój mąz to h.j itd.
        Wyszłam z domu do koleżanki

        > Nie szanujesz jego prywatności. Na rybach chciał być sam a mu siedzisz nonstop
        > na karku. Nie mógł spokojnie pogadać z kumplem o Waszych problemach bo tuż
        > obok jest CBA. Nie może pogadać z Twoim tatą bo podsłuchujesz.
        Jak jedzie sam na ryby to czasem pojadę bo sam o to prosi a jak wiem że jedzie
        z kolega to ja nie jadę, ostatnio tylko pojechałam z mężem i jego kolega a
        pojechałam bo mąz sam chciał abym jechała. A takto mąz beze mnie jeździ na
        ryby. I ani ja ani on nie uważa że ja to z CBA. A podsłuchiwałam pod drzwiami
        co mówi mojemu tacie bo do pokoju nie chciał mnie puścic zamknął a raczej
        trzasnął drzwiami za mną. A mojemu ojcu bzdury gadał, żalił się z głupot, że ja
        nie robię mu codziennie śniadań, że nie zawsze nałóżę mu obiad na talerz itp.
        chciałam słyszeć co za pierdoły mu opowiada.

        > Męża wpędzasz w alkocholizm, bo ma problemy z Tobą nie można się dogadać. Do
        > domu nie ma po co wracać.
        jasne ja męża wprowadzam w alkoholizm, chyba nie wiesz co piszesz!!! BZDURA,
        BZDURA i jeszcze raz BZDURA!! Ja nie uważam alkoholu, jak jest problem to
        nalezy rozmawiać a nie wziąść piwko i się nim zrelaksować, więc nie zarzucaj mi
        takich bzdur!!

        > Kiedy mścisz się tym że nie będzie seksu.
        co za bzdury piszesz, lepiej przeczytaj uważnie moje posty a wyczytasz że seks
        jest ale nie taki częsty jak kiedyś, z resztą wyżej o tym pisałam.


        > Narzekasz że zazdrosny. Ale czy to jego Wina. Wie o Twoich ogłoszeniach. Wie
        > że w pracy się puszczasz. Seksu z tobą nie ma.
        Boże kochany człowieku walnij się w ten pusty łeb i jeszcze raz mówię
        przeczytaj uważnie moje posty. napisałam że w pracy miałam koleżankę z którą
        się nie lubiłyśmy i to ona zamieściła bez mojej wiedzy i zgody ogłoszenie na
        interii podając mój nr gg, dostawała wiele niesmaczynych wiadomości na gg, więc
        zmieniłam i nr gg i nr telefonu. To ta koleżanka rozpowiadała na mnie bzdury że
        ja mam niby romans. A to są bzdury!! Nigdy przenigdy męża nie zdradziłam ani
        przed ani po ślubie. Więc przestań takie brednie pisać!! I lepiej uważnie
        czytaj co napisane.

        > Jeśli bardziej zależy Ci na koledze z Pracy niż na nim.
        Najbardziej mi na mężu zależy !!!

        > Zacznij go kochać, przytulać idźcie razem do łóżka. Daj mu opowiedzieć
        > co czuje, słuchaj nie przerywaj, nie musisz zgadzać się z jego uczuciami.
        Przecież ja go kocham od paru ładnych lat, codzienie podchodze do niego tulę
        się, mówię że kocham, okazuje mu czułość, pieszczoty itd.
        Ja pierdykam co Ty piszesz.

        NIE ZNĘCAM SIĘ NAD NIM!!
        > Żona rozebrała jakby mówiąc "patrz czego nie dostaniesz",
        TOTALNA BZDURA!! NIGDY tak ani w inny podobny sposób nie zrobiłam.

        > ale tobie liczy się tylko zemsta za wszelką cenę.
        kolejna BZDURA!! nie należe do osób mściwych

        > Na razie robisz dokładnie wszytko aby to się skończyło szarpaniem nerwów w
        > sądzie.
        to powiem Ci że rozstanie/rozwód to ostatnia rzecz jaka chcę
        • ciekawy69 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:01
          Sama pisałaś że narzekał do twego taty ze rzadko współżyjecie. Więc coś chyba to
          się zmieniło. Przesadziłem z interpretacją tego listu, Przepraszam.
          Skoro się żalił to jakiś problem jest. Pewnie mniejszy.
          Skąd mam wiedzieć?

          Jak życie mogą utrudnić teściowie doskonale wiem, też mieszkałem z teściami.
          Wiele osób ma takie problemy.
          Myślę że skup się na Waszych problemach, na razie nie możecie się dogadać

          Jak by żony wyprowadzały od mężów że wypili i jakieś głupoty robią. To by nie
          wiele by małżeństw zostało. Mądra kobieta wie że nie ma co dyskutować z pijanym.
          Nawet Twój tato wie.

          Ze zdradą to ani Twoja ani Jego wina. Zdrady nie było. Ale oboje z tego powodu
          cierpicie. Tylko mam wrażenie że Ty jego cieprienia nie widzisz.
          Ja nie napisałem że go zdradziaś, tylko jak to wygląda to z jego strony. A to
          różnica.

          Do Twoich problemów można dopisać że nie potrafisz spokojne dyskutować. Dajesz
          się łatwo wyprowadzić z równowagi. Zaprzeczasz wszystkiemu nie przyjmujesz
          argumentów. Nie chcesz słuchać innych punków widzenia. Jest ty i twoje cierpienie.

          Na pewno w wielu miejscach źle opisałem sytuację, w końcu jej nie znam.
          Ale może uszanujesz to że ktoś pewne rzeczy widzi inaczej.
          Za ton listu i "bzdury" przepraszam.
          • pati_31 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:21
            > Sama pisałaś że narzekał do twego taty ze rzadko współżyjecie. Więc coś chyba
            > to się zmieniło.

            bo kochamy się nie tak często jak kiedyś, ale moim zdaniem 3-4 razy na tydzień
            to nie jest zły wynik. I nie sądze aby można to nazwać "rzadko".

            > Mądra kobieta wie że nie ma co dyskutować z pijanym
            nikt z nim nie chciał po pijaku dyskutować, on zaczął rozmowę, przeciez pisałam
            ze tata mu powiedział żeby najpier wytrzeźwiał i wtedy pogadają ale mąz uparł
            się i złapał tatę za rękę że aż mu się zegarek odpiął, kazał tacie siąść na
            fotelu i patrzeć mu prosto w oczy. Tata nie chciał z nim rozmawiać po pijaku!!
            Tłumaczył mu że taka rozmowa nie ma sensu, ale mąz powiedział że po trzeźwemu
            nie będzie miał na tyle odwagi aby mu o wysztkim opowiedzieć o tym co go
            gryzie.

            > Ja nie napisałem że go zdradziaś, tylko jak to wygląda to z jego strony. A to
            > różnica.
            a właśnie napisałeś w wypowiedzi: Re: KONIEC małżeństwa?? - Twoje problemy
            cytuję:
            >Narzekasz że zazdrosny. Ale czy to jego Wina. Wie o Twoich ogłoszeniach. Wie że
            > w pracy się puszczasz. Seksu z tobą nie ma. A Ty wszystkiemu zaprzeczasz,
            > wygląda że masz go za idiotę. Argument że z pracy przychodzisz na czas, to
            > żaden dowód. Na seks można znaleźć czas nawet w pracy.

            > Do Twoich problemów można dopisać że nie potrafisz spokojne dyskutować. Dajesz
            > się łatwo wyprowadzić z równowagi.
            da się ze mną na spokojnie rozmawiać
            • ciekawy69 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:50
              To że wie o Twojej zdradzie, nie znaczy że miała ona miejsce.
              Tak samo to, że znasz jakąś plotkę nie znaczy, że jest ona prawdziwa.

              Może zbyt ogólnie to napisałem, ale pamiętaj starałem się patrzeć z jego punktu
              widzenia. A z tego co mówisz to przynajmniej w jakiejś części wierzy w zdradę,
              albo przynajmniej ma wątpliwości.

              Jeśli on na coś narzeka to znaczy że mu to przeszkadza. Więc uszanuj to, spróbuj
              z nim o tym porozmawiać dowiedz się o co mu dokładnie chodzi. Nie przekonuj że
              to głupie, że to nie prawda, że nie ma racji. Wysłuchaj, zrozum o co mu chodzi.
              Nie przekonuj go. Możesz powiedzieć swój punkt widzenia, ale on nie musi się z
              nim zgodzić. Tak sam jak ty nie musisz się zgaddzać z tym co on mówi.

              Nie możesz odrzucać jego narzekań, bo Ci się nie podobają. Inaczej znaczy że
              ignorujesz jego uczucia, czyli jego. Zainteresuj się jego problemami tym co go
              męczy. Inaczej będzie topił smutki w alkoholu a To Wam nie pomoże.
    • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Jego problemy 24.07.07, 10:59
      Kontynuacja "Jej problemy".

      Przedstawię jego punkt widzenia tej sytuacji.

      Każda rozmowa z żoną kończy się awanturą. Ma dość bycia w domu z wściekłą babą,
      która się czepia wszystkiego. Ona widzi tylko złe rzeczy. Kiedyś było inaczej
      widziała pozytywy.

      Seksu nie ma. Koleżanki z jej pracy mówią że zdradza mnie. Są jej ogłoszenia.
      Gdzie jak gdzie w pracy. Najgorsze jest to że dowiaduję się ostatni. Oczywiście
      wszystkiemu zaprzecza, ma mnie za takiego idiotę. Skoro nie ma romansu to czemu
      traktuje mnie jak psa. To czemu nie ma seksu.

      Sam nie wiem co mam robić, w domu jest nie do wytrzymania. Jeszcze ona i ojciec
      drą koty. Albo wściekała albo liczy sie abym robił dokładnie to co ona chce. Nie
      liczy się czy mam na to ochotę czy nie.

      To nie do wytrzymania, dawno nie maiłem seksu. Jeszcze ona prowokuje, próbuje
      się przytulać. Nie do wytrzymania.

      Mam dość idę na piwo, choć chwila z dala od domu, może pogadam z kumplami o
      moich problemach. Rozmowa kiepsko idzie, więc pijemy za ten babski świat.
      Wracam, i znów awatura. Czy ona musi ze mną gadać jak jestem wypity, cholera
      znów mnie poniosło.

      Czy ona może być tak jak dawniej? Sam już nie wiem co mam zrobić.

      Wyprowadziła nie chce rozmawiać. Przepraszam, błagam, a ona nic. Co ona
      kombinuje? Rozwód? Przeprowadzka do kochanka?

      Proponuję pójscie na terapię, ale ona nic, najwyraźniej położyła na nas krechę.

      Zrobię wszystko aby wróciła. Daruję zdradę, załatwię mieszkanie. Zeby tylko
      zaczęła się normalnie odzywać, gdyby znów interesowało ją co mam do powiedzenia
      i co ja chcę. Dlaczego nie chce nic zrobić aby było jak dawniej?


      ------
      Mam nadzieję że to może pokazać jak on może sie czuć. Wcale nie jest mu różowo.
      W dodatku zmuszasz go do błagania, Ty oczyiście masz w dupie że on się stara.
      Najważniejsze są Twoje krzywdy, potrzeby, zemsta. Oczywiście to jego wina że
      rozmawiasz (możne flitujesz) z kolegą z pracy, a Twoja koleżanka dostarczyła mu
      dowodów zdrady.

      On się czuje zdradzony. A ciebie stać tylko na pretensje że on się czuje
      zdradzony. A gdyby To ty byś była na jego miejscu?

      Jak sobie nie odpuścisz karania go i walki z nim nic dobrego nie będzie.
      • pati_31 ciekawy69 24.07.07, 12:24
        > Każda rozmowa z żoną kończy się awanturą. Ma dość bycia w domu z wściekłą
        > babą która się czepia wszystkiego. Ona widzi tylko złe rzeczy. Kiedyś było
        > inaczej widziała pozytywy.
        co za brednie.

        > Seksu nie ma.
        a właśnie że seks jest!!! ale nie taki częsty jak kiedyś, ale 3-4 razy
        tygodniowo to też niezły wynik.

        > Koleżanki z jej pracy mówią że zdradza mnie. Są jej ogłoszenia.
        jedna koleżanka tak twierdzi, ta która mnie nie lubi, ponieważ pracownicy
        bardzo mnie polubili a ona była w tej pracy przede mną, chyba poczuła zazdrość
        że cieszę się dobrym zdaniem wśród współpracowników. Więc za wszelką cenę
        chciała popsuć mój dobry wizerunek. Zaczęła roznosić ploty i dała ogłoszenie
        bez mojej wiedzy i zgody. Musiałam zmieniac nr telefonu i nr gg. Jak się
        okazało to ona sprzedaje się za kasę.

        > Skoro nie ma romansu to czemu
        > traktuje mnie jak psa. To czemu nie ma seksu.
        ale bzdury, aż mi się włosy jeżą na ciele. Nie traktuje męża jak psa!! Ja nwet
        najmniejsze zwierzątko bym nie skrzywdziła. A z tym brakiem seksu to masz
        obsesję.

        > To nie do wytrzymania, dawno nie maiłem seksu. Jeszcze ona prowokuje, próbuje
        > się przytulać. Nie do wytrzymania.
        ja pierdzielę!! co za brednie ...

        > Zrobię wszystko aby wróciła. Daruję zdradę, załatwię mieszkanie.
        a co tu darować jak żadnej zdrady NIE BYŁO!!

        NIE JA JUŻ NIE KOMENTUJE TWOICH WYPOWIEDZI BO SZKODA SŁÓW na te TWOJE BREDNIE!!!
        a gdzie żeś ty wyczytał że: nie ma seksu, że mszczę się, że siedzę mu nonstop
        na karku, że rozbieram się i jednak do seksu nie pozwalam aby doszło, że każda
        rozmowa ze mną kończy się awanturą, że ja dążę tylko do tego aby spodkac się w
        sądzie, że traktuję go jak psa, że to ja dałam ogłoszenie, że zdradziłam, że
        się nim nie interesuję, że nie obchodzi mnie co on chce itd??? no gdzie ja coś
        takiego napisałam, no gdzie!! co za brednie
        • ciekawy69 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:09
          Zdrady nie było z tym się zgadzam!

          Ale zdrada jest dalej waszym problemem.
          Dla niego zdrada jest realna bo nie wierzy w Twoje tłumaczenia.

          Więc jego winą jest że nie wierzy w to co mówisz, a trzeba przyznać że ma pewne
          dowody co prawda sfałszowane, ale nie przez niego.

          Ma też problem że Ty mu nie możesz darować że sądzi że go zdradziłaś.
          Ty nie możesz odpuścić bo go nie zdradziłaś.

          Jednym słowem zamknięte koło, ktoś powinien to przerwać.

          Z problemami z seksem pewnie przesadziłem, ale nie wiemy jakie jest jego zdanie
          na ten temat. Z jego rozmowy z Twoim Tatą wynika że ma o seks jakieś pretensje.

          Mało tego on chce mieć dziecko a Ty nie. To też dla niego problem.
          Jak widać tu się nie dogadaliście.
          • pati_31 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:25
            > Więc jego winą jest że nie wierzy w to co mówisz, a trzeba przyznać że ma
            > pewne dowody co prawda sfałszowane, ale nie przez niego.
            dowody są sfałszowane przez "koleżankę" z pracy, która zionęła do mnie
            nienawiścią. Na domiar tego jak można uwierzyć w takie ploty, dziewczynie któa
            sama zdradza na lewo i prawo męża, sprzedaje się za kasę. Moje słowo przeciw
            jej słowu i mnie boli że mąż ma jeszcze wątpliwości a przeciez te ploty były
            rozsiewane bardzo dawno temu.
            • ciekawy69 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:37
              Tak wiem pisałaś to wiele razy.
              Ja piszę tylko że to jego i Twój problem.

              Porozmawiaj z nim, dowiedz się jak to wygląda z jego strony.
              Po prostu go wysłuchaj.
              Ludzie potrafią uprzykrzać życie.
              Założę się że z niego się nabijają, "a za ile Twoja daje?".
              Z plotkami trudno walczyć, trochę Twego zrozumienia mu się przyda.

              Tylko nie wyskakuj z dowodzeniem swojej niewinności.
          • pati_31 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:28
            > Mało tego on chce mieć dziecko a Ty nie. To też dla niego problem.
            > Jak widać tu się nie dogadaliście.
            no właśnie mi mówi co innego a tacie co innego. To ja zawsze podejmuję
            temat "dziecko" i wie dobrze że to moje marzenie i pragnę dziecka no ale
            niestety w zaistniałej sytuacji nie ma mowy. Pytałam męża czy chce dziecko
            odpowiedział że tak ale nie teraz może za rok może za dwa, jak się między nami
            wszystko ułoży. A do mojego taty mówi że on chce dziecka ale to ja odmawiam.
            BZDURA
            • ciekawy69 Re: ciekawy69 24.07.07, 13:53
              Jak narzeka na brak dziecka, to chyba ma jakiś powód.
              Może Tobie wydaje się że wszystko ustalone, albo on zmienił zdanie.

              Tak czy inaczej sprawa jak widać jest do dogadania.
              Nie ma się co obrażać, trzeba jeszcze raz pogadać.
      • bcde ciekawy69 - nie pierd.ol 24.07.07, 23:47
        Czytac nie potrafisz, czy zrozumiec?
        Daj juz dziewczynie spokoj z takimi ocenami i radami, bo ona madrzejsza od
        Ciebie.
    • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 11:17
      Wybaczcie sobie i zacznijcie od nowa.
      Nie liczy się to co było, wyjaśnijcie Sobie co było i zapomnijcie.
      Szukajcie pozytywów a nie błędów i pretensji.
      Słuchajcie siebie i szanujcie zdanie i potrzeby drugiej strony.

      Jeśli nie możecie tego zrobić udajcie się po fachową pomoc.

      Ty wybacz mu że uważa że go zdradzasz. Przekonaj że go kochasz. Udowodnić że
      zdrady nie było, nie udowodnisz. Wybacz, że Ci nie wierzy w brak zdrady.
      On niech wybaczy Ci zdradę, nie ważne czy była prawdziwa, jego cierpienie było
      prawdziwe.
      Ty wybacz, że On nie zawsze wie co ma zrobić i że ma do Ciebie pretensje.
      Niech On wybaczy że go karałaś za wszystko, że trzymałaś go na dystans i masz
      strasznie dużo pretensji.
      Ty wybacz że pijany robił rzeczy których trzeźwy by nie zrobił.

      "Ludzie ludziom zgotowali ten los".

      Oboje zawrócie z tej drogi do piekła na ziemi.

      Pamiętaj że Ty też brałaś w tej sytuacji udział i jesteś za skutki też
      odpowiedzialna i On też. Unikajcie szukania kto jest winny i kto bardziej. Kto
      bardzie cierpiał, bo to w niczym nie pomoże.

      --
      Pozdrawiam i życzę powodzenia, wszystko w Waszych rękach.

      Każdy mężczyzna jest inny!
      • alpepe Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 11:20
        ciekawe, czemu tak się przejąłeś?
        Czyżby autopsja z drugiej strony?
        Też jesteś DDA i miałeś mało seksu?
        • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 12:34
          Znam takie sytuacje z własnego doświadczenia, niestety.

          Jak coś w związku nie gra to winni są oboje, nie zawsze w równym stopniu.
          Więc każdy ma za co przepraszać, i ma co wybaczać.

          Nie wiem co to jest DDA.

          Nie maiłem mało seksu, ale mało rozmowy i chęci słuchania.
          Wszystko miało być tak jak ona chce, a każdego dnia chciała co innego.

          Najpierw byłem zły, niedobry, ..., a ona pokrzywdzona i nieszczęśliwa.
          Potem miała kochanków.
          Potem nalegała abym miał kochankę...
          Potem nalegała abym ją umawiał z moją kochanką..
          Potem maiła być ona, ja i kochanka w jednym łóżku
          Potem miałem zmienić kochankę, bo moja jej się znudziłą
          Potem miałem zostać świętym i nawracać innych ludzi, bo nagle zrobiła się
          strasznie wierząca.

          Ostatnich dwu punktów nie zrobiłem, a po ostatnim podjełem decyzję o rozwodzie.
          Dzisiaj jestem żonaty i żyję normalnie.

          Doskonale wiem jakie może być straszne życie z wściekłą kobietą, która widzi
          wszędzie złe chęci. Ja już nie wyrabiałem psychicznie, jednego dnia normalna,
          innego wściekła, jednego dnia chce żebym coś zrobił, innego ma pretensje że to
          zrobiłem. Jak ktoś ma problemy ze sobą to się odbija na innych, ale oczywiście
          ona jest tylko ofiarą i winni są zawsze inni.
          Powinienem może na siłę zawlec ja do psychologa, ale nie wiem czy to by pomogło.
          Ona kochała chyba tylko siebie i manipulowanie innymi.

          Ja byłem zbyt dobry i spokojny, i za dużo jej pozwoliłem. W tym wypadku trzeba
          by było trzymać ją krótko. Tylko że Takie zabawy mnie nie bawią. Albo ktoś chce
          być właśnie ze mną, albo nie. Rola niewolnika mnie nie bawi, wiecznie winnego
          też nie.

          Jak ktoś musi się rozwieść niech to zrobi po ludzku. A nie upadla człowieka
          którego kochała lub kochał.

          Dlaczego próbuję pomóc? Tylko dlatego aby z tej sytuacji oboje wyszli mniej
          pokaleczeni. Przy okazji komuś się też może przydać.

          Ludzie często nie cenią tego co mają, nawet tak prostej rzeczy że nie są sami.
          Nie potrafią uszanować uczuć innych. Liczy się ich krzywda, ich ból, ich zemsta.
          Tyle że w związku zemsta kończy się tym że obrywają oboje.


          Przy okazji dyskusja stała się jednostronna. Ona poszkodowana a on ten zły.
          Jeszcze znajdą się takie co podpuszczają "rzuć go", o jaki zły, itp. Ale to nie
          one będą same!
          Znam takie jednostronne opinie, tyle bzdur o sobie słyszałem. I nie da się z
          nimi walczyć, ona opowiada wszystko co chce. Ona jest biedna, a ja ten zły.
          Wszyscy się nad nią litują i to jej pasuje. Nikt ze maną nie rozmawia i nawet
          jak próbuję tłumaczyć to i tak nikt nie wierzy. Nikogo nie interesuje moja opinia.
          W każdym razie mam wroga do końca życia. Który nie daruje okazji do utrudnienia
          życia albo dokopania. I nie ma znaczenia na ile się zgodzę, zawsze za mało.
          Ciągle ją mam błagać o wszystko. Dzisiaj się zgodzi a jutro zmieni zdanie. Bo
          może ktoś znów powiedział że ma walczyć o swoje.
          • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 12:53
            > Jak coś w związku nie gra to winni są oboje, nie zawsze w równym stopniu.
            każdy to wie

            ale moje małżeństwo nie jest takie jak Twoje dawniejsze, i czuję że właśnie
            moje małżeństwo porównujesz to swojego dawniejszego. Nigdy nie powiedziałabym
            aby mąz znalazł sobie kochankę, ja sama nawet kochanka nie szukam
            • kiddo Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 13:01
              > > Nie wiem co to jest DDA.
              > DDA to dzieci dorosłych alkoholików
              >

              DDA to dorosłe dzieci alkoholików :)
              • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 13:30
                To moja żona, typ który bierze odpowiedzialność za wszystko.
                Ciągle stara się naprawić relacje po miedzy jej rodzicami.
            • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - Wasze rozwiązanie 24.07.07, 13:28
              Nigdy nie twierdziłem że masz kochanka, nie twierdziłem że on ma kochankę.
              Więc nie widzę podobieństwa. Nigdy nie Twierdziłem że jesteś do kogokolwiek podobna.

              Sprawy są inne bo ludzie są inni.

              Ja nie jestem DDA. Moje obie żony są DDA.

              Jak widać z naszej dyskusji łatwo się denerwujesz.
              Sam zaczełaś temat "Totalny WKURW!!”, więc czasami jesteś wku..ona.
              A trudno jest zachować spokój jak ktoś w domu jest wku..ony. Ja wolę wtedy
              trzymać się z dala od domu. Jedni idą na spacer, inni na ryby, a jeszcze inni na
              piwo. A czasami komuś puszczają nerwy. Szczególnie w Twojej trudnej sytacji dużo
              nie trzeba aby puściły nerwy.

              Zresztą sam wiem po sobie że jak mam zły humor to znacznie łatwiej mnie
              wyprowadzić z równowagi. No i więcej rzeczy mnie denerwuje, nawet żarty denerwują.

              Z obecną żoną miałem duże kłopoty, bo po urodzeniu dziecka miała depresję
              poporodową. I jak moja cierpliwość po wielu miesiącach się skończyła to wysłałem
              ją na siłę do psychologa i to jej bardzo pomogło (sama nigdy by się nie wybrała
              i miała pretensje że nie wysłałem jej). Ona problemy ze swoimi rodzicami mimo że
              nie mieszkamy z nimi, razem mają rodzinny interes. I dają jej nieźle popalić.
              Kiedyś teściowa dzwoniła kilka razy dziennie mimo że razem ze sobą pracują.
              Psycholog powiedziała że ma zakazać dzwonienia do domu i teraz mamy spokój.
              Teraz wygląda na to że po urodzeniu dziecka, źle reagowała na antykoncepcję
              hormonalną. I stąd depresja, zły humor itp.
    • 1zlakobieta Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 11:21
      po pierwsze nie wprowadzaj się z powrotem do teściów bo nic się nie zmieni,
      postaw się teściowi, nikt nie ma prawa Cię obrażac czy wyzywac, bez względu na
      wiek, co to za ludzie?????
      po drugie głęboko się zastanów czego TY naprawdę chcesz? czy chcesz wychowywac
      dzieci ze swoim mężem??!!
      masz teraz możliwośc się nad wszystkim zastanowic. jesli chcesz ratowac
      małżeństwo może warto sie zastanowic nad wyjazdem do dużego miasta gdzie łatwiej
      jest o pracę dla was obojga i gdzie będziecie zdani tylko na siebie? Będziesz
      mogła zobaczy jak wam jest tylko ze sobą.
      Ja chyba nie miala bym chęci po takim traktowaniu na bycie z takim człowiekiem....
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 13:45
      czuję się żle, niespokojna, nie mogę spokojnie usiąść w jednym miejscu, szwędam
      się po domu, chce mi się płakać!! Wczoraj jak byłam po rzeczy on miał łzy w
      oczach, próbował mnie zatrzymać siłą, obiecywał poprawę, przepraszał, obiecał
      że się wyprowadzimy od jego rodziców, że pójdzie do psychologa, że przyjedzie
      dziś (czyli wczoraj) do mnie na szczerą rozmowę, że przeprosi moich
      najbliższych, że zrobio dosłownie wszystko abym wróciła. I wiecie co ... nie
      pokazał się nawety nie dzwoni nie pisze, milczy, zero kontaktu. Nie wytrzymałam
      wczoraj zadzwoniłam powiedział że zabrałam mu samochód, co za bzdura, żadnego
      samochodu nie zabrałam, jest u mojego taty bo nim przyjechaliśmy a że upił się
      więc jak mógł nim jechać do domu, a po zatym powiedział że mogę sobie go
      zabrać. Kazał mi się rozłączyć bo szkoda karty na romowę. Jak on może tak mówić
      to ja do niego dzwonię a on po 2 min. każe mi kończyć rozmowę, bo szkoda kasy
      na karty telefoniczne. Napisałam mu w esku żeby podlewał kawity, on się
      widocznie obraził i stwierdził że na klęczkach do mnie nie przyjdzie, bo skoro
      napisałam że ma podlewać kwiaty to oznacza że ja już do niego nie wrócę. Dodał
      że się nie odzywa bo nie ma karty, co za wymówka. Ma kasę i może sobie kupić,
      albo może mi na gg pisać, albo wysłac eska z netu. Już jest prawie godz.14.00 a
      on się nic nie odzywa, Nie wytrzymałam zadzwoniłam do niego, nie odbiera
      telefonu.
      Co ja mam myśleć i robić, nie wiem
      • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 13:56
        no ale halo, Pati, przeciez po co do niego dzwonisz?
        To wygląda tak jakbys Ty uginała się powoli
        a to ma wyglądać że naprawdę przestajesz się nim przejmować dopóki
        on czegos konkretnego nie zrobi...
        obiecanki cacanki....
        to po co się wyprowadziłas skoro i tak piszesz do niego i dzwonisz...
        • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:05
          Dzwoni bo on dzwonił.
          Dzwoni bo na nim mu zależy, mimo że wku..a ją na maksa.

          Na razie nie wraca.
          On może już dostał swoją nauczkę.

          Mi zależy na tym aby się dogadali?

          Czy Tobie zależy żeby Ona go jeszcze bardziej sponiewierała?
          • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:28
            Nie ale zależy mi na konsekwencji...
            jescze kilka dni chociaż...
            nie mówiąc o tym ze powinien przyjśc do niej juz z konkretem,
            albo kluczami albo propozycją mieszkania, cokolwiek...
            • pati_31 butterflymk 24.07.07, 23:41
              > Nie ale zależy mi na konsekwencji...
              > jescze kilka dni chociaż...
              > nie mówiąc o tym ze powinien przyjśc do niej juz z konkretem,
              > albo kluczami albo propozycją mieszkania, cokolwiek...

              jak na razie same obiecanki złożył (w poniedziałek). A dziś przez telefon
              powiedział że skoro mam samochód i znam drogę do domu to mogę wrócić.
              Powiedziałam ze napewno od tak sobie nie wrócę, a on na to spytał czy ma jutro
              po mnie przyjechać. Stwierdził że już przeprosił więc powinnam wrócić
        • pati_31 butterflymk 24.07.07, 16:39
          > to po co się wyprowadziłas skoro i tak piszesz do niego i dzwonisz...

          bo mimo wszystko kocham go i zależy mi! i nie mogę znieść tego jak on się teraz
          zachowuje. czuję się okropnie, nie wiem co dalej robić, nie wiem jak to się
          zakończy, jest nie cierpliwa i coraz bardziej poddenerwowana
        • pati_31 butterflymk 24.07.07, 16:40
          > to po co się wyprowadziłas skoro i tak piszesz do niego i dzwonisz...

          a po drugie boli mnie że wczoraj taki skruszony, tak żałował, tak przepraszał,
          tyle obiecywał a dziś?? zero kontaktu tak jakby miał to w d...
          nie mogę tego przeboleć, te obiecanki cacanki
      • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:01
        Może ktoś zdążył go już nakręcić.
        Zawsze się znajdzie jakiś doradca, może Twój ulubiony teść.

        On wykonał jakiś krok, wycofał się z drugiego.
        Może czas na Twój krok, bierzesz samochód jedziesz i rozmawiasz.

        Im dłużej będziecie osobno tym trudniej będzie wrócić.
        Zastanów się czy na pewno wszystko musisz stawiać na jedną kartę.

        Może warto zmienić trochę plany.
        Możesz wrócić na próbę albo tylko pojechać na rozmowę.
        Albo tylko odstawić samochód.

        Lepiej sobie wyjaśnić wszystko niż żyć w niepewności.
        • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:04
          jak rozmowa to tylko w neutralnym miejscu na kawę do kafejki żeby ludzi byli,
          bo to nie wiadomo...
          • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:07
            To ona mu dała w twarz, on tylko użył przemocy słownej.

            I co sugerujesz?
            Że co zrobi?
            Przecież do niedawna żyli razem, a teraz to co?
            Obcy?
            • pati_31 ciekawy69 24.07.07, 16:46
              > To ona mu dała w twarz, on tylko użył przemocy słownej.
              dałam mu w twarz bo zaczął odzywać się do mnie wulgarnie i to bardzo
          • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:09
            Na randkę to kafejka dobra.

            Na takie rozmowy publiczność raczej nie potrzebna.
            No chyba że jest bardzo źle.
            • butterflymk Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:30
              no dobra, nie musi być kafejka, chodziło zeby nie u niego w domu...
              zaraz teściowie się wtrącą, on się czuje jak król w tym domu
              lepiej żeby to było uniwersalne miejsce...
        • pati_31 ciekawy69 24.07.07, 16:44
          > Może ktoś zdążył go już nakręcić.
          > Zawsze się znajdzie jakiś doradca, może Twój ulubiony teść.

          teśc napewno nie, nie mają dobrych relacji. Jak coś to może teściowa coś
          zaczęła nadawać, bo jak wychodziłam z domu z rzeczami to jak ją poperosiłam aby
          podlewała mi kwiaty odpowiedziała żebym i kwiaty zabrała z sobą i to z jakim
          usmiechem na twarzy. A tak w ogóle to teściowa w oczy mi powiedziała że chce
          abyśmy wyprowadzili się z jej domu.

          > Może czas na Twój krok, bierzesz samochód jedziesz i rozmawiasz.
          jak mam tam wrócić tak sobie, jakby nic, raz że teściowa na odchodne walnęła
          głupi tekst do mnie, to jeszcze mąz powiedział że mój dom jest u taty, że mam
          spie..ć, że mnie nie kocha, że mnie nie chce, że koniec małżeństwa.
      • summerwine Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:10
        dziewczyno on chce doprowadzic do tego zaebys to Ty go za wszystko przeprosila,
        za co Ty go wogole kochasz powiedz....on zmadrzeje ale na starosc znow znajdzie
        jakas kobiete i bedzie pozakywal swoje ja na wierzchu, resocjalizacja temu panu
        nie pomoze bo przede wszystkim trzeba chciec, widze ze glupia nie jestes szybko
        sobie kogos znajdziesz no coz czasem tak w zyciu bywa,twoi bliscy patrzac na
        Ciebie cierpiaca przezywaja wszystko podwojnie oszczedz wszystkim smutku, tego
        kwiatu jest pol swiatu i takie tragedie milosne znam i dziewczyny sz teraz
        szczesliwe a tem myslaly ze to koniec swiata, pojdziesz do pracy zajmiesz sie
        czyms zapomnisz o draniu uwierz mi, a takie doswiadczenie zyciowe tylko Cie
        wzmocni zyciowo , usiadz z nim raz i pogadaj co jest dal niego najwazniejsze w
        zyciu i jakie ma plany na przyszlosc ? poboli i przestanie a po tej burzy
        wyjdzie przesliczne Słonko...
      • angie27 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:18
        Smutne to wszystko, bardzo smutne :(
        Ale gdyby mu zależało na Was, przygnałby jak na skrzydłach i zrobiłby wszystko
        aby Cię odzyskać...
        Nie martw się, w pojedynkę też się da żyć, choć może teraz w to nie wierzysz.
        Zajmij się chorym tatą i poszukaj pracy. I głowa do góry. Jeszcze wiele dobrego
        Cię może w życiu spotkać. Najważniejsze to być w zgodzie ze sobą samym.
        • summerwine do :Pati 24.07.07, 14:20
          pati jak bedziesz chciala pogadac napisz emilke na gazetowa poczte, chetnie Cie
          wespre...
        • ciekawy69 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:29
          To samo można powiedzieć w drugą stronę.
          Gdyby jej zależało to też....

          Może jedno i drugie chce, ale jak żadne nie wykona kroku na przeciw to się nie
          spotkają. I oboje mogą być nieszczęśliwi.

          Można żyć samemu, tylko pytanie czy ona tego chce?
          Raczej mam wrażenie że jej na nim zależy.

          Na razie to ona zrobiła krok wstecz wyprowadzając się.
          I tylko ona może wrócić.

          On przeprosił, coś próbował robić, może to mało a może to dużo.

          Ona przynajmniej dzwoniła.
          • angie27 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:39
            To on się upił, to on nawyzywał jej schorowanego ojca i siostrę, to on
            powiedział jej "spie...j" jak wybiegła za nim...
            Ma prawo oczekiwać przeprosin dla siebie, jak i dla dla swojej rodziny. I
            namacalnych symptomów, że coś się rzeczywiście zmieni, a nie mrzonek i
            obiecanek. Bo w ten sposób nic się nie zmieni, konflikt będzie narastał, szkoda
            tylko czasu i zdrowia. Relacje rodzinne juz zostały nadszarpnięte, moze ojciec
            i siostra wybaczą, ale słowa zostały wypowiedziane, moze będzie poprawnie, ale
            nigdy nie będzie juz tak jak wcześniej.
            • pati_31 angie27 24.07.07, 23:56
              > Ma prawo oczekiwać przeprosin dla siebie, jak i dla dla swojej rodziny. I
              > namacalnych symptomów, że coś się rzeczywiście zmieni, a nie mrzonek i
              > obiecanek. Bo w ten sposób nic się nie zmieni, konflikt będzie narastał,
              > szkoda tylko czasu i zdrowia.

              dokładnie o to mi chodzi. I tak jak już pisałam w zeszłym roku podobnie się
              zachował (tylko moja rodzina w to nie była wmieszana), jak się upił tez kazał
              mi spie..ć mówiąc że to już koniec. Wyprowadziłam się a on później przyszedł
              skruszony do mnie z przeprosinami i obiecankami, wtedy uwierzyłam mu na same
              słowo, w te obiecanki, wróciłam a teraz niestety ale obiecanki tym razem to za
              mało. Chcę konkretów, czynów a nie tylko pustych słów, chcę widzieć i poczuć że
              faktycznie realizuje te obiecanki.
          • pati_31 ciekawy69 24.07.07, 23:49
            > Na razie to ona zrobiła krok wstecz wyprowadzając się.
            > I tylko ona może wrócić.

            a co miałam zrobić zostać na siłę pod jednym dachem, jak mąz powiedział że mam
            spie..ć do swojego domu rodzinnego bo już mnie nie chce,

            > On przeprosił, coś próbował robić, może to mało a może to dużo.
            on nic nie próbował, tylko samo przepraszam i obiecanki a to tylko słowa, a
            czynów żadnych, nawet nie ma śmiałości przyjechac i spotkac się ze mną.
            ostatnim razem (w zeszłym roku) jak się upił (ciężkie momenty z jego rodzicami)
            to też kazał mi spie..ć i mówił że to już koniec, wyprowadziłam się, póżniej
            przepraszał, obiecywał poprawę, że już nigdy tak się nie zachowa, uwierzyłam
            wtedy mu na słowo i wróciłam i nadal mieszkamy u jego rodziców. Wtedy
            uwierzyłam na słowo i co z tego mam, zrobił powtórkę i tym razem same słowa nie
            wystarczą. Musi się wykazać czynem. Musze widzieć że coś działa w kierunku ku
            lepszemu, ku poprawie a nie same obiecanki. Obiecanki też były ostatnim razem.
            Teraz samymi obiecankami mnie nie udobrucha
      • pati_31 co jest grane?? ... 24.07.07, 16:36
        ... czego on teraz chce?
        wczoraj jak pojechałam po rzeczy to sprawiał wrażenie skruszonego, że żałuje,
        przepraszał, obiecał że poszuka dla nas mieszkania, że nie będzie przesadzał z
        alkoholem, że zrobi wszystko abym tylko wróciła, że pójdzie do psychologa, nie
        chciał mnie wypuścić, obiecal że przyjedzie dziś (czyli wczoraj) do mnie na
        poważną rozmowę a przy okazji przeprosi za swoje zachowanie mojego tatę i co?
        nie pojawił się!! Nawet się nie odzywa!! Nie wytrzymałam zadzwoniłam wczoraj po
        22ej to powiedział że jest senny i nie będzie rozmawiał, żebym kończyła rozmowę
        bo szkoda karty (a dopiero ledwie 2 min rozmawialiśmy przez tel.) z jego mowy
        wybikło że jest obrażony że samochód mu zabrałam. Co za bzdura, przyjechaliśmy
        samochodem do mojego taty a że upił się na festynie to przeciez nie będzie
        wracał nim, ja miałam jechać to kazał mi spie..ć i dodał że mam mu tylko
        dow.osobisty oddać i prawko a samochód mogę sobie zabrać bo go nie chce. Teraz
        on twierdzi że ja mu zabrałam auto!! A jak mu napisałam zeby podlewał kwiaty to
        się uniósł honorem i powiedział ze skoro karzę podlewaćmu kwiaty to znaczy że
        już nie wrócę, a skoro tak postanowiłam to on na kolanach nie będzie do mnie
        przychodzić, powiedział że nie dzwoni bo nie ma karty. Kase ma więc kartę bez
        problemu może kupić, może przeciez z neta wysłac eska albo e-maila wysłac albo
        na gg się odezwać. Dziś w ogóle nie odzywa się, telefon wyłączył, zadzwoniłam
        do teściowej i prosiłam aby przekazała mu aby włączył telefon, owszem włączył
        ale cóż jak nie odbierał. Więc ponownie zadzwoniłam do teściowej, dała mi go do
        telefonu a on powiedział że nie dzwoni bo nie ma czasu, bo ma pracę a jak chcę
        to mogę wracać, samochód mam więc mogę wrócić z moimi rzeczami. No wiecie co!!!
        wkurzyłam się!! rozłączyłam się a on dalej milczy

        nie wiem co teraz. Wczoraj do południa był skruszony, mówił że przyjedzie
        wieczorem i nie pojawił się i nie odezwał się sam do tej pory. Tylko wymyśla że
        nie ma karty, że mu samochód zabrałam, że jest zajęty, że jak chcę to mogę
        wrócić, bo tak naprawdę nie powinnam brac tego do sibie co mówił bo był pijany
        itd.
        nie wiem jak teraz się zachować w stosunku do niego, jak na razie wysłałam mu
        eska w którym napisałam że nawet po pijaku nie ma prawa tak do mnie mówić, tak
        mnie traktować, napisałam tez że widocznie mu nie zalezy skoro milczy i nic w
        tej sprawie nie robi, że słowa to za mało, liczy się czyn itp. po czym
        wyłączyłam telefon. Jestem strasznie nie spokojna, bo nie wiem co dalej, co on
        zamierza, i czemu tak się zachowuje wczoraj do południa skruszony a po południu
        zachowuje się jakby mu nie zależało i dziś milczy
        • butterflymk Re: co jest grane?? ... 24.07.07, 16:58
          narazie to się zdystansuj do tego typa i tej sytuacji,
          • babcia_kasi Re: co jest grane?? ... 24.07.07, 18:43
            Droga Pati.Obawiam sie, że Twój problem jest o wiele głębszy.
            To nie są zwykłe, małżeńskie nieporozumienia.
            Przypatrz się małżeństwu Twoich teściów, oni są pierwowzorem pary dla męża.
            Im dłużej trwa Wasz związek, tym bardziej zachowania męża będą przypominały zachowania teścia, choćby świadomie był na takie zachowanie wściekły.
            Masz do czynienia z człowiekiem, który zaczyna stosować przemoc, bo taki ma w domu pierwowzór.Będzie tylko gorzej.
            Poproś o wejście na zamknięte forum "Przemoc w rodzinie", powołaj się na Twoje tutaj wpisy.Może to trochę potrwać, bo moderatorka jest za oceanem, może dopiero w nocy Cię wpuści.Ja się za Tobą wstawię, bo tam jestem od kilku lat.
            Przynajmniej się w tych nerwach zajmiesz czytaniem fachowych tekstów.
            Jesteś silna i mądra, nie odzywaj się na razie do męża.A potem zdecydujesz.
            Zaraz napiszę na forum, aby Cię przyjęto i podeślę link.
            • babcia_kasi Re: co jest grane?? ... 24.07.07, 18:47
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
              oto link, niestety nie udało mi się "na czerwonno".
              Pozdrawiam
              • pati_31 babcia_kasi 25.07.07, 00:09
                dzięki za linka, właśnie zgłosiłam swoje uczestnictwo
            • pati_31 babcia_kasi 25.07.07, 12:54
              jeszcze raz dzięki za linka i za poparcie mnie na forum "przemoc w rodzinie"
              wczoraj złożyłam chć uczestnictwa i zostałam przyjęta
              a dziś napisałam na tym forum post i wkleiłam linka z tym postem
              jeszcze raz serdeczne dzięki
          • pati_31 butterflymk 24.07.07, 23:58
            > narazie to się zdystansuj do tego typa i tej sytuacji,
            oj bardzo bym tego chciała, ale ciężko bo ciągle myślę co dalej będzie, czuję
            wewnętrzny nie pokój.
        • ciekawy69 Re: co jest grane?? ... 24.07.07, 19:08
          Ja go rozumiem, to Ty zabrałaś się i odeszłaś.
          Po pijanemu robi się różne rzeczy, nie zawsze najmądrzejsze.

          Czy jak Ty się pokłócisz z teściem, to mąż od Ciebie odchodzi?
          I żąda abyś przepraszała teścia?

          Mam wrażenie że bardziej cię obchodzi zadanie Twojej rodziny niż to co On ma do
          powiedzenia.

          Jak by moja żona odeszła do rodziców to bym się do niej nie wybierał.
          Nie chce być ze mną to trudno, wróci to można pogadać.
          Jeśli odeszła, to mało mnie interesują jej warunki.
          Albo chce ze mną być, albo zabawa w kto jest silniejszy.
          Jeśli wybrała bycie samą, to nie interesują mnie jej warunki.

          Jeśli zamierza odchodzić bo coś się jej nie podoba, stawiać warunki i wracać to
          ja się w To nie bawię. Nawet gdyby po trzeżwemu bym się pokłócił z jej rodziną
          to dla Mnie nie jest powód do odejścia. Zresztą moja żona się pożarła z Moją
          mamą. Ja w to nie wnikałem. I na pewno nie odchodziłem od niej, dla mnie to ich
          problem. I raczej wspieram żonę, niż moją mamę czy siostrę.

          Nie pozwoliłbym się szantażować odchodzeniem albo odchodzisz albo próbujemy coś
          razem robić.

          Nie pochwalam wszystkiego tego co On robi, ale rozumiem go. Nie wiem jakie są
          jego powody zmiany decyzji, możesz go zapytać.


          Rozumiem też Ciebie, to że się pokłócił z Twoją rodziną, to była tylko kropla
          która przelała kielich goryczy, tak na prawdę chodzi o co innego.

          Odchodząc grasz ostro, On teraz powiedział sprawdzam.
          Więc musisz się zdecydować czy to był blef, czy dalej stawiasz wszystko na jedną
          kartę. Czyli albo będzie tak jak chcesz, albo nic nie będzie.

          Moja rada ustalcie jakiś kompromis, Ty z czegoś zrezygnujesz, i on z czegoś
          zrezygnuje. Możesz zacząć od odpuszczenia żądania przeprosin dla swojej rodziny.
          Chyba że przeprosiny są ważniejsze niż Twoje małżeństwo. Przy psychologu możesz
          się upierać, bo to będzie dla Waszego dobra ważne. Mieszkanie to bym na razie
          darował bo tego nie da się załatwić z dnia na dzień.

          A jeśli chcesz walczyć do końca, to wybierz się od razu do adwokata.
          • elderlane Re: co jest grane?? ... 24.07.07, 23:50
            chciałam powiedzieć tylko jedną rzecz ciekawemu.czytałam twoje posty z
            niesamowitym zainteresowaniem.jestem pod niesamowitym wrażeniem.chciałabym
            usłyszeć tak szczere zdania o sobie i moim niedawno zakończonym związku po którm
            wciąż powolutku leczę rany.ale jednocześnie bałabym się szczerosći właśnie.myśle
            ze pati tez tak ma.tak troche.bardzo z miejsca ofiary zejsc i przyznac sie do
            bledu.pisze banaly ale tak jest i dopoki pati nie zaczniesz sluchac swego meza i
            inaczej patrzec na cala sprawe dopoty nie bedzie dobrze,bo bedziecie ewentualnie
            starli sie cos naprawic nie rozumiejac sie nawzajem.idzie do psychologa.idzce do
            poradni.nabierzcie dystansu.
          • pati_31 ciekawy69 25.07.07, 00:19
            > Ja go rozumiem, to Ty zabrałaś się i odeszłaś.
            > Po pijanemu robi się różne rzeczy, nie zawsze najmądrzejsze.
            Ty widocznie tego nie rozumiesz! Mąż/żona powinien(a) okazywać szacunek
            żonie/męzowi bez względu na to czy jest pijany(a) czy trzeźwy(a). I koniec
            kropka!! A odeszłam bo sam tego chciał, dosadnie powiedział "spierda... bo juz
            cię nie chcę, już cie nie kocham"

            > Czy jak Ty się pokłócisz z teściem, to mąż od Ciebie odchodzi?
            ja odeszłam nie dla tego że zachował się jak guwniarz w stosunku do mojego
            taty, tylko z powodu zachowania jego względem mnie (co z resztą napisałam wyżej
            czemu odeszłam)

            > Mam wrażenie że bardziej cię obchodzi zadanie Twojej rodziny niż to co On ma
            > do powiedzenia.
            jego zdanie też jest dla mnie ważne, i liczę się z jego słowami
            jakby liczyły się tylko słowa mojej rodziny to po tym co zrobił miałabym go
            daleko w dup... ale tak nie jest, ja właśnie czekam na kontakt od niego, na to
            że porozmawia ze mną otwarcie i szczerze

            > Jak by moja żona odeszła do rodziców to bym się do niej nie wybierał.
            > Nie chce być ze mną to trudno, wróci to można pogadać.
            > Jeśli odeszła, to mało mnie interesują jej warunki
            zrozum wreszcie ze odeszłam nie od tak sobie bo mam taki kaprys, tylko dlatego
            że on jasno i wyraźnie powiedział mi prosto w oczy spierda... juz cie nie chce,
            mój dom jest moim a ty masz swój !!!
            • ciekawy69 Re: ciekawy69 25.07.07, 14:20
              Jest agresywny jak se wypije za dużo, przeklina i obraża wszystkich.
              Nie robi tego od wczoraj. Wcześniej Ci to chyba mniej przeszkadzało.

              Jeśli taki facet Ci nie odpowiada zupełnie to odejdź.
              Nie ważne co obieca i co na nim wymusisz.
              Jak za dużo wypije to będzie powtórka z rozrywki.
              On nie za bardzo kontroluje to co się dzieje po alkoholu.

              Jeśli przyjmiesz że to co zrobił wynika z tego że był pijany.
              To możesz postarać się skierować go do kogoś kto mu fachowo pomoże.

              Jeśli to co robi po pijanemu traktujesz, tak samo jakby zrobił na trzeźwo.
              To po co z nim jesteś.

              Jego problem nie polega na tym co robi po wypiciu, ale na tym że pije.

              Nie możesz wziąć sobie byle kogo, a potem przerobić na kogoś innego.
              On po prostu ma problem z alkoholem, problem pozostanie.
              Najwyżej nie będzie pił albo będzie bardziej kontrolował picie.

              Pozwalasz mu na picie, a potem się dziwisz że jest tak jak zwykle.
              Jeśli Twoja rodzina wie że on nie może pić, to niech zrobi imprezę bez alkoholu.
              Albo go pilnuje. Chyba sam ze sobą nie pił?
              • pati_31 Re: ciekawy69 25.07.07, 16:26
                > Jest agresywny jak se wypije za dużo, przeklina i obraża wszystkich.
                > Nie robi tego od wczoraj. Wcześniej Ci to chyba mniej przeszkadzało.
                wcześniej taki nie był jak sobie wypił, potrafił kontrolowac swoje zachowanie i
                słownictwo.

                > Jeśli przyjmiesz że to co zrobił wynika z tego że był pijany.
                > To możesz postarać się skierować go do kogoś kto mu fachowo pomoże.
                po trzeźwemu nigdy do mnie złego słowa nie powiedział

                > Pozwalasz mu na picie, a potem się dziwisz że jest tak jak zwykle.
                > Jeśli Twoja rodzina wie że on nie może pić, to niech zrobi imprezę bez
                > alkoholu. Albo go pilnuje. Chyba sam ze sobą nie pił?
                ja w pewnym momencie powiedziałam STOP aby nie pił, nie posłuchał i pił dalej z
                moim szwagrem (obydwaj się upili). A to nie była impreza rodzinna a festyn.
                • ciekawy69 Re: ciekawy69 25.07.07, 17:39
                  Tu wyraźnie picie mu nie służy. Coś z Tym trzeba zrobić.

                  Jeśli zawsze jak zacznie, to nie może przestać, to już alkoholizm. A to już
                  choroba, na chorego nie ma się co obrażać, tylko leczyć, a jeżeli już obrażać to
                  o to że się nie leczy.

                  Jeśli może przerwać, to trzeba przypilnować aby w odpowiednim momencie przestał
                  pić. Nigdy nie może się upić.

                  Pytanie jak często się zdarza że traci kontrolę nad sobą?

                  --
                  Pozdrawiam

                  Każdy mężczyzna jest inny!
    • nati850226 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:28
      Najłatwiej jest doradzic: rzuć go, znajdziesz innego, to kretyn, itd. Ale po
      pierwsze, ona go kocha - jak sama pisze, nie łatwo jest odrzucić z dnia na
      dzień wszystkie uczucia, a po drugie nie mozna tak łatwo rezygnowac z
      małżeństwa, konczyć związku. Jak cos nam nie pasuje to good bye, i kolejny
      facet i znowu przy najmniejszym problemie good bye? - czy na tym polega
      małżeństwo, że przy pierwszych wiekszych trudnościach poddajemy sie i uciekamy
      szukać szczęscia gdzie indziej? Tym bardziej, że mąż nie zdradził, nie pobił,
      nie zrobił nic co byłoby nie do wybaczenia. Nie pochwalam jego zachowania,
      zwłaszcza względem Twojego ojca, było ono karygodne, ale moim zdaniem nie
      przekresla go od razu. Moja rada to przede wszystkim szczera rozmowa w cztery
      oczy, na neutralnym gruncie, bez swiadków, bez wyrzucania sobie wszystkich
      błędów, rozmowa o tym, co dalej robic, konkretne postanowienia i decyzje z jego
      strony. jesli on, jak powiedzial wczesniej, decyduje sie na terapie i kupno
      mieszkania z dala od tesciow, to pati jak najbardziej powinna mu przebaczyć.
      Ale do domu nie wracac w żadnym wypadku. Poszukajcie razem mieszkania,
      terapeuty i spedzajcie ze soba jak najwiecej czasu, jednakze poza domem.
      Uważam, że nie powinniście od razu konczyc małzeństwa, sprobujcie raz jeszcze.
      • summerwine Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 14:37
        ano poszukajcie mieszkania,idzcie do psychologa,liczba mnoga...a kto nie chce ?
        czas mija, zycie plynie a tu stoimy w miejscu
      • pati_31 nati850226 24.07.07, 22:12
        > Ale po pierwsze, ona go kocha - jak sama pisze, nie łatwo jest odrzucić z
        > dnia na dzień wszystkie uczucia, a po drugie nie mozna tak łatwo rezygnowac z
        > małżeństwa, konczyć związku.
        dokładnie tak jest, kocham go, mimo wszystko zalezy mi, i nie wyszłam za mąż po
        to aby nie całe 2 lata później odejśc całkowicie od tak sobie, bez żadnej
        walki. Mąz jest moim jedynym facetem, tak naprawdę to moja pierwsza taka
        prawdziwa miłość, tylko jemu się oddałam. Trudno tak z dnia na dzień zakończyć
        9cio letni związek.

      • ela_anna Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 29.07.07, 16:43
        Tak w zyciu bywa,kiedy pokolenia mieszkaja razem.Pod wplywem emocji widzi sie
        tylko to co widziec sie chce.Musisz na spokojnie wszystko przeanalizowac,nie
        mozesz pod wplywem chwili,pod wplywem obietnic meza zmieniac zdania.Jesli mąz
        przekroczył jakis próg,ktorego przekroczyc nie powinien powtorzy to jeszcze raz
        i nastepny.To tylko kwestia czasu,a Twoje zycie ucieka.Sama odbierasz sobie
        szanse by zyc godnie i normalnie.Zdystansuj sie,pomieszkaj z ojcem,sprobuj
        znalezc prace i samodzielnie zyc.Jesli maz okaze sie wartosciowym czlowiekiem
        bedzie walczyl o powrot do normalnosci i wtedy daj mu szanse.Teraz kiedy traci
        grunt łapie sie wszystkiego by odzyskac zaufanie do Ciebie.Decyzja nalezy do
        Ciebie.Powodzenia
        • pati_31 ela_anna 29.07.07, 17:04
          > Tak w zyciu bywa,kiedy pokolenia mieszkaja razem.Pod wplywem emocji widzi sie
          > tylko to co widziec sie chce.
          zgadzam się z Tobą. Teraz jak od kilku dni mieszkam ze swoimi bliskimi (tatą i
          siostrą) czuję spokój i wewnętrzne wyciszenie. W domu teściów rzadko zaznawałam
          ciszy i relaksu. Teraz jak mieszkam z dala od nich, nie tęsknie za nimi ani za
          mieszkaniem z nimi pod jednym dachem, tęsknię tylko za mężem, ale jak dobrze
          pójdzie pod koniec przyszłego miesiąca będziemy mieli własny kąt. Z czego
          bardzo się cieszę. Teraz jak mieszkamy osobno, staram się wszystko na spokojnie
          analizować, wiem jedno, że tęsknię za nim, bardzo go kocham i zależy mi na
          naszym małżeństwie. Dziś miło spędziliśmy pięć wspólnych godzin, dużo
          rozmawialiśmy. Mąż otworzył się przede mną, powiedział co go ‘boli”. W rozmowie
          byłam stanowcza, powiedziałam mu czego oczekuję i dodałam że jeżeli sytuacja ma
          się powtórzyć to nie ma sensu wracać, lepiej się rozstać a tym samym
          zaoszczędzić sobie nerwów, łez i cierpienia. Mąż powiedział, że nie chce mnie
          stracić, że zrobi wszystko abym do niego wróciła. Nazwał siebie głupcem za to
          że doprowadził do takiej sytuacji. Było po nim widać, że jest mu przykro i że
          mnie kocha. Okazywał tyle czułości, chciał się tulić. Naprawdę dziś spędziliśmy
          cudownie czas.
    • astarte3 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 22:44
      przed slubem nie pil?kumpli nie mial?

      moze za krotko sie znaliscie zeby od razu do oltarza?
      • kitek_maly Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 24.07.07, 23:52
        pati napisała, że ich związek trwa już 9 lat, więc to chyba nie to.
      • pati_31 astarte3 25.07.07, 00:26
        > przed slubem nie pil?kumpli nie mial?
        owszem miał kolegów i czasem wypił ale zawsze potrafił się zachować, i nigdy
        złego słowa do mnie nie powiedział

        > moze za krotko sie znaliscie zeby od razu do oltarza?
        przed ślubem byliśmy z soba prawie 7 lat w tym przez rok mieszkaliśmy razem (z
        dala od jego rodziców) i było ok. były drobne kłótnie ale krótkotrwałe i nie
        ostre, ale to normalka w każdym związku sa jakies sprzeczki, mniejsze/większe.
        A teraz mąz jak wypije i ma nerwę to potrafi mi nagadać,
    • pati_31 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 25.07.07, 00:41
      cięzko mi, tak bardzo chciałabym aby wszystko się ułożyło, mimo wszystko
      tęsknię za nim ale nie mogę tak łatwo ulec. Zwłaszcza że jak już pisałam w
      zeszłym roku zachował się podobnie, póżniej przepraszał, obiecywał poprawę,
      wtedy mi słowa wystarczyły i wróciłam do niego po tygodniu czasu, jak widać
      słowa to za mało, bo historia się powtórzyła. Teraz też pokazał skruchę i
      złożył obiecanki ale tym razem to za mało, boję się że jak znów pozwolę
      udobruchac się samymi obiecankami tak jak wtedy to za jakiś czas ponownie się
      to wszystko powtórzy.
      Dzwoniłam do niego w dzień ale wieczorem nic się do niego nie odezwałam a on
      przesłał mi eska "kocham cię, dobranoc, przepraszam" troszkę cieplej się na
      sercu zrobiło i łezka stanęła w oku. Tak wiele bym dała aby było dobrze, aby to
      się zakończyło dla obydwojga nas jak najlepiej, ale mimo wszystko się boję ze
      znów te obiecanki okaża się "obiecanki cacanki".
      • nati850226 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 25.07.07, 09:34
        Sms na dobranoc był miły, w moim mniemaniu swiadczy o tym, że męzowi zalezy na
        małżeństwie, ale sam sms i jego przeprosiny nie załatwiają sprawy, nie
        wystarczą. Umówcie się koniecznie na szczera rozmowę poza domem. Zacznijcie
        szukac mieszkania wspólnie, z dala od teściów. Powiedzcie sobie co Wam lezy na
        sercu, co Was boli, ale bez oskarżeń i wytykania błędów. Napewno dacie radę sie
        porozumieć. Widać, że jest jeszcze miedzy Wami uczucie. Tylko nie wracaj do
        tamtego domu, to byłby błąd, musicie zacząć razem od nowa. Zyczę powodzenia.
        • pati_31 nati850226 25.07.07, 11:43
          > Sms na dobranoc był miły, w moim mniemaniu swiadczy o tym, że męzowi zalezy
          > na małżeństwie, ale sam sms i jego przeprosiny nie załatwiają sprawy, nie
          > wystarczą.

          wiem że smsm z przeprosinami to zdecydowanie za mało, ale przynajmniej troszkę
          cieplej zrobiło się na sercu przed samym snem.

          > Tylko nie wracaj do tamtego domu, to byłby błąd, musicie zacząć razem na nowo
          ja od dawna mówiłam mężowi że chcę jak najszybciej wyprowadzić się od jego
          rodziców, on sam dobrze wie że mieszkanie z nimi pod jednym dachem źle wpływa
          na nasz związek, przecież przed ślubem jak byliśmy z sobą 7 lat (w tym rok
          mieszkaliśmy razem z dala od jego rodziców) było dobrze, nawet jak była jakaś
          okazja i wypił sobie to zachowywał się przyzwoicie, nigdy nie usłyszałam
          żadnego wulgarnego słowa w moją stronę. Teraz jak mieszkamy z jego rodzicami
          zaczęło się po woli psuć, teść robi awantury o wszystko, jak się mu sprzeciwi
          to wyzywa męża od najgorszych, nawet powiedział mu że żałuje że nie wrzucił go
          do wora i do rzeki jak tyko mąż przyszedł na świat. Mąż jest DDA (Dorosłym
          Dzieckiem Alkoholika). Teść od jakiegoś czasu nie hamuje się w słownictwie do
          mnie. Teściowa ma go daleko w dup... zabiera się z domu i zostawia go nam,
          wtedy on czuje się pewny i bardziej dopieka. Ja już dawno mówiłam mężowi że
          musimy za wszelką cenę wynieść się od nich, jeśli chcemy żeby nasze małżeństwo
          normalnie funkcjonowało to powinniśmy od nich uciekać. Najgorsze jest to że nie
          stać na mieszkanie, mąż pracuje u teściów, ja jestem bezrobotna. Naprawdę nie
          chce tam wracać zwłaszcza po tym że jak wychodziłam z pakunkami poprosiłam
          teściową aby podlewała mi kwiaty a ona odpowiedziała że kwiaty też mogę sobie
          spakować a teść powiedział że chyba sobie żartujesz z tą wyprowadzką. A jak z
          mężem dojdziemy do porozumienia to będziemy musieli tam wrócić przynajmniej na
          jakiś czas aż kasę uzbieramy
      • patrykkiwaczek Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 25.07.07, 09:34
        wiesz co???
        wcale mi Cię nie żal!!!
        Ty sama chcesz być nieszczęśliwa bedąc z tym człowiekiem. Kobieto przeczytaj
        swoje posty i zastanów się nad waszym związkiem? Pomyśl, że będziecie mieli
        dzieci i co wtedy. Myślisz że będzie pięknie i wspaniale. Życzę ci tego!!!! Ale
        niestety tak nie będzie.
        Dla mnie jesteś kolejną matką polką poswięcajacą sie dla kolejnego debila,
        której zwiazek za 20-30 lat będzie taki jak u twoich wspaniałych teściów.
        • pati_31 patrykkiwaczek 25.07.07, 12:37
          > Ty sama chcesz być nieszczęśliwa bedąc z tym człowiekiem. Kobieto przeczytaj
          > swoje posty i zastanów się nad waszym związkiem?

          ty też przeczytaj moje uwaznie i zobaczysz co napisałam, że przed slubem
          byliśmy z sobą 7 lat (w tym rok mieszkaliśmy sami z dala od jego rodziców) i
          było dobrze. Owszem od czasu do czasu (przy jakieś okazji) wypił sobie ale
          potrafił się kontrolować i swoje zachowanie i swoje słownictwo. Dopiero jak
          zamieszkaliśmy z jego rodzicami zaczęło się psuć, jego rodzice (zwłaszcza teść)
          wtrącają się i mąca w naszym związku jak się da. Mąż miał trudne dzieciństwo i
          to bardzo, jest dzieckiem alkoholika. Nawet parę dni temu jak rozmawialiśmy
          szczerze sam przyznał że musimy od nich uciekać z dala bo on już nie może
          wytrzymać tego jak ojciec go poniża nawet przy obcych ludziach. Mąż sam
          powiedział że jego ojciec w skuteczny sposób skłóca całą rodzinę.
          • ade165 Re: patrykkiwaczek 25.07.07, 12:58
            Pati..wiedze, ze zaczynasz sie wahac..To bardzo zle..
            Sama jestem DDA. W domu zawsze slaszalam jaka jestem beznadziejna itd. Przez
            caly moj okres nauki (od podstawowki do studiow) uchodzilam za wzor, mialam
            same piatki i jedynie tym sie dowartosciowywalam. Tym tez tlumaczylam sobie, ze
            jednak cos znacze, ze na cos mnie stac..
            Nikt oczywiscie nie wiedzial o tym co sie dzialo "w czterech scianach"
            Mimo wszytko do dzis snia mi sie koszmary i przeslosc wraca we snach..
            W zyciu prywanym jestem wobec siebie bardzo samokrytyczna i nadwrazliwa. Do
            tego brak mi calkowiecie poczucia walsnej wartosci..

            Wiem, ze Ci teraz ciezko, bo go kochasz, ale odejdz od niego..On nie moze pic
            alkoholu, sama to wiesz..Jezeli chcesz zachowac swoje poczucie wartosci
            i "zdrowy charkter" to zostaw go.

            Zycze Ci powodzenia.
            • skara do Pati - wyjazd zagraniczny 25.07.07, 13:11
              Pati, mi przyszlo do glowy, ze moze rozwiazaniem bylby wyjazd na jakis czas za
              granice. Nie masz pracy i za duzych na nia perspektyw, moze warto wyjechac
              gdzies na kilka miesiecy, odlozyc troche grosza a przy okazji spojrzec na
              problem z odleglosci? Spokojnie przemyslec, przeanalizowac Twoje malzenstwo i
              uczucia w stosunku do meza, zastanowic sie nad najlepszym rozwiazaniem.
              Teraz jestes wsciekla, maz poki co wydzwania, pisze, moze ulegniesz jego
              namowom, wrocisz i znow bedzie tak samo. Moze z daleka od domu sama sobie
              odpowiesz na pytanie jak wg Ciebie mozna rozwiazac ta cala sytuacje - czy
              decydujesz sie na rozwod, czy probujecie poddac sie terapii czy wracacie bez
              terapii. Moze sie okazac, ze za granica wcale nie bedziesz za nim tesknic, to
              bedzie duzo znaczylo. Tak samo jak fakt, ze np. nie bedziesz mogla przestac o
              nim myslec i jak najszybciej zechcesz wrocic do Polski.

              Nie wiem czy dobrze radze, zalezy od czlowieka. Ktos moze powiedziec, ze
              namawiam do ucieczki od problemu, ale ja uwazam, ze chodzi raczej o nabranie
              dystansu i podjecie wlasciwej decyzji.

              Mieszkam w Hiszpanii, moze moglabym w jakis sposob Ci doradzic, przynajmniej
              jakos pokierowac. Jesli masz chec to napisz do mnie na skara@gazeta.pl

              I nawet jesli nie zdecydujesz sie na wyjazd to radze dobrze przemyslec kazdy
              krok i zycze Ci duzo sily i trzymam kciuki za wlasciwa decyzje!
              Sciskam mocno
              • pati_31 skara 25.07.07, 13:39
                > Ktos moze powiedziec, ze namawiam do ucieczki od problemu, ale ja uważam,
                > ze chodzi raczej o nabranie dystansu i podjecie wlasciwej decyzji.

                no właśnie ja jestem tego typu człowieka, który woli zmierzyć się z problemem
                aniżeli uciec od niego. Nie potrafiłabym od tak sobie spakować się i wyjechać,
                a tym bardziej wyjechać za granicę nie wyjaśniając sprawy.
                • skara Re: skara 25.07.07, 13:50
                  Ok, w takim razie zycze powodzenia. Sciskam cieplo
            • pati_31 ade165 25.07.07, 13:34
              > Sama jestem DDA. W domu zawsze slaszalam jaka jestem beznadziejna itd.

              to samo czuje mój mąż. On od dziecka do dzisiejszego dnia słyszy z ust własnego
              ojca jaki jest beznadziejny, do niczego. Mąż to bardzo przeżywa. Prawie
              codziennie teść mu ubliża. Między nami zaczęło się psuć jak tylko z nimi
              zamieszkaliśmy. Dla mnie to dziwna, nie do pomyślenia sytuacja jaka u nich
              panuje. Ja wychowałam się w zupełnie innej rodzinie. Tez swoje w życiu
              przeszłam w wieku 16 lat zmarła moja Mama, wpadłam w depresję, prałam
              psychotropy, ale z czasem jakoś się z tego wybiłam a teraz jak widzę co się
              dzieje to od nowa zaczynam czuć tą słabość. Przez te prawie 2 lata wspólnego
              mieszkania z teściami też zauważyłam ze ma to duży wpływ na mnie, negatywny,
              czuje w sobie niepokój, złość, agresję ale jakoś staram się to tłamsić
              wewnątrz, czasem też mam wybuchy nerwów, bo po woli tracę kontrolę nad tym co
              się dzieje i to jeszcze bardziej wyprowadza mnie z równowagi

              nie chcę go zostawiać, kocham go i wiem że jakbyśmy zamieszkali od samego
              początku z dala od jego rodziców nie byłoby tych problemów co teraz są.
              Przeciez 9 lat bylismy z sobą było ok, rok czasu mieszkaliśmy sami i też było
              ok, a zmieniło się dopiero jak zamieszkaliśmy z jego rodzicami.
              • panistrusia Re: ade165 25.07.07, 18:11
                I Ty jako kochająca żona zamiast wziąć męża za frak i wyprowadzić z
                przytłaczającej go sytuacji, z którą jak widać sobie nie radzi, spokojnie
                patrzysz jak ktoś mu ubliża, tłamsi jego osobowość, jak on sam niszczy siebie i
                swoje małżeństwo-szansę na dobre życie.
                Co Was trzymało w tym domu? On nie mógł wziąć mieszkania od Twojego taty ale Ty
                musisz mieć ochotę wysłuchiwać od jego ojca "ku.rew" w swoją stronę???
                • pati_31 panistrusia 25.07.07, 23:46
                  > I Ty jako kochająca żona zamiast wziąć męża za frak i wyprowadzić z
                  > przytłaczającej go sytuacji, z którą jak widać sobie nie radzi, spokojnie
                  > patrzysz jak ktoś mu ubliża, tłamsi jego osobowość, jak on sam niszczy siebie
                  > i swoje małżeństwo-szansę na dobre życie.
                  Mąż dobrze wiedział ze ja od samego początku nie chciałam zamieszkać z jego
                  rodzicami, mieliśmy nawet propozycję otrzymania w prezencie ślubnym mieszkanie,
                  ja byłam "za" mąz "przeciew". On sam powiedział że zamieszkamy u jego rodziców,
                  ja nie chciałam, mówił że zamieszkamy góra dwa lata i wyniesiemy się od niech.
                  I na pewno nie patrzę na to spokojnie jak teśc mężowi ubliża, mnie też to
                  dotyka i mi tez tesć potrafi naubliżać
                  • panistrusia Re: panistrusia 26.07.07, 16:19
                    No to masochistami jesteście, czy jak?

                    To, że jesteście źle traktowani, to tylko Wasza wina. Dbający o siebie i swoje
                    zdrowie człowiek po prostu by po pierwszej obeldze zmienił otoczenie.

                    Sorry - ale to, że Tobie jest przykro to nie jest dbanie o męża. To jest bierna,
                    tchórzliwa, obrzydliwa postawa gapia.

                    Z mojej strony EOT - jesteś po prostu zaimpregnowana na przyjęcie niektórych
                    faktów do wiadomości.
    • pati_31 dzisiejszy dzień 25.07.07, 16:19
      mąż dziś dzwonił cztery razy, aż wreszcie ku mojemu zaskoczeniu przyjechał,
      mimo iż wtedy po pijaku powiedział ze jego noga nie przekroczy progu mojego
      rodzinnego domu. A jednak pojawił się. Prosił abym do niego wróciła,
      powiedziałam że nie ma mowy abym wróciła pod dach teściów. Wtedy powiedział, że
      znalazł domek do wynajęcia i chce abym z nim pojechała, obejrzeć. Mimo wszystko
      zostałam, nie pojechałam. Miał łzy w oczach, chciał się tulić, przepraszał.
      Odjechał mówiąc że mimo wszystko pójdzie obejrzeć ten domek i da mi znać.
      • tina10121 Re: dzisiejszy dzień 25.07.07, 16:52
        o co Ci w końcu chodzi?? ma Cie błagac na kolanach??
        • pati_31 tina10121 25.07.07, 23:40
          > o co Ci w końcu chodzi?? ma Cie błagac na kolanach??
          nie ... tylko o to mi chodzi że jak na razie są same obiecanki, a ja chcę
          widzieć czyny a nie słyszeć same słowa. Jak uważnie czytałaś to powinnaś już
          widzieć, że podobna sytuacja (z tym że bez udziału mojej rodziny) była w
          zeszłym roku, wtedy mąz też deklarował same obiecanki i nimi mnie udobruchał a
          w tym roku historia się powtórzyła i nie mam zamiaru teraz ulegac na same
          obiecanki, chce czynów, chcę widziec że faktycznie działa. Raz już poszłam na
          same obiecanki tym razem tak nie będzie
          • kitek_maly Re: tina10121 26.07.07, 00:11
            Pati, dobrze zrobiłaś.
            Skoro kiedyś już Cię okłamał w tej samej sprawie, niech tym razem jego zamiary
            będą poparte czynami.
            Kurczę, ale dlaczego Wy w ogóle zamieszkaliście u teściów?? I to jeszcze z
            takimi patologiami w domu. Brrr współczuję Ci, że musiałaś przechodzić przez
            taki koszmar pod ich dachem.
            A mam jeszcze pytanie, czy teściowie podobnie traktowali Cię ('niezbyt
            uprzejmie') również przed ślubem?
            • pati_31 kitek_mały 26.07.07, 14:52
              > Kurczę, ale dlaczego Wy w ogóle zamieszkaliście u teściów??
              ja od samego początku nie chciałam z nimi zamieszkać, bo wiedziałam jakie są
              relacje między mężem a jego ojcem. Tak jak już pisałam, mieliśmy możliwość w
              prezencie ślubnym otrzymać mieszkanie, maź nie chciał. Teraz już za późno,
              mieszkania strasznie podrożały. Mąż chciał sam dorobić się własnego, chciał sam
              na nie zapracować. A dlaczego? A no dlatego ze od małego dziecka jak coś
              dostawał od ojca (były alkoholik) to później miał to przez niego wypominane "a
              ja ci to dałem a ty co ...". Jak braliśmy ślub obydwoje mieliśmy pracę.
              Myśleliśmy, że jakoś się uda i szybko uzbieramy pieniążki i znajdziemy własny
              kąt, niesyty straciłam pracę, obecnie utrzymujemy się z wypłaty męża.

              > A mam jeszcze pytanie, czy teściowie podobnie traktowali Cię ('niezbyt
              > uprzejmie') również przed ślubem?
              przed ślubem co prawda dużo czasu nie spędzałam u nich w domu, raczej
              spotykaliśmy się u mnie albo poza domem no i przecież rok mieszkaliśmy razem z
              mężem z dala od jego rodziców ( w innym mieście). Ale przed ślubem jego rodzice
              byli dla mnie mili, zwłaszcza teść jak tylko się u nich pojawiłam to czasem mi
              czekoladę lub cukierki albo coś z owoców dawał. Parę razy byłam świadkiem
              kłótni męża z ojcem ale to nie były tak ostre kłótnie jakie są teraz, wtedy nie
              słyszałam aby w czasie kłótni teść wyzywał od najgorszych męża. A teraz słyszę
              ty debilu, pi..cu, sku....., głupku, idioto, kretynie, żałuję że po
              porodzie nie wrzuciłem cie prosto do rzeki, zaczął się też do mnie sadzić z
              goryczka w ustach odnosił się do mnie "pani magister" "twój mąz to h.j" na mnie
              też powiedział 'a ta kur.." coś mu się kiedyś nie spodobało to kazał nam
              wypierd... z domu.
          • tina10121 Re: tina10121 26.07.07, 07:54
            no dobra, ale to ja chyba cos źle zrozumiałam, przecież znalazł domek do
            wynajęcia, przeciez to czyn a nie obiecanka tak??
      • helikopter2 Re: dzisiejszy dzień 25.07.07, 18:54
        trzeba bylo pojechac. Przeciez na tym Ci zalezalo. czy tez nie??
        • pati_31 helikopter2 25.07.07, 23:53
          > trzeba bylo pojechac. Przeciez na tym Ci zalezalo. czy tez nie??
          owszem zalezy mi na wyprowadzeniu się od teściów. Ale jest taka sprawa, że
          jakiś czas temu bylo mieszkanko do wynajęcia i mąz powiedział że decydujące
          zdanie czy bierzemy je czy nie należy do niego, bo on pracuje i to on będzie
          płacił za wynajem i rachunki. Więc mu teraz powiedziałam żeby sam zadecydował,
          ale mu zasugerowałam że bardzo chcę wreszcie uciec od teściów. I w rozmowie o
          tym domku nie powiedziałam mu "nie wynajmuj"
          • nati850226 Re: helikopter2 26.07.07, 08:41
            Oj pati mysle ze to nie bylo dobre posuniecie ze z nim nie pojechałas. Przecież
            to nie były tylko słowa, ale konkretne działanie. Znalazł mieszkanie, chciał
            obejrzec, a Ty nie pojechałaś. Moze zadzwoń do niego i zapytaj jak mu sie
            podobało to mieszkanie i co o nim sądzi? Moze daj mu do zrozumienia że czekasz
            az cos wynajmie i że wtedy wrócisz do niego. Ciesze sie, że zrobił jakis krok
            na przód. Napewno jest dla was jeszcze szansa. Powodzenia.
            • pati_31 nati850226 i tina 26.07.07, 15:13
              dom znalazł ale ... jego właścieciela nie ma, dopiero w przyszłym miesiącu ma
              przyjchac na kilka dni do Polski. A dom ten juz wcześniej widziałam z zewnątrz.
              Mąz zna właściciela i ten właściciel zna męża i jak na na razie mąz z tym
              właścicielem jest w kontakcie telefonicznym. Teraz trzeba czekac aż ten Pan
              przyjedzie
            • pati_31 nati850226 26.07.07, 15:21
              > Moze daj mu do zrozumienia że czekasz aż coś wynajmie i że wtedy wrócisz
              > do niego.

              nati ja mu dałam jasno do zrozumienia, nie tylko dałam ale i powiedziałam.
              Wczoraj i dziś jak był to powiedziałam że za wszelką cenę MUSIMY wyprowadzić
              się od jego rodziców i nie możemy dłużej z tym zwlekać. Z resztą ja mu to już
              od dawna mówiłam. Jeśli chcemy aby nasze małżeństwo przetrwało to musimy od
              nich odejść, bo wiem ze jak tam wrócę to nie od razu ale za parę dni od nowa
              zacznie się szarpanina, nerwy i dalszy stres. Teraz trzeba cierpliwie poczekać
              aż właściciel tego domku przyjedzie do Polski. Mąż się z nim zna i przez
              telefon rozmawiali z sobą, ten Pan jest chętny dom wynająć. Widzieliśmy ten
              domek z zewnątrz i jest całkiem całkiem, spory ogród itd. w ustronnym miejscu.

              > Ciesze sie, że zrobił jakis krok na przód.
              ja tez się cieszę i mam nadzieję że nam się uda

              > Powodzenia
              dziękuję nati

              P.S. Wam Wszystkim dziękuję że jesteście ze mną i podtrzymujecie mnie na duchu.
              To dla mnie bardzo ważne, dziękuję
    • astarte3 Re: KONIEC małżeństwa?? - długie 26.07.07, 10:42
      powiedz ze wrocisz do niego pod warunkiem ze pojdzie na terapie antyalkoholowa
      i ze znajdzie wam mieszkanie (kupno,wynajem,cokolwiek)zebyscie mogli sie
      wyprowadzic.
      bez tego nic sie nie zmieni obawiam sie.
      • pati_31 astarte3 26.07.07, 15:24
        > powiedz ze wrocisz do niego pod warunkiem ze pojdzie na terapie
        > antyalkoholową i ze znajdzie wam mieszkanie (kupno,wynajem,cokolwiek)zebyscie
        > mogli sie wyprowadzic.
        do tego właśnie dążę, on sam dobrze wie że pierwsze co to musimy wyprowadzić
        się od jego toksycznych rodziców. Mąz sam powiedział, że skłonny jest iść do
        psychologa.
        • szszpk1 Re: trzymaj sie tak dalej - pati 26.07.07, 21:36
          Jak na razie radzisz sobie bardzo dobrze, ograniczajac kontakt z mezem do
          minimum i nie dajac mu sie przekonac pustymi slowami. Dlatego nie rozumiem
          zarzutow niektorych tutaj, ze sama nie wiesz czego chcesz, ze nie pojedziesz do
          niego pierwsza porozmawiac, ze nie lecisz na skrzydlach obejrzec tego domku.
          Chyba niezbyt uwaznie cie czytaja, a moze nie zastanowili sie doglebnie nad
          sytuacja. Moze nie maja rowniez pojecia, jak potrafia przymilac sie tego rodzaju
          ludzie z problemami do momentu, az ich cel (=powrot zony) zostanie osiagniety, a
          potem na nowo wracaja do starego. Niewazne. Mysle, ze jest dla Was szansa, o ile
          teraz naprawde bedziesz silna i nie ulegniesz jego zapewnieniom, a cierpliwie
          poczekasz na konkretne efekty jego staran, pozostajac z nim w kontakcie. Ktos
          kto jest DDA, podobnie jak sami alkoholicy czy inni uzaleznieni, potrzebuje
          jasno wytyczonych celow i konkretnego rozliczania z ich efektow, dopoki (po
          naprawde dluzszym czasie) nie bedzie widac, ze jest w stanie sam dalej wlasciwie
          kierowac swoim zyciem. W przeciwnym wypadku kolejny raz skonczy sie na
          obietnicach, a po twoich postach sadze, ze jestes juz na tyle madra, ze tego bys
          nie chciala. Mysle, ze zdajesz sobie sprawe z tego rowniez dlatego, ze zaczelas
          uczestniczyc w grupie zalinkowanej przez babcie_kasi, wiec nie strac tej
          mozliwosci. Mysle takze, ze maz powinien teraz konkretnie wreczyc ci klucze do
          tego domku i przeprowadzic tam wasze wspolne rzeczy. Ponadto powinien przyjsc na
          rozmowe do ojca i siostry jak najszybciej. Powinien rowniez samodzielnie znalezc
          psychologa/terapie malzenska, osobiscie umowic sie na wizyte i poinformowac cie,
          ze idziecie tam wtedy i wtedy. A wtedy ty pojdziesz z nim i bedziecie spolnie
          wyjasniac sprawe z psychologiem, ktory powie ci, jak masz dalej w stosunku do
          niego postepowac. Oczywiscie nie mozecie wtedy ukrywac faktu iz jest on DDA,
          poniewa najprawdopodobniej oprocz terapi "normalnej", zostanie on rownolegle
          skierowany na zajecia dla DDA, ktore oczywiscie roznia sie od niej i ktore
          bardzo pomagaja odnalezc sie osobom z takich rodzin, choc zajmuje to oczywiscie
          szmat czasu. W ogole czas jest tu bardzo potrzebny, dlatego nie ulegaj swojej
          wewnetrznej presji, ze dlugo go nie widzisz, nie slyszysz, nie mieszkasz z nim,
          nie sypiasz itd. Nie lam sie i sama raczej sie z nim nie kontaktuj, powiedz mu
          natomiast jasno, czego oczekujesz (czyli natychmiastowa rozmowa z rodzina,
          umowiona wizyta, klucze) i ze wolisz zeby to on kontaktowal sie z toba, choc
          rozniez nie za czesto, najwyzej raz dziennie, bo nie chodzi absolutnie o to, aby
          teraz wisial na tobie non stop, kajajac sie. I absolutnie nie wracaj do tesciow.
          Daj rowniez spokoj z dalszym instruowaniem tesciowej czy meza co do podlewania
          kwiatow cy dogladania innych waszych rzeczy, bo z ich pkt widzenia wyglada to
          tak, jakbys za moment miala sie zlamac i zakladala, ze za chwile tam wrocisz,
          skoro zalezy ci zeby nie uschly... Jesli padna - trudno, bedzie to i tak
          najmniejsza cena za uratowanie tego malzenstwa.
          Mysle, ze dasz sobie z tym wszystkim rade, pod warunkiem, ze pokazesz teraz
          sobie i jemu, ze masz jaja i to jaja cierpliwe, dlugofalowe i twarde ;) Zacznij
          wiec "wychowywac" swoje "dziecko" jak najszybciej i absolutnie nie trac kontaktu
          z forum babci kasi.
          Pozdrawiam i pisz, co u ciebie dalej.
          • tina10121 a ja chciałam coś sprostować 26.07.07, 21:57
            ja Pati nic nie zarzucam, tylko wynukło z postu ze jest domek do wynajęcia, a
            mąż poprosił by z nim pojechala i obejrzala wiec zdziwiło mnie że tego nie
            zrobiła, dopiero kolejnym postem wyjaśniła o co chodzi z tym domkiem, a myśle
            że nikt nie ma na celu tu Jej dopiec tylko wspomóc, chociażby właśnie duchowo,
            ja jestem z Tobą Pati i trzymam kciuki za Wasze szczęście
            • szszpk1 Re: a ja chciałam coś sprostować 26.07.07, 22:36
              a ja akurat ciebie nie mialam na mysli :)
            • pati_31 tina10121 27.07.07, 00:26
              > ja Pati nic nie zarzucam,
              a ja nie mam Ci nic za złe, nie obraziłam się, wszystko jest ok

              > ja jestem z Tobą Pati i trzymam kciuki za Wasze szczęście
              dziękuję
          • pati_31 szczpk1 27.07.07, 00:15
            > Moze nie maja rowniez pojecia, jak potrafia przymilac sie tego rodzaju
            > ludzie z problemami do momentu, az ich cel (=powrot zony) zostanie
            > osiagniety, a potem na nowo wracaja do starego.
            właśnie tego się obawiam, że jak szybko ulegnę tym pustym słowom/obiecankom to
            może dojść do tego, że po pewnym czasie historia może się powtórzyć. Zwłaszcza,
            że jak juz pisałam w zeszłym roku była podobna sytuacja i wtedy jak mąz zaczął
            mi deklarować słowne obiecanki ja szybciutko uległam i wróciłam, teraz nie mam
            zamiaru tak zrobić. Cięzko mi tak ograniczać z nim kontakt ale zaciskam zęby i
            w chwilach słabości, tęsknoty powtarzam sobie że to dla naszego wspólnego
            dobra. Niech on pobędzie trochę sam i ja sama, potrzebujemy trochę czasu aby w
            samotności zastanowić się nad dalszym ciągiem sprawy, abyśmu obydwoje nabrali
            dystansu.

            > Mysle, ze jest dla Was szansa, o ile teraz naprawde bedziesz silna i nie
            > ulegniesz jego zapewnieniom, a cierpliwie poczekasz na konkretne efekty
            > jego staran, pozostajac z nim w kontakcie.
            staram się być silna i cierpliwa. Męzowi już powiedziałam, że ostatnim razem (w
            zeszłym roku) uległam jego słownym obiecankom i widocznie źle zrobiłam bo
            historia się powtórzyła, więc tym razem tak nie będzie, że tym razem nie ulegnę
            pustym słowom, chcę czynów, nie chcę słyszec pustych/słownych obiecanek ale
            chcę widzieć ich efekty

            > W przeciwnym wypadku kolejny raz skonczy sie na obietnicach, a po twoich
            > postach sadze, ze jestes juz na tyle madra, ze tego bys nie chciala.
            Nie chcę to za bardzo boli. A ja juz w zyciu i tak wystarczająco wiele
            przeżyłam (śmierć Mamy jak miałam 16 lat, depresja)

            > Ponadto powinien przyjsc na rozmowe do ojca i siostry jak najszybciej.
            od tej nieszczęśliwej niedzieli mąż był u mnie w domu rodzinnym 2 razy ale nie
            miał odwagi stanąc twarzą w twarz z moim tatą i siostrą. Jedynie wszedł do
            korytarza, dalej nie wszedł. Tata mówił ze przechodził blisko mojego męża,
            który siedział w samochodzie przed moim domem rodzinnym ale mąz nie wyszedł do
            mojego taty mimo iz tato przechodził obok, tata twierdzi że mąz mu nie
            powiedział 'dzień dobry" a mąz znowu twierdzi że skinął głową. Jak rozmawiałam
            z męzem to powiedział tyle że przeprosi mojego tatę i jak on to ujął "dojrzewa
            do rozmowy z nim". Nie wiem jak to z tym będzie bo od tego nieniłego wydarzenia
            niedzielnego mija 5 dzień a mąz unika kontaktu z moim tatą, zwleka z rozmową z
            nim. Nie wiem co o tym sądzić, ale wiem że to jego "dojrzewanie" do tej rozmowy
            z moim tatą boli mnie, chodzi mi o to ze im dłużej z tym zwleka tym bardziej mi
            przykro i cięzko. Bardzo mi zalezy na szczerych przeprosinach męża co do mojego
            taty i siostry

            > Nie lam sie i sama raczej sie z nim nie kontaktuj, powiedz mu natomiast
            > jasno, czego oczekujesz (czyli natychmiastowa rozmowa z rodzina, umówiona
            > wizyta, klucze)
            mi bardzo zalezy na tym aby jak najszybciej porozmawiał z moim tatą i siostrą,
            aby ich przeprosił. Nawet mu o tym wspominałam ale on tak jak juz wyżej
            napisałam odpowiedział że 'dojrzewa" to tej rozmowy. A już 5 dzień mija
            jak "dojrzewa". Jak był u mnie 2 razy, to za pierwszym razem wszedł tylko do
            korytarza, dalej nie. A za drugim razem czekał na mnie w aucie i wtedy tata
            koło niego przechodził to nawet mąż do niego nie wyszedł. Poczułam tak jakby
            unikał kontaktu z moimi najblizszymi. Przyznam ze boli mnie to, że mąz tak
            zwleka z tą rozmową. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, z rodziców pozostał mi
            tylko tata i jest dla mnie kimś szczególnym, wujątkowym i wiem że tacie też
            jest cięzko po tym całym nie miłym zajściu i bardzo chciałabym aby mąz odważył
            się i wreszcie spojrzał tacie w oczy i porozmawiał z nim, przeprosił. A nie
            chcę nalegać i wywierać presji na męzu że ma juz teraz porozmawiać, bo chce aby
            to on sam z siebie zdecydował że najwyższa pora.

            > Nie lam sie i sama raczej sie z nim nie kontaktuj,
            już drugi dzień jak się z nim nie kontaktuje, nie dzwonię, nie wysyłam smsów,
            nie wszystkie jego telefony odbieram, nie odpisuje na eski

            Boli mnie to jak mnie potraktował a jeszcze bardziej boli mnie że potrafił tak
            się zachowac na oczach moich najbliższych (tato i siostra), że im też parę
            przykrych słów powiedział a teraz nie ma odwagi stanąc twarzą w twarz z nimi i
            spojrzec im w oczy i powiedzieć "przepraszam". Nie wiem na co on czeka już 5
            dzień a on nic nie robi w kierunku załągodzenia "napięcia" jakie sam stworzył
            między soba a moimi bliskimi
          • pati_31 szczpk1 27.07.07, 00:20
            > Nie lam sie i sama raczej sie z nim nie kontaktuj, powiedz mu natomiast
            > jasno, czego oczekujesz (czyli natychmiastowa rozmowa z rodzina,
            odnośnie jeszcze tej rozmowy z moją rodziną, mąz w poniedziałek mówił że
            wieczorem pojawi się na rozmowę z moim tatą - nie przyjechał
            wczoraj tez mówił ze przyjedzie na rozmowę i znów się nie pojawił
            zwleka juz 5 dzień
            twierdzi że "dojrzewa" do niej
            a ja nie wiem co mam o tym myśleć
            z dnia na dzień źle się z tym czuję i z dnia na dzień zaczynam wierzyc w to ze
            jemu widocznie nie zalezy na tym aby przeprosić moich najbliższych, boli mnie
            to i jest mi przykro
            • pati_31 Re: szczpk1 27.07.07, 00:23
              co mam zrobić poczekać aż on sam przyjedzie na rozmowę z moimi bliskimi??
              a czy mu otwarcie powiedzieć ze jest mi przykro ze juz 5 dni mija a on unika z
              nimi rozmowy, nie kwapi się do niej??
              • cycek27 do pati 27.07.07, 12:17
                jestem facetem
                sam byłem kiedyś w podobnej sytuacji
                mieszkaliśmy u teściów mieliśmy synka który teraz ma 8 lat a wtedy miał ko.3 lat
                jak się zaczęło psuć ratowaliśmy związek razem ale z przeszkodami bo
                rodzice usłyszą
                bo rodzicom nie wolno nic powiedzieć
                tid itd
                po ostatniej wielkiej awanturze wyprowadziłem się do swoich rodziców i
                stwierdziłem że nie wracam do teściów
                było mi ciężko jak jasna cholera ale zdecydowałem i tak się stało
                miałem marną pracę i słabe zarobki więc o mieszkaniu mogłem tylko pomarzyć bo
                żona dopiero zaczynała pracę
                w dzień dziecka nie poszedłem do syna do teściów ale spotkaliśmy się na terenie
                neutralnym czyli na mieście potem spacer i fajna atmoswera
                najbardziej mnie zabolało jak ich odwiozłem pod blok zapraszali ale nie
                wszedłem
                to trwało jakiś tydzień ale nie zapomnę tych dni do końca swijego życia bo
                nauczyłem się wtedy coto jest miłość do rodziny ale swojej rodziny " żony i
                synka"
                w niedzielę spotkaliśmy się sami i polataliśmy po mieście szukając jakiegoś
                lokum na miszkanie
                trafiliśmy chatkę za miastem i jeszcze w niedzielę się przeprowadziliśmy do
                wynajętych 2 pokoików ale zdala od moich i jej rodziców
                przez 1 tydzień poznawaliśmy się od nowa jakbyśmy się dopireo co poznali


                zrozumieliśmy oboje co jest ważne w życiu
                nauczyliśmy się szanować nawzajem kochać się i rozumieć innych


                teraz jest już 3 lata jak mieszkamy na swoim mamy dwoje dzieci 8 i 4lata własny
                dom pracę i rodzinę której chyba nigdy byśmy na nic nie zamienili
                mogłem się poddać i stracić wszystko na alimenty bym zarobił ale to było
                najprostrze rozwiązanie

                podjeliśmy wyzwanie szukając szczęścia i tego nie żałujemy

                nie wracaj do teściów nawet za pieniądze i niewiem jakie obietnice to nic nie
                zmieni

                pozdrawiam i powodzenia
                • cycek27 Re: do pati 27.07.07, 12:20
                  i jeszcze jedno
                  martw się o was a nie o twoich bliskich
                  zrozumieją nawet jak nie odezwie się przez rok
                  facet jak wypije a nie myśli gada wiele czego potem żałuje ale nie potrafi się
                  przyznać do błędu często "nigdy"
                  • pati_31 Re: cycek27 27.07.07, 13:02
                    dziękuje Ci, za to że opowiedziałeś mi swoją historię, dodałeś mi nią trochę
                    otuchy i nadziei, że u mnie tez może byc wszystko zakończyć się dobrze. Cieszę
                    że u ciebie wszystko dobrze się zakończyło, mam nadzieję że u mnie też wszystko
                    się ułoży.
    • pati_31 "cisza na morzu" 27.07.07, 18:13
      wczoraj w nocy nie wytrzymałam i wysłałam smsa do męża, w którym napisałam, że
      jest mi przykro, że po tym jak się zachował względem mojego taty i siostry nie
      jest teraz w stanie/nie ma odwagi spojrzeć im prosto w oczy i przeprosić.
      Dodałam że jest mi z tego powodu przykro że już 5 dzień mija a on unika z nimi
      kontaktu. Ja sama liczę na szczerą rozmowę jak na razie jej jeszcze nie było. A
      dziś mąż w ogóle się nie odzywa i nie wiem co jest tego powodem. Chyba zaczynam
      mieć wątpliwości i zaczynam się zastanawiać czy jemu faktycznie zależy. Chyba
      zwariuję
      • mloda.kobietka23 Re: "cisza na morzu" 27.07.07, 18:31
        Moja ciocia, pani psycholog, powiedziala mi, ze w swoim zyciu zrobila wielki
        blad -a mianowicie zostala w swoim domu rodzinnym ze swoimi rodzicami, do
        wszystkiego sie wtracali, za kazdym razem wypominali ze mieszkaja u nich choc i
        tak za wszystko placili, dom wyremontowali za swoje pieniadze tescie nic nie
        placili nawet za rachunki...kiedys mi powiedziala, ze lepiej na swoim chocby
        mialo to byc male-ale swoje...
        mam teraz 23 lataka i wiem ze nigdy w zyciu nie bede mieszkala z mama ani z
        tesciowa, may juz swoje wlasne miejsce i tak pozostanie:)Tobie tez zycze tego!!
        • szszpk1 Re: "cisza na morzu" 27.07.07, 18:38
          Nie odzywaj sie do niego. Mialas tak sprobowac zrobic. Trudne to, ale sa
          trudniejsze rzeczy w zyciu np. czyjas smierc, zreszta sama wiesz. Moze on sobie
          musi to przetrawic i poukladac, a potem podejmie kroki, a moze rzeczywiscie mu
          nie zalezy i stwierdzil, ze nie bedzie sie wiecej wysilal i cyru robil dla
          ciebie. W takim przypadku na nic ci taki zenujacy chlop, z ktorym owszem mozesz
          znowu byc, ale na sile i tracac swoja wlasna godnosc.
          pzdr
          • pati_31 szczpk1 28.07.07, 00:41
            > Nie odzywaj sie do niego. Mialas tak sprobowac zrobic. Trudne to, ale sa
            > trudniejsze rzeczy w zyciu np. czyjas smierc, zreszta sama wiesz. Moze on
            > sobie musi to przetrawic i poukladac, a potem podejmie kroki, a moze
            > rzeczywiście mu nie zalezy i stwierdzil, ze nie bedzie sie wiecej wysilal i
            > cyru robil dla ciebie.

            Jednak dzis wieczorem zadzwonił, niestety nie odebrałam bo byłam na cmentarzu,
            ale zadzwonił powtórnie. Porozmawialiśmy chwilę, w rozmowie była stanowcza, a
            jak cos mu się nie spodobało to powiedziałam krótko „dobranoc” i się
            rozłączyłam. Zadzwonił powtórnie już skruszony i skory do rozmowy. Mówił mi jak
            bardzo mu przykro, że doprowadził do takiej sytuacji, mówił że mnie kocha, że w
            przyszłym miesiącu będziemy mieli domek wynajęty, że tęskni za mną, po raz
            kolejny przepraszał i mówił że mu zależy i nie chce mnie stracić ani zniszczyć
            naszego małżeństwa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka