daniela25
30.03.11, 11:57
W obronie dziennikarzy. Dlaczego wszyscy milczą?!
To co się dzieje ostatnio w świecie medialnym stanowi bezpośrednie zagrożenie dla demokracji. Ludzie mediów z dumą co prawda mówią, że są przedstawicielami czwartej władzy. Czyli czymś pomiędzy parlamentem i sądami. Może tak i było kiedyś ale obecnie za sprawą kryzysu i bezsiły środowiska, po tej czwartej władzy pozostały rzewne wspomnienia. Dziennikarzy bezrobotnych można dziś wiązać w pęczki i sprzedawać jak rzodkiewki, z korzyścią dla sprzedającego. Są bowiem oni w ostatnich latach masowo redukowani przenoszeni z etatów na pół etaty i ryczałty. Obniżane są im pensje , a wszystko w imię przetrwania wydawców prasy, radia i telewizji. Wszystko to dzieje się w ciszy bardziej lub mniej szykownych gabinetów i nikt nawet gęby nie rozedrze w imieniu środowiska, które z wierzchu jest śliczne i tryska zdrowiem, organizuje nawet bale dobroczynne ale po zdjęciu pozłotki słychać tylko żal i zgrzytanie zębów.
Prawda, że płaczliwie nastrojeni są również właściciele i wydawcy medialni. Im reklamodawcy płacą dziś bowiem marniej niż onegdaj. Stad kłopoty ze spłatą kredytów i generalna zadyszka potentatów, za którą płaci jak zwykle dziennikarski ludek. Spektakularnym wyrazem zmian biznesowych w prasie, radiu i telewizji jest historia sprzedaży tygodnika „Wprost”. Kilka lat temu do właściciela zgłaszali się kupcy, którzy za tygodnik dawali i 60 milionów, gdy natomiast rok temu doszło do sprzedaży tytułu to musiał się on obyć wcale nie królewskimi siedmioma milionami. Znamienne, że wydawcy wypłacono w gotówce, jak wieść niesie, jedynie 4 drobne milioniki, a resztę w papierach nowej spółki. Ile są one warte obecnie przezornie zamilczę.
Dziennikarze są dziś nie tylko zwalniani, zazwyczaj wedle widzimisię właścicieli, lecz także coraz gorzej opłacani. Przodują w tym niewątpliwym rozboju stacje radiowe i telewizyjne. Jeszcze przed kryzysem pokazały, że miały nosa i przestały płacić dziennikarzom za komentarze na wizji i fonii. Pewnego dnia, jak na zamówienie uznano, że skoro nie płacimy politykom uważając , że pokazanie gęby w telewizorze jest dla nich reklamą, to możemy zrobić podobnego szpasa także dziennikarzom. Zabawne, iż koledzy prowadzący programy nie widzieli w tym nic złego, że sami inkasując, dużą często gotówkę, dla zaproszonych kolegów mają jedynie słowo dziękuję. Do niedawna tej modzie opierały się media publiczne ale i one, a konto kryzysu poprawiły sobie rentowność - kosztem tzw. pismaków.
Pozornie nie ma sprawy jeśli bowiem w cztery litery mogą brać i górnicy i hutnicy, marynarze i stoczniowcy czyli pracownicza sól ziemi nadwiślańskiej, to nie ma co się użalać nad losem pismaków. Tyle, że stan prasy, jej zdrowie finansowe wpływa, jakby nie patrzeć, na stan moralny dziennikarzy i per saldo stanowi o funkcjonowaniu demokracji. Dziś gdy opozycja parlamentarna jest słaba, sądy nie rychliwe, policja z prokuraturą takie jakie są; to media, a tym samym dziennikarze, są ostatnim batem na tych, którzy źle Polską zarządzają. Dla zwykłych ludzi media są często jedynym obrońcą i nadzieją. Przypomnę, że właściwie wszystkie wielkie afery odkryte w ostatnim dziesięcioleciu w Polsce były w mniejszym czy większym stopniu dziełem mediów. Premier, prezydent, a nawet biskupi czyli generalnie wszyscy święci jeśli kogoś się boją, zwłaszcza w okolicach wyborów, to jedynie mediów. Ale co będzie gdy media zastrachane spauperyzowaniem, słabością środowiska - w tym organizacji dziennikarskich i twórczych - stulą gęby i podwiną ogony? Wtedy, ostrzegam, będziemy mieli w Polsce demokraturę, a nie demokrację. Rządzić będą nami wszechwładnie, jeszcze bardziej, niż dzieje się to obecnie, nieudolni biurokraci, którym dziennikarze jeśli będą potrzebni to jedynie dla czynienia ich chwalby, a nie szerzenia krytykanctwa. Doprawdy jest nad czym pomyśleć!