kamikaze_pkow1
03.07.05, 00:07
Dzis mialem taka oto przygode. Musialem sie dostac z centrum na sam kraniec
miasta z rowerem ktory jednak byl niesprawny i nigdzie by mnie nie zawiozl.
Jedyna mozliwosc to zatem transport miejski. Zaopatrzony w bilet dla siebie i
dla mojego kochanego rowerka wsiadlem do MZK a tu przyczepil sie jakis
burakowaty kanar twierdzac ze w MZk to sie roweru nie wozi. Bo przepisy i ze
niby cos tam jeszcze. Kazal mi wysiasc i cos tam jeszcze gadal pod nosem. Jako
ze jestem czlowiekiem uspsobionym pokojowo nie wszczynalem pyskowy i
wysiadlem. Poczekalem na nastepna MZK i pojechalem nastepna. Stracilem troche
czasu ale to akurat nic.
Tylko ze mnie teraz krew zalewa jak czytam w 7 dni w jakiej to kondycji sa te
nasze MZ-etki. Ile to kasy brakuje i w ogole. Tylko ze ja dzisiaj chcialem
uczciwie zostawic w ich kasie 3,20 PLN. A taki cham ze wsi burak kanar jeden
zachowal sie tak jak sie zachowal. Szkoda ze taki palant nie mysli w ten
sposob ze dziala na szkode wlasnej firmy bo jakby dzialal na jej rzecz to
jesze by pomog mi ten rower wstawic do MZ-etki. Dodam ze akurat autobus
swiecil pustkami wiec rower (niesprawny, dodam) w zaden sposb nie zawadzal
nikomu. A szkoda ze nie poprosilem tego buraka o jakas legitymacje to moze by
firma sie dowiedziala kogo zatrudnia.
A moze ktos z Was mial jakas przygode z kanarem z Piotrkowskiego upadajacego. MZK