Gość: bartt
IP: 195.117.203.*
06.12.02, 14:59
W Mongolii byłem ponad 10 lat temu, - 7 dni w Ułan Bator. Już
wtedy w mieście nie było zbyt bezpiecznie - jak chyba wszędzie,
gdzie na siłę zmienia się przyzwyczajenia i zwyczaje. Były całe
połacie "miejskich" jurt - nie wykonanych ze skór, ale z
wszelkich śmieci - blach, papy, etc. Najprostszym dowodem iż
budownictwo jest nowością w tym kraju są schody - nie
znaleźliśmy budynku, gdzie byłyby one "normalne" - każdy o innej
szerokości i wysokości stopnia. Herbaty z łojem (co prawda
zamówionej w jednym z najlepszych hoteli w mieście, a nie w
jurcie) nie zdołałem wypić - co chyba nie jest dziwne.
Poczęstunek w jurcie serem skończył się intensywnym pluciem. Co
jednak mile wspominam - może to wrażenie, do dziś uważam, że
mają najlepszy chleb (lekko kwaśnawy).
W mieście przez te kilka dni było co zwiedzać, nie kończy się
ono na pomniku "Suchego Batora" i klasztorze. Do atrakcji
niewątpliwie również należały krowy pasące się pomiędzy blokami.
Jednym z piękniejszych miejsc był pomnik rewolucji/przyjaźni (? -
tak by wynikało z rysunklów na nim umieszczonych) z panoramą na
całe miasto otoczone górami. Do atrakcji należała również wizyta
na bazarze - wtedy jeszcze nie skażonym komercją, tak sobie
wyobrażam handel w Polsce 200 lat temu oraz wizyta na cmentarzu,
gdzie pasące się zwierzęta nikogo nie raziły, a groby otoczone
byłu płotkami przypominającymi stare, metalowe łóżka.
Pozdrawiam - artykuł ożywił nieco moje własne wspomnienia.