stan.borys
19.11.07, 10:39
To był tydzień. Pan premier Kaczyński wyjechał w nieznane i pan
prezydent pod nieobecność brata musiał oficjalnie pozbawić go
władzy. Był dzielny niczym żołnierz, któremu w szpitalu polowym
ucinają „na żywca” nogę.
Jakby jednego szczęścia było mało, trafiło się nam i drugie.
Piłkarze pokonali Belgów i po raz pierwszy znaleźli się w finale
mistrzostw Europy.
Na szczęście młodziaki z Belgii to nie Finowie, Anglicy i nie Włosi.
Popełnili dwa kardynalne błędy w obronie i mogliśmy posmakować
sukcesu. Sprawozdawcy sportowi z zawodową wprawą łkali patriotycznym
wzruszeniem, które da się porównać jedynie do oburzenia, z jakim nie
tak dawno komentowali uparte trwanie na stanowisku prezesa PZPN
Michała Listkiewicza. Umarł król, niech żyje król. W sporcie, w
życiu, w polityce.
M.B.