Gość: swiadek
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
09.06.03, 20:57
wg Gazety Wyborczej
www1.gazeta.pl/warszawa/1093892,34889,1518114.html?v=1&w=6373252&t=1055184740407#opinie
Dwie osoby zginęły w piątek (6.06) na fatalnym zakręcie na Wisłostradzie
przy Spójni. Inne auto spadło z Mostu Gdańskiego. Wszystko przy pierwszym od
wielu dni deszczu
Dwie godziny później kilkadziesiąt metrów dalej doszło do kolejnego wypadku.
Spadającego niczym z nieba opla vectrę zobaczyli kierowcy, którzy
przejeżdżali Zakroczymską pod Mostem Gdańskim. Auto spadło z mostu w lukę
pomiędzy jezdniami i zatrzymało się w pionowej pozycji na chodniku przy
Zakroczymskiej.
O dziwo, kierowca wyszedł z opla o własnych siłach i zaczął oglądać szkody.
Zaraz potem mógł opowiedzieć o wypadku. Jechał z Pragi do centrum, gdy na
łuku, gdzie kończy się most, ktoś zajechał mu drogę. - Skontrowałem w lewo,
a zaraz potem w prawo, żeby mnie nie obróciło. Ale obróciło i tak -
opowiadał. W poślizgu przejechał dobrych kilkadziesiąt metrów. Tyłem auta
uderzył w krawężnik, który zadziałał jak wyrzutnia.
Na trawniku między jezdniami nie było żadnych śladów. - Ja nad tym
trawnikiem przeleciałem - stwierdził z przerażeniem kierowca. Przeleciał do
końca trawnika, aż do dziury pomiędzy jezdniami. Na dole rośnie drzewo,
które wystaje właśnie z tej dziury. Między ścianą wiaduktu a pniem jest
dokładnie tyle miejsca, by zmieścił się tu opel vectra. Gdyby trafił w
drzewo, dla kierowcy skutki zderzenia byłyby tragiczne. A tak skończyło się
na równiutkim ogołoceniu pnia z gałęzi i zniszczonym aucie.
Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż przedstawia to poszkodowany. Byłem
naocznym świadkiem tego wypadku. Stałem w korku przed rondem Starzyńskiego
około 25 min, po skręcie na most okazało się, że ulica jest zupełnie pusta.
Jechałem przez most około 80 km/h prawym pasem. W pewnym momencie wyprzedził
mnie bardzo szybko jakiś „wariat” (jechał chyba 120 – 140 km/h jezdnia była
mokra, rano padał deszcz, prawdopodobnie też swoje odstał w korku i był
spóźniony). Przy zjeździe z mostu jest taki nieprzyjemny zakręt w prawo,
przy tej szybkości i śliskiej nawierzchni nie udało mu się opanować
samochodu i zaczął jeździć po całej szerokości jezdni (dwa pasy). Następnie
jechał jakiś czas bokiem, gdy zahaczył o krawężnik odwrócił się i tyłem
zjechał w dół między jednie. Na szczęście nie spadł na jednię na dole
(został na skarpie), gdyż mógł tym spowodować jakąś poważną kolizję.
Tłumaczenie, że ktoś zajechał mu drogę jest najprostszym sposobem na
uniknięcie odpowiedzialności (za takie wykroczenie powinien być poważny
mandat, lub nawet wiecej), przecież nikt się nie przyzna że jechał bez
wyobraźni i spowodował zagrożenie dla siebie i innych. Gdybym jechał
szybciej, był 10 m dalej to pewnie został bym przez tego pirata staranowany.
Nie wiem o kim ten pseudokierowca mówił że zajechał mu drogę. Oprócz mnie
nie było tam nikogo, może widząc takiego pędzącego desperata powinienem
zjechać na chodnik i pozostawić oba pasy dla niego, może ścinając zakręt
udało by mu się przejechać przy takiej szybkości. Tak naprawdę to szkoda, że
nic się mu nie stało bo nastepnym razem mogą być poszkodowani niewinni
ludzie.