reoftd
20.11.07, 00:54
Witam
skrótowo opisze moja sytuacje - bardzo mocno związałem swoją przyszłość z
pewna kobietą - jak dla mnie wcielony obraz doskonałosci, pomimo jej (czasami
agresywnego)męża na
karku i intensywnie rosnącego brzdąca, wszystko było do zaakceptowania i
dogadania bo ona dała mi prawdziwa wiare i prawdziwe uczucie ze mamy szanse
miec szczesliwe zycie, mam mase swoich wlanych kompleksów i strasznie ciezki
bagaż doswiadczen - toksyczni rodzice, narkotyki, toksyczny zwiazek z kims
kogo uważałem za "starszego brata" ale on mial bardziej konkretny cel - zebym
był jego partnertem, wiem ze zaangarzował sie w to uczuciowo a ja byłem na
tyle fałszywy ze przez pewien czas potrafiłem temu sprostac - ale natura
heteryka w koncu dała o sobie znac, zostawiłem to tylko to dalej byl "starszy
brat" ktos kogo podziwiasz , ktos kto cie inspiruje, motywuje etc... kosztem
oddania siebie, mineło pare lat i mocno sie rozeszliśmy, wrócę do meritum
kobieta o której napisałem na początku- Istne cud nigdy nie spotkałem kogoś
takiego, siła charakteru , charyzma, specjalnie nie pisze o walorach
wizualnych , na rzecz tego co jest naprawde ważne- osobowości,ostatnie letnie
miesiace przyniosły gwałtowne zmiany:
1- na wskutek zbiegu wydarzen i okolicznosci spotykam sie z "bratem" - tylko
chodzi o to ze czułem w sobie siłe zeby jemu pomóc nie czyniąc krzywdy Jej -
do niczego nie doszło, jedyna forma kontaktu to rozmowa, czyłem sie tak jakbym
złapał samego Pana Boga za nogi, moralizowałem , tłumaczyłem... bez sensu,
potem idac szczerym uczuciem o wszystkim jej opowiedziałem - zostałem
odrzucony- i tu zaczyna sie cała istota mojego postu - Ona wtedy była ze mna w
ciązy(zwymiotowana pigułka, potem sex) wtedy zerwała ze mną kontakt mentalny-
metodą farmakologiczną usuneła NASZE DZIECKO nie dajac mi szans na wpłyniecie
na jej decyzje, o wszystkim dowiedziałem sie grubo po czasie - to było jak
strzał w potylicę, od tamtej pory szukam okazji do zamkniecia swojego tematu -
nie udaje sie ale walcze, potem było jeszcze gorzej, zrobiłem wszystko aby
udowodnić ze jej nie zdradziłem - w koncu sie spotkali Ona i on - no i aby dać
upust perfidii losu trafili do siebie , teraz są razem, a ja szukam granic
nihilizmu, prosze was wszystkich pomozcie zrozumiec mi jej decyzje o dokonaniu
Aborcji bez mojego udziału - to mogło być moje dziecko i gdybym tylko mógł
miec możliwosc to nigdy nie pozwolił bym na to zeby Nasze dziecko nie miało
prawa sie urodzić, to jest tak ciezka swiadomosc ze zadecydowała za mnie ze ja
nie widze senu dakszej egzystencji na tym parszywym swiecie, wiem ze najlepsza
rzecz jaka mi sie w swym marnym zyciu przydarzyła to ONA, konczace dla naszego
związku było to ze nie była w stanie znieść świadomości dokonanej decyzji, ze
ciagle bede kojarzyć sie z bólem utraconego szczęścia - czyli tej
najniewinniejszej istoty jaka miała szanse sie pojawić, podpowiedzcie mi tylko
dlaczego Ona podjęła tak cholernie samolubną decycje.... please