millefiori
05.07.05, 19:11
Po ostatnich rozjazdach doszłam do wniosku, że za malo podróżuję po
monotonnych trasach. Monotonia trasy lezy, jak sie domyslam, u sprawczych
podstaw książki i filmu drogi. Bo: jedzie sobie czlowiek, jedzie, widok ten
sam (pola kukurydziane) jak okiem siegnac i w lusterkach tez, ni pojazdu, ni
budynku, niebo, i kukurydza, bez samolotu i farmy jak w Polnocnym
Polnocozachodzie. I tak jedzie sie jedzie, muzyka gra, droga prosta jak
strzelil i pusta, i tak sie jedzie, ze az czlowiekowi mozg sie wyluzowuje od
wszystkich codziennosci, bo w sumie jest tylko droga, te miliony hektarow
kukurydzy, i niebo, i tak sie jedzie i jedzie...
No ale dlaczego pisze, ze tak sie jedzie i jedzie. Bo wystarczylo, zebym tak
przejechala kilkanascie kilometrow takiej wlasnie trasy z predkoscia 140 na
godzine - czyli trwalo to ok. pieciu minut - a rzucily sie na mnie i oblazly
mysli genialne w swej prostocie. Wiec chyba sie przeniose w okolice
najblizszego takiego odcinka, w okolicach przejscia granicznego w Rajce,
pojezdzic troche w kolko z wlaczonym dyktafonem.