brezly
02.12.08, 13:51
" Penelopa wielokrotnie pruła i tkała tę samą tkaninę. Miała zatem solidną
osnowę. My zaś aż nazbyt często nie dochodzimy do etapu tkania. Raczej
koncentrujemy się na przędzeniu nici, ich skręcaniu, sztukowaniu, zrywaniu,
wymianie, gdzie nie tak trudno o supły i splątania. Wystarczy zestawić mnogość
wersji periodyzacyjnych. Po wielopokoleniowych przygotowaniach można nabrać
podejrzenia, że nie chodzi o uzasadniony perfekcjonizm „pasmanteryjny”, ale o
przedłużanie działań przygotowawczych, by uniknąć tkania narracji.
Nici osnowy zawsze są na miarę poszczególnych istnień ludzkich, uczepionych
ram procesów dziejowych i obciążonych uwarunkowaniami egzystencjalnymi.
Prowadzony zmyślną ręką wątek uzasadnia przydatność osnowy, krosna i ciężarków
poprzez kreowanie sytuacyjnych splotów. Metafora tkania jest dlatego tak
atrakcyjna poznawczo, bo ukazuje, że zawsze możliwa jest korekta, cofnięcie
się nawet do punktu wyjścia, by dołożyć nici osnowy, zmienić obciążenia,
wątek, splot i projekt tkaniny, rodzaj przędzy, jej skręt i grubość, dalej
same krosno, a wreszcie tkacza. Trzeba tylko zmyślności i odwagi na miarę
Penelopy w kierowaniu biegiem spraw. W przeciwnym razie może się okazać, że
zostaniemy z kłębowiskiem przypadkowych szmat, nadających się co najwyżej na
patchwork."