wawrzanka
18.06.25, 07:44
No dobrze, wątek Felka ostygł po moim wywodzie na temat księgi Hioba, która - muszę przyznać - mocno mnie zaskoczyła na plus. Nie powiem, że Szekspir by się nie powstydził, ale i tak jest to piękna literatura. Nie znałam wcześniej dokładnie księgi Hioba i nie sądziłam, że w ogóle warto ją przeczytać.
Ale mniejsza o to.
Wróćmy do istoty sprawy, czyli do Ciebie Feelek. Agnostycyzm to niby niezdecydowanie, ateizm to intelektualna pustka, ale tak naprawdę brakuje nam pojęć. Serio, czy naprawdę musimy się spierać, czy „nie wiem” jest lepsze od „nie wierzę”, skoro ani jedno, ani drugie nie łapie istoty sprawy?
Ja osobiście czuję pewność, że Bóg istnieje, ale niezależnie od wszelkich sekt, instytucjonalnych religii i etykiet filozoficznych. Niestety, nie uciekniemy zbyt daleko od tych ostatnich, bo już wkraczają: Teizm apofatyczny czy panteizm mistyczny, gdzie boskość jest wszechobecna, ale nie do zdefiniowania - to właśnie to.
Agnostycyzm? To za mało, bo ja nie „nie wiem”, tylko wiem, że nie wiem, i to mi wystarczy – dogmatyzm ateistów, którzy twierdzą, że nic nie ma, jest równie pusty, jak agnostyków pewność w niepewności. Może zamiast jałowych sporów o etykiety spotkajmy się na polu, gdzie prawda przekracza nasze spory.
Czy to dobry początek dyskusji? Widzę las rąk i morze głów.