bez_mapy
25.08.05, 17:00
Byłam dzisiaj na rozmowie kwalifikacyjnej w jednym z banków. Pani dzwoniąc
do mnie kilka dni temu była bardzo miła i oferta pracy też wydawała się
atrakcyjna. Wzięłam więc dzień wolny i poszłam. Zjawiłam się na umówionym
spotkaniu punktualnie, a czekałam 15 minut zanim ktoś raczył się zjawić.
Przyszedł po mnie jakiś facet i zaprowadził do gabinetu, gdzie siedziały dwie
babki z diabelskimi iskrami w oczach. Czułam się jak na przesłuchaniu, nikt
ani razu się nie uśmiechnął, wręcz przeciwnie - wyglądały jakby chciały mnie
zabić. Opowiadały o tym stanowisku, jakby chciały mnie zniechęcić.
W końcu spytały, ile chciałabym zarabiać. Gdy odpowiedziałam - bezczelnie
mnie wyśmiały. To ja spytałąm, czy jest ewentualnie możliwość awansu w
strukturach firmy,a co za tym idzie podwyższenie swojego wynagrodzenia, a one
na to: "tu są wszyscy chętni do awansu,a robić nie ma komu" i zaczęły się
bezczelnie śmiać do siebie.
Nie chcąc palić za sobą mostów, bo jest to dobry bank, byłam miła, ale
miałam ochotę powiedzieć "3,17,20, a teraz to mi to lotto", po czym wyjść i
trzasnąć drzwiami. Nienawidzę rozmów kwalifikacyjnych prowadzonych przez
baby, jak ktoś lepiej od nich wygląda, albo ma wyższe kwalifikacje, są
wredne, a wręcz chamskie. Ostatnio miałam rozmowę z facetem, było bardzo
sympatycznie i parę dni temu zadzwonił i zaprosił mnie na negocjację warunków
zatrudnienia (idę w poniedziałek). Czy dla facetów baby też są takie niemiłe,
czy tylko dla kobiet? Na innej rozmowie baba czytając moje CV powiedziała:
ale proszę pani, tu trzeba będzie wypełniać wszystkich polecenia, kserować,
faksować, być na każde skinienie - tu nie trzeba znać języków...
Dodam jeszcze, że nawet nikt po rozmowie nie odprowadził mnie do drzwi i
nie przeprosił za spóźnienie, nie mówiąc już o zaproponowaniu wody (rozmowa
trwała godzinę).