paranaw
06.04.07, 14:08
witam!
mój mąż zmienia pracę. Dostał ją po długim kilkumiesięcznym procesie
rekrutacji. Wydawało mu się, że dogadał się z obecnym pracodawcą co do
rozwiązania umowy, za porozumieniem stron. I wszytko niby w porządku, ale dziś
zadzwonił do niego jeden z szefów, "jako przyjaciel" (sic!) i powiedział mu,
że on do tej pracy się nie daje, ze ta nowa firma zatrudniła go tylko dlatego,
ze firmy między sobą konkurują i chcą im podwędzić pracownika, żeby go potem
po trzech miesiącach wywalić na zbity pysk. A przecież on ma małe dzieci i
powinien głęboko sie zastanowić jaką przyszłość wybiera swoim dzieciom.
Słuchajcie ręce mi opadły, rozwaliły mnie te teksty i prawdę powiedziawszy
zepsuły święta mojemu mężowi. I zastanawiam się czy to jest normalne? I nie
uwierzę, że duża międzynarodowa firma, ukierunkowana bardzo na pracowników, na
ich rozwój zatrudnia kogoś,po to, żeby komuś zrobić na złość. Uświadomcie
mnie, bo ja nic z tego nie rozumiem.