Dodaj do ulubionych

...a do domu daleko...

07.09.04, 15:46
No właśnie, nie wiem, jak wy, ale ja sie trochę zaczynam bać - choć to może
za dużo powiedziane, w końcu nie śni mi się to po nocach - wyjazdu. Do domu
będę miała tak ze 750 km i raczej nie będę mogła zbyt często przyjeżdżać, w
związku z czym obawiam się, że będę, przynajmniej na początku, troszkę
tęsknić:( No i samotność wśród obcych, w dużym, obcym mieście. Też tak macie?
Jak sobie z tym poradzić?
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: ...a do domu daleko... 07.09.04, 16:39
      istotko napisz na co sie w koncu dostalas. bo kiedys rozmawialysmy, pamietasz ?
      • istotka Re: ...a do domu daleko... 08.09.04, 09:51
        Pamiętam, oczywiście. Udało się to, co sobie wymarzyłam: filologia hiszpańska
        UJ:) Tylko rodzinka wolałaby Wawę, 180 km zamiast 750, ale ja byłam twarda i
        mam teraz za swoje - minimalnie panikuję, czy to aby nie za głęboka woda będzie
        na naukę pływania...
        • klymenystra Re: ...a do domu daleko... 08.09.04, 10:45
          krakow jest piekny-w przeciwienstwie do warszawy :) sama zobaczysz:)) nie ma
          sie czego bac :) i gratuluje. pewnie spotkamy na jakims lektoracie albo cus ;)
          • chuda_w-w Do istotki 08.09.04, 12:55
            istotka z czego zdawałas w tym roku egz na fil hiszp?
            Chciałabym w przyszłym roku zaczac ten kierunek.
            • istotka Re: Do istotki 08.09.04, 15:57
              Zdawałam angielski, polski i ogólnie pojetą kulturę, w tym iberyjską. Nie wiem
              jednak, jak bedzie wyglądał egzamin po nowej maturze; w tym roku był
              zdecydowanie trudniejszy niż w ubiegłych latach, zwł kulturówka.
              • chuda_w-w Re: Do istotki 08.09.04, 16:24
                Przejrzałam strone UJ i tam jest napisane ze bedzie test humanistyczny :)
                A mature mam starą :)
                Czy mogłabys mi podac jakie mialas pytania? (jesli to nie jest tajemnica ;) )
                W razie czego pisz na maila :)
                • istotka Re: Do istotki 09.09.04, 16:49
                  Trudno mi sobie teraz dokładnie przypomnieć, bo emocje opadły juz jakiś czas
                  temu, ale postaram się wyłuskać cos z mojej zapominalskiej mózgownicy:) Wątpię,
                  żeby to było tajne, w koncu testy z ubiegłych lat można kupić.
                  Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że było sporo pytań o muzykę, typu "kto
                  skomponował Etiudę Rewolucyjną" itp. Ze sztuki nic nowego-"W jakim stylu
                  wybudowano Wawel", nowe pytania z literatury-"którą z książek można nazwać
                  powieścią postmodernistyczną" i tytuły typu Imię Róży czy Zdążyć przed Panem
                  Bogiem. Bardzo zmieniła się też część gramatyczna, zamiast dwóch-trzech
                  łatwiutkich pytanek było dłuugaśne zdanie do rozbioru logicznego i dodatkowe
                  pytania np. o przyczyny powstawania oboczności. I wiersz do analizy. Nic mi się
                  więcej nie przypomina, ale mam nadzieję, że i tyle informacji bedzie
                  wystarczające. Powodzenia!
          • hng Re: ...a do domu daleko... 12.09.04, 00:07
            klymenystra napisała:

            > krakow jest piekny-w przeciwienstwie do warszawy :)

            Polaryzowałbym ;]. Ja tam wolę mieć za drzwiami dwór - nie pole ;]
            • jsq Re: ...a do domu daleko... 22.09.04, 14:31
              ale lepiej miec na polu wawel niz wielka plyte na dworze... (taka moja mala
              polaryzacja ;)
            • melgarga Re: ...a do domu daleko... 29.09.04, 15:15
              hng napisał:

              > Polaryzowałbym ;]. Ja tam wolę mieć za drzwiami dwór - nie pole ;]

              Jak to ktoś (nazwiska nie pamiętam) kiedyś powiedział: "My w dworach mieszkamy i na pole wychodzimy, a"... a jak jest w przypadku hng, to się można domyślić (podpowiem, że odwrotnie ;-) ).

              Proszę powyższego nie traktować jako atak na Warszawę czy warszawiaków - to jedynie odpowiedź na post hng, utrzymany w podobnym tonie :] .
    • merci_beaucoup Re: ...a do domu daleko... 07.09.04, 19:37
      Myślę,że rozumiem co czujesz...Ja też będę studiować daleko od domu(ponad
      200km),poza tym wyląduję w zupełnie innym mieście,nie mam tam nikogo
      znajomego,ale staram się myśleć pozytywnie...Za parę dni wyjeżdżam na obóz
      integrujący i mam nadzieję,że poznam tam fajnych ludzi oraz doweim się czegoś
      nowego o mojej uczelni :)będzie dobrze! a tęsknota...na pewno się pojawi,ale
      myślę,że z czasem się przyzwyczaimy i nie bedzie już tak dokuczliwa...
      • chuda_w-w Re: ...a do domu daleko... 07.09.04, 20:45
        Tęsknota zawsze się pojawia, najgorsze sa 2 pierwsze miesiace kiedy człowiek
        jeszcze mało orientuje sie we wszystkim - nie zna miasta, ludzi, uczelni. Ale
        to mija nawet nie wiemy kiedy, przychodzi przyzwyczajenie, pochłaniaja nas
        inne sprawy a przede wszystkim nauka. Po prostu trzeba sie czyms zając by nie
        myslec ;) Nie wiem jak Wy ale ja nie planuje powrotu po studiach do mojego
        rodzinnego miasta, mimo ze tam mieszka cała moja rodzina, a jesli pojawi sie
        chęc zobaczenia z nimi zawsze przeciez moge do nich pojechac... albo oni do
        mnie :)
        Młodziez jest uzalezniona od rodziców, przez to wyjezdzając do innego miasta
        oddalonego o setki kilometrów często nie potrafi sobie poradzic. Przeciez
        mamusia i tatus zawsze byli obok, zawsze mozna było na nich liczyc, sniadanko
        przyniesli do łozka, wyprali, wyprasowali, przyniesli zakupy ze sklepu, zrobili
        obiadek.
        Kocham bardzo swoich rodziców ale w koncu trzeba zrozumiec ze jest sie dorosłym
        i nie mozna liczyc tylko na nich, trzeba zaczac zyc samodzielnie ale pamietac o
        Nich, bo oni posrednio przyczynili sie do naszego sukcesu :)

        Pozdrawiam :)
    • ginny22 Re: ...a do domu daleko... 07.09.04, 21:06
      Oj, tęskni się, tęskni... Dobrze jest mieć kogoś zaprzyjaźnionego w mieście
      studiów, kogoś, komu się mozna wyplakać w rękaw. I przygotować się na
      astronomiczne rachunki za telefon w pierwszym okresie;) Ja mam o tyle dobrze,
      że studiuję "tylko" 180 km od domu, więc mogę sobie dość często pozwolać na
      wypady do mamy.
      Jak sobie pomóc w tym okresie? Nie udawać, że nie tęsknisz i wszystko wiesz o
      nowym mieście. Kupić sobie jasiek dobrze wchlaniający lzy. I powtarzać sobie
      często: Realizuję swoje marzenie, dostalam sie na wymarzone studia, więc mam,
      co chcialam. Mnie pomagalo...
    • merci_beaucoup Re: ...a do domu daleko... 07.09.04, 21:27
      Moja uczelnia napisała nawet na ten temat artykuł :) :
      www.kurier.lublin.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=2043
      • aaaniaaa1 Re: ...a do domu daleko... 16.09.04, 18:32
        Jak dobrze,że ktoś jeszcze myśli tak samo jak ja!Przez cały rok ciężko
        pracowałam na to, żeby dostać się na wymarzone studia a teraz tak bardzoboje
        siś wyjeżdżać jestem przerażona tym, że sobie nie poradze i,że wcale nie będzie
        tak fajnie.Już sama nie wiem co myśleć przecież tyle o tym marzyłam...
    • pstosia Re: ...a do domu daleko... 08.09.04, 20:31
      ja bede sie uczyc ponad 100 km od domu - w sumie nie tak daleko i duzo
      znajomych:)ale w praniu wyjdzie jak sie utrzymaja kontakty
      pozdrawiam
    • maruda Re: ...a do wszystkiego daleko... 08.09.04, 22:54
      zostawiamy wszystko co mieliśmy do tej pory... nie tylko dom, ale i innych bliskich ludzi (także tę jedną bliską osobę) Mam nadzieję, że (choć wiem, ze łatwo nie będzie) uda się przetrwać ten czas i... mieć do czego wracać.
      • kamaoka Re: ...a do wszystkiego daleko... 08.09.04, 23:39
        no wlasnie, mielismy z ta "jedyna osoba" studuiowac w jednym miescie, mialo byc
        juz wspaniale, ale... mimo iz dostalam sie bez problemow tam gdzie on, moi
        rodzice wymarzyli sobie warszawe - bo i tak praca jest w wawie...
        coz, jedyne 3h pociagiem...
        4 lata bycia razem...
        moze to taka nerwowka przed-studiowa, ale...
        JA NIE CHCE ISC NA STUDIA!!!
        a ze do domu daleko - jestem okropna, ale nareszcue wypoczne, tylko kto bedzie
        psa karmil?:P
        • pstosia Re: ...a do wszystkiego daleko... 09.09.04, 10:39
          kamaoka napisała:

          > a ze do domu daleko - jestem okropna, ale nareszcue wypoczne,

          mam tak samo i nie mam wyrzutow sumienia:)mam nadzieje, ze mama sobie poradzi:)
          • herrkozz Re: ...a do wszystkiego daleko... 09.09.04, 21:08
            nie takie problemy bedzie sie mialo na glowie - tak sadze, wiec jakos mnie taka
            faza nie lapie.
            • stella20 Re: ...a do wszystkiego daleko... 10.09.04, 23:07
              ale z was mazgaje....... nie maco sie trzymac maminej kiecki........ trzeba
              brac zycie w swoje rece.Ja wyproadzilam sie z domu majac 18 lat ,nie przecze to
              bylo duza zmiana ale nie az taka zeby sie mazgaic.Konczyla lo z zupelnie innej
              miejscowosci ,niz ta w ktorej sie wychowalam.Nowi ludzie nowi
              znajmomi...wszystko inne ,i dlatego uwazam ze ciekawsze,w jednym miejscu nie
              zdobedziesz tylu doswiadczen,Tu ktos napisal ze boi sie ze znajomosci sie
              zatra..... nie mam co ukrywac ,przez pewien okresutrzymuje sie zarliwie
              kontakty,pisze listy ,dzwoni,....... a potem po roku kiedy jedziesz na
              impreze... nie masz juz z nimi wspolnych tematow ,oni maja inny swiat inne
              problemy niz ty.Teraz kiedy skonczylam Lo pierwsza mysla wcale nie byl powrot
              do rodzinnej warszawy... o nie wrocic do domu,,,, juz zasmakowalo sie skrawka
              wolnosci. W tym roku zaczynam studia w Lodzi na uniwerku.Bede studiowac
              stosunki miedzynarodowe gospodarcze.Nowe mieszkanie ,nowi znajomi,,,,nowe
              doswidczenia............ trzeba czerpac garsciami z kazdej chwili bo podobnno
              studia to najpiekniejszy okres w zyciu:)))))))))))) pozdrawiam serdecznie i
              powodzenia w aklimatyzacji,przecieraniu nowych sciezek.hej.
              • ginny22 Re: ...a do wszystkiego daleko... 11.09.04, 18:52
                Będę wredna - nie nalezy trzymać się maminej kiecki, ale maminej kieszeni już
                można? Jakoś nie piszesz, żebyś się w czasie liceum utrzymywala sama. I to
                chyba jest normalne, że ludzie tęsknią za rodzicami?
                I jeszcze slowo do tych dziewczyn, które się cieszą, że nareszcie skończą się
                dla nich domowe obowiązki - na studiach to się obowiązki dopiero zaczną, bo
                będziecie mialy caly swój "dom" na wlasnych glowinach.
                • pstosia Re: ...a do wszystkiego daleko... 11.09.04, 19:42
                  ginny22 napisała:

                  > I jeszcze slowo do tych dziewczyn, które się cieszą, że nareszcie skończą się
                  > dla nich domowe obowiązki - na studiach to się obowiązki dopiero zaczną, bo
                  > będziecie mialy caly swój "dom" na wlasnych glowinach.

                  ja wcale nie napislam, ze ciesze sie ze skoncza sie moje domowe obowiazki. tu
                  moze chodzic o cos zupelnie innego, o wiele powazniejszego.
                  • ginny22 Re: ...a do wszystkiego daleko... 11.09.04, 20:44
                    Jeśli tak, to przepraszam. :)
                    • pstosia Re: ...a do wszystkiego daleko... 11.09.04, 22:16
                      spoko:)
      • anna508 Re: ...a do wszystkiego daleko... 29.09.04, 14:18
        super pomysl z twoja sygnaturka :)))
    • sweetchild Re: ...a do domu daleko... 22.09.04, 13:46
      Czesc.Ja tez zaczynam studia i robię kolejny krok w tzw "dorosłe
      życie".Towarzyszy temu radość i gdzies czają się malenkie obawy,ale wiem,ze
      sobie poradzę,podobnie jak Wy wszyscy.Naprawde,nie martwcie sie,Ty istotko
      zwłaszcza.Wszysko mozna oswoic.Ja wybyłam z rodzinnych pieleszy juz zaczynając
      LO,poniewaz zamieskałam w internacie.Co prawda blisko domu(bo tylko ok40km,ale
      dojedzanie do szkoły byłoby samobojstwem,bo dojazd byl fatalny i
      uciązliwy:),ale tez trzeba było juz radzic sobie samemu i sprostac jakims
      wyzwaniom,co naprawde nie jest tak straszne jak się wydaje:)Teraz,w najblizszą
      niedzielę smigam do W-wy,bede mieszkac w wynajętym mieszkanku i studiowac
      wieczorowo,poniewaz ten jedyny,wymarzony kierunek okazał się minimalnie
      nieosiągalny dziennie.A jedyne czego naprawde si.e boję,to późnych powrotów do
      domu w srodkach tranportu miejskiego i jakichs popapranców,których mogę
      wieczorem spotkac na swojej drodze.Tobie (i nam wsazystkim)życzę powodzenia i
      jak najmniej chwil zwątpienia,samotności i tęsknoty.A kazdą samotność mozna
      oswoic i podzielić się nią z kimś innym,bo PRZECIEZ DOBRZE WIESZ,ZE KAZDY Z NAS
      JEST SAMOTNY I ZAGUBIONY,nawet jesli nie chce sie do tego
      przyznac.POZDDDDRAWIAm:)
    • umbra1 Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 09:49
      Strasznie długo czekałam na ten moment, a teraz wtdaje mi się, że nie będzie
      już tak fajnie jak to sobie wyobrażałam. Myślę, że będzie dobrze, bo przecież
      nie będę jedyną studentką, która nie zna miasta, nie ma znajomych i wogóle
      będzie sama.
    • infi Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 09:56
      Ja przez cale liceum oglaszalam wszem i wobec, ze na studia wynosze sie z
      mojego miasta i bylo to dla mnie pewne jak amen w pacierzu... A teraz, na kilka
      dni przed przeprowadzka, uszedl ze mnie caly impet. Smutno mi, ze zostawiam
      wszystkich, ktorych znam i kocham, do ktorych jestem przyzwyczajona i
      przywiazana. W Krakowie nie mam NIKOGO. Mialam mieszkac z moja njalepsza
      przyjaciolka, ale nie dostala sie na swoj wymarzony kierunek i zostala tu, na
      Uniw. Slaskim. Jestem sama jak palec i coraz bardziej sie boje...
      • istotka Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 10:02
        Mam tak samo! Całe cztery lata marzyłam, żeby stąd zwiewać, a teraz, gdy muszę
        sie pakować, nagle dostrzegam, jak mi tu było dobrze i bezpiecznie. Wiem, że za
        kilka miesięcy będę tak przyzwyczajona do Krakowa, że to tu będę się czuć
        dziwnie, ale boję się pierwszych tygodni osamotnienia i obcości...
        Pytanko btw:co studiujesz?
        • bb-bb Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 10:38
          Cieszę się, że nie jestem samotna w swojej obawie osamotnienia na początku.
          Przenoszę się do Krakowa, zawsze o tym marzyłam, ale nie znam tam dosłownie
          nikogo. Cóż ja tam sama będę robić wieczorami, po zajęciach na uczelni? Kiedyś
          wyobrażałam sobie ten wyjazd jako życie studenckie, świetną uczelnię ze
          świetnymi ludżmi i piękne miasto, ale teraz, gdy doszły trywializmy dnia
          codziennego, zastanawiam sie cy to była dobra decyzja i czy uda mi się przetrwać...
          • sweetchild Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 10:59
            Pewnie,ze Ci się uda!!!!!!!!!Pomysl,ze wsród ludzi,którzy będa Cie w Krakowie
            otaczac jest wielu takich którzy mają takie same ,marzenia i wyobrazenia jak TY!
            Serio,serio:)A za kilka tygodni nie będziesz pa,miętała,co to są samotne
            wieczory po powrocie z uczelni.Trzymam kciuki i pozdrawiam!
          • istotka Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:01
            A gdzie mieszkasz? Jeśli w akademiku, to na życie studencke jeszcze się
            napatrzysz:) Ja wynajmuję mieszkanie z kilkoma koleżankami, ale obawiam się, że
            że może być trochę zgrzytów na tle charakterologicznym. Poza tym coraz częściej
            zastanawiam się, czy wybór Krakowa był słuszny. Mogłam studiować w Warszawie,
            bliżej, miasto lepiej mi znane. Co mnie podkusiło, żeby wybrać Kraków?! Ale
            mimo wszystko mam nadzieję - i tobie też jej życzę - że za pół roku bedę się
            dziwić, jak można było mieć jakiekolwiek obawy i wątpliwości . Oby.
            • bb-bb Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:22
              Ja też wynajmuję mieszkanie - z dwiema dziewczynami,lecz ciężko mi je nazwa
              moimi koleżankami, bo za bardzo ich nie znam, gdyż w Krakowie jeszcze nie
              mieszkam. Cieszę się bardzo, że znalazłam to forum , bo widzę teraz, żę są osoby
              w podobnej sytuacji jak ja. Pozdrowienia dla wszystkich pierwszorocznych,
              szczególnie tych zagubionych w nowej rzeczywistości...
        • infi Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:21
          istotka napisała:

          > Mam tak samo! Całe cztery lata marzyłam, żeby stąd zwiewać, a teraz, gdy
          muszę
          > sie pakować, nagle dostrzegam, jak mi tu było dobrze i bezpiecznie. Wiem, że
          za
          >
          > kilka miesięcy będę tak przyzwyczajona do Krakowa, że to tu będę się czuć
          > dziwnie, ale boję się pierwszych tygodni osamotnienia i obcości...
          > Pytanko btw:co studiujesz?

          Istotko, jestem na filologii slowianskiej, specjalizacja czeska. A Ty?
          • istotka Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:24
            Ach, jaki uroczy kierunek! Marzę o tym, żeby kiedyś nauczyć sie "rzekać po
            czesku";) Ja zaczynam filologię hiszpańską. W sumie niedalekie:)
            • infi Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:28
              ooo,to moje gratulacje - ten kierunek tez bralam pod uwage :-)) Slyszalam, ze
              tegoroczne egzaminy byly masakra i dzungla?
              • istotka Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 18:08
                Fakt, trochę zgasłam, jak zobaczyłam pytania, w porównaniu do zeszłego roku to
                było drastyczne podwyższenie poprzeczki, ale jakims cudem się prześliznęłam,
                choć do tej pory trudno mi w to uwierzyć zważywszy na odpowiedzi, jakich
                udzielałam typu - "jakie to może być zjawisko? niech będzie, że palatalizacja,
                bo i tak nie pamietam, co to było..." Cud, pani, i tyle:)
    • bb-bb Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 11:25
      A może ktoś ma coś do dodania o imperzie w Żaczku?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22291&w=16026547&a=16026719
      • pstosia Re: ...a do domu daleko... 23.09.04, 22:15
        infi, istotko, bb-bb - ale wam zazdroszcze Krakowa! i pluje sobie w brode, ze
        tam nie sprobowalam, ale pocieszam sie mysla, ze moze los jeszcze mnie rzuci w
        te strony:)
    • jersey.girl Re: ...a do domu daleko... 29.09.04, 05:29
      i to nawet bardzo daleko, jakies 7000 km... ;)

      studia zaczelam 1 wrzesnia, wiec okres totalnej ekscytacji juz minal, a zaczela
      sie proza zycia i tesknota za domem.

      na szczescie mam codzienny kontakt z rodzina/przyjciolmi (kochany internet :)),
      i staram sie nie myslec o odlegolosci i cieszyc sie, ze bede w domu w grudniu
      (to juz tylko troche ponad 2 miesiace :).

      pozdrawiam i zycze powodzenia wszystkich "pierwszakom",

      JC

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka