Gość: Tomek
IP: *.chello.pl
09.02.07, 23:40
Jestem dość częstym gościem na tym forum i od kilku miesięcy obserwuję
kolejną modę. Post za postem pod tytułem: za ile wybuduję domek 80 - 100m
kwadratowych jeżeli wezmę się za to sam/ ze śwagrem/ 98-letnim dziadkiem/ ew.
7-letnią córeczką. Pomijam kwestię sensowności budowy 80 metrowego domu na
działce 40km od miasta przez osoby zmuszone do codziennego dojeżdżania do
tegoż miasta, mające małe dzieci które za kilka lat będą chciały pójść
wieczorem do kina/na dyskotekę, etc.
Czy desperacja jest już tak wielka, że ludzie są gotowi poświęcić 5 -10 lat
życia na ciągłe dymanie z workami cementu w bagażniku by na stare lata
mieszkać w samotności w psiej budzie na zadupiu? Czy też sami próbują się
oszukiwać twierdząc, że będzie to tańsze, przyjemniejsze od mieszkania np. w
bloku? (co chwila pojawiają się podpowiedzi, że budowa domu własnymi rękami
to taka wielka przyjemność i satysfakcja:-)
Mam znajomych, którzy postanowili wykończyć (podkreślam wykończyć, nie
wybudować) dom systemem gospodarczym. Od 3 lat mieszkają na placu budowy w
sąsiedztwie desek/palet/cegieł, itp, chodzą w gumowcach po rozjeżdżonym polu
nazwanym szumnie posesją, każdą wolną chwilę zasuwają jak niewolnicy w
gułagu, a efekty wciąż prawie żadne (dla mnie, oni oczywiście widzą
niesamowite zmiany bo ułożyli 20 płyt chodnikowych i da się już przejść od
drzwi do "drogi" suchą nogą. Skacząc jak kangur, bo płyty są położone co 40
cm. W ten sposób użyli ich o połowę mniej i było taniej. Zimą nie są w stanie
dojechać do głownej drogi bo śnieg, wiosną i jesienią bo błoto. Samochód
stawiają więc 300m od domu, przy drodze asfaltowej. Latem zarówno oni jak i
dzieci wygladają jak chłopi z PGR-u, albo robotnicy budowlani. Nikt ze
znajomych ich nie odwiedza, bo głupio jest przyjechać do kogoś kto każdą
wolna chwilę spędza z łopatą, młotkiem lub piłą w ręku i de facto mu
przszkadzać.
Czy to jest normalne? Czy osoby planujące budowę systemem gospodarczym wiedzą
na co się decydują i jaki ostatecznie może być efekt ich harówki? Wspomniani
znajomi wpakowali w swoją budkę już ponad 300 tys (bez działki) a ja za ten
dom nie dałbym 200k. O czasie i zmarnowanych latach bez wakacji, wyjścia do
kina, itp. już nie wspomnę. Być może niektórym mój post może się wydać
obraźliwy czy złośliwy. Nie jest to moją intencją. Nie chcę nikogo obrazić.
Po prostu jestem ciekaw Waszych opinii. Czy warto? I co w tym jest, że ludzie
się na to decydują?