A się pochwalę...

31.03.06, 21:01
...że wasza moderatorka wróciła właśnie z etapu centralnego XXIV olimpiady
języka łacińskiego, gdzie zdobyła zaszczytny tytuł finalisty (z wyróżnieniem)
:D Na dodatek z Chełma, a dokładniej to z I LO, takie tytuły zdobyły jeszcze 3
inne osoby, a Kasia Czerniej zdobyła tytuł IV laureata :D Taką macie zdolną
młodzież, cieszmy się :D A w ogóle to okręg lubelski zaprezentował się bardzo
dobrze i był jednym z najlepszych :D

Za bałagan związany z moją nieobecnością bardzo przepraszam :)
    • czuk1 Re: A się pochwalę... 31.03.06, 23:13
      glatuluje pani psorce.
      mariusz
      • karol1011 Re: A się pochwalę... 01.04.06, 01:03
        He he...Kroppa rządzi ! ;-) dla mnie lekcje z tą panią to była ciężka batalia.
        "Powtórz", "Przestań", "Źle akcentujesz",... kiedyś w czasie lekcji odpadło jej
        oparcie od ulubionego krzesła :D a przy zlewie w klasie są płytki zamiast tynku,
        bo waliła w ścianę kijkiem tam, że tynk się zaczął sypać :D Zresztą podobno
        płytki też już pękają. Ech...fajnie było w liceum...
        • malgosia_z_chelma Re: A się pochwalę... 01.04.06, 12:42
          najgorszy nauczyciel w I LO to wlasnie Kropa...
          lacine to ona i zna ale pedagogicznie totalne dno i tyran ...

          ja jej nie znosilam...

          • karol1011 Re: A się pochwalę... 01.04.06, 15:54
            Powiem inaczej. To nauczycielka starej daty, takich ludzi już nie ma!!! Dla mnie
            to był szok, a co dopiero dla osób, któe przeszły gimnazjum (najgłupszy pomysł
            reformy oświaty).
            Generalnie do nauczania się nadaje, ale np. dawanie jej wychowastwa do 2000 roku
            to była porażka...klasa nie pojechała na wycieczkę bo nie przedstwiła
            godzinowego planu wycieczki.
          • kwiat_paproci Re: A się pochwalę... 02.04.06, 15:47
            Małgosia to chyba dawno I LO skończyła, bo teraz z marszu mogę wymienić 3
            nauczycieli gorszych od pani Kropp pedagogicznie i merytorycznie i pod każdym
            innym względem :/ A co do wycieczek, to chyba się zmieniła, bo moja klasa
            jeździła na wycieczki praktycznie tylko i wyłącznie z panią Kropp, mimo że nie
            jest naszą wychowawczynią, podczas gdy ze swoją byliśmy RAZ :)
            Nie powinnam się wypowiadać w imieniu reszty, ale w mojej klasie nie ma nikogo
            komu by nie odpowiadała.
            • pol_aroid Re: A się pochwalę... 10.04.06, 09:56
              kwiat_paproci napisała:
              > Małgosia to chyba dawno I LO skończyła, bo teraz z marszu mogę wymienić 3
              > nauczycieli gorszych od pani Kropp pedagogicznie i merytorycznie i pod każdym
              > innym względem :/

              Nie bardzo rozumiem. Tzn. Kroppa się poprawiła, czy inni się pogorszyli???? ;-)
    • donpedro72 Re: A się pochwalę... 01.04.06, 19:50
      Poczytałem i sądzę że raczej cię nie lubią. Czym tu się chwalić?...
      • kwiat_paproci Re: A się pochwalę... 01.04.06, 21:03
        Hmmm, prawdę mówiąc, to nigdy nie odczułam na forum tego, że mnie ktoś nie lubi.
        Ale może po prostu nie bardzo mam czas zwracać na to uwagę. A chwalę się tym, że
        po 3 latach ciężkiej pracy udało mi się odnieść sukces. Może i niewiele osób to
        obchodzi, ale jak ktoś nie chce, to przecież siłą go nie zmuszam do wypowiedzi :)
        • jocelyne Re: A się pochwalę... 01.04.06, 21:26
          Paprotko, po prostu był z okazji pierwszego kwietnia ;-) Wszyscy dobrze wiemy,
          że najwspanialsza moderatorka z forum Chełma to Diva Puella :)

          Ps. Ja też jestem finalistką tejże olimpiady. A się pochwalę... ;-)
          • 45b Re: A się pochwalę... 02.04.06, 07:39
            JEST się czym pochwalić i nie przejmuj się głupimi uwagami , to dotyczy również Joli Kropp. Czy wiecie jaką piękną kartę ma w podziemnej działalności "S"?Wtedy trzeba było mieć klasę i odwagę , to nie były żarty !
            • malgosia_z_chelma Re: A się pochwalę... 02.04.06, 13:55
              ach nie chodzi o to czy dzialala czy nie

              na pedagoga sie nie nadaje i tyle

              tylko to jest tutaj dyskutowane

              to ze ktos jest tyranem w zyciu normalnym a moze miesiac w miesiac sie udziela
              w jakiejs organizacji o niczym nie swiadczy !!!
          • diakon.piotr.ukgk Re: A się pochwalę... 05.04.06, 01:32
            jocelyne napisała:

            > Paprotko, po prostu był z okazji pierwszego kwietnia ;-) Wszyscy dobrze wiemy,
            > że najwspanialsza moderatorka z forum Chełma to Diva Puella :)

            Sic omnibus nobis videtur. ;-)

            > Ps. Ja też jestem finalistką tejże olimpiady. A się pochwalę... ;-)

            Gratulor ex intime corde! :-)

            PS. Po małej kwerendzie internetowej rozumiem już, skąd brak recenzji z
            pokazu "Proboszcza Majdanka" w "Czarnieckim" 26 stycznia.
            Okręgowy etap olimpiady...

            UWAGA! W "gregoriański" Wielki Piątek (14.IV) o 16.00 film będzie wyświetlany
            w TVP 1. Nie przegapcie, Forumowicze - a jeśli idziecie wtedy do kościoła,
            nastawcie "time recorder" w domowym wideo (o ile macie). Warto!
            • kwiat_paproci Re: A się pochwalę... 05.04.06, 23:09
              > UWAGA! W "gregoriański" Wielki Piątek (14.IV) o 16.00 film będzie wyświetlany
              > w TVP 1. Nie przegapcie, Forumowicze - a jeśli idziecie wtedy do kościoła,
              > nastawcie "time recorder" w domowym wideo (o ile macie). Warto!

              O zapamiętam, a raczej ustawię sobie powiadomienie na komórce ;)
              • diakon.piotr.ukgk "Proboszcz Majdanka" 14.IV w TVP1 o 16.00 08.04.06, 22:36
                kwiat_paproci napisała:


                > O zapamiętam, a raczej ustawię sobie powiadomienie na komórce ;)

                Raz jeszcze polecam, bo naprawdę warto. Linkowski dowiódł już, że umie robić
                filmy typu "dokumentu poetyzowanego", jak ja to określam - a z drugiej strony
                jeszcze mu na tyle woda sodowa do głowy nie uderzyła, żeby sobie odpuścił i
                robił zwykłe fuszerki, odcinając kupony od wyrobionej wcześniej sławy.
                Postać bł. Emiliana też zasługuje na uwagę - autentyczny święty, którego
                przy tym jeszcze nie zdążyli różni hagiografowie od siedmiu boleści przerobić
                na cukierkowo-sentymentalno-bezbarwnie. Jeden mały szczegół: w Przemyślanach
                był 20 lat proboszczem, zrobił przeogromnie wiele, ale nie zdążył przez te 20
                lat skończyć budowy plebanii - mieszkał z rodziną w częściowo niedokończonej.
                Pola i łąki parafialne wykorzystywał nie na swe i rodziny utrzymanie (po to
                skądinąd były), ale puszczał je w dzierżawę za grosze albo i za darmo ubogim
                a pracowitym parafianom, żeby mogli wyjść na prostą. Tego akurat w filmie nie
                ma, a wiedzieć warto.
                A poza tym - w ekipie podczas kręcenia filmu na Ukrainie był również polonista
                z "Czarnieckiego", p. Kostecki, wskutek czego powstała ciekawa wystawa
                fotograficzna "Między niebem a ziemią".

                Słowem, wprost nie wypada nie zobaczyć. ;-)
    • noname1 Re: A się pochwalę... 02.04.06, 15:00
      no to gratulacje dla Ciebie .....ireszty :)
    • avalon111 Re: A się pochwalę... 04.04.06, 09:10
      Gratulacje! i proszę o jeszcze!;-)
    • diakon.piotr.ukgk Re: A się pochwalę... 05.04.06, 00:55
      kwiat_paproci napisała:

      > ...że wasza moderatorka wróciła właśnie z etapu centralnego XXIV olimpiady
      > języka łacińskiego, gdzie zdobyła zaszczytny tytuł finalisty (z wyróżnieniem)

      GRATULACJE! Z łaciny to ja tylko do II etapu doszedłem (1992). Tak nawiasem,
      dawniej na olimpiadach nie było czegoś takiego, jak finalista z wyróżnieniem.
      Prznajmniej na olimpiadach z historii i rosyjskiego w 1991 r. ;-) W każdym
      razie z rosyjskiego zostałem wtedy finalistą bez wyróżnienia. Nic zresztą
      dziwnego, było 120 uczestników, z góry było wiadomo, że 20 najlepszych będzie
      laureatami, a wszyscy inni (!!!) bez względu na wyniki (!!!!!!) finalistami. I
      tak zostałem finalistą. No, 50 pkt. na 60 możliwych miałem, ale już w okręgu
      lubelskim nie miałem szansy na pierwsze miejsce - była taka Ania Krukowska,
      córka Rosjanki, która potem (Ania oczywiście) jako najlepsza była wytypowana na
      olimpiadę międzynarodową.

      > :D Na dodatek z Chełma, a dokładniej to z I LO, takie tytuły zdobyły jeszcze 3
      > inne osoby, a Kasia Czerniej zdobyła tytuł IV laureata :D

      To tak jak ja na historii (1991), ale ex aequo. :( Nawiasem: pierwsze miejsce
      zajął chłopak z technikum z Aleksandrowa Łódzkiego, drugie z technikum z Łap
      (czy odwrotnie), co dowodzi, że ani "prowincjonalność", ani niepoczesny status
      szkoły nie determinują wszystkiego i wszystkich.
      Sursum corda, incolae Chelmenses utriusque sexus! :-)

      > Taką macie zdolną
      > młodzież, cieszmy się :D A w ogóle to okręg lubelski zaprezentował się bardzo
      > dobrze i był jednym z najlepszych :D

      A połowę sukcesów to zapewne p. Kropp wypracowywuje. ;-) Łacina i greka jakoś
      nie niszczą człowieka? ;-)

      Pytanie niedyskretne: a co dalej? Może jakaś filologia klasyczna? Moja Żona
      jest tam adiunktem bądź co bądź. ;-)))


      > Za bałagan związany z moją nieobecnością bardzo przepraszam :)

      A był jakiś? :-)
      • kwiat_paproci Re: A się pochwalę... 05.04.06, 23:07
        > GRATULACJE! Z łaciny to ja tylko do II etapu doszedłem (1992)

        No to tak jak ja w ubiegłym roku, dwóch punktów mi zabrakło do finału. Ale
        szkoła mnie odpowiednio zmotywowała i wzięłam udział jeszcze raz ;)

        > Tak nawiasem,
        > dawniej na olimpiadach nie było czegoś takiego, jak finalista z wyróżnieniem.
        > Prznajmniej na olimpiadach z historii i rosyjskiego w 1991 r. ;-)

        W tym roku to właściwie też nie było, ale przez ostatnich kilka lat przyznawano
        takie tytuły dla tych, którzy przeszli na etap ustny, a trochę im się na nim
        nie powiodło. Więc pomyślałam, że też tak o sobie napiszę, żeby się troszkę
        dowartościować, że udało mi się dostać na ustny ;)

        > Nic zresztą
        > dziwnego, było 120 uczestników, z góry było wiadomo, że 20 najlepszych będzie
        > laureatami, a wszyscy inni (!!!) bez względu na wyniki (!!!!!!) finalistami.

        Na łacińskiej jest dużo mniej uczestników, na finałach było tylko 70 osób, z
        czego kilkanaście nie zdobyło tytułu finalisty. To już widać specyfika każdej
        olimpiady przedmiotowej, jak i kogo honoruje tytułami :)

        > Nawiasem: pierwsze miejsce
        > zajął chłopak z technikum z Aleksandrowa Łódzkiego, drugie z technikum z Łap
        > (czy odwrotnie), co dowodzi, że ani "prowincjonalność", ani niepoczesny status
        > szkoły nie determinują wszystkiego i wszystkich.

        Na łacińskiej jeszcze do niedawna można było odczuć wyraźną dominację ośrodka
        warszawskiego i krakowskiego, ale tam są specjalne klasy licealne, a nawet
        gimnazjalne (!!!) o profilu klasycznym, więc nie dziwota, że były lata, że
        przyjeżdżały od nich na finały prawie całe klasy ;) natomiast na ostatniej i
        przedostatniej jakoś się "uspokoili" i owszem, zdobywają dużo tytułów, ale dają
        też szanse innym :D

        > A połowę sukcesów to zapewne p. Kropp wypracowywuje. ;-)

        Jak nie więcej ;D

        > Łacina i greka jakoś
        > nie niszczą człowieka? ;-)

        Hmm, jakoś jeszcze się trzymam :D Ale na pewno można sobie dzięki nim ostro
        zahartować psychikę, mnie teraz naprawdę niewiele rzeczy potrafi wyprowadzić z
        równowagi ;)

        > Pytanie niedyskretne: a co dalej? Może jakaś filologia klasyczna? Moja Żona
        > jest tam adiunktem bądź co bądź. ;-)))

        A gdzie tam niedyskretne, w ostatnim czasie jestem o to bez oporów pytana co
        najmniej kilka razy w tygodniu, więc odpowiadam już niemal mechanicznie ;)
        Najbardziej marzy mi się MISH na Kulu, czyli studia międzywydziałowe, gdzie
        planuję wziąć socjologię i chyba filologię klasyczną. A żona jest może właśnie
        tam adiunktem, bo jeśli tak, to zawsze można by na jakieś znajomości liczyć ;)
        Jeśli nie MISH, to spróbuję na zwykłą socjologię, albo kulturoznawstwo, tyż na
        Kulu. Choć dziś po wykładzie prof. Korusa, którym jestem zauroczona, zaczęłam
        się zastanawiać nad studiowaniem na UJ, żeby tylko częściej widzieć tego
        człowieka ;D

        > Sursum corda, incolae Chelmenses utriusque sexus! :-)

        Ago maximas gratias tibi pro his verbis :D
        • diakon.piotr.ukgk między nami olimpijczykami ;-) 08.04.06, 23:40
          kwiat_paproci napisała:

          > No to tak jak ja w ubiegłym roku, dwóch punktów mi zabrakło do finału.

          To niezupełnie tak samo, bo na etapie okręgowym nie przeszedłem do części
          ustnej. :( Z łaciny, bo z historii było nieco inaczej. Otóż było nas dwóch
          kumpli w klasie (a nawet w ławce), też zresztą w I LO (tylko że w Lublinie) -
          ja i Marcin (doktoryzował się z historii starożytnej w 2003 na podstawie pracy
          o Arabach w świetle źródeł greckich i rzymskich). Poszliśmy na olimpiadę w II
          klasie, komisja okręgowa obu nas zakwalifikowała do eliminacji centralnych, ale
          Warszawa odrzuciła mnie. Marcin pojechał na etap centralny (wtedy w Kazimierzu
          Dln. zresztą) i został finalistą.
          W roku następnym sytuacja się powtórzyła, tylko odwrotnie - odrzucili jego (w
          Warszawie), a ja zostałem laureatem. Czy oni w tej Warszawie uważali, że
          jeden z ławki na etapie centralnym wystarczy? ;-)

          > Ale
          > szkoła mnie odpowiednio zmotywowała i wzięłam udział jeszcze raz ;)

          Motywacja - kwestia to kluczowa. :-) Po III klasie miałem już załatwiony
          egzamin na historię i maturę z tegoż przedmiotu tudzież rosyjskiego, więc
          łacina nie była mi specjalnie potrzebna. Owszem, szóstka z łaciny na maturze,
          to byłoby nobilitujące - ale ta perspektywa widać nie zmobilizowała mnie
          dostatecznie, skoro (wstyd się przyznać) po części pisemnej na etapie okręgowym
          osiągnąłem "zaszczytne inaczej" miejsce 18 (kolega, który jest prawnikiem na
          innej uczelni i czasem dzwoni z pytaniem o jakiś trudniejszy łaciński zwrot,
          miał 17!) na 24 uczestników. :(


          > W tym roku to właściwie też nie było, ale przez ostatnich kilka lat
          > przyznawano
          > takie tytuły dla tych, którzy przeszli na etap ustny, a trochę im się na nim
          > nie powiodło. Więc pomyślałam, że też tak o sobie napiszę, żeby się troszkę
          > dowartościować, że udało mi się dostać na ustny ;)

          I słusznie. :-)


          > Na łacińskiej jest dużo mniej uczestników, na finałach było tylko 70 osób, z
          > czego kilkanaście nie zdobyło tytułu finalisty.

          Na historii za moich czasów w Kazimierzu było chyba poniżej 50 osób i
          obowiązywały ścisłe limity punktowe, teoretycznie mogłoby w ogóle nie być
          laureatów.

          > To już widać specyfika każdej
          > olimpiady przedmiotowej, jak i kogo honoruje tytułami :)

          Tak, rosyjska "jechała" wtedy jeszcze na resztkach uprzywilejowanego statusu
          tego przedmiotu z czasów "przyjaźni polsko-radzieckiej".
          Zabawny był wtedy niesamowity zbieg terminów olimpiad. Wróciłem z Kazimierza
          chyba w niedzielę wieczorem, a już we wtorek bodajże jechałem do Mińska
          Mazowieckiego na rosyjski. Ale to nic - na rosyjskim mieszkał ze mną w pokoju
          chłopak z Tomaszowa Maz., który po części pisemnej z rosyjskiego jechał co tchu
          do Warszawy na ustny z łaciny (!). Był, jak ja, w III kl., więc w czwartej
          zaliczył sobie jeszcze historię i tak został potrójnym finalistą. Dziś jest
          adiunktem na prawie na KUL.

          > Na łacińskiej jeszcze do niedawna można było odczuć wyraźną dominację ośrodka
          > warszawskiego i krakowskiego, ale tam są specjalne klasy licealne, a nawet
          > gimnazjalne (!!!) o profilu klasycznym, więc nie dziwota, że były lata, że
          > przyjeżdżały od nich na finały prawie całe klasy ;) natomiast na ostatniej i
          > przedostatniej jakoś się "uspokoili" i owszem, zdobywają dużo tytułów, ale
          > dają
          > też szanse innym :D

          To ładnie z ich strony. ;-)


          > Hmm, jakoś jeszcze się trzymam :D Ale na pewno można sobie dzięki nim ostro
          > zahartować psychikę, mnie teraz naprawdę niewiele rzeczy potrafi wyprowadzić z
          > równowagi ;)

          Wierzę na słowo. :-)


          > A gdzie tam niedyskretne, w ostatnim czasie jestem o to bez oporów pytana co
          > najmniej kilka razy w tygodniu, więc odpowiadam już niemal mechanicznie ;)
          > Najbardziej marzy mi się MISH na Kulu, czyli studia międzywydziałowe, gdzie
          > planuję wziąć socjologię i chyba filologię klasyczną. A żona jest może właśnie
          > tam adiunktem, bo jeśli tak, to zawsze można by na jakieś znajomości liczyć ;)

          Owszem, tam: w Lublinie nie ma innej filologii klasycznej. ;-) Uxor mea
          Margaritha ;-)) uczy greki, pracuje na Katedrze Języka i Literatury Greckiej
          Późnego Antyku (specjalizuje się w tym pierwszym, czyli języku), a obecnie
          kończy studia podyplomowe z neohellenistyki (w tym samym budynku w Warszawie na
          Nowym Świecie, gdzie "urzęduje" olimpiada łacińska, tylko w innej klatce) i w
          maju zdaje grecki egzamin państwowy z języka. Może, gdy już otrzyma stosowne
          certyfikaty (bo język poznała już wcześniej), będzie "podkładka" do wzbogacenia
          programu filologii klasycznej o nową grekę? Bardzo fajny język - i może się
          przydać na wakacjach. ;-)

          Tak czy inaczej, warto studiować klasykę - w dzisiejszym schamiałym świecie
          studia te mają wartość podwójną: atut dodatkowy tkwi w tym, że uzupełniają
          tragicznie stojącą (raczej "leżącą") formację humanistyczną w szkołach średnich.

          > Jeśli nie MISH, to spróbuję na zwykłą socjologię, albo kulturoznawstwo, tyż na
          > Kulu. Choć dziś po wykładzie prof. Korusa, którym jestem zauroczona, zaczęłam
          > się zastanawiać nad studiowaniem na UJ, żeby tylko częściej widzieć tego
          > człowieka ;D

          Cóż, powiedziałbym, że na dłuższą metę lepiej widywać częściej moją Połowicę
          niż prof. Korusa - ale mogę być tu podejrzany o stronniczość. ;-)
          Argument obiektywny - różnica odległości i kosztów utrzymania przemawia za
          Lublinem. Co poniektórzy chełmianie czasem dojeżdżają na zajęcia z rodzinnego
          miasta - do Krakowa byłoby trudniej. ;-)


          > Ago maximas gratias tibi pro his verbis :D

          Omnis gratiarum actio, sincere facta, cor senis delectat eiusque mentem
          nonnullis cogitationibus iucundis impleat.

          Sensu w tym niedużo, ale szyk chyba nieco lepszy. ;-)

          • kwiat_paproci Re: między nami olimpijczykami ;-) 09.04.06, 13:06
            to na podsumowanie dyskusji wkleję takiego pokrzepiającego linka, o tym, że
            łacina jest trendy ;D

            wiadomosci.onet.pl/1327220,2678,kioskart.html
            • diakon.piotr.ukgk Re: między nami olimpijczykami ;-) 09.04.06, 22:19
              kwiat_paproci napisała:

              > to na podsumowanie dyskusji wkleję takiego pokrzepiającego linka, o tym, że
              > łacina jest trendy ;D
              >
              > wiadomosci.onet.pl/1327220,2678,kioskart.html

              Może i jest, ale...w Niemczech. Polska jest niestety zapóźniona, więc na
              renesans łaciny jeszcze poczekamy. Na razie dominuje punkt widzenia prymitywów,
              tj. "na co to komu". :(
Inne wątki na temat:
Pełna wersja