Dodaj do ulubionych

Smutno mi, Boże...

25.06.10, 23:12
... czyli rzecz o chandrze.

Co robicie, kiedy was dręczy? Nutria pisała smutne wiersze w fioletowym
zeszycie i smutnie piła herbatę ze smutnego kubka; Patrycja żarła; Cesia
sprzątała i zmywała; Aniela wynajdywała sobie kieszonkowego konkurenta;
Gabrysia robiła wdechy i rzucała się w wir naprawiania świata; Grzegorz
pracoholizował...

Niestety mnie najbliżej chyba do tego nieszczęsnego Tekturowego Grzegorza z
jego uciekaniem w bezpieczną monotonię pracy. Wiersze jakoś już nie chcą
przychodzić do głowy, skłonić mnie do sprzątania mógłby chyba tylko przeszczep
mózgu, konkurentów-powierników jakoś na poczekaniu skołować nie umiem, a świat
uważam zasadniczo za nienaprawialny. CHANDRA! Brrr.

Co robić, co robić? Ratujcie, zanim się zamknę w wieży z myszem i płytą Niemena.
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Smutno mi, Boże... 25.06.10, 23:36
      ja mam kota o nadkocich talentach psychicznych - on sie jakoś orientuje w moim
      samopoczuciu i w razie potrzeby nadciąga z dyskretną pomocą (wzmożone mruczenie
      prosto do ucha, barankowanie, spoglądanie ze zrozumieniem w oczy, po czym
      układanie się tuż przy mnie, żebym wiedziała, że on jest i czuwa). zasadniczo
      nie ma lepszej metody:)
    • filifionka-listopadowa Re: Smutno mi, Boże... 25.06.10, 23:39
      Dla mnie wątek bardzo na czasie, ale zupełnie nie wiem, co zrobić z tą chandrą.
      Na razie najlepiej realizuje się w spaniu...
    • verte34 Re: Smutno mi, Boże... 25.06.10, 23:43
      Przede wszystkim <głask głask>
      Teraz sugestie:
      - Przeczekać. Uświadomić sobie że chandra z natury jest przemijająca.
      - Zająć się pracą manualną, taką, która puszcza w ruch endorfiny. Ja
      dodatkowo wyobrażam sobie przy tym że jestem Mamą Żakową.
      - Poczytać sobie Forum Humorum, co bardziej absurdalne wątki, albo -
      Nessie - znajdź koniecznie forum "Wafle Ryżowe Kupiec", lektura
      redukuje człowieka do rzężącego z uciechy kłębka histerii.
      - Czekoladkę sobie zjedz... :)
    • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 00:11
      Ja pracoholizuję. Zdecydowanie. I to dokładnie w tym momencie.
    • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 00:45
      <Przytula>

      Ja zazwyczaj kładę się spać, bo jak jestem wyspana, jakoś mniej mnie
      wszystko denerwuje. Lubię się zamknąć w pokoju i pobyć sama ze sobą.
      Robię bzdury, gram na komputerze, przeglądam co popadnie, dawniej
      pisałam wiersze. Czasem słucham smętnych piosenek i śpiewam sobie.
      Ale dla mnie sen zdecydowanie jest najlepszy na chandrę.
    • truscaveczka Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 08:49
      Smarkam w mankiet męzowi/przyjaciółce, żrę, dziergam.

      Głask głask i niech ci lepiej będzie - ślę fluidy i inne tam
      ektoplazmy ;)
      • mankencja Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 11:51
        > Smarkam w mankiet męzowi/przyjaciółce, żrę, dziergam.

        ja podobnie, bez dziergania. i zamiast męża jest konkubent.
        • truscaveczka Re: Smutno mi, Boże... 27.06.10, 07:56
          W sumie na lokalne standardy to ja też męża nie mam - co to za ślub,
          bez księdza i bez wesela :D
    • rozdzial43 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 09:43
      W pierwszej kolejności celem utłuczenia chandry należy udać się na spacer
      męczący fizycznie/jazdę na rowerze męczącą fizycznie/koszenie trawy męczące
      fizycznie i inne takie co męczą fizycznie na świeżym powietrzu.
      Po sporej dawce wyżej wymienionych jesteśmy umęczeni fizycznie i to zmęczenie ma
      szansę wybić z głowy głupoty egzystencjalne :)

      Następnie należy się wspomagać drobnymi wspomagaczami:
      1/ zjeść coś przyjemnego - wytwornego/tłustego/słodkiego/pikantnego/wymyślnego,
      ale nie w celu nażarcia, tylko w celu zrobienia sobie przyjemności
      2/ kupić sobie coś bzdurnego i niepraktycznego, co cieszy oko (ja zawsze kupuję
      wisiorek z błyszczącym szkiełkiem,no cieszy mi to oko, co poradzę)
      3/ poczytać coś krzepiącego i budującego, albo bezpiecznie wzruszającego

      Bardzo przydatny jest kot w dużej ilości, zwłaszcza w zakresie miękkiego futra i
      mruczenia. No i trzeba się porządnie wyspać. Na bazie porządnego wyspania
      łatwiej zastosuje się te wszystkie środki.
      Życzę sukcesu i w ogóle przeminięcia tego cholerstwa :)
    • aganoreg Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 09:58
      Nessie, przytulam! Popatrzcie, lato, a ile osob uzera sie z chandra, lacznie z
      nizej podpisana? Zazdroszcze tym, ktore uciekaja w sen, bo ja spac nie moge :(
      Sposobow nie mam, za oknem zar z nieba i nie bardzo mam ochote na dlugie
      spacery. Kota brak, chyba ze ten wewnetrzny sie liczy? Ale on nie mruczy.
      Wierszy nie pisze, w prace nie uciekne... Chyba tylko popijanie ze smetnego
      kubka mi pozostaje.

      No nie wiem, musi byc jakis sposob!
      • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 10:44
        Przyznam się że, coś co można nazwać chandrą zawsze dopada mnie wtedy gdy są
        upały. Niestety, ale słońce i ciepło działa na mnie depresyjnie. Natomiast
        jesienne szarugi i wiatr niosący delikatną mżawkę - aż chce się wyjść z domu!!

        Tak naprawdę to jedynym skutecznym środkiem, tak mi się wydaje, jest jednak
        praca. Obojętnie jakiego typu czy ta zawodowa czy też domowa - ale coś co
        przynosi korzyść nie tylko dla mnie, ale także i dla innych.
        Tylko że czasem trzeba się wewnętrznie zmusić do podjęcia jakiejkolwiek pracy.
        Ale po jej zakończeniu przyjemnie popatrzeć na efekty. Truizm? Być może. Ale
        czasem bardzo skuteczny.
        • verdana Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 11:40
          Ja mam chandrę, ja nie piszę tego co powinnam, więc nie da rady
          pracować, żeby chandrę zniszczyć - bo wlasnie praca jest jej powodem.
          Mam nadzieję, ze nie zostanę ani wyrzucona z forum, ani skierowana
          do szpitala psychiatrycznego, jak się przyznam, ze czytam na chandrę
          Harry Pottera?
        • ananke666 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 11:43
          > Tak naprawdę to jedynym skutecznym środkiem, tak mi się wydaje, jest jednak
          > praca. Obojętnie jakiego typu czy ta zawodowa czy też domowa - ale coś co
          > przynosi korzyść nie tylko dla mnie, ale także i dla innych.

          U mnie niezupełnie. To musi być praca z widocznym efektem. Nawet jeśli mam się
          do niej zmusić, wykonać ją z wściekłością (że się do tego zmuszam),
          utyskiwaniem, złorzeczeniem albo litowaniem się nad sobą. Kiedy potem spojrzę na
          efekty, zawsze, ale to zawsze mi lepiej.

          Po drugie rozśmieszanie. Głupi film, zestaw kabaretowy, bash, co kto lubi.
          Prędzej czy później mimo woli będę się śmiać.

          Wypasiona kąpiel.

          Wylanie żółci na głowę przyjaciółce, o ile posiada niezbędne cechy.
        • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 12:43
          CytatTak naprawdę to jedynym skutecznym środkiem, tak mi się wydaje, jest
          jednak praca. Obojętnie jakiego typu czy ta zawodowa czy też domowa


          Zdecydowanie musi to być praca umysłowa, pochłaniająca wszystkie myśli i
          sprawiająca, że pojawia się coś ładnego, fajnego, coś, co jest MOJE.
          Chociaż sprzątanie chałupy daje mi poczucie ogarniania chaosu świata, więc też
          pomaga.
        • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 12:48
          Są różne reakcje. Dla jednych praca, dla drugich coś przeciwnego. U
          mnie żadna praca nie jest w stanie mnie odciągnąć od
          przygnębiających myśli, jeśli mam takowe. Tylko je na chwilę tłumi,
          potem wracają.
      • kadrel Re: Smutno mi, Boże... 07.07.10, 23:15
        aganoreg napisała:

        Kota brak, chyba ze ten wewnetrzny sie liczy?

        Nie liczy się!
        Kota, takiego który sie liczy, mogę CI dostarczyc w trybie
        ekspresowym. Dowolnego rozmiaru, maści i płci.
        Będziesz zachodzić w głowę jak wytrzymałas tyle lat bez kota.
        Wiem co mówię.
        • aganoreg Re: Smutno mi, Boże... 08.07.10, 09:58
          kadrel napisała:

          > Kota, takiego który sie liczy, mogę CI dostarczyc w trybie
          > ekspresowym. Dowolnego rozmiaru, maści i płci.
          > Będziesz zachodzić w głowę jak wytrzymałas tyle lat bez kota.
          > Wiem co mówię.

          Ja jestem kociara z zamilowania i chetnie bym przygarnela, ale niestety,
          wlasciciel mieszkania nie zgadza sie na zwierzeta :/ Uroki wynajmowanych
          mieszkan. No pets, no children, no smoking, no life.
    • kolczykizoldy Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 12:52
      W pozbyciu sie chandry bardzo pomaga mi gotowanie. I karmienie tym ugotowanym
      ukochanych osob, oczywiscie. Jak mam chandre, gotuje duzo i ciekawie.
      Oraz biegam. Nie masz to jak porzadny, czterdziestominutowy jogging.

      Natomiast sprzatania nie cierpie organicznie, dlatego nie traktuje tej
      przynoszacej natychmiastowe efekty czynnosci jako odtrudki na ponury nastroj. Bo
      to jest dla mnie zawsze przykra koniecznosc.

      Niestety, na mocna chandre (a moze lekka depresje) czesto uciekam sen. Nie
      polepsza to mojego samopoczucia, raczej je pogarsza. Gdy jestem bardzo zdolowana
      i za nic nie chce stawic czola swiatu, potrafie wrecz wymusic na swoim
      organizmie dodatkowe godziny snu (w dzien, wtedy, kiedy powinnam wstawac). To
      powoduje jeszcze wieksza chandre, poczucie winy i niesmak do siebie za tak
      glupie marnowanie czasu. I bezsennosc w nocy. I kolo sie zamyka. Nie jest latwo
      sie z tego wyrwac. I znowu, tutaj pomaga mi zmuszenie sie do wzmozonej
      aktywnosci fizycznej, sa to biegi zazwyczaj.

      Tak wiec dziewczny, na poprawe nastroju polecam przede wszystkim duzo ruchu na
      swiezym powietrzu!
    • mama_kotula To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:24
      ...co robicie na uspokojenie nerwów?

      Przed jakąś godziną ustaliłam, że oba istniejące komplety kluczy od mojego domu znajdują się w torebce mojej mamy, a torebka mojej mamy znajduje się wraz z mamą na wakacjach nad morzem (jakby ktoś nie wiedział, ja mieszkam w Jeleniej Górze).
      Melisa mi nie pomogła, persen nie pomógł, mam ochotę kogoś zabić albo coś cennego zniszczyć.
      • ginny22 Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:32
        Na taki rozmiar nieszczęścia to ja albo płaczę, albo walę butami w ścianę. Albo
        jedno i drugie. A potem myślę, co dalej. Aczkolwiek w tym przypadku, to nie
        wiem, co można wymyślić poza jechaniem nad morze. Tylko co wtedy z chałupą?
        • mama_kotula Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:40
          No. Ja już płakałam. Wręcz wyłam, zwinięta w kłębek na podłodze.

          Klucze odzyskam najwcześniej w poniedziałek, kiedy to kuzyn będzie wracał znad morza - i o ile zechce mi je przywieźć. Co może nie być wcale takie oczywiste, znaczy, to chcenie.

          Na razie w ciągu ostatnich 10 minut w ramach konstruktywnego myślenia zawarłam znajomość z panią sąsiadką, oraz, w ramach współodczuwania, otrzymałam otwarty kredyt w sklepie pod domem :P:P
          • ginny22 Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:45
            Gratulacje :)
            Kuzyn może jednakowoż będzie człowiekiem?
        • dakota77 Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:44
          Moze slusarz wchodzi w gre?
          • mama_kotula Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 14:46
            dakota77 napisała:

            > Moze slusarz wchodzi w gre?

            Wchodzilby, jakbym miała mu czym zaplacić :D:D:D:D
            • mammajowa Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 16:38
              poproś mamę o wysłanie przesyłką konduktorską. albo superszybką paczką
              kurierską. albo pożycz kasę na ślusarza. czyli widać jak reaguje na takie
              sytuacja - jak facet - szukam szybko rozwiązań.

              co do chandry - namawiam dziecię by się przytuliło i mi lepiej. no i słodycze,
              ale to zgubne.
      • nessie-jp Re: To ja się podłączę i zapytam 26.06.10, 15:04
        > Melisa mi nie pomogła, persen nie pomógł, mam ochotę kogoś zabić albo coś cenne
        > go zniszczyć.

        Najlepiej chyba drzwi...

        W takich wypadkach niestety dostaję na ogół ataku histerycznego śmiechu, co nie
        nastraja do mnie pozytywnie współcierpiących...
    • nessie-jp Współchandrowicze! 26.06.10, 15:09
      Dziękuję za menu sposobów na chandrę. Aktywność fizyczna, hm... I tu się
      wpędziłam w ślepy zaułek, bo ostatnio pracuję po 12-14 godzin dziennie (żeby nie
      dać się chandrze), nabrałam zleceń i muszę je zrobić. Czyli przez najbliższe 10
      dni zero aktywności fizycznej oprócz klepania w klawiaturę. :/

      Ze snem też mam niestety tak, że śpię za długo, wpędza mnie to w poczucie winy,
      potem nie mogę zasnąć, męczę się, następnego dnia śpię za długo... błędne koło!

      Koty są nieużyte i przytulają się wtedy, kiedy one mają chandrę, a nie wtedy,
      kiedy ja mam. Świnie, nie koty. Zażerać smuteczków w moim przypadku nie należy,
      bo grozi mi wygląd księżniczki (Fiony).

      Chyba spróbuję naśladować Anielę i puszczę sobie jakąś żwawą muzyczkę oraz
      pofikam rączkami i nóżkami, po czym zjem musli.
    • marajka Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 17:07
      Czytam Biblię, jem czekoladę, oglądam Monty Pythona, idę się gdzieś poruszać, mam też tendencję do zadręczania najbliższych jękami, wyrzucę z siebie problem i jest zazwyczaj lepiej.
      • astolat Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 17:40
        Ja w psychicznej otoczce oglądam w łóżku filmy wg Jane Austen. Myślę, że jakiś
        niekoniecznie wysoce intelektualny, ale zabawny serial też się nadaje.
        • onion68 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 18:50
          Nessie, mam nadzieję, że już Ci lepiej i podgłaskuję :)

          Moje sposoby:
          1. wypłakiwanie się siostrze i znajomym
          2. sprzątanie
          3. papierosy
          4. filmy Woody'ego Allena
          5. Pratchett!!!
          6. koty
          7. bieganie (pozdrawiam Kolczyk_Izoldy :)

          Wyżej wymieniony porządek nie oddaje hierarchii ani częstotliwości stosowania,
          tylko w takiej kolejności moje remedia mi się przypominały.

          W stanach chandry dużej i małej unikam alkoholu, bo skutki zażycia jeszcze
          pogarszają moje samopoczucie.
          • jottka Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 20:12
            o, really? a mnie alkohol całkiem dobrze robi:) no ale tego sposobu nie będziemy
            nessie polecać, za to pratchetta i durrella jak najbardziej, allen nie działa na
            mnie w tej sytuacji. i jeszcze marian keyes ostatnio, może nawet ona najlepsza.


            nessie - koty odciąć od ulubionego pożywionka! to je wpędzi w chandrę i wtedy
            przyjdą cię pocieszać:)
            • onion68 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 20:23
              > o, really? a mnie alkohol całkiem dobrze robi:) no ale tego sposobu nie będziem
              > y
              > nessie polecać, za to pratchetta i durrella jak najbardziej, allen nie działa n
              > a
              > mnie w tej sytuacji. i jeszcze marian keyes ostatnio, może nawet ona najlepsza.
              >
              >
              > nessie - koty odciąć od ulubionego pożywionka! to je wpędzi w chandrę i wtedy
              > przyjdą cię pocieszać:)

              M. Keys przeczytałam "Wakacje Rachel", ale się rozczarowałam jakoś. Da się
              przeczytać, tylko tyle,jak dla mnie.
              Z remediów dorzucam jeszcze Adriana Mola (książkowo, serialu nie pamiętam) i
              serial "Hotel Zacisze" Johna Cleese'a.
              • onion68 Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 20:25
                * Mole'e, Adriana Mole'a.
              • jottka Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 20:26
                onion68 napisała:

                > M. Keys przeczytałam "Wakacje Rachel", ale się rozczarowałam jakoś. Da się
                przeczytać, tylko tyle,jak dla mnie.


                aaa, nienienie, nie od tego sie zaczyna! 'rachel' to dla zaawansowanych
                miłośników sióstr walsh, ale ogólnie to słabszy tekst (tak jak 'angels') -
                zaczynamy od 'watermelon' ('arbuz', polskie tłumaczenie takie sobie) albo od
                'lucy sullivan is getting married' (pamiętam, że tu przekład był czytable). no:)


                > Z remediów dorzucam jeszcze Adriana Mola (książkowo, serialu nie pamiętam) i
                serial "Hotel Zacisze" Johna Cleese'a.

                a to ja tak mogę 'lemura zwanego rolly' oglądać:)
                • jottka Re: Smutno mi, Boże... 26.06.10, 20:27
                  rollo, rollo, rzecz jasna
          • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 17:57
            > 5. Pratchett!!!

            Czytałaś ostatniego? Też mnie wpędził w chandrę, bo jednak widać wyraźnie jego
            chorobę i widać, że to połowa tego pisarza, którym był jeszcze kilka lat temu... :(


            > W stanach chandry dużej i małej unikam alkoholu,

            Ja niestety po pierwszym łyku alkoholu robię się senna i marudna, po czym
            zaczyna mnie boleć głowa, tak że sposób i tak nie do zastosowania :) Może to i
            lepiej! :)
            • lacitadelle Re: Smutno mi, Boże... 29.06.10, 10:44
              > > 5. Pratchett!!!
              >
              > Czytałaś ostatniego? Też mnie wpędził w chandrę, bo jednak widać wyraźnie jego
              > chorobę i widać, że to połowa tego pisarza, którym był jeszcze kilka lat temu..
              > . :(

              O, a dlaczego? Możesz rozwinąć temat? Ja właśnie czytam, jakieś 50 stron mi
              zostało i zupełnie nie zauważyłam.
              • paszczakowna1 Re: Smutno mi, Boże... 29.06.10, 12:22
                > > > 5. Pratchett!!!
                > >
                > > Czytałaś ostatniego? Też mnie wpędził w chandrę, bo jednak widać wyraźnie
                > jego
                > > chorobę i widać, że to połowa tego pisarza, którym był jeszcze kilka lat
                > temu..
                > > . :(

                A mnie "Unseen Academicals" zrobili miłą niespodziankę, bo jest to o klasę
                lepsze od "Thud!" i "Making Money". Szczytowa forma to nie jest, ale w granicach
                dolnośrednich Pratchettów.
                • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 30.06.10, 19:10
                  Dlaczego nowy Pratchett mnie przygnębił:

                  - całkowity chaos wątków pobocznych, rozpoczęte i niezakończone intrygi, wątek
                  główny chwiejny, jakby autor zapominał, co właściwie chciał napisać

                  - równie chaotyczny rysunek postaci, charakterystyka i język, którym postać
                  mówi, zmieniają się po kilka razy w trakcie książki, motywacje niejasne, brak
                  typowej dla Pratchetta dbałości o "historię" każdej drobnej postaci

                  - brak typowo Prachtettowskiego poczucia humoru, błyskotliwości językowej
                  (czytałam w tłumaczeniu, ale jednak nawet najgorsze tłumaczenie wszystkiego
                  nie... no, nie tłumaczy)

                  - setki drobnych potknięć (np. to, że nadmuchiwanymi gumowymi piłkami grano już
                  w Jingo, więc ich "wynalezienie" nie jest żadną sensacją, a poza tym chłopcy na
                  ulicach też grali piłkami, nie puszkami)

                  - główna bohaterka cierpi na zaczątki marysuizmu


                  > A mnie "Unseen Academicals" zrobili miłą niespodziankę, bo jest to o klasę
                  > lepsze od "Thud!" i "Making Money". S

                  Co do Thud, nie zgodzę się
                  • paszczakowna1 Re: Smutno mi, Boże... 04.07.10, 18:57
                    > - całkowity chaos wątków pobocznych, rozpoczęte i niezakończone intrygi, wątek
                    > główny chwiejny, jakby autor zapominał, co właściwie chciał napisać

                    To niestety fakt, intryga kulała.

                    > - równie chaotyczny rysunek postaci, charakterystyka i język, którym postać
                    > mówi, zmieniają się po kilka razy w trakcie książki, motywacje niejasne, brak
                    > typowej dla Pratchetta dbałości o "historię" każdej drobnej postaci

                    Nie mam zdania. Muszę sobie jeszcze raz przeczytać. (Ooo właśnie, mam ochotę
                    przeczytać raz jeszcze, "Making Money" nie miałam.)

                    > - brak typowo Prachtettowskiego poczucia humoru, błyskotliwości językowej
                    > (czytałam w tłumaczeniu, ale jednak nawet najgorsze tłumaczenie wszystkiego
                    > nie... no, nie tłumaczy)

                    A nie, nie było źle. (Ja czytałam w oryginale.) Były fragmenty przypominające
                    'starego' Pratchetta - których w "Making Money" nie było. Wątek akademicki
                    bardzo wdzięczny.

                    > - główna bohaterka cierpi na zaczątki marysuizmu

                    E, nie. A jeśli cierpi, to w dobrym towarzystwie np. Tiffany. (Co nie
                    przeszkadza, że "Wee Free Men" bardzo mi się podoba, szkoda, że "tłumaczenie"
                    tak tę książkę zmasakrowało.)

                    > - setki drobnych potknięć (np. to, że nadmuchiwanymi gumowymi piłkami grano już
                    > w Jingo, więc ich "wynalezienie" nie jest żadną sensacją, a poza tym chłopcy na
                    > ulicach też grali piłkami, nie puszkami)

                    To akurat u Pratchetta norma, o spójność świata nigdy nie dbał. NB, trochę mi
                    "Unseen Academicals" przypominali właśnie "Jingo". Niestety, stroną negatywną,
                    tj. nadobecnością Vetinariego. Ja Vetinariego bardzo lubię, ale nie na pierwszym
                    planie.

                    > Co do Thud, nie zgodzę się
    • szprota Re: Smutno mi, Boże... 27.06.10, 01:02
      Nessie, przytulam.
      Coś jest z tą wiosenno-letnią chandrą, też miałam ostatnio spadek nastroju - ale
      może u mnie to była kwestia szoku pourlopowego + przesilenia hormonalnego.
      Zmusiłam się, żeby zacząć dojeżdżać rowerem do pracy - mam jakieś 12km - i
      pomogło, mam satysfakcję, że się ruszam, że coraz pewniej poruszam się po
      ulicach i że nie wydaję na przejazdy :P
      No i endorfiny :)
      Poza tym lubię się wyżalić przyjaciółkom. Albo wrzucam w swój profil na którymś
      z portali społecznościowych wyjątkowo udaną fotkę i karmię ego pozytywnymi
      komentarzami. Albo oglądam jakiś prosty, sensacyjny film w typie Iron Mana.
      Jak mam chandrę z cyklu "nie panuję nad swoim życiem", to sprzątam - Kotula ma
      rację, to daje poczucie zapanowania nad chaosem.
    • ssssen Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 10:43
      W skrócie: masz chandrę - idź pobiegać. Nie przechodzi - przyspiesz.

      To tak sloganowo, oczywiście zamiast biegania może być jakakolwiek inna
      aktywność fizyczna. Wybaczcie, ale jedzenie czy zakupy na dłuższą metę prowadzą
      tylko do pogorszenia sytuacji.
      • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 10:52
        Każdy ma inny sposób na chandrę, a poza tym uważam, że wypychanie
        problemu, a nie rozwiązanie go zawsze daje ten sam rezultat -
        chandra wraca, z mniejszą lub większą siłą.
        • lacitadelle Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 12:17
          > Każdy ma inny sposób na chandrę, a poza tym uważam, że wypychanie
          > problemu, a nie rozwiązanie go zawsze daje ten sam rezultat -
          > chandra wraca, z mniejszą lub większą siłą.

          Nie każda chandra jest wynikiem jakiegoś konkretnego problemu, są też problemy,
          które same rozwiązują się z czasem (np. nieszczęśliwe zakochanie) albo i wcale
          nie można ich rozwiązać.

          W związku z tym mam zupełnie inny sposób na chandrę: nurzam się w niej namiętnie
          i przeżywam intensywnie, odcinam od świata (zwykle mentalnie), płaczę i ryczę,
          śpię albo tylko wyleguję, lenię i zaniedbuję obowiązki, a przede wszystkim
          słucham muzyki - dużo i głośno.

          Fajna taka chandra od czasu do czasu. No i u mnie ma tę zaletę, że powoduje
          jadłowstręt, więc dodatkowo chudnę :)
          • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 13:21
            > Nie każda chandra jest wynikiem jakiegoś konkretnego problemu, są
            też problemy,
            > które same rozwiązują się z czasem (np. nieszczęśliwe zakochanie)
            albo i wcale
            > nie można ich rozwiązać.

            U mnie nie, ale może dlatego, że uczucia nie przychodzą u mnie
            samoistnie, tylko mam je lub nie z własnej woli. Jeśli je źle
            inwestowałam, musiałam je również zniszczyć, więc nie przechodziły
            samoczynnie.

            Chyba wszystko zależy od tego, czy chandra jest lekka czy cięższa.
            Lekka może i jest przejściowa i można ją przegonić, ale cięższe
            chandry nie przechodzą samoczynnie i trzeba rozwiązać ich przyczynę.

            > W związku z tym mam zupełnie inny sposób na chandrę: nurzam się w
            niej namiętni
            > e
            > i przeżywam intensywnie, odcinam od świata (zwykle mentalnie),
            płaczę i ryczę,
            > śpię albo tylko wyleguję, lenię i zaniedbuję obowiązki, a przede
            wszystkim
            > słucham muzyki - dużo i głośno.

            Mam te same sposoby. Ale to raczej w razie lżejszej chandry jest
            skuteczne.
            • lacitadelle Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 13:37
              ha, znów mamy nieścisłości związane z brakiem konkretnej definicji, bo dla mnie
              chandra to stan obniżonego nastroju właśnie raczej luźno lub wcale niepowiązany
              z konkretnym problemem i z definicji przemijający sam z siebie.

              Jeżeli nie przechodzi, to jest depresja, czyli problem, z którym należy się udać
              do lekarza.

              Nie wiem, jak to ująć lepiej, miewam w życiu problemy i miewam chandry, ale nie
              widzę pomiędzy nimi korelacji czasowej :)

              • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 13:55
                Nie, no chwila.
                Chandra to obniżony nastrój - już łaskawie przyjmę, że bez powodu też może być :P, ale przeważnie ma powód. Kluczowa kwestia: problem wywołujący chandrę jest do rozwiązania i po czasie nurzania się w chandrze albo rozwiązuje się sam, albo człowiek znajduje chęci i sposób do jego rozwiązania, bądź akceptacji. Albo człowiek przestaje się nudzić i wymyślać sobie "chandry bez powodu".

                Depresja to jednostka chorobowa - trywialnie rzecz ujmując, od chwilowej chandry różni się głównie brakiem chęci rozwiązania problemu, skalującym do przeświadczenia o nierozwiązalności problemu. Depresja to NIE jest "chandra która nie przemija". Co ciekawsze, depresja nie musi się objawiać obniżonym nastrojem. Depresję od chandry odróznia swoista... obojętność. Nie wiem jak to nazwać.
                • lacitadelle Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 14:21
                  Kluczowa sprawa - powód to nie to samo, co problem.

                  Zgodzę się, że nie ma chandry bez powodu, ale powód nie zawsze musi być
                  problemem w sensie czegoś, co nas w życiu spotyka, przeszkadza i można to
                  rozwiązać. Piszę to li i jedynie na podstawie osobistych doświadczeń w kwestii
                  przeżywania chandry, które to nie wiążą mi się nijak z problemami i chęcią lub
                  nie ich rozwiązywania. Choćby pierwsza moja chandra, której powodem było to, że
                  miałam 15 lat - chciałam wtedy być sama, płakać nad marnym losem tego świata w
                  ogólności, a moich muzycznych idoli w szczególności, rysować i próbować pisać
                  wiersze. Rozwiązywanie konkretnych problemów nawet przez myśl mi nie przechodziło.

                  Ja może jakoś inaczej działam, ale takie konkretne, namacalne problemy chandry u
                  mnie nie powodują, tylko przeciwnie napełniają wzmożoną energią i chęcią ich
                  rozwiązywania.

                  Za wyjaśnienia w kwestii depresji dziękuję, przyznaję, że nie miałam z tą
                  chorobą do czynienia, chodziło mi tylko po głowie, że sama nie przemija, w
                  sensie, że człowiek nie jest sobie w stanie samodzielnie z nią poradzić.
                • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 19:16
                  > Depresja to jednostka chorobowa - trywialnie rzecz ujmując, od
                  chwilowej chandr
                  > y różni się głównie brakiem chęci rozwiązania problemu, skalującym
                  do przeświad
                  > czenia o nierozwiązalności problemu. Depresja to NIE jest "chandra
                  która nie pr
                  > zemija". Co ciekawsze, depresja nie musi się objawiać obniżonym
                  nastrojem. Depr
                  > esję od chandry odróznia swoista... obojętność. Nie wiem jak to
                  nazwać.

                  Nie do końca. Człowiek w depresi ma wrażenie, że wszystko go
                  przerasta. I nawet może chcieć rozwiązać problem, ale nie zawsze wie
                  jak. W niektórych wersjach depresja może objawiać się nie
                  obojętnością, a przejściami od euforii do przygnębienia.

                  www.depresja.net.pl/rodzajedepresji.php
                  • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 15:50
                    tygrys2112 napisała: .
                    >
                    > Nie do końca. Człowiek w depresi ma wrażenie, że wszystko go
                    > przerasta. I nawet może chcieć rozwiązać problem, ale nie zawsze wie
                    > jak. W niektórych wersjach depresja może objawiać się nie
                    > obojętnością, a przejściami od euforii do przygnębienia.
                    >
                    W starożytności znano także zjawisko określane mianem acedii, pojawiało się w
                    środowiskach zamkniętych i z nimi głównie jest związana a ściślej biorąc z
                    mnichami. Odrzucając jednak kontekst religijny opis acedii oraz prób
                    przeciwdzialania podobnym stanom może być bardzo przydatny. Tutaj tylko krótka
                    informacja:

                    www.zgapa.pl/zgapedia/Acedia.html
                    • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 17:06
                      "Acedię uważano niegdyś za przejaw lenistwa w wierze i jeden z grzechów
                      głównych."
                      • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 17:36
                        Nessie kochana, zgadzam sie z Toba, ale nie karm nastepnej dysputy religijnej,
                        prosze :) Zeby znowu jakas jateczka sie nie wzmogla..
                        • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 18:13
                          Dobra, to ja zamykam buzię ze swojej strony.
                      • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:02
                        nessie-jp napisała:

                        >
                        > Nie jest łatwo chorować na depresję. Gdy jest się wierzącym, to jeszcze
                        > trudniej, bo dochodzi absurdalne poczucie winy, że to "brak łaski bożej",
                        > "grzech lenistwa" i tym podobne :/

                        Owo absurdalne poczucie winy to raczej domena przeszłości - chociaż aby posiadać
                        tego typu poczucie winy wcale nie potrzeba być wierzącym. Ile jest przecież osób
                        ktore drobiazgowo analizują wszystko to co mają zrobić a w efekcie cokolwiek nie
                        zrobia to i tak mają poczucie winy że jednak mogły postąpić inaczej, w domyśle
                        lepiej.
                        Kiedyś określano osoby posiadające taką osobowość jako osoby posiadające
                        sumienie skruptyrystyczne. Takie osoby bywają utrapieniem w życiu.
                        >
                        • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:12
                          > Owo absurdalne poczucie winy to raczej domena przeszłości -
                          chociaż aby posiada
                          > ć
                          > tego typu poczucie winy wcale nie potrzeba być wierzącym. Ile jest
                          przecież osó
                          > b
                          > ktore drobiazgowo analizują wszystko to co mają zrobić a w efekcie
                          cokolwiek ni
                          > e
                          > zrobia to i tak mają poczucie winy że jednak mogły postąpić
                          inaczej, w domyśle
                          > lepiej.
                          > Kiedyś określano osoby posiadające taką osobowość jako osoby
                          posiadające
                          > sumienie skruptyrystyczne. Takie osoby bywają utrapieniem w życiu.

                          Bywają, ale kwestia jest taka, że osobowość tego typu też z czegoś
                          wynika. Zazwyczaj ma to związek właśnie z depresją. Zwłaszcza osoba,
                          która przechodzi depresję będącą następstwem traumatycznego
                          przeżycia, ma skłonności do rozpamiętywania i analizowania. Nie
                          dlatego, że ma kaprys, ale dlatego, że jest chora.
                          • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:20
                            tygrys2112 napisała:

                            >
                            > Bywają, ale kwestia jest taka, że osobowość tego typu też z czegoś
                            > wynika. Zazwyczaj ma to związek właśnie z depresją. Zwłaszcza osoba,
                            > która przechodzi depresję będącą następstwem traumatycznego
                            > przeżycia, ma skłonności do rozpamiętywania i analizowania. Nie
                            > dlatego, że ma kaprys, ale dlatego, że jest chora.

                            Zgadza się. Przez lata pracowałem własnie z takimi ludźmi, nieraz naprawdę
                            poważnie chorymi, ale przy odpowiednim podejściu i odpowiednim traktowaniu
                            mogli naprawdę dobrze funkcjonować i co najwazniejsze pracować.
                            Niestety - tyle mówi się o pomocy dla inwalidów a tak naprawdę jest coraz
                            gorzej. Owszem , poprawia się opieka zdrowotna, tworzone są WTZ, jest poprawa
                            jeżeli chodzi o rehabilitację - tylko nie ma dla nich pracy.
                            Mówię o tych poważniej chorych i zwłaszcza z zaburzeniami na tle psychicznym.


                            • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:27
                              Niby są akcje - wywieszali niedawno szyldy reklamowe w ramach
                              akcji "Pełnosprawni w pracy", problem z tym, że prawdopodobnie
                              pracodawcy boją się chorób psychicznych. Bo chory psychicznie
                              kojarzy się z nieprzewidywalnością.
                              • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:34
                                tygrys2112 napisała:
                                > Bo chory psychicznie kojarzy się z nieprzewidywalnością.

                                A szkoda ze sie tak kojarzy, bo przeciez kto jak kto, ale ludzie z depresja sa
                                raczej przewidywalni, no i wyjscie do ludzi czesto wrecz pomagaloby, tak mysle..
                                (co prawda zalezaloby od tego, jaka to praca i jacy ludzie, czy aby nie
                                wpedzajacy jeszcze bardziej w depreche).
                              • aganoreg Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:39
                                tygrys2112 napisała:

                                > Niby są akcje - wywieszali niedawno szyldy reklamowe w ramach
                                > akcji "Pełnosprawni w pracy", problem z tym, że prawdopodobnie
                                > pracodawcy boją się chorób psychicznych. Bo chory psychicznie
                                > kojarzy się z nieprzewidywalnością.


                                No to mnie zlinczujecie, bo sama oprotestowalam powrot na studia chlopaka ze
                                schizofrenia. Po kolejnym epizodzie maniakalnym psychiatrzy "wymazali" mu
                                wspomnienia, chlopak chodzil nafaszerowany prochami, nie pamietal NIC z zajec
                                sprzed pol roku. Choroby psychiczne sa rozne. A w przypadku glebokiej depresji,
                                gdy problemem jest wstanie z lozka, trudno mowic o wyjsciu "do ludzi".
                                Oczywiscie po zaleczeniu choroby praca jest bardzo potrzebna. Czy w Polsce
                                trzeba ujawniac przebyta depresje?
                                • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:58
                                  aganoreg napisała:


                                  >
                                  >
                                  > No to mnie zlinczujecie, bo sama oprotestowalam powrot na studia chlopaka ze
                                  > schizofrenia. Po kolejnym epizodzie maniakalnym psychiatrzy "wymazali" mu
                                  > wspomnienia, chlopak chodzil nafaszerowany prochami, nie pamietal NIC z zajec
                                  > sprzed pol roku. Choroby psychiczne sa rozne. A w przypadku glebokiej depresji,
                                  > gdy problemem jest wstanie z lozka, trudno mowic o wyjsciu "do ludzi".
                                  > Oczywiscie po zaleczeniu choroby praca jest bardzo potrzebna. Czy w Polsce
                                  > trzeba ujawniac przebyta depresje?

                                  Nie ma żadnej potrzeby dopuszczać się linczu. Choroby psychiczne a zwłaszcza
                                  schizofrenia ma tak różne fazy że trudno tak naprawdę przewidzieć przebieg choroby.
                                  Zatrudnianie osób z stwierdzoną choroba psychiczną jest bardzo trudnym
                                  problemem, chociaż pracowałem z takim człowiekiem, tylko że akurat poprawnie
                                  zdiagnozowano objawy i odpowiednio ustawiono leczenie, chociaz trwało to około
                                  10 lat. Orłem nie był, ale pracował i co najważniejsze czuł się potrzebny.

                                  Co zaś się tyczy tego czy trzeba ujawniać przebytą depresję? O niczym takim nie
                                  wiem. W ogóle fakt leczenia psychiatrycznego nie powinien być nawet odnotowany w
                                  normalnej kartotece pacjenta. To są dane bardzo poufne. Przynajmniej w moim
                                  zakładzie tak było.
                                  Zresztą jest to niezwykle obszerny temat i bardzo trudny.
                                  • aganoreg Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 21:01
                                    Tutaj (UK) za kazdym razem musialam wypelniac ankiete zdrowotna, pytania o
                                    choroby psychiczne, w tym depresje, zawsze sie pojawialy. Stad pytanie, bo
                                    ostatnio np. zszokowala mnie koniecznosc zalaczania zdjecia do CV w Polsce.
                                • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 21:13
                                  aganoreg napisała:
                                  > Choroby psychiczne sa rozne. A w przypadku glebokiej depresji,
                                  > gdy problemem jest wstanie z lozka, trudno mowic o wyjsciu "do ludzi".
                                  > Oczywiscie po zaleczeniu choroby praca jest bardzo potrzebna. Czy w Polsce
                                  > trzeba ujawniac przebyta depresje?

                                  Schizofrenia moze miec rozmaite objawy i leczona niekoniecznie musi przeszkadzac
                                  w pracy (tzn. niewymagajacej prowadzenia maszyn czy czegos, w czym
                                  przeszkadzalyby leki).

                                  No i czasem na lzejsza depresje wlasnie poczucie przydatnosci i tego, ze fajni
                                  ludzie tego chorego potrzebuja, moze byc pomocne. Równiez jesli depresja jest
                                  spowodowana egzogennie, n.p. prozaicznym bezrobociem, to praca moze zdzialac
                                  cuda, jesli jest dobra i daje poczucie spelnienia.. (moze, acz nie musi, nie
                                  upieram sie oczywiscie).
                              • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 21:17
                                > pracodawcy boją się chorób psychicznych. Bo chory psychicznie
                                > kojarzy się z nieprzewidywalnością.

                                Tylko że jednocześnie pracodawcy
                    • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 18:36
                      Jest to rzeczywiście opis podobny do opisu depresji i możliwe że
                      jest to jeden z jej rodzajów. Jednak depresje mają bardzo wiele
                      czynników i przypisywanie jej wylącznie nieróbstwu nie jest trafne.
                      można mieć depresję, która pojawia się jako następstwo innych
                      zaburzeń, można mieć depresję reaktywną itd. Problem z zaburzeniami
                      osobowości jest taki, ze niekiedy trudno je przyporządkować, mogą
                      występować ze sobą i wtedy jeszcze trudniej je rozpoznać.
      • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 11:09
        Heh. Wysiłek fizyczny powoduje produkcję endorfin. To dlatego po wysiłku czujemy się lepiej. Identycznie działa czekolada (proponowana w tym wątku) czy seks. Teza "jedzenie (...) na dłuższą metę prowadzą
        tylko do pogorszenia sytuacji" nie przemawia do mnie. Wszystko, co prowadzi do chwilowej poprawy nastroju i chwilowej produkcji endorfin nie sprawdza się na dłuższą metę - również wysiłek fizyczny. Na dłuższą metę sprawdza się li i jedynie usunięcie PRZYCZYNY chandry.

        Co do wysiłku fizycznego, ma jedną tylko przewagę na dłuższą metę - uprawiany REGULARNIE powoduje zwiększenie poczucia własnej wartości (jak zresztą każdy pozytywny nawyk, który się udało wykształcić) - mowa jednak o sposobach DORAŹNYCH na chandrę, a nie o regularnym uprawianiu sportu.
        • krolowanocy Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 12:42
          Cytat Na dłuższą metę sprawdza się li i jedynie usunięcie PRZYCZYNY chandry.

          a jak nie można ustalić jaka ona jest? albo jest to brak słońca, a nie ma na nie szans w najbliższym czasie, bo jest zima i będzie szaro?
          • tygrys2112 Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 13:26
            Nie dla każdego chandra jest tylko brakiem nastroju.

            Kotula też ma najwyraźniej na myśli chandrę wynikającą z konkretnego
            problemu, z którym trzeba się uporać. Wtedy ani zmiana pogody, ani
            pory roku, ani sposoby nie są skuteczne. Trzeba przeroić problem,
            zastanowić się dobrze, co można zmienić, żeby przestał nim być i
            spróbować go rozwiązać.
          • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 13:50
            Nie ma chandry bez powodu. Chandra, tzw. obniżenie nastroju wynika z niskiego poziomu serotoniny i melatoniny. Które zawsze mają swoją przyczynę, si? Choćby brak słońca. Zresztą, sam brak słońca bez dodatkowych czynników też nie spowoduje chandry depresyjnej, co najwyżej obniżenie nastroju. Wtedy proponuję solarium - udowodniono, że pomaga.

            Zresztą, ja jestem ekstremalnie skrzywiona w kwestii chandry, doła, sogennante 'depresji' (buahaaaha) "bez konkretnego powodu". Chandra "bez konkretnego powodu" przeważnie bierze się z nudy, nieróbstwa, braku jakiejkolwiek odpowiedzialności za coś i braku celów, ze wskazaniem na czynnik 2. Tak, wiem, jestem okropna, możecie mnie wygasić :P
            • krolowanocy Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 14:05
              solarium jest niezdrowe, powoduje szybsze starzenie się skóry :P
              • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 15:04
                Królowa Nocy, zaraz poleca Twoje posty na temat prywatnych spraw Kotuli (Kotulo
                Twoje odpowiedzi na te posty równiez, mam nadzieje, ze to ok?)

                Nie wywlekamy tu czyis prywatnych spraw.
              • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 15:07
                Królowo Nocy, wycielam Twoje posty na temat tego, co prywatnie pisze Kotula na
                swoim profilu na Fujzbuku. Kotulo, Twoje odp. na te posty równiez wycielam, bo
                by glupio wisialy, mam nadzieje, ze to ok.

                Nie przywlekamy tutaj niczyjej prywaty z Fujzbuka i koniec.
                • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 15:12
                  CytatNie przywlekamy tutaj niczyjej prywaty z Fujzbuka i koniec.

                  Gwoli ścisłości - prywata nie była, Martuś, z fb, tylko z innych źródeł.
                  Nieważne w sumie :)
                • krolowanocy Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 15:15
                  oczywiście, nie ma sprawy :)
            • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 17:34
              > Zresztą, ja jestem ekstremalnie skrzywiona w kwestii chandry, doła, sogennante
              > 'depresji' (buahaaaha) "bez konkretnego powodu".

              Hm, depresja na tym właśnie polega, że jest 'bez konkretnego powodu'. Człowiek
              smutny z konkretnego powodu to po prostu smutny człowiek. Problem mija, smutek
              mija (lub nie).

              W depresji człowiek, który "powinien" być szczęśliwy, jest chory ze smutku.


              > Chandra "bez konkretnego powod
              > u" przeważnie bierze się z nudy, nieróbstwa,
              > braku jakiejkolwiek odpowiedzialno
              > ści za coś i braku celów, ze wskazaniem na czynnik 2.

              No tak, czyli powinnam pracować jednak więcej niż 12 godzin dziennie, bo jak
              rozumiem, to właśnie nieróbstwo i nuda są powodem mojej chandry... Miło
              wiedzieć. Przypuszczam, że ciężka praca zarobkowa i utrzymywanie rodziny to
              wspomniany brak celów i odpowiedzialności. Też miło wiedzieć. A jakieś konkretne
              rady? Pewnie nie powinnam tyle sypiać, kto to widział się lenić
              • verdana Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 18:03
                Jak czytam, ze na chandrę najlepsza jest praca albo wysilek fizyczny
                to mi się nóż w kieszeni otwiera. Bo oznacza to, w tłumaczeniu na
                polski "Nie masz zadnej chandry, tylko jesteś śmierdzacy leń i z
                nudow nie wiesz co robic."
                • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 18:18
                  Verdano, ale co ja poradzę na to, że MI na chandrę pomaga praca i wysiłek fizyczny? :) Pomaga, bo wytwarza endorfiny, zwiększa poziom serotoniny, takie tam. Chemia, czysta chemia. Nic więcej.

                  Wyjaśnię bliżej, co mówiłam w temacie chandry "bez powodu" - tak, wiem, jestem skrzywiona, jestem niesprawiedliwa, w tym momencie jestem dodatkowo pijana nieco i w bardzo ale to bardzo złym stanie psychicznym z powodów wielu.
                  Weźmy taką sytuację: jest osobnik, który żyje sobie high-life. Nie robi nic. Nie jest za nic odpowiedzialny. Robi to, co chce, wszyscy naokoło niego skaczą. Wszystko jest ok, dopóki inny osobnik nie powie mu "a wiesz, ostatnio mam doła, praca mnie dobija, dzieci są ostatnio okropne, nie radzę sobie z tym wszystkim, brakuje mi kasy". Wtedy ww. osobnik żyjący hajlajf mówi, ot co mówi: "Nooo.. ja też się ostatnio kiepsko czuję i mam doła".
                  Więc ja się do cholery pytam: z czego ty masz doła? No z czego niby? Z tego, że dostajesz wszystko co chcesz? Z tego, że robisz sobie co chcesz, nic cię nie ogranicza, masz mnóstwo możliwości, nie jesteś za nic odpowiedzialny? Wypisz sobie plusy twojego życia. Obok wypisz minusy. Skonfrontuj.
                  Jeśli nadal masz doła, to albo won do psychiatry, bo jest to rzeczywiście depresja i sam sobie nie pomożesz, albo zajmij się czymś konstruktywnym, to dół sobie pójdzie. Jeśli nie pójdzie, opcja jeden - do psychiatry.

                  Tylko dlaczego niemal zawsze potem się okazuje, że to "mam doła" znaczyło ni mniej ni więcej tylko "JA mam większego doła niż ty, pamiętaj o tym, egoistko podła, zanim zaczniesz marudzić i szukać u MNIE wsparcia"?

                  Jak już pisałam, jestem skrzywiona.
                  • verdana Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 18:44
                    Ależ ja rozumiem, ze komuś praca pomaga - mnie samej pomaga, bo jak
                    nie pisze, to mam chandrę, bo czuję sie winna. I rozumiem, ze ruch
                    niektórym pomaga.
                    Ale zalecanie tego wszystkim jako panaceum podoba mi sie mniej. A
                    już opinia, jaka gdzieś tu (nie chce mi sie szukać gdzie)padła, ze
                    chadra rodzi sie z nicnierobienia, dosyć mnie wpienia.
                    Fakt, bywa, takze u mnie - ale dużo większa chandrę miewałam z
                    przepracowania. A porada "pracuj" jednak zaklada, ze skarżący sie
                    nic nie robi...
                    • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 18:54
                      CytatA porada "pracuj" jednak zaklada, ze skarżący sie
                      nic nie robi...


                      Taaa, a porada "poćwicz" zakłada, że jesteś nieruchawym ociężałym leniem. Ech. Jak się bierze wszystko personalnie, to takie kwiatki potem wychodzą. Rozumiem, że mam napisać "poćwicz trochę, idź pobiegać, to w mózgu twoim wytworzy się odpowiedni poziom endorfin i prawdopodobnie poprawi ci to nastrój"?
                      Ooo, jest jeszcze porada "zmuś sie do uśmiechu". Udowodniono, że śmiech, choćby wymuszony, też doraźnie pomaga. Ale, oczywiście, możemy założyć, że jesteś ponurakiem i mrukiem z wykrzywioną gębą.
                      Gorąca kąpiel - "jesteś brudasem".
                      Dobra książka - "czytasz byle co, poczytaj coś dobrze napisanego".

                      Kto zakłada, że to ma być panaceum?
                      Tak, u mnie padła opinia, że bardzo często tzw. chandra rodzi się z nicnierobienia. Z braku celu w życiu wynikającego z nicnierobienia, z nudy wynikajacej z tegoż nicnierobienia. Kiedy człowiek ma jakiś cel, skonkretyzowany, wtedy czuje że panuje w jakiś sposób nad chaosem, choćby minimalnie. Ja przyznaję, na mnie stwierdzenie "mam doła/chandrę" działa jak płachta na byka. Mam złe doświadczenia. Sorry. Kończę moją działalność w tym wątku na dzisiaj, bo nie czuję się najlepiej, nie umiem dokładnie się wyrazić i mogę być niemiła i niesympatyczna, tudzież krzywdząca.
                      • verdana Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 19:08
                        Tak.
                        Ja tego personalnie nie biorę, bo chandry nie mam. Ale jesli komus
                        się radzi pracę, to nie ulega watpliwosci,z ę się go ma za nieroba,
                        a nie za pracoholika. A jak sie radzi ruch, to chyba nie dlatego, ze
                        mamy do czynienia z maratończykiem.
                        Jesli komus radzimy "poczytaj" to tez chyba zakladamy, ze zazwyczaj
                        nie czyta...
                        Candry i to stakle miewalam, gdy miałam troje dzieci, trzy posady i
                        książkę do napisania. czym mniej mam do roboty, tym szczęśliwsza sie
                        czuję i chandry mnie nie dopadaja tak częśto.
                        rada "odpocznij" jakos tu nigdzie nie padła.
                        • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 19:45
                          > czym mniej mam do roboty, tym szczęśliwsza sie
                          > czuję

                          Ja niestety nie
                          • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 03.07.10, 20:25
                            nessie-jp napisała:
                            > > czym mniej mam do roboty, tym szczęśliwsza sie
                            > > czuję

                            > Ja niestety nie
                            • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 04.07.10, 19:43
                              > Ojjj tylko nie takie leki, ta dewiza z MM jest wrecz toksyczna.

                              Jest cholernie toksyczna i dziwię się, że autorka tego nie widzi :/ Ma przecież
                              tego Grzesia - pracoholika, który nie potrafi chwili czasu poświęcić nie tylko
                              pasierbicom, nie tylko córce z pierwszego małżeństwa, ale nawet małemu synkowi
                              • marslo55 Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 12:37
                                nessie-jp napisała:
                                "Ma przecież tego Grzesia - pracoholika, który nie potrafi chwili
                                czasu poświęcić nie tylko pasierbicom, nie tylko córce z pierwszego
                                małżeństwa, ale nawet małemu synkowi"
                                No właśnie, a Grześ kobietą nie jest (choć to by tłumaczyło, czemu
                                jego małżeństwo z Gabą układa się tak, a nie inaczej). Ja myślę, że
                                to jest tak: natury wzniosłe, jak Ignac, pracować nie muszą, bo ich
                                umysłowość i duchowość przejawia się w sklepieniu czółku i jego
                                drgnieniach pod wpływem lektury Plutarcha. Komu zaś czółko nie drga
                                (informatykom na przykład), ten winien pracować, by zapewnić byt
                                istotom z czółkami.

                                • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 16:01
                                  > Komu zaś czółko nie drga
                                  > (informatykom na przykład), ten winien pracować, by zapewnić byt
                                  > istotom z czółkami.

                                  Hehe, cudne. Zaraz wrzucę w forumowe cytaty.

                                  Jednak co do Grzesia, to jest on jedynym chyba osobnikiem w Jeżycjadzie, którego
                                  wieczne zapracowanie jest przedstawiane w świetle odrobinkę chociażby negatywnym
                                  (jako uciekanie w pracę
                              • mankencja Re: Smutno mi, Boże... 05.07.10, 20:54
                                > Jest cholernie toksyczna i dziwię się, że autorka tego nie widzi :/ Ma przecież
                                > tego Grzesia - pracoholika, który nie potrafi chwili czasu poświęcić nie tylko
                                > pasierbicom, nie tylko córce z pierwszego małżeństwa, ale nawet małemu synkowi

                                przepraszam, ale przecież raz byli w kinie :P
                      • mankencja Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 21:58
                        > Ooo, jest jeszcze porada "zmuś sie do uśmiechu". Udowodniono, że śmiech, choćby
                        > wymuszony, też doraźnie pomaga.

                        guzik pomaga. mnie pobudza do pracy kanaliki łzowe, li i jedynie.
                  • croyance Re: Smutno mi, Boże... 29.06.10, 12:37
                    No co Ty opowiadasz, prawo do Weltschmerza ma kazdy. Wszyscy jedziemy
                    na tym samym wozku, otaczaja nas choroby, smierc, rozczarowania. Nie
                    ma co sie zzymac, ze ktos tam ma wizualnie 'lepsze zycie', bo nie
                    siedzimy w jego glowie i nie znamy jego historii i nie wiemy, ile
                    smutku i tragedii juz przezyl, albo ile przyjdzie mu jeszcze przezyc.

                    Poza tym, ZAWSZE pojawi sie ktos, kto ma gorsza sytuacje niz Twoja, i
                    dla kogo Twoje problemy beda wlasnie marudzeniem high-life. Naprawde
                    chcesz, zeby ktos Ci powiedzial: z czego ty masz dola? No z czego? Z
                    tego, ze masz dach nad glowa, masz co jesc i masz zdrowe dzieci?
                    Wypisz plusy twojego zycia. Obok wypisz minusy. Skonfrontuj.

                    Takze, jak juz pisalam, prawo do Weltschmerza ma kazdy.
              • mama_kotula Re: Smutno mi, Boże... 28.06.10, 18:29
                Nessie, ja nie wiem, czemu się do mnie ciskasz teraz. Dlaczego mój post o
                chandrze "bez powodu" bierzesz do siebie, skoro ty MASZ powód?

                Twoja chandra imho wynika jak wół - z nadmiaru obowiązków, odpowiedzialności i
                przemęczenia. Praca 12h na dobę, goniące terminy, niedosypianie - to
                wystarcający powód do tego, aby mieć doła jak stodoła, uwarunkowania fizyczne.
                Wiem po sobie.
                • croyance Re: Smutno mi, Boże... 29.06.10, 12:44
                  No ale klasyczny Weltschmerz to wlasnie taki bol egzystencjalny,
                  wlasciwy istotom zywym posiadajacym jakas tam swiadomosc: kim
                  jestesmy? dlaczego wszystko przemija?

                  Ja bardzo czesto mam chandre z tego powodu, ze nie zobacze, co bylo
                  dalej: za 200, 300, 400 lat. Ze wszyscy umrzemy. Ze wszechswiat sie
                  kiedys skonczy, ze slonce zgasnie. Jak rozwiazac cos takiego?
    • croyance Re: Smutno mi, Boże... 29.06.10, 12:24
      Ja na problemy zyciowe mam jeden, niezawodny sposob: sen. W ogole mam
      wrazenie, ze cierpie na pewien rodzaj lagodnej narkolepsji, bo kiedy
      sie zdenerwuje, ogarnia mnie niebywala sennosc, i czesto zasypiam,
      jak stoje. To samo ma moj ojciec i brat. Moja bratowa narzekala
      kiedys, ze nie sposob porozmawiac z moim bratem o jego stresach w
      pracy, bo czasem przychodzi do domu, widac, ze cos jest nie tak,
      kladzie sie do lozka i spi np. 20 godzin. Nie sposob go przy tym
      dobudzic. Ja mam dokladnie to samo, jestem mistrzynia w unikaniu
      konfrontacji. Po prostu ide spac: moge tak przespac i ponad dobe.
    • nessie-jp Dzierganie :) 29.06.10, 15:57
      Wypróbowałam już sprzątanie (brr), aktywność fizyczną (bardzo przygnębiające
      jest odkrycie, że jest się strasznym, zapuszczonym flakiem), jedzenie (poczucie
      winy
      • tygrys2112 Re: Dzierganie :) 29.06.10, 20:23
        Niestety do tego zupełnie nie mam na razie umiejętności. A właściwie
        talentu też nie. Zrobiłam kiedyś szalik na 3 metry, zwężający się ku
        środkowi - co było bynajmniej nie zamierzone, po prostu, kolejno
        oczka wypuszczałam, nieświadomie :]

        Za to lubię niekiedy rysować, zwłaszcza portrety, lub porobić jakąś
        biżuterię (ostatnio próbowałam decoupage), wymyślać wzory na bluzki.
        Najśmieszniejsze jest to, że cały czas się przymierzałam do
        sprzedaży tego, np. na allegro, ale wielu rzeczy szkoda mi
        sprzedawać, jak widać do biznesu się nie nadaję. :P
    • lezbobimbo Re: Smutno mi, Boże... 03.07.10, 20:18
      Nessie droga, zywie nadzienie, ze moze juz troche Ci przeszla ta chandra?

      Sama funkcjonuje głównie dwubiegunowo, czyli albo na wkurwie albo z radoscia.
      Melancholiją na szczescie rzadko mi sie zdarza, bo zazwyczaj dbam o karmienie
      stanu radosnego.. Przede wszystkim wesola muzyka, popiszcze najplugawsze i
      kiczowate dicho :)
      Oczywiscie Ciebie pewnie rozweselaja inne rodzaje utworów, ale w kazdym razie
      dzwieki trafiaja nam prosto do uczuc, wiec warto sobie nimi podreperowac
      samopoczucie. Dlatego sama tez nie moge sluchac za bardzo smetnych i melancholijnych
      muzyk, bo od tego zaczynam balansowac na krawedzi do letkiej depresyi..

      Polecam robienie sobie dobrze, rozbestwianie sie i sprawianie sobie przyjemnosci. W
      tym to jestem profeszynel jako potezna hedonistka :)
      Wysilku fizycznego jako lekarstwa na chandre sama nie polecam, bo jestem z tych,
      których wysilek tylko wyzuwa z sil. A chyba nie o jeszcze wieksze opadniecie z
      sil Ci chodzilo?
      Za to mam sporo hobby i zainteresowan, wlasciwie az tyle, ze nigdy mi doby (ani
      nawet tygodnia) nie starcza na zajecie sie nimi wszystkimi. Dlatego zawsze mam
      jakies lube rozrywki w zanadrzu. Nie mam na mysli samych aktywnych rozrywek,
      lubie tez pasywny odbiór, n.p. wypasanie musku w bibliotece. A gdy biblioteka
      zamknieta, to jest wszak caly Internet pelen rozmaitosci i ciekawostek.
      Z innych rozrywek ogólnodostepnych lubie tez robic zdjecia i polowac na motywy,
      a potem przebierac w nich na kompie.
      Co jeszcze.. o, poniewaz sprzatanie mnie wkurza, nie polecam tez sprzatania na
      chandre - chyba ze jak u Chmielewskiej, w igre wchodzi sprzatanie lub
      czyszczenie czegos bardzo zasyfionego, tak zeby bylo od razu widac powalajacy
      efekt (co raduje).
      Luba czynnoscia dla mnie przy sprzataniu jest wyrzucanie, przede wszystkim
      niepotrzebnych juz szpargalów i ubran - robienie takiego kęsim
      wielce mie rozwesela, doslownie jak wyrzucanie starej, zuzytej energii i jeszcze
      robi sie miejsce na nowe rzeczy :)

      Jak Nessie znajdujesz me skromne propozycją?
      • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 06.08.10, 20:03
        lezbobimbo napisała:

        >
        > Jak Nessie znajdujesz me skromne propozycją?

        Być może dla Nessie powyższe propozycje były jak najbardziej pomocne, za to
        dzisiaj mnie dopadła "choroba babilońska" jak
        smutek określał św. Franciszek.
        Jeszcze na dodatek i pogoda sprzyja także minorowym nastrojom, tak chyba czuła
        się Małgorzata na Worobiowych Górach mówiąc do Wolanda w ten sposób:
        "Ogarnął mnie smutek przed daleką drogą. Prawda, messer, że taki smutek jest
        czymś naturalnym nawet wtedy, kiedy człowiek wie, że u kresu tej drogi czeka go
        szczęście?"

        Na końcu drogi na pewno jest szczęście, ale po drodze są dni pełne zakłamania i
        obłudy - i smutno wtedy się robi.
        W takich chwilach naprawdę cieszy mnie Jeżycjada i wiara w człowieka która jest
        tak wszechobecna - nawet jeżeli jest czasem mocno nierealna.

        >
        • rozdzial43 Re: Smutno mi, Boże... 06.08.10, 20:17
          andrzej585858 napisał:

          > Na końcu drogi na pewno jest szczęście, ale po drodze są dni pełne zakłamania i
          > obłudy - i smutno wtedy się robi.

          Czymże byłaby wszak radość, gdyby nie było smutku?
          Idąc tropem Twojego nawiązania, za starym sofistą Wolandem powtórzyć należy,
          pytanie na co zdałoby się dobro, gdyby nie istniało zło i jak by wyglądała
          ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie?

          A już abstrahując od pocieszycielki filozofii, mam nadzieję, panie tego, że Cię
          chandra wnet odejdzie i w ogóle też mam jakiegoś doła, co może Cię akurat
          pocieszy, bo w grupie zawsze raźniej :)
        • nessie-jp Re: Smutno mi, Boże... 07.08.10, 03:03
          Mnie pomogło błogie lenistwo turystyczne w Kazimierzu nad Wisłą i rozrywki
          hobbystyczne zupełnie bezproduktywne (dobra, przyznam się, grałam w Starcrafta).
          A już czekają całe torby włóczek w rozmaitych kolorach...
    • ateh7 Re: Smutno mi, Boże... 07.08.10, 13:26
      Ja, gdy mi smutno, robię kilka rzeczy, a które z nich robię - to zależy od
      rodzaju i stopnia nasilenia zwały :) Oto one:

      - czytanie - książka musi być lekka, przyjemna i najlepiej zabawna.
      - muzyka - sprawdziłam i najlepiej działają Sade i Tracy Chapman (ukochanego
      black metalu nie słucham przy smutkach). Aha, Paulina Bisztyga też działa.
      - sprzątnie - działa za każdym razem
      - długie spacery, tak jak lubię, szybki przemarsz do jakiegoś odległego miejsca
      i z powrotem
      - rower - działa, ale chwilowo nie mam :( (sama myśl o tym, że go nie mam, już
      powoduje chandrę)
      - robienie rzeczy kreatywnych,jak rysowanie, gotowanie, robienie porządku w
      wierszach (bo pisanie wierszy nie, wiersze "przychodzą" same, niezależnie od
      nastroju)
      - filmy i seriale - na chandrę pomaga mi Beverly Hills 90210, "Rodzina Soprano"
      i "Dexter", w pewnym bardzo trudnym dla mnie momencie pomogła bardzo "Legalna
      blondynka", i od tamtej pory lubię ten film. Kino też pomaga.
      - i oczywiście, jem ogromne ilości słodyczy :)

      czyli innymi słowy, gdy mam chandrę, robię rzeczy, które są dla mnie przyjemne.
      • filifionka-listopadowa Re: Smutno mi, Boże... 07.08.10, 13:56
        ateh7 napisała:
        w pewnym bardzo trudnym dla mnie momencie pomogła bardzo "Legalna
        > blondynka", i od tamtej pory lubię ten film. Kino też pomaga.


        Akurat Legalna Blondynka ma w sobie taką specyficzną moc. Dawkuje ją sobie
        gdzieś raz do roku, jak potrzebuję takiego kopniaka pozytywnej energii i
        amerykańskiego optymizmu, że jak się trochę postarasz to wszystko może się Tobie
        udać.
        • ateh7 Re: Smutno mi, Boże... 09.08.10, 08:56
          Tak, nieraz ten rodzaj optymizmu jest po prostu niezbędny. No i przypomina mi
          się mój własny wydział prawa, który kończyłam :)
          • doratos Re: Smutno mi, Boże... 14.08.10, 12:20
            A ja się przekornie przyznam,
            że chandry nie miewam,
            przez wiele lat miałam chandry egzystencjonalne
            coś w ten deseń jak pisała croyance,
            potem mi przeszło,
            nagle poczułam się szczęśliwa,
            nie wiem może dlatego że mam dzieci,
            bo zanim poznałam mężą byłam przekonana,
            że nikt mnie nie pokocha,
            byłam bardzo nieśmiała i zamknięta w sobie!

            Teraz jest dobrze mam rodzinę która mnie kocha,
            ja kocham ich i dopóki tak jest nie miewam chandr!
            A jeśli jakaś mała się pojawi zaczytuję ją,
            bardzo pomaga Jeżycjada i Ania,oraz Chmielewska!
        • andrzej585858 Re: Smutno mi, Boże... 07.09.10, 20:31
          filifionka-listopadowa napisała:

          >
          > Akurat Legalna Blondynka ma w sobie taką specyficzną moc. Dawkuje ją sobie
          > gdzieś raz do roku, jak potrzebuję takiego kopniaka pozytywnej energii i
          > amerykańskiego optymizmu, że jak się trochę postarasz to wszystko może się Tobi
          > e
          > udać.

          Cholera jasna a mnie teraz dopadło jak jeszcze chyba nigdy - czyżby naprawdę egoizm był najbardziej sensowną rzeczą na tym świecie?
          Lubię ten film - właśnie za tą dawkę optymizmu - ale jakoś dzisiaj wydaje mi się bez sensu.

          Dlaczego można wszystko zbrukać i zohydzić? musze przyznać że coraz gorzej sobie z tym radzę. Az mi glupio że o takich banałach piszę na forum - ale ostatnio to mam chęć po prostu zamknąć się w jakiejś pustelni - chociaż miłym towarzystwem bym nie pogardził - ot nic innego jak andropauza mnie dopadła .

          No i przepraszam za somnabuliczne bajdurzenia bałamutne - tak kiedyś pewien krytyk muzyczny rozszyfrował nazwę zespołu SBB.
          • slotna Re: Smutno mi, Boże... 08.09.10, 12:24
            > Lubię ten film - właśnie za tą dawkę optymizmu

            TĘ dawkĘ

            > Dlaczego można wszystko zbrukać i zohydzić? musze przyznać że coraz gorzej so
            > bie z tym radzę. Az mi glupio że o takich banałach piszę na forum - ale ostatni
            > o to mam chęć po prostu zamknąć się w jakiejś pustelni - chociaż miłym towarzys
            > twem bym nie pogardził - ot nic innego jak andropauza mnie dopadła .

            Jesli u ciebie rowniez zamiast normalnego deszczu, co to popada i przestanie, leje sie z nieba obrzydliwa, ciagnaca, szara guma i to od niedzieli - to ja sie wcale nie dziwie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka