Wielcy nielubiani

06.11.05, 19:46
Zwykle rozmawia się o ulubionych książkach czy autorach, a jeśli zapytać o nie
lubianych to pojawiają się autorzy drugo czy trzeciorzędni, których
nielubienie należy do dobrego tonu. Ja chciałabym wszcząć dyskusję, którzy
autorzy czy książki spośród tzw. wielkich, wybitnych etc., które w danym
czasie niemal wypada podziwiać, Was nie zachwycają – nie tyle jesteście w
stanie im coś konkretnego zarzucić, jak to się dzieje w przypadku utworów
nieudanych czy grafomańskich, ale pozostawiają Was obojętnymi. Dla mnie to np.
twórczość Kafki, Grassa, „Gra w klasy” Cortazara... Gombrowicz (którego
uwielbiam, nawiasem mówiąc  pisał w „Przeciw Poetom”: „...jeśli weźmiemy
utwory takie jak na przykład Śmierć Wirgiliusza Brocha [nota bene iluż osobom
tytuł tego dzieła i nazwisko autora coś w chwili obecnej mówią – przyp. mój],
lub Ulissesa albo niektóre dzieła Kafki, to doznamy (...) wrażenia iż
«wybitność», «wielkość» tych utworów urzeczywistnia się w próżni, że należą
one do tych książek, o których wszyscy wiedzą, że są wielkie... które
jednakowoż w jakiś sposób są nam odległe, niedostępne i zimne...”. Jacy wielcy
twórcy bądź wielkie utwory są dla Was zawieszone w „próżni”?
    • braineater Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 19:55
      Wirginia Woolf - kompletnie nic nie wzbudza, niczego nie porusza, oczy zamyka i
      szybko do snu układa
      Sylvia Plath - nie ma dla mnie różnicy miedzy jej tekstami a pretensjonalnymi
      wypowiedziami 15 latek w depresji
      99% Cortazara - tylko W 80 dni i Opowieści o Kronopiach jakoś się bronią, a
      reszta to jakies manifesty polityczne przebrane dla niepoznaki w literaturę
      To samo przy Marquezie - wzruszenia znajduje w Stu Latach i w Miłości w czasach
      zarazy, natomiast w pozostałych odnajduję nudzenie, nudzenie, nudzenie i
      politykę
      Cała większośc latino z lat 70' co to ponoć takie cudne było - Carpenter,
      Fuentes, Llosa, Lima, Sarmago - a tu paszcza dramatycznym rozziewaniem
      rozwarta, oczęta bładzące za sensem lub przynajmniej czymś ciekawym. I nic.

      P:)
      • braineater i 06.11.05, 20:13
        zapomniałem o najwazniejszym - mistrzu pisarstwa dla przerośniętych mięśniaków,
        dla gospodyń domowych rozmyślających o prywatnym maczo, dla napalonych
        rewolucyjnie nastolatków, dla dziennikarzy, którym marzy się sława
        korespondenta wojennego, człowieku, którego zdania brzmią, jakby ktoś jeździł
        pazurem po szkolnej tablicy i wzbudzają natychmiastową chęc walnięcia tym
        bełkotem o ścianę, czyli wielki niedźwiedź Hemingway i jego koszmarne opowieści
        o NICZYM. Kompletna pustka.

        P:)
        • marquis O, tak! 06.11.05, 20:21
          Hemingway bez dwóch zdań!
        • Gość: Linxlinx Re: i IP: 82.160.104.* 07.11.05, 12:00
          Uch... co za eskpresja! Ale poza inwektywami pod adresem czytelników H. dalej
          nie wiem za co go nie lubisz? Bełkot? Przecież on taki oszczędny (skąpy) w
          słowa, za co go zresztą nie specjalnie lubię. A co do
          ""opowieści o NICZYM. Kompletna pustka."" to znam większe pustki! Na
          przykład "Buszujący w zbożu" czy "W drodze", czyli całe to międlenie głupot
          przez pisarzy "beat generation".
          • braineater Re: i 07.11.05, 12:14
            ok - se poleciałem:)
            za toporność, za tępotę, za przynudzanie okrutne, za zgrywanie się na
            cotojaniejestem, za przeładowanie testosteronem (podejrzewam, że dzis pisałby
            opowieści o kolesiach z siłowni), za kompletny brak słuchu - ale tu już wina
            może byc tłumaczeń, za zmarnowane trzy miesiące życia, kiedy to czytałem tylko
            jego teksty, próbując dojść, do tego, co mnie w nim tak wkurza, no i za
            nakręcanie ludzi na durnowate partyzanckie rewolucje, i za miłość ci wszystko
            wybaczy.
            Tyle zarzutów podstawowych.
            Zarzut zupełnie bezpodstawny, ale dla mnie znaczący - za odebranie dużej części
            chwały Francisowi Scottowi Fitzgeraldowi, który pisarzem był tysiąckroć
            lepszym, ale przytłoczonym Hemingwayowym cieniem.
            A co do w drodze i 99% produkcji beat generation to zupełna zgoda (jeden
            Ferlinghetti, co się broni i Ginsberg, co do którego mam szacunek, ale niewiele
            ponad to [bo Burroughs, to mam nadzieję zupełnie osobna histria]) - Keruac, jak
            i jego polska mutacja Stachura, oraz jego epigoni ze Stasiukiem na czele, są
            kompletnie dla mnie nieczytelni i puści.

            A na dodatek przypomniał mi sie jeszce jeden misio, co go nigdy nie łapałem -
            Marek Hłasko. O co tu w ogóle chodzi? Po co to jest? I czemu takie drętwe?

            Pozdrowienia:)
            • sullivan1 Re: i 11.11.05, 00:02
              braineater napisał:

              > Zarzut zupełnie bezpodstawny, ale dla mnie znaczący - za odebranie dużej
              części
              >
              > chwały Francisowi Scottowi Fitzgeraldowi, który pisarzem był tysiąckroć
              > lepszym, ale przytłoczonym Hemingwayowym cieniem.

              Och jak przyjemnie mi sie zgodzic dawno tak rozsadnych slow nie slyszalem !!!!!
              Dla kompletnego zniesmaczenia sugeruje przeczytac rozdzialy z pamietnika
              Hemingwaya z czasow paryskich ("Ruchome Swieto" - Moveable Feast), w ktorych
              mowa o Fitzeraldzie. Nic tylko w morde bic.

              > A na dodatek przypomniał mi sie jeszce jeden misio, co go nigdy nie łapałem -
              > Marek Hłasko. O co tu w ogóle chodzi? Po co to jest? I czemu takie drętwe?

              Tee, jedni "Piekni dwudziestoletni" mnie autentycznie bawili, ale calej reszty
              nie moglem tknac.
          • Gość: podpalacz Re: i IP: *.bj.uj.edu.pl 09.11.05, 18:06
            Chyba sobie nie zdajesz sprawy z bredni jakie wypisujesz. Kompletną pustkę to
            Ty masz w głowie. "Buszujący w zbożu" Salingera i "W drodze" Kerouaca, nie są
            bełkotem ale prawdziwym opisem tego jak się żyło w latach 60-70. Ten bełkot jak
            Ty to nazywasz odgrywa ogromną rolę w budowaniu klimatu tych lat, lat w których
            liczyły się wartości takie jak prawda, miłość, przyjaźń, wiara w drugiego
            człowieka. Ale Ty tego nigdy nie zrozumiesz. Poczytaj sobie lepiej "Na jagody".
            • Gość: luki Re: i IP: *.cec.eu.int 09.11.05, 18:33
              prawda, milosc, przyjazn... w "Buszujacym w zbozu"? Dla mnie to jest
              fantastyczny obraz dziecinnego buntu w obliczu realnych powodow do buntu.
              Holdena wszystko strasznie wkurza, ale nie wie jeszcze dlaczego. Mnie sie
              strasznie podobalo, ale zadnych z wymienionych wartosci nie odnalazlem w tej
              ksiazce jako rozpowszechnionych w latach 60 i 70 (notabene - w
              przypadku "buszujacego" chyba poznych 40).
            • braineater Re: i 09.11.05, 20:44
              I owszem mam pustke w głowie i bardzo mi ten stan pasuje, bo przynajmniej nie
              jestem przytłoczony jakimś śmieciowym, wprost z bajek dla dzieci, myśleniem
              o 'miłości, prawdzie' i innych pierdołach dla rozegzaltowanych licealistów,
              skutecznie promowanych przez zręcznych hohsztaplerów, potrzebujących jakiejś
              ideologii dla sprzedaży swoich produktów - czy będą to koszmarne wynalazki
              muzyczne tego okresu typu Grateful Dead, czy masowo produkowane pacyfy. A
              prawda jest taka, że w wypadku Keruacka, chodzi o gó.. - o to by sie troche
              nachlać, troche poćpać, poudawać wyalienowanego, przeleciec jakies ogłupiałe
              panieny, skuszone sławą pisarza, poużywac sobie na kolegach a całośc okrasic
              powierzchownym buddyzmem, by wyglądała na ambitniejszą i tyle. Taką powieść
              może napisać każde pokolenie i praktycznie każde pokolenie taką pisze - zmienia
              się jedynie sceneria i gadżety. Miłość, przyjaźń, śliczne hasła, za którymi nie
              stało kompletnie nic - popatrz na rządzących w Ameryce, którzy dokładnie wtedy
              przeżywali swój młodzieńczy bunt.A jesli szukasz szybszych reakcji na całą tą
              wolnościowa ściemę, to poczytaj może Thomasa Woolfe Próbę Kwasu, albo jedną z
              niezliczonych książek, o tym, jakim wartościom hołdował Manson. To naprawdę z
              perspektywy lat była chyba najgłupsza subkultura w dziejach - kwiatki przeciw
              tankom...

              To już naprawdę wolę poczytać na jagody, które przynajmniej nie ukrywają, że są
              bajką dla naiwnych.

              Pozdrowienia:)
              • kocia_noga Re: i 09.11.05, 20:50
                braineater napisał:

                Co do Kirłaka zgoda - ale z tamtych czasów ocalał Brautigan .Dobrze, że nikt
                go nie ruszył.
                "Na jagody" to dobra książka dla dzieci .Shrek to łajno dla powszechnego
                odbiorcy .
                • braineater Re: i 09.11.05, 20:53
                  A i owszem- upadek Sombrera i łowienie pstrągów oraz potwór profesora wraz z
                  wierszami nadal mordę radośnie mi cieszą:)

                  P:)
                  • kocia_noga Re: i 09.11.05, 20:59
                    braineater napisał:

                    > A i owszem- upadek Sombrera i łowienie pstrągów oraz potwór profesora wraz z
                    > wierszami nadal mordę radośnie mi cieszą:)
                    >
                    > P:)


                    Chyba zacznę tu zaglądać . Pierwszy raz spotykam kogoś, kto to czytał i
                    docenił.
                    • braineater Re: i 09.11.05, 21:01
                      przy tych nakładach w jakich Brauttingan wyszedł w Polsce cieszyć sie trza, że
                      jest nas aż dwóch:)

                      P:)
                    • kocia_noga Re: i 09.11.05, 21:02
                      Może jeszcze napiszesz, że Winawera , Stefana ( nazwisko zjadła chwilowo
                      skleroza "Pan Tom buduje dom" ) oraz Calvino lubisz lub lubiłes?
                      • kocia_noga Re: i 09.11.05, 21:06
                        kocia_noga napisała:

                        > Może jeszcze napiszesz, że Winawera , Stefana ( nazwisko zjadła chwilowo
                        > skleroza "Pan Tom buduje dom" ) oraz Calvino lubisz lub lubiłes?
                        >


                        Z odzysku : Themerson
                        • braineater Re: i 09.11.05, 21:15
                          powoli zaczynam go czytać - na razie Wyspa Hobsona i Generał Pięśc podobają się
                          dość, natomiast bajeczka dla dzieci Przygody Pędrka Wyrzutka podoba się
                          maxymalnie
                          Tu już paru Themersonowych agiatatorów jest i pod ich wpływem się zabrałem.
                          P:)
                      • braineater Re: i 09.11.05, 21:06
                        Calvino owszem tak, ale nie wszystko, a drugiego pana w ogóle nie znam - nic mi
                        sie nie kojarzy, nawet ttyuł brzmi obco
      • bdx65 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:16
        Gombrowicz - "Trans - Atlantyk"
        Conrad - większość powieści
        • Gość: Panzer6 Re: Wielcy nielubiani IP: 80.54.200.* 08.11.05, 20:47
          Conrad- zgadzam się, ale z jednym wyjątkiem. Ze wszystkich jego powieści jedna
          jest ARCYDZIEŁEM. To "Jądro ciemności", jest fenomenalne!
          • Gość: Bina CONRAD - GIGANTYCZNY GENIUSZ IP: *.home1.cgocable.net 09.11.05, 03:36
            Gość portalu: Panzer6 napisał(a):

            > Conrad- zgadzam się, ale z jednym wyjątkiem. Ze wszystkich jego powieści jedna
            > jest ARCYDZIEŁEM. To "Jądro ciemności", jest fenomenalne!


            Joseph Conrad to gigantyczny geniusz.
      • kawa_malinowa Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:18
        > Wirginia Woolf - kompletnie nic nie wzbudza, niczego nie porusza, oczy zamyka
        i
        >
        > szybko do snu układa
        > Sylvia Plath - nie ma dla mnie różnicy miedzy jej tekstami a pretensjonalnymi
        > wypowiedziami 15 latek w depresji

        dawno nic mnie tak nie rozbawilo :)
        A Plath - poezja, czy proza?
        serdeczne pozdrowienia :)
        • agnes_magnes Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:20
          Conrad - nie zachwyca, oj, nie zachwyca:)
          • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:29
            Może jednak zrobimy wyjatek dla "Lorda Jima"? :-)
            • bdx65 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:06
              marquis napisał:

              > Może jednak zrobimy wyjatek dla "Lorda Jima"? :-)

              No właśnie, dlatego piszę większość powieści...
              • Gość: jaija Re: Wielcy nielubiani IP: *.elblag.dialog.net.pl 07.11.05, 01:06
                Lord Jim to właśnie przykład niecierpianej powieści. I dlatego mam w ogóle
                Conradowstręt
                • Gość: Majka Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 20:01
                  Conradem się zachwycam. Cokolwiek. Jego język mnie wciąga.
                  • Gość: conradofil Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 21:31
                    Gość portalu: Majka napisał(a):

                    > Conradem się zachwycam. Cokolwiek. Jego język mnie wciąga.

                    I poczucie humoru.
        • braineater Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:25
          i proza
          Szklany Klosz, aj nie wiem, może mało wrażliwy jestem, ale generalnie wzbudzał
          pusty rechot swym napinaniem się 'oj, patrzcie, jaka ja bidusia, jaka życiem
          pocharatana, jaka smutna i depresyjna', jaki ten świat okrutny, a ludzie
          wstrętni - ot, taki dziewczynkowaty odpowiednik Wilka Stepowego. Tak samo
          nachalny w swoich oczywistościach i tak samo nieprzekonująco napisany.
          i poezja,
          ale o poezji nie dyskutuję, bo nie potrafię:)

          P:)
          • hanula Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 02:37
            Wilk Stepowy! Zmusiłam się do przeczytania, ale za cholerę nie rozumiem, jakim
            cudem to jest wielka literatura. Pretensjonalne pseudofilozofowanie. Choć nie
            wykluczam, że po prostu nic nie zrozumiałam, jak ktoś w tym wątku sugeruje. ;-)
            • pocominowymail Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 22:23
              wilk stepowy faktycznie nie jest najlepsza z mozliwych powiesci H. Hessego (bron
              boze nie mylic z R. Hess). polecilbym raczej Demiana lub Gre szklanych paciorkow
              moze Siddhartha oraz Podróż na Wschód.

              ja nie lubie tomasza manna i nigdy nie polubie - bo nie rozumiem :)
              • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 22:41
                Czego nie rozumiesz u Manna? Chyba przesadzasz...
              • Gość: kasia Re: Wielcy nielubiani IP: 193.130.178.* 09.11.05, 13:17
                No nie, Mann wielki jest i basta. Ja tez mam swiadomosc ze wiele rzeczy mi
                umyka ale to co udaje mi sie zrozumiec jest cudne. A jaki cudny styl...
          • kawa_malinowa Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 13:40
            Dziękuję za odpowiedź :) I za zmuszenie mnie do przełamania obaw przed
            klawiaturą :))

            A co do poezji - będę drążyć temat. Czytana w oryginale, czy w przekładach? W
            jej przypadku to jest jednak SPORA różnica :)
      • formaprzetrwalnikowa Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:28
        dorzucam Borgesa - próbowałam przezcytać kilka rzeczy, ale kończyłam po kilku -
        kilkunastu stronach z dziwnym poczuciem, ze albo ja jestem tępa i niewrażliwa,
        albo to naprawde wydumany pseudofilozoficzny bełkot.
        Podobne wrazenie, tylko do potęgi 7 miałam podczas próby czytania Kerouaka.
        Znudził mnie smiertelnie huelle w 'mercedes-benz' - chociaz hrabala bardzo
        lubię.
        "Hańbę' Cotezee'ego przeczytałam, ale już ok 150 strony przestała mi się
        podobać.
        czy ktoś pamięta 'O czym szumią wierzby'? to podobno klasyka ksiązek dla
        dzieci/młodzieży. Dwa razy próbowałam przeczytać, dwa razy wyrzuciłam przez
        okno. nie mogłam pojąc, o czym ta ksiązka jest.

        ps. cortazar - do 'ocalenia' zgłaszam opowiadania - podobało mi się kilka i to
        nawet bardzo.
        • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:31
          Pożyczony "Mercedes-Benz" zbiera od roku kurz, udało mi się przeczytać
          kilkadziesiąt stron, ale raczej dla przyjemności osoby, która z wypiekami na
          twarzy mi tę książkę wcisnęła. Dalej nie ruszę, nuda :(
          • Gość: gippius Re: Wielcy nielubiani IP: *.porta.com.pl 08.11.05, 23:10
            Ja sie tez nie zgodze. Mercedes Benz jest bardzo zabawny. Moze zniecheca Cie
            dygresyjny charakter narracji.
            • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 23:16
              Ależ nie, ja taki spoób narracji lubię. Po prostu treść mnie nudzi :(
        • hanula Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 02:39
          > Znudził mnie smiertelnie huelle w 'mercedes-benz' - chociaz hrabala bardzo
          > lubię.
          Ciekawe, ja mam odwrotnie - Hrabala nie lubię, a Huelle przeczytałam jednym tchem.
        • Gość: peony "O czym szumią wierzby" IP: *.crowley.pl 09.11.05, 09:54
          W czołówce moich ukochanych książek. O czym jest? To pogodna idylla .
      • Gość: Gość Re: Wielcy nielubiani IP: *.devs.futuro.pl 09.11.05, 14:49
        Widzę, że ktoś już przede mną wspomniał mojego faworyta Żeromskiego. No nie
        trawię tego gościa za całokształt i nic tego nie zmieni. A już "Ludzie
        bezdomni" to totalny koszmar.
        No i jeszcze Białoszewski Miron. Nie wiem czy można o nim powiedzieć, że wielki
        (chyba tylko może na polskim rynku)aLE DZIAŁA NA MNIE JAK PLACHTA NA BYKA.
        Jest jeszcze kilku ale już tu o nich wspominano więc ja nie będę.
    • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 20:20
      "Ulisses" Joyce'a - początkowo jest to pociągające, nawet zabawne, po
      kilkudziesięciu stronach zaczyna nużyć albo irytować :( Sprytny i jak na swoje
      czasy rewolucyjny eksperyment formalny, dziś już trochę trąci myszką ;-)
      Cortazar - pół na pół, niektóre rzeczy ma naprawdę cudowne. Ale spłodził też
      sporo pustego słowotoku. Ta jego magia nie zawsze na mnie działa ;-)

      Dobra, jeszcze na pewno coś dodam, ale musze najpierw to wysłać, zanim się
      rozmyślę ;-)



      • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:03
        Dostojewski
        Kundera
        Kosiński
        • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:11
          Oj, to mi teraz zagrałaś na czułej strunie ;-) Ja uwielbiam Dostojewskiego,
          właśnie ostatnio odkrywałem na nowo po latach "Zbrodnię i karę" :-)
          Co do Kudnery to było tak, że najpierw przeczytałem "Powolność" (najlepsza jego
          powieść IMO), zachwyciłem się (miałem wtedy 19 lat) i zacząłem pochłaniać
          wześniejsze dzieła. I szybko się znudziłem. "Powolność" lubię do dziś (choć juz
          się tak nie ekscytuję) - reszta zniknęła w mrokach pamięci.
          Kosińskiego jak dotąd nie próbowałem :(

          PS. Jak mniemam stopka jest tylko swego rodzaju mottem? ;-)
          • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:18
            :)) Tak, już czas chyba zmienić motto :)
            Dostojewski: zbyt wcześnie może się zabrałam za lekturę jego dzieł wybitnych.
            Wrażenie, ktorego do dziś dnia nie mogę się pozbyć: poplątanie z
            pomieszaniem+głupota ludzka.
            Kundera: nudny, no, wprost niewyobrażalnie nudny.
            Kosiński: j.w., a "Malowany Ptak" zniechęca mnie epatowaniem obryzdliwościami.
            Pod publiczkę zresztą.
            • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:28
              Recepta na Kunderę: przeczytać jedną powieść (polecam "Powolność") i na tym
              poprzestać. Bo już przy drugiej książce staje się nudny ;-)

              PS. Co do Fiodora D. to chyba nie zaczęłaś od "Biesów" (bo te są słabe)?

              • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:29
                :( Od "Braci Karamazow"...
                • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:30
                  Ojej, no to poszłaś od razu na całość ;-) To ja polecam "Zbrodnię i karę" a
                  potem "Idiotę".
                  • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:41
                    Cóż, może wreszcie dojrzeję...
              • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 07.11.05, 21:44
                "Biesy" nie są słabe. "Biesy " są najlepsze :P ; ale co do tego , dlaczego sa
                najlepsze to już inna sprawa - no przeciez nie mogę pisać 3 godzinnego postu...
                • marquis Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 21:53
                  No to napisz choć kilka słów. Bardzom ciekaw :-) Bo mnie jakoś Biesy
                  niespecjalnie poruszyły :(
                  • marquis Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 21:57
                    ... ale jedno trzeba przyznać: Dostojewski na kilkadziesiąt lat przed Rewolucją
                    Październikową juz przewidział, jakie są skutki błędnie pojętej demokracji. I to
                    właśnie z "Biesów" najbardziej zapadło mi w pamięć.
                    • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 07.11.05, 22:13
                      Ja tę powieść odbieram przede wszystkim jako powieść o degenerowaniu ideii,
                      jakiekolwiek by nie byly i sposobie w jaki idea wykoślawia tych, którzy ją
                      głoszą. Mówiąc krótko to powieść o tym, co sie dzieje, jesli weźmie się zycie
                      nazbyt poważnie.Abstrahując od całego wątku historycznego, który jest
                      konieczny, żeby zrozumieć o jakim czasie w Rosji jest mowa, nie ma w tej
                      ksiązce chyba ani jednej osoby, zdrowej psychicznie...Mówiąc ścislej, w pelni
                      sił umysłowych:)Albo mówiąc jeszcze dokładniej, osoby, która nie pałałaby do
                      siebie dogłębną nienawiścią i nie usiłowała sprawdzić, z ciekawości, dokąd taka
                      nienawiść może zaprowadzić, jesli wektor skierować na zewnątrz...YTo tak
                      tytułem wstepu:)
                      • marquis Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 22:38
                        Zgadzam się z taką interpretacją. Nic nie poradzę jednak na to, że - chcąc nie
                        chcąc - niespecjalnie się Biesami zachwycałem. Widać, w tym jednym wyjatkowym
                        przypadku Dostojewski jakoś do mnie nie trafił. A może w złym okresie czytałem
                        (wakacje)? ;-) Tymczasem "Idiota" czy "Zbrodnia i kara" wprost mnie pochłonęły.
                        • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 07.11.05, 22:53
                          No mój Boże, jakzesz mozna czytać "Biesy " w wakacje? to jest absolutnie
                          niedozwolone. :) "Biesy" czyta sie pózną jesienią, albo zima, najlepiej w nocy
                          i najlepiej kiedy jest sie kompletnie niewyspanym i trzba gdzieś poleżć w owym
                          stanie niewyspania...Jeśli ktoś z natury nie jest depresyjny, to w takich
                          warunkach ogólnych i tak mu się odechce wiele z zycia:)))Zresztą, czasem
                          wystarczy mieć widok z okna:)))Na cmentarz najlepiej:))))))))))0
                          Bo widzisz negacje i poszukiwania są rózne- np. negacja Ciorana jest jak
                          mantra, leniwa, powtarzajaca się , nawracajaca, nużąca i senna zarazem, negacja
                          Dostojewskiego , szczególnie w "Biesach" jest goraczkowa, przypomina malignę ,
                          nie jest w stanie nadązyć sama za sobą, potyka się o sibie. A obaj piszą o tym
                          samym.
                          PS. W "Biesach" niewiele dzieje się fabularnie, a bardzo dużo dzieje się
                          psychologicznie , w dużej części zresztą obrzydliwie - może to o to chodzi?
                          • marquis Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 23:10
                            Czyli prosty wniosek: należy powrócić do lektury, co też w najbliższych latach
                            zapewne uczynię :-) Czasem tak bywa chyba, że książka przeczytana w niewłaściwym
                            momencie w niesprzyjających okolicznościach przyrody, sporo traci na swojej sile
                            rażenia ;-)
                            • Gość: Gippius Re: Wielcy nielubiani IP: *.porta.com.pl 08.11.05, 23:17
                              Zacznij od "Zbrodni i Kary". Ja uwielbiam "Braci Karamazow"!!! Dzieki typowej
                              dla Dostojewskiego dialogowosci te ksiazke mozna czytac za kazdym razem
                              inaczej, co jest chyba cecha arcydziela. Na jesienna depreche - Dostojewski
                              • marquis Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 08:51
                                Nie muszę zaczynac, bo juz czytałem dwa razy ;-) Chyba nie uważałaś ;-)
                                • Gość: gippius Re: Wielcy nielubiani IP: *.porta.com.pl 09.11.05, 15:36
                                  :-) Mea culpa. Ale jest rzecz godna polecenia. Traktuje o samym dostojewskim.
                                  To pozycja Mackiewicza Cata "Dostojewski". Mozna przeczytac o kolorowym zyciu
                                  Fiodora.
                            • finndar Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 13:43
                              Dobry pomysł...sam próbowałem przed maturą przeczytać "Sto lat samotności"
                              i "Blaszany bębenek" i nie udało się, chociaż Dostojewskiego pochłaniałem...Po
                              10-ciu latach przeczytałem obie w ciągu 3 dni ( a było ciężko, bo potwornie
                              zmęczony byłem - to były pierwsze dni życia mojego syna i trzeba było żonę
                              wspierać, małego kąpać i takie tam atrakcje ojcowstwa ). Chyba po prostu do
                              nich dorosłem... Powodzenia
                          • another_story Re: Wielcy nielubiani 12.11.05, 17:45
                            > "Biesy" czyta sie pózną jesienią, albo zima

                            A ja czytałam sobie w maju, tuż po maturze, w warunkach nieprzyjemnego upału.
                            Gorączkowa negacja Dostojewskiego doskonale współgrała z tą rozpaloną aurą ;).
                • braineater Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 21:56
                  po co 3 godziny, jak wystarczy jedno słowo:
                  Stawrogin

                  P:)
              • Gość: dzidzia Re: Wielcy nielubiani IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 08:00
                kundera jest dobry na leniwe niedzielne popołudnia, tak raz na kwartał: poczytać na działce, pod kocem w zimie. dobra, lekka literatura, taka na mądre rozweselenie w czasie dołka, ale nie na pożeranie w całej rozciągłości na raz - bo właśnie staje się nudna, zgadzam się.
    • ben-oni Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:03
      Szczerze , lista przebojów :
      Gombrowicz - każde zdanie wydaje mi się pseudointeligenckim hochsztaplerstwem ,
      tanią metodą zgrywania nowatora .
      Herbert - bo był pomnikiem za życia "za jednego Cogito i kupę niczego" .
      C.Simon i jemu podobni - nie rozumiem takiej prozy .
      S.Beckett - jak wyżej .
      Zaznaczam , że każdego z wyżej wymienionych napocząłem .
      • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:16
        Przyszedł mi jeszcze na myśl Jarry ("Ubu król") i Witkacy ("Szewcy") - jak dla
        mnie niestrawne ;-)
        • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:23
          A mnie się przypomniał Stasiuk. Może jeszcze nie wielki, ale na wielkiego
          kreowany. Podzielam zdanie forumowicza z sąsiedniego wątku-bo to bełkot totalny
          jest, ten Stasiuk!
          Poza tym wskazani wyżej Conrad i Cortazar.
          • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:42
            Przyszedł mi jeszcze do głowy wielki klasyk powieści - Balzac. Otóż ładnych parę
            lat temu (jeszcze w liceum) porwałem sie na szaleńczy projekt przeczytania całej
            Komedii Ludzkiej (w sumie chyba 97 utworów, w tym dużo "cegieł"). Myśl owa
            zrodziła się po "Ojcu Goriot". Niestety, po kilku próbach złozyłem broń :( Nie
            byłem w stanie przetrawić takiej rozwklekłości i szczegółowości opisu (głównie
            fizycznych walorów rzeczywistości). Cenię Balzaca, ale juz chyba poza
            "Straconymi złudzeniami", które mam w planach, na nic innego sie nie skuszę ;-)
      • Gość: ~yusta Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 18:58
        A ja też nie lubiłam Herberta. ale przeczyatał przepiekny jego wiersz" Do marka
        Aurelego". Jest najlepszym jego wierszem. ma niesamowitą melodykę, słowa płyną
        jak potok. Jest tak tajemniczy, magiczny.. spróbuj
    • itek1 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 21:26
      Nielubiani to dla mnie nudziarze silacy sie na wielkie glebie. Obecnice
      przychodza mi na mysl:
      Nr 1- Nabokov-np.takich koszmarnych czytadel jak Maszenka czy Smiech w ciemnosci
      ciezko zapomniec; trudno nie wspomniec tez o jego perelkach z dziedziny krytyki
      wiekszych od niego:);
      Nr 2- Eco- nieuleczalny nudziarz, nie wiem jednakze czy wielki (chodzi mi o
      wielki pisarz, bo wielki nudziarz to jak najbardziej) (niektorzy dopiero
      ostatnio zauwazyli te oczywistosc:))-
    • mietowe_loczki trochę z boku 06.11.05, 21:41
      A ja zauważyłam coś zupełnie przeciwnego na FK - w dobrym tonie jest oznajmić
      wszem i wobec, że książki w kanonie literatury to suchary najwyższego rzędu, w
      dodatku pożywka dla snobów i udawaczy, którzy czytają, bo tak "wypada." To samo
      dotyczy autorów tzw drugorzędnych, czy trzeciorzędnych. Mogłabym podać wiele
      powodów, dla których nie czytam (tu wstawić, nie wiem, Gretkowską, niesławnego
      Wiśniewskiego, etc etc) i na pewno "dobry ton" nie byłby jednym z nich. Mam
      nadzieję, że nie dożyję momentu, kiedy przyznanie się tutaj do miłości do
      Ulissesa i Becketta, rozumianych przeze mnie, jeśli w ogóle, w jednej
      siedemdziesiątej ósmej, będzie uważane za zwykły obciach i pozoranctwo.


      PS - nie trawię Kafki, Proces, bez emocji, wysterylizowane zdania opisujące
      sekwencje wydarzeń, klaustrofobia. Prędzej geodeta sforsuje zamek niż ja
      polubię tę Franzę.
      • monikate Re: trochę z boku 06.11.05, 21:43
        Kurczę, zapomniałam o Kafce!
        • kocia_noga Re: trochę z boku 09.11.05, 08:51
          monikate napisała:

          > Kurczę, zapomniałam o Kafce!


          Kafkę też trzeba przeżyć w odpowiednich okolicznościach przyrody - głównie
          chyba mentalnych.Ja to odkryłam w 16 wiośnie zycia i wtedy Kafka razem z
          Proustem byli dla mnie szczytem mozliwości literatury , wierzyłam ,że niczego
          lepszego już nie można stworzyć.Nie tak dawno zabrałam się za Kafkę ( ha ha ,
          minęło kilkadziesiąt lat ) i oczom nie mogłam uwierzyć.
          Co do meritum - pierwszy nasunął mi się ten , jak mu tam...Bułhakow.W sumie
          cała ta zgraja utalentowanych alkoholików drazni mnie bardzo.
      • marquis Re: trochę z boku 06.11.05, 21:54
        Trudno się nie zgodzić. Są tacy, co uważają, że wyrażanie zachwytu nad wielką
        literaturą (czy w ogóle czymkolwiek wielkim: sztuką, muzyką) trąci (co najmniej)
        brakiem wnikliwości i krytycyzmu (czytaj: świadczy o przeciętności intelektu).
        Bo przecież to obciach czytać Wielkich, skoro mamy całe tabuny niszowych
        pismaków (o, przepraszam, "kultowych twórców" chciałem rzec) - i to czytanie ich
        dzieł jest "w dobrym guście". I jakże świetny "lans" można sobie zrobić rzucając
        od niechcenia: "Proust? Ależ to bełkot pseudointelektualisty!" ;-)))
        Brrr...

        A Kafkę lubię (choć w duszy go przeklinam za to, że mi nie dawał spać:
        zddydowanie nie lubię, gdy powieść kończy się brutalnym cięciem gilotyny - tak
        było w Zamku).
        • mietowe_loczki Re: trochę z boku 06.11.05, 22:57
          Zgodzę się z tymi pierwszymi "takimi" - lubię sobie myśleć, że proza Kafki jest
          nudna, bez wyrazu, wysterylizowana z uczuć, z bezbarwnymi postaciami, podczas
          gdy prawda jest bardziej brutalna - ja jej po prostu nie rozumiem i nie
          potrafię zinterpretować, bo, wybaczcie, mówienie o bezwolnej jednostce
          uwikłanej w układy poza jej kontrolą to głodne kawałki na poziomie gimnazjum.
          Podejrzewam, że zwykły (?) brak zrozumienia jest prawdziwym powodem dlaczego
          gros osób deklaruje, że nie lubi tego czy owego. Być może nawet część takich
          osób wpisała się w tym wątku ;) No, w każdym razie na pewno jestem jedną z nich.
          • marquis Re: trochę z boku 06.11.05, 23:05
            Nie każdy dobrze znosi takie klimaty ;-) Kafka jest specyficzny i należy do tej
            grupy pisarzy, obok których nie przechodzi się obojętnie (zgodzisz się?). Jedni
            go wielbią, inni nie trawią.
            • mietowe_loczki Re: trochę z boku 06.11.05, 23:06
              Ale szkoda taki fajny wątek podsumować stwierdzeniem, że wszystko jest kwestią
              gustu, prawda?
              • marquis Re: trochę z boku 06.11.05, 23:18
                Pewnie, że szkoda. Gusta gustami, ale pewien kanon "wielkiej literatury"
                istnieje ;-)

                Pisząc o "takich" miałem na myśli osoby, które prychają na mistrzów nie dlatego,
                że nie rozumieją, tylko dlatego, że "tak wypada", bo lepiej zachwycać się czymś
                nieznanym (mniejsze wtedy prawdopodobieństwo, że ktoś nas zagnie, heh - jak z
                tym kinem irańskim ;-) A więc się do "takich" szczęśliwie nie zaliczasz.

                Zgadzam się, że niezrozumienie może być przyczyną niechęci do jakiegoś autora.
                Mistrzowie literatury są częstokroć tak odlegli w swoich wszechświatach, że nie
                da się ogarnąć wszystkich. Jedni sa nam bliżsi, inni mniej.
          • wojtek33 Re: trochę z boku 07.11.05, 15:53
            mietowe_loczki napisała:

            > Zgodzę się z tymi pierwszymi "takimi" - lubię sobie myśleć, że proza Kafki jest
            >
            > nudna, bez wyrazu, wysterylizowana z uczuć, z bezbarwnymi postaciami, podczas
            > gdy prawda jest bardziej brutalna - ja jej po prostu nie rozumiem i nie
            > potrafię zinterpretować, bo, wybaczcie, mówienie o bezwolnej jednostce
            > uwikłanej w układy poza jej kontrolą to głodne kawałki na poziomie gimnazjum.

            Loki, a Ameryki próbowałaś, albo opowiadań? W czasach licealnych byłem
            zachwycony, później nie próbowałem. Trudno przy nich mówić o bezbarwności, braku
            uczuć, a Ameryka IMO skończyła się znacznie ostrzejszą gilotyną niż Zamek ;-)

            PS To przez agni zajrzałem na FK i już uciekam lekko zdeprymowany ;-)
            • mietowe_loczki Re: trochę z boku 07.11.05, 19:51
              Ooo :) A no właśnie, wojciechu, w czasach licealnych ;) Chociaż sentyment do
              Przemiany pozostał.
          • kubissimo Re: trochę z boku 07.11.05, 18:18
            hesus, to ja po prostu nie zrozumialem SAMOTNYCH W SIECI
            nie to, zeby to byla zanujaca mizeria literacka
            problem lezy we mnie!!!!
            ;)
            • mietowe_loczki Re: trochę z boku 07.11.05, 19:56
              Acha, prozę Wiśniewskiego (?) porównujesz do Kafki czy Joyce'a. Hesus.

              PS. chociaż powinno być wątkiem głównym: zdaje się, że matce założycielce
              odwątkowej nie chodziło o werbalizację "nielubienia," jak ona to nazwała,
              autorów drugo- czy trzeciorzędnych, do których autor tego arcydzieła jakby
              przynależy, tylko o długo skrywaną niechęć do tzw klasyków.
              • Gość: Anda Re: trochę z boku IP: *.telsten.com / *.telsten.com 09.11.05, 11:19
                A czy ktoś z Was jest na tyle odważny, żeby się przyznać do awersji do naszego
                Adama Mickiewicza i do tego, że nie przeczytał do końca "Pana Tadeusza", nie
                mówiąc o "Dziadach"? To był koszmar w czasach szkolnych i niestrawne teraz...
                • marquis Re: trochę z boku 09.11.05, 11:49
                  Pan Tadeusz to takie tam romansidło z tłem społeczno-historycznym bla bla bla.
                  Ale - moim zdaniem - prawdziwa wartość tego poematu zawiera się w języku i stylu.
                  Co do Dziadów, to niektóre co bardziej egzaltowane w licealnych czasach
                  jednostki (jak ja - co z pąsami na policzkach muszę przyznać) wielce sobie
                  dzieło swego czasu ceniły, a Improwizację zgoła za szczyt poetyckiej ekspresji
                  uznawały ;-)
                  Myslę, że awersja - moim zdaniem jednak nieuzasadniona - do naszego narodowego
                  wieszcza jest naturalną reakcją na szkolną indoktrynację, w ramach której nie
                  dopuszcza się zazwyczaj głosu krytyki dzieł "powszechnie i bezdyskuzyjnie"
                  uznanych za wybitne ;-)
                • mietowe_loczki Re: trochę z boku 09.11.05, 11:54
                  Gość portalu: Anda napisał(a):

                  > A czy ktoś z Was jest na tyle odważny, żeby się przyznać do awersji do
                  > naszego Adama Mickiewicza i do tego, że nie przeczytał do końca "Pana
                  > Tadeusza", nie mówiąc o "Dziadach"? To był koszmar w czasach szkolnych i
                  > niestrawne teraz...


                  Szczerze współczuję.
          • Gość: Zdanka Re: trochę z boku IP: *.4web.pl 07.11.05, 21:54
            Hmmm:) No widzisz, a ja od chyba 5 lat usiłuję sensownie "pomysleć" coś
            o "Kolonii karnej " Kafki i nie mogę :)Jak zaczynałam, to miało być dla kogoś,
            potem zostało juz tylko "dla mnie" . I nie o to chodzi, że nie rozumiem, czy to
            proza nie dla mnie - wręcz przeciwnie, powiedziałbym, że to tekst uderzajacy w
            najwłaściwsze struny:)))) Ale zawsze, z którejś strony coś mi w tym tekście
            umyka, nie składa się, banalizuje, albo udziwnia , a najczęściej banalnie
            udziwnia vel dziwacznie banalizuje...Najgorsze jest to, że jest to tekst, przy
            którym mogę powiedzieć szczerze- literaturoznawca jest zbędny, etnolog ma racje
            bytu:)
          • Gość: Gustaff Re: trochę z boku IP: *.aganet.pl / 82.160.49.* 09.11.05, 15:27
            Absolutnie się nie zgadzam! Taki np. Zamek jest fantastyczny, rzeczywiście
            postacie Kafki nie są zbyt barwne ale nie oto tu chodzi, przede wszystkim
            trzeba zrozumieć że to wszystko jest kpina, ironia, krzywe zwierciadło, wcale
            nie jakiś starszliwy dół tylko przymróżenie oka nad naszymi codziennymi
            zmaganiami z życiem, naszymi planami i próbami ich realizacji,duża doza
            uśmiechu, podobno Kafka gdy czytał swoje opowiadania znajomym to traktował je
            jako humoreski. Warto pamiętać o tym, że Kafka skończył prawo a potem pracował
            długo jako urzędnik w firmie ubezpieczeniowej,ja również jestem urzędasem i
            cudnie ubawiają mnie te wszystkie opisy zmagania się zęby coś załatwić w
            urzędzie. Rewelacja
            • Gość: Zdanka Re: trochę z boku IP: *.4web.pl 10.11.05, 21:47
              Może potraktować jako makabryczną humoreskę np. "Przemianę", ale "Kolonii
              karnej " zdecydowanie nie da sie traktować jako humoreski, bo tekst jest
              upiorny, a przy tym aż gęsty od znaczeń. Kojarzy mi się to raczej z jakąś wizją
              ideału japońskiego umierania, nie z ironiczną opowiastką...Kurcze, co jest ,
              nikt ze mną nigdy nie chce o tym opowiadaniu gadać - nie zna nikt czy co?
            • baba67 Re: trochę z boku 10.11.05, 22:24
              Masz racje- Zamek mnie ZABIL, a Proces zrobil na mnie przecietne dosc wrazenie.
              Zamek nie zostal dokonczony i bardzo dobrze, on taki dokladnie powinien byc.
      • ben-oni Re: trochę z boku 07.11.05, 09:02
        Oj , racja , święta racja ! Mam to wrażenie , że co poniektórzy "chwalą" się
        uwielbieniem dla p.Gydrjiskrob z Burkina Faso bo to zalatuje takim
        kazimierowsko-szczukowskim koneserstwem i deklarują ziewanie przy Faulknerze
        (przeczytał zaledwie dwie strony jakiegoś opowiadanka) bo to znamionuje
        wyzwolenie z drobnomieszczańskich okowów tradycji i świadczy o tak modnym
        dzisiaj nonkonformizmie .
        Nie lubię , kogo nie lubię . Tak już mam .
        Ale Conrada uwielbiam ( może za wyjątkiem "Murzyna z załogi Narcyza" , "W
        oczach zachodu" , "Tajnego agenta" i kilku opowiadań ) , Kafkę lubię
        za "Amerykę" , Joyce'a lubię za wszystko (szczególnie za "Dublińczyków") .
        Kocham Bulatovića (lubię Jugoli) , ale czy On jest "niszowy" ? W Belgradzie
        jest WIELKI !
        Przyznaję się , czytam przede wszystkim "ramoty" , "klasykę" . To gwarantuje mi
        dostateczny poziom techniczny i artystyczny lektury . Ale są rzeczy , których
        nie lubię . Eksperymenty z lat 50-ych i 60-ych . Męczą mnie i cóż na to
        poradzić ?
        • marquis Re: trochę z boku 07.11.05, 21:31
          O, to miło, że inni też czytaja głównie ramoty :-) Juz myślałem, że jestem w tym
          względzie mocno odoosobniony ;-)
        • a.adas Re: trochę z boku 11.11.05, 01:50
          A "Droga z kapliczką" (rocznik'52) jakoś nie nudzi...
          Nie, nie śledzę tfurczości Szanownego Pana na Forum tym.
          Właśnie skończyłem tą (pół)wieczną powieść i próbuję wyrobić sobie zdanie na
          jej temat, własne oczywiście i w tym celu wpisuję "boon" w wyszukiwarkę. I
          znajduję jedynie dwa czy trzy posty, i zdania sobie nie wyrabiam. Czy to juz
          klasyk (lekko przykurzony) czy jeszcze eksperyment (lekko przykurzony), nadal
          nie wiem...
          Teraz dla przyjemności i złośliwej satysfakcji przeglądam ten wątek i coś mi
          się w nim nie zgadza, ani droga, ani kapliczka nie pasują do obrazka.

          Jak już się odzywam, to może jednak wpiszę moich nie lubianych?
          Z uznanych wielkości (bo są też wielkości przypuszczalne i
          prawdopodobne, których nie trawię albo wielkości, których twórczości nie
          ogarnąłem w zadowalającej objętości by się wypowiadać), w kolejności
          alfabetycznej:

          Gide
          Kafka
          T. Mann
          • ben-oni Re: trochę z boku 11.11.05, 11:56
            Cieszy mnie , że przeczytałeś "Drogę...".
            Nie ma w tym sprzeczności . Grassa też lubię . Jak i całą Grupę 47 . W latach
            50-ych zaczynali "moi" Serbowie .
            Eksperymenty o których wspominam to cały nurt zwany "nouveau roman" . Łamanie
            składni , achronologiczność akcji itd. W sumie ślepy zaułek .
            W dramacie : "teatr absurdu" i przegięcia Ionesco , Gombrowicza i im podobnych
            (zaczęło sie od Becketa i naszego Witkaca) .
            I nie chodzi tu wcale o nudę . "Drogę..." zwyczajnie rozumiem , "Drogi przez
            Flandrię" nie , więc nawet nie może mnie znudzić .
            I jeszce coś... unikaj słów takich jak TFURCZOŚĆ bo mnie krew zalewa ! Bez
            urazy .
            • a.adas Re: trochę z boku 11.11.05, 13:12
              Muszę przeprosić.
              Ręka szybsza od głowy (albo odwrotnie) i się wysłało. Ale nadal zamierzam
              określać siebie w ten sposób, nawet jeśli to pseudosłowo.

              Łamanie składni i achronologicznosć, tendencja do maksymalnych udziwnień mnie
              zwyczajnie bawią. To obok "dwudziestopieciolatka przeżywajacego kryzys wieku
              sredniego" (no i mizernej objętości: 80-100 stron) najczęstsza cecha
              debiutanckiej powieści z lat 1950-75.

              Na "Drogę przez Flandrię" dopiero poluję.

              Z Serbami (ogólnie z pisarzami z byłej Jugosławii) mam problem. Mają wielkie
              pomysły, są niesamowicie sprawni technicznie, ale większość ich utworów mnie
              nuży. Dla mnie z tego tłumu solidnych pisarzy na pierwsze miejsce wybija się
              Danilo Kis.

              A Bulatovic? "Bohater na ośle" to powieść genialna. Kilka innych rzeczy mnie
              nie przekonuje, łącznie z kontynuacją "Bohatera" - "Wojna była lepsza". Teraz
              na półce leży pożyczone "Gullo, Gullo" i zamierzam tą ksiażkę przeczytać w
              bardzo bardzo bliskiej przyszłości.
      • Gość: gippius Re: trochę z boku IP: *.porta.com.pl 08.11.05, 23:23
        zgadzam sie, ze jest tendencja do snobowania sie w kwestiach literatury, ale
        to, co piszesz to z kolei generalizowanie. mysle, ze kazdy rodzaj literatury ma
        swojego odbiorce i choc gretkowskiej (i calej tej dzisiejszej literatury
        popularnej) nie trawie, to ciesze sie, ze i ona ma swoj target, bo dzieki temu
        ludzie czytaja. nie jest to, na szczescie, zaden harlequin, ani kryminal.
        • Gość: dzidzia Re: trochę z boku IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 08:21
          dlaczego to tak dobrze, że "ludzie czytają", skoro te lektury to to samo, co "m jak miłość", ale w literkach a nie ruchomych obrazkach?
          dla mnie ta radość z tego, że ludzie czytają gretkowską to jak stwierdzenie: wprawdzie nikt już nie czyta prawdziwych reportaży, ale za to dużą popularnością cieszy się super expres!
          jasne, dobrze, że tradycja czytania, jakie by ono nie było, nie zanika (w co wierzę), ale nie ma się co radować z popularności gretkowskiej.
          • Gość: gippius Re: trochę z boku IP: *.porta.com.pl 09.11.05, 15:40
            Moze zle zinterpretowalas moje slowa. Jasne, ze wolalabym, zeby populacja
            czytala literature ambitna. Ale, nie oszukujmy sie, kultura, w tym i
            literatura, moze miec tez postac rozrywki i dlatego tyle osob czyta gretkowska.
            I moze to ci sami, ktorzy ogladaja M jak Milosc. Jesli duzo czytaja, to jest
            nadzieja, ze chociaz wokabularz im sie powiekszy.
            • Gość: dzidzia Re: trochę z boku IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 18:14
              ale wiesz, co mnie denerwuje? rzadko czytam w miejscach publicznych, ale wyobraźmy sobie taką scenkę:
              - co tam czytasz? babel? nie znam. ale wiesz, czytałam niedawno krainę chichów, musisz to przeczytać, na pewno ci się spodoba!
              wrrrrr! wiem, jestem zmanierowana.
              nie przeszkadza mi, że książki są czasem wyłącznie rozrywką. problem w tym, że w ten sposób czytelnicy takiego np Carrolla wyrabiają sobie pojęcie o kulturze i sądzą, że skoro czytają, to już mają do czynienia z kulturą z najwyższej półki. wydaje mi się, że te lektury bardziej ograniczają niż rozwijają. z drugiej strony może wielbiciele dana browna czy jonathana carrolla nie sięgnęliby po coś bardziej wymagającego, więc wychodzi na zero. może rzeczywiście lepiej czytać cokolwiek, niż nic, ale nigdy nie będę zwolenniczką czytania czegokolwiek.
    • wyszyn02 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:18
      jeśli chodzi o moich wielkich nieznoszonych to dwie powieści: po pierwsze "Sto
      lat samotności", książka, na wspomnienie której robi mi się sucho w gardle. Po
      drugie "Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy" Cervantesa. Mam wrażenie, że
      nikt tak naprawdę nie przebrnął przez całe dwa tomy; rzecz jest nudna jak flaki
      z olejem i wypełniona humorem, który poziomem dorównuje temu z programów na
      MTV. Poza tym określenia "donkiszoteria", "walka z wiatrakami" czy "błędny
      rycerz" które w potocznym języku mają nieść ze sobą coś wzniosłego i
      szlachetnego mają się nijak do tego, co o swoim bohaterze pisze Cervantes; otóż
      prawda jest taka, że Don Kichote to po prostu obleśny stary wariat a nie żaden
      tam romantyczny bojownik walczący o przegraną sprawę. Scena walki z wiatrakami
      jest na samym początku i chyba dlatego jest tak klasyczna, po prostu nikt nie
      przeczytał dalej. (To tak jak z magdalenką u Prousta; jest to jedyny znany
      fragment z całej powieści dlatego, że pojawia się na samym początku pierwszego
      tomu.)
      W każdym razie kiedy przeczytałem Don Kichote'a miałem strasznego kaca, bo ta
      powieść w niczym nie przypominała tego, co się o niej mówi. Klinem na tego kaca
      okazały się być dopiero "Wykłady o Don Kichocie" Nabokova, który - nawiasem
      mówiąc - wielkim pisarzem był (a przynajmniej ja tak uważam, a autorka wątku
      chyba potwierdzi sądząc z pseudonimu, jaki wybrała)
      Wysz.
      • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:23
        Obleśny to był dopiero Rabelais i jego "Gargantua i Pantagruel". Udało mi się
        przetrwać do połowy ;-)
        • braineater Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:29
          uuuuuuuu
          dzielnie stanę w obronie rzeczy obu (oraz brakującego mi do tego tria Tristama
          Shandy, o który jak mniemam jeno przez nieuwagę nie wspomnieliście:)
          Don Kichote jest genialny, i tak są ludzie, co go przeczytali i to parę razy.
          Polecam, jeśli masz ochotę spróbować raz jeszcze przeczytać Kichota jako wielka
          mistyfikację, jako grę, całkiem zdrowego psychicznie Rycerza smętnego oblicza,
          z całym usystematyzowanym światem wierzeń i ideologii z którymi on sie nie
          zgadza. Czytaj Kichota jako powieść o buncie, udanym, powieść o walce ze
          stereotypami, powieść z ducha punkową - wtedy wszystko gra.
          A Gargantua i Pantagruel mnie po prostu bawi serdecznie, zmusza do radosnego
          chichotu i przypominania sobie, najlepiej w nader niewygodnych sytuacjach, co
          rubaszniejszych fragmentów.
          Tych ksiązek bronił będe:)

          Pozdrowienia:)
          • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:36
            Don Kichota niestety nie czytałem - ale jest w planach (dalszych). A co do
            Rabelais (którego bardzo szanuję, tojeden z największych w swoich czasach):
            owszem, ubawić się można po pachy - ale chyba trzeba rozsądnie sobie dawkować
            ;-) Chyba za łapczywie się za niego zabrałem i najzwyczajniej w świecie dostałem
            niestrawności.
          • itek1 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:53
            Z tria zrobmy kwintet, bo dalej brakuje tutaj do kompletu:
            Kota Mruczyslawa poglady na zycie (niemiecka wersja Tristrama, rownie jak
            Tristram nudna, niektorzy to twierdza, ze nawet nudniejsza:))
            oraz
            Bouvard i Pécuchet (prawie tak nudne jak Don Quixote:))
            • Gość: Mon Re: Wielcy nielubiani IP: *.range86-134.btcentralplus.com 08.11.05, 20:43
              Itku, Kota Mruczyslawa poglady na zycie nie sa wcale nudne :) Mnie
              zafascynowaly, podobnie jak postac autora i jego calosc tworczosci. Ernst
              Theodor Wilhelm Hoffmann (trzecie imie zmienil na Amadeus, stad E.T.A.
              Hoffmann) byl niezwyklym i fascynujacym czlowiekiem jak na swoje czasy -
              urodzony bodajze w 1775, niemal rowiesnik Mozarta. Polecam 'Diabelski eliksir'
              (Die Eliksire des Teufels, nie wiem czy polski tytul podalam dokladnie)
              wszystkim, ktorzy lubia mroczne, 'gotyckie' historie, E.A. Poe i horrory -
              zadne tam nudziarstwo, swietna historia, ktora czyta sie z zapartym tchem.
              A 'Kot Mruczyslaw' to taki troche podsmiew z Goethego ... :)

              ETA Hoffmann jest wart 'odkrycia' przez kazdego zapalonego 'czytacza' klasyki,
              a na tym forum takich wielu.

              Pozdrawiam Czytajacych
              Mon
              • itek1 Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 21:36
                Zgadzam sie odnosnie Hoffmanna z Toba w pelni. Napisalem, ze Mruczyslaw nudny,
                podsmiewujac sie troche z wpisow o nudnym Don Kichocie, nudnym Gargantui czy
                nudnym Tristramie. Dla mnie Mruczyslaw to genialne niemieckie wcielenie
                genialnego Tristrama.
                Pozdrawiam:)
          • wyszyn02 Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 13:43
            niewątpliwie wszystko gra, jeżeli przeczyta się Don Kichote'a w taki sposób,
            tyle że Cervantes zdecydowanie w ten sposób tego nie napisał. W zasadzie to już
            na samym początku narrator mówi nam bez ogródek, że pewnemu szlachcicowi
            wszystko się pomieszało i uwierzył, że jest rycerzem. Moim zdaniem nic nie
            usprawiedliwia interpretacji o szlachetnym buntowniku. Nabokov miał rację:
            zamiast szlachetnego humanistycznego renesansu i subtelnego humoru mamy
            powieść, gdzie w jednej z dygresji pojawia się człowiek, który dla zabawy
            potrafi wetknąć psu słomkę w odbyt a następnie owego psa nadmuchać.
            Wysz.
            • cecyl Re: O Don Kichocie do Wyszyna 08.11.05, 10:31
              Mylisz zamiary Cervantesa (wiele zamiarów i różnych, bo inny jest zamiar
              Cervantesa na początku I tomu, inny juz po kilku rozdziałach, a zupełnie inny w
              tomie II) - z późniejszymi lekturami (Nabokov zresztą też myli)m.in. z lekturą
              romantyczną (zupełnie inną od lektury oświeceniowej, bliższą twojej wizji Don
              Kichota jako lichej komedii slapstickowej - taki Flip i Flap). No cóż, nasza
              współczesna cywilizacja tak się spieszy, tak lubi, żeby wszystko podać na tacy,
              tak lubi sprowadzać sensy de parteru (np. hamburger jest hamburger i nie ma nic
              wspólnego z krową), że oczywiście mozna mieć kaca po dwóch tomach Don Kichota.
              Tylko po co się tak męczyłeś jeśli aż tak cię to nudziło? Żeby wycisnąć
              wszystkie soki z arcydzieła Cervantesa trzeba umieć wyciskać soki z tego
              wszystkiego, co przed Cervantesem pisano (a choćby "Iliada", a Petroniusz, a
              Apulejusz, a i dialogi Platona) i po Cervantesie też (a Fieldinga poczytać, a
              Potockiego hrabiego, i Szwejka na przykład). Ale rozumiem, że to wszystko nuda,
              i kac, i suchość w gardle. No właśnie - nie ma z czego pić. Źródła wyschły.
              • cichom22 Re: O Wyszynie do Cecyla 09.11.05, 19:55
                Od razu zastrzegam, że nie odnoszę się tutaj do meritum, moja opinia dotycząca
                Don Kichota różni się jednak od tej, którą reprezentuje Wyszyn. Uważam jednak,
                że Twoja opinia naprawdę nie jest do końca niesprawiedliwa. Skąd chociażby
                wnosisz, że Wyszynb jest osobą pozbawioną nawet elementarnej erudycji (pozycje,
                które wymieniasz zaliczają się do najskromniejszej podstawy, która pozwala
                uznać się za osobę choćby w śladowym stopniu uczestniczącą w kulturze
                (przynajmniej jeśli chodzi o krąg tzw. cywilizacji zachodniej)? O podobnym
                podejściu świadczy pytanie skierowane do Wyszyna, dlaczego w takim
                razie "przebrnął" przez całego "Don Kichota". Otóż uznał najwidoczniej (z
                przyczyn jak najbardziej oczywistych), że książka ta zalicza się do
                podstawowego kanonu (niezliczone są przecież poświęcone jej prace
                literaturoznawcze i filozoficzne) i samodzielna lektura (całości!) jest
                potrzebna, aby móc sobie wyrobić zdanie na jej temat. Zważ, że fakt
                przynależności jakiegoś utworu do kanonu (nie wchodźmy tu, błagam, w dyskusje
                dotyczące tego, czym ów kanon jest - uznajmy, że takie pozycje, jak część
                przynajmniej dramatów szekspira, "Don Kichote", "W poszukiwaniu straconego
                czasu", "Ulisses" i parę innych książek się do niego zalicza, to chyba nie
                powinno wzbudzić żadnych kontrowersji) obliguje człowieka, który pragnie w
                pełni uczestniczyć w kulturze jedynie do ZNAJOMOŚCI kanonu, a już niekoniecznie
                do podchodzenia do niego na klęczkach i podziwiania tylko dlatego, że w tym
                kanonie jest.
                A jeśli chodzi o zamiary... cóż, każdy ma przecież prawo na własną rękę
                odnajdywać zamiar, który jest możliwy do odczytania z danego dzieła (jeśli miał
                jakiś, a nie dał mu w żaden sposób wyrazu w utworze, to przecież nie ma on
                najmniejszego znaczenia). Oczywiśćie, że nie wszystko powinno być podane na
                tacy, nie wszystko powinno być oczywiste - dlatego właśnie, że nie jest,
                literatura, przynajmniej ta wielka, wymaga od nas myślenia. Ale to, że jakaś
                treść nie ma być oczywista, nie implikuje tego, że nie powinna ona wynikać z
                dane książki (czy to samoistnie, czy w zestawieniu z całym otoczeniem, w jakim
                istnieje dane dzieło - jego inspiracjami, symboliką odwołującą się do innych
                utworów). Jeśli z niego nie wynika (a zdaniem Wyszyna nie wynika - i ma prawo
                posiadać takie zdanie, choć może mógłby je lepiej uzasadnić?) nie możemy
                dorabiać utworowi znaczenia, którego naprawdę jest pozbawiony. W przeciwnym
                razie dojdziemy do tego, że w istocie każdy utwór jest wielki i głęboki, bo do
                każdego (pewnie nawet najgłupszego filmu sensacyjnego, czy horroru - to samo
                zresztą dotyczy masy słabych książek) możemy dorobić taką interpretację i
                filozofę, które wyniosą ją na wyżyny myśli ludzkiej.
                C.
          • Gość: dzidzia Re: Wielcy nielubiani IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 08:28
            > Don Kichote jest genialny, i tak są ludzie, co go przeczytali i to parę razy.
            ja do tych osób należę, aczkolwiek przeczytałam go w zupełnie inny sposób niż Ty. w czasie lektury bawiło mnie dzisiejsze roztkliwianie się nad bohaterem i jego romantyzmem/idealizmem etc, bo przecież sam autor nie miał dla niego litości i traktował go jak - za przeproszeniem - głupka, którego z jakąś dziecięcą satysfakcją wystawiał przed czytelnikiem na pośmiewisko. dopisałabym coś na ten temat jeszcze, ale boję się, że przesadzę w nadinterpretacji, jako że czytałam don kichota dawno temu i wiele się mogło w tym czasie zdarzyć w mojej głowie na ten temat ;)
      • Gość: ~yusta Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 19:04
        Ej, no sorry, ale ja akurat Prousta lubię i nie przejmuje sie wyrazami
        współczucia na twarzy koleżanek, co to tylko Sławomira SHuty lubią, a ja czytam
        ramoty..
    • atramentowa_ja Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:45
      "Mały książę" opowiastka o rozkapryszonym dzieciaku, który nie wiedzial czego
      chcieć od życia. I potrafiłabym to jeszcze przełknąć, gdyby nie to jak paskudnie
      rozprawił się z lisem-jedyną niepapierową postacią tej broszurki. Potem pan
      Coelho miał z czego czerpać genialne pomysły do swoich 'dzieł.'
      "Sklepy cynamonowe"-zieew
      London i Verne- nie mogłam znieść tych powieści. Od razu odechciewało mi się
      pakować walizek i ruszać w nieznane...
      • formaprzetrwalnikowa Maly ksiązę 06.11.05, 22:56
        zapomniałam. dziękuję za przypomnienie, chociaz nie wiem, czy ta ksiązka w
        ogole powinna byc przypominana: moim zdaniem jest nadęta, pseudofilozoficzna,
        pusta i tak naprawdę jest głosi bzdury (tak naprawde kazdy dorosły człowiek
        powinien być odpowiedzialny za siebie samego i ewentualnie swoje dzieci).
        • marquis Re: Maly ksiązę 06.11.05, 22:58
          Dlatego właśnie powinno się ją czytać w baaardzo wczesnej młodości, kiedy
          jeszcze przymykamy oko na nadęcie i naiwną filozofię :-)
    • doktor_kidler Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:51
      W moim przypadku to Gombrowicz i Kafka - nagromadzenie udziwnień, które
      przekazują ponadczasowe problemy... Moim zdaniem można to przekazać w lepszy
      sposób, czego widocznie ci panowie nie umieli.
      Dołączę też Dostojewskiego, ale sądzę, że dlatego, iż do jego książek jeszcze
      nie dorosłem. 'Zbrodnia i kara' szła mi topornie, bardzo topornie, ale
      dotrwałem do konca.
      I w ogóle nie lubie takich ksiązek, gdzie dokonuje się porównania różych
      światopogladów - jeden bohater to nihilista, drugi altruista, trzeci
      chrześcijanin... Potem tylko uczniowie wałkują to na polskim. Przykładem takim
      moze być np 'Dżuma' Camusa, której nie moglem strawic... Z tego tez powodu
      zrezygnowalem z 'Braci Karamazow', bo chcialem sie przekonać do Dostojewskiego,
      ale chyba musze jeszzce poczekac...
      • marquis Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:53
        To może najpierw "Idiotę"?
        • Gość: niezrównoważona Re: Wielcy nielubiani IP: *.aster.pl 06.11.05, 23:09
          A, to ja teraz:
          gargantua - mi się podobało, bo rubaszne właśnie ;)
          Stasiuka - kocham miłością wielką i straszną ( za to jak pisze!)
          Ale:
          Eric emmanulel Jakośtam (w sensie Schmidt?)- o matko dawno mnię tak nie
          wkurzyło czytanie czegokolwiek (czytałam to coś z Koranem w tytule i nigduy
          wiecej)
          Coetzee (?) - nudziarstwo! (poza fajnymi kawałkami w każdej książce, przyznaję)
          Sienkiewicz - tego to nienawidze szczerze, zwłaszcza za ten kawałek o armacie i
          kmicicicu. a może to nie była armata, tylko ja nic nie zrozumiałam? ;( A poza
          tym za całą resztę.
          Dostojewski - kocham - a dla niedowiarków polecam - GRACZA.
          Gra w klasy - wyjąwszy zabiegi forlmalne, które na nas XXI wiecznych nie robią
          wrażenia (ho ho nie takie rzeczy się...!), to całkiem, całkiem.
          Eco - no przynudza, co poradzę (wyjąwszy eseje rzecz jasna).

          Pozdrawiam :)












          • marquis Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 23:45
            Sienkiewicz tworzył wciągające fabuły, ale głębszej myśli to ja się u niego nie
            doszukałem. I dostał Nobla, a powinien - jeśli już Polak - Bolesław Prus. Może
            się Szwedzi przestraszyli potopu od południa ;-)
            • Gość: Ania Re: Wielcy nielubiani IP: *.kablowka.net 08.11.05, 22:50
              Zgadzam się jak najbardziej. Sienkiewicz dla mnie to straszne knoty, nigdy nie mogłam przejść nawet przez całą Trylogię i w koncu skonczyłam z wielką udręką (trzeba było, bo to w koncu WIELKIE dzieło) w czasie deszczowych wakacji pood namiotem :-)Dobrze, że sporo jest ekranizacji, zdaje się że w przypadku niektórych nudów ksiązkowych pomaga. A Prus genialny!
              • Gość: gippius Re: Wielcy nielubiani IP: *.porta.com.pl 08.11.05, 23:29
                Zgadzam sie!!! Sienkiewicz w dzisiejszych czasach pisalby pewnie dobre
                scenariusze serialowe. "Lalke" Prusa uwazam za fenomen - niby epoka pozytywimu,
                a dzielo tak symboliczne. Jezyk, precyzja - rewelacja. A Sienkiewicz taki
                czarno-boaly. Ble....
                • Gość: dzidzia Re: Wielcy nielubiani IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 08:35
                  sienkiewicz to chyba wybór oczywisty, do głowy mi nie przyszło go tutaj wymieniać... także dlatego, że sądziłam, że już tylko w podstawówkach próbuje się wmawiać dzieciom, że wielkim był, ale i tak nikt w to od dawna nie wierzy.
              • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 16:08
                Gość portalu: Ania napisał(a):

                > Zgadzam się jak najbardziej. Sienkiewicz dla mnie to straszne knoty, nigdy
                nie
                > mogłam przejść nawet przez całą Trylogię i w koncu skonczyłam z wielką udręką
                (
                > trzeba było, bo to w koncu WIELKIE dzieło) w czasie deszczowych wakacji pood
                n
                > amiotem :-)Dobrze, że sporo jest ekranizacji, zdaje się że w przypadku
                niektóry
                > ch nudów ksiązkowych pomaga. A Prus genialny!

                Łomatko , wy tak serio? Nie o Sienkiewiczu , tu się zgadzam , ale Prus niby
                taki gieniuś? Facet mylił się na każdym kroku .Napisał dętego bzdeta
                zaangażowanego antyfeministycznie dowodząc że kobieta z natury nie nadaje się
                na naukowca w czasie gdy działała Skłodowska. Mysl o metalu lżejszym od
                powietrza ( odkryto wtedy glin) podniecała go niebywale , ale obśmial pierwsze
                odkrycia chemii organicZnej dupek blady.A to jego uwielbienie dla
                arystokracji ! Podnóżkiem twoim jestem kocham i nienawidzę , ach jakżebym
                chciał byc szlachcicem! Był dzieckiem epoki dośc typowym i nie stworzył niczego
                oryginalnego . Przegapił rzeczy ważne ślęcząc nad drobnymi gówienkami .Jedyne
                co mu wyszło, to scenki obyczajowe , często rozkoszne .
                • Gość: ~yusta Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 19:09
                  Mylisz sie, dziecko. Prus stworzył fenomwenalną poweiść XIX wieku. Przeczytaj
                  inne naiwniacvtwa az tej epoki i zauważ różnicę. Np... Hugo? Buahaha!
                  • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 20:00
                    Gość portalu: ~yusta napisał(a):

                    > Mylisz sie, dziecko. Prus stworzył fenomwenalną poweiść XIX wieku. Przeczytaj
                    > inne naiwniacvtwa az tej epoki i zauważ różnicę. Np... Hugo? Buahaha!


                    Wolę juz Hugo, może dlatego ,że nie musiałam wałkowac w szkole.Prusa nie
                    cierpię , doceniając styl i inne umiejętności formalne. Jest wielu pisarzy
                    uznanych za wielkich , którzy moim zdaniem mają talent pisarski ale
                    intelektualnie to miernoty , nietwórcze, klepiące banały i wręcz
                    głupie.Wspomniałam już wyżej Bułhakowa , ale to osobny rodzaj takich literatów,
                    mianowicie alkoholicy. Jesli się wie coś o tej chorobie łatwo odszukac kody i
                    motywacje.
                    Zdaje sie ,że to wobec mnie użyłas słowa "dziecko" - musisz więc miec pod
                    siedemdziesiątkę .
                    Zapraszamy do rozmowy
                    • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 10.11.05, 21:55
                      "Lalka" , jesli o niej mowa:), nie jest wcale powieścią
                      antyfeministyczną...Jest powieścią, która jest uwikłana w mieszczański ogląd
                      kobiety, bo sam Prus był mieszczuchem :) Polecam Taki tekst Szczuki o
                      odczytaniu "Lalki" -całkiem niezły , tylko muszę tytuł sobie przypomnieć -
                      "Nuda buduaru" czy jakoś tak...Ktoś napisał też tekst o wielkiej ,
                      homoseksualnejnamiętności Rzeckiego do Wokulskiego, praktycznie lezałam przy
                      tym tekście na podłodze, ale była to tylko kserówka, która powedrowała w świat,
                      także, niestety nie mogę podać autora.
                      • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 10.11.05, 22:50
                        Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                        > "Lalka" , jesli o niej mowa:), nie jest wcale powieścią
                        > antyfeministyczną...


                        Mowa o "Emancypantkach" .
                        A co do "Lalki" - tekstu Szczuki nie znam , ale doskonale znam własne
                        odczytanie tej ramoty. Też uważam ,że Prus zakochany był w swoim bohaterze bez
                        pamięci i wszystko jedno , czy mialo to podtekst erotyczny , czy nie. Rzecki
                        tylko wyraża te uczucia .

                        Jest powieścią, która jest uwikłana w mieszczański ogląd
                        > kobiety, bo sam Prus był mieszczuchem :)


                        Owszem , do tego mało bystrym. Psychologia lezy , postaci budowane sa z jego
                        pobożnych życzeń i papieru. Zadam ci pytanie : wyszłabyś za mąz za Wokulskiego?

                        Polecam rozwadze taki wątek : Wokulski dla pieniędzy żeni się z wdową po
                        kupcu .Autor zachwyca się jego uczciwością w tym związku , mianowicie że
                        dobrze wykonywał obowiązki małżeńskie i opisuje dla ilustracji ,że raz kupcowa
                        za swoim mężem zaszła do kantorka i powodowana namiętnością wlazła Wokulskiemu
                        na kolana ,przewracając stół czy inny mebel. Jakie to prostackie! Jakie podłe!
                        To nie realizm , pokazanie słabości postaci , to dowód moralności autora , bo
                        w jego intencji W. to kryształ.

                        Nie chcę się rozpisywać , musiałabym sięgnąc po tę książkę i jeszcze raz
                        przeczytać , poza tym to materiał na długi tekst i starannie napisany .
                        Zdaję sobie sprawę ,że tak mniej więcej myślały ówczesne elity yntelektualne w
                        Polszcze , Świętochowski pod tym względem dużo gorszy , o Sienkiewiczu nie
                        mówiąc. Prus nie wyróżnia się spośród nich żadną specjalną zaletą. Nie jestem
                        pewna jak się zachował w sprawie Konopnickiej , jesli wiesz, to napisz. Jesli
                        coś mogloby go upiększyć w moich oczach , to może to.
                        • baba67 Re: Wielcy nielubiani 11.11.05, 08:07
                          Wyszlabym za Wokilskiego, nawet 5 min bym sie nie zastanawiala...
                          Kocham go od liceum, niestety w realu takiego faceta nie spotkalam, wiec
                          wzielam, co bylo :-)
                        • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 11.11.05, 10:44
                          Przyznam szczerze, "Emancypantki" czytałam z 10 lat temu i kompletnie nic poza
                          pensją z nich nie pamiętam - nie mam też ochoty do nich wracać, więc nie mogę
                          sie wypowiedzieć. A na czym polega antyfeminizm tego tekstu, wg Ciebie?

                          Jeśli o sprawę Konopnickiej chodzi to doprecyzuj , o która część - czy o to, że
                          odeszła od męza , czy o to, że szukali dla niej domu ( akcja zakończona wręcz
                          cudem z Żarnowcem)? Co do tego , czy Prus angazował sie w te poszukiwania , nie
                          mam pojęcia- wiem, że aktywnie robili to Sienkiewicz i Orzeszkowa.

                          • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 11.11.05, 10:55
                            A co do "Lalki". Nie zarzucałabym Prusowi braku psychologii w uwarunkowaniu
                            dzialania postaci. Przecież to pozytywista, pisze powieść obyczajową,
                            realistyczną , nie psychologiczną - kiedy tak sobie porównać "Stracone
                            złudzenia" Balzaka i "Lalkę" - to widzimy to samo, tylko bohater jest inny i
                            inne sa punkty odniesienia.
                            A co do Wokulskiego. Owszem , jest wyidealizowany, ale nie jest wcale bezbarwny
                            i jednowymiarowy. takie kształtowanie "typów" ludzkich, nie charakterów
                            zarzuciałabym raczej Sienkiewiczowi. Nigdy nie zastanawiałam się, czy mialabym
                            ochotę wychodić za mąż za postać literacką, ale Wokulski to cąłkiem sympatyczny
                            gość.Przewrażliwiony na swoim punckie, dlatego, że ma takie , a nie inne
                            pochodzenie i ciągle musi sobie coś udowadniać. Najbardziej bezbarwną postacią
                            w tej powieśći jest Izabela, ale ona jest tak "pozbawiona egzystencji na rzecz
                            wegetacji" i w gruncie rzeczy nudna , nie z własnej winy. Raczej z winy
                            otoczenia.
                            • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 11.11.05, 15:22
                              Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                              > A co do "Lalki". Nie zarzucałabym Prusowi braku psychologii w uwarunkowaniu
                              > dzialania postaci. Przecież to pozytywista, pisze powieść obyczajową,
                              > realistyczną , nie psychologiczną - kiedy tak sobie porównać "Stracone
                              > złudzenia" Balzaka i "Lalkę" - to widzimy to samo, tylko bohater jest inny i
                              > inne sa punkty odniesienia.
                              > A co do Wokulskiego. Owszem , jest wyidealizowany, ale nie jest wcale
                              bezbarwny
                              >
                              > i jednowymiarowy. takie kształtowanie "typów" ludzkich, nie charakterów
                              > zarzuciałabym raczej Sienkiewiczowi. Nigdy nie zastanawiałam się, czy
                              mialabym
                              > ochotę wychodić za mąż za postać literacką, ale Wokulski to cąłkiem
                              sympatyczny
                              >
                              > gość.Przewrażliwiony na swoim punckie, dlatego, że ma takie , a nie inne
                              > pochodzenie i ciągle musi sobie coś udowadniać. Najbardziej bezbarwną
                              postacią
                              > w tej powieśći jest Izabela, ale ona jest tak "pozbawiona egzystencji na
                              rzecz
                              > wegetacji" i w gruncie rzeczy nudna , nie z własnej winy. Raczej z winy
                              > otoczenia.

                              Domyślasz się ,że mam inną opinię :-) .
                              Co do tego wyjścia za , to chodzilo mi o to ,że mimo iż postać nakreslona jest
                              z intencją stworzenia pozytywnego bohatera , cos od niego smierdzi , czego Prus
                              nie czuł.
                          • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 11.11.05, 15:19
                            Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                            > Przyznam szczerze, "Emancypantki" czytałam z 10 lat temu i kompletnie nic
                            poza
                            > pensją z nich nie pamiętam - nie mam też ochoty do nich wracać, więc nie mogę
                            > sie wypowiedzieć. A na czym polega antyfeminizm tego tekstu, wg Ciebie?


                            Łomateńko ! Toż to manifest antyfeminizmu! M0że czytałas w okresie , kiedy się
                            śledzi fabułę .W "E." autor dowodzi i uzasadnia , że kobieta z natury nie
                            nadaje się ani do nauki ani do interesów , bo jej naturalnym powołaniem
                            jest "geniusz serca". Jest postać nieszczęsnej Madzi zbałamuconej , że może
                            się uczyć.Ona nawet i trafia do jakiegos laboratorium , ale kocha swoje
                            roślinki i odnosi się do nich czule a do teorii nie ma glowy.Madzię zdaje się
                            wybawia jakis rycerz.Jest i pani Latter , której się roi ,że sama poprowadzi
                            minteres - kończy bankructwem desperacko wołając :"Mężczyzny!!!" gdzies na
                            bagnach , dokąd zabłądziła.jaja jak berety. No i jest oczywiście sufrażystka (
                            feministka , walcząca o emancypację) - oczywiście stara panna wariatka , jednak
                            trafia się i jej mąż ( o nazwisku bodajże Rosołek , w każdym razie dla Prusa,
                            czciciela arystokracji ożenek z Rosołkiem to poniżenie ) i po wyjściu za niego
                            porzuca całą działalnośc.
                            Ale po co ci opowiadam ? Zajrzyj do książki. To była Prusa dopowiedź na rosnący
                            w siłę ruch wyzwolenia kobiet , domagania się praw obywatelskich i dostępu do
                            szkół wyższych.
                            Co do Konopnickiej , to ona i Orzeszkowa odważyły się w tych czasach na wiele -
                            Konopnicka nie tylko na rozwód , ale tez na wypowiedzi nie po mysli kościoła
                            kat. Podczas nagonki , kiedy szukała pracy , mieszkania , wielu dawnych kolegów
                            po piórze odsunęło się od niej , niektórzy ją zaatakowali wespół wzespół z
                            kołtunerią , a nieliczni pomogli. Właśnie nie wiem , kto jej pomagał.Że jej
                            wieloletnia przyjaciółka , to wiem , o Sienkiewiczu się teraz dowiaduje ,
                            natomiast byłoby to ważna informacja o Prusie - bo mozna miec w mózgu ciasno ,
                            ale mimo to nieokazać się świnią. Co do pana Glowackiego mysle ,że podkulił
                            ogon i siedział cicho.
                            • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 11.11.05, 15:49
                              Łomateńko ! Toż to manifest antyfeminizmu!

                              Oj, zaraz manifest:)))) Pamietam zręby tej powieści, musiałbym ją jeszcze raz
                              przeczytać, żeby to jako poskładać, a obecnie nie bardzo mam czas...:)Pewnie
                              zmuszę sie jeszcze kiedyś. Może teraz bardziej zwróciłabym uwagę na te kwestie,
                              ale szczerze mówiac, w tamtych czasach niewielu było ludzi, którzy traktowali
                              ruch emancypacyjny inaczej. O wiele koszmarniejsze manifesty antyfeministyczne
                              pisywał Przybyszewski czy Strindberg...zreszta, jakby na to tak patzrec to
                              manifestem antyfeministycznym jest każda ksiązka z cyklu Montgomery o "Ani z
                              Zielonego Wzgórza" - otóż Ania rozpoczyna swoją karierę jako samoświadome
                              dziewczę o wysokich ambicjach i aspiracjach pisarsko-aktorsko-naukowych, a
                              kończy jako prowincjonalna nauczycielka tepych bachorów, z noworodkami
                              wiszącymi u kazdej piersi i ryczącymi po nocach, ględząca o wspaniałości
                              swojego zycia, smaku swojego puddingu i doskonałosci Gilberta, który nic nie
                              robi tylko jest.A ksiązkę pisze kobieta i to dokładnie w tych latach , co mniej
                              wiecej piswywał Prus. Na wymioty bardziej mi siezbierało przy Aniach ni przy
                              Prusie.
                              PS. Postaram sie czegoś poszukać o tej Konopnickiej:)
                              PS@. A co do Sienkiewicza - on naprawdę nie był tak bogo-ojczyżniany jak jego
                              ksiązki. :)))))
                              • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 11.11.05, 16:08
                                I jeszcze jedno...W zasadzie takie "Dzieje grzechu" Żeromskiego to ksiązka ,
                                która jest jak najbardziej ksiązką profeministyczna, a daje sie ją odczytać
                                jako paszkwil antyfeministyczny. Problem z literaturą tego okresu 1870-1918(tak
                                mniej więcej:) polega na tym, że przykladamy do niej dzisiejsze kryteria oceny,
                                a mamy przecież do czynienia z okresem największej obłudy, zakłamania i
                                moralności na pokaz w historii.Czy dzisiaj w ogóle mówiąc "feminizm" , ktoś
                                zastanawia sie nad tym, że w XIX wieku problem mogło stanowić zasłanianie nóg
                                fortepianów, aby nie budzily dwuznacznych myśli, albo skandal obyczjowy mógł
                                wywołać związek aktorki(Modrzejewska) z arystokratą(Chłapowski)? To inny czas,
                                zaściankowy, niezbyt nowoczesny kraj - trzeba wziąć to wszystko pod uwagę:)
                                • kocia_noga Re: Wielcy nielubiani 12.11.05, 15:05
                                  Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                                  > I jeszcze jedno...W zasadzie takie "Dzieje grzechu" Żeromskiego to ksiązka ,
                                  > która jest jak najbardziej ksiązką profeministyczna, a daje sie ją odczytać
                                  > jako paszkwil antyfeministyczny. Problem z literaturą tego okresu 1870-1918
                                  (tak
                                  >
                                  > mniej więcej:) polega na tym, że przykladamy do niej dzisiejsze kryteria


                                  Nie my , nie my , ja staram się jak mogę ,żeby nie przykładać."Dzieje
                                  grzechu " i inne kawałki Żeromskiego to inna epoka i inne myslenie i
                                  zasadniczo nie jest to literatura agitacyjna , jak u pozytywistów.
                                  Zaprotestowałam przeciw wyróżnianiu Prusa , bo moim zdaniem jest dośc
                                  przeciętnym dzieckiem swej epoki i tyle samo wart co Sienkiewicz . Najlepszej
                                  (pono) jego powieści "Faraon" nie przeczytałam , zmogłam wcześniej wiele innych
                                  i odopuściłam sobie , więc możliwe, że perłę przeoczyłam .Nad losami Karuska
                                  płakałam dzieckiem będąc,owszem. Jest jeszcze jedna sprawa . Nie wiem czy nadal
                                  obowiązuje jako lektura "Antek" .To koszmar, który u wrażliwego dziecka może
                                  wywołac powazny stress. Też literatura "zaangażowana" pisana z paroma
                                  intencjami , m.in. zwalczająca wiejskie znachorstwo kultywowane
                                  przez "wiedzące" kobiety. Scena upieczenia żywcem dziewczynki jakoś układaczom
                                  spisu lektur nie przeszkadza , choć wzbudzaja poważną dyskusje pozycje dużo
                                  bezpieczniejsze dla dziecka. Albo to światłe gremium nie czytało Prusa , albo
                                  przepisuje bezmyslnie z pokolenia na pokolenie po jakims przodku - idiocie .
                                  • marquis Re: Wielcy nielubiani 12.11.05, 16:39
                                    Ano widzisz, "Faraon" to rzeczywiście jest najlepsza jego powieść.
                                  • Gość: Zdanka Re: Wielcy nielubiani IP: *.4web.pl 13.11.05, 22:35
                                    Może cos więcej kiedy indziej napiszę, ale znalazłam takie oto coś:
                                    www.allegro.pl/show_item.php?item=70917431
                                    Może być ciekawe dla zainteresowanych:)
                • marquis Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 19:41
                  Prus napisał dwie wybitne powieści, nie jedną. Kto wie, czy faraon nie był nawet
                  lepszy od Lalki.
          • Gość: riko Re: Wielcy nielubiani IP: *.chello.pl 09.11.05, 21:32
            Niezrównoważona, no co ty- armata (kolubryna) była najlepsza!!!
      • monikate Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:57
        Coetzee. Poległam już na początku "Wieku z żelaza". Noblista, nie noblista, ale
        albo i ja jestem tępa i niewrażliwa, albo pan C. pisze w sposób nieznośnie
        manieryczny i egzaltowany.
        • formaprzetrwalnikowa Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 22:58
          hmm.. mam dziwnie podobne zdanie o pisaninie pana Noblisty - wysnute na
          podstawie "Hanby' - powiesci o niewiadomoczym.
          :)
          • Gość: sara Re: Wielcy nielubiani IP: 62.172.72.* 09.11.05, 16:55
            Musze sie przyznac, ze nie bardzo lubie Prousta. Uwazam, ze to wspanialy
            usypiacz. Po przeczytaniu kilku stron "W poszukiwaniu zagubionego czasu" spisz
            jak dziecko. Polecam na bezsennosc.:-o
            • marquis Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 19:43
              Hmm, a u mnie było wręcz przeciwnie. Zdarzało się, że czytałem do samego rana
              nieświadomy tego, że no minęła. Uważam, że Proust jest genialny.
      • mietowe_loczki Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 23:03
        Braci nie tykaj. Do końca życia będzie cię prześladowała niepewność, kto tak
        naprawdę utłukł tego wrednego starca.
        • en10219 Re: Wielcy nielubiani 06.11.05, 23:45
          Witam.
          A ja dwóch powtarzających się tu autorów lubię za ich opowiadania.
          Conrada za Tajfun (i nie tylko), Dostojewskiego za Łagodną (i nie tylko).

          Z kanonu zaś nie byłem w stanie strawić Dziadów Mickiewicza. I do dziś dostaję
          drgawek na tę myśl, że miałbym przechodzić przez męki Gustawa. Brrrr...
        • ben-oni Re: Wielcy nielubiani 07.11.05, 08:33
          Moim faworytem jest Smierdiaszka .
      • baba67 Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 10:56

        Zamek Kafki mnie powalil, ale ja dziwna jestem, bo na przyklad i Maxa Frisha
        lubie.Niech mi tu nikt nie pisze, ze to drugorzedny pisarz, bo mu cos zawirusuje :-)
        Nie za bardzo Don Kichota, Dickensa (oprocz Opowiesci Wigilijnej)
        Nie dla- Gargantui i Pantagruela, Prousta,Cierpien mlodego Wertera tudziez jego
        czytelnikow. Caly czas mam nadzieke, ze dotrze do mnie Joyce, albowiem mam jakis
        przeczucie, ze moze w przyszlosci mnie zachwycic.
        • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 11:16
          A propos Joyce'a: przeczytałem 1/3 Ulissesa i odłożyłem (ale też jeszcze kiedys
          powrócę). I to nie dlatego, że nie rozumiałem, tylko przez szacunek dla autora.
          Otóż, przez kilkadziesiąt początkowych stron przechodziłem bardzo wolno,
          poświęcając sporo czasu na odczytywanie ukrytych sensów. Niestety, w dalszej
          części okazało się, że aby wyciągnąć korzyść z lektury, koniecznie trzeba
          nadrobić ogromne zaległości z klasyki literatury angielskiej, i to mnie trochę
          zniechęciło. Chyba byłem zbyt niecierpliwym czytelnikiem ;-) W każdym razie
          wolałem odłożyć sobie dzieło na stosowny czas, niż zaliczać dla zasady :-)

          PS. Nawet mi się tutaj nie waż dyskredytować Marcela, bo utłukę jak Raskolnikow
          starą lichwiarkę ;-)
          • baba67 Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 11:55

            hihi :-)
            Ja nie dyskredytuje, wrecz przeciwnie, gdybym nie uwazala, ze jest wielki to
            bym o nim nie wspomniala.
            To, co piszesz swiadczy o tym, ze moje przeczucia moga byc sluszne.
            A jak bede stara, to moze i Marcela polucie- niektorzy na starosc madrzeja :-)
            • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 12:07
              Ja sobie Joyce'a zostawię chyba na emeryturę :-)
            • anetka1606 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 13:35
              Miłosz( szczególnie ostatnie lata )- przeintelektualizowany
              Sienkiewicz(...pewnie się narażę, ale Potop był dla mnie zjadliwy dopóki Kmicic
              gwałcił, palił i rabował..ale jak zaczęli się zbierac do wojny to poległam)
              w ogóle wiekszość naszych pozytywistów to rzecz dla mnie nie do czytania:
              Orzeszkowa, Konopnicka...za to Prus owszem tak!!!
              Baczyński - mocno przereklamowany
              no nie wiem...co by tu jeszcze???Ze współczesnych:zgadzam sie co do Stasiuka
    • bloczek4 Nie wiem, czy Pilch jest już wielki... 07.11.05, 07:16
      ...ale okropnie mnie irytuje. To są świetnie napisane książki o niczym...
      • cecyl Do zanudzonych na śmierć 07.11.05, 13:52
        Cała powyższa dyskusja jest diabła warta, bo wszak nie należy dyskutować o
        gustach. Co jakiś czas na FK pojawia się problem, że coś powinno być cacy (bo
        tak zostało Ogłoszone), ale dla nas nie jest cacy, a nawet jest be. To taki
        manifest i manifestacja naszej tożsamości kulturalnej. Szkoda, że to manifest
        budowany na negacji, a nie na afirmacji. Zaczynamy mieć poważne problemy z
        kanonem (np. Cervantes, Rabelais, Sterne). Pozycje klasyczne nas nudzą i nie
        bawią, bo jednak kontekst kulturowy już nie ten (ciekawe, że ten problem rzadko
        się pojawia przy odbiorze malarstwa, architektury czy muzyki – jakby te sztuki
        były bardziej ahistoryczne). Wychowywany byłem w duchu, że bez kanonu nie
        jestem w stanie zrozumieć współczesności. Nie wszystko w kanonie było mi
        bliskie (męczyłem się z Tomaszem Mannem, i z Conradem się męczyłem, ale i
        Stendhal nie należał do moich bohaterów). Wiele fascynacji młodości (np. Zola,
        Romain Roland, Parnicki) pozostawiłem młodości, wiele zanegowanych w swoim
        czasie pisarzy czy dzieł po latach odkryło przede mną niedostrzegane wcześniej
        uroki (Tołstoj, Thackeray, E.T.A Hoffman – gdzieś tu sponiewierany). Uwielbiana
        przeze mnie kiedyś awangarda została oddana jednej z bibliotek, teraz zaś
        żmudnie rekonstruuję właśnie kanon – od „Iliady”
        poprzez „Satyrikon”, „Metamorfozy”, powieść grecką, średniowieczne eposy itd.
        itp. Pewnie za czas jakiś moje dzieci sięgną po awangardę (ale „Czarny potok”
        zachowałem). Co innego, że kanon wymaga czasu, a tego czasu dziś nie ma. Więc
        może ta negacja jest naszym własnym, czytelniczym problemem? W nas jest jakiś
        brak, a nie w tych pisarzach czy w tych dziełach. Bo to tak najłatwiej
        powiedzieć: oj nuda, nuda.
        Ileś lat temu krążył taki ni to dowcip, ni to zabawa „towarzyska”: w większym
        gronie (koniecznie i, oczywiście, w gronie koedukacyjnym) należy nagle zadać
        wybranemu mężczyźnie pytanie: „Czy twoim zdaniem w seksie ważniejsza jest
        technika czy też rozmiary penisa?”. W przypadku odpowiedzi (a zdaje się
        zawsze padała ta sama): „Oczywiście, że technika” prowodyr z uśmiechem od ucha
        do ucha wypowiada „zabójczą” sekwencję: „No to witamy w klubie tych, co mają
        małego!”.
        Mam wrażenie, że wszyscy, którzy tak kwękamy, że „oj, nuda, nuda” należymy
        właśnie do tego klubu.
        • mietowe_loczki Re: Do zanudzonych na śmierć 07.11.05, 14:43
          Ładnie to napisałeś, wszystko to bardzo celne. Pewnie Kafkę odrzucam z powodów,
          które wymieniłeś. I zawsze będę uważała, że dla "zrozumienia" książki potrzebna
          jest gruntowna wiedza teoretyczna + znajomość kanonu, a ja w temacie Franzy
          jestem, niestety, zielona. Za to nie mam problemów z odczytaniem końcówki Maga
          Johna Fowlesa, choćby z tego względu, że po kilkakrotnym, wnikliwym chyba,
          przeczytaniu powieści, zaczęłam czytać "około" niego - i nie opracowania
          krytyczne, tylko, przypomniałam sobie mit o Orfeuszu, całą mitologię grecką,
          mity starożytnego Egiptu, mit o Astarte, odświeżyłam sobie niektóre sztuki
          Szekspira (znany ? Hamlet, Burza, Sen nocy letniej, Wieczór Trzech Króli i
          kilka innych), przeczytałam Złotą gałąź Frazera, poczytałam trochę Junga,
          poszperałam w słowniku symboli, etc etc etc etc, i coś się w końcu zaczęło
          klarować.

          Niestety, poznawanie książek potrafi być bardzo bolesne i dlatego coraz
          częściej tłumaczę swój brak zrozumienia ignorancją pospolitą. Chociaż
          obarczanie "winą" autora jest cholernie kuszące, bo kto lubi być uznawany za
          dziewicę umysłową?
    • vivian.darkbloom ależ to się rozwinęło.... 07.11.05, 17:16
      po pobieżnym przeliczeniu głosów wychodzi na to, że do opuszczenia domu
      Wielkiego brata nominujemy panów: Cortazara, Conrada, Coetzee (czyżby klątwa
      litery C), kafkę, ewentualnie jeszcze Gombrowicza i dostojewskiego ;)
      • marquis Re: ależ to się rozwinęło.... 07.11.05, 22:46
        Ja stanowczo protestuję przeciwko eliminacji Kafki i Dostojewskiego! ;-) Głosuję
        na literkę C ;-)
    • Gość: idut Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.05, 12:27
      czytając nagłówek tematu, byłam pewna, że w pierwszej kolejności oberwie Kafka,
      a potem Proust i Joyce, nie pomyliłam się zbytnio

      a ja szczerze nienawidzę "Władcy pierścieni"- rozlazłe to i bezkrwiste,
      kiczowate opisy, produkt mody na akademicke grzebanie się w wyobraźni
      symbolicznej(która zresztą wydała i rzeczy genialne, jak "Ziemia jałowa").
      Z takiej literatury to wolę już R. E. Howarda, któremu twórcy filmowych
      adaptacji wyrządzili krzywdę, obsadzając Schwarzeneggera w roli Conana

      i "Braci Lwie Serce" A. Lindgren :)
      • Gość: brunoski Re: Wielcy nielubiani IP: *.gdrpwi.dsl-w.verizon.net 08.11.05, 19:05
        powiem tak, zmotywowany wczesniejszymi postami: o ile rozumiem, ze mozna nie
        rozumiec wielkich, jak porusza, kiedy nie porusza, to nie rozumiem, jak mozna
        mieszac nieporuszenie z niezrozumieniem. Innymi slowy: generalnien nie rozumiem
        Mickiewicz, ale jak juz kawalek zrozumiem, to mnie porusza, wiec go do tych, co
        zimni i obcy nie zalicze. A zalicze - i na karb braku wrazliwosci zwale -
        Stachure i Hlasko, nijak do mnei nie przemawiaja. Podobnie jak Potop i
        Krzyzacy: rozumiem, ale nie moge, no nie moge. Jak bylem maly, przeczytalem 11
        razy W pustyni iw puszczy: bardzo poruszalo.
        • rebjot Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 14:07
          Sienkiewicz jest moim "faworytem" w kategorii wielcy nielubiani. Nie mogę
          strawić jego napuszonego "bogoojczyźnianego" stylu Hoffman zrobił wszystkim
          przysługę uwalniając historyjki Sienkiewicza od stylu Sienkiewicza. Drugi "w
          rankingu" byłby Mickiweicz przede wszystkim za III część Dziadów i Księgi
          pielgrzymstwa polskiego
      • Gość: gad Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.05, 19:35
        100% poparcia odnośnie Tolkiena. Nuda i płaskostopie

        Fowles - przerost formy nad treścią. .....treścią? Jaką?

        Żeromski - literatura broszurowa, suche i kanciaste

        Stendhal - męka (wymiękłem na Czerwonym i Czarnym)

        Hemingway - ??? nie rozumiem, nie mam przyjemności. Piewca maskulinizmu?

        Saramago - totalne zagubienie. Pal sześć rozumienie, ale czy ktoś w ogóle CZUJE
        jego książki? (ja np. ni w ząb nie rozumiem 100 lat samotności, ale czuję, że mi
        się podoba :)

        Witkacy - tak i nie. Tzn. NIE czytajcie Szewców. TAK dla Narkotyków i Niemytych
        Dusz.

        PS może pokusimy się o jakąsiś regułę?

        Pkt 1 - sucharowaci są autorzy/książki, którzy/re przedkładają dydaktykę
        (zwłaszcza społeczną) nad coś, co roboczo nazwę "spiritem", a dokładnie określić
        nie potrafię. Np. - Żeromski, Krasiński (Nie-boska uffff... ten koszmar mam już
        za sobą), Zola (kto przebrnął przez Germinal?)...

        Pkt 2 ....?
        • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 20:12
          Ja przebrnąłem przez Germinal dwukrotnie :-) Ale jakims wielkim fanem
          naturalizmu nigdy nie zostałem. Lubię po porstu czasem wracać.

          Czerwone i czarne to jedna z tych książek, do których z wielką przyjemnością
          powracam. Bo uwielbiam powieść romantyczną (np. Stendhal, Hugo).

          Co do Fowlesa - to Mag mi się bardzo podobał, ale już Larwa była conajmniej
          kuriozalna. No i ten nieco pretensjonalny styl... Ale dajmy panu spokojnie
          odpłynąć do Hadesu [*]
        • rebjot Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 14:10
          Przebrnąłem i nawet mi się spodobała Ale to ciężka lektura drugi raz bym tego
          nie zmordował
        • Gość: ~yusta Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.05, 19:13
          to może Ty dziecko w ogóle czytać nie lubisz?
      • Gość: karamija Re: Wielcy nielubiani IP: 80.51.180.* 09.11.05, 08:48
        a nasz Ukochany i Wielbony Noblista Czesław Miłosz - jak dla mnie to grafoman
        pierwszej klasy
      • rebjot Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 14:01
        To nie kwestia obsady tylko scenariusza. Howardowski Conan nie jest bezmózgim
        osiłkiem jak jego filmowy odpowiednik a świat Howarda jest barwniejszy i
        bogatszy niż kiczowate i siermiężne filmowe dekoracje. Gorzej tylko obeszli się
        nasi filmowcy z opowiadaniami Sapkowskiego
    • mmaupa Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 19:13
      - Maly ksiaze: dla mlodszych dzieci za nudne, dla starszych zbyt glupie, nadete
      i lopatologiczne
      - Fitzgerald: NUDA!!!!
      - Sienkiewicz: fabula i bohaterowie wszystkich ksiazek sa takie same (mlody
      porywczy, piekna cnotliwa, stary z niewyparzona geba)
      - Czemu nikt do tej pory jeszcze nie wymienil Wielkiego Grafomana Zeromskiego?
      - Cortazar tez raczej nalezy do usypiaczy, ale bym go tak od razu nie
      przkreslala
      - Grass: nie dosc ze nudny, to jeszcze obrzydliwy
    • Gość: photo8 Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 19:37
      Tokarczuk, Coelho, ... i wszystko to, co nawet po oberwaniu obwoluty i bez
      znajomości nazwiska autora/ki daje się rozpoznać jako "literatura kobieca".
      • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 20:14
        no ale wątek zaczyna dryfować w kierunku literatury drugo- i trzeciorzędnej... a
        miało być o WIELKICH ;-)
      • Gość: eva Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.05, 22:06
        Dobrze to napisane, zgadzam się i dodam Elfride Jelinek. "Pianistkę" usiłowałam
        przeczytać, w końcu udało mi się przebrnąć przez to dzieło i jestem pełna
        podziwu dla siebie, że "dałm temu radę". Podobnie było z książkami Umbert Eco
        (właściwie półtorej książki). Jestem może niekonsekwentna, bo
        uwielbiam "Czarosziejską górę" Tomasza Manna.
        Mam swoje grono wielkich nilubianych:
        Hemnigway, Dostojewski,Balzac,Conrad - każdy z innego powodu, ale żaden z nich
        nie może "równać się" z Elfride Jelinek.
        • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 22:48
          Och tak, Czarodziejska góra jest cudowna. Zawsze chętnie powracam, w końcu Mann
          to jeden z mojej "Wielkiej Czwórki" ;-)
          • Gość: fikoł Re: Wielcy nielubiani IP: *.kompania.net 08.11.05, 23:30
            Marquis, ile Ty masz lat jak Powolność czytałes kiedy miałeś 19?
            • marquis Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 08:53
              Kundera napisał powolność w 1995 roku.
      • Gość: lwp Re: Wielcy nielubiani IP: *.ols.vectranet.pl 09.11.05, 00:50
        Aż dziwne, że nikt nie wsponiał Mickiewicza. Wie-szcza wybitnego mesjasza
        zaplutego.
        • maalza Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 10:47
          Ktoś sie tu czepia Mickiewicza, moim zdaniem nieslusznie,ale gust każdy ma
          inny. A moi wielcy nielubiani? Zdezydowanie nudziarz Dickens oraz Tolstoj -
          "Anny kareniny" zdzierżyc nie moglam a naprawde sie staralam, z 3 tomów
          przeczytalam 1,5 po czym utknełam na amen, nie da sie i już! Nie moge tez
          czytac Stasiuka, zaczelam 2 jego ksiazki i spasowalam - "Bialy kruk" to jak
          belkot pijaka, albo i gorzej.....
      • Gość: mamba Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 17:19
        no nareszcie ktoś miał odwagę przyznać, ze Coelho to gniot. szkoda, że niktórzy
        dają się nabrać na wielkość i głębszy sens tej pseudo-literatury.
        • baba67 Re: Wielcy nielubiani 10.11.05, 22:27
          Alez przeciez taka opinia o Coello kroluje na tym forum od poczatku...
          I zgadzam sie- dety pseudofilozof.Nie jest wielki, a zatem w tym watku znalezc
          sie nie powinien.
    • mr.limerick Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 20:19
      Sporo tu mówi się o Cortazarze, a ja mam z nim pewien problem, że jednocześnie
      jego twórczość uwielbiam i nie znoszę. "Opowieści o kronopiach i famach" to
      książka która ukształtowała moją wyobraźnię, to ksiązka którą otrzymałęm od ojca
      w wieku siedmiu lat bo mu ją zwinałem z półki (bo w tym wydaniu były super
      rysunki młodożeńca). CZytałem ją już wtedy - są tam i bardzo krótkie
      opowiadanka. Nic z tego nie kumałem, ale było to jakieś fascynujące. Piękny
      język i szalone pomysły (Jak płakać - instrukcja, itp.). Z tą książką dorastałem
      i do dziś jest moją ulubioną - nie tylko ze względów nostalgicznych. Uwielbiam
      też jego opowiadania. Te wszystkie szacher-macher, a przy tym oszczędny,
      powściągliwy styl, bogaty język i fabuła z samych niedopowiedzeń. Nawet te
      nachalnie polityczne jak o spotkaniu Che z Fidelem, czy o Nikaragui - Apokalipsa
      z Solentiname, są udane, nawet tam zachował klasę. Niestety, wybitny
      "cuentista" zabrał sie w końcu za powieści. Wszystkie przerabiałem w latach
      licealnych kiedy C. był dla mnie absolutny top & idol. Z powodu Cortazara
      zacząłem się uczyć hiszpańskiego i żeby jego dzieła przyswoić w oryginale zdałem
      na iberystykę (tylko w schyłkowym socjaliźmie tego typu motywacje edukacyjne
      mogły mieć rację bytu!). Niestety, trzeba sobie powiedzieć prawdę:
      powieściopiszrz z Cortazara jak z koziej dupy waltornia. A ta Gra w klasy -
      podchodziłem do niej z nabożną czcią ale zabierałem się jak pies do jeża - ze
      cztery podejścia jak wreszcie zmogłem i... co za żenada. Te całe skakanie po
      "klasach", te wszystkie formalne sztuczki nie są w stanie ukryć faktu, że miałem
      do czynienia z jakimś potwornym zakalcem. Dłużyzny jak na ruskim filmie,
      przeyntelektualyzowanie do kwadratu, nudy na pudy, gdzieś tu i ówdzie perełka
      dowcipu, ale głęboko zakopana w bagiennym mule drętwizny. I nawet kongenialny
      przekład nic tu nie pomógł (czytałem w oryginalen i podziwiam p. Chądzyńską). Z
      innymi powieściami jest nie lepiej. 62 Model do skłądania nawet nie byłem w
      stanie zmóc mimo całęj miłości do Julia. Jego eseje - pół na pół, niektóre
      super, niektóre jak cie mogę, niektóre - zwłaszcza te, w których z gorliwością
      neofity wypowiada się politycznie, albo ględzi o roli latynoamerykańskiego
      intelektualisty - zupełnie denne. Jeste jeszcze jeden fatalny knot - godzien
      zrecenzowania w "Książkach najgorszych" Barańczaka - mówię o "Fantomasie
      przeciwko wielonarodowym wampirom". Ja rozumiem, Julio, że koledzy ci mówili że
      trzeba być zaangażowanym. Ale pisanie pierdół podlanych "postępowym" i
      "rewolucyjnyn" sosem żadnej sprawie nie pomoże. Kiedy w podeszłym wieku zakochał
      sie w młodej Amerykance, zrobiło się naprawdę grożnie. Julio bowiem wybrał się z
      ukochaną na ekscytującą wyprawę po parkingach przy francuskiej autostradzie. I
      co gorsza, postanowił zdać z tej niewiarygodnej ekspedycji detaliczną sprawę
      spragnionym - jak zapewnie mniemał - czytelnikom. No, rozumiem że popularność
      można zdyskontować na wiele sposobów, ale przyznam że książkę tę czytam z
      prawdziwą fascynacją - Jak to możliwe, że naprawdę wyrafinowany pisarz, może
      serwować swoim czytelnikom taki stek banałów i bzdetów, przy którym relacja z
      odcinka "Big Brothera" to zapierająca dech powieść sensacyjna. Ale może nie
      wszyscy wiecie najgorsze. Cortazar oprócz tego pisał wiersze. No, zamiesczał ten
      czy ów w niektórych swoich ksiązkach-zbierankach, jak "Ostatnia runda". Jednakże
      jeszcze w końcówce życia zdecydował się wydać je w jednym tomie "Salvo el
      sepulcro". Jestem z zawodu tłumaczem i kiedyś nawet tłumaczyłem literaturę dla
      pewnego bardzo dużego wydawnictwa. Pomyślałem, że może by tak przetłumaczyć te
      jego wiersze (wtedy jeszcze nikt tego nie zrobił, nie wiem, może teraz to już
      ktoś przełożył i wydał). Na pewno siła nazwiska zapewniłąby jakiś zbyt i
      wydawnictwo poszłoby na to. Ale pomyślałęm sobie: Nie, Julio, ja ci tego nie
      zrobię! Poezji czytam mnóstwo, dobrej, złej i średniej. Powiem krótko: powieści
      C. są fatalne, ale jego poezja to w 80% prawdziwa kaszana. W tym sporym tomiku
      pojawiają się one obok autokomentarzy, pełnych - niestety - zachwytu nad sobą.
      Julio, jak mogłeś, jak mogłeś wydać takie farfocle???
    • listyznod Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 20:42
      Steibecka (fabrykant źle wypalonych cegieł)i Hemingwaya (felietonista w
      okładkach)oraz wszystkich tych Amerykanów, którzy wozili sie na geniuszu
      Faulknera i świecili blaskiem odbitym.
      Camusa bo nie wiem o co tyle hałasu!
      • baba67 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 10:29
        Bo sa tacy, ktorych Camus powala. Na przyklad mnie.
    • Gość: Ireneusz Re: Wielcy nielubiani IP: *.lodz.mm.pl 08.11.05, 20:58
      Ulisses Joyce'a - próbowałem dwuktrotnie. Po raz pierwszy dotarłem do strony
      100, następnym razem do 200. " Portret artysty z czasów młodośći" był
      ciekawy, "Dublińczycy" nudni zresztą tak samo jak poezja tego pisarza.
      "Klub Pickwicka" Dickensa - podobno miało być zabawnie
      Poezja Eliota - ciekawsze są wiersze Karola Wojtyły
      "Komu bije dzwon" - litaratura realistyczna pisana z intencją polityczną i
      dlatego się nie udało - zdala od bierzącej polityki !!
      "Wojna i Pokój" - przegadane, za mało opisów.
      Powieści Caldwella - zanudzanie szarzyzną życia
      "twierdza" Exuperyego - samogwałt dla literackiego snoba.




      • marquis Re: Wielcy nielubiani 08.11.05, 21:12
        Jakich opisów jest za mało w powieści "Wojna i pokój"???
        • Gość: Wolny najmita Lokalni nielubiani IP: 152.75.60.* 08.11.05, 22:05
          Filary lektury obowiazkowej (czytaj przymusowej):Dabrowska,Konopnicka,Szelburg-
          Zrebina,Zeromski, Reymont-i wieszczow gromada!

          zalosc i smutek za odbyt sciska,
          rzewnymi lzami placza ludziska
          kazdy swe krzywdy na wierzch wywlekal,
          Jas nie doczekal!
        • Gość: idut Re: Wielcy nielubiani IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.05, 22:13
          nie czytałam. wciąż zbieram się na odwagę

          i jeszcze mi się przypomniało:Barth "Bakunowy faktor" - najbardziej męcząca
          rzecz, jaka może być, nawet dowcipasy, wartka akcja i erotyka nic tu nie pomogą.
          Niech sprawdzą ci, co tak Cervantesa sponiewierali(jedyne, co mnie śmieszy, to
          bałwochwalczy kult tego autora w jego ojczyźnie - nawet malutkie dzieci mają
          czytanki o przygodach Don Kichota-że też im bokiem nie wyjdzie)
          • Gość: gad Ręce precz od Bakunowego !!! IP: *.chello.pl 09.11.05, 14:06
            Świetnie napisana, bezpretensjonalna i zabawna. Jak ktoś lubi brutalny humor -
            jak ja - to książka stworzona dla niego.

            Np bohater-romantyk myśli o ukochanej - same wzniosłości, a nagle, że "była
            niewolnikiem opium, ofiarą syfa i kurwą dla Indian z Dorchester"
            • idut Re: Ręce precz od Bakunowego !!! 09.11.05, 21:34
              > Świetnie napisana, bezpretensjonalna i zabawna. Jak ktoś lubi brutalny humor -
              > jak ja - to książka stworzona dla niego.

              Zgadzam się z wszystkim oprócz słowa "bezpretensjonalna"
              ta książka powstała, aby udowodnić, że w naszych czasach nie ma już o czym
              pisać, bo wszystkie tematy, motywy i style zostały już wyeksploatowane - więc
              smutna to lektura, czytelnik dusi się od nadmiaru ironii i cały czas kombinuje,
              skąd to czy tamto się wzięło, co odbiera całą przyjemność lektury

              chociaż i uśmiałam się z tego, co autor zrobił z amerykańską mitologią,
              np.historia Pocahontas
              --
              Niezależnie od tego, czy ludzka głupota pochodzi od Boga czy nie, w swym
              działaniu jest ona wieczna.
              (M.Krleža)
      • Gość: gabrielle_dreams Re: Wielcy nielubiani IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.11.05, 00:38
        -T.S. Elliott - brrr... w kazdym wierszu usiluje udowodnic, ze przeczytal
        wszystko cokolwiek kiedys napisano, a teraz to zaszyfrowal w swej tworczosci i
        tylko prawdziwy intelektualista to zmoze. ja nie zmoglam.
        -Hemingway (oprocz the sun also rises) za szowinizm i "machyzm", za wywyzszenie
        corridy i ponizenie milosci, jakby nie mozna bylo byc prawdziwym mezczyzna nie
        bedac palantem
        -Zeromski, Sienkiewicz, Mickiewicz - no po prostu ratunku, jak ma zachwycac jak
        nie zachwyca
        -Salingera "buszujacy w zbozu" - za uwielbienie dla niedojrzalosci i
        niezrozumienia swiata??
        moze nie tacy wielcy ale cala ta tworczosc wspolczesnych i ciut starszych
        facetow typu Pilch. ach, tacy zabawni, tacy madrzy, cyniczni, taka kokieteria
        od ktorej mnie odrzuca, bez wzgledu na tresc.
        • goodnightsunshine Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 02:11
          Buszujacy w zbozu: absolutnie popieram. gdyby autor zrobil to co w tytule
          zamiast pisac byloby wiecej pozytku moze...
          Hemingway: znam tylko z lektur szkolnych, wiec sie nie wypowiem... ale nawet
          same te lektury jakos odraze budza.
          Coehlo - zieew... gotowa filozofia na tacy i odpowiedzi na wszystko. tylko
          czemu jest tak zle skoro jest tak dobrze?
          Lit. "kobieca": sabotaz w celu ograniczenia umyslowego kobiet...
          Herbert: meska wersja ksiezniczki na wysokiej wiezy snujacej rozwazania. jedyne
          co mi sie naprawde podobalo to "Raport z oblezonego miasta".
          Cala Latynoameryka okresu zaangazowania politycznego - ech... i tak bardziej
          mnie denerwuja polityczne komentarze i socjozoficzne rozwazania Kapuscinskiego
          z tego samego okresu, a jeszcze bardziej - to, ze nikt o nich teraz nie
          pamieta. nie zapomne jakiegos tekstu o budzeniu sie swiadomosci ludu...
          nie dochodzi do mnie Szymborska, chyba mam za malo kobiecy mozg...
          Pilch - zgadzam sie, ze to wlasciwie o niczym. albo o sobie... jak gdyby
          robienie z siebie cyrku bylo wielka sztuka z zalozenia. tudziez
          opisywanie "zycia w wielkich korporacjach" przez pisarzy, ktorym sie korporacja
          kojarzy z wysokim budynkiem w centrum Warszawy. najlepiej przeciez nic nie
          zarabiac i byc pisarzem, lud wyzywi wieszcza...:)
          za to do Ulissesa sie trzeba rozkrecic, tak uwazam:) no i miec duzo czasu:)
          • Gość: Bina "Buszujacy w zbozu" IP: *.home1.cgocable.net 09.11.05, 03:41
            goodnightsunshine napisała:

            > Buszujacy w zbozu: absolutnie popieram. gdyby autor zrobil to co w tytule
            > zamiast pisac byloby wiecej pozytku moze...


            "Buszujacy w zbozu" niedobre? Moze marnie przetlumaczone. Bo oryginal jest
            arcydzielem.
          • baba67 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 10:37
            Ja tez nie rozumialam niezwyklosci Buszujacego, ale owszem, przeczytalam z
            zainteresowaniem.Tyle tylko, ze nie wiem o co tyle halasu- moze on byl jakis
            nowatorski na swoje czasy ?
            • Gość: Mux Re: Wielcy nielubiani IP: *.pools.arcor-ip.net 09.11.05, 17:40
              No oczywiscie, ze byl...!!!
          • Gość: gad ręce precz od Kapuścińskiego IP: *.chello.pl 09.11.05, 14:10
            "i tak bardziej mnie denerwuja polityczne komentarze i socjozoficzne rozwazania
            Kapuscinskiego z tego samego okresu (..) nie zapomne jakiegos tekstu o budzeniu
            sie swiadomosci ludu... "

            Miał wybór - albo tak pisać i jeździć, albo tak nie pisać i nie jeździć.

            Tak trudno to dostrzec?

            A jako reporter Kapuściński jest absolutnie genialny. Kapitalny analityk,
            bezstronny, bystry i umiejący powiązać fakty.
            • Gość: dzidzia Re: ręce precz od Kapuścińskiego IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 17:37
              niedawno przeczytałam w jednej z amerykańskich gazet o katastrofie ekologicznej Morza Aralskiego, która przez niego została opisana przeszło 10 lat temu. obiektywnie pisze o faktach, o których można poczytać u Noama Chomsky'ego (piszącego nieobiektywnie) i w bardzo niewielu książkach czy czasopismach (Kermita Roosvelta wyprawa do Iranu). z jego książek, pisanych kilka lat temu, można czerpać wiedzę o tle dzisiejszych wydarzeń, nie mówiąc już o tym, że przewidział niszczycielską falę fanatyzmu religijnego.
              już to wystarczy, żeby nazwać go wielkim. dla mnie jest to klasyka.
    • Gość: dzidzia Re: Wielcy nielubiani IP: *.range86-134.btcentralplus.com 09.11.05, 07:52
      tak! "gra w klasy"! wierzę, że dla mojej mamy była to w swoim czasie książka fascynująca, ale nie oparła się w ogóle upływowi czasu. nie wiem, jak to możliwe, że współczesna młodzież coś w niej znajduje. kto mi powie? może gdybym przeczytała więcej, dowiedziałabym się. ale znudziła mnie dekadencka atmosfera ("niedzisiejsza"...)i ten pretensjonalny nalot "legendy", który narósł wokół tej książki i jest kultywowany przez moich rówieśników (lat 20 i troszkę).
      kerouac - okropny, toporny styl, nie przebrnęłam nawet 10 stron - a to kolejna legenda. o hemingwayu mam lepsze zdanie, ale nie dużo lepsze...
      za to "śmierć wergilego" (znam!) to wg mnie dzieło wielkie... nie wiem, jak bym na tę książkę spojrzała teraz, ale byłam zafascynowana kilka lat temu. poleciłabym, ale zdaje mi się, że ktoś może mieć o niej zdanie takie, jak ja o cortazarze ;)
    • Gość: darekd3 Re: Wielcy nielubiani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 08:42
      Już nawet nie pamiętam autorki(autora?), ale książka, do której został mi
      wstręt, to "Ania z zielonego wzgórza".Straszne męki przeżywałem(lektura w
      podstawówce). Od tamtego czasu minęło już naście lat,ale wciąż mam odruch
      wymiotny, gdy słysze o tej książce.
      • baba67 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 10:39
        No bo to nie jest ksiazka dla facetow- w zadnym wieku. Masz jaja chlopie i tego
        siee trzymaj :-)
    • kahor Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 08:51
      a Czesław Miłosz??? dla mnie to grafoman pierwszej klasy
      • photo8 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 14:18
        przesadziłeś
    • mich1309 Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 09:48
      To oczywiście nie wielki, wybitny klasyk, ale u mnie ból głowy wywołuje
      wspomnienie "Kodu Leonarda da Vinci" Dana Browna. Ten bestseller, którym
      rzekomo zachwycały się miliony, czy nawet miliardy, czytelników na całym
      świecie, ja męczyłem - uwierzycie? - trzy tygodnie. Potworna nuda, ziewanie i
      żadnego, kompletnie żadnego, napięcia lub dreszczyku emocji. Jak można było
      sknocić tak obiecujący temat. Po tych traumatycznych przeżyciach szerokim
      łukiem omijam pozostałe książki Browna, którymi zachłystują się kolejne miliony.
    • Gość: BESSA~LALA Re: nielubiani IP: *.chello.pl 09.11.05, 11:47
      to dobrze maluszki, ze czytacie. nazywam sie Giedrowicz i jestem powszechnie
      znienawidzony :o) polecam Wam swoja powiesc pt. "Bessa~Lala" - wspolczesna i
      koherentna proza. osobiscie zrazilem sie nieco do Jungera, ale Mishime wciaz
      uwazam za bardzo aktualnego...
      • marquis Re: nielubiani 09.11.05, 11:52
        A kto to jest Giedrowicz? ;-) Miało być o wielkich.
      • Gość: anka Re: nielubiani IP: 212.190.74.* 09.11.05, 15:44
        piotr giedrowicz?
    • idut Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 12:04
      przykro mi , że się TS Eliota czepiają, on jest lepszy od własnej reputacji
      a Rilke? czyta to kto? uwielbia?
      Yeats?
      Pessoa?
      Heaney?
      Miłosz?
      • Gość: hania Re: Wielcy nielubiani IP: *.bielsko-biala.sdi.tpnet.pl 09.11.05, 12:49
        A ja mam koszmarny problem z Dantem. Wyobraźnia buksuje.
      • braineater Re: Wielcy nielubiani 09.11.05, 13:16
        TS ELiot - tak, ale z zastrzeżeniami
        Rilke - tak, bez żadnych zastrzeżeń, prócz tego, że musiałbym umieć po
        germańsku, by cos na jego temat konkretnego powiedzieć
        Yeats - jak najbardziej
        Heaney - rowniez z duzą radością
        Miłosz - tak, ale z zastrzezeniami

        Pessoy w ogóle nie znam:)

        P:)
        • anetka1606 GROCHOLA 09.11.05, 13:43
          • anetka1606 Re: GROCHOLA 09.11.05, 13:48
            ....zapomniałam dodać, ŻE JEST NAJSTRASZNIEJSZA ZE STRASZNYCH JAKICHKOLWIEK
            PISZĄCYCH, bo zamula mózgi i w ogóle.Polska Literatura współczesna pisana przez
            kobiety jest nudna, głupia , wymóżdżona , naiwna, nijaka.Dzieki Bogu jest
            Gretkowska, szkoda , że już nie ma Terakowskiej
            • marquis Miało być o WIELKICH! 09.11.05, 13:50
              A nie o wszystkich. :-)
              • anetka1606 Re: Miało być o WIELKICH! 09.11.05, 13:54
                no wiem, wiem, ale tak mnie jakoś poniosło.
                Poza Grocholą nie lubię Sienkiewicza,Orzeszkowej,Konopnickiej i Miłosza.
                Może być?
          • maitri Flaubert,Stendhal,Schulz 12.11.05, 18:07
            Kocham realistow ale"Mme Bovary"i"Czerwone i czarnedoprowadzaja mnie do
            rozpaczy.Jak slysze,ze realizm zionie nuda to sie nie dziwie-wiekszosc ludzi
            czyta tylko te 2"sztandarowe powiesci"+Orzeszkowa,ktore zmielone i zmieszane z
            karma uspily by na dobre cale schronisko pelne psow.Slynne"Sklepy
            cynamonowe"pana Bruna uspily natomiast mnie-i to po 3stronach.Zachecona przez
            ojca siegnelam po "Sanatorium Pod Klepsydra"i to samo:czytam,czytam w
            nadziei,ze nastepny rozdzial to bedzie TO,ale TEGO ani widu,ani slychu.I
            kolejny "wielki nieudany"Ernescik H.-przebrnelam przez jego 49 opowiadan i "5
            kolumne"i zalosc mnie ogarnela:smetne kobieciny i ociekajacy testosteronem
            mucho,lektura dobra dla rozmarzonych 15latkow chcacych zostac silnym marynarzem.
            • marquis Re: Flaubert,Stendhal,Schulz 12.11.05, 18:08
              Nic dziwnego, że doprowadzają cię do szału, bo to nie są powieści realistyczne.
              Stendhal był romantykiem, a Flaubert naturalistą. :-)
              • another_story Re: Flaubert,Stendhal,Schulz 12.11.05, 18:23
                > Stendhal był romantykiem

                Chronologicznie - owszem, ale przecież był też autorem zdania o powieści-
                zwierciadle przechadzającym się po gościńcu ;). "Czerwone i czarne" zaiste
                koszmarne (cóż za rym...), zgadzam się.
                • marquis Re: Flaubert,Stendhal,Schulz 12.11.05, 18:42
                  Cóż, moim zdaniem Stendhal był romantykiem. NIe zyskał za życia uznania, bo
                  wtedy królowała powieśc realistyczna z Balzakiem na czele (nota bene Balzac nie
                  cenił zbytnio Stendhala). Autora "Czerwonego i czarnego" odkryto na nowo
                  kilkadziesiąt lat po jego śmierci, kiedy pojawiły się pierwsze tęsknoty za
                  romantyzmem :-)
        • daniela_kostarz Fielding,Eco,Rosiek 12.11.05, 20:39
          Fielding - "Dziennik Bridgit Jones"
          Barbara Rosiek - bełkot w każdym wydaniu od "Pamiętnika..." po "Kokainę".
          Eco - całokształt

          a co do Sylvii Plath,jak ktoś nie ma depresji i nie wie,czym jest kosmzar czerni,to niech siedzi cicho. Depresja jest niezależna od człowieka w wypadkach endogennych i dwubiegunowych[jak u Plath].
    • Gość: gad Zapomniałem.. Staff! IP: *.chello.pl 09.11.05, 14:16
      Twarde to jakieś i suche...
    • Gość: vv Re: Wielcy nielubiani IP: *.ncl.ac.uk / *.ncl.ac.uk 09.11.05, 14:52
      "Pod wulkanem" Lowry'ego jakos nie szczegolnie mi sie spodobala
      • brezly Co mnie na tej liscie zaskoczylo... 09.11.05, 17:31
        To "Transatlantyk" i "Szewcy". IMHO, jak ktos nie widzi jak w Polsce pysznia sie
        panowie Baron, Pyckal i Ciumkala, to chyba ma klopoty ze wzrokiem.
        "Szewcy" do szanownych forumowiczow nie przemawiaja? Rozumiem ze jak mlodszy i
        komunizmu nie pamieta to moze i nie lapie, ale tego jezyka nie podziwiac??

        Czekam az sie zglosi jescze ktos kto za badziewie i nude uzna "Szwejka" :-))
        • marquis Re: Co mnie na tej liscie zaskoczylo... 09.11.05, 20:18
          Cóż, do mnie język Szewców absolutnie nie trafia.
          • kocia_noga Re: Co mnie na tej liscie zaskoczylo... 09.11.05, 20:26
            marquis napisał:

            > Cóż, do mnie język Szewców absolutnie nie trafia.


            A dziamdzia twoja szać zepszała.
            • marquis Re: Co mnie na tej liscie zaskoczylo... 09.11.05, 20:28
              Ratunku!!! ;-)
              • Gość: Zdanka Re: Co mnie na tej liscie zaskoczylo... IP: *.4web.pl 10.11.05, 22:04
                Różnorodność przeżyć nigdy nie zaszkodzi
                Jeśli człek się przy tym nie bardzo zasmrodzi!
                A gdy i to nawet, i tak nic nie szkodzi,
                bo właściwie mówiąc kogo to obchodzi!





                ...Hej!:P
Inne wątki na temat:
Pełna wersja