stefan4
16.02.24, 08:27
GW relacjonuje dyskusję o zmianach w programach szkolnych.
Nie wiem, czy dyskutowanie tylko na temat michałków (takich jak szmiry Sienkiewicza, tragiczna martyrologia narodu, czy religia na świadectwie) a kompletne pominięcie tematów istotnych dla XXI wieku jest wynikiem planów ministerialnych, czy tylko fascynacji autorki artykułu (Ewy Rąbek).
W polskich szkołach, matematyki nigdy nie nauczano sensownie. Ale tak ze 20 lat temu nastąpiła kompletna klęska. Otóż system ,,nauczania'', w którym silny akcent postawiono nie na nauczanie tylko na jednolite ocenianie w całym kraju (wg testów spuszczanych na szkoły przez ministerstwo), spowodował
• odebranie nauczycielom samodzielności i sprowadzenie ich do roli do odtwarzaczy nagrań pochodzących z ministerstwa;
• w efekcie wzmożenie negatywnej selekcji do zawodu — bo przedtem szli tam nieudacznicy i pasjonaci, a odebranie możliwości realizowania pasji wykruszyło tych drugich;
• akcent na przerobienie ustalonej ilości ,,treści programowych'' spowodował traktowanie każdej z nich osobno, bez rozumienia powiązań.
Człowiek wykształcony w dzisiejszej szkole umie policzyć pole prostokąta, umie dodawać i odejmować (przy pomocy kalkulatora) — ale nie rozumie, że nie musi pytać majstra o ilość farby potrzebnej do pomalowania pokoju, bo sam ma w głowie wszystkie potrzebne wzory: ściany i sufit to prostokąty, których pola należy dodać, a okna i drzwi to prostokąty, których pola należy odjąć; jeszcze potem trzeba podzielić przez podaną na opakowaniu liczbę metrów kwadratowych z jednej puszki, ale dzielić ten człowiek również umie (na tym samym kalkulatorze). Każdą z tych rzeczy z osobna młody człowiek umie, ale nie potrafi ich złożyć do kupy, w cały ,,proces obliczeniowy'', bo ,,tego nie braliśmy''. Na co komu taka matematyka? — bezużytecznie zajęte miejsce w mózgu.
Przypuszczam, że podobna katastrofa dydaktyczna dotyczy i innych przedmiotów ścisłych. A my tu o jakichś dawno przebrzmiałych awanturach historyczno-politycznych sprzed wielu pokoleń...
- Stefan