Dodaj do ulubionych

Marian Hemar

IP: *.toya.net.pl 30.08.02, 14:38
Polecam Fantazje tego autora...
Pewnie Piorun bedzie znal na pamiec....
Sciskam
Sala
Obserwuj wątek
    • Gość: Piorun Re: Marian Hemar IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 14:57
      I tu się mylisz, bo odkryłem go dopiero 4 miesiące temu i z wiadomych powodów
      dośc trudno jest mi namierzyć (przynajmniej na razie) jego dzieła. Może masz
      jakieś namiary? Powiem tylko tyle: nie ma nic lepszego niż przeczytać "Chlib
      kulikowski", rozkochać się we Lwowie, a potem pojechać tam i cieszyć sie tymi
      cytatami w Jego mieście... Uważam go za jednego z większych polskich poetów
      głównie dlatego, że miał dar prostego pisania o tym co czuł. Prostego nie
      znaczy prymitywnego, ale nie uciekał w metafory, porównania, srodki
      stylistyczne, tylko miał tą lekkość słow, która sprawia, ze można te wiersze
      wręcz śpiewać i bawić się recytacją... Dla mnie kultowy jest środkowy fragment
      utworu "Strofy Lwowskie":

      "My jesteśmy z polskiej Florencji
      z miasta siedmiu pagórków fiesolskich,
      z miasta muzyki, inteligencji,
      i najpiękniejszych kobiet polskich.

      Z miasta talentów, ideałów,
      temperamentów i błyskawic,
      i teatru, i gwiad, i zapałów,
      i tej panoramy Racłowic,
      O! Śliczny Oleodruku!

      My jesteśmy z miasta poezji,
      co się u nas rodziła na bruku,
      jakby kamień się zmieniał w natchnienie,
      a natchnienie wsiąkało w kamienie
      i pomnikiem w sercu miasta stoi...

      My jesteśmy z tej jedynej Troi,
      z tej jedynej na cały świat,
      którą kiedyś w śmiertelnej potrzebie,
      Hektor zdołał przed wrogiem obronić,
      a miał wtedy piętnaście lat.

      A był wtedy w gimnazjalnym mundurku,
      w surducinie ulicznego baciarza,
      a miał wtedy piętnaście lat,
      gdy w kul bzyku i granatów huku,
      na kamieniu się rodził, na bruku,
      i na kamień swą śmiercią się kładł.
      Ale miasto ocalił swoje,
      ale swoją obronił Troję,
      a miał wtedy pietnaście lat"

      i to:

      "Raz, że jestem ze Lwowa.
      Lwów, tak wmówiłem sobie,
      polega na mnie, że mu nigdy świństwa nie zrobię.
      Że się nie będę bratał z żadną rodzimą szują,
      co się Lwowa wyparły i jeszcze zbójom dziękują..."

      A najbardziej legendarna chwila to tegoroczna wycieczka do Lwowa, wynajęte
      mieszkanie w Rynku, usiąść na parapecie, tuż obok wieży ratuszowej, wcinać
      zakupiony kulikowski chlib i czytać ten utwór na głos...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka