Dodaj do ulubionych

estetyka może być pomocna w życiu

23.10.05, 17:33
Potęga smaku


To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i cząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokrt dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa


Obserwuj wątek
    • daimona Tak, smaku 23.10.05, 17:36
      :)
      • kathy83 Re: Tak, smaku 23.10.05, 17:39
        Zbyt stary żeby nosić broń i walczyć jak inni -

        wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza
        zapisuję - nie wiadomo dla kogo - dzieje oblężenia

        mam być dokładny lecz nie wiem kiedy zaczął się najazd
        przed dwustu laty w grudniu wrześniu może wczoraj o świcie
        wszyscy chorują tutaj na zanik poczucia czasu

        pozostało nam tylko miejsce przywiązania do miejsca
        jeszcze dzierżymy ruiny świątyń widma ogrodów i domów
        jeśli stracimy ruiny nie pozostanie nic

        piszę tak jak potrafię w rytmie nieskończonych tygodni
        poniedziałek: magazyny puste jednostką obiegową stał się szczur
        wtorek: burmistrz zamordowany przez niewiadomych sprawców
        środa: rozmowy o zawieszeniu broni nieprzyjaciel internował posłów
        nie znamy ich miejsca pobytu to znaczy miejsca kaźni
        czwartek: po burzliwym zebraniu odrzucono większością głosów
        wniosek kupców korzennych o bezwarunkowej kapitulacji
        piątek: początek dżumy sobota: popełnił samobójstwo
        N.N. niezłomny obrońca niedziela: nie ma wody odparliśmy
        szturm przy bramie wschodniej zwanej Bramą Przymierza

        wiem monotonne to wszystko nikogo nie zdoła poruszyć

        unikam komentarzy emocje trzymam w karbach piszę o faktach
        podobno tylko one cenione są na obcych rynkach
        ale z niejaką dumą pragnę donieść światu
        że wyhodowaliśmy dzięki wojnie nową odmianę dzieci
        nasze dzieci nie lubią bajek bawią się w zabijanie
        na jawie i we śnie marzą o zupie chlebie i kości
        zupełnie jak psy i koty

        wieczorem lubię wędrować po rubieżach Miasta
        wzdłuż granic naszej niepewnej wolności
        patrzę z góry na mrowie wojsk ich światła
        słucham hałasu bębnów barbarzyńskich wrzasków
        doprawdy niepojęte że Miasto jeszcze się broni

        oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać
        nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady
        Goci Tatarzy Szwedzi hufce Cesarza pułki Przemienienia Pańskiego
        kto ich policzy
        kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie
        od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę przez zieleń czerwień do zimowej czerni

        tedy wieczorem uwolniony od faktów mogę pomyśleć
        o sprawach dawnych dalekich na przykład o naszych
        sprzymierzeńcach za morzem wiem współczują szczerze
        ślą mąkę worki otuchy tłuszcz i dobre rady
        nie wiedzą nawet że nas zdradzili ich ojcowie
        nasi byli alianci z czasów drugiej Apokalipsy
        synowie są bez winy zasługują na wdzięczność więc jesteśmy wdzięczni

        nie przeżyli długiego jak wieczność oblężenia
        ci których dotknęło nieszczęście są zawsze samotni
        obrońcy Dalajlamy Kurdowie afgańscy górale

        teraz kiedy piszę te słowa zwolennicy ugody
        zdobyli pewną przewagę nad stronnictwem niezłomnych
        zwykłe wahanie nastrojów losy jeszcze się ważą

        cmentarze rosną maleje liczba obrońców
        ale obrona trwa i będzie trwała do końca

        i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
        on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
        on będzie Miasto

        patrzymy w twarz głodu twarz ognia twarz śmierci
        najgorszą ze wszystkich - twarz zdrady

        i tylko sny nasze nie zostały upokorzone


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka