Gość: Ogorek
IP: *.dip.t-dialin.net
15.10.01, 19:55
Dzisiaj obejrzalem sobie "Pana Tadeusza" pana Wajdy na video -
po raz drugi, bo go juz raz widzialem w kinie.
Szczegolnie uderzajace, wzruszajace byly dla mnie sceny,
gdy na koncu filmu pokazane zostaly w armii Napoleona
oddzialy polskie. Ta wiara, ze ktos obcy (Napoleon) dla nas
odzyska ojczyzne, jest naiwna, dosc przejmujaca i tragiczna
jednoczesnie. Nasz narod czepial sie brzytwy i poswiecal
zycie dosc czesto, aby tylko uzyskac niepodleglosc...
Realia dnia dzisiejszego to narod, ktory jest dosc malo
zadowolony z wlasnego losu. Narod, ktory nie docenia
swojej niepodleglosci i szans o jakich mu sie nie snilo
jeszcze kilkadziesiat lat wczesniej. Ma sie wrazenie, ze
preferencje polityczne decyduja o samopoczuciu kazdej
jednostki - przy czym porywczosc i skrajnosc prowadzi
nas do wypowiedzi, od ktorych uszy bola. Nie chodzi mi
o politykow, ale o tzw. przecietnych ludzi, rodziny, itp.
Dominujacy jest takze brak wiary we wlasne mozliwosci -
moze dlatego, ze nasza niepodleglosc nie wywalczylismy
sami? Tylko nam ja dano? Moze dlatego jej nie szanujemy?
Moje obserwacje utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze
jedynie zawisc wzgledem bliznich (o majatek, wyksztalceniem
etc.) jest prawie wyzsza od instynktu samozachowawczego.
Zawisc i instynkt przeczenia wszystkiemu, co moglo by niesc
ze soba "autorytet" decyduja o naszym zyciu. Tworza tyle
nienawisci, ze moglibysmy nia obdarowac dosc sporo innych
narodow. Skad sie to bierze i dokad nas to zaprowadzi?
Czy to wieczne przyslowie "Polak madry po biedzie" kiedys
sie wreszcie nie sprawdzi?
Ogorek