matylda1001
30.08.08, 23:52
Pojechali na dziesięć dni. Właściwie polecieli samolotem, który
wylądowal w środku nocy, na lotnisku pod jakimś brazylijskim
miastem. Zapakowali ich do autokaru i powieżli do ośrodka
wczasowego. Ośrodek stanowiły trzy hotele położone na wybrzeżu,
blisko plaży ale za to daleko od jakiejkolwiek miejscowości. Z
ośrodka nie było po co wychodzic ale na miejscu było wszystko, tzn.
obowiązkowy basen, szwedzki stół i klimatyzowane pokoje, czyli
wszystko co wczasowiczowi potrzebne do szczęścia. Po upływie
dziesięciu dni zapakowali ich do tego samego autokaru i odwieżli na
lotnisko. Tak się złożyło, że niestety też nocą. Wrócili PEŁNI
WRAŻEŃ, już któryś dzień z rzędu opowiadają wszystkim jaka ta
Brazylia piękna, jacy ci Brazylijczycy usmiechnięci, zadowoleni. Nie
istotne, że jedyni Brazylijczycy, jakich widzieli to była obsługa
hotelu z przylepionym, służbowym uśmiechem na ustach. Pokazują
zdjęcia a na zdjęciach albo leżą na leżakach nad basenem albo siedzą
na tarasie ze szklankami czegoś, podobno "rewelacja". A ja
zastanawiam się, czy warto wlec się na drugi koniec świata po to
tylko, żeby poleżec sobie na leżaku...
----------------------------------------------------------
Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!