03.05.12, 18:00
Witam. Chciałbym opisać swoją sytuację. Postaram się ją skrócić jak się da. Jestem 20 - letnim gejem. Faceci zaczęli mi się podobać w wieku ok. 16 lat ( czasy gimnazjum ). Byłem w tedy jeszcze młody, jak by początkujący w tych sprawach i szukając facetów na różnych portalach nie szukałem z myślą o czymś dłuższym, poważniejszym, tylko jak by zaszaleć. Poznałem pewnego faceta starszego, z którym się spotkałem 2 razy. Potem kontakt się urwał na ok. rok. Po roku postanowiłem wrócić do tej znajomości. Najpierw zaczęliśmy częściej rozmawiać na gg, czasami się spotykać. W końcu doszło do tego, że się w nim zakochałem i wyznałem mu miłość. Był zdziwiony tym trochę bo się nie spodziewał tego. Po 5 miesiącach od tego zajścia dowiedziałem się niestety przez przypadek o tym, że ma on żonę i 2 dzieci. Nie wspominał on mi wcześniej nic, że ma żonę, obrączkę miał schowaną w szufladzie by jej nie zgubić podczas pracy a i często udawało mu się wyjść na spotkania ze mną no i codzienne wieczorne rozmowy na gg. Pierwsze co, to byłem załamany. Jednak jak on stwierdził: widział jak ja jestem bardzo z nim szczęśliwy i mnie nie chciał martwić. Po za tym to moje wyznanie miłości było tak nagłe i niespodziewane. Będąc zwykłymi przyjaciółmi zwisało by mi to czy ma żonę czy nie. Szybko jednak stwierdziłem jedną rzecz: Że go za bardzo kocham bym mu miał tego nie wybaczyć. Wiedziałem, że nie jest łatwo powiedzieć komuś kto się w tobie zakochał, że się ma żonę i dzieci, dla tego to zdarzenie odeszło w niepamięć. Sprawa jest teraz taka. Od samego momentu jak się zacząłem z nim spotykać popełniałem grzech tylko nieświadomy bo, że ma żonę i dzieci nie wiedziałem, a to bardziej on powinien mi to powiedzieć niż ja się go pytać. Teraz niby popełniam grzech świadomy bo znam całą prawdę a mimo tego się nadal z nim spotykam. Prawda jest też taka, że gdyby mi powiedział o tym odpowiednio wcześniej może nie miał bym bólu by zakończyć znajomość. Jedak, że ja się dowiedziałem o tym po 5 miesiącach to nie potrafiłem. Za bardzo go już kochałem i kocham nadal i to jeszcze bardziej i nie wyobrażam sobie teraz bym mógł go stracić. Potrafił bym dla niego zrobić wszystko i wiem, że to nie jest jakieś tam zwykłe zauroczenie tylko miłość. Na zakończenie dodam, że dziecko powstało przez przypadek, a jest on żonaty tylko dla tego bo nie chciał by dziecko wychowywało się bez ojca czyli między nim a jego żoną nie ma jakiegoś większego uczucia.
Czyli główny mój problem jaki chcę poruszyć: Kocham faceta, który jest żonaty i ma dzieci. Jestem świadomy popełniania prze ze mnie grzechu, ale nie potrafię przestać go kochać i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego, zresztą on myśli względem mnie to samo. Więc ta miłość jest obustronna.

Obserwuj wątek
    • schizy20 Re: Problem 03.05.12, 18:59
      to jest to o czym pisałem wcześniej i takie rzeczy tylko w Polsce i Rosji. Kiedy w latach 60 geje wychodzili w USA, Holandi i na zachodzie na ulice, kiedy gwiazdy brały rozwody z żonami i mówili: jestem gejem w polsce to był temat tabu. z resztą do dziś jest. przez to wielu gejów ma żony, dzieci. wtedy nie było internetu, jak się ich zapytach większośc odpowie: wtedy myślałem, że tylko ja tak mam, trzeba było jakoś życ. Znam wielu takich gejów, tylko oni kochankom, chłopakom z którymi trzymają mówią wprost: mam żonę i dziecko/i. Natomiast są też sytuacje, szczególnie w krajach zachodnich rozwodzą się i się żenią z tym owym kochankiem. Nie powinieneś tego traktować jako grzechu, o ile to nie jest kolejna durna prowokacja i go zrozumieć.
    • mike.x Więc... 03.05.12, 19:52
      Pozwól, że nakreślę to najpierw od strony stricte religijnej.
      Facet żyje ze swoją żoną ze zwyczajnego obowiązku.
      Jego dziecko/dzieci nie jest "tworem planowanym".
      Spotyka się na boku z Tobą.
      Z kolei Twoim jedynym przewinieniem jest kontynuowanie tej znajomości.
      Wiesz, na moje to on bardziej ma przerąbane od Ciebie. Ale tak czy inaczej, grzech to grzech.

      W tym momencie powinienem uświadomić Tobie, że życie to nie usrana kfiatkami zielona polana, bardziej przypomina poligon doświadczalny oddziału desantowego. Wróć na ziemię.
      Jesteś nadal strachliwym, młodym szczurkiem zabujanym w kilka lat starszym facecie który ma własną rodzinę, obowiązki, pewnie też pracę, swoje życie. Wszystko to dlatego, że porozmawiał i spotkał się z Tobą kiedy tego potrzebowałeś. Nie myl więc przywiązania z miłością.
      Pojadę po bandzie; był idiotą, że związał się z kobietą, której nie kochał. Ty nadal jesteś młodziakiem szukającym swojej przygody życia. Dlaczego i on nie miałby zrobić podobnie? Może to ty jesteś jego przelotną przygodą? Ten potencjalny związek jest mniej realny od ewentualnej wygranej naszej drużyny narodowej w tegorocznym Euro.

      Mógłbym dalej pisać pierdołki i uświadamiać Tobie jak bardzo jesteś niedoświadczony w tych sprawach - ale może sam zapytaj swojego kochasia, czy, skoro ciebie kocha, to czy dla ciebie rzuci swoją obecną rodzinę i zamieszka z Tobą. Daj mu do wyboru wyłącznie opcje "tak" oraz "nie", żadnych opisowych wyjaśnień.
      Życie boli, młody. Rzeczywistość również. To musisz wiedzieć.
      • ktos-nowy Re: Więc... 04.05.12, 13:05
        Jestem tego jak najbardziej świadomy, że życie boli. Co on miał w takim razie zrobić jak już powstało dziecko? Opuścić ją, by sama musiała się nim zajmować, opiekować? Miał się zachować jak ostatni cham ( wykorzystać i rzucić). Tak na prawdę to tak źle i tak nie dobrze. Nikogo się nie zadowoli w 100%. Fakt faktem ma rodzinę, pracę, obowiązki. Może jeszcze jedno uświadomię: on jest o de mnie troszkę bardziej starszy niż o te kilka lat. Bo jego dzieci są już jak by dorosłe i mają swoje życie, swoje mieszkanie itp. Przelotna przygoda? Raczej wątpię by on to tak traktował. Myślisz, że gdyby była to przelotna przygoda to przychodził by dzień w dzień specjalnie dla mnie na gg i tracił swój cenny czas, spotykał by się zemną często itp? Ja nie jestem jakimś idiotą i wiem kiedy komuś naprawdę na mnie zależy, a kiedy komuś zależy na zwykłym seksie, zwykłej przygodzie. Nie znamy się kilku marnych dni, a tak na prawdę 9 miesięcy. Fakt, poznajemy człowieka całe życie, ale wystarczająco długo się znamy bym mógł go ocenić. Ja szukam przygody życia? No akurat to czego ja szukam to nikt po za mną tak na prawdę nie wie no chyba, że masz jakieś specjalne zdolności by czytać ludziom w myślach? Może przesadziłem z tym, że wszystko dla niego zrobię. Bo absolutnie w żadnym wypadku nie chcę by ucierpiała na tym moja rodzina ( wiedzą tylko rodzice moi ). On pewnie też nie chciał by wyjawiać rodzinie swojej prawdy. Fakt, bardzo się kochamy, ale powiedzenie rodzinie tej prawdy może być bardzo złe w skutkach i możemy to odczuwać przez całe życie, a rodzinę się ma tylko jedną. Po za tym ja nic nie pisałem o wspólnym zamieszkaniu. Gdybym miał pewność, że rodzina to jakoś zaakceptuje ( moja i jego ) to pewnie i może były by jakiś tam plany.
        Wiedziałem, że będzie ostro, ale takiej ostrej krytyki to się nie spodziewałem. Zero zrozumienia. Może masz rację, a mi się trudno do tego przyznać, nie wiem.
        • schizy20 Re: Więc... 04.05.12, 14:06

          >
          spokojnie :) ja Ciebie doskonale rozumie, jego też. Przepraszam za prowokacje ale różne debile tu piszą i próbują prowokować homoseksualistów i osoby gay-friendly ( jak to ładnie i światowo brzmi ). jest mi tego faceta bardzo szkoda, pojawia się problem rodziny, bo ma się ją jedną i jak to powiedzieć. Złote rady, jechanie ciebie i pocieszanie nic nie da. Trzeba ( może to durnie zabrzmieć ) słuchać głosu serca, uczuć. Ja bym to dalej pociągnął ( ale zaznaczam ja, gdy bym był w tej sytuacji )
          • nikodem123 Re: Więc... 04.05.12, 15:50
            Przychylam się do zdania przedmówcy.

            Po pierwsze zachować spokój i nie myśleć w kategoriach grzechu.
            Grzech jest wtedy, gdy kogoś krzywdzisz, Ty tutaj tego nie robisz.

            1. Facet ma odchowane dzieci.
            To ważna informacja. Bardzo wiele związków się rozpada, gdy zostaną odchowane dzieci. Nie koniecznie musi pojawić się ktoś trzeci. Ludzi przestaje łączyć ostatnia nić - dzieci, pojawia się pustka i ludzie dochodzą do wniosku, że potrzebują wolności, nowego życia. Nie zawsze jest to proces symetryczny, to prawda. Jak jest w Twoim przypadku - nie wiem. Za mało danych.

            2. Ty nie oczekujesz, że on zamieszka z Tobą.
            De facto więc nie pragniesz, aby odszedł od żony. Ludzi po wielu latach małżeństwa potrafią łączyć różne rzeczy: lęk przed samotnością, czy wspólny ekonomiczny interes - w dwójkę żyje się taniej. Powstaje coś na kształt ekonomicznej wspólnoty. Niech przykładem będzie małżeństwo Clintonów. Przecież ich nic nie łączy, oprócz świadomości, że na separacji straciliby oboje. Wtedy kochanek czy kochanka staje się osobą tolerowaną, a nawet w pewnym sensie akceptowaną. Warunek jest jeden ta / ten trzeci nie mogą zagrażać wspólnocie. Druga strona po prostu nie zauważa, że jest ten/ ta trzecia.

            3. Mówisz, ze go kochasz. Zaraz, zaraz jesteś być może w "ostrej fazie" zakochania, która za pół roku Ci minie. Sprawa rozwiąże się sama.

            4. Powiedziałeś mu, że się zakochałeś. Wtedy facet powiedział Ci, że ma żonę i dzieci. Było to zarówno odpowiedzialne jak i odważne. Odpowiedzialne, bo w ten sposób jasno Ci powiedział, że nie możesz liczyć na nic więcej niż to, co otrzymywałeś do tej pory. Zasygnalizował Ci też, że on w Tobie zakochany nie jest. Odważne, bo mógł zerwać (dyskretnie wycofać się) z Tobą znajomość w obawie, że zdemolujesz mu życie. Osoby zakochane bywają nieobliczalne.

            4. Być może za jakiś czas uznasz, że ten układ w trójkącie Ci nie odpowiada i podejmiesz decyzję. Dzisiaj za wcześnie się tym dręczysz.

            Ogólnie. Jeśli czujesz się spełniony w związku opartym na takich zasadach, to ciesz się życiem. Gdy zacznie być to dla Ciebie nie komfortowe, to trzeba będzie podejmować odpowiednie decyzje. Dzisiaj jednak nie warto się dręczyć.
            • ktos-nowy Re: Więc... 04.05.12, 16:05
              Co do 4 punktu. On mi nie powiedział od razu o tym, że ma żonę i dzieci po tym jak mu ja wyznałem swoją miłość. Ja mu powiedziałem o tym, że go kocham gdzieś pod koniec sierpnia, a na początku stycznia dopiero się dowiedziałem tej prawdy i to przez przypadek. Jak już wcześniej pisałem on nie chciał mi za bardzo tego mówić bo bał się w sumie mojej reakcji, bał się że może mnie np. stracić. Więc akurat to odważny w tym zbytnio nie był i trudno tu oceniać czy on rzeczywiście chciał mi pokazać, że nie jest we mnie zakochany. Może stwierdził, że warto bym znał prawdę, bo chciał być ze mną szczery, a nie od razu by pokazać, że on mnie nie kocha bo inaczej to by raczej od razu dał mi jakiś sygnał a nie ciągnął tego 5 miesięcy.
        • mike.x Re: Więc... 04.05.12, 16:38
          To nie jest sprawa o nić zrozumienia - akurat z mojej strony - tylko o rzeczywistość. Na początku pisałeś, jakby ktoś ciebie postrzelił, a następnie dał trochę LSD. Teraz jest o wiele lepiej :)
          I żeby było jasne, jak chcesz współczucia to znajdź kogoś innego, nie mnie. Nie mylić ze zrozumieniem.

          Jeszcze słówko o nim.
          Miał wybór. I przerąbane od samego początku, na pewno z perspektywy czasu mniej krzywdzące (również dla Ciebie) byłoby, gdyby się z tą kobietą nie ożenił. Ale przeszłości już nie zmienisz.

          Nie zaprzeczę, że coś między wami jest. 9 miesięcy to, mimo wszystko, mało (jak na dojrzałego faceta oraz Ciebie). Jestem przy opcji, żebyś nie próbował szukać wielkich słów na wasz związek.

          Nadal pozostaje pytanie - co dalej?
          • schizy20 Re: Więc... 04.05.12, 17:53
            ja tam rozumiem tego gościa, stoje za nim murem, biedny facet babsko i bachory na głowie. Ja generalnie powiem tak: wiele razy odsuwałem się od kogoś kto był wobec mnie bardzo blisko, bo: różnica wieku, inne miasto, zbyt małe wykształcenie względem mojego, bo co ludzie powiedzą, bo ja nie chce być tym drugim, ani ciągnąć tego w ukryciu. Przecież to oczywiste, że ten facet na ciebie mówiąc chamsko i płytko- po prostu leci, ale jego sytuacja jest opłakana. bo co robić? żona, dorosłe dzieci- nie wiadomo jak by na to zareagowały, nie spowdziewają się ze ukochany, dla nich męski tatuś to gej, dom lub mieszkanie od paru lat, wspólne rachunki, może konto bankowe, może długi, a tu takie coś...... wykopać żonę i przedstawić o połowę młodszego kochanka. To na prawdę nie jest łatwa sytuacja. I trzeba patrzeć tak: ty jesteś młody on jest starszy. może on boi się zaangażować na zasadzię: rodzina się na mnie wypnie, wykopię żonę, może rozwód, a potem się okaże że dla niego byłem tylko zabawką, bo...... jesteś od niego młodszy całe życie przed tobą, żyjesz w Uni Europejskiej która walczy o prawa gejów, społeczenstwo jest uświadamiane, ludzie pracują za granicą w Holandi i innych krajach gdzie faceci mają męzów, chodzą za rękę po ulicach i mają adoptowane dzieci. Więc znudzę mu się i mnie zostawi, mam za wiele do stracenia. Ale wracając do mnie, zawsze u mnie było coś co powodowała, że to przerywałem i żałowałem. nie namawiam cię lecz ja bym przez ciśnięcia go na cokolwiek to pociągnął dalej.
              • mike.x Re: Więc... 04.05.12, 23:33
                Wybaczamy. Niektórzy też używają swojego ojczystego języka wyłącznie okazjonalnie.

                schizy20, co do ciebie, uważam, że również reagujesz zbyt emocjonalnie, zbyt personalnie bierzesz całą sprawę. Również do Ciebie drobny apel: zejdź na ziemię i wyluzuj. Fakt, na swój sposób masz też rację, powinien pociągnąć to dalej, bez wielkich pochopnych posunięć.
                • rafal_b_ Re: Więc... 05.05.12, 17:49
                  No ja staram się zawsze myśleć zanim coś zrobię by nie było złego skutku z tego, więc pochopnie nie działam. Na razie w sumie jest dobrze jak jest. Oboje mamy dla siebie wystarczającą ilość czasu i nikt nie narzeka.
        • sibeliuss Re: Więc... 07.05.12, 11:51
          Bez względu na orientację rola kochanki/kochanka jest jasna - potulnie stać z boku i czekać, że ona/on poświęci nam jakiś ochłap czasu lub się z tego związku/układu wycofać.
          Ile Ty możesz dla niego poświęcić, a ile on dla Ciebie - rachunek jest banalny. Będziesz zawsze czekał i będziesz zawsze sam. Niestety czasami trzeba być egoistą, takimi stworzyła nas natura.
          Wszystko ok, tylko żebyś kiedyś nie żałował straconego czasu.
            • numu Re: Więc... 07.05.12, 21:06
              skoro nie bdziesz zalowal to poco nazywasz temat ;problem?
              gdzie problem? niesadze zebys mial problem.tzn nie czuc tego jakos.
              problem moze miec ten koles choc tez nie wydaje mi sie.
              w koncu jego dziecko to tylko przypadek jak piszesz a zona tez
              • ktos-nowy Re: Więc... 08.05.12, 16:09
                Wiesz, ta sytuacja była już bardzo dawno temu. W dawnej pracy był on często wysyłany na delegacje jakieś. Zawsze mu dawali jakieś dziewczyny by z nimi jechały. No i stało się. Nie wiem ile miał w tedy lat. Chciał przynajmniej postąpić honorowo, a nie zostawić ją samą z tym dzieckiem.
                • numu Re: Więc... 10.05.12, 17:44
                  hm moim zdaniem to niebylo honorowe tylko obludne. tak samo jak muwienie tobie ze niby nie cchial ci robic przykrosci i dlatego nie przyznawal sie ze zona istnieje przez dlugi czas.
                  niewiadmo czy ta kobieta sobie zdaje sprawe ze on po latach sprowadza ja do roli nic nie znaczacej przygody a ich wspulne dziecko nazywa przypadkiem
                  moze za jakis czas tak powie o tobie gduy pozna nowego kolesia lub nowa panienke

                  ale to tylko moje mysli luzne a ja mam takie skrzywienie zyciowe ze wierze w prawdziwa milosc na smierc iz ycie i takie tam.
                  • ktos-nowy Re: Więc... 10.05.12, 20:09
                    Akurat, że to przypadek to ja stwierdziłem. Ale prawda jest prawdą, że dziecka on nie planował, był jeszcze dosyć młody i się chciał zabawić no i z tego wszystkiego właśnie wyszło dziecko.
                    • jakma22 Re: Więc... 12.05.12, 17:00
                      ktos-nowy napisał(a):
                      > Akurat, że to przypadek to ja stwierdziłem. Ale prawda jest prawdą, że dziecka
                      > on nie planował, był jeszcze dosyć młody i się chciał zabawić no i z tego wszys
                      > tkiego właśnie wyszło dziecko.

                      Teraz jest starszy ale chęć do zabawy jak widać pozostała. Tylko, że z tobą ma ten komfort i gwarancję, że dziecko z zabawy wam nie wyjdzie.
    • jakma22 Re: Problem 12.05.12, 16:47
      Zastanawiam się w czym masz problem i czego oczekujesz po napisaniu tego postu. Tak naprawdę tego nie napisałeś.

      Piszesz o „grzechu”. Nie jestem pewien czy w znaczeniu „twojej winy” czy w kategoriach religijnych… Jeśli w kategoriach religijnych to sobie odpuść zaprzątanie tym własnego sumienie, przecież już za sam kontakt fizyczny z innym mężczyzną jesteś przez kościół potępiony. Co wyspowiadasz się, powiesz, że żałujesz po czym znowu się z nim będziesz spotykał, a nie z tym to z innym. Odpuść kwestię poczucia winy w kontekście religijnym, szkoda niszczyć własnej psychiki.

      Zastanów się czego tak naprawdę oczekujesz od faceta?
      Że po iluś miesiącach spotykania się, seksu i korespondowania z tobą na gg rzuci żonę i dziecko, wywróci do góry nogami swoje życie i zacznie układać je na nowo z tobą?
      W imię czego? Tego, że ty się w nim zakochałeś?

      Jak wyobrażasz sobie waszą wspólną przyszłość?
      Kupicie razem mieszkanie i w nim zamieszkacie wspólnie?
      OK., masz 20 lat, rozumiem, że szkołę skończyłeś ale co teraz? Żyjesz samodzielnie jak dorosła osoba? Zmagasz się samodzielnie z codziennościami życia w postaci pracy, rachunków, zakupów, planowania i układania sobie dalszych samodzielnych dni, tygodni lat czy może to jeszcze nadal jest na głowie twoich rodziców?
      Dla mnie podstawowym pytanie w związkach z różnicą wieku jest czy osoby są z tych samych dorosłych światów czy też jedno jest od dawna dorosłe a drugie jeszcze żyje pod opieką rodziców. Mówiąc o związku nie mam oczywiście na myśli „chodzenia ze sobą” czyli spotykania się na rozmowę i seks oraz ckliwe chwile. Realny związek to realne życie, czyli wspólne mieszkanie, codzienne problemy i radości dorosłego życia.

      Czy on powiedział ci, ze jest zakochany w tobie również? Jak na razie widzę, że to ty sobie tylko tak tłumaczysz jego zachowanie. Z tego co piszesz facet nie planował nigdy poważnego związku z tobą. W przeciwnym wypadku sam powiedziałby ci na czym stoisz znacznie szybciej, a szczególnie po tym jak mu powiedziałeś, że go kochasz. Jesteś jego odskocznią od codziennego, poukładanego, rodzinnego życia. Jesteś kimś do rozrywki, seksu i oderwania się psychicznego od codzienności. Ale jak widać on sobie szanuje komfort, który ta codzienność mu daje i nie ma zamiaru jej stracić, nie ma zamiaru zostawić rodziny dla „odskoczni”. Zapewne to przykre dla ciebie co piszę, ale im prędzej to do ciebie dotrze tym potem będzie cię mniej bolało i tym mniej szarpaniny będziesz miał z nim za jakiś czas jak zaczniesz od niego wymagać aby stawiał ciebie na pierwszym miejscu w swoim życiu a nie rodzinę a on nie będzie tego chciał i miesiącami będzie cię zwodził. Fakt, że nie chce cię stracić bo mu dobrze z taką odskocznia jak ty, która mu w jego prywatne życie nie ingeruje.
      • ktos-nowy Re: Problem 13.05.12, 16:29
        Ja wiem jaka jest sytuacja. Ja pisałem we wcześniejszych postach to, że go kocham, a ma własną żonę itp. itp. ale nie pisałem tego, że planuję wspólne zamieszkanie, że rzuci swoją rodzinę dla mnie, dla jak by to ująć mojego widzimisie bo ja go kocham i on mnie też ma kochać i zamieszkać ze mną. Ja go nie zmuszam do niczego. Nie tylko dla niego bo i dla mnie rodzina jest najważniejsza i żadne z nas nie chce tej swojej rodziny skrzywdzić. Jak na osobę która ma własną rodzinę, żonę, pracę, własne obowiązki to on ma dużo czasu dla mnie. Te spotkania i częste rozmowy na gg - on tego nie robi tylko po to by np. mnie nie urazić, albo że akurat nie miał co robić / nudziło mu się. Ja wiem, że on to robi bo chce, bo mu bardzo na mnie zależy i nie raz mi to pokazał, powiedział, więc twierdzenie, że "jak na razie widzę, że
        to ty sobie tylko tak tłumaczysz jego zachowanie." jest błędne.
        • jakma22 Re: Problem 13.05.12, 21:00
          ktos-nowy napisał(a):

          > ale nie pisałem tego, że planuję wspólne zamies
          > zkanie, że rzuci swoją rodzinę dla mnie, dla jak by to ująć mojego widzimisie b
          > o ja go kocham i on mnie też ma kochać i zamieszkać ze mną.

          Wiem, ze nie pisałeś dlatego się spytałem czy tego oczekujesz.
          Jeśli tego nie oczekujesz to znaczy, że odpowiada ci status kochanka, zawsze na drugim miejscu. Oczywiście, to jest też wygodna i dla ciebie opcja. Masz faceta, ale masz swoje życie do którego on ci się nie miesza, nie żyjecie razem także nie musisz przedstawić go rodzinie, znajomym, nie musisz się tłumaczyć przed nimi z waszej różnicy wieku itp.

          Skoro taki układ ci odpowiada... to pokusiłbym się o wnioski, że nie wyszedłeś z szafy i boisz się ujawnić stąd wolisz się pchać w dyskretny układ, w którym jesteś w roli kochanka a nie partnera. Nie masz ochoty mieć realnego partnera i z nim żyć to kolejne pytanie czy to tak naprawdę jest miłość? Stawiałbym raczej na zauroczenie i przywiązanie. Zejdź na ziemie i nie szastaj słowami o uczuciu miłości. To o czym ty piszesz to niezobowiązujące chodzenie ze sobą i to jeszcze relacja w szerszym gronie gdyż z żoną i dzieckiem w tle.

          Widzisz, w mojej opinii prawdziwy związek oparty na miłości powiązany jest z pragnieniem obu stron bycia wyłącznie dla siebie, dzielenia się wspólnie każdym ważnym elementem życia, nie przez gg, a żyjąc wspólnie, wspólnie mieszkając, spędzając wspólnie święta, wakacje, choroby, radości i smutki.

          > Te spotkania
          > i częste rozmowy na gg - on tego nie robi tylko po to by np. mnie nie urazić, a
          > lbo że akurat nie miał co robić / nudziło mu się. Ja wiem, że on to robi bo chc
          > e, bo mu bardzo na mnie zależy i nie raz mi to pokazał, powiedział, więc twierd
          > zenie, że "jak na razie widzę, że to ty sobie tylko tak tłumaczysz jego zachowanie." jest błędne.

          Ależ pisałem, że na pewno jesteś dla niego ważny. Jesteś jego odskocznią od żony, od tego codziennego życia zapewniającego mu komfort i poczucie spokoju, ale którym jednocześnie jest zmęczony i znudzony. Natomiast to, że komuś na kimś drugim zależy wcale nie oznacza od razu, że go KOCHA.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka