Dodaj do ulubionych

O co toczy się gra?

20.10.09, 22:35
Świeże bułeczki tongue_out
Obserwuj wątek
    • engarde Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 01:57
      Panie Szewczyku,

      Niewielkie zainteresowanie ze strony graczy, jak widzę. I nie dziwię się. Podobnie niewielkie będzie zainteresowanie odbiorców kultury głównego nurtu kulturą gier.

      Nie dopóki będziemy wyrażać się o grach takim hermetycznym językiem, jak np. pan Kosman - uczestnik państwa akcji i jak cała reszta pseudo-dziennikarskich publikacji growych z Polygamią, Gry-Online i CD-Action na czele. I to nie jest przytyk, po prostu wskazanie problemu. A jest nim brak umiejętności pisania o grach. Za wyjątkiem Zygmunta Miłoszewskiego z Newsweeka i może Pana, to na razie o grach w Polsce piszą ludzie, którzy są przede wszystkim fanami, a (jeśli w ogóle) dziennikarzami. A jak wiadomo, nie każdy musi podzielać pasje (czyli atrybut fana), za to do każdego trafią logiczne argumenty (czyli atrybut dziennikarza).

      Ta "afirmacja", o którą Pan postuluje przyjdzie sama, tak jak kiedyś przyszła w przypadku filmów. Ale jeszcze nie teraz.

      Nie chodzi bowiem o same gry, lecz o kategorie, za pomocą których gry są obserwowane. A zatem nie chodzi nigdy o obiekt, o którym mówimy, dyskutujemy, o który się spieramy, lecz zawsze tylko o kategorie, za pomocą których ten obiekt wytworzyliśmy, aby potem na jego temat się spierać. To jest decydujące. Dopiero kiedy o nich wiemy i je zrozumieliśmy, możemy swobodnie mówić o obiektach. Przedtem jesteśmy uwikłani w obiekty i nie możemy z nich wyjść.

      --
      pzdr
      A.
    • mulin303 Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 09:04
      Szczerze,nie warto tego czytać,to jakaś pseudonaukowa papka.
    • fantasmagieria.net Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 09:20
      E tam, ani pseudo, ani nie-pseudo. Rzeczywiście artykuły pana Kluski i pana Kosmana nie powalały, ale jeszcze nie czytałem najnowszego tekstu Marzeny Falkowskiej, więc trudno mi wypowiadać się czy coś się zmieniło oprócz tego, że autorzy (tak słyszałem), odeszli od użwania terminu 'interaktywne wideo'.

      Ja się pytam czy są naprawdę w planach teksty jakiś autorytetów, czy zapowiadanych naukowców, a nie 'przyszłych historyków interaktywnego wideo'?

      W każdym razie serii kibicuję, choć zostawiam sobie prawo do krytyki smile
    • screwbalski Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 09:39
      Jak już pisałem wcześniej, uważam akcję za bardzo potrzebną i przyklaskuje Olafowi Szewczykowi.
      Niemniej po debacie o polskim rynku na PGA naszła mnie refleksja na temat krajowego dziennikarstwa (growego rzecz jasna). Pomijam, że było tam pełno dzieciaków, ale naprawdę chyba tylko jedna osoba podczas zabierania głosu przedstawiła się i podała nazwę swojej redakcji. To chyba sporo mówi o poziomie dziennikarskiej (growej) kultury. Tak też chyba jest z samymi graczami, którzy wydają się nie być gotowi do poważnej dyskusji. Mimo to liczę, że cykl wypali, i faktycznie przyczyni się do zmiany punktu widzenia.

      pzdr
    • metaborg Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 09:51
      no dyskusja pewnie trudna bo większość graczy i część "dziennikarzy" widząc trudne słowa kwituje artykuły jako przeintelektualizowaną papkę.

      Reszta (nie znająca specjalnie gier) natomiast patrzy na to jak na dziecko próbujące mówić łaciną smile
    • inf.in.it Re: O co toczy się gra? 21.10.09, 15:24
      @engarde (i nie tylko smile

      Dziękuję za opinię. Miło mi także, że - choć z oporami - zaliczył mnie Pan do dwuosobowego grona dziennikarzy piszących o grach (choć nie sądzę, by było aż tak źle). Tym bardziej to doceniam, że - pamiętając Pańskie uprzednie wpisy - jestem świadomy, że ma Pan na mój temat zasadniczo krytyczne zdanie. Serio, przyjemnie jest dla odmiany spotkać w internecie oponenta, który potrafi dostrzec w adwersarzu coś pozytywnego, a nie tylko miesza go z błotem. Bardzo to rzadkie.

      Zrewanżuję się Panu w ten sposób, że o sprawach, które chcę poruszyć, będę mówił otwartym tekstem. Nie przejmując się, jak bardzo poczuje się tym oburzony/obrażony/rozśmieszony przypadkowy czytelnik.
      No, to zaczynamy.


      "Nie dopóki będziemy wyrażać się o grach takim hermetycznym językiem"

      Hermetyczny? Dla kogo?
      Jeśli uznać, że "gracz", o którym Pan wspomina, to statystyczny bywalec popularnych serwisów o grach - z pewnością ma Pan rację. Nie przełkną tego. Proszę się jednak rozejrzeć wokół. Większość tych osób, sądząc po zostawianych przez nie komentarzach, komunikuje się kodem ograniczonym. Nie dostrzega gamy odcieni znaczeń. Słowa takie, jak: "fantastyczny", "ekscytujący", "piękny", "znakomity", "imponujący" itd. - zastępuje jednym mocnym kolorem, jednym terminem, którym sumuje to wszystko: "zaj...sty". I tak właśnie, w prostej palecie barw, postrzega świat.
      Ludzie, którym wystarczają równoważniki zdań, nie zainteresują się tą dyskusją. Nie obchodzi ich nic, co nie jest prostą łopatologią. Nie akceptują abstrakcji, rozbudowane słownictwo działa na nich jak płachta na byka, bo zwyczajnie ich obraża.

      To prosty psychologiczny mechanizm. Czytelnik trafia na komunikat, którego nie rozumie, w związku z czym dochodzi do wniosku, że ktoś tu "jest głupi". Jak Pan myśli, w ilu przypadkach na sto dojdzie do wniosku, że problem leży po jego stronie?
      Prawie zawsze "głupi" jest autor. Artykuł zostaje określony jako "pseudointelektualny bełkot" (co ma podkreślić, że piszący te słowa ma podstawy, by oceniać, co jest "intelektualne", a co nie) oraz - zwykle te lotne frazy wymawia się na jednym oddechu - "grafomańskie wypociny". Sformułowania te, w różnych odmianach, pojawiają się nieodmiennie wtedy, gdy odbiorca próbuje zwalczyć dyskomfort kontaktu z tekstem, którego nie jest w stanie zdekodować. Ja się nawet na takie osoby nie gniewam, bo rozumiem mechanizm opisanych zachowań. To musi być dla nich przykre.
      Mówię jednak teraz o tym dlatego, by Panu wytłumaczyć, dlaczego kompletnie mnie nie obchodzi reakcja takiej publiczności. To nie są czytelnicy "Kultury". Nie do nich się zwracamy.

      Mam rzadki przywilej pisania dla bardzo wartościowego czytelnika. Takiego, wobec którego mogę sobie pozwolić nawet na użycie skrajnie hermetycznego dla czytelników growych Pudelków zwrotu "a rebours", bo wiem, że jest dlań równie zrozumiały, co dla innych "k...wa ". A jeśli nie jest, to się nie obrazi, tylko sprawdzi w słowniku. Bo między innymi po to sięga po "Kulturę" - by poszerzyć słownictwo, by dowiedzieć się czegoś, o czym nie powie mu tabloid lub miesięcznik o grach, by poznać nowe idee, frapujące opinie na ważne tematy.

      Krótko mówiąc, zwracamy się do inteligencji lub do osób, które mają aspiracje, by do inteligencji móc się zaliczać - nawet jeśli motywuje tę potrzebę snobizm (jakże pożyteczny). Można by tu sporo napisać o niezwykle ważnej dla całego społeczeństwa roli mediów wysokich w kształtowaniu elit, ale to nie miejsce na wykład o etosie dziennikarskim. Dość rzec, że "Kultura" próbuje się z tego wywiązywać. Zapewne czasem lepiej, czasem gorzej. Czasami robimy błędy, nadmiernie szarżujemy, balansujemy na krawędzi - no oczywiście, że tak, nie sposób tego ryzyka uniknąć. Ale - wróćmy choćby do cyklu "O co toczy się gra" - wiele widział Pan w polskich mediach takich inicjatyw? I, nawet gdyby przyjąć milcząco wszelkie zastrzeżenia (a trudno mi się z nimi zgodzić), wiele Pan widział w mediach tekstów o kulturze gier wideo na takim poziomie merytorycznym jak głosy zaproszonych przez nas gości?...

      Niedawno przedstawiciel jednego z polskich wydawców gier spytał mnie, jako dziennikarza, który pisał o grach w różnych mediach głównego nurtu, co moim zdaniem powoduje, że mainstream zajmuje się tym tematem tak niechętnie i na tak mikrą skalę. Mniejsza o pełną odpowiedź, dość, że podałem przykład znakomitego moim zdaniem, bardzo ambitnego "Fatale". To jest, sądzę, być może najtrudniejszy w odbiorze tytuł w całej historii interaktywnego wideo. I przez to jeden z najtrudniejszych do zrecenzowania. Dobry tekst na temat "Fatale" mógłby otworzyć nieznanemu autorowi drzwi do niejednego prestiżowego czasopisma - o czym zapewniam Pana nie jako autor, ale jako redaktor z wieloletnim stażem, który czasami wymienia poglądy z kolegami po fachu. Działy kultury chcą takich materiałów, tam co niektórzy dostrzegają fenomen gier, ale te teksty ktoś musi napisać. Rzecz w tym, że statystyczny "gracz" odbiłby się od takiej recenzji jak piłeczka pingpongowa od ściany - bo to siłą rzeczy musiałby być "pseudointelektualny bełkot" wink Tak jak odbiłby się od "Fatale".

      Próby pisania o grach inaczej niż frazami o "zaj...ej grafie" czy wyliczanką brutalnych finiszerów zdarzają się, nie tylko Polsce, wciąż rzadko. Związane jest z tym różnego rodzaju ryzyko; nie ma w tym wpisie miejsca na wymienianie wszystkich min, na które może nadepnąć dziennikarz szukający nowych, adekwatnych do tematu narzędzi. Autorzy "Kultury" - a teraz także zaproszeni do debaty goście - podejmują to ryzyko. Proszę łaskawie wziąć pod uwagę owe precedensowe okoliczności łagodzące przy ustalaniu wymiaru kary, Wysoki Sądzie smile

      "Niewielkie zainteresowanie ze strony graczy, jak widzę."

      Wnosi Pan to po braku szerszej reakcji w internecie? smile Powtórzę, to nie jest moja główna trybuna. Jestem, i mówię to zupełnie szczerze, zadowolony z reakcji na naszą propozycję. Ferment wzbiera, nie tylko wśród czytelników, będzie to miało przełożenie na druk, ale nie chcę uprzedzać faktów.
      Dam tylko dwa przykłady na to, że recepcja debaty jest całkiem niczego sobie. Rzucam linkę do dyskusji na forum Poly, gdzie Bartłomiej Kluska pisze m.in. o tym, że jego artykuł zaintrygował parę osób na tyle, że zechciały dowiedzieć się więcej. W tym przypadku musi to, jak sądzę, oznaczać jedno: zainteresowani artykułem, dowiedziawszy się z przypisu, że Bartłomiej Kluska jest autorem książki "Dawno temu w grach", zadali sobie trud, by odszukać go w sieci i zamówić egzemplarz. Jeśli parę osób posunęło się tak daleko, ile musiało uznać ten tekst za wartościowy?

      forum.polygamia.pl/index.php/topic,3006.0.html

      Przykład drugi: tylko dziś, od rana, odebrałem w sprawie debaty trzy maile, z czego dwa od osób dotąd mi nieznanych. Wie Pan, jak rzadko zdarza się, że czytelnik zadaje sobie aż taki trud, by wyrazić uznanie?

      Serdecznie pozdrawiam
      Olaf Szewczyk
    • kag.01 Re: O co toczy się gra? 23.10.09, 11:56
      Założenie
      Na początek nawiążę do panoramicznego założenia:
      "Celem tej dyskusji jest między innymi stworzenie fermentu, który zaowocuje realnymi zmianami. Także w świadomości tych artystów i przyszłych producentów, którzy dziś jeszcze nie wiedzą, że interaktywne wideo jest ich wielką szansą."

      Proponujecie przedstawienie interaktywnego wideo, jego rodowodu, kierunku w którym zmierza - okej, tylko o czym tu dyskutować? To historia - zamierzchła w dodatku. Tymczasem prawdziwe problemy mają miejsce teraz. Owszem, przepowiadanie przyszłości nie ma najmniejszego sensu bez znajomości podstaw, tylko o czym tak naprawdę dyskutować? O tym, że gry są kadłubkowym scenariuszem? Jakie wartości merytoryczne tekst napisany w ubolewającym tonie wnosi do dyskusji? Gry wyglądają i skonstruowane są w oparciu o najprostsze, najbardziej prymitywne założenia. Nie ma w nich miejsca na filozofię, naukę, nie ma w nich miejsca na moralne sprzeczności, z którymi mógłby się zmagać bohater książki czy filmu. Są trywialne, ale przez to proste w odbiorze. Dwanaście godzin wystarczy by poznać fragment świata przedstawionego w grze, jakąś historię, postać. Interakcyjność jest tylko pozorem, bo z góry wiadomo, że gra skończy się dobrze. Mało tego, skończy się tak jak założył twórca, a to jest oczywistość nad którą niewielu się w ogóle zastanawia! Gry jako interaktywne medium mają przede wszystkim bawić. A gdzie zabawa kiedy w moralizatorskim tonie bohater zakończy tyradę i zejdzie ze sceny?

      Dlatego właśnie gry operują własnym środkiem wyrazu, nieporównywalnym z książką, filmem, muzyką ? a zatem językiem całkowicie odmiennym. Nie są wieloplatformowe, nie wynikają z połączenia każdego z wymienionych nośników, a tylko w pośredni sposób z nich korzystają - odpowiednio: narracja, animacja, dźwięki. Mając na względzie wymienione sformułowania zapytam, co miała by ta dyskusja zmienić w nastawieniu producentów, artystów? Po co doszukiwać się przysłowiowego drugiego dna, skoro jedynym wydźwiękiem widocznym w obecnie opublikowanych tekstach jest tęsknota za starym i marność growych scenariuszy? Nie ma sensu tłumaczyć czytelnikom czym są gry, bo - jak to w grze - nie chodzi o rozumienie reguł, ale o zainteresowanie nimi. Dlatego na początek proponowałbym skupić się na formie, w jakiej opisywane są gry.

      Niesamowita grafika

      "Dlaczego tak się dzieje? Brak nam kompetencji? Odwagi, by podjąć ryzyko zmiany języka, którym zwracamy się do czytelników?"

      Kilka tygodni temu, na blogu Polygamia.pl, jeden z publicystów poruszył kwestie oceniania gier i pisania o nich. Również autor inicjatywy, w żołnierskich słowach napisał; "Słowa takie, jak: "fantastyczny", "ekscytujący", "piękny", "znakomity", "imponujący" itd. - zastępuje jednym mocnym kolorem, jednym terminem, którym sumuje to wszystko: "zaj...sty"?. I nieco pomylił się w interpretacji. Bowiem nie chodzi tylko o dekodowanie wymienionych przymiotników, a o ich nadmiar. Teksty pojawiające się w branżowej prasie są powierzchowne i nijakie, wręcz obrzygane przymiotnikami i rzeczownikami odczasownikowymi. Wypolerowane na błysk i obdarte z emocji. Recenzje pisane w są stylu opisowym, usiane sformułowaniami, które w branży growej występują niemal w roli związków frazeologicznych. Przykład? "jeśli chodzi o grafikę, to nie ma się do czego przyczepić". Zdanie powtarzające się wszędzie i regularnie. Autor piszący w ten sposób myli rolę recenzenta z ponurym sędzią. Błędnie rozumie misję i swoje miejsce na drodze pomiędzy towarem a odbiorcą. Ludzie posługujący się takim językiem, w dodatku piszący w trybie przypuszczającym i liczbie mnogiej, zakrzywiają obraz gier. Swoją autorytarnością i złudną wiarą we własne umiejętności pisarskie, generują nieznośne głupoty. Rok w rok pojawiają się hity, i co roku czytam o nich to samo: ?niesamowita grafika", "świetna muzyka" lub jeszcze bardziej irytujące, a zarazem kompletnie idiotyczne zdanie: ?dla fanów gatunku - pozycja obowiązkowa". Szlag mnie trafia, bo nie rozróżniam już autorów. Wszyscy piszą to samo. Czytam piarowskie komunikaty, z których rozumiem tyle, że gra jest świetna, lepsza niż rok temu, więc dziś dostaje 10/10. Ale do cholery. Edycja z poprzedniego roku też miała 10/10!

      Zawody w przewidywalność

      Brak zrozumienia podstaw i funkcji gry powoduje powstawanie również takich potworów jak poniżej. Autorzy jednego z najbardziej cenionych przeze mnie magazynów cieszą się snopkami światła latarki w ciemnym tunelu. Przecież gdyby się nad tym zastanowić, tego typu informacja jest bez znaczenia. Czytanie czterech stron tekstu, który tak naprawdę tłumaczy jedynie techniczne zawiłości nie jest w stanie zachęcić do zagrania. O ?Uncharted 2 Amogn Thieves? pisano niedawno, że bohater teraz może strzelać wisząc na linie, a wcześniej nie mógł. Już samo generowanie pochwał dla tego typu ?nowości? dyskwalifikuje autora. Jego zadaniem jest, jak pan sam napisał: "wyłuskiwanie tego, co najcenniejsze". Nie bezmyślne powtarzanie po raz enty informacji zawartych wcześniej w zapowiedzi czy newsie.

      Największym problemem trawiącym branżę na oczach wszystkich zainteresowanych jest nieumiejętność pisania o grach. Mało tego, problemy które za chwilę wymienię nie mogą i nie zainteresują ?nikogo z zewnątrz?. Hermetyczność i małostkowość odpycha potencjalnych entuzjastów gier. Dwiema rękami podpisuję się pod pytaniem pana Miłoszewskiego: "Gra, Gracz, Rozgrywka, Oprawa. Co to? Zawody w przewidywalności? Kto mniej zaskoczy czytelnika?". Tu jest problem, który warto poruszyć. Od którego warto zacząć dyskusję o świadomości gier w głowach polskiego czytelnika.

      Polski czytelnik nie ma możliwości zapoznać się ze światem gier od innej strony. Zamiast dowiadywać się jak powstają, dostaje brief z przebiegu zabawy autora. Recenzja zamiast pomóc w wyborze, informuje o jakości grafiki, przy czym absurdem jest żeby za pomocą przymiotników: przepiękna, cudna, fajniusia choćby próbować opisu tego, co autor widział na ekranie. Żaden krytyk filmowy nie podejmie się próby zrecenzowania grafiki w filmie. Tymczasem ja zamiast o wrażeniach czytam o arsenale narzędzi zagłady, o miejscach wyczytuję że bitmapy nieostre. Czytam o koślawych animacjach, bo autor spodziewał się fotorealistycznej grafiki (zgodnie z obiecywankami producenta), a grał bohaterem który "zbytnio się bujał w czasie chodzenia". I wszyscy, bez wyjątku piszą o SI, która stoi na wysokim poziomie (co to w ogóle znaczy? Że na wysokim stopniu stoi?). Na koniec tekstu informacja: ?nie chcę wam spoilerować?. Osobiście, po takim zdaniu, mam wątpliwości czy autor w ogóle w dany tytuł grał.

      Dysponując przemyśleniami o takiej treści i wadze, autor generuje dwustronicowy tekst, pełen przytyków, autorytaryzmu i czepialstwa - jakby utyskiwanie było jedyną słuszną postawą, w dodatku z błędnym przeświadczeniem, że czytelnika to interesuje. Mało tego, recenzje przypominają kalki. Akapity niemal powtarzają się, jakby odbite od matryc już powstałych przy zapowiedziach. Brakuje w nich duszy autora, brakuje emocji, dywagacji, próby podjęcia dyskusji z czytelnikiem. Dlatego pytam: czy grafika do opisu gry jest aż tak istotna? Czy końcową ocenę trzeba tabelkować, jak czynił to Click! zanim zmarł, bo nikt tych tabelek nie rozumiał? Każdy magazyn sili się na stworzenie unikalnego systemu oceniania: 1-100, 1-6, 0-100%. Magazyny grę rozczłonkowują, jakby czytelnika interesowało czy Killzone 2 brzmi dobrze w surroundzie, kiedy on gra tylko na słuchawkach. Po co wdawać się w tak trudne do zdefiniowania szczegóły?

      Czy mając przed oczami tak wątły i ponury świat branżowych tekstów, nie wydaje Ci się, że problemu z grami jednak nie ma? Zakrzywianie rzeczywistości w tekstach od lat pozostaje bezkarne. Nikt się nie irytuje. Wszyscy są zadowoleni. A problem wynika przede wszystkim z ignorancji piszących. Z ustandaryzowania opinii, które następnie są bezrefleksyjnie powielane. Przecież autorytetem nie jest ten, który napisze najdłuższą recenzję, a ten kto w sposób zrozumiały będzie potrafił przekonać do swojego zdani
    • kag.01 Re: O co toczy się gra? 23.10.09, 11:57
      Przecież autorytetem nie jest ten, który napisze najdłuższą recenzję, a ten kto w sposób zrozumiały będzie potrafił przekonać do swojego zdania/racji odpowiednimi argumentami - nie salwą nic nie znaczących informacji technicznych. Piszmy z emocjami, w sposób krytyczny, ale bez niezdrowego czepialstwa. Bo nie ma nic gorszego jak przypieprzanie grze, tylko dlatego, że się nie lubi gatunku, a tak się złożyło, że ?naczelny kazał mi o niej napisać? (sic!).

      Rasizm ze względu na posiadanie

      Inny problem to ?wojenki międzyplatformowe". Temat rzeka. Na forach z ich powodu padają wyzwiska. Ludzie wylewają żółć, ignorują siebie nawzajem, a przecież wszyscy razem są GRACZAMI! Jednak dlaczego się temu dziwić, skoro znany i na stałe związany z branżą redaktor Kosman już w drugim akapicie pisze "Sprzedaż napędzają głównie gry dla graczy niedzielnych." Kto to gracz niedzielny? Po co posługiwać się kategorią, która w istocie jest iluzoryczna? Która jest wytworem wyobraźni jakiegoś zawistnika próbującego skategoryzować świat - jak widać, w byle jaki sposób. W dalszej kolejności kategoriami mogą być fani Xboxa, Playstation, a nawet grający w "japońskie popierdółki". Gó... spada z nieba gdy pecetowcy zetrą się z konsolowcami? Tak agresywne postawy wcale nie są zdeterminowane doświadczeniami wypisujących te komunały. Winne są magazyny branżowe i ich wrogie nastawienie względem siebie. Swego czasu pecetowcy dostali konwersję jednej z hitowych pozycji dostępnej tylko dla posiadaczy Xboxów 360 - Halo2. I co? Pisano o strzelaniu glutami i brzydkiej grafice - bo to z konsoli. Jeśli ten przykład nie jest zjawiskiem ignorancji przejawiającej się w branży, to o wszystkim co napisałem wyżej proszę zapomnieć.

      Podsumowując. Czytelnicy wychowani w atmosferze obłudy i przekłamania, nienawiści oraz braku profesjonalizmu nie mają szans dostrzec tego, co w grach jest faktycznie istotne. Tego co gry ze sobą niosą, jaka jest ich funkcja i na jakim poziomie komunikują. I to wszystko nasza wina! Skategoryzowaliśmy świat w magazynach. Swoich czytelników podzieliliśmy na obozy konsol/komputera/gry. Czytelnika traktujemy niepoważnie, udowadniając że grafika jest najważniejsza. Przesadnie ekscytujemy się, dajemy zdecydowanie za dużo ?dziesiątek?. I co najgorsze, nie widzimy własnych błędów. Dlatego proponuję zacząć dyskusję od siebie. Porozmawiajmy o własnych sumieniach. Za kondycję branży na własnym podwórku my ponosimy odpowiedzialność.

      PS Przez prawie pięć lat współpracowałem z wrocławską edycją Clicka! i chciałbym przeprosić wszystkich czytelników, że tak późno zdałem sobie sprawę z tego, o czym wyżej napisałem.

      k.grudzień
    • nef.the.grey Re: O co toczy się gra? 23.10.09, 21:41
      @kag.01
      Nihil novi. Ja to wiedziałem od dawna. A nie jestem związany z branżą w żaden sposób i oceniam ją wyłącznie po owocach. Na temat dziennikarzy growych, czy raczej ludzi, którzy za takowych się uważają, można elaboraty pisać. Więcej, wspomniani przypominają polityków. Nijak skompromitować się ich nie da. Można im dowieść pisanie recenzji po kilku godzinach grania, napisanie dwóch diametralnie różnych recenzji tej samej gry, etc. Żadnej reakcji. Ani ze strony konkretnych osób, ani środowiska. Dziennik rozpoczął rzecz rzeczywiście niespotykaną. Wyniósł temat nie gier samych, tak to postrzegam, ale ich obecności w mediach masowych. Nie spodziewam się szczerze napisawszy, przy sympatii dla autora, po niej wiele. Primo, że ze strony "mediów growych" nie ma co na zainteresowanie liczyć, bo wiadomo, nie chce mi się powtarzać, że największym sekretem owych jest to, że istnieją, poza nimi rzecz jasna, jakieś inne media dot. gier. A czytelnicy? A to termin "interaktywne wideo" im się nie spodoba, a to język nie ten, a to imię Olaf jest dziwne. Zawsze wydawało mi się, że winę za obecny stan rzeczy ponoszą w dużej mierze sami gracze, i to się sprawdza. A "dziennikarze growi"? Racja, że powinno zacząć się od tego. Gracze z samymi grami kontaktują się bez problemu. Problemem pozostaje to, co stoi między nimi. A jest to cholernie robaczywe. Tym bardziej chyba nawet, im bardziej staje się profesjonalne, w tym daje kasę. I tym bardziej będzie to irytujące.
    • kmh Re: O co toczy się gra? 23.10.09, 22:03
      A dla mnie, jako osoby, która dopiero zaczyna sobie wyrabiać pewne nawyki przy pisaniu o grach, to co napisał kag.01 jest bardzo novi. Dziękuje, to było bardzo inspirujące i motywujące do pracy nad sobą.
    • inf.in.it Re: O co toczy się gra? 24.10.09, 11:43
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Zainteresowanych tematem zapraszam też na forum Poly, bo dyskusja toczy się dwutorowo, a trudno byłoby dalej dublować wpisy:

      forum.polygamia.pl/index.php/topic,3006.0.html


      @k.grudzień

      Na forum zostawiłem adres mailowy. Chciałbym tylko uprzedzić, że w weekendy nie mam dostępu do poczty służbowej (nowa siedziba, paladyni z IT chwilowo wciąż walczą z groźniejszymi zmorami).

      Serdecznie pozdrawiam
      Olaf Szewczyk

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka