gam-er
07.08.10, 11:45
Hardcorus pospolitus to już gatunek na wymarciu. Wiem to, bo sam ostatnio dostaje
porządne wciry od małych, wirtualnych morderców, którzy jak choroba opanowali
serwery w niemal każdej grze. Łomot za łomotem coraz głębiej zaczynam się zastanawiać
czy to multiplayer przestał być dla mnie już tak łaskawy czy ja po prostu zdążyłem się
poważnie zestarzeć.
Przeciążenie ostateczne
O zgrozo, już czwarty raz z rzędu ten sam cholerny most z rzędu i czwarty raz z rzędu ten
sam cholerny nerd, miłośnik godzinnego obcowania z trawą oraz krzaczkami znów mi
sprzedał cholernego fraga. To żadna frajda kiedy niezależnie od gry na polu walki
czujesz się niczym śledź w gnoju. Czego bym nie robił, jakich kocich ruchów bym nie
wyrabiał w praktycznie każdym multi dwunastoletni komandosi strzelają do mnie jak do
jelenia podczas sezonu. Ta agonia trwa już od kilku tygodni i za diabła nie chce się
skończyć, a możecie mi uwierzyć, że nikt mnie tak równo nie jechał w żadnej grze.
Początek końców
Nie mam zielonego co się porobiło, ale normalni gracze z niewiadomych mi powodów
chyba dali dyla z serwerów (i nie zapowiada się by jakoś szybko wrócili) zostawiając przy
okazji nieco więcej miejsca dla niewyżytych uczniów podstawówek. Możliwe, że wielu z
nich odczuło to co ja przeżywam podczas każdej gry w Battlefield’a czy CoD’a. Runda po
rundzie zamiast zdobywać, multum fragów, walę głową w klawiaturę i zastanawiam się
jakim cudem u licha na każdym kroku te młode, niedoświadczone nerdy ogrywają mnie
jak bezbronne dziecko? Pentagon rozpoczął tajne badania nad graczem niepokonanym?
Czy wszyscy oprócz mnie mają aimbot’a w oku i dziesięć zamiast standardowych pięciu
palców u jednej ręki?
Nowi na dzielni
Najgorszy jest jednak fakt, że ta horda nadpobudliwych terminatorów dzieli się na dwie
specyficzne grupy. Pierwsza to typowi Rambo na mocnych prochach. Zazwyczaj mają
głęboko gdzieś jakąkolwiek taktykę (po co komu taktyka?). Biegają po całej mapie jakby
wrzucono im świstaka do portek i typowym ruchem dla smarowania kanapek machają
swoim nożem przy okazji terroryzując wszystkich granatem( w pośpiechu robi to dymnym)
Drugi przypadek jest trochę łatwiejszy do zniesienia. To taka modyfikacja klasycznego
campera, ale typ udaje, że nikt go nie widzi. Przez większość gry szuka buga w
śmietnikach i ścianach by później móc go wykorzystać jako „genialną” kryjówkę. Fakt, że
zniknął w ścianie pozwala choćby na chwilę o nim zapomnieć.
Wnioski, wnioski i załamanie
Co prawda, sam mógłbym zachowywać się jak reszta osób na serwerze. Może dzięki
temu przeżyłbym o te kilka sekund dłużej i miałbym choć cień szansy na trafienie
jakiegoś łosia, który szuka bugów w posadce, ale za każdym razem kiedy próbuje
machać myszką jak paralityk i nerwowo wciskać klawisze jedynie utrudniam sobie
celowanie i finalnie zaliczam kulkę w łeb z niewiadomo skąd. Może jestem na to za stary?
Fakt, że nie potrafię skakać jak poparzony królik po całej mapie sprawia, że nie jestem
już takim debeściakiem jak kiedyś. A to oznacza, że multiplayer zwinął dla mnie swój
czerwony dywan i znów jak kilka lat wcześniej muszę się wszystkiego uczyć od samego
początku.
Nieuchronna ewolucja?
Takich graczy jak ja na serwerach jest wybitnie mało, albo po prostu mam pecha i
trafiam wyłącznie na takie serwery gdzie bezpieczna dawka ADHD została dawno
przekroczona. Jeśli jednak jest inaczej to multiplayer bez wątpienia ewoluował, tylko nie
wiem czy w dobrą stronę, bo na razie przypomina ciasny pokój wypełniony po brzegi
wariatami. Obawiam się tylko kolejnej takiej ewolucji, bo jeśli teraz co chwila dostaje
porządne lanie od byle przeciwnika, to nawet nie chcę myśleć z jakimi wymiataczami za
parę lat przyjdzie mi się zmierzyć. Mam tylko nadzieję, że gorzej być już nie może.