dc_gt
09.09.10, 18:23
Po długim oczekiwaniu, na początku bieżącego tygodnia tj. w poniedziałek
listonosz z samego rana zapukał do moich drzwi i dostarczył do moich łapek
świeżutką, recenzecką wersję Halo: Reach. Po kilkudziesięciu godzinach
obcowania z grą dojrzałem do tego aby podzielic się swoimi wrażeniami w formie
recenzji. Zapraszam do lektury.
Słowo wstępu
Mówi się, ze serie halo albo się kocha albo nienawidzi. Szczęsliwie, przez
wzglad na obiektywizm niniejszej recenzji ja tego poglądu nigdy nie
podzielałem. Do kolejnych przygód Master Chief`a zawsze podchodziłem na
spokojnie, jak do każdej innej gry. Mimo wszystko gdzieś tam w głowie,
kołatały mi słowa Bungie oraz samego Microsoftu jakoby Halo:reach miałoby być
"największą grą 2010 roku" co mimowolnie sprawiło, ze oczekiwania wobec tej
gry były większe niż w przypadku jakiejkolwiek innej pozycji na jakąkolwiek
inną platformę. Ale do rzeczy...
Fabuła
Fabuła w serii Halo nigdy nie była jej najmocniejszą stroną dlatego nie
bede sie nad nia rozwodził. Parafrazując znane powiedzenie, halo reach konczy
się tam gdzie zaczyna się Halo 1. Akcja gry rozgrywa się w 2552 roku na
tytułowej planecie Reach, która to przez większą czesc naszej zabawy będzie
głownym polem bitwy. W grze wcielamy się w szeregowego nowicjusza, który
szybko zostaje przyłączony do elitarnej grupy Noble Team mającej za zadanie
ocalnie pozostałych przy zyciu mieszkanców planety przed siłami Covenant.
Fabuła gry w dużej mierze ipiera się o książkę Erika Nylunda pt. "The Fall of
Reach", także każdy miłosnik Halo, ktory zapoznał się z ową pozycją nie bedzie
zaskoczony rozwojem wydarzeń. A szkoda. Gra, która wieńczy serie powinna
skrywać chociażby najmniejszą tajemnice do rozwikłania. Tu wiemy jaksie
wszystko konczy zanim połozymi płytkę z grą na talerzu konsoli. Duży minus.
Grafika
Wszyscy Ci, którzy spodziewali się zapowiadanej zmiany designu gry będą
niestety mocno zawiedzeni. Zuchwałe zapowiedzi o epickich bitwach w mrocznych
klimatach okazały się jedną wielką ściemą. To nadal jest stare, dobre? Halo
hulające na starutkim silniku H3, pełne kolorów (o niektórych kolorach nawet
nie wiedziałem, ze istnieją) i wesołej strzelaniny. Jedyne epickie starcia
rozgrywają się na horyzoncie jednak za żadne skarby świata nie udało mi się do
nich dojść. Pole bitwy istotnie - jak zapowiadali twórcy - zwiększyło się
kilkukrotnie tylko co z tego jeżeli jest puste? Tekstury również potrafią
zakuć w oko. Brak AA w takiej grze pozostanie dla mnie jedna wielką
niewiadomą. Oczywiście, zdarzają się również i takie miejscówki, które
potrafią przykuć wzrok na dłużej jednak takich miejsc mozna policzyc na
palcach jednej ręki. Podobnie zresztą jak ilość godzin na którą składa się
cała kampania single player. Jest zdecydowanie za krótki! 6 godzin na
najtrudniejszym poziomie trudnosci jak na grę, która miałą pretendować do
tytułu najwiekszęj gry 2010 roku jest niesmacznym zartem. Chyba, ze MS mowiac
"najwieksza" miał na mysli "najkrótsza"...
To co wywołało nie małą burzę w internecie były pierwsze filmiki, z
kosmicznych walk, coś na kształt tych z Ratchet&Clank podczas lotu z jednej
planety na drugą (swoją drogą GENIALNA seria). Widać, ze niestety ten aspekt
rozgrywki był wprowadzony na siłę. Nawet żal o tym pisać.
Muzyka
Udzwiekowienie Halo: Reach jest łyżką miodu w beczce dziegciu. Muzyka
skomponowana przez Martina O'Donnell`a potrafi przyprawić o gęsią skorkę.
Jednym słowem jest epicka, szkoda tylko ze tak kontrastuje z tym co widzimy na
ekranie. Jeśli chodzi o efekty, to gdybym żył w swiecie laserków i blasterków
to chciałbym aby brzmiały dokladnie tak jak w tej grze. Duży plus.
Multiplayer
Po kilkuset godzinach spędzonych w sieci przy becie, musze z troską napisać,
ze w pełnej wersji niestety nie za wiele się zmienilo. Podzielenie zawodników
na klasy, mozliwość kupowania zbroi (narazie za wirtualne pieniądze czyli
punkty), nowe zbroje, a także pojazdy to zdecydowanie za mało jak na ostatni
exclusiv xboxa 360. Rozgrywka jeszcze bardziej przyspieszyła co sprawia, ze
stała sie jeszcze bardziej arcadowa. Jest to kolejna gra po Alanie Wake`u,
która robi niski ukłon w stronę casuali. Szkoda.
Podsumowanie
Pokladane nadzieję, po raz kolejny nie zostały spełnione. Najwieksze bolączki
serii jakimi zawsze była grafika oraz fabuła moznaby jeszcze przełknąć
natomiast skopany (przepraszam za kolokwializm) multiplayer, ktory od lat
stanowił o sile serii jest nie do wybaczenia. Gra tylko i wyłącznie dla
zatwardziałych maniaków serii Halo. duże rozczarowanie.
Ocena: 3+
Plusy:
- muzyka
Minusy:
- kiepsciutka grafika
- tragiczne AI
- króciutka kampania
- słabe multi
p.s. to była moja pierwsza recenzja, także z góry przepraszam za literówki i
inne błędy. Mam nadzieję, ze dzieki powyzszemu tekstowi ułatwiłem Wam podjecie
decyzji dotyczącą kupna gry.
p.s.2 przy odrobinie szczescia tj. jesli znowu poczta polska nie nawali juz w
polowie pazdziernika bede w posiadaniu recenzenckiej wersji GRAN TURISMO 5.
Nie omieszkam i w tym przypadku podzielić się swoimi spostrzeżeniami.