mariusz_k
16.09.01, 16:43
Nareszcie wygrał mój Juanito! :-) Należało mu się to już dawno, może nawet już w jego pierwszym GP, kiedy staranował go niegrzeczny Jos Verstappen. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Montoya jechał dzisiaj mšdrze i dobrze. Wprawdzie na poczštku wyprzedził go Barrichello, ale tylko dlatego, że miał lżejszy wóz bo mniej paliwa. Za to Mistrz Michael, który też miał lżej, za nic nie mógł Montoi pokonac. Ferrari wiedziało, że na Monzy Williams ma przewagę dzięki mocy, więc postanowiło wygrac wyscig taktykš: dwa postoje, lżejsze auta. W przypadku Schumiego wyszło to beznadziejnie, jedynie Rubens walczył dzielnie do końca. Może nawet by wygrał, gdyby nie �lamazarny pierwszy pit-stop. Ferrari za wszelkš cenę chciało wygrac u siebie, stawało na głowie, i jak to zwykle bywa w takich przypadkach - przedobrzyło. Drobny błšd niezawodnych zazwyczaj mechaników i żegnaj zwycięstwo. Co nie zmienia faktu, że Montoya wygrał jak najbardziej zasłużenie. Szkoda tylko, że z wiadomych powodów koledzy nie zrobili mu chrztu w szampanie - ale jak już mówiłem, co się odwlecze to nie uciecze. Za dwa tygodnie Indianapolis: Juan Pablo będzie czuł się jak u siebie (wygrywał tam w Indy500), w przeciwieństwie do reszty kierowców. A co do wštpliwo�ci, czy GP USA powinno się w ogóle odbyc, to uważam, że powinno. I wcale nie dlatego, że kibicuję Montoi.