Dodaj do ulubionych

Liście....

IP: *.udn.pl 22.10.03, 20:38
Liście spadajace z drzew są przepiekna ale niestety niosą też zagrożenie,
chodzi mi o liście kasztanowca w nich zimują larwy szrotówka, który tak
bezwzględnie niszczy drzewa.A władze w mieście coś zapominają o sprzątaniu i
oby sobie w miarę szybko przypomniały bo później może być za późno.
Obserwuj wątek
    • Gość: Hanka Re: Liście.... IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 24.10.03, 23:45
      Zewszad wyłazi proza życia ... nawet z jesiennych lisci...
      A one dla mnie są symbolem smutku, nostalgii i tęsknoty za straconym latem.
      Tylko latem umiem żyć! Reszta czasu to trwanie...
      Serdecznie pozdrawiam jesienne S-ko i nie moge doczekac sie momentu wyjazdu na
      Wszystkich Swiętych - Hanka
      • Gość: fox.ca Re: Liście.... IP: *.sympatico.ca 25.10.03, 14:51
        Jak bylem w 2 klasie liceum pedagogicznego, to prof od jez.polskiego zadal nam
        taka prace domowa o tej wlasnie porze roku p.t. "Skarga liscia zdeptanego na
        chodniku"

        Moje wypracowanie nie bylo najlepsze, ale jedna z dziewczat, bo to bylo liceum
        koedukacyjne napisala tak piekne opowiadanie, ze niektorym uczniom az sie lezka
        w oku zakrecila i dostala 5+. U tego profesora to moj polski byl nie najlepszy -
        on byl bardzo wymagajacy. Zawsze musielismy cos uczyc sie na pamiec i
        recytowac, jako ze on byl podobno bylym aktorem z teatru w Krakowie. W sumie to
        nie byla taka zla metoda cwiczyc pamiec - ja do dnia dzisiejszego potrafie cos
        wyrecytowac z pamieci.

        To byly piekne czasy. I to wypracowanie o tym zdeptanym lisciu zawsze mi
        przychodzi na mysl jak jest wlasnie jesien i pada deszcz.

        U mnie wlsnie pada deszcz a mailo byc slonce. Aby do wiosny.
        • Gość: Hanka Re: Liście.... IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 25.10.03, 16:03
          Jeszcze nigdy o tej porze roku nie widziałam tylu opadłych liści, którym z
          dziwnych powodów nie dane było ...przybrać barw jesiennych, więc leżą
          rozpaczliwie zielone. To samo ponoć jest z chryzantemami w szklarniach.
          Ogrodnicy na tydzień przed świętem zmarłych załamują ręce, bo kwiaty nie
          rozkwitając w pełni więdną!
          Zepsuli ludzie ten Boski świat i panujący nań porządek!
          Serdecznie wszystkich pozdrawiam Hanka
          • Gość: Stanisław Sidor Re: Liście.... IP: *.clan.pl 26.10.03, 02:52
            Oj, oj, Haniu! Ludzie nie mają wpływu na pogodę. Jak już, to Pan Bóg zepsuł
            nam ten porządek. Miejmy odwagę czasami Jemu też coś powiedzieć do słuchu.
            Może przed Bogiem też czasami można wyprostować kark?
            Wybacz mi Wszechmogący...
            St.S.
            • Gość: Hanka Re: Liście.... IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 26.10.03, 08:32
              Chcialoby się powiedzieć: więc chodźmy na długi jesienny spacer do parku...
              wyprostowani... odreagujemy tą politykę, tamte forum...to upiorne szarpanie się
              o wszystko w tym naszym mieście...
              Ale oboje wiemy że taki scenariusz nam napisano - mamy się szarpać!
              Oboje też wiemy, że karków przygiąć sobie - na dłużej - nie damy. Chwilowo
              porzygięci będziemy się prostować - obiecajmy to sobie!
              Serdecznie pozdrawiam moją BRATNIĄ DUSZĘ Stanisława, oraz wszystkich tu
              piszących HANKA
              • Gość: Fox.ca Re: Liście.... IP: *.sympatico.ca 26.10.03, 16:06
                > Chcialoby się powiedzieć: więc chodźmy na długi jesienny spacer do parku...
                > wyprostowani... odreagujemy tą politykę, tamte forum...to upiorne szarpanie
                się o wszystko w tym naszym mieście...
                > Ale oboje wiemy że taki scenariusz nam napisano - mamy się szarpać!<Hanka

                Szanowna Haniu,

                Takie zaproszenie to brzmi bardzo religijnie po jezuicku - oni wlasnie zwykli
                spacerowac po trzech omawiajac problemy ducha i wiary, rozwiazujac je zarazem.
                Zapraszasz tylko p. Stanislawa, a to jest wlasnie dwie osoby, wobec tego nie po
                jezuicku i nie zeby spiskowac, czego wlasnie tych spacerow we dwoje Jezuici
                zabraniali, bo nie ma dodatkowych swiatkow, ale zeby odetchnac od polityki. W
                naszej ostatniej histori tez tak robili bonzowie struktur, jak ktos sie
                wychylal idac nie po lini i nie ba bazie (partyjnej).

                Natomiast slusznie zauwazylas, ze jestesmy aktorami na scenie swojego zycia i
                nie zawsze jest dobrze i do twarzy w roli jaka musimy grac, nie majac wplywu na
                wiekosc teatru, ktorego tryby nie zawsze sa poprawnie oliwione i zgrzytaja az
                do bolu, a nasze frtuny musza sie kolem toczyc.

                Pan Stanislaw napisal w poprzednim komentarzu, ze odczasu do czasu musimy cos
                naszemu Wszechmogacemu Bogu powiedziec, ze los nasz jaki nam zgotowal, nie
                zawsze nam dobrze sluzy. Jest to bardzo madre wyjscie z sytuacji, ktorej nie
                jestesmy wstanie zmienic - taki cel przekazania naszych problemow
                Wszechmogacemu jest bardzo zdrowy, bo leczy nasza dusze, aczkolwiek problem
                pozostaje bez zmian i cialo musi cierpiec.

                Zawsze sie zastanawiam, dlaczego nasz Wszechmogacy wybral ten kraj nadwislanski
                z jego ludem, aby mu tak dokuczac tymi kolejnymi ekipami rzadow, zsylamymi z
                blogoslawienstwem Bozym, ktorych tak trudno zaspokoic finasowo. Nasz ten biedny
                Narod Polski jest wybranym po to, aby dzwigal swoj Krzyz na Golgote, ktora
                nawet nielezy w zakresie naszego panstwa. Z tego widac, ze nasz zywot musi byc
                gorzki, ciezki i przesycony cierpieniem a zbawienia wiecznego jakos nie widac
                na horyzoncie.

                Czyzbysmy byli opuszczeni w godzinie potrzeby za grzechy naszej nieporadnosci i
                zdani na wlasny los w kolejnej republice kolesiow? Napewno historia nam to
                wyjasni a narazie musimy cierpiec wedle skryptu przypisanej nam roli w tym
                teatrze, ktory Polska sie zowie.

                Z serdecznym pozdrowieniem - Fox
                • Gość: Stanisław Sidor Re: Liście.... IP: *.clan.pl 27.10.03, 10:24
                  Litości, nie znoszę litości!
                  Nawet mojemu bliskiemu członkowi rodziny na łożu śmierci życzyłem powrotu do
                  zdrowia z okazji zbliżających się jego urodzin, chociaż obaj wiedzieliśmy, że
                  takiej możliwości nie ma. On potraktował moje życzenie jak żart i odparł:
                  - Walczę ze wszystkich sił. Moje ciało jest w stanie rozkładu, rak zostawił
                  sobie na deser mój mózg, serce i ośrodek mowy. Póki więc mogę, wygłaszam swoje
                  credo. Wierzę, że będę zdrowy i wierzę, że obaj na moje urodziny urżniemy się,
                  mimo, że dotychczas raczej od alkoholu stroniliśmy.
                  Umierając po paru dniach powiedział do żony: - Nie udało się, umieram.
                  Wytłumacz mnie jakoś przed Staszkiem.
                  Ten człowiek miał wielką wolę walki. Szkoda, medycyna nie dostarczyła mu
                  narzędzi do tej walki.
                  Duch walki o przeżycie jest potężny. Nie można go gasić litością. A do walki
                  jest potrzebne oręże. W naszym polskim przypadku są to pomysły na
                  praworządność, rozwój gospodarczy i pomoc społeczeństwu w organizowaniu się w
                  jeden masowy ruch w walce o byt (nie mnożenie stowarzyszeń i partyjek).
                  Przepraszam za drastyczny przykład
                  St.S.
                  • Gość: Hanka Re: Liście.... IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 27.10.03, 22:57
                    Jeśli cokolwiek w mojej wypowiedzi wskazuje na litość... to proszę o litość...
                    Mam moralnego kaca po dzisiejszym posiedzeniu komisji gospodarczej. Panie
                    Stanisławie zachował się Pan nader elegancko i z wielką godnością.
                    A gdzie sie Pan podział natychmiast po?
                    W naszym KOM-owskim biuletynie postanowiłam tak oto podsumować to posiedzenie:
                    Naprzeciw siebie zasiedli: wróble czyli miejscowi kupcy, oraz jastrzębie czyli
                    przedstawiciele kapitału zagranicznego (Makro, Geant, M-1). Ci pierwsi są na z
                    góry przegranej pozycji - nie mają bowiem nawet tego kapitału, który jeden z
                    jastrzębi, po wybudowaniu swego handlowego gniazda, dał w upominku miastu. Te
                    wróble są u siebie, a jastrzębie są przybyszami. Władze miasta, w ślad za
                    państwowymi, zgodnie z trendami globalizacyjnymi wolą trzymać z obcymi
                    jastrzębiami!
                    O czym ta opowieść? Ano o WPŁYWIE supermarketów na rozwój drobnej i średniej
                    przedsiębiorczości w naszym mieście.
                    Proszę forumowiczów o komentarz.
                    Acha, jeden z radnych (zresztą SLD) po skończonej komisji, na której wspierał
                    były zarząd miasta (AWS), który jest autorem tego urodzaju supermarketów
                    powiedział: no przecież nie mam zamiaru patrzeć jak z Polski robi się Białoruś!
                    (Bez dużych sklepów Polska byłaby Białorusią!)
                    Co sie porobiło z umysłami ludzkimi... wiadomo, że nie ma jak walczyć z tzw.
                    postępem, ale czy rzeczywiście nie da się pomóc swoim?
                    Gdzieś przeczytałam taką opinię: KTO BY ZROZUMIAL POLAKOW - BIEGAJA PO SWIECIE
                    Z GIWERAMI I WALCZA O POLSKE, A JAK JUZ JA MAJA, TO ROBIA WSZYSTKO, ABY JA
                    STRACIC! Co w naszym kraju zostalo jeszcze polskiego - chyba tylko bieda!
                    Serdecznie pozdrawiam Hanka
                    • Gość: Stanisław Sidor Re: Liście.... IP: *.clan.pl 28.10.03, 03:32
                      Jest już pokaźna godzina, a ja przygotowuję się do jutrzejszej batalii z
                      magistratem. Żona przezywa mnie: towarzysz Walczak (jest taki dowcip).
                      Zajrzałem do Skarżyska i natychmiast muszę coś sprostować.

                      Gość portalu: Hanka napisał(a):
                      > Jeśli cokolwiek w mojej wypowiedzi wskazuje na litość... to proszę o
                      litość...

                      A mnie chodziło o tekst foxa, który pisał m.in. tak:
                      > Czyzbysmy byli opuszczeni w godzinie potrzeby za grzechy naszej
                      > nieporadnosci i zdani na wlasny los w kolejnej republice kolesiow?
                      > Napewno historia nam to wyjasni a narazie musimy cierpiec wedle skryptu
                      > przypisanej nam roli w tym teatrze, ktory Polska sie zowie.
                      > Z serdecznym pozdrowieniem - Fox

                      Taka wypowiedź człowieka z Kanady nie jest przecież użalaniem się nad własnym
                      losem. Odebrałem ją jak litowanie się nad nami. A niedawno obiecywał, że
                      wesprze moje boje dobrymi radami...

                      Dziękuję za pochwałę. Taka postawa ("nader elegancko i z wielką godnością")
                      sama przychodzi - chyba w myśl zasady: dziad ale honorowy. Chciałem pokazać
                      całej władzy gminnej, jak wysoko unoszę się nad nimi. Biedny JW, widząc to,
                      zawstydził się bratniej Białorusi. Taka wypowiedź nie licuje z
                      internacjonalistycznym światopglądem prominentnego działacza lewicowego.
                      Na pytanie "Co sie porobiło z umysłami ludzkimi... " jest jedyna odpowiedź:
                      SKORUMPOWAŁY SIĘ.
                      I tym optymistycznym akcentem kończąc, życzę dalszej odporności.
                      St.S.
                      • Gość: Hanka Zostawmy te partie i może dalej o lisciach? IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 28.10.03, 22:35
                        Panowie poszukajmy "bezpiecznych" tematow, takich co to nie powoduja nerwowosci!
                        Sa takie? Nie wszyscy znamy sie na wszystkim... ale mozemy pisac co wiemy.
                        Podobno kiedys Dziewonski powiedzial o Ewie Wisniewskiej tak: ONA WIE WSZYSTKO,
                        A CZEGO NIE WIE TO >>> CHROMOLI!!! (przepraszam!) Sprobujmy w ten desen, moze
                        się uda.
                        Wiesiek napisze o motoryzacji, ja o literaturze, Pan Stanislaw o tow. Walczaku,
                        Foxal o zyciu za oceanem, Jozef o lotnictwie, Jarek o fotografowaniu ... i
                        wszyscy czegos fajnego sie dowiemy.
                        Czy znacie proze Melchiora Wankowicza? Wiecie co to KUNDLIZM... co to
                        CHCIEJSTWO?
                        Oto fragment KUNDLIZMU: " czy nie zauważyliscie, ze w rozmowach mamy dwie
                        miary: albo sie mowi o Polsce i Polakach generalnie i wtedy z ust nam nie
                        schodzi "wyrabana niepodleglosc", Gdynia, COP i jeszcze raz na odwyrtke COP i
                        Gdynia, Westerplatte, obrona Warszawy itd. - albo mowimy o znajomych Polakach i
                        wtedy okazuje sie, ze jak okiem siegnac, wszyscy sa durnie, karierowicze,
                        dekownicy, bagaz zaleszczycki, partyjniacy, nepoci, protekcyjniacy,
                        synekurzysci,nieroby, intryganci. Po prostu - zdawaloby sie - ten COP i ten
                        krwawy wrzesien, to powstanie warszawskie i to Cassino sprawili jacys inni
                        Polacy, ktorych nie znamy.
                        c.d - jesli pozwolicie - nastapi jutro. Pozdrawiam Hanka
                        • Gość: Wiesiek Re: Zostawmy te partie i może dalej o lisciach? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 28.10.03, 23:47
                          Kiedyś sobie zadałem pytanie : "czy jest temat bezpieczny? ".
                          I nie znalazłem dobrej odpowiedzi. Każdy jest niebezpieczny.
                          Liście ? Jak jesień jesienią, spadają. Ich prawo i obowiazek robienia miejsca
                          innym liściom, tym młodym co wyrosna wiosną. A to, że leżą, że nie są
                          zbierane ?
                          Oj, to już krytyka, nie twórcza, to......, no właśnie co ? Może to, że nie
                          jestem aktywny i twórczy w pracy ? Że może inny by już je pozbierał a
                          ja "olewam" kwestię "liść a sprawa ........" no czego ? Też niebezpiecznie
                          pytać , odpowiadać. Liść jak liść, se leży. Czasmi wiatr, byle nie historii,
                          go poderwie. Bo jak historii, o to już .....no właśnie, co już?
                          No a co z tym miejscem dla nowych liści ? Natura każe robić, ale żal ustępować
                          miejsca innym. A co z doświadczeniem które stare liście miały ? Wiedziały jak
                          się ustawiać do wiatru by ich nie porwał i drzewo nie utraciło środków do
                          życia. Tak sobie myślę, co by było gdyby nowe liście wyrastały wcześniej niż
                          stare opadną, mogłyby nauczyć się jak ustawiać sie do wiatru by ich drzewo nie
                          utraciło przedwcześnie środków do życia, a nawet pozyskało ich więcej, by
                          szybciej rosło, miało grubsze słoje, i nie obawiało by się wtedy wiatru, nawet
                          wichury. Ale pewnie tak nie może być. Co sezon nowe, co po sezonie opada.
                          Drzewo puszcza nowe liście, które i tak go po sezonie opuszczą.
                          Zostawią na pastwę losu, wichrów i burz.
                          A może to drzewo samo dochodzi do przekonania, że te stare liście zasłaniałyby
                          słońce tym nowym. Nie dopuszczały do światła. No,i może uczyły tego, co ci,
                          szukający w ich cieniu ochłody nazywaja konformizmem ? I może tak ma być.
                          Pozdrówka.
                          Wiesiek.
                          • Gość: Hanka a co z samochodami? IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 29.10.03, 06:50
                            Widac, ze wcale nie jestesmy tacy wyjatkowi na tym swiecie - oj, gdyby lisc
                            umial mowic!
                            Tos mnie Wiesku zaskoczyl, myslalam ze bedzie o motoryzacji.
                            Jedziesz w koncu na 1-go do Skarzyska czy nie?
                            Serdecznie pozdrawiam HANKA
                            • Gość: Wiesiek Re: a co z samochodami? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 00:09
                              Zaskoczę Ciebie teraz ja. Moja wielka niespełniona miłość to szybowce, piękne i
                              smukłe w linii, giętkie, cuda Sztuki (tak, Sztuki ) inżynierskiej.
                              Ale stało sie jak stało. Miłość pozostała.
                              Samochody też są ładne, ale kudy im do patyków. To tak jak porównywac te smukłe
                              białe klipery do parochodów.
                              Co zaś do przyjazdu, to będę sie bardzo starał przyjechać. Kliknę wtedy z
                              dostatecznym wyprzedzeniem gdzie postawię autko. Już pytałem Robinsona gdzie by
                              można, czy na Kolonię wpuszczą ?
                              Pozdrawiam Wiesiek.
                      • Gość: fox.ca Re: Spadajace Liście... widac na odlegolsc. IP: *.sympatico.ca 30.10.03, 05:16
                        > A mnie chodziło o tekst foxa, który pisał m.in. tak:<St.S
                        > > Czyzbysmy byli opuszczeni w godzinie potrzeby za grzechy naszej
                        > > nieporadnosci i zdani na wlasny los w kolejnej republice kolesiow?
                        > > Napewno historia nam to wyjasni a narazie musimy cierpiec wedle skryptu
                        > > przypisanej nam roli w tym teatrze, ktory Polska sie zowie.
                        > > Z serdecznym pozdrowieniem - Fox

                        Szanowny Panie Stanislawie,

                        Slowa, ktore napisalem byly w nawiazaniu do Panskiej aluzji do Pana Boga,
                        ktoremu trzeba cos powiedziec, ze jest nam zle, oraz do p. Hanki o teatrze.
                        Szkoda, ze nie zgadzajac sie z moim podsumowaniem istniejacego stanu w jakiej
                        znajduje sie Polska, nie napisal Pan swojej wersji zrozumienia tych slow i
                        atwierdzenia, ze jest zupelnie inaczej. Bo pisanie ze:

                        > Taka wypowiedź człowieka z Kanady nie jest przecież użalaniem się nad własnym
                        > losem. Odebrałem ją jak litowanie się nad nami. A niedawno obiecywał, że
                        > wesprze moje boje dobrymi radami...<St.S

                        Jest unikaniem dyskusji na poruszony temat a skierowaniem uwagi skad pochodzi
                        dyskutant - czyli dziad o Juzce a baba o pietruszce. Ja osobiscie nie znajduje
                        slow politowania w tym co napisalem, ale Pan odbiera te slowa
                        jako "politowanie" na podstawie zrodla skad ja pisze, niezaleznie co ja pisze.
                        Ponadto, wten sposob odbiera mi Pan prawo do troski o los mojego Narodu i
                        Ojczyzny swojego pochodzenia. W ten sposob daje mi Pan do zrozumienia, ze tylko
                        ludzie mieszkajacy obecnie w Kraju maja prawo glosu w sprawach dotyczacych
                        uwarunkowan w jakich ten Kraj sie znajduje. Wedlug mojej obserwacji historii
                        ostatnich czasow sposob ten jest dosc wyprobowany, bo inne byly zalozenia,
                        gdzie nie tresc byla wazna a zrodlo jej wysylania. Stad Polska jako Kraj nie
                        tylko nie dba obecnie i nigdy nie dbala o swoich ziomkow mieszkjacych poza
                        granicami kraju, bo byli to potencjalni burzyciele spokoju decydentow w danym
                        okresie.

                        To tylko jest potwiedzeniem diagnozy, ktora pozwolilem sobie postawic w
                        wczesnych latach 80-siatch, twierdzac, ze znaczace sie zmiany beda mozliwe w
                        trzecim pokoleniu, bo Polacy musza najpierw zrozumiec sami siebie, aby mogli
                        podejmowac odpowiednie kroki naprawy istniejacego stanu, ktory jest pierwsza
                        pochodna okresu lat 1945 do 1981. Wowczas mowiono mi, ze sie myle, bo my
                        jestesmy sprytni, prezni i potrafimy wszystko zmienic na lepsze w okresie 10
                        lat. Obecnie mija juz 23 rok i zmiany spelniajace zyczenia i stan ekonomiczno -
                        gospodarczy spoleczentwa jeszcze nie nastapily w dostatecznym wymiarze, choc
                        moge sie mylic.

                        I w tym kryje sie glowna przyczyna, ze najlepsze mysli, czy checi jednostek nie
                        znajduja zrozumienia ogolu. Dlatego Pan mnie podsumowal, ze ja mieszkajac poza
                        granicami Kraju nie moge wyrazac troski o jego dobro, jedynie wzbudzac
                        nietaktowna litosc nad chorym organizmen Kraju, przyrownujac go do stanu
                        chorobowego swojego przyjaciela, ktorego los byl juz przesadzony.

                        Nie jest Pan odosobniony w sposobie myslenia, bo w wiekszosci przypadkow nikt
                        nie lubi sluchac, ze mol ktory nas gryzie jest widoczny golym okiem i to w
                        dodatku z daleka. Wysluchanie co inni maja do powiedzenia jest jakas
                        niewymierna nieporadnoscia, ktora moze prowadzic do kleski narodowa.
                        Kiedykolwiek uslyszymy cos, czego nie chcemy slyszec, to natychmiast odsadzamy
                        interlokutora od czci i wiary, by nie dopuscic nawet mozliwosci, ze moze jego
                        obserwacje znajduja pokrycie w rzeczywistosci.

                        Co do "wsparcia" radami w rozwiazaniu problemu srodowiska "malych kupcow" (
                        strasznie mi zle brzmi ta nazwa) w Zabrzu, to i owszem zglosilem sugestie w tej
                        sprawie w dwoch (watkach)tematach, ale Pan nie podchwycil rzuconej idei
                        (tematu), wobec czego dalszych moich wystapien w tej sprawie nie bylo. Jesli
                        moje podsumowanie stanu opieki Boskiej nad nami nie przypadlo Panu do gustu,
                        mysli Pan, ze moje rady znalazly by u Pana lepsze zrozumienie? Osobiscie watpie.

                        A na zakonczenie pozwole sobie zauwazyc, ze historycznie to nie tylko ludzie w
                        mieszkajacy w Kraju, maja patent na praktyczny lub duchowy patriotyzm.

                        Z optymistycznym pozdrowieniem - Fox

                        PS: Czy mysli Pan, ze uzalanie sie nad moim wlasnym losem, bylo by bardziej
                        interesujace, czy milej widziane?
                        • Gość: Hanka O jesiennej melancholii... IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 30.10.03, 08:46
                          Wieje z Twoich wpisow FOXIE smutkiem. Kiedy byles ostatni raz w Kraju - moze
                          warto zaplanowac urlop, ktory moze byc balsamem dla tesniacej duszy...
                          Ps. czy udalo Ci sie sprawdzic ta liste dyskusyjna, ktora Ci podalam - tam
                          pisze jakis Jasiek z Toronto...
                          Chociaz smutno, ale pisz! Serdecznie pozdrawiam Hanka
                          • Gość: fox.ca Re: A moze melancholinie o Jesieni... IP: *.sympatico.ca 31.10.03, 02:32
                            > Wieje z Twoich wpisow FOXIE smutkiem. Kiedy byles ostatni raz w Kraju - moze
                            > warto zaplanowac urlop, ktory moze byc balsamem dla tesniacej duszy...<H

                            Byc moze, to co pisze brzmi czasmai smutnie, ale czy jak bym pisal te same
                            rzeczy w sposob wesoly (jak to drzewiej bywalo) czy zmienilo by to stan, ktory
                            nie przynosi ludiom spelnienia ich oczekiwan zgodnie z obietnicami kolejnych
                            ekip wladzy - mnie sie wydaje, ze nie. Poza tym wydaje mi sie, ze najtrudniej
                            przychodzi nam zauwazyc te nieprawidlowosci, ktore dzieja sie wokol nas - zona
                            jest ta ostatnia, ktora dowiaduje sie o zdradzie meza a obywatele o
                            sprzeniewierzeniach wybranego przez siebie rzadu. My wszyscy, zawsze szukamy
                            tego promyczka nadzieji, ze to moze nie jest tak, jak te wroble na wszystkich
                            drzewach cwierkaja, bo ta nadzieja lezy w naszej naturze i prawie zachowania
                            gatunku, aby przetrwac w mozliwie jak najlepszych warunkach. Historia natomiast
                            nas poucza, ze juz nie jeden nosiciel zlych wiesci stracil zycie, lub zostal
                            napietnowany za taka przysluge.

                            Ostatni raz bylem w czerwcu 1999 roku, pracujac przy budowie hotelu. Jesli
                            chodzi o urlop to napewno by sie przydal, ale nie w sugerowanym przez Ciebie
                            celu.

                            > czy udalo Ci sie sprawdzic ta liste dyskusyjna, ktora Ci podalam - tam
                            > pisze jakis Jasiek z Toronto...<H

                            Tej listy nie sprawdzalem, choc o niej wiem juz od dosc dawna. Jaska z Toronto
                            znam z innego forum - jest wedlug mnie nie przejednanym fanatykiem idei
                            uzdrowienia ekonomii w Kraju i kilka krotnie zmierzylismy swoje piora w sporze
                            w poszukiwaniu drogi do wlasciwego rozwiazania. Jego opinia jest zbudowana na
                            Biblii i swietym przekonaniu ze wszystkiemu sa winni Zydzi z ich finasowymi
                            metodami obrotu pieniedzmi, oraz jak drenowac kazdego, kto sie po drodze
                            nawinie. Niektore z jego punktow w odniesieniu do "podobno" historycznie
                            udokumentowanych faktow, sa czasami przekonywujace, choc nie pociagajace
                            szerpkiego poparcia jako nie realne we wspolczesnym swiecie.

                            Inaczej mowiac, to kazdy z nas ma swoje przemyslenia, na ktorych opiera swoj
                            punkt widzenia.

                            Najlepszym lekarstwen na smutny los naszego zycia jest humor, choc czasami
                            brzmi dosc ponuro. Pytanie jest czy mozemy zyc w warunkach ,ktore wydaja sie
                            nam nie zadawalajace i mowic o nic na wesolo. Jesli nam sie to uda, to
                            bedziemy komediantami, grajacym na wesolo satyre naszego zycia.

                            Pozdrawiam na wesolo z przymrozeniem oka - Fox
                        • Gość: Stanisław Sidor Re: Odległość nie musi nas dzielić IP: *.clan.pl 30.10.03, 14:22
                          Wielce szanowny Rodaku Fox!
                          Podziwiam ludzi, którzy - rzuceni przez los na obczyznę - troszczą się o swoją
                          ojczyznę. Za bardzo cenię Pana zdanie, żebym mógł sobie pozwolić na
                          jokikolwiek nietakt wobec Pana osoby.
                          Widocznie wyraziłem się nieprecyzyjnie, skoro Pan poczuł się dotknięty. Ja
                          tylko chciałem zaakcentować, że nie możemy się załamać. Zawsze twierdzę, że
                          nie biadolenie a wytężona praca i walka o byt jest drogą do poprawy własnego
                          losu. Jestem przekonany, że w tej kwestii jesteśmy zgodni, bo kto lepiej zna
                          wartość samorealizacji, niż Pan - człowiek na emigracji.
                          Z wyrazami szacunku chylę czoła
                          St.S.
    • Gość: agnostyk Re: Zostawmy te partie i może dalej o liściach IP: 195.136.247.* 03.11.03, 20:28
      Jestem pod wrażeniem wywodu Wieśka z 28.10.2003 godz.23.47.


      Szanowny Wieśku, są takie liście, które bezkolizyjnie giną przekazując
      następnemu pokoleniu wszystko co miały najlepszego. To iglaki, nasze sosny i
      świerki. Nauczyły się, w imię celów wyższych opadać niezauważalnie, bez huku,
      bez krzyku, bez płaczu nawet. Nie musi pamięć ginąć razem z opadnięciem z
      drzewa. Nawet jeżeli się nie jest iglakiem (o co nam Polakom bardzo trudno) to
      można przecież te opadłe liście gromadzić w zielniku, by spojrzawszy na któryś
      tam, z przed lat, przypomnieć sobie chwile dobre czy złe, ku pamięci, by błędów
      nie powtarzać.
      Szanowna Haniu. Ze SK jestem jedynie luźno związany ale za to od bardzo
      dawna. Pobierałem nauki w Radomiu, moja sympatia (wtedy to mówiło się
      narzeczona) miała nakaz pracy w Suchedniowie (dla młodych i tych, którzy mają
      pamięć dobrą ale krótką wyjaśniam, że „nakaz pracy” wówczas, to absolutne
      przeciwieństwo bezrobocia). Lata 1958 – 1960. Przepustki od 16.00 do 21.00.
      Szybki przyjazd (jeżeli były pieniądze) do Suchedniowa, spotkanie zakochanych,
      ukradkowe spojrzenia , dotknięcie dłoni, szybki wstydliwy pocałunek, walące jak
      młot serca no i szybki powrót do Radomia – spóźnienie mogło wtedy skutkować
      wyrzuceniem ze szkoły. Moja Miłka odprowadzała mnie, pociągiem oczywiście, do
      SK. Tu na peronie było parę minut do odjazdu mojego pociągu i....i za każdym
      razem, gdy spacerowaliśmy po tym peronie z głośników rozlegała się
      melodia „Dzień jak co dzień, zwykły dzień jak co dzień”. Nie wiem, czy nas
      zauważano (byłem wtedy zawsze w mundurze), czy nie mieli innych płyt ale ta
      melodia to tylko dla mnie - Skarżysko Kamienna.
      Szanowny Foxie. Przeglądam więc ten swój „zielnik” z opadłymi liśćmi i
      zastanawiam się, gdzie popełniałem błędy. Okazuje się, że wszędzie i zawsze. I
      pewnie będę dalej je popełniał nadal, chociaż nauczony doświadczeniem będzie
      ich coraz mniej. Wiem, że dobrze spełniałem swoje obowiązki, gdyż
      moi „uczniowie przerośli mistrza” i rozwijają , w formie kontynuacji, moją i
      ich misję, wizję „dobrej roboty” (Kotarbiński). Nie mam zahamowań, nie mam
      wyrzutów sumienia, nie widzę powodów by ktoś mógł mi cokolwiek zarzucić (
      abstrahuję od zasady: „gdy się chce kogoś uderzyć......”). Jestem synem byłego
      legionisty Piłsudzkiego, żołnierza armii pruskiej, powstańca śląskiego, jeńca
      radzieckiego w 1939r. I ja mam się sprzeniewierzać swojej Ojczyźnie. Foxie
      szanowny, nie ten drań, nie ta kreatura, która w Twojej wyobraźni powstała.
      Tak, jako członek Partii dążę do władzy (niekoniecznie osobiście), chciałbym
      być np. prezydentem Stanów Zjednoczonych albo lepiej Papieżem – mógłbym się
      wtedy przysłużyć bardzo skutecznie swojej Ojczyźnie.
      Cóż, Hanko, Wiesławie, Foxie a liście opadają !!!
      • Gość: Hanka Jestem pod wrazeniem wpisow Agnostyka. IP: *.debacom.pl / 213.17.142.* 04.11.03, 07:44
        Ciepla i nostalgiczna opowiesc o ... podwojnym romantyzmie. Tak - podwojnym, bo
        romantyczne byly spotkania z dziewczyna przed laty i romantyczne sa
        marzenia "jesiennego liscia" (mysle tu o nas wszystkich) o dokonaniu jeszcze
        czegos znaczacego. Czegos nie banalnego, a moze przydatnego tym lisciom
        zielonym...
        Wyrazy szacunku Agnostyku HANKA
        Ps. A co z Dziewczyna - czy zostala zona?
        I... "pisz jeszcze, pisz jeszcze, pisz wiecej..."
        • Gość: agnostyk Re: Jestem pod wrazeniem wpisow Agnostyka. IP: 195.136.247.* 04.11.03, 18:47
          Tak, Haniu, została i jest moją żoną. Wiele było burz w naszym życiu, liscie
          nie tylko brązowieją (źle, nabierają złótej barwy!)lecz i poważnie zostały
          przez życie potargane. Ale to chyba normalne. Sielanka to forma literacka.
          Życie to życie!
          • Gość: Hanka Re: Jestem pod wrazeniem wpisow Agnostyka. IP: 213.17.142.* 04.11.03, 22:11
            Dziwne - zadając to pytanie jakbym przeczuwała odpowiedź...
            Słusznie piszesz: życie to życie. Chyba wszyscy mamy takie doświadczenia.
            A te pożółkłe liście? Cóż, na ogół wirują niesione jesiennymi wichrami bez
            możliwości odnalezienia się... tak jak ludzie targani swymi namiętnościami,
            wyobrażeniami, tęsknotami i ambicjami...Czyżby jakiś swoisty porządek w
            przyrodzie?
            Serdecznie pozdrawiam HANKA
      • fox.ca Re: Zostawmy te partie i może dalej o liściach 08.11.03, 06:16
        Szanowny Agnostyku,

        Zauwazylem, ze ktos wprowadzil rejestracje wpisow, czego na poczatku tego Forum
        nie bylo.

        > Szanowny Foxie. Przeglądam więc ten swój „zielnik” z opadłymi
        > liśćmi i zastanawiam się, gdzie popełniałem błędy. Okazuje się, że wszędzie i
        zawsze. I pewnie będę dalej je popełniał nadal, chociaż nauczony doświadczeniem
        będzie ich coraz mniej.<agn

        Wielkosc charakteru czlowieka mozna mierzyc jego umiejetnoscia wyciagania
        wnioskow z wlasnych bledow, choc lepiej jest sie uczyc na cudzych bledach,
        jesli potrafimy je zdefiniowac i wyciagnac wnioski.

        Jestem nieco zaskoczony pytaniem, bo moje komentarze odnosily sie jedynie do
        ogloszenia o zebraniu, a nastepnie do twojej odpowiedzi na moj komentarz. Jesli
        mnie pamiec nie myli, to ja odnosilem sie do Twojej postawy i formowania swojej
        odpowiedzi na moje sluszne czy nie sluszne uwagi o dzialalnosci APP Racja, a
        nie do Ciebie personalnie.

        Zrozumialym jest, ze kazdy z nas jesli co kolwiek robi, ma zawsze mozliwosc
        popelniania bledow, ale mysl przewodnia moich komentarzy nie byla, aby oczyscic
        z bledow autora "anonsu o zebraniu" jedynie uslyszec rzeczowe argumenty,
        wynikajace z przeslanek potrzeby istnienia takiej partii jako sily spolecznej
        wiodocej do poprawy warunkow w jakich Polska sie obecnie znajduje. Byc moze nie
        byla ona sformulowana wystarczajaco jasno, aby mozna udzielic jednoznacznej
        odpowiedzi.

        Ten nie popelnia bledow, kto nic nie robi, choc podstawowym jego bledem jest
        wlasnie nic nie robienie, stajac sie pasozytem zerujacyn na swoim otoczeniu.

        > Wiem, że dobrze spełniałem swoje obowiązki, gdyż moi „uczniowie przerośli
        mistrza” i rozwijają , w formie kontynuacj i, moją i ich misję, wizję „dobrej
        roboty” (Kotarbiński). Nie mam zahamowań, nie mam wyrzutów sumienia, nie widzę
        powodów by ktoś mógł mi cokolwiek zarzucić (abstrahuję od zasady: „gdy się chce
        kogoś uderzyć......”).<agn

        Najwazniejsza sprawa czlowieka czynu jest miec przekonanie o dobrze spelnionym
        obowiazku, wobec zalozen chwili czy okresu i ja tego nie kwestionowalem, nie
        mowiac o tym, ze czasami moze sie zdarzyc, ze nawet dobrze spelniony obowiazek
        jest nie wystarczajacy, aby zaspokoic ciekawosc czy potrzeby interlokutora.
        Czasami, ten jeden postawiony krok dalej, przynosi wiecej korzysci niz
        utrzymanie swojej postawy z pozycji "osobistej racji" stanu (funkcji, majestatu
        pozycji).

        Mnie sie wydaje, ze moje komentarze nie byly pisane ani na pierwszy anonas, ani
        na kazda kolejna odpowiedz z pozycji szukania, aby Tobie "dolozyc", choc Ty tak
        to odbierasz, co juz kilka krotnie nadmienialem podajac domniemane zrodlo
        takiej postawy.

        Patrzac wstecz na nasza wymiane zdan, latwo jest zauwazyc, ze bylo znacznie
        latwiej udzielic mi laikowi poprawnej odpowiedzi o zalozeniach i intencjach
        partii, ktora reprezentujesz, nizli bronic swojej postawy na zasadzie, ze kazdy
        kto sie sprzeciwia nieznanym sobie intencjom partii jest automatycznie jej
        przeciwnikiem. Przypowiesc o wrobelku i koniu napewno slyszales.

        Co do Twojego pochodzenia to nie bede sie wypowiadal, bo co kolwiek mogl bym
        powiedziec to bedzie nie na miesjcu, jako ze, to nie jest moje hooby a moj
        zyciorys jest mieco inny, choc nie jest wykluczone, ze moglismy chodzic po tych
        samych korytarzach szkoly sredniej, nie mowiac o deptaku Radomia.

        Natomiast jesli chodzi o nasze marzenia czym bysmy chcieli byc, to ja tak
        wysoko nie mierzylem jak prezydent kraju czy glowa kosciola, ale mialem swoje
        szanse i uwarunkowania chwili, ktore wykorzystalem, choc napewno mozna byloby
        je zwiekszyc, patrzac wstecz. Niestety, kazdy czlowiek ma zawsze mozliwosc na
        swojej drodze zycia wykorzystac nadarzajace sie okazje, o ktorych moze nie
        wiedziec, lub nie chce ich zauwazyc. A jak juz nasze "liscie " zaczynaja
        zolknac i opadac, to jest za pozno, aby wrocic i nadrobic przegapione
        zaleglosci i to sie nazywa c'est la vie.

        Tymczasem pozdrawiam, mimo ze, jesienne liscie nieustannie obecnie opadaja.

    • hanka9 Re: Liście.... 07.11.03, 21:43
      Robinson, a co z larwami szrotówka?
      Nastrój jesienny to jednak liście... nie larwy.
      Serdecznie pozdrawiam Hanka.
    • hanka9 Re: Liście.... 09.11.03, 20:37
      kartki.onet.pl/1496,kartki.html
      serdecznie pozdrawiam Hanka
      • hanka9 Lisci juz nie ma. 29.11.03, 19:38
        a śniegu jeszcze nie ma. I oby go dlugo nie było!
        Czy ktos moze wie gdzie nam sie podzial Agnostyk?
        Przeczytalam ze antyklerykalowie w natarciu - wiec chyba mocno zajety.
        Serdecznie wszystkich pozdrawiam HANKA
        • anita46 Re: Lisci juz nie ma. 01.12.03, 00:38
          Czy człowiek może być w trzech osobach? Tak, Jan Maria Rokita.
          • hanka9 Poznojesienna szaruga. 06.12.03, 07:48
            Za oknem brzydko: pada i wieje. Szaro i smutno.
            Taki klimat zabiera czlowiekowi nawet chec do marzen. Jedno jest pewne - trzeba
            to przeczekać: aby do pierwszego promyka slonca!
            Troche mi sie posypalo zdrowie i je zbieram!
            serdecznie wszystkich pozdrawiam Hanka
            • agnostyk1 Praca, praca! 05.01.04, 23:41
              > Troche mi sie posypalo zdrowie i je zbieram!<

    • hanka9 Re: Liście.... 06.01.04, 21:57
      Juz niedlugo beda nowe !
      Czy umiecie obudzic w sobie ten przedsmak delikatnej,marcowej lub kwietniowej,
      budzacej sie do zycia zielonosci?
      Dla tych cudownych dni jestem w stanie zcierpiec do konca ta okropna zime z jej
      mrozami, zadymami a czasem plucha. A jakie mam inne wyjscie?
      Pozdrawiam serdecznie Hanka
      • sensei4 Re: Liście.... 06.01.04, 23:01
        Kiedyś tam, dawno temu, w "Przekroju" jak był "Przekrojem"
        przeczytałem: " Jak nie ma wyjścia należy wyjść przez wejście" .
        Pozdrawiam .
        Sensei.
        • stanislaw.sidor Re: Liście.... 07.01.04, 00:00
          To tak jakby jechać tyłem, żeby jechać z powrotem.
          St.S.
          • sensei4 Re: Liście.... 07.01.04, 14:04
            Tyłem, to wycofywnie sie na poprzednie pozycje.
            Jazda przodem w kierunku z którego się przyjechało, to już moze być
            ucieczka.
            Pozdr. Sensei.
            • hanka9 Stasiu i Wiesiu, o czym Wy piszecie ? 07.01.04, 22:14
            • hanka9 Powazni Faceci 07.01.04, 22:19
              a uprawiaja jakas tam mniemanologie stosowana i dialogi na cztery nogi!
              Pozdrawiam HANKA
              Ps.
              Piszcie cokolwiek pod jednym wszakze warunkiem:
              dajcie czytelnikowi chwile intelektualnej radosci, za co z gory szczerze i z
              serca dziekuje!
              • stanislaw.sidor Re: Intelektualna radość... 07.01.04, 23:32
                ...zapanuje dość powszechnie, jak ustanowimy wyjścia na wszystkich wejściach,
                ustalimy kierunki powrotne, i wycofamy się tyłem do przodu salwując się
                ofensywną ucieczką przez czarną dziurę w plamie słonecznej.
                Nie martwcie się o mnie już sąsiadka dzwoniła do psychiatry.
              • stanislaw.sidor Re: Intelektualna radość... 07.01.04, 23:34
                ...zapanuje dość powszechnie, jak ustanowimy wyjścia na wszystkich wejściach,
                ustalimy kierunki powrotne, i wycofamy się tyłem do przodu salwując się
                ofensywną ucieczką przez czarną dziurę w plamie słonecznej.
                Nie martwcie się o mnie, już sąsiadka dzwoniła do psychiatry.
                Przekażcie sobie fajkę pokoju.
                St.S.
                • stanislaw.sidor Re: Kurde, wypsnął mi się tekst 07.01.04, 23:36
                  • hanka9 Re: Kurde, wypsnął mi się tekst 08.10.04, 21:53
                    Czy może ktoś wie co się stało z robinsonem?
                    Pozdrawiam Hanka.
                    • agnostyk1 Re: Kurde, wypsnął mi się tekst 09.10.04, 20:56
                      Robinson? A miesiąc temu przypłynął statek i go z bezludnej wyspy zabrał! W
                      pospiechu zapomniał zabrać komputera. O!!!
                      Pozdrawiam.
                      • hanka9 Re: Kurde, wypsnął mi się tekst 10.10.04, 09:31
                        Dobre!
                        Ta bezludna to niby S-ko?
                        Czy zabrał go na bezludną... gdzieś w nieznane? Raczej to drugie, wyjechał ze S-
                        ka za robotą, albo mu się komputer zepsuł.
                        Pozdrawiam h9 :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka