Dodaj do ulubionych

I po co to wszystko?

12.08.15, 00:14
Czy nie warto byłoby włączyć do planowanego referendum pytań dotyczących nauki religii w szkole?

R. Kiełbasiński (Tajemnice Nowego Testamentu, 2011) pisze:
"Choć Biblia jest księgą, która praktycznie każdy (no, powiedzmy, wielu) z nas posiada na półce, to tak naprawdę wiedza statystycznego polskiego katolika na jej temat jest minimalna. I ten brak elementarnej wiedzy o Biblii wcale mnie nie dziwi. W młodości byłem ministrantem, służącym niemal codziennie do mszy i regularnie uczęszczającym na lekcje religii. W sumie było to 12 lat nauki tego przedmiotu. I jaką otrzymałem wiedzę? Oprócz kilku opowieści o Ewie, jabłku, złym szatanie czy sprytnym Dawidzie, który za pomocą procy powalił potężnego Goliata - tak naprawdę niewiele. Lekcje religii poświęcone były kwestiom - nazwijmy to ogólnie moralnym. Polegały głównie na uzasadnianiu, za co idzie się do piekła." (s. 10)
Obserwuj wątek
    • edekzgredek99 Re: I po co to wszystko? 12.08.15, 08:15
      No ale taka jest prawda panie Wisłocki. W salkach katechetycznych słabo uczono a teraz w szkole to już leży odłogiem. Zresztą zauważ pan że po bierzmowaniu młodzież zrywa więzy z ta instytucją.
      • genia50 Re: I po co to wszystko? 12.08.15, 09:14
        Juz do bierzmowania wielu idzie z musu.Gdyby bierzmowanie bylo pare lat pozniej i bardziej indywidualne,(a nie klasami) to pewnie malo kto by przystepowal.
        • ja-tarzan Re: I po co to wszystko? 12.08.15, 10:38
          >>Juz do bierzmowania wielu idzie z musu.Gdyby bierzmowanie bylo pare lat pozniej i bardziej indywidualne,(a nie klasami) to pewnie malo kto by przystepowal.

          Myślę, że to nie wina religii samej w sobie.

          Program nauczania, czy jak to sie nazywa, jest tak stworzony, że nie zawiera wielu ciekawych treści, a i sposób ich przekazania pozostawia wiele do życzenia.
          Z punktu widzenia wiedzy, wiedza o religii, czy raczej religiach (bo tak byłoby lepiej moim zdaniem) może być ciekawa.
          Natomiast element wychowawczy, podobnie jak w przypadku etyki, pracy wychowawczej rodziców, czy szkoły też może być wartościowy, tyle, że jeszcze raz trzeba zwrócić uwagę na metody.
          • wislocki12 Wiem, Palikot! 12.08.15, 23:57
            Piszesz:
            "Myślę, że to nie wina religii samej w sobie."
            Czyżbyś chciał zatem skrytykować duchowieństwo, które samo sobie robi kuku? Jakieś to mało, chyba, poważne... Bo nawet nie podejrzewam, ze chodzi Ci o Episkopat, że o EPiSkopacie nie wspomnę! ;-))
            PS. Ciekawe, kto tworzył program nauczania religii? Wiem, Palikot! ;-))
            PS2. Masz rację - te metody! ;-))
            • ja-tarzan Re: Wiem, Palikot! 13.08.15, 08:59
              >>Czyżbyś chciał zatem skrytykować duchowieństwo, które samo sobie robi kuku? Jakieś to mało, chyba, poważne... Bo nawet nie podejrzewam, ze chodzi Ci o Episkopat, że o EPiSkopacie nie wspomnę! ;-))

              Wchodzisz w stadium tak głupkowatego poczucia humoru, że zaczynam sie o Ciebie martwić ;)

              Tak, gdyby osoby świeckie, w tym MEN, miały wpływ na program, odbyłoby się to z korzyścią dla uczniów.
              Ale znacznie ważniejsze jest to kto i jak im te treści przekazuje.
              Nie śmiej się z metod, bo młodemu człowiekowi można przekazać nawet najnudniejsze i najtrudniejsze treści, o ile robi się to umiejętnie.
              Ponieważ sposób przekazywania wiedzy i metody, czyli nauczyciel religii podlega nie tylko dyrektorowi szkoły, ale również władzom kościelnym wracamy do początku. Nieumiejętnego sposobu rozmawiania z młodymi ludźmi. To nie jest przedmiot egzaminacyjny, ba to nie jest nawet przedmiot obowiązkowy, więc pole do popisu większe dla innowacji, pomysłowości, czy choćby uatrakcyjnienia.

              P.S. Tak w sumie to nie wiem jakie jest Twoje zdanie na ten temat, bo poza "żartami" niczego w tej wypowiedzi nie wyczytuję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka