xxx131
31.10.04, 11:54
Poniedziałek
Znów do roboty... Zaledwie zakończyła się poprzednia sesja parlamentu,
pamiętam, śpiewaliśmy kolędy i dawaliśmy sobie podarunki pod choinkę, a tu
znów już trzeba do roboty. Dzieciaki się śmieją, bo akurat zaczynają się im
wakacje a ja muszę kisić się w ławce. No ale nic, trzeba przecierpieć te dwa
albo i trzy tygodnie. Chyba wystąpię o dodatek za pracę w nadgodzinach. Kto
to widział tyle tyrać.
Wtorek
Jak gorąco! Odparzyłem sobie pośladki o ławę. Wkurzyło mnie to i rzuciłem
pomysł strajku. Oflagowaliśmy się, założyliśmy Poselski Komitet Strajkowy i
ogłosiliśmy listę 22 postulatów, bez spełnienia których nie przerwiemy
strajku. W razie niespełnienia postulatów zagroziliśmy głodówką rotacyjną,
tzn. głodować będą po kolei wszyscy posłowie w godzinach 8-8.15 rano i 02-
02.30 w nocy, oraz wszyscy w przerwach między posiłkami. Ci z ZCHN
głosowali "za", bo w starszym wieku dobrze jest się czasem przegłodzić, ale
pod warunkiem żeby głodówkę nazwać postem, bo poszczenie jest jak najbardziej
zgodne z wartościami chrześcijańskimi.
Środa
Zachorował kolega z naszego klubu. Mówiłem mu, że langusty z kawiorem nie
popija się litrem koniaku! Wysłaliśmy mu życzenia do szpitala: "Drogi kolego,
życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. 34 za, 5 przeciw, 2 się wstrzymało".
Czwartek
Wczoraj na balandze doszliśmy do wniosku, że właściwie zapomnieliśmy o
jeszcze jednym postulacie: Żądamy podwyżki diet do przeciętnej płacy
kongresmana i wypłaty jej w dolarach. Fuck! Okazało się, że kongresman
zarabia mniej niż my. Wycofaliśmy postulat i nagłośniliśmy to jako wyraz
naszej troski o społeczeństwo i jako przykład skromnych wymagań materialnych
parlamentu.
Piątek
Kupili mi Mercedesa 500. Moi wyborcy przestaną się wstydzić, że jeżdżę jakimś
marnym BMW.
Sobota
Obudziłem się zlany potem, ale po chwili okazało się, że to tylko sen. Nadal
mam przy sobie - jak każdy mężczyzna - narzędzie gwałtu. Ufff.
Niedziela
Pod oknami wrzeszczeli rolnicy albo nauczyciele. Jeden motłoch, ch.. z nim.
Przeszkadzają w mszy i nie usłyszałem kto załapie się na kolejną wycieczkę do
Rzymu z prezydentem. Wedle listy z naszej partii powinien jecha teraz
szwagier ciotki mojego szofera, ale jak znam życie to pojedzie znów stryjenka
wuja tego elektryka od maszynki do głosowania. Facet powiedział, że albo ją
poślemy albo przestanie dodawać nam głosów.
Poniedziałek
Po paru piwkach jechałem sobie środkiem chodnika (przecież nie pojadę ulicą,
bo o wypadek nietrudno) i jakiś palant potrącił mego Merca. Rodzinę ofiary
obciążono kosztami naprawy.
Wtorek
Spotkanie z wyborcami. Obiecałem emerytom po 130 milionów renty. Bili brawo.
Potem nazwałem prezydenta agentem. Bili brawo. Potem rzuciłem hasło "precz z
żydostwem". Bili brawo. Potem powiedziałem, że solidaryzuję się z nimi, bo
też zarabiam zaledwie 20 milionów. Bili - ale mnie. Okazało się, że oni
wprawdzie zarabiają 20 mln lecz rocznie. Muszę uważniej czytać notatki jakie
mi robią w biurze.
Środa
Zgłosiłem votum nieufności w stosunku do rządu. Na szczęście koledzy
powiedzieli mi, że pięć dni temu obaliliśmy tamten rząd i teraz jestem
wicepremierem. Nawet nie wiedziałem. Powiedziałem, że się pomyliłem. I tak
wszyscy spali.
Czwartek
Dzisiaj głosowaliśmy nad jakąś ustawą czy podatkiem; nie pamiętam. Czytałem
sobie "NIE" i nagle widzę, że kamerzysta usiłuje sfilmować jak ktoś obok mnie
głosuje na dwie ręce i jedną stopę. A to sukinsyn! Kamerzysta. Usiłuje
manipulować opinią publiczną. Wezwałem i opieprzyłem. Jej, jak ja to lubię!
Piątek
Prezydent zrobił aluzję, że już dawno nie całowaliśmy go w dupę. Powiedział -
bezczelny - że jakby co, to rozwali ten cały parlament siekierą. Cham ze
słomą w butach. Nie pomyślał, że musiałbym wtedy wrócić do tej kanciapy na
budowie i dalej robić za stróża nocnego.
Sobota
Zawiązaliśmy koalicję. Ja i ta blondyna z KPN... czy może z PSL? Cholera ją
wie. Szybko uzgodniliśmy wspólny punkt widzenia i znaleĽliśmy płaszczyznę
porozumienia. Ruchy frykcyjne... pfu, frakcyjne, odchodziły aż dudniło. Ona
trochę narzekała, że obtarła sobie kolana na klęczniku, gdy ładowałem ją od
tyłu, ale co tam, dla dobra Polski można pocierpieć. Miło było, ale potem
okazało się, że to komunistka! Jak Bozię kocham! W środku była całkiem
różowa, a miejscami nawet czerwona! Zdekomunizowałem ją przez okno.
Niedziela
Grałem w karty z szefem klubu bezpartyjnych katolików, albo niekatolickich
partyjnych. Nigdy się nie mogę w tym połapać. Wygrałem dwa etaty wice
wojewody (koledzy się ucieszą!), 15-minutowe "okienko" w TV zaraz
przed "Kołem Fortuny", podróż z prezydentem do Gwadelupy i służbową hondę
accord, ale starą, bo ma już pół roku i 10,000 na liczniku. Będzie dla
szwagra, bo pieni się, że ma posła w rodzinie i nawet nie jest jeszcze
ambasadorem. Tamtemu łyso było, więc dałem mu potem wygrać w tym głosowaniu
nad budżetem. Zabrano emerytom połowę szmalu i podniesiono podatki do 95%
Niezły interes zrobiłem, może nie?
Poniedziałek
Łotr! Sukinsyn bez czci i sumienia! Ta honda ma 35.000 na liczniku i
popielniczkę pełną petów; a co gorsza prezydent odwołał wizytę w Gwadelupie,
o czym wcześniej nie wiedziałem. Jakże pazerni i nieuczciwi bywają niektórzy
nasi wybrańcy społeczeństwa.
Wtorek
Ciekawa inicjatywa. Zgłoszono projekt by tytuły senatora i posła przechodziły
z ojca na syna. Oczywiście ślubnego. Hmmm, trzeba to przemyśleć. Jak by to
ładnie nazwać, żeby ten motłoch się nie pienił... "proces płynnej sukcesji
władzy"... nie, to jeszcze nie to. Ale poczekamy, poczekamy, nie ma co się
śpieszyć...
Środa
Zadzwoniłem na posterunek i dla żartu powiedziałem, że w kiblu jest bomba.
Ile było radości i zamieszania! A przy okazji wydało się, że Moczulski nosi
damskie majtki w kwiatki z czarną koronką i podwiązki. Tylko dlaczego na szyi?
Czwartek
Dziś zatrzymał mnie policjant, bo podobno przejechałem światła albo
przechodnia. Dobrze, że mi zwrócili uwagę koledzy, bo wlókłbym tego gościa aż
pod sam Sejm. Powiedziałem policjantowi, że nie mam do niego urazy i raczej
go nie wywalę z roboty. Czasem trzeba zdobyć się na jakiś wielkoduszny gest.
Piątek
Boże jak nudno! Graliśmy w pingponga i w okręty, a póĽniej w chowanego i
berka. Potem niestety włączono kamery i trzeba było siedzieć w ławach i
udawać, że się słucha. A gość na ambonie, pardon, mównicy, udawał, że wie o
czym mówi.
Sobota
Ciężki kac.
Niedziela
Klin klinem!
Niedziela
O Jezu?! Cały tydzień piłem?!
Poniedziałek
Przypomniało się nam, że strajkujemy. Postanowiliśmy nasze postulaty złożyć
prymasowi albo prezydentowi. Niestety prymas akurat wyjechał do Rzymu. Na
szczęście prezydent właśnie wrócił z Rzymu, więc daliśmy mu nasze żądania.
Stasiu umie pisać, więc wykaligrafował je na kawałku papieru. Lech
podziękował i zawinął sobie w niego śledzika. Ale powiedział, że mu Wachowski
poczyta, bo umie, a nawet lubi.
Wtorek
O kurczę! Przeczytał! Powiedział, że się w pełni z nami zgadza, przyłącza do
strajku i staje na jego czele. Chce tylko żebyśmy ustawili mu jakiś płotek,
przez który sobie poskacze dla formy. Tylko niewysoki. No i musi by ksiądz
Cybula, albo jeszcze lepiej śledzik z Cybulą i pół literka.
Środa
Czasowo zawiesiłem strajk, bo mi wątroba strasznie łupie. Do cholery z taką
głodówką! Ileż można "przyjmować tylko płyny". Jak tu pić bez zagrychy?!
Czwartek
Wstaliśmy wszyscy w złym humorze. Te gnoje cała noc wyły pod hotelem.
Kapitalizm im się nie podoba! We łbach się im przewraca. Ale my im pokażemy!
Zebraliśmy się, i raz - dwa - zgłosiliśmy wotum nieufności wobec
społeczeństwa, rozwiązaliśmy je i wybraliśmy sobie nowe. Teraz można żyć!