Gość: Michał
IP: *.acn.waw.pl
04.06.09, 16:03
4 czerwca dwadzieścia lat temu stałem przed lokalem wyborczym w
liceum Staszica w Lublinie. Miałem wtedy 16 lat, byłem harcerzem -
zawiszakiem. Było nas jakieś 4 osoby, zawiszacy i ludzie z
Solidarności. Jeśli dobrze pamiętam rozadawaliśmy ludziom małe
karteczki z informacją na kogo głosować. Pamiętam dwa
charakterystyczne wydarzenia.
Najpierw koło nas zaczęło się kręcić 2-3 młodych ludzi z wyraźnymu
zaburzeniami rozwojowymi. Coś jakby zespół Downa. Mieli wpięte w
koszule duże znaczki Solidarności, palili papierosy i trzymali się
blisko nas. Było dla nas jasne , że nasłała ich partia by popsuć
opinię Solidarności. Jeśli dobrze pamiętam mimo wszystko gadaliśmy
z nimi serdecznie - wszak nie byli świadomi swej roli.
Scenka druga. W pewnej chwili po drugiej stronie ulicy zatrzymał
się rowerzysta i ukradkiem zaczął nam robić zdjęcia. Od razu padło
podejrzenie, że to UBcja. Szef punktu, doświadczony opozycjonista,
natychmiast odwrócił się by nie było widać twarzy i nam kazał
zrobić to samo. Nam, młokosom, wydawało się to mocno śmieszne.
Wszak była już demokracja i wolność, co tam UBecja! Po odjeźdze
rowerzysty zaraz puściliśmy jego śladem kogoś by zobaczył gdzie on
jedzie i by ostrzec inne punkty. Jaki mieliśmy ubaw gdy okazało
się, że ten rowerzysta był fotografem Solidarności i robił zdjęcia
do Gazety Wyborczej czy Tygodnika Solidarność.
Choć już wtedy żałowałem, że nie zdążyłem na prawdziwą Solidarność
to cieszę się choć z tego małego epizodu.