chanastel
09.03.09, 12:55
Ech. Wybraliśmy się w czwórkę na wyjazd integracyjny do Zieleńca z
pracy. Było wolne miejsce więc wzięłam siostrę miała mieć oko
wieczoremi na dzieci i miałyśmy się tak zmieniać w dzień żebyśmy
sobie pojeździli na nartkach. Pakowanie to jakiś koszmar. Miałam
wrażenie że wzięłam pół domu ze sobą.
W drodze a w zasadzie kilkadziesiąt km za wrockiem Tosia nam
zwymiotowała w aucie. Nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Była
bardzo przestraszona. Najpierw łapała się za brzuszek i mówiła sisi
sisi co czasem oznacza że jej się chce kupkę. Więc powiedziałam żeby
zrobiła do pieluszki a tu nagle taki pawik że szok. Nie wiedzieliśmy
skąd to się wzięło. Pół godz doprowadzaliśmy Tosię i auto do
porządku. Nie pachniało cudnie jak się domyślacie. No i co robić.
Jechać nie jechać. Nie wiadomo czy to objaw choroby czy jakaś
lokomocyjna przypadłość. Podjęliśmy decyzję że jedziemy. Najwyżej
wrócimy w końcu to tylko sto parę km.
Dojechaliśmy bez większych sensacji. Dzieci padły dość szybko a my
do baru jak tylko siostra dojechała. Oczywiście tylko soczke w razie
W a ja to i tak tylko soczek. Na drugi dzień Tosia była bardzo
nieswoja, brak apetytu i w ogóle. Pojeździliśmy godzinkę na nartach
(zresztą byłam załamana swoim brakiem formy i umiejętnościami). Po
połoduniowej drzemce wyszła gorączka-38. Dostała nurofen i była w
swoim żywiole. Posiedzieliśmy wieczorkiem przy bezalkoholowym (tzn
ja) browarku. Na drugi dzień rano godzinka na nartach ( już troszkę
lepiej było) i po zupce powrót do domu. Wypakowywanie z auta i
urządzanie się na nowo zajęło z 2godz.
Dzieci padły. Rano Tosia zrobiła dwie białe kupki. Nic nie chce jeść
ale to dosłownie nic. Łapie się za brzuszek i mówi ałła. Dziś na
17.15 idziemy prywatnie do pediatry bo z nfz dopiero na środę.
Zobaczymy co powie. Mam nadzieję że młody nie załapie.
Czy było warto???Sama nie wiem...