Dodaj do ulubionych

Decyzja o budowie

23.10.06, 00:54
Drogie BB,
tak sie od jakiegoś czasu zastanawiamy nad budową domu. Sa momenty, kiedy jesteśmy napaleni i dzialki oglądamy i takie, że jakoś nam się nie chce nawet o tym myśleć. I takie, kiedy pasujemy i stwierdzamy, że większe mieszkanie wystarczy.
Jak to się stało, że decyzję podjęłyście?
I jak sobie poradziłyście z następujacymi problemami, które mi sie kołaczą:
- co będzie, gdy coś sie popieprzy ze spłatą kredytu (któreś straci pracę itp) - nie dotyczy tych, co za gotówkę budują;)
- dom to takie przywiązanie do jakiegoś miejsca na ziemi. Co, jeśli wybrana działka się okaże nie być TYM miejscem?
- podobno domu się samego nie zostawia, a my lubimy wyjeżdżać; nie wyobrażam sobie takiego 100% przywiązania
- no i podobno to worek bez dna...co Wy na to?
- o fajne działki w mieście trudno, więc co z dojazdami z zadupia ewentualnego? nie wiem, czy to mi się uśmiecha, bom zawsze w centrum mieszkała.
Jak jakieś pytanie mi się jeszcze przypomni, napiszę;)
Obserwuj wątek
    • dorfi123 Re: Decyzja o budowie 23.10.06, 10:22
      My się zdecydowaliśmy na budowę, bo po prostu mamy małe mieszkanie i jest nam
      za ciasno. Kupno większego mieszkania kosztuje niewiele mniej niż dom. A zawsze
      dom jest lepszy od bloku. Nie budzą Cię o dziwnych porach różne imprezy, no i
      masz parę metrów ogródka, gdzie możesz wypuścić dziecko. Na moim osiedlu
      (nowym!) dzieci nie mają miejsca do zabawy. Wszystkie trawniki są dokładnie
      obesrane przez pieski, których jest na osiedlu więcej niz dzieci.
      • kasia_de Re: Decyzja o budowie 23.10.06, 11:04
        u mnie tak samo jak u Dorfi - obsrane trawniki, imprezy, brak placu zabaw...
        może my na tym samym osiedlu mieszkamy? ;-)poza tym 1 śmietnik na całe wielkie
        osiedle i śmieci walające się dookoła, brr...

        Ceny mieszkań w Warszawie są szalone, dobrze to i żle.
        Źle - bo na duże mieszkanie potrzebuję tyle co na dom. Serio.
        A dobrze, bo za naszą kawalerkę mamy ponoć dostać ponad 200 tys (po
        tyle "chodzą" kawalerki w moim bloku), te pieniądze ulokujemy w funduszach
        inwestycyjnych i będziemy wyciągać tylko zarobione odsetki na spłatę rat
        kredytu za dom. Ile się da - mam nadzieję, że to trochę złagodzi spłatę kredytu.

        Poza ty jak się ma cel, to łatwiej się oszczędza - tak na codzień pieniądze
        przeciekają przez palce, wydajesz, a nic trwałego z tego nie masz....

        Też się boję, czy podołamy, w zaadzie żyjemy tylko z pensji męża, ja zaczynam
        dopiero (jeszcze jestem na wychowawczyM) dorabiać, a jak mi się wychowawczy w
        styczniu skończy to zakładam włąsną działalność - nie wiem, czy jakiekolwiek
        zyski z tego będą.

        W najgorszym wypadku - można sprzedać to co się zaczęło - nawet z kredytem ;-)
        a jak nie spróbuję to się nie dowiem, cyz podołam.

        Poza tym obydwoje z mężem wychowaliśmy się w domach i teraz nam tego brakuje.

        Ja jestem optymistką ;-)
        • kasia_de Re: Decyzja o budowie 23.10.06, 11:11
          zapomniałam o innych pytaniach ;-)

          - jak mi się nie będzie dobrze mieszkało to sprzedam i wybuduję nowy - serio,
          będę miała wprawę ;-)

          - jak będziemy wyjeżdżac poprosimy znajomyuch żeby trochę pomieszkali - poza
          tym monitoring i dobrzy sąsiedzi ;-)

          - dojazdy - to każdy indywidualnie musi skalkulować, poza tym najważniejszy
          dojazd jest do pracy a za rok np może się okazać że pracujesz w innym miejscu

          - ważny jest dojazd / droga do szkoły - czasem lepiej jest na wsi bo dizeciaki
          gimbusem jeżdżą i masz to z głowy ;-)
          • doral2 Re: Decyzja o budowie 23.10.06, 11:41
            ja po prostu już sobie nie wyobrażam mieszkania w bloku..i nie wiem jak mogłam
            tyle tak to wytrzymywać...codziennie dziękuję stwórcy za mój dom, za las obok
            domu i za to że mogę się tym cieszyć każdego dnia..
            • kanga_roo Re: Decyzja o budowie 23.10.06, 15:58
              ja się boję jak cholera. ale ile można mieszkać w kawalerce. no i, powtarzam
              sobie, na ziemi się zarabia, na domach też, jakby co, to się sprzeda i już (już
              to widzę :-)
        • madziaost Re: Decyzja o budowie 02.11.06, 21:36
          kasiu, ja cię podziwiam za odwagę i jakby tu... no.. ułańską fantazję:) my
          mamy działalność, która przynosi niby niezłe zyski, a jednak nie porywamy się
          jeszcze na budowę domu... no mój chłop twierdzi, że dopóki go nie będzie stać
          budować za gotówkę, to znaczy, że go nie stać. i tak moje marzenia pozostaja
          marzeniami...
          • kasia_de Re: Decyzja o budowie 02.11.06, 21:59
            eee, za cudze się lepiej buduje ;-)))

            ułańska fantazja? hmmm, lekkomyślny oszołom w domyśle ;-)))))
            • madziaost Re: Decyzja o budowie 02.11.06, 22:21
              nie pochlebiaj sobie:DDDD
              kasia, no serio podziwiam za odwagę. mój facet to zawsze sto razy przemyśli, a
              że on tu zarabia, to on decyduje o takich sprawach.
          • annasza33 Re: Decyzja o budowie 03.11.06, 13:23
            madziaost napisała:

            . no mój chłop twierdzi, że dopóki go nie będzie stać
            > budować za gotówkę, to znaczy, że go nie stać. i tak moje marzenia pozostaja
            > marzeniami...

            A, widzisz, mój też tak, kurfa, twierdzi, ale to nie te czasy, ja nie wierzę, że
            NAM się to uda!!!
          • kajak75 Re: Decyzja o budowie 03.11.06, 14:28
            tiaa, a za kilka lat budowa domu, chocby ze wzgledu na cene materialow bedzie o
            wiele drozsza.... i znowu bedzie odwlekal. co prawda ty nie pracujesz ale
            dzieki temu moglabys dogladac budowy. Panskie oko konia tuczy.
    • ko.la Re: Decyzja o budowie 25.10.06, 20:31
      jx3(nawet nie wiem czy jestes on czy ona)Ja tez borykam się z decyzją o budowie
      domu.A mąz boryka sie ze mną.Nie ma wsród nas jednomyslności,nie ma
      zdecydowanego zdania.Zaintrygował mnie Twoj list,bo mamy podobne problemy i
      wątpliwościości o których wspominasz.
      12 km od miejsca zamieszkania mamy stary domek z mediami tj.prąd i woda (na
      podwórku)i ogródkiem Traktowaliśmy dotychczas(przez 5lat)to miejsce jako
      rekreacyjne Teraz stalo się "kulą u nogi".Podwórko jest zadbane i miłe .Dom
      staje sie"spruchniałym grzybem".Nie mamy już chęci tam jeździć.Jesli juz tam
      jestesmy wynikaja sprzeczki co dalej?Budować dom,
      remontować to pruchno ,czy stawić nowy rekreacyjny. Podobno w naszym wieku
      budowy już się nie zaczyna?
      • kreedka Re: Decyzja o budowie 02.11.06, 13:03
        Najwazniejsze to chcieć i postawić sobie cel, reszta jakoś przyjdzie. Dom
        chciąłam meic zawsze, bo bloków mam po dziurki w nosie, popieram wypowiedzi
        wczesniejsze. Wierzcie mi, ze jak załatwiałam papiery na budowe, nie sniło mi
        sie że tak szybko wybuduje. Zakadałam sobie, że pozwolenie ważne przez 2 lata to
        sie coś powoli bedzie dziabać, ale mocno wierzyłam w to że bede miała dom.
        Musicie byc przekonani ze tego chcecie, inaczej jakiekolwiek problemy mogą
        bardoz zniechęcic. Zycze wytrzymałości w dązeniu do celu.
    • szagszag Re: Decyzja o budowie 07.11.06, 00:43
      Kredyt mozna ubezpieczyć od utraty pracy. Poza tym w szczególnych syt. można
      się z bankami dogadać i np. "zawiesić" spłatę na jakiś czas (wiem, bo
      praktykowałam przy spłacie mieszkania).
      Mało kto może sobie pozwolić na budowę bez kredytu, to wymaga ogromnych
      dochodów chyba, albo budowa trwa latami?
      Przy wyborze miejsca mieszkania najważniejsza jest lokalizacja. Ale to sprawa
      b. indywidualna. (jedni chcą mieć sąsiadów, inni nie itp.)
    • szagszag Re: Decyzja o budowie 07.11.06, 01:09
      Jak sobie pomyślę, że mieszkanie w mieście kosztuje tyle samo, co dom pod
      miastem, to wybór wydaje mi się oczywisty.
      A z kolei odkładanie budowania na "później" kończy się tym, że zaraz po
      zbudowaniu 200-metrowego domu dzieci się wyprowadzają i "starzy" muszą tam
      mieszkać sami, sami sprzątać, ogrzać itp. Ja chcę mieć swój ogród póki dzieci
      są małe i najbardziej na tym skorzystają. I ja przy tym również.
      Ale każdemu wg potrzeb. Niektórzy nie znoszą nawet myśli o odśnieżaniu,
      koszeniu, naprawach dachu itp. Niektórzy pracują od rana do nocy i w domu tylko
      śpią, w weekendy klubują albo wyjeżdżają do spa. I tacy domku z ogródkiem nie
      potrzebują. Co najwyżej szeregowca z małym wybiegiem. (bez złośliwości)
      Życzę trafnej decyzji.
      • annasza33 szagszag 07.11.06, 14:28
        twoje słowa o odkładaniu deczyji o budowie w czasie wydrukuję i dam mężowi do
        poczytania, mnie nie słucha, może ktoś inny do niego dotrze, mądrze mówisz!
    • anirac Re: Decyzja o budowie 07.11.06, 15:55
      Dla mnie dom to podstawa, ale dla mnie musi byc przemyslany w najdrobniejszych
      szczegolach, no i docelowy. A to znaczy, ze na obecnym etapie - i wiekowym, i
      emocjonalnym (he he - wyszlam na nastolatke ;)) nie umiem zdecydowac gdzie ten
      moj dom bedzie. Bo mi tez marza sie hektary :) Wiec na razie buduje, ale
      mieszkanie na strychu, tym sie to rozni od budowy domu, ze przeprowadzam
      operacje na zywym organizmie, czyli zamieszkalej kamienicy. Blokow
      nienawidze,udusilabym sie, pochodze ze wsi i na wies wroce, ale poki co, zyje w
      wielkim miescie, wiec chce miec swoj kat taki jak lubie, gdzie sama stawiam
      sciany, decyduje o przylaczach, a stara klatka schodowa skrzypi od ponad stu
      lat. Kosztow sie boje jak cholera bo teraz musze to zrobic w miare wszystko w
      jednym kawalku, a nie etapowac budowe jak czesto sie to robi na dzialkach. Ale
      juz teraz jezdze pod miasto i rozgladam sie, rozmawiam z ludzmi i patrze za
      ostatecznym lokum, czyli domem "gdzie brama na osciez otwarta zewszad oglasza,
      ze goscinna i wszystkich w goscine zaprasza" :) Ale mam te komfortowa sytuacje,
      ze nie posiadam meza, ktory, jak czytam powyzsze posty, cierpi na jakas
      zbiorowa przypadlosc blokowania pomyslow budowy :)
      • annasza33 Re: Decyzja o budowie 07.11.06, 20:51
        anirac napisała:

        Ale mam te komfortowa sytuacje,
        >
        > ze nie posiadam meza, ktory, jak czytam powyzsze posty, cierpi na jakas
        > zbiorowa przypadlosc blokowania pomyslow budowy :)

        I to jest bombowe rozwiązanie! :DDD
        • magi104 Re: Decyzja o budowie 23.02.07, 19:30
          A u nas o decyzji o budowie domu ( a właściwe powrotu do nieco już przykurzonych
          marzeń z początków naszego związku), zaważył smród z papierosów ....;)
          Nie jesteśmy palaczami i dym wciskający się wszystkim otworami (sic!)
          wentylacyjnymi doprowadza nas do szału !!!!!
          Poza tym mamy kiszkowatą kuchnię, której remont zaczęliśmy planować w zeszłym
          roku i wyszło nam, że się nie da nic z nią zrobić!!! I nie warto kasy w nią
          pchać :):) Poza tym dwa pokoiki, nas trójka, a w przyszłości większa gromadka...:(
          Jesteśmy domatorami, więc odległość od miastowych rozrywek nas nie przeraża, a
          niedaleko naszej działki jest przystanek, więc autobus w kilkanaście munut
          dowiezie naszą Młodą do szkoły (zresztą pod tym katem szukaliśmy działki).
          • magdamaidee Re: Decyzja o budowie 23.02.07, 20:32
            A ja zaczełam się zastanawiać co zrobiliśmy? To od czytania forów. I jak widzę
            ile trzeba się nauczyć, żeby nie zespuć tej budowy:(

            A co mnie przekonało? (Ciekawe co powiem za trzy lata)

            - jeszcze nam się wszystko chce, jeszcze nie ma dzieci i wierzymy, że marzenia
            trzeba mieć duże :) (czytaj młodzi jesteśmy i głupi)

            - nie mamy pojęcia o budowaniu, ale mamy pojęcie o inwestycjach i finansach -
            nie ma siły, żeby na tym interesie stracić - jak będzie źle / nie daj Boże coś
            się stanie - sprzedamy i tyle

            - nie boimy się kredytów, ale zawsze zamierzamy mieć płynne aktywa, aby w razie
            czego móc spłacać przez jakiś czas bez nerwów, a zyski z tych aktywów będą
            wyższe niż koszty kredytu

            - a jeżeli chodzi o infrastrukturę to przy zakupie działki najważniejszy był
            czas dojazdu do centrum, połączenia autobusowe, szkoła na piechotę i sklep na
            piechotę - w efekcie priortytetów mamy stodołę obok działki - wszystkiego nie
            można mieć, niestety

            Czyli ogólnie low risk, high profit :)

            Co nie zmienia faktu, że stres jest, ale no risk no fun :)

            Magda ekonomiczno-przysłowiowa
    • veev Re: Decyzja o budowie 24.02.07, 23:37
      > Jak to się stało, że decyzję podjęłyście?

      Praktycznie cale zycie mieszkalam w domu z ogrodem i parkiem za plotem. Teraz
      mieszkam (z mezem i cora) w bloku i sie tu dusze, wszedzie beton, nie ma nawet
      gdzie z psem na spacer wyjsc, nie mowiac juz o miejscu, gdzie dziecko mogloby
      sie spokojnie bawic bez obaw o bliskie spotkanie z psia kupa albo resztkami
      butelki po piwie. I, hmm, klimat spoleczny blokowiska, co tu duzo mowic, jakis
      taki nie moj. No, nie bardzo chce, zeby moja corka tu dorastala.

      Poza tym mam zapedy ogrodnicze, a trzy skrzynki na mikroskopijnym balkonie
      stanowczo nie wystarczaja na realizacje tych potrzeb ;)

      I wlasciwie zawsze wiedzialam, ze chce mieszkac tylko w domu, ze swoim plotem,
      swoim ogrodem, swoim tarasem i swoim ogrodkiem do grzebania :) Zreszta na w
      miare duze (jest nas troje, ja pracuje w domu, potrzebujemy co najmniej 4
      pokoje) mieszkanie w sensownym miejscu we Wroclawiu (czyli w dobrej dzielnicy, w
      miare blisko centrum, blisko parku itp.) trzeba wydac ponad pol miliona (a ceny
      dzialek i domow we Wroclawiu osiagnely juz poziom calkiem absurdalny),
      zdecydowalismy, ze bedzie poza miastem - a skoro juz mieszkac na wsi, to
      naprawde NA WSI a nie tylko na zadupiu: zeby bylo ladnie, duzo przestrzeni i las
      blisko. No a cena domu z dzialka i tak wychodzi mniejsza od ceny znosnego
      mieszkania...

      > I jak sobie poradziłyście z następujacymi problemami, które mi sie kołaczą:
      > - co będzie, gdy coś sie popieprzy ze spłatą kredytu (któreś straci pracę itp)

      Ubezpieczamy sie od tego i mamy nadzieje, ze sie to ubezpieczenie nigdy nie
      przyda. W razie tfu-tfu-czego bedziemy negocjowac zawieszenie splaty rat i
      szukac nowej roboty - ja juz raz calkiem zmienialam zawod, najwyzej zrobie to
      jeszcze raz :) A moj maz pracuje na uczelni, co oprocz oczywistych minusow ma
      tez taka powazna zalete, ze doemerytalne zatrudnienie jest raczej pewne.

      > - dom to takie przywiązanie do jakiegoś miejsca na ziemi. Co, jeśli wybrana
      > działka się okaże nie być TYM miejscem?

      To zabrzmi troche smiesznie moze, ale ja ufam intuicji, a w przypadku tej
      dzialki od poczatku mam uczucie, ze to TO. A jak sie okaze, ze jednak nie to, to
      trudno, najwyzej sie sprzeda. Na nieruchomosciach chyba trudno stracic :)

      > - podobno domu się samego nie zostawia, a my lubimy wyjeżdżać; nie wyobrażam
      > sobie takiego 100% przywiązania

      Chyba troche przesada. Moi rodzice wyjezdzaja i jest ok. Zawsze przeciez mozna
      dogadac sie z kims z rodziny czy sasiadem, zeby od czasu do czasu zerknal na
      posesje panskim okiem.

      > - no i podobno to worek bez dna...co Wy na to?

      Ale wlasny :)

      > - o fajne działki w mieście trudno, więc co z dojazdami z zadupia ewentualnego?

      Teraz mieszkamy niby w miescie, a tez na zadupiu, i tez wszedzie jezdzimy
      samochodem. Zamierzamy sie przeniesc na druga strone Wroclawia, a stamtad moj
      maz jedzie do pracy szybciej niz z naszego obecnego mieszkania (w kilometrach
      jest dalej, ale sie nie pcha przez korki w centrum). A ja tak czy siak
      planowalam nabycie drugiego malego pojazdu dla siebie, bo od trzeciego roku
      studiow mialam auto (no... zaczelam od malucha w moim wieku) i sie ogromnie
      przyzwyczailam do niezaleznosci komunikacyjnej.

      Wiec wierze, ze bedzie dobrze. Zawsze jest cos za cos, ale wydaje mi sie, ze
      dobrze wiemy, jakie jest to "cos", ktorego chcemy :)

      v.
      • kasia_de Re: Decyzja o budowie 25.02.07, 11:43
        Veev,
        lejesz miód w moje serce ;-)
        dookoła teraz wszyscy budują domy, ale już mam dość słuchania narzekań - a że
        materiały podrożały, a że strach spłacać kredyt tyle lat, a że taki dom drogi w
        utrzymaniu...
        Dlaczego ludzie nie widzą pozytywów? zresztą jak się decydują na budowę to
        chyba powinni rozważyć wszystyko najpierw a nie biadolic...
        Materiały zdrożały? no trudno - to argument, żeby zaczynac jak najszybciej, bo
        raczej tańsze juz nie będą. A za to mieszkania zdrożały, więc za mieszkanie
        więcej dostanę.
        Strach spłacać? moje obserwacje wykazują ze wszelkim znajomym wiedzie się coraz
        lepiej (mnie róznież) więc skąd takie czarnowidztwo? zawsze można się z bankiem
        troche dogadać, poszukać nowej pracy, ubezpieczyć od jej utraty...
        Dom drogi w utrzymaniu? no zgoda, ale ile ma zalet ;-)
        Mnie na razie idzie jak po grudzie, ale nie zrażam się ;-) pocieszam się, że za
        3 miesiące będzie lepiej ;-)
        • magdamaidee Re: Decyzja o budowie 25.02.07, 13:22
          A ja chciałam trochę powalczyć ze strachem przed kredytem. Nie wiem skąd on się
          u nas tak strasznie bierze. W Polsce cały czas się tego boimy, a to takie
          normalne. Ogłosiliśmy z mężem naszym rodzicom, że chcemy się budować i wszystko
          w kredycie.
          - Reakcja moich rodziców (w życiu nie mieli kredytu) - o Boże - a co jak, to
          jak tamto, codzienne dzwonią i się pytają czy już dostaliśmy , czy mogą zabrać
          go z banku, itp.
          - Reakcja rodziców mojego meża (obcokrajowcy, hipotekę skończyli spłacać w
          zeszłym roku i nawet przez myśli im nie przeszło to przyspieszać) - no, na
          maksa podciągnąć zdolność kredytową, budować najdroższy dom jaki chcecie w
          ramach zdolności, tańszego kredytu nigdy już nie znajdziecie, zarabiać
          będziecie lepiej w przyszłości, PKB rośnie, ceny nieruchomości rosną - my
          zarobiliśmy na tym biznesie, a że przez pierwszy rok spłat krucho było ... no
          warto było.
          - Znajmoi, rówieśnicy mojego męża - wszyscy w hipotekach, a wszystkie nadwyżki
          płynnie, na inwestycjach

          Jakie jest ryzyko z kredytem - że chwilowo nie będzie pracy i obniżona
          zdolność - dlatego warto mieć trochę płynnch środków zawsze i można negcojować
          z bankiem. Do tego ubezpieczenia.

          A ryzyko makroekonomiczne - patrząc historycznie krachy na rynku nieruchomości
          występują przy znaczących wzrostach stóp procentowych - rośnie cena kredytu i
          bieżąca obsługa, spada opłaconalość inwestycj w nieruchomości, spada popyt na
          nieruchomości, wzrasta podaż, bo część ludzi nie jest w stanie obsłużyć
          kredytów i sprzedaje nieruchomości, korekta ceny nieruchomości w dół. W efekcie
          kredyt zostaje a wartość nieruchomości może go nie pokryć i wtedy jest problem.
          Jak jeszcze dojdzie krach na rynku walutowy, a kredyt na walucie, to może się
          okazać, że 20 lat spłacaliśmy i nic nie mamy. No ale jak jest szansa na taki
          krach na naszym rynku w najbliższym czasie? Ze nie wejdzie bardzo szybko
          spekulacyjny kapitał korzystający z obniżki cen? I że nie będziemy w stanie
          przetrzymać krachu. My sobie policzyliśmy jaki wzrost stóp procentowych
          będziemy w stanie obsłużyć - i bez stresu - aż tak strasznie to nie uderza.
          Dużo gorzej z ryzykiem walutowym przy wymuszonej sprzedaży, jak jest różnica na
          całości kredytu, a nie tylko na odsetkach.

          Podumowując, za 10 lat ceny nieruchomości będą dużo wyższe, kredyt będzie
          mniejszy, nasze zarobki wyższe i już zupełnie nie będzie się czego bać - czysty
          zysk.

          Magda, która miga się dziś od wysiłku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka