Dodaj do ulubionych

Rosyjska hańba

10.05.05, 12:42
Świat zobaczył, że wojna dla Rosji zaczyna się od napaści Hitlera w 1941 roku.
Bo pierwsze 2 lata wojny są dla Rosji haniebne - mówi gość RMF Vytautas
Landsbergis, pierwszy przywódca niepodległej Litwy.

Link:
fakty.interia.pl/news?inf=621457
Obserwuj wątek
    • giks Re: Rosyjska hańba 12.05.05, 18:56
      c.d.

      Tomasz Skory, RMF: Kiedy już wiemy, jak wyglądały moskiewskie uroczystości z
      okazji zakończenia II wojny światowej, czy Pan nadal uważa, że ci, którzy tam
      byli uprawomocnili i zaakceptowali w ten sposób zbrodnie stalinowskie?

      Vytautas Landsbergis: Zupełnie nie. Może to było zaplanowane naprawdę, ale to
      nie wyszło. Jak bardzo często wyszło bokiem.

      To znaczy, że prezydent Putin umiejętnie ominął niewygodne tematy, po prostu
      ich nie poruszył?

      Prezydent Putin umiejętnie strzelał sobie wielokrotnie w nogę.

      I tym razem też tak było?

      Jak najbardziej, za każdym razem, gdy coś mówił o przeszłości. Wszyscy
      zobaczyli, że wojna dla Rosji zaczyna się dopiero od napaści Hitlera w 1941
      roku, a nie od 1939. Dlaczego tak jest? Dlatego, że pierwsze dwa lata tej wojny
      są dla Sowietów i dla Rosji haniebne. Nawet gdy rozmawiał z kanclerzem
      Schroederem powiedział, że ten okres, gdy byli razem był okresem rozkwitu
      Europy. Jak najbardziej, od 1939 roku cała Europa rozkwitała, tyle, że krwią.

      Dla Litwinów przebieg wczorajszej uroczystości pod czerwonymi gwiazdami,
      symbolami sierpa i młota, to przemilczenie śmierci milionów w wystąpieniu
      Putina i docenienie jednocześnie wkład w zwycięstwo Francji, niemieckich i
      włoskich antyfaszystów. Czy uznałby to Pan za obraźliwe?

      To jest góra hipokryzji, jak i cała ta bardzo wielka polityczna szopka.

      Oczywiście, że polityczna. Prezydent Litwy nie wziął udziału w uroczystościach
      w Moskwie, prezydent Kwaśniewski był tam i twierdzi, że być powinien, bo
      nieobecni nie mają racji, nieobecność zabolałaby gospodarzy, rosyjskich
      weteranów, nie byłaby zrozumiana przez prezydentów Ameryki, czy Francji. Jak
      Pan na to reaguje?

      Nie. Prezydent Ameryki zrozumiał bardzo dobrze. I jako przykład dla wszystkich
      mówił ściśle i sumiennie.

      Poprawne politycznie, wyraźnie okolicznościowe wystąpienie bez żadnych prób
      rewidowania historii tak prezydent Kwaśniewski określił to, co mówił wczoraj w
      Moskwie Władimir Putin. Pan mówi góra hipokryzji. Jak to pogodzić?

      Nie wiem. Może Kwaśniewski nie słyszał, jak Putin chwalił współpracę z
      Niemcami, a najlepsza współpraca była, kiedy napadli na Polskę. Jak oceniać
      przemilczenie Katynia i nierozliczenie zbrodniarzy? Przestępstwa sowieckie są
      tak wielkie, że nie można chwalić głównego wystąpienia Putina, który mówił, że
      II wojna światowa była najbardziej heroicznym posunięciem. Jak może być
      heroicznym, skoro tyle było masakry i przestępstw po stronie Rosji sowieckiej.

      Ale najwyraźniej to, co mówił prezydent Putin zostało zaakceptowane przez
      prezydenta Busha, prezydenta Chiraca, przez kanclerza Schroedera - to się można
      nie dziwić. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy rocznicę zakończenia II wojny
      światowej świętują w Moskwie Niemcy, Japończycy, order dostaje generał
      Jaruzelski, na co oburzają się Czesi, którzy pamiętają najazd wojsk Układu
      Warszawskiego w '68. To wszystko wygląda rzeczywiście jak góra hipokryzji. Jak
      kpina z historii.

      Tak było zaplanowane, tak to przeprowadzili. Ale to nie jest akceptacja, to
      tylko działa stary system jeszcze od czasów sowieckich. Tak samo jak po
      masakrze litewskich urzędników na granicy, mając obok siebie Busha seniora,
      Gorbaczow mawiał hipokrytycznie o jakimś tam konflikcie na granicy między
      Litwą, a Białorusią. I co Bush miał powiedzieć? "Tak, tak, to źle", ale
      przyjmował koncepcję kłamliwą. I teraz ci przyjmują, bo gość nie powinien mówić
      nieprzyjemnych rzeczy gospodarzowi. I tak ta szopka była przeprowadzona.

    • giks kolejna rosyjska prowokacja... 12.05.05, 18:58
      Władimir Putin nie przyjedzie na szczyt Rady Europy, który odbędzie się w
      poniedziałek i wtorek w Warszawie. Nie brak komentarzy, że ta nieobecność jest
      kolejną rosyjską prowokacją wobec Polski.

      Putin po raz pierwszy odmówił wzięcia udziału w szczycie organizacji, do której
      należy Rosja - napisała dziś "Niezawisimaja Gazieta", komentując wczorajszy
      komunikat rosyjskiego MSZ.

      "Niezawisimaja Gazieta" zauważyła, że "przyczyn obniżenia statusu rosyjskiej
      delegacji oficjalnie nie podano". Na czele delegacji stanie rosyjski minister
      spraw zagranicznych Siergiej Ławrow,

      Dziennik odnotował, że "znany jest przypadek udziału prezydenta FR w szczycie
      organizacji, której członkiem Rosja nie jest". "Putin uczestniczył w szczycie
      Organizacji Konferencji Islamskiej w październiku 2003 roku w Malezji, stając
      się pierwszym europejskim przywódcą, który wziął udział w takim
      przedsięwzięciu" - napisała "NG".

      "Niezawisimaja Gazieta" przypomniała, że w dwóch poprzednich szczytach Rady
      Europy (w 1993 roku w Wiedniu i w 1997 roku w Strasburgu) Rosję reprezentował
      prezydent Borys Jelcyn.

      Dziennik przypomniał również, że od momentu przystąpienia w 1996 roku do Rady
      Europy Rosja jest krytykowana przez inne państwa członkowskie Rady za łamanie
      praw człowieka, wojnę w Czeczenii, ograniczanie swobód demokratycznych i
      kneblowanie mediów.

      Zastanawiając się nad przyczynami nieobecności Putina w Warszawie, dziennik
      wyraził pogląd, że Moskwa jest poirytowana nie tylko tym, że Rada Europy "za
      bardzo" przygląda się rosyjskiej demokracji i "za mało" interesuje się
      problemami ludności rosyjskojęzycznej w krajach bałtyckich, ale również tym, że
      otwarcie solidaryzuje się z liderami "rewolucyjnych demokracji" we Wspólnocie
      Niepodległych Państw.

      "NG" zwraca także uwagę, że 16 maja, w dniu rozpoczęcia szczytu w Warszawie, w
      Moskwie ogłoszony zostanie wyrok w sprawie byłych szefów koncernu naftowego
      Jukos - Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa, oskarżonych o uchylanie
      się od płacenia podatków i inne malwersacje finansowe.

      "Uwzględniając stanowisko większości przedstawicieli Rady Europy, uważających
      ten proces za polityczny, Władimir Putin ryzykowałby, że w Warszawie musiałby
      odpowiadać na ostre pytania w tej sprawie" - napisał dziennik.

      "Oprócz Czeczenii i Jukosu jest jeszcze aspekt polski" - dodała "Niezawisimaja
      Gazieta" i wyjaśniła: "W tamtejszych mediach trwa aktywna kampania
      antyrosyjska, której kolejna erupcja związana jest z uroczystościami z okazji
      60-lecia zwycięstwa. Wielu uznało, że Putin obraził polskich weteranów, nie
      wymieniając Polski wśród uczestników koalicji antyhitlerowskiej".

      Prezydent Aleksander Kwaśniewski nie chce doszukiwać się podtekstów w decyzji
      Putina, zwłaszcza, że jego przyjazd do Warszawy nie był wcześniej zapowiadany. -
      Nie doszukujmy się we wszystkim problemów - powiedział Kwaśniewski.

      Nie brak jednak komentarzy, że absencja Putina w Warszawie będzie kolejnym
      dowodem na pogarszanie się stosunków polsko-rosyjskich.

      fakty.interia.pl/news?inf=622289

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka