hulaszczytrybzycia
19.09.10, 12:53
Na jakie rowery?
W Białymstoku? Żeby zabili?
Albo żeby się na tych tzw drogach dla rowerów zabić?
Czy żeby się zamęczyć?
Rowerowe zadupie, ot i tyle.
No to punktujemy:
1. Drogi dla rowerów. Projektowane przez dyletantów niezgodnie z wszelkimi prawidłami, dobrą praktyka i - co gorsza - zdrowym rozsądkiem:
a) Projektowane dla prędkości rzędu 10 km/h (dla dziecku na malutkim rowerku).
Zakręty rysowane od ekierki (90 stopni) skutecznie ograniczają szerokość drogi powodując powstawanie niebezpiecznych sytuacji ( nie wspomnę o tym, że działają jak tzw szykany zmuszając do hamowania i rozpędzania się).
b) projektowane ze zbędnymi zakrętami, które działają jak szykany. Jakoś się tak utarło w tym mieście, że przed skrzyżowaniem ddr zaczyna tworzyć jakieś wygibasy-zakrętasy zamiast, jak droga dla "normalnego" ruchu biec dalej prosto. Powoduje to następujące zagrożenia: kierowcy samochodów nie są pewni gdzie pojedzie rowerzysta ("prosto" czy zakręci w prawo). Ponadto rowerzysta zamiast patrzeć na sytuację na skrzyżowaniu patrzy na wydumkę proyektatna, żeby przez przypadek nie wylecieć z drogi. Genialnym przykładem jest skrzyżowanie zwierzynieckiej ze świerkową. W tym miejscu proyektant w imię bezpieczeństwa samochodów poprowadził drogę przez wysepkę załamując ja przy przejeździe TRZY razy, pomimo, że aż się prosi o puszczenie jej poza wysepką. Dlaczego? Otóż zgodnie z polskim prawem zjazd z wysepki na jezdnię jest traktowany identycznie jak wjazd na przejazd rowerowy. Ot taki wybieg, jestem na przejeździe rowerowym, ale muszę jeszcze raz na niego wjechać. I tu zagrozonym przez rowerzystów kierowcom samochodów przychodzi z odsieczą polskie (na szczęści tylko polskie) prawo i wspomniany wyżej proyektant. W sposobie poruszania się obu pojazdów nic się nie zmieni (trudno oczekiwać od rowerzysty aby zatrzymał się na tej wysepce o szerokości 50 cm) ale w przypadku kolizji - już inna sprawa. Winien będzie rowerzysta.
c) projektowane z jednej strony drogi. Błąd takiego założenia jest bardzo niebezpieczny dla cyklistów gdyż muszą jechać niejakby "pod prąd". A kierowcy wyjeżdżający z podporządkowanej nie spodziewają się rowerzysty ze swojej prawej strony. Zwróćcie sami uwagę, jak będziecie jechać z podporządkowanej - w którą stronę patrzycie? Zawsze w lewo a tymczasem, z prawej nadjedzie cyklista. I bum. według mnike takie rozwiązanie - jako szczególnie niebezpieczne - powinno być zakazane i to aktem prawnym rangi ustawy.
d) Projektowane w miejscach, gdzie nie ma na nie miejsca vide kopernika przy skrzyżowaniu z bema gdzie jakiś średnio rozgarnięty urzędniczyna wydał pozwolenie albo nie zareagował na zgłoszenie o remoncie w wyniku czego powstał sklepik, z którego wyjście jest BEZPOŚREDNIO na ddr. Finezja urzędactwa pierwszej wody
e) projektowanie obiektów w świetle drogi i jej skrajni. Tu juz bez ogródek - to jet debilizm, którego skutki mogą być groźne. Stawianie ławek (jak w miejscu opisanym powyżej), betonowych koszy na śmieci, znaków czy reklam w skrajni drogi lub nawet na drodze to jest proszenie się o kłopoty. Był już w Polsce przypadek skutecznego wywalczenia odszkodowania za wypadek spowodowany przez takie kwiatki.
f) sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach. Temat rzeka. Po pierwsze niezgodne z polskim prawem (nielegalne) przyciski do włączania "zielonego" na przejazdach rowerowych. Nie wiem o czym myślał proyektant proyekuyoąc coś takiego ale mam nadzieję, że za każdym razem jak podjeżdżam do czegoś takiego ma on czkawkę (co sobie mruczę na jego temat pod nosem nie nadaje się do cytowania). Samochodziarz widząc czerwone może wrzucić na luz i toczyć się do skrzyżowania. Cyklista - musi zapieprzać ile sił w nogach, następnie ostro po hamulcach żeby nacisnąć wymyślone przez durnia naciskadełko. Bo jeśli nie zdąży w ciągu 10 sek od zapalenia zielonego dla samochodów to musi czekać i tak za bardzo nie wiadomo na co. Czeka aż samochody jadące równolegle przejadą czasami ponad 30 sek (mógłby też jechać ale ma czerwone, poparte jeszcze durnym światełkiem "czekaj" na durnym przycisku), jak już przejadą to wtedy czeka aż przejadą te z prostopadłej (tu nie mam zastrzeżeń - czekać musi) a następnie czeka znowu nie wiadomo na co bo samochody z równoległej już jadą (kolejny cykl) ale dla cyklisty i pieszego jeszcze przez 1-3 sek pali się czerwone. Po co ta druga przerwa naprawdę nie wiem ale mam niejasne przeczucie że chodzi o jak najbliższe podprowadzenie niczym nie chronionych kierowców samochodów pod nogi agresywnych pieszych i koła żądnych krwi rowerzystów. Widać to dokładnie na skrzyżowaniu miłosza - mickiewicza. Piesi idący w kierunku od ciołkowskiego do galerii białej chodnikiem po prawe stronie drogi, dochodzą do skrzyżowania i czekają bo mają czerwone. Podobnie czekają kierowcy jadący w tym samym kierunku lecz chcący zakręcić w prawo. Ci jednak, ze względu na konstrukcję skrzyżowania muszą się zatrzymać o wiele dalej niż piesi, którzy stoją tuż przy drodze. I teraz: zmienia się światło na zielone (ale tylko dla kierowców). Kierowca rusza, widzi że pieszy ma czerwone więc jedzie, zaczyna zakręcać w prawo a tu zonk, dla pieszych zapala się zielone i wchodzo matoły na drogę jak krowy i nie patrzo i ido. Pełne zaskoczenie dla kierowcy, bo przecież jak on ruszał to piesi mieli czerwone. Ma to chyba służyć tylko ułatwieniu.
Zagadek dotyczących sterowaniem światłami jest więcej. Kiedyś chciałem przejechać przez skrzyżowanie Mickiewicza - borsucza. Nacisnąłem durny przycisk i czekam. W okolicy żywej duszy (ok 1 w nocy). czeka. Czekam. Po 3 minutach znudziło mi się i pojechałem. Jak wracałem po ok 45 minutach to na tych durnych przyciskach dalej świecił czerwony przycisk "czekaj'. Dla mnie bomba.
POWTARZAM JESZCZE RAZ: te przyciski są niezgodne z polskim prawem. Jakim trzeba być olewusem i nie powiem gdzie mieć w dupie polski system prawny żeby robić takie rzeczy?
Odrębną sprawą jest sterowanie światłami na skrzyżowaniach (już bez kwestii przycisków). Ciołkowskiego, mickiewicza, sienkiewicza i miłosza - nowe inwestycje a zaprojektowane przez inżynierów od zarządzania i markietingu. Nie wiem czemu ma służyć zmiana świateł tuż przed jadącym samochodem na czerowne. zrozumiałbym, gdyby z podporządkowanej miał coś wyjechać. Ale nie!!! tam nic nie jedzie (bo jest środek nocy). No więc o co chodzi? A o co chodzi z instalacją która nie rozpoznaje rowerzystów? dlaczego mam stać i czekać aż przyjedzie samochód i jakaś pętla go wyczuje? albo kamera zobaczy? A o co chodzi z instalacjami które za pomocą kamer rozpoznają rowerzystę (przynajmniej oświetlonego i przynajmniej w nocy), włączają mu zielone a następnie tuż przed nosem czerwone? Po co? I dlaczego nie można napisać algorytmu, który (jeśli już włączył zielone) poczeka aż pojazd przejedzie?
No i jeszcze ul. Miłosza która jestszczytem myśli ynżynyerksyej w zarządzaniu (i markietingu) ruchem drogowym. 500 metrów prostej, trzy skrzyżowania ze światłami i na każdym stoisz zarówno w jedną jak i drugą stronę. Powodzenia i moje uszanowanie.
Wracamy do wyliczanki:
g) nawierzchnia. Napisano na ten temat wiele. Jednym zdaniem: nie wiedzieć (albo nie mówić głośno) do budowania dróg dla rowerów wykorzystywana jest droższa, mniej trwała i mniej komfortowa dla użytkowników nawierzchnia z kostki. Asfalt, jako gładszy i trwalszy jest passe (czyżby dlatego, że jet tańszy?). Tłumaczenie o łatwiejszym dostępie do infrastruktury jakoś średnio mnie przekonuje bo co mnie to obchodzi? Infrastruktura jest tego do kogo należy, niech ją robi starannie, nie będzie się psuła. A jak się zepsuje to niech ją sobie naprawi i doprowadzi drogę dla rowerów do stanu sprzed. Na drogach się da? czy też trzeba je z kostki budować (bo większość infrastruktury to chyba pod drogami?)
h) krawężniki. Norma mówi jasno - nie więcej niż 1 cm. Są miejsca że mają po 10. Nic więcej na ten temat.
i) i wiele wiele innych ale to pole ma ograniczenie do 8000 znaków.
Pomimo tych debilizmów jeżdżę rowerem po Białymstoku. Bo lubię. Bo Chcę. N