Dodaj do ulubionych

dyrektor GCK

17.08.14, 01:01
OTWÓRZCIE OCZY

w najnowszym numerze wiadomości gródeckich w artykule "od redaktora" Jerzy Chmielewski twierdzi, że zdecydowana większość mieszkańców nie uważa czasów PRL-u za zniewolenie Polski. Twierdzi mianowicie, że cyt.-:"czasy PRL-u u nas nie były takie mroczne"... " były to piękne i romantyczne czasy". Co to znaczy u nas? w gródku?, czy w rodzinnym Ostrowiu Południowym? Możliwe, że tam nie strzelano do stoczniowców ,robotników, -tylko pili kompot z wiśni i winówek jak to redaktor malowniczo opisuje.
Widać od razu, że historii uczyli nas inni historycy- mnie uczyli ci bez cenzury i ukazywania armi czerwonej w samych superlatywach.
W owym czasie innych pomników partia nie zezwoliłaby postawić tylko ku chwale "swoich" żołnierzy. Jakoś w lesie w "Uroczysku Piereciosy" nie pamiętam wycieczek szkolnych z kwiatami w czasie komuny ale to pewnie przez niedopatrzenie, nie przez zniewolenie.
Uważam okres PRL-u zdecydowanie za okres zniewolenia państwa polskiego.

Człowieku- zajmij się pisaniem rodzinnego pamiętnika a nie redagowaniem gazety i wypowiadaj się w swoim imieniu
.
Co do gazety- pierwsze numery były słowo w słowo tłumaczone po polsku i białorusku. I to było w porządku.
Teraz dam głowę, że większa połowa ludzi z gródka która zadeklarowała się jako mniejszość białoruska nie potrafi w tym języku czytać ani pisać. Ratuje ich tylko pokolenie z okresu właśnie PRL- u, które uczyło się rosyjskiego pod przymusem.
Obecnie gazeta wychodzi za pieniądze podatników jak mniemam- wszystkich z naszej gminy a niedługo przeczytamy tylko tłumaczony tytuł gazety. Dlaczego chce pan wszystkich zrobić na siłę białorusinami? Dlaczego wzmianka o incydencie zerwania baneru jest tylko w języku białoruskim?
Kto decyduje o tym który artykuł jest w jakim języku i co za tym idzie komu jest dostępny?
Z tyłu okładki sierpniowego numeru zdjęcie dyrektora GCK z ambasadorem Awierianowem z okazji Swięta wyzwolenia Białorusi (jak dobrze pamiętam większość obecnej Białorusi to tereny byłej Polski zanim przyjaciel Stalin jej sobie nie wziął). Co nas interesuje prywatne spotkanie pana dyrektora. Za rok pewnie będzie rocznica wyzwolenia Krymu przez Rosjan -pojedzie pan dyrektor ?
Prosimy o zdjęcia.

.

Obserwuj wątek
    • janerwus Re: dyrektor GCK 17.08.14, 10:43
      Widzę, że znowu wraca temat białorusi w Gródku. Rzygać się chce tą białorusią. Może pan dyrektor to aktywny niegdyś na forum haradocki.samahon.
      • kbkakms2 Re: dyrektor GCK 17.08.14, 21:43
        Man nadzieję, że po jesiennych wyborach Pan Wójt i całe to towarzystwo będzie historią!
    • chatazkraja Re: dyrektor GCK 05.09.14, 08:41
      LIST OTWARTY. „Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wolności i niepodległości, ale nowe zniewolenie”
      opublikowano: 4 września 2014, 19:48  aktualizacja: 4 września 2014, 22:45
      Naukowcy, artyści i dziennikarze podpisali się pod listem otwartym przeciwko powrotowi na warszawską Pragę pomnika Braterstwa Broni, zwanego pomnikiem „czterech śpiących”.
      Jak piszą, nie ma zgody na stawianie pomników Armii Czerwonej, która zniewoliła Polskę.
      Publikujemy pełną treść listu:
      ________________________________________
      Szanowni Państwo,
      Niemal dwa miliony złotych wydano na renowację Pomnika Czterech Śpiących, który decyzją Rady Warszawy miałby wrócić w centrum Pragi. Chcemy wyrazić swój sprzeciw wobec tej decyzji.
      Pomnik Braterstwa Broni jest jednym z symboli sowieckiej dominacji w naszym mieście. Inskrypcja na cokole głosi: „Chwała bohaterom Armii Radzieckiej, towarzyszom broni, którzy oddali swe życie za wolność i niepodległość narodu polskiego”. Trudno o bardziej kłamliwy napis. Armia Czerwona nie przyniosła Polsce wolności i niepodległości, ale nowe zniewolenie. Na jej czołgach wjechała do Polski komunistyczna dyktatura odpowiedzialna za śmierć dziesiątków tysięcy Polaków.
      Nie winimy za to młodych żołnierzy rosyjskich, których poświęcenie i złożoną przez nich daninę krwi szanujemy. Oni także są ofiarami tej wojny. Nie możemy się jednak zgodzić na stawianie w Warszawie pomników okupantom.
      Zwykle nie podpisujemy listów otwartych, dzielą nas poglądy polityczne i wybory ideowe. Łączy jednak sprzeciw wobec pomysłów na uczczenie najeźdźców i gwałcicieli. Na to naszej zgody nie ma.
      Robert Górski - artysta kabaretowy
      Robert Mazurek - dziennikarz
      Kazik Staszewski - muzyk
      Edward Dwurnik - malarz
      prof. Ryszard Bugaj - ekonomista
      prof. Marek Cichocki - politolog
      Redbad Klynstra - aktor
      Paweł Kukiz - muzyk rockowy
      prof. Witold Kieżun - ekonomista, powstaniec warszawski
      Jan Krzysztof Kelus - bard, socjolog
      Urszula Sikorska-Kelus - była opozycjonistka, pszczelarz
      Marcin Meller - dziennikarz
      Wojciech Solarz - aktor
      Włodek Pawlik – jazzman
      Daniel Pawełek - restaurator
      Piotr Skwieciński - publicysta
      Piotr Zaremba - historyk, publicysta
      Wojciech Tomczyk - dramaturg, scenarzysta
      Antonina Krzysztoń - piosenkarka
      Janusz Prusinowski - muzyk, dyrektor festiwalu „Wszystkie Mazurki Świata”
      Waldemar Krzystek - reżyser
      prof. Wojciech Włodarczyk - historyk sztuki, winiarz
      prof. Aleksander Nalaskowski - pedagog
      Marek Magierowski - dziennikarz
      prof. Włodzimierz Bolecki - historyk literatury
      prof. Wojciech Grochala - chemik
      Jarosław Modzelewski - malarz
      Bronisław Wildstein - pisarz, publicysta
      Małgorzata Małaszko - dziennikarka, muzykolog, Program II Polskiego Radia
      Adam Ferency - aktor
      Joanna Wnuk–Nazarowa - dyrektor Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, b. minister kultury
      Tomasz Kolecki-Majewicz – wielokrotny mistrz Polski sommelierów
    • chatazkraja Re: dyrektor GCK 05.09.14, 09:45
      Grabież Europy przez Armię Czerwoną

      pt., 01/08/2014 - 15:32
      TROFIEJCZYCY
      Armia trofiejczyków - oddziałów wydzielonych do ograbienia podbijanych terenów, liczyła około 100 tys. osób. Według sowieckiego Centralnego Urzędu Statystycznego komanda trofiejne tylko w granicach dzisiejszej Polski zdemontowały 1119 przedsiębiorstw.
      Polacy z kolei wyliczyli, że od lipca 1944 do 20 czerwca 1946 roku Sowieci skonfiskowali na terenach dzisiejszej centralnej i wschodniej Polski dobra materialne o wartości 1,5 mld zł. Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej uznała, że jest to rekompensata za straty poniesione przez Związek Radziecki podczas okupacji niemieckiej.
      W 1945 roku, gdy do Niemiec od zachodu zbliżali się alianci, a od wschodu Rosjanie, rozpoczął się wyścig - kto pierwszy dotrze do niemieckich i zagrabionych przez nazistów dzieł sztuki: członkowie amerykańsko-brytyjskiej Sekcji Zabytków, Dzieł Sztuki i Archiwów czy trofiejczycy z Armii Czerwonej? W pierwszym wypadku odzyskane dzieła wracały do właścicieli, w drugim - były niszczone lub wywożone na wschód.
      Wkraczająca w 1945 roku na ziemie III Rzeszy Armia Czerwona kradła obrazy, rzeźby, archiwalia i książki, ale dla władz ZSRR nie skarby kultury były najważniejsze. Stalin wolał maszyny, parowozy i wagony, tokarki, obrabiarki i całe instalacje technologiczne. Jak pisze profesor Bogdan Musiał w książce "Wojna Stalina 1939-1945. Terror, grabieże, demontaże", sowiecka grabież wyzwolonej przez Armię Czerwoną Europy stała się podstawą skoku modernizacyjnego ZSRR po II wojnie światowej.
      Już pod koniec 1941 roku, gdy Armia Czerwona toczyła ciężkie boje pod Moskwą, na Kremlu myślano o wojennych reparacjach, jakich po wojnie może żądać ZSRR. Ten plan zaczęto realizować jeszcze zanim rosyjscy żołnierze wkroczyli na terytorium Niemiec. Już w czerwcu 1944 roku rozpoczął się demontaż i wywózka wojennych łupów z Rumunii. Potem przyszła kolej na Węgry, Słowację i Czechy oraz Finlandię.
      Plan Stalina, aby w ramach reparacji wojennych przejąć niemieckie fabryki, mógł jednak zostać wprowadzony w życie dopiero wtedy, gdy wiosną 1944 roku Armia Czerwona ruszyła do kontrofensywy na całym froncie. Komisja ds. Odszkodowań zaleciła: "Odebrać Niemcom wszystko, co było do odebrania". Za zdobycze wojenne uznano zakłady, majątki ziemskie, dwory, magazyny, spichlerze, sklepy z wszelkim asortymentem, maszyny rolnicze, artykuły spożywcze, paliwo, pasze, bydło, porzucony sprzęt gospodarstwa domowego i inne przedmioty, które zdobyła sowiecka armia.
      Formowanie brygad trofiejnych poszczególnych komitetów (ministerstw) przy Radzie Komisarzy Ludowych ZSRR rozpoczęto jednak dopiero po powrocie Józefa Stalina z Jałty. Nieco wcześniej, 8 stycznia 1945 roku, Rada Komisarzy Ludowych podjęła uchwałę 67-31, dotyczącą zdobyczy wojennych. Demontażem fabryk i urządzeń przemysłowych miały się zająć "trofiejnyje otriady" (oddziały trofiejne, czyli specjalne jednostki Armii Czerwonej, mające w swych szeregach między innymi historyków sztuki, a zajmujące się szabrem różnych dóbr na zajmowanych terenach). Działały one na podstawie rozkazu wydanego przez zastępcę ludowego komisarza obrony gen. Nikołaja Bułganina. W ich skład weszły różne jednostki: brygady trofiejne frontów, bataliony trofiejne armii, samodzielne bataliony demontażowe, pułki samochodowe, bazy przeładunkowe, magazyny trofiejne armii czy bazy rozdziału. Ogółem armia trofiejczyków liczyła około 100 tys. osób.
      NA SPALONEJ ZIEMI
      W Polsce rabunek mienia przez rosyjskich żołnierzy miał miejsce już w drugiej połowie 1944 roku, gdy Armia Czerwona zajęła wschodnie tereny, ale na wielką skalę ruszył, gdy przekroczyła linię Wisły. W marcu 1945 roku Stalin podpisał rozporządzenia dotyczące demontażu zakładów przemysłowych na Górnym Śląsku i grabież ruszyła pełną parą. Każdy sowiecki komendant wojenny mógł wydawać własne rozporządzenia w sprawie przejęcia i wywozu wszelkiego mienia. Trofiejne komanda konfiskowały całe zakłady przemysłowe, tory i urządzenia kolejowe, nie gardziły surowcami, zabierały także żywność i zwierzęta gospodarskie (krowy i konie) oraz maszyny rolnicze.
      Wraz z węglem wywożono załogi kopalni do pracy w rejonach górniczych ZSRR. Na wschód pojechały zdemontowane śląskie elektrownie, między innymi z Miechowic, Zabrza, Zdzieszowic, Mikulczyc, Blachwoni i Chełmska Śląskiego oraz huty, w tym z Gliwic, Katowic, Świętochłowic, Bobrku oraz Łabęd. Oddziały trofiejne przejmowały również warsztaty, młyny, tartaki, cukrownie, a także domy i mieszkania. Plądrowały szpitale, biblioteki oraz muzea. Ich łupem padły także dobra kultury. Wiele cennych dzieł sztuki ukradziono, ale jeszcze więcej po prostu zniszczono. Taki los spotkał między innymi zamek w Świerklańcu koło Tarnowskich Gór, zwany małym Wersalem, należący do rodziny znanego niemieckiego reżysera Floriana von Donnersmarcka.
      Według sowieckiego Centralnego Urzędu Statystycznego komanda trofiejne w granicach dzisiejszej Polski zdemontowały 1119 przedsiębiorstw. Polacy z kolei wyliczyli, że od lipca 1944 do 20 czerwca 1946 roku Sowieci skonfiskowali na terenach dzisiejszej centralnej i wschodniej Polski dobra materialne o wartości 1,5 mld zł (375 mln dolarów). Na byłych terenach niemieckich straty spowodowane przez demontaże, rabunek i umyślne zniszczenia były wielokrotnie wyższe. Według polskich szacunków same tylko demontaże uszczupliły majątek tych terenów o 2 mld dolarów (według cen z 1938 roku).
      Po przełamaniu niemieckiej linii obrony wzdłuż Wisły Armia Czerwona ruszyła na Berlin. 8 lutego 1945 roku przekroczyła granicę niemiecką. Za oddziałami frontowymi podążały komanda trofiejne. Rekwirowały wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. O ile w XVII wieku żołnierze Karola Gustawa w podbitej Pradze wymontowywali rzeźby z fontann, o tyle Rosjanie wywozili całe fontanny. Ogałacali kolekcje publiczne i prywatne oraz kościoły. W radzieckiej strefie okupacyjnej Niemiec, na terenach byłej NRD, zdemontowali (według własnych danych) 2955 zakładów.
      2 maja 1945 roku Armia Czerwona dotarła do północnej części wyspy na Sprewie w centrum Berlina, gdzie znajdują się słynne muzea. Niemieckie wojsko w pośpiechu opuściło teren zwany wyspą muzeów, po tym jak kustosze odpowiedzialni za ołtarz pergamoński wyperswadowali im pomysł, aby wykorzystać fragmenty starożytnego greckiego zabytku do zbudowania barykady. Rzeźbione reliefy z tego ołtarza, skarby ze starożytnej Troi (zwane skarbem Priama) i inne arcydzieła trafiły do magazynów muzealnych w jednej z wież przeciwlotniczych przy berlińskim ogrodzie zoologicznym. Miała ona 40 m wysokości i schodziła sześć pięter pod ziemię. 4 maja weszły do niej trofiejne brygady Stalina i rozpoczęły wywózkę. Wieża opustoszała w ciągu miesiąca.
      Inny los spotkał dzieła sztuki w baszcie w berlińskiej dzielnicy Friedrichshain. Umieszczono w niej 434 obrazy, między innymi Botticellego, van Dycka, Caravaggia, Rubensa, Cranacha Starszego, setki rzeźb, mnóstwo porcelany i antyków. Rosjanie nie wystawili przy niej straży - zostawili ją jako łup dla złodziei. Tych jednak interesowała tylko zgromadzona w wieży żywność i płócien nawet nie tknęli. Tyle że nie wiadomo, kto i dlaczego podłożył tam ogień. Wszystko spłonęło.
      Wśród dzieł zagrabionych na terenie Niemiec znajdowały się także takie, które wcześniej zostały wywiezione z Polski do III Rzeszy. W 1956 roku odzyskaliśmy część zbioru waz z Gołuchowa oraz rysunków i grafik z gdańskiej kolekcji Jacoba Kabruna. Reszta eksponatów z obu kolekcji ciągle znajduje się gdzieś na terenie Federacji Rosyjskiej.
      ZAMKNIĘTA DROGA
      15 kwietnia 1998 roku Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej przyjęła ustawę "o dobrach kultury przemieszczonych do ZSRR na skutek II wojny światowej i znajdujących się na terytorium Federacji Rosyjskiej". Zamknęła ona drogę do odzyskania skradzionych dzieł, bo deputowani uznali, że dobra zagarnięte przez "trofiejnyje triady" są restytucją za straty materialne, jakie Rosja poniosła podczas okupacji niemieckiej.
      W Archiwum Akt Nowych w Warszawie zachowało się wystawione 4 czerw
    • chatazkraja Re: dyrektor GCK 06.09.14, 08:40
      Prof. Kieżun: Pomnik Armii Czerwonej to nonsens
      05.09.2014


      „Armia Czerwona nie przyniosła nam wolności, jedynie zniewolenie. Jej żołnierze grabili, niszczyli, zabijali, gwałcili” - mówi portalowi Stefczyk.info prof. Witold Kieżun, żołnierz Armii Krajowej, ekonomista.
      Stefczyk.info: Wsparł Pan swoim nazwiskiem list otwarty ws. tzw. pomnika czterech śpiących. W związku z planowanym zakończeniem budowy II linii metra zbliża się decyzja dot. lokalizacji tego monumentu. Dlaczego nie chce Pan jego powrotu na plac Wileński?
      Prof. Witold Kieżun: Uważam, że ten pomnik nie może wrócić na plac Wileński. Napis na tym monumencie głosi, że żołnierze Armii Czerwonej przynieśli nam wolność. To jest nieprawda. Przecież bardzo niedaleko miejsca, w którym stał ten pomnik, było miejsce kaźni. Tam katowano m.in. moich kolegów, którym w czasie Powstania Warszawskiego udało się przepłynąć Wisłę. Oni byli natychmiast aresztowani i trafiali do ubeckiego aresztu. Związek Sowiecki nie przyniósł nam żadnej wolności. Ja, jako Powstaniec Warszawski, zostałem aresztowany, wywieziono mnie do Związku Sowieckiego do obozu śmierci. Umarło tam 86 procent więźniów.
      Opowiadał Pan o tym w wywiadzie dla miesięcznika „wSieci Historii”. Trafił Pan na pustynię Kara-kum...
      Piliśmy tam słoną wodę z Morza Kaspijskiego i pracowaliśmy w warunkach wyniszczających. Stworzono nam warunki niemożliwe do przeżycia. Temperatura dochodziła do ponad 50 stopni, pracowaliśmy w kamieniołomach. Zmarło ponad 80 procent osadzonych.
      Podobnie niszczycielska była polityka wobec Polski.
      Armia Czerwona niszczyła nasz kraj, grabiła. Kilkadziesiąt tysięcy Polek zostało zgwałconych przez sowieckich żołnierzy. To, jak Sowieci zachowywali się wobec Polaków, szczególnie na Pomorzu, było straszne. Napis na pomniku jest nonsensowny, miejsce jest nonsensowne. Sprawa pomników wdzięczności Armii Czerwonej to absurd, w tym przypadku, szczególnie duży.
      Co zatem z tym pomnikiem powinno się stać? Gdzie jest jego miejsce?
      Pojawiała się już propozycja postawienia go na terenie mauzoleum przy ulicy Żwirki i Wigury w Warszawie. To jest dobre miejsce dla niego. Trzeba mówić prawdę. Względy dyplomatyczne nie powinny mieć tu znaczenia. Przecież nie ma już Związku Sowieckiego, nie ma Armii Czerwonej. Formalnie rzecz biorąc Rosja jest z kolei krajem demokratycznym. Sprawę pomników na pewno można uzgodnić.
      Polska w tej sprawie powinna mieć jasne stanowisko?
      Armia Czerwona nie przyniosła nam żadnej wolności, jedynie nowe zniewolenie. Jej żołnierze grabili, niszczyli, zabijali, gwałcili. Jest oczywiste, że pomnik ku jej czci nie powinien stać w Warszawie. Ja zapłaciłem wysoką cenę za działalność Związku Sowieckiego w Polsce. Straciłem zdrowie, dziś przez to mam problemy z chodzeniem. A gdy idę na Pragę widzę na pomniku, że Armia Czerwona przyniosła nam wyzwolenie. Nie wyzwolenie, ale śmierć. Dziesiątki tysięcy żołnierzy ginęło, było wywożonych na Wschód. Sowieci przynieśli jedynie nową niewolę. Stawianie pomników ku czci Armii Czerwonej to nonsens. W jakiej epoce my żyjemy?
      Rozmawiał Stanisław Żaryn


      Czytaj oryginalny artykuł na: www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prof-kiezun-pomnik-armii-czerwonej-to-nonsens,11608787517#ixzz3CVyYeetE

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka