woy
31.08.04, 13:21
Felieton Tyma z Rzepy.
Z szacunku dla samego siebie wybrałem się do pobliskiego straganu po
czereśnie. A tu słyszę, za moimi plecami rozmowa. Dwóch młodych opowiada
sobie zdarzenie, jak to jeden z nich chciał jakiegoś przechodnia zabić
(pobić?) ławką, bo ten przechodzień mu się nie podobał. I czekał,żeby tylko
ten przechodzień spojrzał na niego, to już będzie pretekst, żeby go tą
ławką... Słów używali wulgarnych i obscenicznych, a przy tym słownik mieli
ograniczony do 40, no może 50 wyrazów. Nie cytuję, choć może pod koniec
opowieści się odważę. Ogólnie byłem zdenerwowany i bałem się odwrócić.
Spojrzę na niego, to uzna za pretekst i mi ławką na przykład dopier...i. A
stała ławka obok akurat. Bardzo nie na rękę mi było tego dnia umrzeć zabity
ławką, bo jeszcze chciałem pieski nakarmić. Ale ci z tyłu czuli się coraz
lepiej i wiedziałem, że wyjścia nie mam. Odwróciłem się. Obaj o pół głowy
wyżsi ode mnie, łapska grube jak końskie nogi. - Panowie, zlitujcie się! -
zacząłem - przecież tu ludzie młodzi dokoła, dzieci, kobiety. Jakich wy słów
używacie? Jak wam nie wstyd? Opanujcie się trochę... Przerwałem. Patrzyli na
mnie zdumieni i nagle jeden ryknął: - Miś, kurwa twoja mać w dupę jebany, to
ty? Ale farta mamy! Mietek! Dawaj, foto rób mnie z nim! Miś, kurwa! Ja
pierdolę! Wziął mnie w swoje ręce, jakby brał gazetę albo puszkę piwa,
trzymał mnie jak w dybach, kazał się uśmiechnąć, zrobił sobie ze mną kilka
zdjęć, potem się zamienili i cały czas radośnie bili mnie po karku, mówiąc,
że w dupe jebany w porzo jesteś! Potem poszli..."
w.