kathy83 22.01.06, 12:55 ...mukowiscydoza. www.muko.med.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=96&Itemid=53 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
a000000 Re: Chopina zabiła... 22.01.06, 13:22 jest to bardzo prawdopodobne. Nie znam wieści, jakoby kogokolwiek zaraził, a gruźlica jest szalenie zaraźliwa. Pytanie: czy może wystąpić w rodzinie obciążonej genem mukowiscydozy tylko jeden przypadek choroby? Czy nie leczona mukowiscydoza pozwala na przeżycie aż do 39 lat? Odpowiedz Link Zgłoś
rumburakk1 Re: Chopina zabiła... 22.01.06, 18:09 dziwne wnioski. skad taka pewność że to ta dziwaczna choroba? U chopinów musiał być jakiś prawdziwe genetyczne eldorado tego choróbska bo wiadomo przecież że siostra Chopina w młodosci zmarła również na jak to sie wówczas mawiał "suchoty". gdzieś mi sie obiło o uszy że po prostu pani chopinowa była nosicielką bakterii i pozarażała dzieci. nie zawsze ponoć choroby się ujawniają. Ostatnio czytam że Mozartzmarł na gorączkę malaryczna czy krwistą (dokładnie nie pamiętam. Obydwie choroby nawet dziś są chorobami egzotycznymi. Inny mozartolog na podstawie objawów i zapisków Mozarta doszedł do wniosku że Amadeo zaraził się włośniem po zjedzeniu niedosmażonej (takie lubił najbardziej) świńskiej bitki w praskiej gospodzie. Ponoć wyszło mu tak że wszystkie stany chorobowe zgadzały się dokładnie z fazami współcześnie przebadanych klinicznie przypadków włośnicy. No i tak wyszło mu że winny był ten a nie inny kotlet. Widać mamy nową dziedzinę wiedzy - archeologię medycyny. Tyle że rezultatów jak widać jest kilka. Odpowiedz Link Zgłoś
bwv1004 Re: Chopina zabiła... 24.01.06, 00:18 > Widać mamy nową dziedzinę wiedzy - archeologię medycyny. Tyle że rezultatów jak > widać jest kilka. Taaak, jest jakaś taka tendencja by koniecznie wytłumaczyć śmierć (a czasem i genezę dzieła) kompozytora jakimś choróbskiem, które się diagnozuje na podstawie cokolwiek mętnych przesłanek. Co do mukowiscydozy: nie jest szczególnie dziwaczna czy rzadka, występuje w Europie bodajże raz na 2500 urodzin, a nosicielem genu jest 1 na 25 Europejczyków. Choroba dziedziczy się autosomalnie recesywnie, dlatego nosiciel genu nie choruje. Dopiero gdy oboje rodzice są nosicielami i ponadto do jednego dziecka 'trafia' wadliwy gen od matki oraz wadliwy gen od ojca, wtedy jest nieciekawie. Dlatego całkiem mozliwe jest by w 'zdrowej' rodzinie pojawiło sie takie dziecko. Zwykle zresztą tak jest, jako że nie dość że choroba jest ciężka i chorujący na nią często nie dożywają do wieku rozrodczego, to jeszcze praktycznie wszyscy mężczyźni z mukowiscydozą sa bezpłodni (są obecnie techniki na obejście tego), a kobiety mają obniżoną płodność. Co do Chopina mukowiscydoza wydaje mi się mało mozliwa - dopiero w drugiej połowie XX wieku pojawiły się terapie umozliwające przeżycie poza (najczęściej wczesne) dzieciństwo, wczesniej to chyba musiałby być jakiś niezwykły przypadek. Ponieważ miejsce pochówku Frycka jest znane, możnaby pewnie wydłubać DNA z kości i to sprawdzić. Odpowiedz Link Zgłoś
przemkowa.b Re: Chopina zabiła... 23.01.06, 20:13 tak, można o tym poczytać w genialnej książce "muzyka i medycyna" (kilkanascie "chorobowych" życiorysów kompozytorów). Autor Jonh O'Shea. Dzięki niemu wiem, że Paganini zyłby dużo, dużo dłużej, gdyby go nie truto systematycznie rtęcią...co było "modnym" lekiem w tych czasach... Odpowiedz Link Zgłoś
rumburakk1 Re: Chopina zabiła... 24.01.06, 06:31 Nie jestem pewien ale z tego to pamiętam po przeczytaniu kilku lektur to Chopin kaszlał z krwią - to gruźlica. A co do chorób artystów to największe żniwo zebrał wśród malarzy najprawdopodobniej róznego rodzaju nowotwór spowodowany używaniem specyficznego pigmentu do białej farby - bieli olowiowej. Otóż zanim impresjoniści wymyślili prostą zależność długosci uchwytu pędzla a koniecznoscią objjęcia wzrokiem barwnych plam z pewnego dystansu , długość pędzli była bardzo rózna i wynikała zwykle z upodobań artysty i możliwości producenta. Niestety koszmarną manierą malarzy jest i było gryzienie pędzli oraz przytrzymywanie ich ustami po to aby mieć wolne ręce. No i w ten sposób zjadano biel ołowianą która prowadzila często do białaczki. Kiedyś cała wyprawa jakiegoś polarnika zakończyła się katastrofą bo zabrali ze sobą najnowszą zdobycz echniki - konserwy zalutowane ołowiem. Jeszcze większe żniwo śmierć zbierała wsród złotników, garbarzy i wszędzie tam gdzie człowiek wykorzystywał chemię. To był cieżka pradziwa cieżka chemia a nie to co Gierek próbował nam wmawiać Odpowiedz Link Zgłoś