mini-serwis wyborczy

22.02.06, 02:59
to chyba czas zaczac
postaram sie tu wklejac wycinki z prasy na temat kandydatow na stanowisko
prezydenta bstoku a takze z czasem wszystkie informacje jak i gdzie glosowac.
byc moze uda mi sie namowic wspolmieszkancow tego zascianka na wykorzystanie
demokracji, a nie jak zwykle 95% wyborcow siedzi w chacie pozniej tylko
slychac ze nikt nie jest zadowolony ze zamkneli wystawe czy kolejny plac jest
wykorzystany pod kosciol podczas gdy liczba mieszkancow nie rosnie

jak ktos chce wklejac to tez nie bronie. prosze jedynie wklejac caly artykul w
razie jakby zniknal z oryginalnej strony www ale takze link do autora dla
poszanowania pracy

moze jak sie wezmiemy do kupy to bedzie i lotnisko i porzadna autostrada do
wawy i porzadnie zarzadzane miasto tak jak niektore miasta np.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=35698853&a=35698853

pomnik sledzia tez moge przebolec jakos (moze)
    • fiat_lux kto po turze? 22.02.06, 03:01
      www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060220/BIALYSTOK/60219006

      Do wyborów samorządowych zostało jeszcze pół roku z okładem, ale główne siły
      polityczne już się do nich przygotowują

      Kto po Turze


      To zapewne będzie koniec epoki Ryszarda Tura. Walka o fotel prezydenta
      Białegostoku rozstrzygnie się między Prawem i Sprawiedliwością, a Platformą
      Obywatelską.

      Zdobycie foteli prezydenckich w wielkich miastach przynosi nie tylko prestiż,
      ale też rozległe wpływy i stanowiska, które na lata pozwalają zakorzenić się w
      samorządzie.

      Czar wielkich miast
      Przed czterema laty Białostockie Porozumienie Prawicy postawiło na kandydaturę
      Ryszarda Tura, który od 1998 roku pełnił stanowisko prezydenta. BPP było dosyć
      egzotyczną koalicją, do której weszła PO, ZChN, Solidarność i niektóre
      stowarzyszenia katolickie. Ryszard Tur w drugiej turze pokonał kandydata SLD
      Zbigniewa Puchalskiego. Na zwycięstwo Tura złożyło się kilka czynników: bardzo
      sprawna i kosztowna kampania wyborcza, którą poprowadził Robert Tyszkiewicz z PO
      i naturalne fory, jakie są udziałem każdego urzędującego prezydenta. Wreszcie
      słabość przeciwników. Zarówno SLD, jak i PiS przeprowadziły bardzo bladą
      kampanię wyborczą w porównaniu do profesjonalnej kampanii Ryszarda Tura.
      Jednak ludzie Tura tym roku nie mogą liczyć na powtórkę sprzed czterech lat. BPP
      już się rozsypało. Platforma zapowiedziała, że wystawi własnego kandydata. „S" w
      wyborach parlamentarnych i prezydenckich opowiedziała się po stronie PiS. Nawet
      najbliżsi współpracownicy Ryszarda Tura, zaczęli już przedwyborcze wędrówki. Na
      przykład wiceprezydent Marian Blecharczyk chce wstąpić do PO. Zaś sam Ryszard
      Tur zaczął czynić przyjazne gesty wobec PiS, jako szef Chrześcijańskiego Ruchu
      Społecznego. Dlatego też wybory prezydenta Białegostoku będą upolitycznione.
      Będą w nim liczyły się tylko największe ugrupowania. A kandydatów na prezydenta
      miasta będą osobiście namaszczali Jarosław Kaczyński i Donald Tusk.
      Białymstokiem od 16 lat rządzi prawica i tak pewnie pozostanie. SLD wraz z
      koalicjantami mogłoby mówić o sukcesie, gdyby wprowadziło swojego człowieka do
      drugiej tury. Jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Lewica jest po prostu w
      Białymstoku słaba.

      Pretensje lewicy
      SLD zaczęło już zawierać wstępne porozumienia przedwyborcze. Na razie wśród
      lewicowych koalicjantów można wymienić Unię Pracy, Socjaldemokrację Polską, Unię
      Pracy, Białoruskie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne i oczywiście SLD. Choć te
      organizacje są już po słowie, to od razu pojawiły się pierwsze nieporozumienia.
      Nieoficjalnie jako kandydatów SLD na prezydenta wymienia się albo byłego
      wicewojewodę Jerzego Półjanowicza, albo Janusza Kochana. Z powodu zadawnionych
      pretensji władze Sojuszu nie chcą natomiast nawet słyszeć o kandydaturze
      Krzysztofa Bila – Jaruzelskiego, którą zgłosiła SdPl.
      – Wątpliwe jest, czy Krzysztof Bil – Jaruzelski w ogóle znajdzie się na naszych
      listach – mówił na ostatniej konferencji prasowej Bartosz Wojda, sekretarz
      podlaskiej SLD.
      Taka stanowczość dziwi z kolei Krzysztofa Bila – Jaruzelskiego, który
      przypomina, że wspólny kandydat lewicy, oprócz doświadczenie w pracy
      samorządowej i znanego nazwiska, powinien posiadać możliwość wyjścia poza
      tradycyjny elektorat lewicy.
      – Bez spełnienia tych warunków nie ma co myśleć o sukcesie – powiedział
      „Porannemu" Krzysztof Bil – Jaruzelski.
      Szanse lewicy zmniejsza również i to, że do wyborów prawdopodobnie samodzielnie
      pójdą prawosławni koalicjanci sprzed czterech lat.
      – Na razie nie mamy żadnego kontaktu z SLD. Dzisiaj skłaniamy się to
      samodzielnego startu w wyborach, a to oznaczałoby, że wystawimy też swojego
      kandydata na prezydenta – deklaruje Marek Masalski, lider prawosławnych radnych
      w Radzie Miejskiej Białegostoku.
      Wśród ich kandydatów najczęściej wymienia się nazwisko właśnie Masalskiego i
      Jarosława Matwiejuka. Wprawdzie prawosławnych kandydat na prezydenta nie ma
      szans na wygraną w wyborach, ale w sprzyjających okolicznościach środowiska
      przycerkiewne mogą wprowadzić kilka swoich ludzi do Rady Miejskiej.

      Przyjaciele z PiS i Platformy
      Białostocka PO zaczęła już przyjmować zgłoszenia osób zainteresowanych startem w
      wyborach samorządowych. – W Białymstoku wystawimy własną listę do rady miejskiej
      i swojego kandydata na prezydenta – zapewnia poseł PO Robert Tyszkiewicz. – Mamy
      już deklaracje kilku interesujących kandydatów na prezydenta, ale na nazwiska
      jest jeszcze za wcześnie. Jednak będzie to miła niespodzianka dla mieszkańców
      Białegostoku.
      Tyszkiewicz dodaje, że listy kandydatów PO na radnych będą otwarte dla działaczy
      „Naszego Podlasia", ChRS oraz stowarzyszeń. Wielu działaczy Platformy marzyłoby,
      żeby w wyborach zgodziła się kandydować eurodeputowana prof. Barbara Kudrycka.
      – W innym wypadku ciężką będzie wygrać z PiS – obawia się jeden z działaczy PO.
      Jednak kandydatura Kudryckiej jest na razie nieaktualna. – Pani profesor
      odmówiła – wyznaje Tyszkiewicz.
      – Kandydatura prof. Kudryckiej byłaby dla nas najgroźniejsza – przyznaje
      wicemarszałek Krzysztof Putra, prezes podlaskiego PiS. – Nie widzę innego
      groźnego kandydata dla PiS. Dlatego trochę wątpię, żeby odmowa prof. Kudryckiej
      była ostateczna.
      Krzysztof Putra, a także inni działacze PiS, zapewniają, że w wyborach wystawią
      sprawdzonego działacza PiS. Najczęściej wymieniane jest tutaj nazwisko Dariusza
      Piontkowskiego, szefa organizacji miejskiej PiS. – Nie potwierdzam i nie
      zaprzeczam – zastrzega się Putra. – Na pewno wystawimy działacza PiS z górnej półki.
      Najlepiej byłoby, gdybyśmy zdobyli większość. Jeśli to się nie uda, to trzeba
      będzie ją zbudować. Niedopuszczalna jest sytuacja z ostatnich czterech lat,
      kiedy prezydent rządził bez większości, a radni tracili czas na kłótniach –
      Krzysztof Putra, senator Prawa i Sprawiedliwości, o wyborach samorządowych.
      Rozejdą się
      Prezydent Ryszard Tura nie ogłosił jeszcze decyzji, czy wystartuje w wyborach
      prezydenckich. – Ryszard Tur nie chce za bardzo startować w wyborach, ale może
      będzie musiał – mówi człowiek z jego otoczenia. – Nie będzie mógł zostawić
      swoich ludzi na lodzie. Zaplecze wymusi na nim decyzję o kandydowaniu. Bo ChRS
      nie ma innego kandydata, który miałby znaczące szanse.
      Na razie Ryszard Tur śle sygnały, że jest otwarty na współpracę z PiS. W
      styczniu, jako prezes ChRS Tur na konferencji w Łodzi zadeklarował: –
      Chrześcijański Ruch Samorządowy chce rozmawiać z Prawem i Sprawiedliwością o
      wspólnym udziale w nadchodzących wyborach samorządowych – powiedział na
      konferencji prasowej w Łodzi prezes ChRS Ryszard Białostoccy działacze PiS
      wykluczyli już, żeby Ryszard Tur mógł zostać kandydatem partii na prezydenta.
      Jednak zapowiedzieli przy tym, że mogą przyjąć część działaczy Ruchu na listy
      kandydatów na radnych.
      Bez poparcia dużej partii parlamentarnej Ryszardowi Turowi, trudno będzie
      powtórzyć sukces sprzed czterech lat. Wybory samorządowe w wielkich miastach
      wymagają wielkich pieniędzy. Dlatego bardzo prawdopodobne jest, że zaplecze
      dotychczasowego prezydenta rozejdzie się w części do PO a w części do PiS. W
      każdym wypadku będą po stronie zwycięzców i zachowają swoje wpływy w
      instytucjach samorządowych. Cóż, czasem trzeba wszystko zmienić, żeby nic się
      nie zmieniło.


      Zbigniew Nikitorowicz
      znikitorowicz@poranny.pl
      20.02.2006 r.
    • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 28.02.06, 16:49
      Prezydent Białegostoku przed sądem
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3186360.html
      Nie wiem, nie pamiętam, nie mam zdania - w taki sposób prezydent Białegostoku
      Ryszard Tur odpowiadał na pytania w procesie swojego byłego podwładnego,
      podejrzanego o przyjmowanie łapówek

      Andrzej M., były naczelnik wydziału administracyjno-gospodarczego białostockiego
      magistratu, usiadł na ławie oskarżonych, ponieważ doniósł na niego jego zastępca
      Cezary D. Ten zresztą sam brał łapówki za ustawiane przez siebie przetargi - w
      sumie ok. 10 tys. zł.

      Ryszard Tur został wezwany wczoraj do sądu, ponieważ miasto chce odzyskać od
      Andrzeja M. 45 tys. zł, na stratę których miał narazić urząd (prezydent
      podpisywał pismo, w którym domaga się zwrotu tej kwoty). Doszło do tego podczas
      realizacji przetargu na zakup materiałów biurowych dla magistratu. Naczelnik
      miał wybrać droższego oferenta.

      Prezydent Tur przyznał przed sądem, że przeglądał dokumenty podejrzanego
      przetargu. Nie potrafił jednak odpowiedzieć na dotyczące go pytania. Zasłaniał
      się albo słabą pamięcią, albo tym, że przegląda masę dokumentów i dlatego ma
      problemy z przypomnieniem szczegółów.

      Nie potrafił również powiedzieć, jak to się stało, że wyniki przetargu zostały
      zaakceptowane przez jego zastępców. Nadużycia wykryła dopiero specjalna komisja
      kontrolna.

      Główny zarzut wobec Andrzeja M. to przyjęcie łapówek: 600 zł i podrabianego
      zegarka wartego 50 zł. Gotówkę dali mu jego podwładni jako podziękowanie za
      dodatkowe zlecenia, na których zarobili. Zegarek otrzymał od swojego zastępcy.
      Ten go dostał jako łapówkę za ustawiony przetarg.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=37619739
      • fiat_lux Powtórka z Jurgielem 02.03.06, 16:29
        www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/GW/20060302/AKTUALNOSCI/60301020


        Krzysztof Jurgiel, obecny minister rolnictwa, może ponownie zostać
        prezydentem Białegostoku!Naszym informacjom o tym, że będzie on kandydować w
        tegorocznych wyborach, nie zaprzeczają jego partyjni koledzy z PiS-u, a opozycja
        już się przygotowuje do walki z kandydatem partii braci Kaczyńskich.


        Krzysztof Jurgiel już raz sprawował funkcję prezydenta Białegostoku. Objął to
        stanowisko po śmierci Andrzeja Lussy w 1995 r. W 1998 r. miejsce Jurgiela zajął
        natomiast Ryszard Tur. Czy obecny minister jeszcze raz spróbuje podbić serca
        białostoczan?
        - Wiem, że minister Jurgiel był już prezydentem Białegostoku i że cieszy się w
        mieście dużym zaufaniem - mówi Przemysław Gosiewski, szef Klubu Parlamentarnego
        Prawa i Sprawiedliwości. - Na razie jednak ustaleń, co do jego ewentualnej
        kandydatury, jeszcze nie było...
        Gosiewski podkreśla jednak, że kandydowania przez Jurgiela wykluczyć nie można,
        bo niewykluczane są "tylko śmierć i narodziny”.
        Wątpliwości, co do kandydatury Krzysztofa Jurgiela, nie mają praktycznie lokalni
        działacze PiS-u. Wprawdzie jeszcze niedawno jako kandydatów PiS-u na stanowisko
        prezydenta Białegostoku brano pod uwagę Elżbietę Kaufman-Suszko lub Kazimierza
        Roma-nowskiego (oboje popierani przez Jur-giela), ale ich naz-wiska nie są tak
        rozpoznawalne i kojarzone z partią jak nazwisko obecnego ministra rolnictwa.
        - W naszych strukturach coraz częściej wymieniane jest nazwisko Jurgiela jako
        poważnego kandydata - powiedział nam jeden z działaczy podlaskiego PiS-u.
        Takiej możliwości nie wyklucza również Krzysztof Putra, szef podlaskich struktur
        PiS-u i wicemarszałek Senatu.
        - Na razie sprawa kandydatur na stanowisko prezydenta Białegostoku jest otwarta
        - powiedział nam Krzysztof Putra. - Jest to jeszcze faza wstępna, ale wyłonimy
        jedno nazwisko i nie wykluczam, że będzie to ktoś z politycznej górnej półki. I
        oczywiście ktoś, kto ma szanse wygrać te wybory.
        Minister rolnictwa, który zawsze miał duże poparcie na Podlasiu, idealnie
        spełniałby oba te kryteria. Jednak obecny prezydent Białegostoku Ryszard Tur
        jeszcze się nie przejmuje swoim kontrkandydatem.
        - Byłoby z mojej strony niezręcznością ocenianie kandydatur na stanowisko, które
        obecnie piastuję. Tym bardziej kandydatur nieoficjalnych - mówi.
        Natomiast białostocka Platforma Obywatelska wzięła sobie do serca kandydaturę
        Jurgiela.
        - Wystawimy kandydata, który podejmie walkę z każdym, nawet z ministrem
        Jurgielem - mówi Robert Tyszkiewicz, poseł PO i szef białostockich struktur partii.
        Kandydowanie znanych polityków PiS-u na stanowiska prezydentów dużych miast może
        stać się regułą. Niedawno media doniosły, że o fotel prezydenta Krakowa będzie
        ubiegać się Zbigniew Ziobro, obecny minister sprawiedliwości.
        - Dziwnym działaniem byłoby, gdybyśmy tracili bardzo dobrych ministrów -
        ripostuje Gosiewski.
        Tyle tylko, że ani Krzysztof Jurgiel, ani Zbigniew Ziobro nie mają ostatnio
        dobrej passy i przez swoje działania wystawili cały PiS na krytykę...


        Agnieszka Kaszuba
        2.03.2006 r.

        Krzysztof Jurgiel, zdaniem Przemysława Gosiewskiego (po prawej), jest dobrym
        ministrem. Ale szef Klubu Parlamentarnego PiS-u nie wklucza, że mógłby być także
        dobrym prezydentem Białegostoku...
        Fot. Fotorzepa
        • fiat_lux Re: Powtórka z Jurgielem 02.03.06, 16:31
          a wiec moze dla zapamietania wyczynow tej persony doleje i to:

          Rządowa bryka dla ojca Rydzyka
          wiadomosci.wp.pl/kat,18011,wid,8179138,wiadomosc.html?ticaid=112d1

          Rządowa bryka dla ojca Rydzyka

          Nie do wiary! Wystarczy jeden telefon w imieniu księdza Tadeusza Rydzyka, a
          minister staje na baczność - pisze "Fakt".

          Gazeta sprawdziła, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla
          niego limuzynę w resorcie rolnictwa. Szok! Minister Krzysztof Jurgiel
          błyskawicznie spełnił życzenie. Osobiście wysłał rządowy samochód dla księdza
          Rydzyka.


          REKLAMA Czytaj dalej



          Co może ksiądz Tadeusz? Czy plotki o jego wpływach na władzę były tylko
          plotkami? "Fakt" postanowili sprawdzić. Dziennikarze biją się w piersi - użyli
          podstępu.

          Reporter ""Faktu" podszył się pod asystenta ojca Rydzyka. Spod jednego z
          warszawskich banków zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa Krzysztofa
          Jurgiela. Wybór nie był przypadkowy. Jurgiel jest częstym gościem audycji Radia
          Maryja.

          Dziennikarz "Faktu" zatelefonował do sekretariatu ministra. Pilna sprawa. Zepsuł
          się samochód księdza Rydzyka, trzeba mu szybko podstawić rządową limuzynę.

          Reakcja ministra Jurgiela przekracza najśmielsze oczekiwania. Minister osobiście
          wybiera samochód i wysyła wraz z kierowcą pod bank. Natychmiast!

          Na hasło "Ojciec Dyrektor" szef resortu zrobił z ministerstwa radio taxi. Jak do
          tego doszło opisują w "Fakcie" dziennikarze tej gazety Piotr Chęciński i Marcin
          Kowalczyk. (PAP)
          • fiat_lux Re: Powtórka z Jurgielem 02.03.06, 16:32
            i dalej o potencjalnym kandydacie na prezydenta naszego miasta:

            Minister zapłaci za limuzynę dla ojca Rydzyka
            wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8179887,wiadomosc.html?ticaid=112d1

            Minister zapłaci za limuzynę dla ojca Rydzyka
            IAR 15:30 (aktualizacja 20:51)

            Minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel
            (fot. WP / Marek Grabski)

            Premier Kazimierz Marcinkiewicz przeprosił za zachowanie ministra rolnictwa
            Krzysztofa Jurgiela. Wskutek prowokacji dziennikarskiej, minister użyczył
            służbowego auta na rzekome żądanie Ojca Tadeusza Rydzyka.

            Minister zapłaci za limuzynę dla ojca Rydzyka

            Minister Jurgiel kazał podstawić służbowe auto na prośbę dziennikarza gazety
            "Fakt", który podał się za asystenta ojca Rydzyka twierdząc, że jego szefowi
            zepsuł się samochód.

            Premier Marcinkiewicz podczas konferencji prasowej uznał zachowanie ministra
            rolnictwa za niedopuszczalne. Powiedział, że upomniał już Jurgiela i zapewnił,
            że nie dojdzie więcej do takich sytuacji. Premier dodał jednak, że rząd będzie
            zawsze służył pomocą tym, którzy jej będą naprawdę potrzebowali.

            Minister rolnictwa chce pokryć koszty eksploatacji rządowej limuzyny, którą
            wysłał, jak sądził, by pomóc księdzu Rydzykowi. Limuzynę zamówił jednak u
            ministra rolnictwa nie asystent dyrektora Radia Maryja, lecz dziennikarz
            "Faktu", który się pod niego podszył. Wyjaśnia, że chciał w ten sposób sprawdzić
            wpływy księdza Rydzyka.

            Reporter "Faktu" zadzwonił do sekretariatu ministra spod jednego z banków,
            informując, że samochód księdza się popsuł i potrzeba szybko podstawić rządową
            limuzynę. Według dziennika reakcja ministra Jurgiela przekracza najśmielsze
            oczekiwania, bo osobiście wybrał samochód i wysłał wraz z kierowcą pod bank.

            "Fakt" zadzwonił do Krzysztofa Jurgiela, bo jest on częstym gościem Radia
            Maryja. (sm)
    • fiat_lux forum: Tyszkiewicz na prezydenta Białegostoku 28.02.06, 16:49
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=37615036
    • Gość: Stanisław Plejada Gwiazd. IP: *.pools.arcor-ip.net 03.03.06, 15:16
      Tu jest o Jurgielu i jego ludziach.
      Warto przyjrzeć się tym postaciom bo po dłuższej lub krótszej karierze w
      warszawce pojawią się znowu tu. Czyli kogo dobrał sobie Jurgiel.
      Artykuł pochodzi z NIEakceptowanego na salonach pisemka ale odpryski prawdy
      można i tam pozbierać;)
      ------------------------------------------------------------------------------

      Lista Jurgiela

      Dygnitarzy wytypowano w PiS na długo przed wyborami. Wpadła w nasze łapy jedna
      z list kaczystów do nominacji.

      Nagłówek: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Osoba zgłaszająca propozycje –
      senator Krzysztof Jurgiel (tu telefony). Lista składa się z dwóch części – 10
      nazwisk stanowi trzon, czyli tzw. zespół polityczno-merytoryczny, 39 to
      kandydaci do „ścisłej kadry kierowniczej”. Otwierający pierwszą część listy
      prof. Stanisław Okularczyk z Krakowa jest już wiceministrem.

      Proponowani do „ścisłej kadry kierowniczej” pochodzą z różnych stron Polski –
      od Szczecina po Poznań. Zdecydowana większość „kadry kierowniczej” to jednak
      krajanie Jurgiela z Białegostoku, Łomży i okolic. Spora część jest związana z
      rolnictwem, choć nie fachowość decydowała o miejscu na liście. Jest to raczej
      lista koleżeńska złożona z kumpli Jurgiela i kumpli jego kumpli. Obok nazwiska
      osoby, którą czeka awans, często jest nazwisko protektora. Dobrodziejem
      Podlasian jest Stefan Sołomianko, zaś mieszkańców z innych stron Polski
      najczęściej Andrzej Zaman – obaj z Białegostoku.

      Jednym z większych atutów Zamana jest fakt, że od dawna ma legitymację PiS, co
      odnotowano w charakterystyce. W regionie jest znany, bo rozwalił Ośrodek
      Doradztwa Rolniczego w Białymstoku, który w zamierzeniach miał być wiodącym w
      województwie. Teraz jedyny ODR znajduje się w Szepietowie.

      Na oficjalnych spotkaniach Zaman występuje jako ekspert ministra Jurgiela.

      Zaman proteguje na jakiś wysoki urząd m.in. Zbigniewa Brodzińskiego z Katedry
      Agrobiznesu i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie
      podnosząc jego walory jako naukowca. Jest to sytuacja jak w dowcipie o
      dyrektorze i sekretarce. Dyrektor zachwalał: Moja sekretarka jako siła fachowa
      to jest dupa, ale jako dupa to jest świetna siła fachowa. Od wiewiór wiemy, że
      Brodziński jako naukowiec sprawdza się niespecjalnie, bo dorobek naukowy
      cienki, a pracę habilitacyjną odrzucono. Dużo lepiej sobie radzi jako pobożny
      biznesmen prowadzący kioski w uniwersyteckim Kortowie.

      Sołomianko to 57-letni inżynier rolnik, w przeszłości zastępca dyrektora
      Wydziału Rolnictwa w Urzędzie Wojewódzkim w Łomży, który namaścił kolegów, a
      sam zajął skromne trzynaste miejsce na liście. Sołomianko jako ścisła rezerwa
      kadrowa PiS budzi zdziwienie znajomych.

      – Żaden to jastrząb. Może uznali go za swego dzięki jego żonie, nawiedzonej
      katoliczce, działaczce pielęgniarskiej „Solidarności”? Sołomianko jest szerzej
      znany jako działacz sportowy, organizator biegów maratońskich. Dobrze dogadywał
      się z ludźmi sportu – charakteryzują go w Białymstoku. Protektor kadr
      rolniczych Sołomianko szefuje Podlaskiemu Okręgowemu Szkolnemu Związkowi
      Sportowemu.

      Sołomianko zaprotegował m.in. magistra Krzysztofa Bagińskiego z Łomży (nr 2 na
      liście), w przeszłości swego szefa z Urzędu Wojewódzkiego w Łomży, oraz
      Ireneusza Mieczkowskiego z Kolna. Mieczkowski, numer 1 na liście, weterynarz
      rekomendowany przez Sołomiankę jako człowiek przedsiębiorczy, dobry strateg i
      organizator, w miejscu zamieszkania cieszy się opinią nie tylko nadużywającego
      wódki, ale przede wszystkim niedołęgi. Ma dwa atuty. Jeden podniesiono w
      charakterystyce („waleczny działacz »Solidarności« – internowany”). Drugim
      przemilczanym atutem jest brat, proboszcz łomżyńskiej katedry. Wprawdzie
      proboszcz dystansuje się od poczynań weterynarza z Kolna, ale widać Jurgiel
      wysoko ceni więzy krwi.

      Na liście znalazło się miejsce dla Ryszarda Żochowskiego z Wysokiego
      Mazowieckiego, człowieka, któremu można zaufać, bezpartyjnemu o poglądach
      prawicowych, publicznie demonstrującego swój katolicyzm, ale też dla Andrzeja
      Grzymały z Łomży, którego największym atutem jest to, że razem z Sołomianką
      utworzyli Łomżyński Klub Biegowy i lubią pokonywać długie dystanse.

      Dla Mirosławy Jaroszewicz-Łojewskiej z Białegostoku, 40-letniej urzędniczki
      Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, skarbem okazała się
      legitymacja PiS i znajomość z Jurgielem. Dotychczasowi pracodawcy
      charakteryzują ją jako osobę przeciętną, niczym się nie wyróżniającą. Pani
      Mirosława wzięła z ARiMR urlop bezpłatny i przeniosła się już do stolicy. Pełni
      obowiązki szefowej gabinetu politycznego ministra Jurgiela. Jest to posada, z
      której awansuje się szybko i wysoko.

      * * *

      Jurgiel ma potężne wpływy w PiSuarze. Przepchnął Jana Dobrzyńskiego na wojewodę
      podlaskiego, choć negatywnie oceniła go komisja MSWiA, bo największe jego
      kwalifikacje to umiejętność kłócenia się z każdym o wszystko i konsekwentnie
      głoszony zamiar wybudowania w Krywlanach kościoła zamiast lotniska.

      Czy lepiej, żeby jego protegowani ściągali do Warszawy rządzić, czy żeby
      zostali w Białymstoku i okolicach? Rzecz względna.

      Wojewoda Dobrzyński zaczął od porządków w świecie medycznym. Wojewódzkim
      konsultantem ds. ginekologii i położnictwa nie będzie już prof. Marian
      Szamatowicz, znany specjalista od zapłodnienia in vitro, zwolennik
      współfinansowania tej metody przez państwo, bo PiS metodę chce wrzucić do
      kosza. Kandydatem wojewody na tę funkcję jest dr n. med. Kazimierz Romanowski.
      Do obowiązków konsultanta należy m.in. pomoc w trudnych zabiegach operacyjnych.
      Romanowski od 9 lat jest urzędnikiem miejskim. Wprawdzie po godzinach przyjmuje
      pacjentki w dwóch gabinetach, ale nie ma żadnego kontaktu ze skalpelem i salą
      operacyjną.

      Autor : Bożena Dunat / Mateusz Kusiak
    • fiat_lux Żadna partia się nie spieszy. 06.03.06, 22:36
      miasta.gazeta.pl/bialystok/2029020,35235,3197355.html
      Między Warszawą a Grodnem
      Rozmawiał Jan Kwasowski 06-03-2006, ostatnia aktualizacja 06-03-2006 15:36

      Rozmowa z podlaskim posłem Robertem Tyszkiewiczem

      Jan Kwasowski: Kilka dni temu na naszym forum internetowym ktoś zaczął temat:
      Tyszkiewicz na prezydenta Białegostoku. Co Pan na to?

      Robert Tyszkiewicz, poseł PO: Zdecydowanie nie! Nie po to zabiegałem u wyborców
      o poparcie do Sejmu, żeby po kilku miesiącach zmienić zdanie. Jestem potrzebny w
      parlamencie, żeby pilnować dwu spraw: wykorzystania szans dla Białegostoku i
      regionu, a także działań na rzecz demokratycznych przemian na Białorusi. Będę
      oczywiście wspierać przyszłego prezydenta miasta, bo jeśli Białystok ma być
      metropolią, to musi mieć wsparcie w parlamencie i w rządzie. Już nie da się być
      dobrym prezydentem, siedząc tylko nad Białką.

      Platforma jakoś nie spieszy się z ogłoszeniem, kto miałby być jej kandydatem.

      - Żadna partia się nie spieszy.

      PiS prawie oficjalnie wystawia Krzysztofa Jurgiela.

      - To raczej balony próbne i spekulacje dziennikarzy. Sam Jarosław Kaczyński
      zdefiniował ich partię jako dość skrytą, więc nie sądzę, żeby to, co ujawniają
      półgębkiem, miało być prawdą. Przykład z różnymi terminami przyjęcia budżetu
      pokazuje, że niektóre ich informacje są wręcz obliczone na wywołanie zamieszania
      u opinii publicznej. Jeśli miałbym kogoś od nich typować, to już raczej Elżbietę
      Kaufman-Suszko.

      Tak czy inaczej PO, jeśli chce wygrać z PIS-em i dotychczasowym prezydentem,
      musi wystawić kogoś znanego, dobrze przygotowanego. Macie takiego?

      - Oczywiście. Platforma, idąc po zwycięstwo, zawsze sięgała po ludzi z
      nazwiskami i dużym dorobkiem, niekoniecznie pod jakimś szyldem partyjnym. Tak
      działamy i teraz, bo uważam, że samorząd białostocki nie wykorzystuje swoich
      możliwości, głównie dlatego, że jest zbyt upolityczniony. Tymczasem przyszła
      kadencja będzie niesłychanie ważna, zważywszy na nową perspektywę UE na lata
      2007-2013. Żeby wykorzystać fundusze europejskie, potrzebna będzie operatywność
      i profesjonalizm, głównie w zarządzaniu, a także pomysłowość w tworzeniu projektów.

      Z jakim więc programem wystartujecie do wyborów?

      - Białystok ma dwa atuty. Po pierwsze, jest blisko Warszawy, która jako jedyne
      polskie miasto ma szansę stać się metropolią europejską. My musimy stworzyć
      warunki, żeby część tego potencjału znalazła się u nas. Mamy 50 tysięcy
      studentów, czyli dobrze na ogół przygotowane kadry, niższe koszty pracy, tańsze
      nieruchomości. Możemy zatem stać się zapleczem usługowym dla wielkich korporacji
      z Warszawy. Również nasze firmy turystyczne mogą być atrakcyjne dla
      międzynarodowych firm. Tylko Białystok musi zacząć o to walczyć, inaczej
      zapleczem stolicy stanie się Lublin czy Łódź. Drugi atut to strategiczne
      partnerstwo z Grodnem, co nie będzie możliwe, dopóki na Białorusi będzie
      autorytarny reżim, izolowany przez Europę. Pewne rzeczy trzeba jednak już
      zacząć, jak uniwersytet na wzór Viadriny*. Mogę zdradzić, że Parlament
      Europejski jest tym zainteresowany. Białystok powinien pełnić rolę białoruskiego
      Piemontu - to tu powinny lądować unijne instytucje, zwłaszcza w takich
      dziedzinach, jak: edukacja, media, pomoc społeczna.

      Wygląda to na program przygotowywany dla Barbary Kudryckiej. Wciąż liczycie, że
      Wasza eurodeputowana zdecyduje się na start w jesiennych wyborach?

      - Rozmawiałem z Barbarą Kudrycką i mogę potwierdzić jej decyzję o
      niekandydowaniu w wyborach na prezydenta Białegostoku. Ale mamy więcej osób
      przygotowanych do zarządzania miastem - i to w warunkach ostrej konkurencji z
      innymi ośrodkami.

      Dlaczego nie ujawniacie nazwisk?

      - Zbytni pośpiech mógłby im tylko zaszkodzić. Poza tym w partii zaczynają się
      wybory - nasi kandydaci do Rady Miejskiej i na prezydenta będą firmowani już
      przez nowe władze PO. Program dla miasta też dopiero się rodzi.

      Na ile mandatów liczycie?

      - Chciałbym, żeby PO miała największy klub radnych, bo tylko to gwarantowałoby
      naszemu prezydentowi skuteczność działań. Mogę zdradzić, że rozpoczęliśmy już
      szkolenia przyszłych kandydatów na radnych. To kilkadziesiąt osób, niekoniecznie
      związanych z Platformą, w tym duża grupa z organizacji pozarządowych. Niebawem
      zaczniemy debaty publiczne o najważniejszych problemach Białegostoku.

      Na razie kompletnie Was nie widać.

      - Nie zgadzam się z taką oceną, choć muszę przyznać, że w polskich warunkach
      wszystkie partie mają kłopot z utrzymaniem aktywności po wyborach. Nie było
      kiedy zająć się wyborami samorządowymi, bo wciąż nie wiedzieliśmy, czy PiS nie
      zafunduje nam w kwietniu powtórki parlamentarnych. Dopiero od dwóch tygodni
      możemy zajmować się samorządem.

      Jak Pan ocenia prezydenturę Ryszarda Tura?

      - Była spokojna, bez wielkich afer, co na tle innych miast może być poczytane za
      sukces - ale też bez przełomu. Prezydentura kontynuacji.

      Niestety, są i afery, o czym świadczy choćby fakt, że prezydent kilka dni temu
      zeznawał przed sądem.

      - Oczywiście, ujawnione przypadki korupcji czy niejasności podejmowanych decyzji
      rzucają cień na ocenę magistratu. Ale z tego, co dziś wiemy, są to raczej sprawy
      niewielkiego kalibru. Administrowanie miastem przebiega dosyć sprawnie,
      natomiast jeśli chodzi o cele rozwojowe, nie udało się zrealizować wielu zapowiedzi.

      Czy jest choć jedna zrealizowana? Poza tym załatwienie czegokolwiek w urzędzie
      to mordęga.

      - Rzeczywiście, brak biura obsługi mieszkańców to wpadka prezydenta. Ale na
      przyzwoitym poziomie działa pomoc społeczna, budownictwo w ramach TBS, tunel...

      W ramach pomocy społecznej o mały włos nie zamknięto hospicjum, a tunel to nie
      ta kadencja, poza przecięciem wstęgi.

      - No tak, ale w zeszłym roku udało się uzyskać fundusze europejskie na remont
      ulic i zakup autobusów. Zgadzam się natomiast, że poza codziennym
      administrowaniem jest pat, bo nie wyszła ani rewitalizacja centrum miasta, ani
      przyciąganie inwestycji, ani budowa multikina. Szwankuje też promocja.

      Platforma stworzyła gabinet cieni, który recenzuje poczynania rządu. Dlaczego
      nie recenzujecie tego, co dzieje się w województwie i w mieście?

      - To ciekawy pomysł, wart rozważenia. Ale dziś nie mamy ani jednego radnego.

      Ale chyba macie ocenę tego, co się dzieje w samorządzie?

      - Oczywiście. Z moich rozmów i obserwacji wynika, że białostoczanie chcą już
      zmiany władzy, chcą nowej energii i młodszej ekipy. Proszę zauważyć, że układ
      personalny rządzący miastem powstał 15 lat temu. Część zarówno samorządowców,
      jak i urzędników zwyczajnie wypaliła się. Wielu z nich dobija zresztą wieku
      emerytalnego. Potrzebna jest zmiana pokoleniowa. Warto dać szansę młodszym,
      którzy wniosą więcej dynamizmu i są mniej obciążeni sporami politycznymi.
      Przecież w obecnej kadencji radni mało zajmują się rozwojem miasta, a dużo czy
      niemal wyłącznie rozgrywkami partyjnymi.

      A jak Pan ocenia wojewodę Dobrzyńskiego i dotychczasową politykę PiS w naszym
      regionie?

      - Z rosnącym niepokojem. Niedługo minie pół roku od wyborów parlamentarnych, a
      my tu mamy ledwie samotnego wojewodę. Moim zdaniem jeden z jego zastępców już
      powinien pełną parą walczyć o realizację obietnic złożonych w ramach rządowego
      programu dla Polski wschodniej - i tylko tym się zajmować, bo inaczej pieniądze
      popłyną gdzie indziej. Kandydat na kuratora, który jest efektem politycznych
      uzgodnień lub też politycznych konfliktów w PiS, pokazuje, że konkursy są tylko
      parawanem. Miała być nowa jakość, a jest nawiązanie do najgorszych tradycji
      obsadzania stanowisk swojakami. Trudno oceniać działania, bo ich nie ma, jest
      wciąż tylko faza wstępna - kadrowa. To świadczy, że PiS nie był przygotowany do
      rządzenia, a jeśli nawet był, to teraz rozdzierają go wewnętrzne konflikty. To
      szkodzi też interesom województwa.

      *Viadrina - to wspólny uniwersytet polsko-niemiecki we Frankfurcie nad Odrą

      Rozmawiał J
    • fiat_lux Dariusz Piontkowski Zamiast wojewodą będzie prezyd 09.03.06, 22:55
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3201627.html
      Zamiast wojewodą będzie prezydentem



      ZOBACZ TAKŻE

      • Kim jest Dariusz Piontkowski? (09-03-06, 00:00)


      Jan Kwasowski, Jakub Medek 09-03-2006, ostatnia aktualizacja 09-03-2006 14:01

      W wyborach na prezydenta Białegostoku wystartuje Dariusz Piontkowski. Szef
      regionalny Prawa i Sprawiedliwości Krzysztof Putra, który ujawnił nam przymiarki
      swojej partii do jesiennych wyborów samorządowych, uważa, że to najlepszy kandydat.

      - Piontkowski zna dobrze Białystok, jest inteligentny, umie mediować - ocenia
      Putra, który zgłosił go jako kandydata na wojewodę - obok Jana Dobrzyńskiego i
      Bohdana Paszkowskiego. Poparcie Krzysztofa Jurgiela, ministra rolnictwa,
      sprawiło, że nominację dostał Dobrzyński, a Piontkowski - mimo wysiłków Putry -
      nie został nawet wicewojewodą.

      Szef podlaskiego PiS twierdzi, że ta porażka nie przeszkadza, by jego kandydat
      ubiegał się o najważniejsze stanowisko w mieście. Gorąco też zaprzecza, jakoby
      między nim a Jurgielem był ostry konflikt. Po namyśle określa wzajemne stosunki
      jako spór programowy.

      Wariant podstawowy

      Piontkowski pytany, czy wystartuje na prezydenta, przyznał, że ludzie z PiS "od
      jakiegoś czasu o tym z nim rozmawiają", ale nie ma konkretów.

      - Mam nadzieję, że władze partii podejmą decyzję do końca marca.

      Procedura wyłaniania kandydata jest następująca: najpierw zatwierdzają go
      struktury miejskie partii - tu Piontkowski ma zdecydowane poparcie, potem -
      wojewódzkie. Tam głosy za i przeciw rozkładają się po równo. Ostatnie słowo
      będzie miał prezes Jarosław Kaczyński i grono jego najbliższych współpracowników
      - rada polityczna PiS. Krzysztof Putra wszedł tam ostatnio w miejsce Lecha
      Kaczyńskiego. Nie powinien więc mieć problemu z przeforsowaniem swego kandydata.

      - Obecnie Białystok postrzegany jest jako ośrodek niemocy. Nieprzyjazny dla
      inwestorów i młodego pokolenia, które kształci się często za ostatni grosz, ale
      pracy musi szukać w szerokim świecie - twierdzi wicemarszałek Senatu.

      Jego zdaniem kandydat PiS na prezydenta musi mieć decydujący wpływ na dobór
      przyszłych radnych, by w przyszłości móc skutecznie rządzić miastem.

      - Rada i prezydent nie mogą grzęznąć w jałowych sporach, najczęściej o
      drobnostki, jak to ma miejsce teraz.

      Wariant zapasowy

      Istnieje jednak drugi scenariusz: jeśli Jarosław Kaczyński dojdzie do wniosku,
      że do boju o największe miasta trzeba wystawić najbardziej znanych polityków
      swojej partii, kandydatura Piontkowskiego stanie się nieaktualna. W Białymstoku
      wystartują wówczas albo Putra, albo - co mniej prawdopodobne - Jurgiel.

      Krzysztof Putra jest znany wyborcom od 1989 roku, gdy wszedł do Sejmu jako
      kandydat "Solidarności". Krzysztof Jurgiel był prezydentem Białegostoku, potem
      posłem i senatorem. W ostatnich wyborach obaj dostali bardzo dużo głosów.

      Jeśli któryś z nich rzeczywiście wystartuje i zajmie fotel na Słonimskiej,
      będzie musiał zrzec się miejsca w ławie na Wiejskiej. Dla Putry to żaden
      problem, bo uważa, że ten parlament nie przetrwa długo; był zresztą w lutym
      zwolennikiem przyspieszonych wyborów.

      Z drugiej strony idealna dla interesów Podlasia sytuacja wyglądałaby
      następująco: Jurgiel i on zostają w Warszawie, a Piontkowski zdobywa
      prezydenturę Białegostoku.

      Co Krzysztof Jurgiel myśli o powrocie do Białegostoku, nie wiemy, gdyż starannie
      unika dziennikarzy "Gazety Wyborczej".

      W oczach konkurencji

      - Na tle potencjalnej katastrofy, jaką byłaby prezydentura Jurgiela, Piontkowski
      jest dobrym kandydatem - ocenia Krzysztof Bil-Jaruzelski, radny SdPl. - Rządy
      Jurgiela w Białymstoku były beznadziejne. Żadnych znaczących inwestycji - ani
      miejskich, ani prywatnych, do tego autorytarny styl zarządzania. Co prawda,
      miasto się rozwijało, ale wyłącznie dzięki korzystnej koniunkturze bazarowej; na
      handlu z Białorusią bogaciły się tysiące osób. Natomiast Piontkowski to osoba
      młoda, otwarta, umiejąca rozmawiać.

      Bil-Jaruzelski dostrzega również wady swego kolegi z Rady Miasta: brakuje mu
      doświadczenia w zarządzaniu tak dużą instytucją, a - co gorsza - nieznany jest
      jego status wewnątrz samego PiS.

      - Ta partia, mimo że w województwie zdecydowanie wygrała wybory, jest
      wewnętrznie bardzo podzielona i skonfliktowana. Wydarzenia związane z nominacją
      Piontkowskiego najpierw na wojewodę, a potem na zastępcę, jasno pokazują, że
      jest on często przedmiotem w tych rozgrywkach - uważa Bil-Jaruzelski. - Gdyby
      został prezydentem, mogłoby się szybko okazać, że pewne grupy w PiS są przeciwko
      niemu.

      Brak doświadczenia Piontkowskiego dostrzega również Józef Klim - obecnie poseł
      PO, do niedawna wiceprezydent miasta:

      - Ale to nie dyskwalifikuje, bo każdy nosi w plecaku prezydencką buławę -
      zastrzega. - Z Piontkowskim przez trzy kadencje pracowałem w komisji oświaty i
      wiem, że jest kompetentny, przygotowany merytorycznie i pracowity.

      - Pamiętajmy o tym, że przy wszystkich swoich zaletach Piontkowski to człowiek
      PiS, więc jego prezydentura będzie kontynuacją szesnastu lat rządów prawicy. A
      te Białemustokowi na zdrowie nie wyszły - przestrzega Bil-Jaruzelski, który
      najchętniej widziałby na Słonimskiej lewicowego prezydenta.
      • fiat_lux Kim jest Dariusz Piontkowski? 09.03.06, 22:56
        miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,3201626.html

        Kim jest Dariusz Piontkowski?



        ZOBACZ TAKŻE

        • Zamiast wojewodą będzie prezydentem (09-03-06, 00:00)


        jame 09-03-2006 , ostatnia aktualizacja 08-03-2006 20:59



        Jest nauczycielem historii w I LO, a jednocześnie miejskim radnym PiS już
        trzecią kadencję. Angażuje się głównie w sprawy związane z oświatą i kulturą. Po
        awansie Dobrzyńskiego, z którym ostatnio był w konflikcie, na wojewodę, rozwinął
        skrzydła i został głównym rozgrywającym w czteroosobowym klubie swojej partii.

        Pod koniec ubiegłego roku zaangażował się w zbiórkę pieniędzy na ofiary wypadku
        drogowego w Jeżewie - w większości jego uczniów. Ma 42 lata.
    • nekroskop88 Re: mini-serwis wyborczy 13.03.06, 19:54
      Turowi zostało pół roku

      Rozliczamy prezydenta. Niewiele ponad pół roku zostało do wyborów
      samorządowych. Będziemy w nich wybierać nowego prezydenta Białegostoku.

      Ten obecny ma jeszcze pół roku na spełnienie swoich obietnic z 2002 roku. W
      czasie publicznych debat złożył ich sporo; póki co, zrealizował zaledwie ułamek.

      Jesienna kampania wyborcza, trzy i pół roku temu, pełna sloganów. Politycy
      posługiwali się przede wszystkim hasłami pustymi i banalnymi. Białostockie
      Porozumienie Prawicy, które wystawiło Ryszarda Tura na prezydenta, miało
      pięciopunktowy program wyborczy i pięć haseł: Białystok potrzebuje
      przyspieszonego rozwoju, Białystok może być bardziej bezpieczny, każde dziecko
      zasługuje na dobrą szkołę, białostockie urzędy - uczciwe i kompetentne, lokalna
      przedsiębiorczość to miejsca pracy i rozwój.
      Czy mamy więc już urzędy kompetentne i uczciwe? Prezydent miał szansę to
      udowodnić, startując np. w akcji "Przejrzusta Polska". Nie byłby to łatwy
      start. Żeby przejść cały program, urząd musiałby wprowadzić sześć zasad:
      przejrzystości, braku tolerancji dla korupcji, partycypacji społecznej,
      przewidywalności, fachowości i rozliczalności.
      Po wstępnym zainteresowaniu programem nasz magistrat wycofał się z niego
      rakiem.
      Kiedy za ocenę pracy magistratu zabrali się fachowcy od administracji
      publicznej, stwierdzili, że nasz urząd trzeba byłoby rozwiązać i stworzyć od
      nowa. Tymczasem jedyne zmiany w magistracie, to zwiększenie liczby wydziałów i
      urzędników. Sposób obsadzania stanowisk też pozostawia wiele do życzenia - na
      naczelników nie ma konkursu, kilka posad dostali po prostu koledzy partyjni
      prezydenta.
      Poprawa bezpieczeństwa? Tym ponoć prezydent szczyci się najbardziej,
      przekonuje, że to jego zasługa, bo przekazał policji pieniądze na dodatkowe
      patrole i rozbudowę systemu policyjnego monitoringu w mieście.
      - Hola, hola - tu stopują prezydenta radni miejscy. - To nie prezydent starał
      się o pieniądze dla policji, tu zawsze z inicjatywą występowali radni z
      komisji samorządności i ładu publicznego. To oni walczyli o pieniądze, a rada
      miejska je przekazywała. Tej zasługi prezydent na pewno im nie podkradnie.

      Obietnice, obietnice
      Co jeszcze obiecywał prezydent w 2002 roku? Zapewniał, że będzie wspierał
      rodzimych, lokalnych przedsiębiorców. Ale czasami pojawiały się też konkretne
      deklaracje.
      - Przygotujemy plan spłaty zadłużenia Białegostoku w czasie sześciu, ośmiu lat -
      obiecywał Ryszard Tur. Nie wyszło. Zadłużenie Białegostoku od 2002 rośnie co
      roku o kilkadziesiąt milionów złotych - w 2002 roku miasto winne było bankom
      120 milionów, na koniec 2006 roku będzie to ok. 260 milionów złotych!
      - Potrzebne jest stworzenie biura, które będzie zachęcało młodych,
      wykształconych ludzi do pozostania w naszym mieście - to kolejna wyborcza
      deklaracja prezydenta Tura. - Chcę wspierać innowacyjność i transfer
      nowoczesnych technologii przy współpracy z urzędem marszałkowskim i
      uczelniami wyższymi - obiecywał Ryszard Tur. Nie widać, żeby wyszło.

      Zielono i ładnie
      - Nad rzeką Białą od ulicy Elektrycznej do Ciołkowskiego zamierzam stworzyć
      tereny rekreacyjne z takimi obiektami, jak skatepark i ścieżki rowerowe - mówił
      Ryszard Tur w czasie kampanii. Niestety, nad Białką nadal królują chaszcze,
      porządnej ścieżki rowerowej w Białymstoku można długo szukać.
      - Chcę zwrócić się do właścicieli budynków w centrum, żeby wspólnie z władzami
      miasta postarali się o jak najmilszy ich wygląd - to kolejna zapowiedź z 2002
      roku.
      Nie widać, by ta deklaracja została zrealizowana. W samym centrum miasta mamy
      kilka kamienic, które straszą, a urzędnicy prezydenta rozkładają ręce, bo mają
      prywatnych właścicieli, którym nic nakazać nie można.

      Mieszkanie dla każdego
      - Trzeba rozwijać budownictwo społeczne w formie TBS. Na drugim miejscu trzeba
      postawić budowę mieszkań socjalnych, dopiero na trzecim miejscu mieszkań
      komunalnych.
      Można powiedzieć, że ta obietnica spełniona została w jednej trzeciej - osiedle
      TBS na Bacieczkach pięknie rośnie, choć nadal więcej jest chętnych niż nowych
      mieszkań. Białostocki TBS jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepiej
      działającym w kraju. To po części zasługa miasta - co roku wspiera działalność
      towarzystwa sporą sumką.
      Miasto zbudowało też mieszkania socjalne - ale trudno tu mówić o sukcesie. I
      zgodzi się każdy, kto widział, w jakich warunkach muszą żyć lokatorzy bloków
      przy ul. Dojnowskiej, szczególnie zimą. Urzędnicy wybrali najdroższy sposób
      ogrzewania budynków - grzejnikami na prąd. Lokatorów nie stać na wysokie
      rachunki, mieszkania są zawilgocone i zagrzybione.
      Jeśli chodzi o mieszkania komunalne, to nie ma o czym mówić - od kilku lat nie
      powstało w Białymstoku ani jedno.
      Miejskie mieszkania miały być przy okazji podstawą tworzenia rodzinnych domów
      dziecka - to ważny punkt kampanii wyborczej prezydenta. Niestety, póki co, domy
      takie mamy w Białymstoku dwa, a powstały raczej dzięki wytrwałości prowadzących
      je rodzin, a nie ułatwień ze strony urzędu.

      Wstyd wielki z biurem
      Wracając do poprawy pracy urzędu, rewolucją miało być stworzenie Biura Obsługi
      Mieszkańców przy ul. Słonimskiej. Cały proces jego tworzenia może być
      instruktażem dla urzędników - jak pracować nie powinni.
      Prace nad stworzeniem BOM zaczęły się pod koniec 2002 roku. Urzędnicy
      zastanawiali się, gdzie biuro powinno się zmieścić, jak powinno wyglądać, jakie
      sprawy można byłoby w nim załatwić.
      Kiedy była już decyzja, że biuro powstać ma na parterze budynku przy
      Słonimskiej, zaczęły się poszukiwania miejsca, do którego można by
      przeprowadzić urzędników tam pracujących. A koszt całej inwestycji rósł i
      rósł... Najpierw mówiło się o kilkuset tysiącach, potem aż o 1,6 miliona
      złotych! I tak minęły trzy lata, i nagle, ku zaskoczeniu prezydenta zrobił się
      grudzień 2005!
      Tu do akcji wkroczyli radni, którzy uznali, że czasu na dotrzymanie obietnicy
      budowy BOM Ryszard Tur miał aż nadto, i że nie pozwolą mu robić sobie kolejnej
      kampanii przed wyborami kosztem aż 1,6 miliona. Biura więc nie będzie.

      Słowo o hipermarketach
      - Budowa kolejnych hipermarketów w mieście nie powinna nastąpić. Można za to
      rozważać zlokalizowanie jakiegoś hipermarketu w dalszej odległości od miasta
      (ale będzie to już na terenie innej gminy).
      Trudno stwierdzić, czy prezydent słowa dotrzymał. Obecnie rzeczywiście, w
      Białymstoku ciągle utrzymuje się monopol hipermarketu Auchan. Jednak być może w
      końcu będzie miał konkurentów - co najmniej trzech inwestorów chciałoby ruszyć
      z budową obiektów handlowych na wiosnę. Niewykluczone, że już wkrótce obietnica
      prezydenta, że Auchan będzie jedynym hipermarketem w mieście, okaże się
      obietnicą niedotrzymaną.
      Z deklaracji w sprawie handlu ciekawe są też słowa prezydenta, które padły w
      przedwyborczej debacie z Ewą Bończak-Kucharczyk. - Jestem za sprzedażą napojów
      alkoholowych na stacjach benzynowych w Białymstoku, gdyż uważam, że przykład
      wielu innych miast udowodnił, że nie ma żadnych racjonalnych przesłanek
      zakazywania takiej sprzedaży. Białystok jest więc pod tym względem pewnym
      dziwolągiem - mówił w 2002 roku Ryszard Tur.
      Co innego mówił, co innego zrobił. Kiedy po wyroku NSA w Warszawie zakaz
      sprzedaży alkoholu na stacjach został zniesiony, szybko zlecił przygotowywanie
      kolejnego projektu wprowadzającego prohibicję na stacjach. Dziś zakaz znów
      obowiązuje, mimo że - tu zgadzamy się z prezydentem - jest dziwolągiem.

      Deptak: sukces i porażka
      Ryszard Tur, październik 2002: - Jednym z ważniejszych punktów mojego programu
      jest ożywienie śródmieścia. Zawiera się w nim projekt utworzenia deptaka. Takie
      miejsce powinno być pełne życie i przyjazne dla białostoczan.
      Było też trochę szczegołów: ulicę Legionową trzeba poszerzyć i stworzyć
      możliwość skrętu w lewo z Sienkiewicza w Legionową. Należy stworzyć parkingi
      dla centrum w rejonie Teatru Lalek i przy ul. Nowy Świat. Deptak mieliśmy w
      • nekroskop88 Re: mini-serwis wyborczy 13.03.06, 19:55
        ubiegłym roku. Chwała prezydentowi za to, że odważył się spróbować, styl
        tworzenia deptaka był jednak kiepski. Najpierw prezydent ogłosił, że na lato
        mamy deptak, potem nie mógł się zdecydować, czy aby na pewno go tworzyć. Swoją
        ostateczną decyzję ogłosił tak późno, że przedsiębiorcy nie zdążyli się
        przygotować do sezonu - przez pierwsze tygodnie deptak świecił pustkami.
        Radni miejscy za zamknięcie Lipowej i Rynku Kościuszki rzucili się prezydentowi
        do gardła. Zarzucali mu, że stworzył wielką pijalnię piwa w centrum, kosztem
        nerwów kierowców, którzy muszą korzystać z objazdów, i którzy muszą stać w
        korkach. Zarzucili też, że przez decyzję prezydenta drastycznie pogorszyło się
        bezpieczeństwo mieszkańców centrum.
        Co w tym roku będzie z deptakiem? Zapał prezydenta wyraźnie ostygł. I wycofał
        się z deptaka. W tym roku zamiast deptaka od czerwca do jesieni będziemy mieli
        budowę kanalizacji pod Lipową i Rynkiem Kościuszki. Decyzją prezydenta Rynek
        Kościuszki nie zamieni się w wielki plac, zostaną krawężniki, tak by Lipową
        mogły nadal jeździć samochody.
        W tym roku formalnie deptaka nie będzie. Ma być w kolejnym roku, kiedy skończy
        się przebudowa części śródmieścia wokół Ratusza. Decyzje o tym, co stanie się
        później, będzie należało już do następcy Tura.

        Kurier Poranny
        • Gość: ANTY-TUR Re: mini-serwis wyborczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.06, 00:22
          Świetny artykuł. Tylko pogratulować udanego streszczenia opisu tego, jak nie powinno się wykonywać obowiązków prezydenta miasta, czyli tego jak je wykonuje miłościwie nam panujący TUR. :)
          Nic tylko to wydrukować i wepchnąć Turowi w gardło. Nie wydałby przy tym żadnych mądrych odgłosów, tak samo jak w przypadku gdyby skonfrontować go z faktami opisanymi w artykule.

          Jesieni tego roku bedę miał nadzieję, że ludzie wreszcie nie spartolą sprawy, pójdą zagłosować i wybiorą najmniejsze zło. Dobrego kandydata podejrzewam, że nie będzie, ale i tak wielu będzie lepszych niż Tur. Z drugiej strony obawiam się, że własnie brak nowej twarzy, kogoś świeżego, spoza stęchłego układu politycznego, znowu zniechęci ludzi do działania.
      • Gość: juniorek Re: mini-serwis wyborczy IP: *.csk.pl 26.03.06, 21:07
        No skoro rozliczamy obecnego Prezydenta, to proszę bardzo:

        "NASZ TEMAT Kosztownym prezentem prezydentów miasta dla katolickiego
        przedszkola zajmie się Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej

        Na willę, na trawę

        Ziemia pod prywatną willę dla znajomych wiceprezydenta oddana za bezcen? Proszę
        bardzo. Może jeszcze parę tysięcy na urządzenie na niej trawników? Nie ma
        sprawy. Kto podjął takie decyzje? Wiceprezydent Krzysztof Sawicki i jego
        zwierzchnik – Ryszard Tur.

        Tydzień temu w Magazynie napisaliśmy o kontrowersyjnych decyzjach prezydentów
        Białegostoku, którzy w 2002 roku oddali za półdarmo działkę o powierzchni ponad
        trzech tysięcy metrów kwadratowych Barbarze i Krzysztofowi Toczydłowskim. Za
        ziemię wartą pół miliona zapłacili 60 tysięcy złotych. Cena została obniżona,
        bo miało tam powstać prywatne, katolickie przedszkole.

        Miejski gest
        Posesja na Nowym Mieście trafiła do znajomych Krzysztofa Sawickiego, wtedy
        członka zarządu miasta, dziś wiceprezydenta. Sawicki nawet nie ukrywa, że
        pomógł im w staraniach o grunt.
        Na działce przy ul. Kisiela 28 rzeczywiście powstało przedszkole. Tyle że
        ulokowała się w nim również prywatna firma Krzysztofa Toczydłowskiego, a na
        działce stanęła też 200-metrowa willa Toczydłowskich.
        Ale jak się okazuje, ziemia to nie koniec „miejskiego gestu". Dotarliśmy do
        dokumentów, z których wynika, że z publicznych pieniędzy sfinansowane zostały
        także trawniki wokół willi Toczydłowskich. W ubiegłym roku miasto dało im na
        ten cel 5 tysięcy złotych. Pieniądze poszły z Miejskiego Funduszu Ochrony
        Środowiska, tak więc Toczydłowscy mają trawnik w ramach miejskich przedsięwzięć
        związanych z ochroną przyrody.
        Miejski Fundusz Ochrony Środowiska działa przy wydziale ochrony środowiska i
        gospodarki komunalnej. Kto go nadzoruje? Wiceprezydent Krzysztof Sawicki.
        – Owszem, dostali te pięć tysięcy na trawniki. Dlaczego? Bo złożyli wniosek.
        Pieniądze dostaje każdy, kto złoży dobrze przygotowany wniosek. Proszę
        pomyśleć, co by było, gdybym im odmówił. To byłoby nierówne traktowanie.
        Mogliby pójść z tym do sądu – przekonuje Krzysztof Sawicki.

        Magistrat czeka, komisja pomoże?
        Choć pracownicy Urzędu Miejskiego dobrze wiedzą, że przeznaczenie terenu
        zostało samowolnie zmienione i uważają, że zostały złamane warunki umowy na
        użytkowanie wieczyste terenu, prezydent do tej pory nie zrobił nic w tej
        sprawie. Zapowiedział tylko kontrolę.
        Ryszard Tur tłumaczył, że dla niego formalnie willa Toczydłowskich na razie nie
        istnieje. Nie ma bowiem jeszcze decyzji Powiatowego Inspektoratu Nadzoru
        budowlanego, który dopuściłby ją do użytkowania. I to nic, że rodzina
        Toczydłowskich w willi mieszka już od wielu miesięcy. Ryszard Tur o istnieniu
        willi mógłby dowiedzieć się też od Krzysztofa Sawickiego, który u
        Toczydłowskich „bywa".
        Być może prezydenta Tura zmobilizuje do działania bardzo przez niego nielubiana
        Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej Białegostoku.
        – Zajmiemy się tą sprawą na najbliższym posiedzeniu – zapowiada Witold
        Parkowski, szef komisji. – Nie będziemy już raczej zastanawiać się nad tym, jak
        doszło do oddania miejskiej ziemi. Tu sprawa jest jasna – choć wszystko odbyło
        się legalnie, zgodnie z prawem, jest to prywata – ocenia Perkowski.
        Radni, choć mają świadomość, że decyzja w sprawie ziemi przy abp. Kisiela
        będzie należała do prezydenta Tura, chcą przekonać go, że teraz Toczydłowscy
        powinni wpłacić do budżetu miasta około 400 tysięcy złotych – pełną wartość
        ziemi.
        – Nie wiem, czy istnieje możliwość odzyskania gruntu, na którym stoi willa. Ale
        jeśli ci ludzie sami zmienili przeznaczenie terenu, to na pewno jest możliwość
        odzyskanie pieniędzy, jakie podarowała im gmina. Niech rzeczoznawca wyceni
        wartość gruntu, niech ci ludzie zapłacą za ziemię jej pełną cenę – mówi Witold
        Perkowski."

        "Kurier Poranny", 16.09.2005
        • Gość: juniorek Re: mini-serwis wyborczy IP: *.csk.pl 26.03.06, 21:08
          A swoją drogą, wiadomo jak sie skończyła cała sprawa?
      • Gość: juniorek Re: mini-serwis wyborczy IP: *.csk.pl 27.03.06, 19:13
        No to ja pozwolę sobie to wkleić, aby nie zginęło w wirtualnym swiecie:
        ________________________________________________________________________________

        Był inwestor od śmieci, ale go przepędziliśmy

        Budowa zakładu utylizacyjnego, sto nowych miejsc pracy, ceny za wywóz śmieci
        zamrożona na 15 lat - to wszystko oferowała włoska firma Eko Technology, która
        chciała działać na białostockim rynku. Chciała. Po trzech latach bezowocnych
        dyskusji z magistratem jej przedstawiciele zdecydowali się przenieść do innego
        miasta.


        - Władze Białegostoku potrafią tylko budować kościoły. Może gdybyśmy
        zaoferowali im sfinansowanie kolejnej świątyni pozwoliliby nam też gospodarować
        miejskimi śmieciami - ironizuje Jerzy Cholewski, przedstawiciel Eko Technology.

        Bezkonkurencyjna propozycja
        Firma Eko Technology po raz pierwszy ze swoją ofertą zgłosiła się do miasta
        trzy lata temu. Jej przedstawiciel zaproponował prezydentowi podpisanie listu
        intencyjnego, w którym firma zobowiązuje się do budowy zakładu utylizacyjnego
        za 66 milionów euro i najniższą cenę na rynku przez kolejnych 15 lat - 60
        złotych za tonę śmieci. Kolejne spotkania nie przyniosły jednak żadnego efektu.
        A dziś radni miejscy mają zdecydować o podwyżce na miejskim wysypisku śmieci.
        Przyjęcie tony śmieci kosztuje ponad 60 złotych, ma kosztować 96 zł.
        - Nie rozumiem polityki miasta. Proponujemy im sfinansowanie całego
        przedsięwzięcia i konkurencyjne ceny. W zamian oczekujemy jedynie wskazania
        miejsca, w którym miałby powstać zakład i stałego dostarczania śmieci - wylicza
        Jerzy Cholewski.

        Dobra koncepcja, ale zbyt droga
        I tu zaczynają się schody. Firma Eko Technology wyliczyła, że aby interes się
        opłacał musi trafiać co najmniej 100 tys. ton śmieci rocznie. Miasto z kolej
        twierdzi, że jest w stanie dostarczyć co najwyżej niewiele ponad 80 tys. ton
        śmieci.
        - Miasto po prostu nie chce z nami podpisać umowy i wymyśla niestworzone
        przeszkody - mówi Jerzy Cholewski. Sprawdziliśmy według MPO statystycznie
        białostoczanie produkują niemal 114 tys. ton odpadów rocznie.
        Ale miasto ma również inne zastrzeżenia. - To naprawdę dobra koncepcja i do
        zrealizowania. Jednak bardzo droga. Zrobiliśmy analizę ekonomiczną i cena 60 zł
        za tonę śmieci jest absolutnie niemożliwa do uzyskania. Według nas koszt
        przyjęcia śmieci w zakładzie będzie wynosił około 200 złotych - zapewnia Jerzy
        Pszczoła, prezes spółki "Lech", która administruje wysypiskiem w Hryniewiczach.
        Miasto chce samo zbudować zakład utylizacyjny. Pieniędzy na realizację
        inwestycji zamierza znaleźć w Europie. Dlatego zostawia sobie furtkę.
        - Nie odrzucamy oferty Eko Technology, ale chcemy ją poddać weryfikacji.
        Obecnie przygotowujemy się do zrobienia studium wykonalności, które miałoby
        wyłonić najlepszą i najtańszą technologię utylizacji śmieci. Myślę, że jak
        wszystko pójdzie dobrze, studium powinno być gotowe w przyszłym roku - zapewnia
        Jerzy Pszczoła.

        Władze się obraziły
        Eko Technology nie ma już zamiaru dłużej czekać i nie chce już mieć nic
        wspólnego z Białymstokiem. Obecnie przedstawiciele firmy prowadzą rozmowy z
        władzami Radomia. Tam też prawdopodobnie powstanie modelowy zakład utylizacyjny.
        Czy miasto straciło szansę na tańszą gospodarkę śmieciami? Władze zapewniają,
        że nie. Nie tylko nie mają sobie nic do zarzucenia, ale też czują się obrażone
        przez Eko Technology.
        - Jej przedstawiciel zarzuca mi niegospodarność. Jak więc miałbym z nim
        współpracować? - pyta Krzysztof Sawicki, zastępca prezydent miasta. - Poza tym
        obietnice firmy na pewno nie miały pokrycia. Na początku wszystko wygląda
        pięknie, ale kiedy dochodzimy do szczegółów, wszystko wygląda już gorzej -
        kwituje prezydent.

        (2006-03-27)- Kurier poranny/www.bialystokonline.pl/artykul.php?ida=11928

        ________________________________________________________________________________

        no to teraz czekam na ten nasz zakład utylizacyjny - aby stwierdzić że nasi
        mieli rację.
    • fiat_lux jak glosowac w bialymstoku 13.03.06, 20:07
      wiem ze kazde miasto ma biuletyn informacji publicznej. czy ktos wie gdzie w tym
      biuletynie lub gdziekolwiek na stronie miasta podana jest informacja na temat
      jak i gdzie nalezy oddawac glos?
    • fiat_lux idz na wybory 26.03.06, 20:59
      youtube.com/watch?v=slo6-uJZHzk&search=kaczy%C5%84ski%20giertych%20lepper%20pis%20polska%20pakt%20stabilizacyjny
    • trug Re: mini-serwis wyborczy 26.03.06, 21:41
      Dobrze byłoby, gdybyś troszkę uporządkował. Ja pogubiłem się w tym gąszczu.
      Na teraz żaden kandydat mi się nie podoba. Cholera wie na kogo głosowałbym.
      Najprawdobodobniej rzuciłbym monetą:):):)
      • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 27.03.06, 19:35
        trug napisał:

        > Dobrze byłoby, gdybyś troszkę uporządkował. Ja pogubiłem się w tym gąszczu.
        > Na teraz żaden kandydat mi się nie podoba. Cholera wie na kogo głosowałbym.
        > Najprawdobodobniej rzuciłbym monetą:):):)

        albo nie poszedlbys do glosowania. staram sie zawrzec w temacie o kim lub o czym
        jest mowa w ten sposob latwiej wyszukac. poza tym na razie nie znana jest lista
        kandydatow
    • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 10.04.06, 16:11
      sugestia dla kandydatow (czyli to o czym kazdy sredni uczen podstawowki wie)

      poranny.pl/sonda/poll.php?pollid=28
      Jak poprawić bezpieczeństwo na trasie Białystok-Warszawa?
      zmodernizować drogę 83 proc. ( 367 )
      zwiększyć liczbę patroli policyjnych 11 proc. ( 48 )
      ograniczyć prędkość na tej trasie 6 proc. ( 28 )
      ustawić więcej tablic "Czarny punkt" 0 proc. ( 1 )

      jak pamietam jedyna reakcja ze strony wladz byla propozycja ustawienia tablicy
      pamiatkowej...
    • Gość: ~>>PO<<~ Re: mini-serwis wyborczy IP: *.72.96.36.ip.tele2adsl.dk 11.04.06, 01:24
      Wyborcy! Glosujcie na kandydata z PO! Wybierzecie PiS, beda kolejne koscioly i
      rydzykomania NIC WIECEJ! PO MUSI wygrac w Bialymstoku! To jest jedyna szansa na
      rozwoj!!!
      • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 11.04.06, 02:45
        a ktoz jest tym kandydatem PO?
        • Gość: x Re: mini-serwis wyborczy IP: *.koba.pl / *.koba.pl 11.04.06, 10:58
          www.bialystokonline.pl/artykul.php?ida=12159

          Warta ponad 1,3 mln zł działka przy Mazowieckiej idzie na sprzedaż. Ale miasto
          nie zrobi na niej interesu. Nabywca jest z góry ustalony. Działka o powierzchni
          ponad trzech tysięcy metrów trafi w ręce proboszcza parafii św. Anny.


          Przy jej sprzedaży Ryszard Tur, prezydent Białegostoku będzie mógł zastosować
          nawet 75-procentową zniżkę.
          - Prezydentowi pozwala na to uchwała Rady Miejskiej - wyjaśnia Tomasz Ćwikowski,
          rzecznik prezydenta.
          Przypomnijmy, że do tej pory prezydent Tur skwapliwie korzystał z tej
          możliwości. Wszystko wskazuje więc na to, że podobnie będzie i tym razem.

          Rozbiórka w maju
          Dziś działka między ulicami Żelazną i Wesołą jest jeszcze zabudowana. Ale Zarząd
          Mienia Komunalnego chce ją jak najszybciej posprzątać.
          - Już 3 kwietnia wystąpiliśmy o wydanie zgodny na rozebranie dwóch stojących na
          niej budynków. Chodzi o opuszczony dom drewniany i mniejszy, gospodarczy - mówi
          Eugeniusz Zysk, zastępca dyrektora do spraw technicznych w Zarządzie Mienia
          Komunalnego.
          - Sprawa jest w toku - odpowiada Zbigniew Gliński, naczelnik wydziału
          architektury. - Jeśli nikt z sąsiadów nie będzie protestował, to już na początku
          maja ZMK będzie mógł zaczynać rozbiórkę.
          Proboszcz parafii św. Anny, ksiądz Józef Koszewnik, planuje już, jak
          zagospodaruje działkę.
          - Mam nadzieję, że do wakacji uda nam się kupić teren. Choć z pewnym niepokojem
          czekam na wycenę - mówi.

          Kościół jest w planach
          Ksiądz musi się uzbroić jeszcze w odrobinę cierpliwości. Magistrat zabierze się
          za wycenianie terenu dopiero po tym, jak ZMK upora się ze stojącymi na działce
          budynkami. Ale agenci nieruchomości już teraz przyznają, że to jedna z lepszych
          działek w mieście.
          - Gdyby sprzedawać ją na rynku nieruchomości, cena wyjściowa zaczynałaby się od
          400 złotych za metr kwadratowy - szacują pracownicy Biura Obrotu
          Nieruchomościami "Polanowscy".
          A to oznacza, że za działkę o powierzchni 3265 metrów trzeba by było zapłacić co
          najmniej 1,3 mln zł!
          Wiadomo jednak, że ksiądz może liczyć na znaczną bonifikatę.
          - Poza tym, zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego, teren ten
          przeznaczony jest pod kościół. Tak więc z punktu widzenia agentów nieruchomości
          działka jest więc zupełnie bezwartościowa - tłumaczy Ćwikowski.

          Tur - dobrodziej
          Przez ostatnie cztery lata Ryszard Tur sprzedał władzom kościelnym ze znaczną
          bonifikatą aż 22 nieruchomości. Najbardziej spektakularne decyzje prezydenta to:
          l sprzedaż działki o powierzchni 5 tys. metrów przy ul. Mickiewicza (razem z
          budynkiem byłej szkoły włókienniczej) za 328,5 tys. zł (65 proc. bonifikaty)
          l sprzedaż działki z budynkiem przy ul. Kościelnej, w którym działa dziś
          katolickie liceum i gimnazjum, z 80-procentowym upustem.
    • fiat_lux Rokita: Jurgiel na pierwszym miejscu 11.04.06, 15:40
      wiadomosci.onet.pl/1305018,11,item.html

      Rokita: Czterech ministrów poniżej standardów
      TVN24

      Lider PO Jan Rokita powiedział, że co najmniej czterech członków rządu "wykonuje
      swoje zadania absolutnie poniżej standardów i oczekiwań".
      Jego zdaniem są to: minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel, minister środowiska
      Jan Szyszko, minister edukacji i nauki Michał Seweryński oraz minister
      gospodarki Piotr Woźniak.

      "Gdybym miał dzisiaj powiedzieć - z punktu widzenia PO - jakie resorty są
      najgorzej zarządzane, powiedziałbym - ministerstwo rolnictwa absolutnie na
      pierwszym miejscu, potem długo, długo nic(...) a potem trzy resorty ewidentnie
      robiące rzeczy, które zasługują na krytykę: środowisko, edukacja, gospodarka" -
      zaznaczył Rokita podczas konferencji prasowej w Sejmie.

      Według niego, są to najsłabsze resorty w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.
      "Taką ocenę chcieliśmy przedstawić publicznie wszystkim, także panu premierowi,
      w momencie, kiedy podobno ma być jakaś rekonstrukcja składu gabinetu" -
      podkreślił Rokita.

      Platforma zarzuca ministrowi rolnictwa chaos w resorcie, nieumiejętność
      prowadzenia negocjacji na forum UE (m.in. w sprawie cukru i mleka) oraz w
      sprawie otwarcia rynków rosyjskiego i ukraińskiego na polskie produkty mięsne.
      Krytykuje Jurgiela za "fatalne" tempo realizacji płatności bezpośrednich za rok
      2005 oraz utrzymanie - wbrew zapowiedziom o likwidacji - Agencji Nieruchomości
      Rolnych Skarbu Państwa.

      (Jarosław Kaczyński proszony przez dziennikarzy w Białymstoku o ocenę pracy
      ministra rolnictwa powiedział -"Oceniam dobrze (ministra) i uważam, że ten atak,
      który jest nieustannie na pana ministra prowadzony, jest wynikiem gry
      politycznej, która w demokracji jest rzeczą występującą. Ja się z tego powodu
      nie obrażam i sądzę, że pan minister też się nie obraża" - PAP).

      Wśród błędów, jakie Platforma wytknęła ministrowi środowiska jest m.in.:
      powołanie na szefa gabinetu politycznego, a później analityka Lasów Państwowych
      Konrada Tomaszewskiego. Przed stołecznym sądem rejonowym toczy się proces
      Tomaszewskiego, prokuratura zarzuca mu, że sfałszował zarządzenie wprowadzające
      konkursy na stanowiska dyrektorów regionalnych dyrekcji LP oraz nadleśniczych.
      Przestępstwo miało polegać na zmianie daty dokumentu. Grozi mu do 5 lat więzienia.

      PO krytykuje też ministra za próby całkowitego podporządkowania Ekofunduszu
      partyjnym interesom PiS i wstrzymywanie poważnych inwestycji drogowych (m.in.
      obwodnicy Augustowa i A3 na odcinku Szczecin-Gorzów) pod pretekstem ich
      szkodliwości dla środowiska.

      Do błędów ministra edukacji Platforma zalicza "pochopne" skrócenie roku
      szkolnego, próbę "ideologizacji" polskiej szkoły, "awantury" w sprawie cen
      podręczników, braki w wypłatach środków na stypendia socjalne i ustalenie
      takiego terminu wydawania świadectw maturalnych, który uniemożliwi maturzystom
      podjęcie studiów na uczelniach zagranicą.

      Minister gospodarki - według PO - wspiera monopolistyczną pozycję PGNIG na
      polskim rynku gazu kosztem indywidualnego odbiorcy i wstrzymuje decyzję Rady
      Nadzorczej PGNIG w sprawie powołania nowego prezesa. Szef resortu - twierdzi PO
      - przygotowuje sektorowy program elektroenergetyczny, który monopolizuje rynek
      energii i odcina branżę od możliwości modernizacji i inwestycji.

      Platforma wytknęła też ministrowi nierozwiązanie problemu kontraktów
      długoterminowych w energetyce, co - jej zdaniem - doprowadzi do podniesienia cen
      energii i zatargów z Komisją Europejską i niepodjęcie deklarowanych działań w
      zakresie zwiększenia swobody gospodarczej.

      Rokita zapowiedział też, że po świętach "gabinet cieni" PO przedstawi porównanie
      nominacji w spółkach państwowych ze standardami, które zostały opublikowane,
      jako niezbędne przesłanki dla tych nominacji. "Wygląda na to, że w przypadku
      wielu rządowych nominacji do spółek skarbu państwa ogłoszone przez rząd
      standardy nie są przestrzegane" - powiedział wiceszef Platformy.
      • alex.4 Re: Rokita: Jurgiel na pierwszym miejscu 13.04.06, 15:44
        To, że Jurgiel nie ardzi sobie z powierzona mu funkcja ministerialna jest dosyć
        oczywiste. Zresztą teraz kiedy ma powstać koalicja z samoobrona to niewiadomo
        czy stanowisko to nie przypadnie własnie jej
    • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 03.05.06, 16:23
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=41154138&a=41204274

      komentarz n.t. jednego z prawdopodobnych kandydatow
    • nekroskop88 Re: mini-serwis wyborczy 03.05.06, 17:52
      Wyścig po prezydenturę

      Krzysztof Bil-Jaruzelski to faworyt Socjaldemokracji Polskiej i Zielonych. Sam
      też uważa, że byłby nienajgor-szym kandydatem lewicy, ale podporządkuje się
      woli koalicji.
      Maj będzie gorący dla wszystkich partii w mieście. Do wyścigu o prezydencki
      fotel wystawią swoich kandydatów, zdolnych stawić czoło Krzysztofowi
      Jurgielowi.

      Jurgiel to pewniak. W przeprowadzonym przez Gazetę Współczesną w marcu sondażu
      wygrał. Tymczasem białostocki PiS na razie waha się między nim, wicemarszałkiem
      senatu Krzysztofem Putrą, a radnym Dariuszem Piontkowskim.
      – Na pewno będziemy mieli silnego kandydata – przyznaje Putra.
      Faktycznie, każdy z wymienionych będzie realnym zagrożeniem dla kandydatów
      innych partii.
      Najtrudniejszą sytuację ma lewica. Jeśli się nie zjednoczy i nie wystawi
      wspólnego kandydata, nie ma szans w rozgrywce. Dlatego 10 maja działacze SLD,
      SdPl, UP i innych organizacji i stowarzyszeń lewicowych, będą o nim dyskutować.

      Więcej w papierowym wydaniu Gazety Współczesnej

    • fiat_lux Krzysztof Sawicki - wiceprezydent milioner 08.05.06, 17:30
      www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060508/BIALYSTOK/60507011

      Tylko jeden wiceprezydent Białegostoku stracił część majątku od początku
      kadencji w 2002 roku.

      Krzysztof Sawicki - wiceprezydent milioner


      Średnio o 100 tysięcy złotych wzbogacili się w ciągu czterech lat białostoccy
      wiceprezydenci. Przez ten czas odłożyli więcej pieniędzy na kontach, mają nowe
      działki i samochody. Niektórzy też lepiej zarabiają. Ale nie wszyscy.

      Tak wynika z oświadczeń majątkowych. Oświadczenia powinny być jawne, ale w
      Urzędzie Miejskim nie udało się ich w piątek znaleźć. - Część jest w kadrach,
      część u prezydenta. Niech pan przyjdzie w poniedziałek, wtedy będę je miał -
      mówi Bohdan Paszkowski, sekretarz miasta. Dlatego musieliśmy poprosić prezydenta
      i jego zastępców o ujawnienie tych danych. Wiceprezydenci zrobili to bez oporów,
      prezydent wyłączył wieczorem telefon, mimo że wiedział, że chcemy z nim rozmawiać.
      Najbogatszy jest Krzysztof Sawicki, wiceprezydent odpowiedzialny między innymi
      za drogi w mieście. Wprawdzie jego zarobki po czterech latach spadły o prawie
      dwa tysiące złotych, ale zdążył zgromadzić na koncie niezłą fortunę - 65 tysięcy
      złotych i 10 tysięcy dolarów. Jego działki są też teraz więcej warte - o 120
      tysięcy złotych. Dwa lata temu sprzedał też jedno ze swoich aut i kupił seata.
      Dlatego w sumie jego majątek rozrósł się do ponad 1,25 mln zł.
      Ryszard Zimnoch odpowiedzialny za edukację w magistracie ma niemal trzykrotnie
      mniejszy majątek. Ale i jemu udało się zaoszczędzić trochę pieniędzy na koncie.
      Najbardziej rozrzutny jest Marian Blecharczyk - w 2003 roku miał jeszcze 22
      tysiące złotych i trochę waluty na koncie. Teraz oszczędności nie ma wcale. Nie
      ma też ogromnego mieszkania i łąk. Spośród wiceprezydentów, tylko on ma mniej
      majątku, niż na początku kadencji i to o połowę.
      Wiceprezydenci jeżdżą seatami, oplami i renaultami. Ich szef - prezydent Ryszard
      Tur od lat ma tylko jeden prywatny samochód - tak wynika z ubiegłorocznego
      oświadczenia, które jest w Internecie. Jeśli w ciągu ubiegłego roku nic się nie
      zmieniło, to nadal jeździ polonezem z 1994 roku. (wac, agus)
      • fiat_lux Szlachcic za nasze pieniądze 08.05.06, 17:36
        a niech i ten bedzie choc z wyborami burmistrza moze nie miec duzo wspolnego

        www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060508/BIALYSTOK/60507012

        Wicemarszałek, kiełbaski i piwo - takie będą atrakcje wystawy koni, którą
        organizuje Krzysztof Tołwiński

        Szlachcic za nasze pieniądze

        11 lipca 2004 r. - pierwsza wystawa koni w Jasionówce. Na zdjęciu wicemarszałek
        Tołwiński z żoną i córką.
        Fot. Bogusław F. Skok/archiwum

        Pieniądze z kontraktu wojewódzkiego promują szlacheckie pochodzenie
        wicemarszałka Krzysztofa Tołwińskiego. Zarząd województwa przyznał 20 tys.
        złotych na wystawę koni, którą wymyślił Tołwiński i która odbędzie się na jego
        prywatnej łące.

        Szlachectwo marszałka zobowiązuje kolegów z zarządu. Gorzej urodzeni mogą mieć
        inne zdanie. - Na propagandę przedwyborczą Tołwińskiego są pieniądze, a mój
        wniosek na remont muzeum w Drozdowie odrzucili - oburza się Wojciech Kubrak,
        starosta łomżyński. - To skandal. W ubiegłym tygodniu zarząd województwa dzielił
        pieniądze z kontraktu wojewódzkiego. Gminy i powiaty złożyły prawie 300
        wniosków, wybrano 23. Wśród nich znalazła się wystawa u wicemarszałka
        Tołwińskiego. Karol Tylenda, członek zarządu województwa, nie chce mówić
        dlaczego ją dofinansują. - Proszę pytać Tołwińskiego, to on zaznaczył ten
        wniosek - mówi Tylenda. - Powiem szczerze, że nawet nie znam jego założeń. To
        był autorski wniosek wicemarszałka Tołwińskiego, natomiast złożyła go gmina
        Dziadkowice.


        Wicemarszałek atrakcją
        Krzysztof Tołwiński we współpracy ze starostą siemiatyckim dwa lata temu po raz
        pierwszy zorganizował wystawę koni hodowlanych. Huczna impreza odbyła się na
        prywatnej łące wicemarszałka we wsi - czy też jak podkreśla Tołwiński -
        zaścianku drobnoszlacheckim Jasienówka. Od tamtej pory Wystawa Koni jest w
        oficjalnym kalendarzu wojewódzkich imprez kulturalnych obok m.in. festiwalu
        rockowego Basowiszcza czy Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej. Odbędzie
        się w lipcu. Formalnie za imprezę odpowiada Komitet Organizacyjny Wystawy Koni.
        Tworzą go wójt gminy Dziadkowice Marian Skomorowski (jego poprzednikiem na
        stanowisku był Tołwiński) i starosta siemiatycki Jan Zalewski (partyjny kolega
        wicemarszałka z PSL).
        Tołwiński wymyślił wystawę, udostępnił swoją łąkę, zdobył pieniądze i - obok
        koni - będzie jej główną atrakcją. A w tym roku będzie to gorący okres
        przedwyborczy.
        - Absolutnie nie chcę, żeby to była wystawa polityczna - mówi wójt Skomorowski.
        - Ale marszałek Tołwiński będzie. Przecież to jego ziemia. Inaczej byłbym
        zawiedziony.
        Skomorowski chwali się, że na imprezę przyjdzie nawet 15 tys. okolicznych
        mieszkańców. Tłumaczy też, że w całej gminie Dziadkowice poza łąką Tołwińskiego
        nie ma innego placu na wystawę.
        To właśnie wójt Skomorowski złożył wniosek o dofinansowanie imprezy przez zarząd
        województwa. Pieniądze chce wydać, jak napisał we wniosku, na "wykonanie
        materiałów promocyjnych popularyzujących województwo podlaskie". - Kupimy za to
        sprzęt nagłaśniający i zrobimy trochę ulotek - mówi. - Poza tym będą występy
        zespołów, kiełbaski i piwo.


        W służbie publicznej
        Krzysztof Tołwiński zapytany przez "Poranny" o swój udział w przyjęciu wniosku,
        odpowiada oględnie: - Jestem orędownikiem tego przedsięwzięcia.
        Tołwiński oburza się na zarzut, że wystawa jest w rzeczywistości jego prywatną
        imprezą propagandową przed wyborami samorządowymi. - Myli się wam kwestia
        propagandy z pojęciem propagowania i promocji setek hodowców oraz fantastycznej
        podlaskiej kultury zaściankowej - uważa Tołwiński. - Przedsięwzięcie to jest
        moim, mojej rodziny i mojego środowiska dorobkiem, który przynosi nam chlubę i
        wielkie uznanie. A to, że jako właściciel terenu, który zresztą znajduje się we
        władaniu mojej rodziny od 300 lat, mogę go udostępnić w służbie publicznej, jest
        dla nas wielkim osiągnięciem.
        - Sejmik będzie musiał to wyjaśnić - studzi emocje Sławomir Zgrzywa, szef klubu
        radnych PO. - Moralnie sprawa jest co najmniej wątpliwa.
        Warto przypomnieć, że Prokuratura Okręgowa w Białymstoku prowadzi śledztwo w
        sprawie niegospodarności w Wojewódzkim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych,
        który nadzoruje wicemarszałek Tołwiński. Prokuratorzy sprawdzają między innymi,
        czy mostki, wiaty i ambony na łące Tołwińskiego zostały wybudowane za pieniądze
        na melioracje. - Śledztwo jest w toku, do przesłuchania mamy dziesiątki osób -
        dowiedzieliśmy się w prokuraturze.


        Zbigniew Nikitorowicz
        8.05.2006 r.
      • fiat_lux prosba do nekroskopa 08.05.06, 17:36
        a niech on wkleja i polityczne watki na temat i do tego watku. warto wkleic tez
        tekst bo na porannym wiecznie te teksty nie beda
    • kamilar Mam nadzieję, że powstanie jakiś rozsądny 08.05.06, 21:09
      komitet wyborczy, który nie bedzie powiązany z żadną partią. Nie bedzie też
      stanowił zasłony dymnej dla żadnej skrompromitowanej partii, ani
      skompromitowanych polityków z lewej, jak i z prawej strony. A program nie bedzie
      nazbyt trącil oszolomstwem.]
      Ach rozmarzylem się, nawet jeżeli coś takiego powstanie to ludzie i tak bedą
      woleli głosować na Tura i Jurgiela bo są znani:(
      • fiat_lux Re: Mam nadzieję, że powstanie jakiś rozsądny 08.05.06, 21:15
        z tego co tu wypisujesz moge z pewnoscia powiedziec ze nie bedzie zalegalizowane
        to co teraz palisz :DDDDD
        • kamilar Re: Mam nadzieję, że powstanie jakiś rozsądny 08.05.06, 21:19
          Nic nie palę. Może by tak załozyć komitet wyborczy. Dać ogłoszenie do gazety, że
          przyjmujemy na listy partyjne. Ludzi z conajmniej wyższym wykształceniem,
          najlepiej doktorow i profesorow, takich którzy nie maja dlugów jak samoobrona,
          ani mętnej przeszłości jak SLD. Stwierdzic, że w RM będą mogli głosować jak
          chcą, zgodnie z własnym rozumem i sumieniem.
          Proponowana nazwa komitetu to. "Etanol-Bialystok się bawi"
          P.S. Pisze to, dlatego, ze nie chce by Białystok stał sie łupem, jakielkowiek
          partii. Chce, żeby był rządzony przez Białostocczan, oddanych miastu, a nie
          szefom w Warszawie.
          • fiat_lux Re: Mam nadzieję, że powstanie jakiś rozsądny 08.05.06, 22:40
            wbrew temu co piszesz (nazwa mi sie podoba :) ) bylo kilku sensownych
            kandydatow, ale nawet nie pamietam ich nazwisk
            na dzien dzisiejszy nie znam daty wyborow ani nazwisk kandydatow, a co dopiero
            mowic o komitetach czy wlasnych kandydatach. rzeczywiscie jest kilku mlodych
            ludzi na forum ktorych bym poparl - w sumie wszystkich nas bola podobne rzeczy
            ktore dzieja sie (lub nie dzieja sie w bstoku)
    • morfeusz_1 Re: mini-serwis wyborczy 08.05.06, 21:20
      To ja se też wkleję swojego człowieka - Stanisław obudź się i z nami chodź
      skończyła się już noc!
    • Gość: kris_dk Re: mini-serwis wyborczy IP: *.72.96.36.ip.tele2adsl.dk 08.05.06, 22:36
      Kiedy maja odbyc sie wybory?
      • fiat_lux Re: mini-serwis wyborczy 08.05.06, 22:41
        Gość portalu: kris_dk napisał(a):

        > Kiedy maja odbyc sie wybory?

        "na jesieni" - wiecej nic nie wiadomo. nawet kandydatow nie ma.
        • morfeusz_1 Re: mini-serwis wyborczy 08.05.06, 23:19
          Jak to nie ma,jak to nie ma a Nasz Stanisław?!
    • kamilar Tydzień Nauk-debata 09.05.06, 19:34
      We wtorek, 16 maja, ma się odbyć debata z udziałem kandydatów na Prezydenta
      miasta Białegostoku o godz: 12:00-13:00
      Mam zamiar się wybrać, jakkolwiek ciekawi mnie kto bedzie, skoro nie wszystkie
      partie ustaliły chyba kandydatów.
      • bialabialystok Re: Tydzień Nauk-debata 09.05.06, 22:21
        a gdzie ta debata?
        • kamilar Przepraszam, moje niedopatrzenie. 10.05.06, 11:48
          Na Placu uniwersyteckim nr 1. Czyli w dawny budynku partii
          • Gość: Z.P. Re: Przepraszam, moje niedopatrzenie. IP: *.elpos.net / *.elpos.net 10.05.06, 13:26
            Na wszelki wypadek tak dobrano godziny debaty, żeby zainteresowani nie zdążyli
            wyjść z pracy.
            • fiat_lux Re: Przepraszam, moje niedopatrzenie. 10.05.06, 23:39
              Gość portalu: Z.P. napisał(a):

              > Na wszelki wypadek tak dobrano godziny debaty, żeby zainteresowani nie zdążyli
              > wyjść z pracy.

              ZP bardzo dobre spostrzezenie. automatycznie nasuwa mi sie skojarzenie kim sa ci
              zainteresowani: ludzie lub kobiety ktorzy juz nie pracuja, a wiadomo czyj to
              elektorat.
              takie rzeczy rzeczywiscie powinne sie odbywac np w niedziele lub przynajmniej po
              pracy jesli chciano by dotrzec do wszystkich grup
              • pawlozsiul "zainteresowani" to studenci 11.05.06, 00:25
                Debata jest w ramach Tygodnia Nauk Humanistycznych. Połączona jest chyba z
                prawyborami - ogłoszenie ich wyników ma nastąpić w piątek o 13.30
                Przeczytałem właśnie zaproszenie na tę imprezę i zaintrygowany otworzyłem
                wątek. Widzę jednak, że przed wtorkiem niczego się nie dowiem. Chyba więc
                pójdę, choć realnie spodziewam się nie samych kandydatów a przedstawicieli
                partii beztrosko gruchających o tym, jak piekny i mądry będzie ich kandydat.
                • fiat_lux Re: "zainteresowani" to studenci 11.05.06, 00:32
                  pawlozsiul napisał:

                  > Debata jest w ramach Tygodnia Nauk Humanistycznych. Połączona jest chyba z
                  > prawyborami - ogłoszenie ich wyników ma nastąpić w piątek o 13.30
                  > Przeczytałem właśnie zaproszenie na tę imprezę i zaintrygowany otworzyłem
                  > wątek. Widzę jednak, że przed wtorkiem niczego się nie dowiem. Chyba więc
                  > pójdę, choć realnie spodziewam się nie samych kandydatów a przedstawicieli
                  > partii beztrosko gruchających o tym, jak piekny i mądry będzie ich kandydat.

                  jako kierownik tego watku oglaszam cie odpowiedzialnym zdania relacji ze
                  spotkania. i nie chce slyszec zadnego ale :)
                  • pawlozsiul nie ma nic do relacjonowania 16.05.06, 22:54
                    fiat_lux napisał:
                    > jako kierownik tego watku oglaszam cie odpowiedzialnym zdania relacji ze
                    > spotkania. i nie chce slyszec zadnego ale :)

                    Z PiSu, PO i mniejszości nie przyszedł nikt. PSL się nie upiera, żeby mieć
                    kandydata, Samoobrona wystawi. Kandydatów było dwóch:
                    1. Kochan - kandyduje, ale i nie kandyduje bo chce, żeby lewica wystawiła
                    jednego kandydata;
                    2. Bil-Jaruzelski był per procura, tzn. objawił się w postaci Hanusza, który
                    nie kandyduje i mówił o tym, że kandyduje Bil.

                    Takie tam: ecie-pecie o ostatniej akcji społecznej "Gazety w Białymstoku": ten
                    woli bazar, tamten galerię. W sumie strata czasu.
                    • fiat_lux Re: nie ma nic do relacjonowania 16.05.06, 23:21
                      pawlozsiul napisał:

                      > fiat_lux napisał:
                      > > jako kierownik tego watku oglaszam cie odpowiedzialnym zdania relacji ze
                      > > spotkania. i nie chce slyszec zadnego ale :)
                      >
                      > Z PiSu, PO i mniejszości nie przyszedł nikt. PSL się nie upiera, żeby mieć
                      > kandydata, Samoobrona wystawi. Kandydatów było dwóch:
                      > 1. Kochan - kandyduje, ale i nie kandyduje bo chce, żeby lewica wystawiła
                      > jednego kandydata;
                      > 2. Bil-Jaruzelski był per procura, tzn. objawił się w postaci Hanusza, który
                      > nie kandyduje i mówił o tym, że kandyduje Bil.
                      >
                      > Takie tam: ecie-pecie o ostatniej akcji społecznej "Gazety w Białymstoku": ten
                      > woli bazar, tamten galerię. W sumie strata czasu.

                      a mialo byc spotkanie z kandydatami a nie bylo ani jednego :)

                      Bil-Jaruzelski to rozumiem sdpl, a Kochan to lsd tak?

                      ta galeria i bazar to tematy zastepcze. jesli zrobi sie dobra droge do warszawy,
                      lotnisko i wesprze ruch w tym handel z bialorusia (bo jako miast graniczne
                      bialystok zyskal duzo w przeszlosci) to i galeria i bazar same z siebie sie znajda

                      ale serdeczne dzieki za sprawozdanie
                      • Gość: student Re: nie ma nic do relacjonowania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.06, 23:43
                        Mnie tam się hanusz spodobal,ale zdaje sie nie kandyduje?
                        • alex.4 Re: nie ma nic do relacjonowania 17.05.06, 10:25
                          Być może Kochan i Bil Jaruzelski w ramach porozumienia poprą kogoś trzeciego:)
          • bialabialystok Przecież nie ma narazie kandydatów 10.05.06, 23:25
            Czy wiadomo kto będzie uczestniczył w debacie? Z tego co wiem PO nie ujawniła
            swojego kandydata. Lewica też nie. Z Pisu jest 2 albo 3 możliwych kandydatów.
            Nawet egzotyczny żaden kandydat się nie wynurzył dotąd. Więc kto i o czym
            będzie tam dyskutował??
            • kamilar Re: Przecież nie ma narazie kandydatów 11.05.06, 07:37
              W moim poście, też na to zwrócilem uwagę:)
              Niestety nie wiem, kto będzie.
    • fiat_lux Jurgiel skarży Rokitę o zniesławienie 30.05.06, 15:45
      wiadomosci.onet.pl/1331364,11,item.html

      Jurgiel skarży Rokitę o zniesławienie
      Były minister rolnictwa, a obecnie wiceszef klubu PiS Krzysztof Jurgiel
      poinformował na wtorkowej konferencji prasowej, że wystąpił do sądu przeciwko
      wiceprzewodniczącemu PO Janowi Rokicie, którego oskarżył o zniesławienie.
      Jurgiel poinformował we wtorek, że czuje się zniesławiony krytyczną wypowiedzią
      Rokity na temat negocjacji, które, jako szef resortu rolnictwa, prowadził z UE w
      sprawie reformy rynku cukru i mleka.

      W akcie oskarżenia były minister rolnictwa cytuje wypowiedź Rokity w Radiu
      "Zet", z 23 kwietnia: "Mamy do czynienia z ministrem rolnictwa, który po sprawie
      cukru, gdzie odmówił negocjacji w ogóle z UE (...) w zasadzie z nikim nie chciał
      rozmawiać; po sprawie drugiej, mleka, gdzie się kompletnie skompromitował, po
      raz drugi nie uzyskując nic, co powoduje, że w tej chwili rolnicy będą musieli
      płacić karę za nadwyżki produkcji mleka". Jurgiel mówił na konferencji prasowej,
      że podczas negocjacji z Unią Europejską w sprawie reformy rynku cukru i kwot
      mlecznych wypełnił wszystkie obowiązki, jakie nałożył na niego rząd. "Dopełniłem
      staranności, a także wynegocjowałem najkorzystniejsze dla Polski warunki, jakie
      można było wynegocjować w tym momencie" - zaznaczył.

      "Nie było żadnej kompromitacji" - podkreślił, odnosząc się do słów lidera
      Platformy Obywatelskiej.

      Jurgiel uważa, że wypowiedź Rokity naraziła go na utratę zaufania publicznego,
      dobrego imienia i wizerunku w oczach opinii publicznej.

      Do czasu nadania tej depeszy PAP nie udało się skontaktować z Rokitą. W
      warszawskim biurze posła poinformowano PAP, że Rokita będzie we wtorek nieuchwytny.

      Już w kwietniu Jurgiel, jeszcze jako minister rolnictwa, zapowiedział, że będzie
      procesował się z Rokitą. Wówczas lider PO powiedział dziennikarzom, że jest
      "gotów podjąć się zadania wygrania procesu z ministrem".
    • fiat_lux kadydat PO? 06.06.06, 19:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=43155131&v=2&s=0
      • fiat_lux Re: kadydat PO? 06.06.06, 23:14
        www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060606/REGION01/60605021/-1/REGION02
        Kandydat na Platformie



        Tadeusz Truskolaski chce zmienić uniwersytecką katedrę na urzędnicze biurko.
        Popiera go w tym Platforma.

        Tadeusz Truskolaski jest kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta
        Białegostoku.


        W poniedziałek Zarząd Powiatu Białostockiego PO udzielił mu swojego poparcia.
        Truskolaski jest ekonomistą, pracuje na Uniwersytecie w Białymstoku. Od niedawna
        doradza także pani minister rozwoju regionalnego. Jest znany niektórym
        białostoczanom, bo w poprzedniej kadencji zarządu województwa, gdy marszałkiem
        Podlasia był Sławomir Zgrzywa, kierował Departamentem Polityki Regionalnej.
        To pierwszy oficjalny kandydat na prezydenta Białegostoku. Pozostałe partie
        wciąż zwlekają z ogłoszeniem, kto wystartuje w wyborach. Najbardziej
        prawdopodobnym kandydatem SLD jest Janusz Kochan, szef klubu radnych lewicy.
        Więcej w papierowym wydaniu Gazety Współczesnej


        (ka)
        6.06.2006 r.
      • fiat_lux ponadpartyjny kadydat PO - Tadeusz Truskolaski 06.06.06, 23:15
        www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060606/BIALYSTOK/60605047
        Platforma Obywatelska zgłasza Tadeusza Truskolaskiego w wyborach na prezydenta
        Białegostoku
        Kandydat ponadpartyjny
        Fot. Anatol Chomicz
        Zarząd białostockiej PO rekomendował wczoraj kandydaturę bezpartyjnego
        ekonomisty, dr Tadeusza Truskolaskiego, w wyborach na prezydenta Białegostoku. –
        Jego wadą jest słabe umocowanie polityczne – uważa wicemarszałek Krzysztof
        Putra, prezes podlaskiego PiS.
        Wybór PO można uznać za niespodziankę, bo dotychczas osoba Tadeusza
        Truskolaskiego nie pojawiała się na przedwyborczej giełdzie.
        – Postawiliśmy na kandydata o wybitnych kompetencjach – mówi Jarosław
        Dworzański, szef PO w Białymstoku. – Chcemy wokół naszego kandydata stworzyć
        szeroką ponadpartyjną koalicję. Wierzę, że znajdzie on uznanie białostoczan.
        Podlaskiej PO już raz udał się manewr z wystawieniem bezpartyjnego fachowca i
        naukowca. W wyborach do europarlamentu Platforma zgłosiła prof. Barbarę
        Kudrycką, która wygrała nie tylko z kandydatem SLD, ale także pokonała
        Aleksandra Szczygło, zaufanego człowieka braci Kaczyńskich. Truskolaski
        dotychczas nie należał do żadnej partii politycznej.
        – Uważam, ze jest to mój atut – mówi kandydat PO. – Społeczeństwo jest już
        znużone polityką. Na pewno zawód nauczyciela akademickiego cieszy się dzisiaj
        większym zaufaniem niż zawód polityka. Myślę, że mogę zdobyć zdecydowanie
        szersze poparcie niż tylko elektorat Platformy. Liczę na poparcie zwykłych
        mieszkańców Białegostoku, którym przeszkadza dziura w jezdni, nieskoszony
        trawnik czy długa kolejka w wydziale komunikacji.
        Truskolaski porównuje Białystok do samochodu średniej klasy, który jedzie z
        zaciągniętym hamulcem ręcznym. – Ten hamulec trzeba zwolnić. Głównym problemem
        Białegostoku jest marazm w pozyskiwaniu inwestycji zarówno krajowych jak i
        zagranicznych – dodaje Truskolaski. – Trzeba też położyć większy nacisk na
        pozyskiwanie pieniędzy unijnych. To może być dźwignia inwestycyjna.
        Krzysztof Putra, prezes podlaskiego PiS, przyznaje, że zaskoczony jest
        kandydaturą Truskolaskiego. – Ale to ciekawy kandydat – dodaje Putra. – Na pewno
        ma dużą wiedzę w pozyskiwaniu środków unijnych. Jednak jego wadą jest brak
        doświadczenia politycznego. Kandydat PiS będzie miał większe umocowanie
        polityczne, a jest to także niezbędne, żeby skutecznie pozyskiwać środki unijne.
        Dlatego nasz kandydat będzie jeszcze lepszy.

        Zbigniew Nikitorowicz
        Opublikowany — 06. Czerwca 2006 02:00
        • alex.4 Re: ponadpartyjny kadydat PO - Tadeusz Truskolask 07.06.06, 08:49
          wybór kandydata przez PO potwierdza tylko prosty fakt - PO nie miałą dobvrego
          kandydata na prezydenta. Nie xznaczy to ze nie ma on szan. PO wygrało w
          Białymstoku wybory i ma powazne szansę zakończyć rządy pseudoprawicy w
          Białymstoku
          • Gość: PTIK Re: ponadpartyjny kadydat PO - Tadeusz Truskolask IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.06, 20:43
            "rzady pseudoprawicy"??? Toz platforma rzadzi w Bialymstoku "od zawsze".
            vice tur-Klim, v-ce Tur Blecharczyk, to niby opozycja?????
    • nekroskop88 Re: mini-serwis wyborczy 19.06.06, 16:29
      Białostocka lewica wystartuje w wyborach samorządowych pod jednym szyldem.
      Prawica nie będzie się łączyć

      Przymiarki do władzy

      Większość polityków wie już pod jakim szyldem wystartuje w najbliższych
      wyborach samorządowych. Problem ma obecny prezydent Białegostoku Ryszard Tur.
      Nikt go nie chce.
      Wszystkie partie już się przygotowują: selekcjonują kandydatów, proponują
      autorytetom, żeby wystartowały właśnie z ich list, zawiązują koalicje.


      Zgodna lewica
      Niemal cała białostocka lewica idzie do wyborów pod szyldem Podlaskiego
      Porozumienia Samorządowego. W jego skład wchodzi m.in. SLD, Partia
      Demokratyczna, Unia Pracy, Zieloni i Socjaldemokracja Polska. – Chcemy też mieć
      poparcie związków zawodowych. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby dołączyło do nas
      OPZZ – mówi Janusz Krzyżewski z SLD, jeden z inicjatorów PPS.
      We wtorek przedstawiciele Porozumienia spotykają się, żeby uzgodnić szczegóły
      startu w wyborach samorządowych. SLD miejsce na swojej liście chętnie da m.in.
      szefowi białostockiego Eleosu Markowi Masalskiemu i wykładowcy prawa na UwB
      Jarosławowi Matwiejukowi (obaj są radnymi miejskimi z ramienia Forum
      Mniejszości Podlasia). – Oprócz SLD, miejsce na swojej liście zaproponowała mi
      też Platforma Obywatelska – nie ukrywa Jarosław Matwiejuk.
      Na razie nie chce zdradzać, którą opcję wybierze. Jego koledzy twierdzą, że
      raczej opowie się za PO.


      Prawica samodzielnie
      Największe partie prawicowe, które działają w Białymstoku nie zamierzają
      tworzyć żadnych koalicji. Ale PO też będzie zabiegać o kandydatów
      reprezentujących środowiska mniejszościowe. – Platforma właśnie tym chce wygrać
      z PiS-em. Bardzo możliwe, że na liście PO znajdzie się m.in. Eugeniusz Wappa,
      jeden z czołowych działaczy mniejszości białoruskiej – mówi „Porannemu" polityk
      PO.
      – Jesteśmy na etapie rozmów z różnymi środowiskami – ucina poseł Platformy
      Robert Tyszkiewicz.
      PiS i LPR też zapewniają, że ich listy są otwarte dla przedstawicieli wszelkich
      środowisk. Ale jedni i drudzy idą do wyborów pod szyldami własnych partii. –
      Uważamy, że nie ma sensu chować się za parawanem jakichś sztucznych komitetów
      wyborczych – wyjaśnia Krzysztof Putra, szef podlaskiego PiS-u.
      – Trzeba pracować na swoją renomę, dlatego startujemy pod własną nazwą –
      zapowiada Andrzej Fedorowicz, lider Ligi Polskich Rodzin.


      Tur szuka poparcia
      Solidnego poparcia dla siebie nie znalazł jeszcze obecny prezydent
      Białegostoku, Ryszard Tur. – Nie złożył jeszcze broni i dalej chce rządzić.
      Próbował dogadać się z PiS-em, byłymi działaczami Ligi, teraz chce się spotkać
      z Forum Mniejszości Podlasia – opowiada członek tego ostatniego ugrupowania. –
      Ale na nasze poparcie nie ma co liczyć. Nie podpiszemy się pod ośmioma latami
      nijakich rządów Tura – twierdzi polityk.

      Kurier Poranny
    • fiat_lux wybory 12 listopada? 20.06.06, 00:52
      www.wprost.pl/ar/?O=91365
      Marcinkiewicz ogłasza wybory
      Poniedziałek, 12 czerwca 2006 - 08:14 CEST (06:14 GMT

      Premier Kazimierz Marcinkiewicz zdecydował, że wybory samorządowe odbędą się 12
      listopada - dowiedział się "Wprost".

      Przeprowadzając wybory dzień po święcie narodowym, PiS liczy na to, że oficjalne
      obchody Dnia Niepodległości i transmitowane przez telewizję przemówienie
      prezydenta Kaczyńskiego przyciągną do urn wyborców. Czołowi politycy PiS będą
      się mogli także w dniu ciszy wyborczej pokazać na szklanych ekranach.

      Czy taki kalendarz wyborczy pomoże PiS, które w sondażach słabnie? Z ostatnich
      badań wynika, że PiS popiera 26 proc. wyborców, a PO - ponad 30 proc. Wybory
      samorządowe wyznacza się na dzień wolny, przypadający w ciągu 60 dni po upływie
      kadencji rad. Samoobrona chce, by wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast
      byli wybierani przez rady gmin i miast. PiS jeszcze nie odniosło się do tego
      projektu.

      greg

      ww2.tvp.pl/1494,20060613355784.strona
      Choć do wyborów samorządowych zostało kilka miesięcy, to częściej mówi się nie
      o kandydatach, ale o ich terminie. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale
      politycy PiS wymieniają datę 12 listopada.


      Pewne jest tylko jedno – wybory odbędą się jesienią


      Nieoficjalnie politycy PiS przyznają, że decyzja o przeprowadzeniu wyborów 12
      listopada już zapadła. Oficjalnie, wszystko zależy od premiera Marcinkiewicza.
      Pod uwagę brane są dwa terminy – 5 bądź 12 listopada.

      PO, SLD, uważają że przeprowadzając wybory dzień po święcie narodowym, PiS liczy
      na to, że oficjalne obchody Dnia Niepodległości i występy w mediach prezydenta
      Kaczyńskiego, czy premiera Marcinkiewicza przyciągną do urn wyborców.

      Jeśli do wyborów dojdzie 12 listopada, to zdaniem politologów i tak niewiele to
      zmieni.

      Wybory samorządowe zarządzą się w dzień wolny od pracy nie później niż na 30 dni
      przed i 60 po upływie kadencji rad, czyli w tym przypadku z końcem października.
      Ale pewne jest tylko jedno – wybory odbędą się jesienią.

      piotrekp
Pełna wersja