Gość: polko
IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl
19.02.03, 21:28
Moczyć, moczyć trzeba. Nogi, bo w lutym mąż stanu pracuje nogami. Ledwo
odtrąbili koniec Balu Mistrzów Sportu (ten Korzeniowski to ma kondycję na
parkiecie!), a już klaksonują na prestiżowy Bal Mercedesa. Będzie tam całe
BiCiCi, które też swoją balanżkę robi, ale tak, aby terminy się nie
zestrzeliły. Czy zdążę się przebrać i pokazać na balu Stowarzyszenia
Kawalerów Gutenberga? A co z Balem Dziennikarzy? Przyszło już, zobacz czy
jest w skrytce?! No i koniecznie na Bal Krakusów. W tym roku Krakusy balują w
warszawce. Jest zaproszenie? Płatne?! Ochujeli?
Bal karnawałowy w III RP jest tym, czym w epoce Oświecenia była loża
masońska. W loży mógł podejść bogaty mieszczanin do księcia krwi i zamienić z
nim słówko o powiastkach Diderota. Na balu III RP zaproszony biznesmen może
podejść do kogoś z towarzystwa i szepnąć słówko o pomysłach Kołodki. Tu też
nie obowiązuje etykieta dworska, stratyfikacja społeczna, protokół
dyplomatyczny. Nawet dynamiczny, cudem zdobywający zaproszenie smolbiznes
trącić się może kieliszkiem z wicemarszałkiem parlamentu! Albo podsekretarzem
stanu. A jeśli odwagi i siły dopychu mu nie zabraknie, to nawet przed
marszałkiem albo wicepremierem dygnie!