Dodaj do ulubionych

Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 14:08
Obserwuj wątek
    • Gość: Daniel Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa IP: *.elpos.net 05.05.07, 15:24
      I co z tego wynika?Ze znow bedziemy swietowac na grobie a potem gonic pol wieku
      dobrobyt w Europie?
      • pijany_latarnik Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 17:25
        Gdyby nie tacy jak on to byśmy nawet jeszcze gonić nie zaczęli.
      • azp11 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 22:55
        Swego pisania na forum do garnka też nie włożysz, więc po co piszesz?
        Na pewno pamięć o ofiarach reżimu nie jest przyczyną zapóźnienia gospodarczego
        naszego kraju.
        • Gość: dd Miło że się ze mną zgadzasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 23:22
          w tej kwestii
          • azp11 Re: Miło że się ze mną zgadzasz 05.05.07, 23:27
            To jeszcze dorzucę, że pamiętam również o donosicielach...
            • Gość: dd Ja też IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 23:29
              paru nawet znam. Ty też (podobno)
    • nekroskop88 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 17:28
      chyba 7. maja
      • Gość: bleeeeeeeee Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa IP: *.elpos.net 05.05.07, 21:33
        Kuzwaaaaaaa znowu nekrologi na forum a do gara nie ma co wlozyc jak za komuny
        tak i teraz,czy zarzneli czy ktos zyje ,kazdy i tak zwiewa z Polski..
        • Gość: michas Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 21:40
          dfg
        • drzazgarz Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 22:32
          Gość portalu: bleeeeeeeee napisał(a):

          > Kuzwaaaaaaa znowu nekrologi na forum a do gara nie ma co wlozyc jak za komuny
          > tak i teraz,czy zarzneli czy ktos zyje ,kazdy i tak zwiewa z Polski..

          1. Nekrologi chciałbyś do gara włożyć? Co ma piernik do wiatraka?

          2. Tylko za komuny zwiewało się z Polski. Teraz wyjeżdża się legalnie i do
          legalnej pracy.
    • morfeusz_1 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 22:54
      "Stare groby zawsze wzruszą niezależnie gdzie kopane,
      Jak porosną wyjdzie na jaw kto szczuł i co było grane"...

      My wiedzieliśmy co było grane jednak żal za serce ściska w chwili kiedy
      ogladałem dziś z rańca program tvn z krakowskiego rynku i śmietanka towarzyska
      gawędziła sobie o tym jak fajnie jest się w grodzie Kraka
      nawpierdzielać,pogadać o dupie maryni,lub pójść szlakiem wielkich wódkowych
      jezior i powspominać stare dzieje...
      Szkoda że nikt nie chce pamiętać o tak ważnych wydarzeniach,nie potrafimy
      krzyczeć już głośno,że dopasowaliśmy się do standardu życia w luksusie,że jest
      nam dobrze...
      Czyżby nierozwiązane sprawy z przeszłości nie były trendy medialne,jest coś
      lepszego...luźnego,oki starzeję się,ale póki żyję będę krzyczał na pochybel
      komunie...
      Tak mi dopomóż Bóg.
      Moje Pokolenie Pamięta Pyjasa
      amen...



      Tak ma rację kolo
      • stefan.bialystok Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 23:00
        Morfi, działałeś w Lidze Republikańskiej (tamci od dzisiejszego szefa CBA), że tak piszesz? Nie ma co uwalniać demony przeszłości. Trzeba oddzielić ją od przyszłości grubą kreską. Lustracje, deubekizacje nie mają już sensu.
        • azp11 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 23:03
          Ale z ciebie dowcipniś!
        • morfeusz_1 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 05.05.07, 23:05
          Stefan walnałeś teraz jak łysy grzywką o kant kuli,tu chodzi o zupełnie inną
          sprawę,nie zrozumiesz...sorry,więc nie wyjeżdżaj mi tu z takimi postami bo się
          na ciebie pogniewam.
          • Gość: dd Znałem rodzinę Pyjasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 23:24
            jego drugi brat zginął w wojsku w niewyjaśnionych okolicznościach...
            • Gość: dd brat po prostu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.07, 23:26
              byłem myślami gdzie indziej bo on miał dwóch braci
            • stefan.bialystok Re: Znałem rodzinę Pyjasa 05.05.07, 23:31
              Cóż, zapewne zabity/porwany przez "nieznanych sprawców".
              • Gość: Kazik Re: Znałem rodzinę Pyjasa IP: *.elpos.net 06.05.07, 10:02
                Morfeusz,bez obrazy,ile mamy wspominac,nastepne 150 lat??????????????????????
                • morfeusz_1 Re: Znałem rodzinę Pyjasa 06.05.07, 20:21
                  Nie masz "wspominać" bo to nie wątek ogniskowy,ale masz nie zapomnieć,bo dzięki
                  takim ludziom możesz żyć w wolnym kraju,...
                  amen
                  • bromden1 A to takie straszne pamiętać chłopaka 06.05.07, 20:22
                    który miał odwagę powiedzieć "nie" wtedy, kiedy odważnych było niewielu?
                    szacunek dla dd, że o nim przypomniał
                    • kresowysamowar Re: A to takie straszne pamiętać chłopaka 07.05.07, 00:19
                      Właśnie! Również moje skromne uznanie i szacunek dla pamiętających o odważnym
                      studencie Pyjasie. Zawsze,w najróżniejszych latach bywały jednostki,które
                      potrafiły być bardziej bezkompromisowe,nie zgadzające się z zastaną,twardą i
                      bezwzględną rzeczywistością. Dlaczego teraz mamy zapominać o swoich prawdziwych
                      patriotach? Może też przywróćmy to słowo,też tak rzadko teraz używane. Miejmy
                      świadomość,że czasami,niekiedy byli nietuzinkowi w wielkiej szarej masie{nie
                      oskarżam-sam taki byłem},którzy ryzykowali i narażali się.
                      Oddać im należną cześć i pamięć to nie jest za dużo.
    • kotwicz69 Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 07.05.07, 04:59
      pamietamy....a to bydle Maleszka nadal pracuje w GW.....!
      dzieki Wildsteinowi i dokumentom SB (dd nadal uwazasz, ze sa nic nie warte?)
      przynajmniej wiemy kto sie przyczynil do jego smierci......
      Przetrwają te narody, które mają lepszą pamięć....
      • morfeusz_1 7maja 1977 r 07.05.07, 11:06
        Dzisiaj na TVP 2 o godz 19.05 film dokumentalny "Śmierć studenta"
      • Gość: dd Witam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.07, 15:44
        akta sb są wartościowe, ale i mylące też bywają (vide niejasny casus Gilowskiej-
        a może jasny?). Ale decyzja decyzją. ja podlegam lustracji, poskładałem swoje
        papiery i tyle. ziemia kręci się dalej :)
        -----------
        a rodzinę Pyjasa poznałem kiedyś przypadkiem. Prości serdeczni ludzie z
        Gilowic. Dopiero po jakichś dwóch tygodniach dowiedziałem się, że to TA
        rodzina. I od osób trzecich dowiedziłem się, co się stało bratu Staszka
        ---------
        nikomu nie każę rozpamiętywać w kółko takie rzeczy, ale dlaczego nie wspomnieć?
        przecież dzięki takim jak on możemy sobie rozprawiać na dowolne tematy nawet
        nie zgadzając się ze sobą w wielu sprawach
        --------
        ale skończyły się czasy
        "jedna partia jedna mowa jedna d.pa jedna głowa"
        • kotwicz69 Re: Witam 07.05.07, 17:38
          z ostatniej chwili....:
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4112881.html
    • skin-01 Pyjas to jedyny KORowiec którego zabili komunisci 07.05.07, 18:02
      innym włos z głowy nie spadł w przeciwieństwie do opozycjonistów narodowych
      • Gość: dd Doprawdy? Co ty powiesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.07, 18:35
        przeczytaj sobie kim jest Barbara Sadowska, z kim była związana i kogo
        straciła. Poza tym co to jest? Konkurs zasług?
    • stefan.bialystok Re: Dziś 30 rocznica śmierci Pyjasa 07.05.07, 18:45
      www.tvn24.pl/-1,1505520,wiadomosc.html
      • kotwicz69 O tych tez pamietamy.... 07.05.07, 22:28
        W przeglądanych przez komisję Rokity aktach roi się od samobójców. Niezwykłych
        samobójców - ni z tego, ni z owego, decydują się na ten krok, na przykład,
        ludzie powszechnie znani ze swej religijności. A zdecydowawszy się, zabijają
        się w sposób rzadko spotykany. Jak na przykład Janusz Sierocki - który, jak
        ustaliła peerelowska prokuratura, wyskoczył z okna. Śledczych bynajmniej nie
        zdziwiło, że według świadków tego „skoku" Sierocki leciał tyłem. Jadwiga
        Kryńska - wielokrotnie zatrzymywana za działalność opozycyjną, też w
        końcu „wyskoczyła z okna". 20 minut przed tym skokiem był u niej lekarz i nie
        stwierdził żadnych objawów samobójczych. Marek Pawlak, na
        popełnienie „samobójstwa" przez skok z okna swego mieszkania wybrał akurat
        moment, kiedy mieszkanie to przeszukiwała MO.

        Są też w raporcie ofiary niezwykłych wypadków. Marcin Antonowicz - „wypadł" z
        milicyjnego stara. Krzysztof Struski „wypadł" z radiowozu. Stanisław
        Bulko „wyskoczył" z milicyjnego radiowozu wprost pod koła samochodu
        nadjeżdżającego z przeciwka. Wedle sekcji zwłok, odrzuconej przez prokuratora
        jako błędnie przeprowadzona, w chwili, gdy wyskakiwał, już był martwy.

        Topielcy - Emil Barchański. Nie miał jeszcze nawet osiemnastu lat, gdy został
        aresztowany w konspiracyjnej drukarni. Na procesie, ku wielkiemu niezadowoleniu
        prokuratury i sądu, odwołał zeznania złożone w śledztwie i zeznał, że zostały
        one wymuszone torturami. Opisał szczegółowo, w jaki sposób był torturowany.
        Zwolniony do czasu rozprawy odwoławczej, wkrótce został wyłowiony martwy z
        Wisły. Oczywiście - samobójstwo. Śledczy nie uznali za stosowne ustalać, kim
        był człowiek, w towarzystwie którego widzieli go tuż przed śmiercią świadkowie.
        Cóż niby dziwnego - popełnianie samobójstwa z asystą było w stanie wojennym
        obyczajem częstym wśród działaczy podziemia, szczególnie tych, którzy nie
        zaliczali się do opozycyjnej „arystokracji", których losu nie śledzili
        korespondenci zachodnich mediów, a już zwłaszcza, jeśli mieli pecha należeć do
        nurtu odrzucającego porozumienie z komunistami.

        Ludzie zamordowani tylko po to, by rzucić postrach na ich najbliższych. Jak
        Grzegorz Przemyk, jak 82-letnia matka adwokata Krzysztofa Piesiewicza, jak
        tłumaczka Małgorzata Grabińska, przypadkowa ofiara, którą zbrodniarze pomylili
        z inną Małgorzatą Grabińską, mieszkającą opodal synową opozycyjnego adwokata.

        Sfingowane wypadki drogowe - jak śmierć księdza Stanisława Kowalczyka. Albo
        zupełnie już nieskrywane, jawnie dokonane morderstwa, które miały rzucić
        postrach na chwilowo pozostających przy życiu kolegów z podziemia. Piotr
        Bartoszcze, niezależny działacz rolniczy, zatłuczony przez „nieznanych
        sprawców" koło własnego domu. Krzysztof Jasiński, zakatowany na śmierć,
        znaleziony martwy na bocznicy kolejowej. Ksiądz Antoni Kij, ksiądz Stanisław
        Palimąka...

        Ostatnie miesiące peerelu: 21 stycznia 1989 - zamordowany zostaje ks. Stefan
        Niedzielak, kapelan rodzin katyńskich. Wcześniej odbiera liczne pogróżki
        i „ostrzeżenia"; w dniu śmierci mówi rano do jednego z przyjaciół, że
        prawdopodobnie komuniści wkrótce go zabiją. Prokuratura uznaje, że ksiądz
        niefortunnie spadł z krzesła, i jeszcze parę miesięcy wcześniej udałoby jej się
        na tym sprawę zamknąć. Jednak atmosfera początku roku 1989 jest już inna,
        śledczy zmuszeni są do zamówienia ekspertyzy biegłego, który stwierdza, iż
        księdzu ktoś gołymi rękami skręcił kark - w taki sposób mógł zabić tylko
        zawodowy morderca, nauczony tej sztuki w specsłużbach. Kilka dni później, 30
        stycznia, zamordowany zostaje w swoim domu w Dojlidach pod Białymstokiem ks.
        Stanisław Suchowolec. 11 lipca 1989 (! - jeszcze w ponad miesiąc po
        kontraktowych wyborach) w Krynicy Morskiej nieznani sprawcy mordują księdza
        Sylwestra Zycha.

        Nawet nie mając praktycznie żadnych możliwości działania, poza stwierdzeniem,
        jakimi matactwami, oszustwami i udowadnianiem prawem i lewem z góry założonej
        tezy były oficjalne „śledztwa", odkrywa komisja Rokity istnienie w
        Departamencie IV SB, zajmującym się zwalczaniem Kościoła, struktury określanej
        kryptonimem „D". Jest to zakonspirowana komórka przeznaczona do zadań w świetle
        peerelowskiego prawa nielegalnych - napadów, podpaleń, pobić i morderstw.

        W kilkanaście lat potem IPN udowodni, że niejawne „sekcje D" istniały nie tylko
        w tym, ale we wszystkich wydziałach SB. Zadaje to kłam twierdzeniom
        komunistycznych generałów i ich rzecznika, jakoby ewentualne zbrodnie, jeśli
        rzeczywiście naprawdę się tu czy tam zdarzyły, były skutkiem samowoli. Czy
        nawet wręcz -w wersji wymyślonej po zamordowaniu księdza Popiełuszki - jakoby
        były dziełem spisku zorganizowanego w służbach przez „beton" i wymierzonego
        właśnie w Jaruzelskiego i Kiszczaka, a w domyśle inspirowanego przez Sowietów i
        mającego doprowadzić do destabilizacji oraz interwencji.

        Morderstwa ludzi niewygodnych dla komunistów nie były przecież w peerelu niczym
        nowym; w stanie wojennym tyle tylko, że zdarzały się częściej. W styczniu 1980
        Tadeusz Szczepański, działacz gdańskich Wolnych Związków Zawodowych, zaginął, i
        dopiero po kilku miesiącach Wisła wyrzuciła jego zmasakrowane zwłoki; miały
        połamane palce i pozrywane paznokcie, co słabo pasowało do oficjalnych ustaleń
        śledztwa, jakoby Szczepański, wracając nocą z imprezy, został obrabowany,
        pobity i wrzucony do rzeki przez zwykłych bandytów. Gdy ostatnio historyk IPN
        odnalazł dokumenty świadczące o sterowaniu tym „śledztwem" przez SB, Wałęsa
        publicznie uronił łezkę, że bezpieka usiłowała Szczepańskiego zmusić do
        donoszenia na niego, Wałęsę i „przyłożyli mu za mocno". Taktownie, nikt nie
        zasugerował Wałęsie, że skoro Szczepański zginął, bo nie chciał kapować na
        przyszłego przewodniczącego „Solidarności", to przynajmniej wobec niego - skoro
        już nie wobec innych pomordowanych za „Solidarność" - powinien były prezydent
        czuć się do czegokolwiek zobowiązany. Jako prezydent Wałęsa bardzo interesował
        się zawartością archiwów gdańskiej MSW, i ponoć to właśnie chęć ułatwienia
        sobie dostępu do nich była przyczyną usunięcia „zdrajcy" Hodysza - ale jego
        zainteresowanie dotyczyło tylko akt TW „Bolek", a nie morderców Szczepańskiego.

        A wcześniej - pisarz Jerzy Zawieyski, leżąc w szpitalu całkowicie sparaliżowany
        po wylewie, miał wedle oficjalnej wersji wstać, przejść kawał korytarza, wspiąć
        się na parapet trudny do sforsowania nawet dla człowieka zdrowego, pokonać
        wysoką balustradę, i wyskoczyć. Nie umarł własną śmiercią Jan Gerhard, który
        zbyt wiele wiedział o śmierci komunistycznej ikony, generała Świerczewskiego.
        Zamordowany został studencki działacz Stanisław Pyjas, zamordowano też w
        szybkim czasie świadka, który mógł w ewentualnym śledztwie podważyć
        prokuratorskie ustalenia co do przebiegu ostatnich godzin jego życia. Skatowany
        przez „nieznanych sprawców" zmarł od obrażeń ks. Roman Kotlarz, który naraził
        się komunistom, błogosławiąc i udzielając absolucji uczestnikom robotniczych
        protestów w Radomiu w 1976.

        W1969 roku „spadł z dachu", akurat w czasie procesu Janusza Szpotańskiego, w
        którym występował jako jeden z ważnych świadków, aktor Adam Pawlikowski. Tak
        samo, jak usiłowano „wpłynąć" na mecenasów Piesiewicza i
        Grabińskiego, „wpłynięto" w latach pięćdziesiątych - poprzez
        śmiertelny „wypadek" córki - na poetę Broniewskiego, który, rozzuchwalony
        pozycją barda rewolucji, w pijanym widzie zaczął sobie pozwalać na
        podskakiwanie „drogim towarzyszom / drogi koniecznej acz jakże niespójnej"....
        • kotwicz69 Re: O tych tez pamietamy.... 07.05.07, 22:30
          Jak Jan Samsonowicz z Gdańska, którego znaleziono powieszonego na płocie
          Stoczni Gdańskiej. Wcześniej zdążył pożegnać się z synem i powiedzieć mu, że
          szykuje się wraz z przyjaciółmi z podziemia do dużej akcji, a żonę uprzedził,
          by nigdy nie wierzyła, jeśli będą mówić, że zginął w nieszczęśliwym wypadku
          albo popełnił samobójstwo.

          Jak ludzie, którzy zakatowani zostali na śmierć przez milicjantów i ubeków.
          Ryszard Ślusarski z Legnicy, Stanisław Kot z Rzeszowa, Tadeusz Wądołowski,
          który zmarł na komisariacie kolejowym MO w Gdyni, i któremu w akcie zgonu
          wpisano „śmierć z przyczyn chorobowych", nie wspominając ani słowa o widocznych
          na ciele obrażeniach. Jak Bronisław Grzywna, w wypadku którego prokuratura
          przyznała nawet, że zmarł wskutek pobicia, ale śledztwo umorzyła. Jak Wacław
          Kulimowski, który przed zgonem sam zdążył opowiedzieć, co robiono z nim na
          komendzie. Jak Kazimierz Łazarski z Oleśnicy, Grzegorz Luks z Goleniowa i inni.

          Czytamy, poznając jeden po drugim przypadki z perspektywy oficjalnych
          sprawozdań, zwykle preparowanych tak nieudolnie, że gdyby nie powaga sprawy,
          chciałoby się parsknąć śmiechem. Józef Kucia - zatrzymany przez milicję,
          znaleziony został martwy w lesie. Śledztwo ograniczyło się do wyperswadowania
          świadkowi, który widział, jak wciągano go do radiowozu, że nic nie widział.

          Czytamy o ludziach, których po zatrzymaniu esbecy odwozili nie do aresztów, ale
          do izb wytrzeźwień - by Urban mógł w razie czego lekceważąco stwierdzić, że
          zmarły nie był żadnym tam opozycjonistą, tylko zwykłym pijakiem. Jak Krzysztof
          Skrzypczak z Poznania, który, według oficjalnych ustaleń komunistycznej
          prokuratury, będąc pijany do nieprzytomności i skrępowany skórzanymi pasami,
          zdołał wstać z łóżka i się powiesić.

          „Powiesił się" też Jarosław Romanowski w areszcie w Suwałkach - po
          tym „samobójstwie" na ścianach celi pozostały ślady krwi, a na ciele wisielca
          obrażenia, których w chwili aresztowania bez wątpienia nie miał. Nie
          przeszkodziło to odnośnym władzom stwierdzić ponad wszelką wątpliwość
          samobójstwa. Podobnie, jak w wypadku powieszonego w areszcie w Miechowie Jana
          Krawca, a w Śremie Mariana Klupczyńskiego....
          • kotwicz69 Przypadek z naszego podworka......tez zapamietany 07.05.07, 22:32
            Jak choćby Zbigniewowi Simoniukowi z Białegostoku, który, dwukrotnie porywany i
            torturowany przez funkcjonariuszy, dwukrotnie miał czelność o tym ze
            szczegółami opowiedzieć. Pozwany o „bezpodstawne oskarżenia" wobec organów nie
            doczekał ostatecznie rozprawy - został wsadzony przez milicję siłą
            do „psychuszki", i znaleziono go powieszonego. Oczywiście prokuratura po
            wnikliwym śledztwie stwierdziła samobójstwo.....
            • lullu1 Re: Przypadek z naszego podworka......tez zapamie 07.05.07, 23:05

              Płakać się chce,...
              słynne powiedzenie ubeków:
              "chciał popełnić samobójstwo,ale go nie zastaliśmy"...:(
              taki żal,taki....
            • Gość: Stanisław Re: Przypadek z naszego podworka......tez zapamie IP: *.pools.arcor-ip.net 08.05.07, 08:43
              Dzięki Kotwicz za te przykłady zbrodniczej działalności służb PRL-u. Tych
              sprawców i ich rozkazodawców trzeba odnaleźć, rozliczyć i skazać.
              Z drugiej jednak strony przypisywanie wszelkiego zła organom bezpieczeństwa PRL
              i ich informatorom też jest nieporozumieniem co nawet zauważył ostatnio IPN bo
              jakoby jacyś ubecy współpracowali z księżami i ostrzegali o grożącym
              niebezpieczeństwie. W/g mnie linia podziału powinna przebiegać inaczej; należy
              oddzielić plewy co zwalczały opozycję występującą w obronie praw robotników,
              wolności słowa, zgromadzeń i zrzeszania się pokojowymi metodami od tych co
              zwalczali bandytów, anarchistów i sabotażystów. I wcale nie stawiam po stronie
              tych bezprawnie zwalczanych tylko przeciwników socjalizmu bo i było tam sporo
              działaczy i frakcji w samej PZPR którzy chciali socjalizmu z ludzką twarzą i za
              swoje poglądy byli też represjonowani. (Nawiasem mówiąc w pierwszych strajkach
              robotniczych na jednym z pierwszych miejsc było hasło "socjalizmu z ludzką
              twarzą" zaraz po hasłach cofnięcia podwyżek cen mięsa, wolnych sobót i 100%
              podwyżki zarobków.) Po stronie słusznie ściganych stawiam bandytów wszelkiej
              maści (AK, GL czy WiN)chowających się po lasach ale PO ogłoszeniu amnestii i
              dobrowolnym składaniu broni; takich co dalej strzelali w plecy bo nie byli w
              stanie uczciwie żyć i zarabiać na swoje utrzymanie. Wiem - wielu wyszło i mimo
              to odsiedziało wyroki - ale prawie zawsze te wyroki były do minimum skrócone.

              Słusznie każdy zauważy że bicie i wszelkie tortury podczas przesłuchań są dziś
              w cywilizowanym świecie zabronione i Unia Europejska tego w zasadzie
              przestrzega. Zawsze też tak uważałem i potępiam te metody chętnie dziś
              stosowane w bardzo demokratycznych USA czy Izraelu.
              Bić, poniżać i torturować - absolutnie nie ale skutecznie ścigać i skazywać
              miał wszelki moralny i prawny obowiązek Urząd Bezpieczeństwa, Wywiad czy
              Kontrwywiad niezależnie czy szpiegiem był Amerykanin, Rosjanin czy Izraelczyk a
              bandytą lub terrorystą komunista czy antykomunista.
              Dla mnie partyzant z WiN-u strzelający w plecy milicjantowi czy bracia
              Kowalczykowie podkładający bombę są i zostaną zwykłymi bandytami i terrorystami
              a nie bohaterską opozycją. Dzięki SB mogłem spokojnie w PRL-u uczyć się i
              pracować.
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3667012.html
              • kotwicz69 Re: Przypadek z naszego podworka......tez zapamie 08.05.07, 22:32
                "...Dzięki SB mogłem spokojnie w PRL-u uczyć się i
                pracować...."

                taaaak, a nauki i praca zapewne byly "szczegolne"......
                • drzazgarz Re: Przypadek z naszego podworka......tez zapamie 08.05.07, 22:53
                  Dzięki SB musieliśmy uczyć się i pracować w sowieckiej kolonii PRL a nie w
                  wolnej Polsce. Bez SB i ich współpracowników, komuna upadłaby 20 lat wcześniej,
                  bo to oni inwigilowali opozycję, mordowali, szantażowali i zastraszali naród.

                  Co do partyzantki wolnościowej, to Stanisław popisał się typowymi kłamliwymi
                  komunistycznymi sloganami propagandowymi z tamtych czasów. Prawda była taka, że
                  to po stronie komunistów była olbrzymia przewaga militarna, finansowa,
                  organizacyjna, itd. Partyzantka przetrwała tyle lat tylko poparciu i sympatii
                  miejscowej ludności. Bez tego wsparcia zostaliby zadenuncjonowani i zniszczeni w
                  ciągu kilku miesięcy. Ludność uważała ich za bohaterów a nie bandytów a jak
                  najgorsze zdanie miała o komunistycznych mordercach i oprawcach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka