villem0
05.05.09, 12:40
Miałam okazję zetknąć się z tym lekarzem na ginekologii w klinice uniwersyteckiej.
Nie wymagam aby ktoś nade mną skakał, ale zajął się fachowo i przynajmniej reagował na poważne sygnały zgłaszane przez pacjenta.
Byłam po wypadku, ogromnym krwotoku z dróg rodnych i zabiegu szycia, zostałam wypisana w drugiej dobie do domu, bo "leżeć to może i pani w domu". OK, leżeć mogę, ale zostałam wypisana bez żadnych leków, mimo że byłam po zabiegu i dostawałam w szpitalu antybiotyk.
W domu oczywiście zaczęły się powikłania.
Zupełnie zignorowano moje uwagi, że nie mogę chodzić, bo tak bolą mnie łydki. W domu okazało się, ze szanowny pan dr wypisał mnie z zapaleniem żył.
Jest niepoważny. Przyszedł mi powiedzieć abym po wypis przyszła kilka dni później, bo on dziś nie ma nastroju. I pojechał na polowanie zostawiając oddział bez lekarza.
Próbowałam dopominać się o antybiotyk przed wyjściem do domu, ale połozne bezradnie rozkładały ręce, no bo oczywiście nie było komu o tym zadecydować.
Musiałam się później fatygować z gorączką na izbę przyjęć, bo nawet nie wiedziałam jaki antybiotyk dostawałam w szpitalu, bo nie dostałam wypisu.
Nie wiem jakim jest fachowcem, ale co to za lekarz, który ma aż tak rażące niedociągnięcia w pracy na oddziale??
Pielęgniarki na oddziale bardzo w porządku. Z ich strony opieka była bardzo dobra.
Bardzo żałuję, że nie wiem jak się nazywał lekarz dyżurujący, który mnie szył, bo był świetny. Z chęcią wystawiłabym mu bardzo dobrą opinię.