w.koronkiewicz 09.07.09, 09:52 właśnie biegnę do sklepu po cukinie i bakłażany. te warzywa z grilla wychodzą mi najlepiej. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
prawdziwy.mundek Re: Szykuje się nocka w Skateparku 09.07.09, 14:45 Przecież grill wymyślił PiS. Będziesz musiał uzyskać licencję aby grillować. Mogę wpaść do Ciebie ??? Jestem trochę głodny ...... Odpowiedz Link Zgłoś
black_mandragora Re: Szykuje się nocka w Skateparku 09.07.09, 15:03 Mundku, zapraszam. najpierw grilowanie a potem plastynowanie...mam licencję od samego Gunthera von Hagensa. Taki mały performance. Będę delikatna :) Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy.mundek Re: Szykuje się nocka w Skateparku 09.07.09, 17:47 O, której mogę wpaść ? Odpowiedz Link Zgłoś
black_mandragora Re: Szykuje się dłuuuuuuuuuuga nocka w Supraślu 09.07.09, 18:56 prawdziwy.mundek napisał: > O, której mogę wpaść ? Oooo... Może o osiemnastej? Adres znasz, ale przypomnę: Kościelna 4. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że wpadnie jeszcze kilka osób...no i może darujmy sobie grilla a przejdźmy od razu do plastynacji... Tak, Mundku... silikon najlepszym przyjacielem kobiety w drodze do urody, nailepszym przyjacielem mężczyzny w drodze do nieśmiertelności. Podobno - tak Einstein tłumaczył blondynkom teorię względności - wieczność w ramionach pięknej kobiety to tylko chwila... ale ciiiiii... dosyc o tym. Jeszcze złośliwi wezmą nas na języki. Przed czasem. Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy.mundek Re: Szykuje się dłuuuuuuuuuuga nocka w Supraślu 09.07.09, 19:29 AAAA ! To ty mieszkasz w tym śmietniku, no tam co stoi. Chyba kontener firmy Astwa. Odpowiedz Link Zgłoś
black_mandragora Re: To był naprawdę długi spektakl... a ty spałeś! 12.07.09, 20:48 prawdziwy.mundek napisał: > AAAA ! > To ty mieszkasz w tym śmietniku, no tam co stoi. > Chyba kontener firmy Astwa. Nie Mundku. To nie ten śmietnik. ale, ale... czy to ładnie tak węszyć a potem wystawiać do wiatru naiwną dziewczynę? Zawiodłeś mnie Mundku... Na szczęście widok przystojnych, skąpo okrytych strzępkami bandarzy mężczyzn zawsze wprawia mnie w fantastyczny nastrój... Tak, tak muszę przyznać - trochę byłam rozczarowana widząc pana Rafała Gąsowskiego w nietwarzowym fartuchu. Wyglądał tak... nijako. Zagubiony pośród współczesnej lekcji anatomii. Bo widzisz Mundku, miałam dużo wątpliwości idąc na to przedstawienie miałam dużo wątpliwości ale liczyłam, że będzie to jakiś ważny głos w dyskusji. Działalność Gunthera von Hagensa to dla mnie biznes w czystej postaci. Argument naukowości czy dydaktyzmu jest tylko elementem marketingu więc jako punkt wyjścia do rozmowy wydaje mi się chybiony. Ale może nie mam racji... Może jest tak jak pisze Chantal Delsol „We współczesnym dyskursie postutopijnym wciąż dominuje idea, że byt ludzki jest nieokreślony, a więc możemy z nim robić, co chcemy. Człowiek musi być pusty i plastyczny, zdolny do każdej transformacji” Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy.mundek Re: To był naprawdę długi spektakl... a ty spałeś 13.07.09, 22:02 Słyszałem, że koro ma kobitę. Nazywa się Anna Cugier-Kotka ! No no gratulacje dla kora. Kiedy ślub ? Odpowiedz Link Zgłoś
ultramontanist1 Re: To był naprawdę długi spektakl... a ty spałeś 14.07.09, 18:57 "Nie Mundku to nie ten smietnik" odpowiedziala "czarna mandragora", na zapytanie tegoz w ktorym to smietniku mieszka. I ta odpowiedz jest tynfa (w zlocie) warta. Ha, coz, jak widze musze przyjac do wiadomosci, iz niektore z "naiwnych dziewczyn wystawionych do wiatru przez niesolidnych Mundkow" sa dosc ciekawe swiata. Ciekawe na tyle, ze chca nawet prowadzic dialog na temat na ile "byt ludzki jest nieokreslony". Same trudne pytania... A kudy mi tam by sie angazowac w rozne takie "dyskursy post-utopijne" ale skoro ta "czarna mandragora" rzucila byla nazwa pani Chantal DelSol, to mnie od razu zalala fala wspomnien zwiazanych z niegdysiejsza intelektualna kultura francuska lat 50-tych, ktora sie wydawala jedynym panaceum na kaca moralnego tej czesci Europejczykow, ktorzy, nolens volens, wspolpracowali z Hitlerem a wiec chocby Francuzom, Wlochom, Hiszpanom i wszystkim takim krajom, majacym swoich Quislingow. Wtedy wlasnie, w kawiarenkach Paryza dyskutowano nad wyborami moralnymi i wymiarem moralnym tego w co czlowiek sie angazuje. Jean-Paul Sartre, majacy gruntowne bo dawne, niemiecke wyksztalcenie, potrafil najlepiej formulowac postulaty, nic dziwnego, ze mial kupe zwolenniczek a wsrod nich takze, piekna Simone de Beauvoir i tak zostal swiatowym guru rewolucji odrzucajacej zasady moralnosci. Bo jak wymagac od intelektualistow by ocenili bezstronnie swoje poczynania w ciemnej dobie Hitleryzmu? Wszyscy oni, a juz szczegolnie Jean-Paul Sartre, znalezli swoje nisze, swoja chate ze skraju i jakos tam pod niemieckim nadzorem zyli, szampana pili i sie mnozyli... Jean Paul Sartre ze swoja "trwala" przyjaciolka - Simone de Beauvoir zalozyli cos na ksztalt nihilistycznego Watykanu w Paryzu i przyjmowali z calego swiata roznych pomylencow i dawali im swoja dyspense. Pomylency ci, jak np., Che Guevara, niemal calujacy po rekach Jean-Paul Sartra u "siebie" potrafili byc nadzwyczaj okrutni. O calej plejadzie pomniejszych intelektualistow juz nie wspomne, dodac moge jedynie, iz z czasem, jak z niedobrego jedzenia zaczela sie z intelektualnego Paryza wydobywac zgnilizna na Europe cala jak chocby Czerwone Komanda mordujace niewinnych ludzi, porywajace i okrutnie mordujace premiera Wloch Aldo Moro et c. W Niemczech (wowczas Zachodnich), powstaly RAF, Red Army Faction, grupy terrorystyczne typu Baader - Meinhof Gang. Ale czegoz innego mozna byla oczekiwac od nurtu intelektualistycznego bez moralitetu jak nie jedynie ksiazki "Witaj Smutku" (Bonjour Tristesse) Francois Sagan, ktora, wlasnie z Paryza, zaczela malowac przyszlosc mlodziezy w Europie w wyjatkowo smutnej palecie barw. Dlaczego jestem ociupine kpiacy patrzac na ten caly ruch? Ano, wlasnie w Paryzu, w tym centrum "nowej, piekniejszej lewicy" emanujacej na swiat, jakos nikt nie zauwazyl, ze polowa Europy jeczy pod butem sowieckiego okupanta. Podczas, gdy rozni tacy rewolucyjni "naprawiacze swiata" jak Che Guevara wylatuje kiedy chce z Havany do roznych stolic Ameryki Lacinskiej a potem do Paryza by wysluchac sartre'owego kazania to w takim jednym kraiku prywislianskim trzeba bylo przechodzic dlugi test zaufania, ktory sie konczyl podpisaniem cyrografu o wspolpracy z tajniakami, tylko po to by pozwolono mu miec paszport! Kurza slepota? Glupota? Czy moze okrutny, wykalkulowany, nihilizm intelektualny? - "Oto zaprawde powiadam ci, moj blizni, ze mam cie gleboko w dooopie, licze sie tylko ja i tylko moje interesy". Francuska choroba - nihilizm. Francuzi zarazili sie tym syfem, ktory do dzis gryzie ich dusze (by nie powiedziec intelekt), podczas dlugich walk o utrzymanie najpierw Indochin a potem Algerii. Stad, uwazam, iz nawet tak elokwentne tytuly przemyslen pani Chantal DelSol jak "Nieprawe Prawo", "Poszukiwania znaczenia w swiecie nic nieznaczacym" czy chocby "Lekcje XX-go wieku, ktore opuscilismy bedac na wagarach" choc maja fantastyczne brzmienie to i tak nie biora sie za bary z rzeczywistoscia. Ten francuski rodzaj intelektualizmu nie ma sily bo byl karmiony cale zycie jedynie ciasteczkami francuskimi... Odpowiedz Link Zgłoś
black_mandragora Re: To był naprawdę długi spektakl... a ty spałeś 15.07.09, 21:17 Dziękuję za wpis. Mam nadzieję, że przypomnienie francuskich ezystencjalistów sprawiło Panu odrobinę czysto intelektualnej przyjemności... chociaż niewielką część tej, którą dała mi lektura Pańskiego tekstu. Przyznam, że najbardziej uradowały mnie te stwierdzenia, z którymi zgodzić się nie jestem skłonna... wiem, że to jest zapowiedź naprawdę pięknej walki. Powinnam dowodzić swoich racji nie wahając się przed użyciem słów odpowiednio mocnych a nawet i obelżywych... a kiedy argumentów zabraknie to juz tylko sąd boży nad nami :) Ale czy może to później się wydarzyć? W drodze mnie Pan zaskoczył... na wakacjach. Podróż w towarzystwie pięciolatka-dyktatora i psa-nihilisty kieruje się swoimi prawami... to też jest znak czasów –nawet w podróży trudno znaleźć się poza zasięgiem sieci, ale przyznaję ze skruchą i wstydem, że złota opalenizna, wybór kostiumu i kolor lakieru do paznokci są teraz dla mnie najwyższym nakazem ;-) Ale może chociaż troszkę, dla usprawiedliwienia – cytat, który Pana zainteresował przywołałam w kontekście przedpremierowgo spektaklu „Plastynaci” wystawionego w ostatni weekend Teatrze Wierszalin, a także działalności wystawienniczej Gunthera von Hagensa, który powołując się na argumenty dydaktyzmu, naukowości a także postulat sztuki prezentuje zmumifikowane nowoczesnymi metodami ludzkie szczątki i zmarłych ludzi. Nazywają go „Waltem Disneyem krainy śmierci”, choć on woli mówić o sobie, iż po prostu odsłania piękno ukryte pod skórą. Wystawa, pomijając stałą ekspozycję, jedzie przez świat. Wszędzie tłumy zwiedzających. Codziennie tysiące ludzi żywych defiluje przed ludźmi nieżywymi. No i...odczucia na świecie są pozytywne. Tysiące chętnych do plastynowania. Działalność Gunthera von Hagensa widzę w kategorii jarmarczności, fascynacji dziwacznością i okrucieństwem, którego przykładem są średniowieczne wyroki śmierci i publiczne tortury. To w ludziach jest, ale tej potrzeby nie można traktować w kategorii sztuki wysokiej. Nie jestem nihilistką ani wyznawczynią egzystencjonalizmu ale czuję ogromną potrzebę dialogu, poszukiwania czy chociażby postawienia pewnych pytań... również egzystencjalistom. A Chantal Delsol... nie do końca zgadzam się z Pańską klasyfikacją tej autorki-filozofa. Wiem, że ciszy się uznaniem wśród intelektualnej lewicy ale sama mówi o sobie jako neokonserwatystce. Jako najpoważniejsze, wręcz śmiertelne zagrożenie dla współczesnej cywilizacji wskazuje liberalizmem obyczajowy, bezgraniczną tolerancję, kult praw człowieka rozumianych jako prawo jednostki do życia tak, byle nie szkodzić innym ludziom, lecz bez zobowiązań wobec wspólnoty. W wydanej przed kilku laty w Polsce książce "Esej o człowieku późnej nowoczesności" mówi też o totalitaryzmach m.in. jako próbie tworzenia nowego człowieka... Zwraca uwagę, że mimo potępienia totalitaryzmu nadal akceptowane jest dokonywanie eksperymentów na człowieku - w imię postępu, nauki czy sztuki - bez uznania pewnych niedoskonałości i ograniczeń kondycji ludzkiej. No cóż, nie czuję się odpowiednio godnym rzecznikiem pani Delsol i co najważniejsze brakuje mi książki... ala polecam tę lekturę. Może bardziej na jesienny niż piękny letni wieczór. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś