wsn
19.01.04, 09:25
hehehe
Noc strachu
Poniedziałek, 19 stycznia 2004r.
Noc z czwartku na piątek upłynęła mieszkańcom toruńskich akademików na
nerwowym formatowaniu twardych dysków, wynoszeniu komputerów i chowaniu w
bezpiecznym miejscu tego, co mogłoby uchodzić za nielegalne. Panika ogarnęła
wszystkie domy studenckie i nie minęła aż do piątkowego wieczoru.
Podobno wszystko zaczęło się w Domu Studenckim nr 5. Podobno od nocnego
telefonu. Nie wiadomo, kto dzwonił. Ostrzegł o planowanym nalocie policji na
akademiki. Mieli szukać nielegalnego oprogramowania, pirackich, ściągniętych z
sieci plików i programów. Kary za to są wysokie. Straszono dziesiątkami
tysięcy złotych. Wieść rozeszła się szybko.
- To się rozniosło pocztą pantoflową, e-mailami, przez telefony ? opowiada
jeden ze studentów mieszkających w DS 7.
- Mój współlokator już spał. Obudzono go o pierwszej w nocy. Wstał, szybko
sformatował swój komputer. Ale potem się dowiedział, że to zawsze można
odtworzyć, że coś pozostaje. Wykręcił twardy dysk i wyniósł do kogoś na stancję.
Sznury taksówek
Nie on jeden wpadł na taki pomysł. W środku nocy urywały się telefony do firm
taksówkowych, studenci masowo wywozili komputery do znajomych mieszkających na
stancjach.
- Wszystko widziałam i słyszałam. Ogólny popłoch, panika - mówi zaaferowana
studentka. Sama zresztą komputera nie wywiozła.
- Mam Linuxa - tłumaczy. Linux jest systemem operacyjnym legalnie i za darmo
ściąganym z sieci. Jednak większość studentów to posiadacze pirackich kopii
Microsoft Windows. Część z nich - ci najodważniejsi - pozostawili komputery w
pokojach. Ale zapowiedzieli, że jak ktoś z policji przyjdzie - wyrzucą sprzęt
przez okno.
- O wszystkim dowiedziałam się o dziesiątej rano, jak przyszłam do pracy -
opowiada kierowniczka DS nr 7, Joanna Suryn. - Studentów wynoszących komputery
nie widziałam. Wtedy było już po wszystkim. To się w nocy działo. Po północy.
Z tego, co wiem, to we wszystkich akademikach. Albo prawie wszystkich. Ale
żadnego nalotu nie było. Ktoś tę plotkę z głupoty puścił.
Tylko dowcip
Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym, policja może wejść na teren
uniwersytetu tylko i wyłącznie za zgodą rektora. - Z władzami uniwersytetu
nikt się nie kontaktował - stanowczo stwierdza Justyna Morzy, zastępca
dyrektora administracyjnego UMK. - Nigdy nie było i nie będzie zgody na
rewizję w 200-300 pokojach na podstawie jakichś niejasnych, telefonicznych
przesłanek.- Jesteśmy przekonani, że to tylko głupi kawał.
Policja nie pojawiła się w żadnym z domów studenckich. Jednak przez cały
piątek emocje nie opadły.
- Każde pukanie do drzwi jest przyjmowane z lękiem - opowiadała w piątek
Dorota Lewandowska na antenie studenckiego Radia Sfera. - Zapanowała psychoza,
a źródła plotki wciąż pozostają nieznane.
heheeh
jak to bylo? glupich nie sieja, sami sie rodza
a moze ja dzisiaj zadzwonie na luzyka? ;)