boy_tadeusz
03.02.04, 23:19
I ty, uroczysta klępo,
W swojej wiecznej sukni bordo,
Ze swą beznadziejnie tępą -
Powiedzmy otwarcie - mordą;
Ty, co wszelkich zadań bytu
W mig rozcinasz każdy problem,
Gdy człek myśli, jakim by tu
Zamknąć babie gębę skoblem;
Ty, strącone z Łysej Gory
W salonu fałszywy "ampir",
Gdzie nas bierzesz na tortury
I krew nudą ssiesz jak wampir;
Ty, co głupoty powagą
Najmądrzejszych wodzisz za łby;
Ty, którą po śniegu nago
Człowiek bez litości gnałby;
Ty, elokwencji patoko,
Coś jest wiecznych sporów źródłem,
Czy cię nazwać starą kwoką,
Czy też raczej starym pudłem;
I ty, której czujność tropi
Młlodych wzruszeń powab czysty,
A co w Tomaszu a Kempi
Dawnych gachów chowasz listy;
Ty, co zdarłszy z siebie płótna
Oglądasz się w lustrze cała
I wzdychasz, ropucho smutna:
"On tak lubił moje ciało..."
Ty, obrazie wiedźmy starej,
Wydarty ze sztychow Goyi -
Powiedz mi: przez jakie czary
Jęczymy w niewoli twojej?
Z jakim czartowskim blekotem
Omamienie na nas padło,
Że czynimy czci przedmiotem
Szpetność, głupotę i sadło?
Próżne gniewy, próżne męstwo.
Nie nadeszła chwila jeszcze -
Nazbyt silne czarnoksięstwo
Ściska nas w potworne kleszcze;
Coraz ciasniej, coraz duszniej,
Coraz bardziej senni, słabi,
W takt kręcimy się, posłuszni,
Jak nam zagra chochół babi;
I tylko w tęsknocie żyjem,
Czy nie wstanie jaki Wandal,
Co przepędzi babę kijen
I zakończy raz ten skandal!...
T.Boy_żeleński