da.killa
18.02.02, 17:21
w koncu widzialem "wladce pierscieni"... po sobotnim seansie w "orle" (btw: to chyba kino z najlepszym naglosnieniem w bydgoszczy, nie sadzicie?) moge sie wreszcie wypowiedziec :)
niestety film mnie zawiodl. to prawda, ze oglada sie go znakomicie. po tych trzech godzinach mialem wrazenie, ze minelo dopiero poltora... filmowy "wladca..." jest pelen pieknych obrazow, zapierajacych dech w piersiach efektow, scenografii, itd... ale jest tak na prawde jalowy...
jest w nim cala masa rzeczy wysoce irytujacych, niedorobionych, dosadnie mowiac spieprzonych... rzadko zgadzam sie z jackiem szczerba, ale teraz musze przyznac, ze w swoim artykule "tolkien zamordorowany" w piatkowej "gazecie" napisal prawde. (przeczytalem go dopiero po filmie - nie chcialem sie uprzedac...)
najwieksza wada filmu jest brak klimatu. przez taka mase czasu rezyserowi nie udalo sie sprawic by widz poczul sie zwiazany z kimkolwiek z druzyny pierscienia, lub jakimkolwiek z miejsc, ktore odwiedzaja...
wiekszosc postaci po prostu jest - nic innego o nich nie da sie powiedziec. tak jest z gimlim, legolasem czy nawet frodo. to, ze nie ma w calym filmie rozmow innych niz o pierscieniu i zwiazanej z nim misji nie pozwala na poznanie bohaterow, ich charakterow... brak jakiegokolwiek poczucia humoru (mimo swietnie dobranej pary aktorow grajacych merry'ego i pippina - zmarnowana szansa na ozywienie filmu), tak istotnego u tolkiena. calkowicie zostaly pominiete relacje miedzy postaciami - rezysera interesuje tylko i wylacznie stosunek do misji...
tak samo jest z miejscami - tak ukochanie przez tolkiena rivendell i lasy galadrieli tu tak na prawde nie istnieja - jesli odjac czas rady to rivendell jest pokazywane przez jakas minute, i to raczej jako miesce wyludnione... Tak samo jest w lothlorien - gdy odliczymy powitanie druzyny przez galadriele i celeborna (w filmie to imie nie pada... hej! kim jest ten facet obok kate blanchet? :)), pozegnanie i scene przy zwierciadle to zostanie nam mniej niz minuta... zamiast tego jackson zdecydowal sie na zasypywanie nas dlugimi najazdami na co sie tylko da (trzeba pokazac cala scenografie...) i irytujacymi travelingami - takimi jak te w gorach gdzie kamera lata wokol idacych jak tanim teledysku...
to chyba dlatego, ze za rezyserie wzial sie facet od efektow i strony technicznej... ta warstwa jest rzeczywiscie oszalamiajaca - powalajacy rozmach i jakosc najwyzszej klasy - ale klimatu ten film nie ma, jest tak jak napisal szczerba - film nie jest adaptacja, ale ilustracja...
kolejna denerwujaca sprawa jest muzyka howarda shore... dawno nie spotkalem sie z tak kaszaniarska sciezka jak we "wladcy..." sluchalem tej plyty wczesniej i mialem nadzieje, ze w filmie wypadnie lepiej, ale sie zawiodlem... na dobra sprawe mamy tu tylko trzy utwory - celtycka wersja glownego motywu z "titanica" dla scen sielskich, nudne na dluzsza sprawe ponure chory dla scen z nazgulami, orkami itp. i kawalek enyi dla wyciagnietych z "dodatku a" scen z arwena i aragornem. (btw: jesli liv tyler bedzie mowila w nastepnych czesciach jeszcze wolniej, to zanim skonczy zdanie zapomni od czego zaczela...). poziom muzyki jest zenujacy, co najwyzej sredniej klasy rzemioslo - zadnej sztuki... po prostu tandeta...
tak samo skiepszczone sa glosy nazguli, liczylem na cos bardziej przerazajacego - jakis skowyt, charkotliwy syk (tak jak to jest w jednym z zwiastunow), a tu mamy po prostu piszczenie. zamiast postawic na jakosc autorzy filmu probuja przestraszyc widza glosnoscia - scena ucieczki do brodu zmienia sie z emocjonujacej w nuzaca przez ten ciagly halas...
nie tylko dzwiek byl czasem irytujacy - nerwowy oczoplas powoduje u mnie to przesadzanie z poswiata wokol elfow. kurcze - gdyby galadriela miala tak swiecic caly czas to wszyscy w lothlorien powinni nosic okulary przweciwsloneczne... czy te lefy maja jakas infekcje: fosforyzujacego grzyba?
zeby juz zakonczyc te narzekania dodam tylko, ze zdenerwowal mnie tez gandalf - zamiast statecznego, ale obdarzonego sporym poczuciem humoru czarodzieja mamy tu zlachmanionego nerwicowca. to jak gandalf sie ciska np. w scenie ujawnienia ognistych runow na pierscieniu wkurzyloby nawet nazgula...
czy w takim razie cos we "wladcy..." mi sie podobalo? tak!
- sceny walki - rewelacyjne, dynamiczne, swietnie sfilmowane i zagrane. widac, ze chlopaki mieli szkolenie z bialej broni... nawet mydlkowaty legolas orlando blooma bardzo dobrze i wiarygodnie wypada z lukiem...
- cudowni sa orkowie, gobliny, uruk-hai i troll jaskiniowy - kawal dobrej roboty ludzi od charakteryzacji i efektow.
- powalajaca jest tez sprawa dopasowania wzrostu postaci - tym bardziej, jesli sie wie, ze grajacy gimlego john rhys-davis to ponad dwumetrowe chlopisko z wielkim brzuchem :)
- piekne krajobrazy i scenografia. isengard, moria, shire - wielka klasa!
podsumowujac - slabosc filmu jest wina rezysera. nie potrafil stworzyc klimatu ani przywiazac widza do bohaterow i swiata, w ktorym zyja. aktorzy nie mieli czego zagrac (dobrze wypadaja tylko ian holm - bilbo i viggo mortensen - aragorn), za duzo jest efekciarstwa techniczno-wizualnego a brak nastroju.
jesli w nastepnych czesciach jackson da aktorom pograc, shore napisze cos lepszego (gdzie jest ten rewelacyjny kawalek ze zwiastunow? kto inny go napisal?), a efekciarstwo ustapi miejsca klimatowi - bedzie dobrze...
w sumie to dziwny film. pelen denerwujacych niedorobek, a jednak bardzo przyjemny w ogladaniu...
to na razie tyle moich przemyslen po "wladcy pierscieni" - moze dopisze cos gdy wroce z drugiego seansu :)
pozdrawiam
da.j.r.r.killa