Dodaj do ulubionych

Wielkie łowy

17.07.11, 08:44
Rozpoczęły się wielkie łowy, tzw. niepubliczne uczelnie, rozpoczęły wielki połów naiwnych maturzystów. Przyglądając się tym „szkołom” można śmiało powiedzieć, że na najwyższym poziomie jest tam tylko promocja, prześcigają się one w zachwalaniu swoich ofert, ale nawet mało wtajemniczony może szybko zauważyć, że tak naprawdę głównym celem tych „szkół” jest wyciągniecie pieniędzy od przyszłego studenta. Obiecuje się wiele, ale z tych obietnic nie pozostaje nic, albo prawie nic. Jedno, co jest gwarantowane to wysokie opłaty, często zakamuflowane w taki sposób żeby na pierwszy rzut oka nikt się nie zorientował ile to jest faktycznie. Otrzeźwienie pojawia się w chwili, kiedy trzeba za coś, o czym wcześniej nie mówiono słono płacić. Poziom usługi edukacyjnej jest zwykle fatalny. Przyszły student oszukiwany jest od samego początku począwszy od wyboru specjalności. Często okazuje się, że specjalności, jaką sobie wybrał po prostu nie ma, była ona tylko po to żeby go przyciągnąć. Zajęcia nie odbywają się na poziomie akademickim, nie sa prowadzone w takim zakresie jak przewidują tzw. minima programowe a prowadzący te zajęcia bardzo często nie prezentuje odpowiedniej wiedzy i przygotowania. Bardzo często jest tak, że zajęcia są dobierana na zasadzie przedmiotów ogólnouczelnianych takich, które nijak się mają do studiowanej specjalności a stanowią tylko tzw. wypełniacz. W dużej mierze korzysta się z tzw. platformy zdalnej, urasta ona do rangi podstawowej formy studiowania w praktyce polega to na zrobieniu jakiegoś pseudo testu potwierdzającego opanowanie zakresu materiału i przypisanie temu znacznej ilości godzin dydaktycznych. Kolejną formą obchodzenia zajęć to, tzw. projekty, które polegają na tym, że uczący się dostaje do opracowania materiał zamiast udziału w zajęciach. W konsekwencji nauczyciel nie dostaje za te godziny uposażenia, bądź w bardzo małej symbolicznej części a student, jeśli trzeba to metoda kopiuj wklej wykonuje fikcyjną pracę. Efekt jest taki, że zarówno nauczyciel jak i student nie są zadowoleni z tej formy i najczęściej nic nie robią a projekt pozostaje tylko w siatce godzin. Szkoła jest zadowolona, bo nie musi wydawać kasy na pensje, sale i całą obsługę studenta, bo go nie ma, a godziny w dokumencie, jakie otrzymuje student wykazywane są, jako normalne zajęcia. Niestety udział tego typu zajęć jest dość znaczna, co w konsekwencji powoduje, że student nie otrzymuje odpowiedniej wiedzy, na jaką liczył. Wychodzi to później na egzaminach, ale wiadomo nauczyciel, który „uwala” traci pracę. Ciekawym zjawiskiem jest prowadzenie zajęć praktycznych, w postaci prezentacji multimedialnej, za wyjątkiem komputerów „szkoły” nie dysponuje odpowiednim wyposażeniem laboratoryjnym. Budowy samochodu, czy tez innego urządzenia studenci uczą się oglądając samochód na ekranie. A projekty inżynierskie prowadzą osoby, które nie tylko nie są inżynierami, ale nawet nie wiedzą, na czym polega praca inżyniera. Spora grupa nauczycieli, jest tam tylko po to żeby dorobić, często są to ludzi przypadkowi, zupełnie spoza dziedziny, w której uczą. Poziom ich wykształcenie ukrywa się poprzez przypisywanie im tytułów docent, profesor, naiwny student nie wie, że ten docent to, co najwyżej mgr, albo nawet nie, a profesor to często tylko doktor. Większość tych „uczelni” nie spełnia tak zwanych minimów kadrowych, najczęściej są one spełnione tylko na papierze przy ubieganiu się o przyznanie prowadzenia kierunku, a później w chwili kontroli akredytacyjnej. Wszystko, co się tam dzieje jest podporządkowane chęci szybkiego dorobienia się właścicieli, etos nauki, honoru, uczciwości w mury tych pseudo uczelni nigdy nie zawita. Są to wysoko wyspecjalizowane w nabieraniu ludzi instytucje biznesowe.
Maturzysto – uważaj nie daj się zwieść ładnymi hasłami, pamiętaj, że dobry produkt reklamuje się sam, daj sobie spokój z tymi pseudo uczelniami, uszanuj ciężką pracę swoich rodziców i nie daj się nabić w butelkę.
Nawet najgorsza uczelnia publiczna jest lepsza od każdej prywatnej, być może kiedyś, kiedy właściciele tych szkół nie będą zaślepieni chęcią zarobienia za wszelką cenę może wówczas sytuacja się zmieni, ale u nas jest jeszcze daleko do tego.
Ideałem tych szkół jest student, który systematycznie płaci, niczego nie chce się nauczyć a interesuje go jedynie dyplom.
Nie dziwi, więc że pracodawcy nie chcą przyjmować do pracy niedouczonych magistrów, czy też inżynierów po szkołach prywatnych – o cym się sam przekonałem.
Obserwuj wątek
    • juliuszniecezar Re: Wielkie łowy 17.07.11, 09:43
      Całkowita prawda. Niestety, przygotowanie zawodowe po obecnych "studiach" jest generalnie tragiczne. Co gorsza nie tyczy to tylko szkółek prywatnych - spadek poziomu nastąpił wszędzie. Ale u nas nie trzeba fachowców - nasz rynek pracy potrzebuje głównie sprzedawców i akwizytorów. Czyli mamy uczelnie odpowiednie - takie jakie powinny być w "republice bananowej" czy innej kolonii.
      • dziwny22 Re: Wielkie łowy 19.07.11, 01:09
        Polska z każdym rokiem staje się coraz bardziej krajem pracobiorców, a nie pracodawców. Ci drudzy to coraz częściej, albo wynajęcie Polacy, których wredność i lizusostwo wobec szefów są wręcz ohydne, albo też nie są oni Polakami i wówczas w swej niewiedzy najczęściej są śmieszni. Dla wykształcenia tych pracobiorców nie potrzeba wielkich studiów, a raczej czegoś na kształt szkoły zawodowej z podstawową znajomością języka pracodawcy. Smutne to ogromnie, niestety coraz bardziej prawdziwe. Jest to następstwo złodziejskiej prywatyzacji, które oprócz obecnych fatalnych następstw /między innymi prywatyzacja zysków,a pozostawienie państwowych kosztów/ na dłuższą metę może mieć, jeszcze bardziej, katastrofalne skutki. Musimy sami zacząć siebie szanować, szanować nasz kraj i nasza tradycje, a wtedy i inni zaczną nas szanować. Niestety obecne fakty, czyli głównie propaganda w tvn-owskim stylu, kompletnie rozmija się z otaczającą nas rzeczywistością.
        • heniekstar Re: Wielkie łowy 26.07.11, 11:04
          Ale o co Ci chodzi? Idź na politechnikę i masz poziom zapewniony. Ludzie po ogólniaczkach po reformie oświaty i praktycznej likwidacji studium policealnego nie mają wyboru. Muszą zdobyć zawód. Ida na rózne dziwne studia. Na niektórych uczelniach nauczą się dużo w niektórych mało. Rynek. Oczywiście ktoś powie że studium polic sa ale nikt i tak do nich nie pójdzie bo w tym samym prawie czasie może zrobić licencjat.

          Nie nazywajcie więc tych szkół z taką ironią bo to nie ich wina. A uczelnie prawdziwe zostawcie w spokoju. Są niezależne.
    • kochamumk student nabity w butelkę hehe 18.07.11, 09:31
      Ciekawe która to pseudo szkółka tak łupi biednych żaków?
      Nie wiem czy nie powinny zająć się takimi przekrętami jakieś organa do tego powołane.
      Faktycznie dobrze zrobiłam, że nie wybrałam takiego badziewia.
      Cóż wystarczy mi tylko powtórzyć "nie dajcie się nabiajać w butelkę"
      • bruce_kee Re: student nabity w butelkę hehe 19.07.11, 00:02
        Oddzielnie należałoby zwrócić uwagę na kierunek Turystyka i rekreacja.
        Zdaje się on obejmować zarazem wszystko i nic i być po nic. To po prostu przekazywana najzupełniej powierzchownie wiedza z przysłowiowych stu dziedzin.
        I nie ma w tym przypadku tu ogromnej różnicy między uczelnią państwową (nawet zasadniczo znakomitą) a szkołą prywatną.
        W tym pierwszym przypadku o nauczyciele spędzeni z najróżniejszych wydziałów, w tym drugim- z najróżniejszych szkół.
        W rezultacie absolwent nie zna się na niczym konkretnym, po 5 latach poza dyplomem nie ma nic- nie nabywa żadnej wiedzy ani umiejętności.
        • jaziun Re: student nabity w butelkę hehe 22.07.11, 09:46
          Studia w Polsce stały się masowe! Kiedyś było o 50% mniej studentów (wszystkich) dzisiaj jest ich niespełna 3 miliony w 38 mln kraju gdzie 15 milionów mieszkańców to emeryci i renciści. Kolejne kilkanaście milionów pracuje albo prowadzi działalność gospodarczą. Tak też śmiało można powiedzieć, że Polska zajmuje się produkcją absolwentów. Dla porównania w Niemczech studentów jest o połowę mniej, a mieszkańców dwa razy więcej. Za tym stwierdzeniem pojawia się od razu pojęcie jakości nauczania. Kiedyś inżynier naprawił pralkę i lodówkę, dzisiaj przy dobrym szczęściu będzie wiedział ile to pierwiastek z 144. Opinia krótka, ale treściwa.
          Koledzy na roku nie potrafią wskazać Hiszpanii i Portugalii na mapie, nie wiedzą jaki wzór ma sól kuchenna itd.
          Pozdrawiam, Student z WSB Toruń
          • la_souris Re: student nabity w butelkę hehe 26.07.11, 10:57
            Studiowałam przez pół roku na WSB w Toruniu. Poziom tych ludzi - tragedia. Do egzaminów chyba tylko ja się uczyłam "normalnie", siedziałam w bibliotece, czytałam książki. Reszta - testy z ubiegłych lat, kserówki, skany. Nawet byli tacy "wykładowcy", którzy przesyłali pytania egzaminacyjne na maila i na egzaminie zadawali nie dość, że te same, to nawet kolejności nie zmienili. I co? I zdarzyły się w całej tej patologii osoby, które tego nie zaliczyły nawet na 3!!!

            To była tzw. "ścieżka dla nieekonomistów". Co można myśleć o poziomie studentów, którzy wysyłają do wykładowcy takie maile:

            "Dzień dobry. my jesteśmy studentami dla nieeonomistów i my mamy prośbe. Czy mogli byśmy dostać łatwiejsze pytania na egzaminie. Bardzo panią prosimy. Studenci Dla Nieekonomistów".

            Miałam na WSB jeden przedmiot z taką p. dr... która więcej opowiedziała o zwyczajach kanarków i jakichś tam kopalniach, niż o rachunkowości ;/ ;/ Sama do wszystkiego dochodziłam z podręczników. A reszta biegała tylko z testami z ubiegłych lat. Zabawnie było zobaczyć ich przerażenie, gdy p. dr wyciągnęła na egzaminie testy, i już z daleka było widać, że to nie te! :D (Ale zdali wszyscy, bez obaw.)

            Albo sposób prowadzenia zajęć... Bez laptopa taki doktor czy profesor nie potrafi w ogóle przeprowadzić wykładu! Pamiętam, jak przenosiliśmy się dwa razy do innego budynku i z powrotem, bo prowadzący nie mógł laptopa podłączyć - i co się okazało - po prostu nie włączył jakiejś listwy. Kiedy po ponad godzinie perturbacji w końcu zajęcia się rozpoczęły, wyglądało to tak, że "dr" wyświetlał slajdy, a my przepisywaliśmy ich treść...

            Są tacy wykładowcy, którzy dają swoje wykłady w formie elektronicznej, wtedy to już w ogóle nie trzeba się zjawiać na zajęcia.

            Sprawa specjalności do wyboru. Okazało się w październiku, po rozpoczęciu zajęć dydaktycznych, że można sobie wybrać specjalność. Trzeba oczywiście za nią zapłacić. Jak wygląda zdobywane owej specjalności? Ano idzie się na jeden dodatkowy wykład, często, zaliczany na obecność albo na jakiś śmieszny projekt... I już. Ma się zaszczytny tytuł magistra finansów i rachunkowości, o specjalności gospodarka nieruchomościami (np.) i heeeejjjjaaaaaaaaaaa!...

            Większość zdaje bez problemu, jedzie na warunkach, stara się opóźnić terminy jak tylko się da. Zielonego pojęcia po dziś dzień większość nie ma, czym są aktywa, a czym pasywa, nie odróżnia przychodów od kosztów. Dla mnie ta cała farsa była i jest obrzydliwa, nie chciałam za nią dłużej płacić prawie pięciuset złotych miesięcznie i rzuciłam to w cholerę.
            • bruce_kee Re: student nabity w butelkę hehe 26.07.11, 23:17
              la_souris napisała:

              > Studiowałam przez pół roku na WSB w Toruniu.
              ---------------
              Poziomu ludzi nie oceniam, ale pomyśleć, że nawet na uczelni publicznej (nie w kuj.-pom.) mieniącej się 3 uniwersytetem w kraju też potrafi być obecna taka aura...
          • heniekstar Re: student nabity w butelkę hehe 26.07.11, 11:05
            ja tez nie wiem jaki jest wzór soli kuchennej. A Ty znasz prawa de Morgana? Nie ma to znaczenia jeśli wykonujesz inny zawód.
    • heniekstar Re: Wielkie łowy 26.07.11, 10:59
      A mozna tak w 10 zdaniach? Tak krócej jakoś żeby można było szybko przeczytac i zrozumieć o co chodzi?
      • la_souris Re: Wielkie łowy 26.07.11, 11:06
        No cóż, takie czasy, że ludzie nie przyswajają niczego poza zmieloną i skondensowaną do słów-kluczy papką.
        • heniekstar Re: Wielkie łowy 26.07.11, 12:48
          to est forum kolego. Nie ma to nic wspólnego z tym o czym piszesz. Czy w rozmowie tez tak jest, że jeden gościu gada 30 minut a reszta słucha a potem zmiana? No może z wyjątkiem gdy gada szef :)
    • jurek9491 Re: Wielkie łowy 28.08.11, 17:25
      A co sądzicie o WSG w Bydgoszczy? Jak wypada w porównaniu z uniwersytetem? Jak z poziomem nauczania i wykładowcami?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka