Gość: nieradca
IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl
07.07.04, 15:49
Radco, obrzydliwy Rzeszotek napastuje twojego PRZYJACIELA krzyżaka!
A Ty co?
Nie dasz odporu?
czyż to nie wesole :-)))))
Zrób jakąś AKCJE!
Może pozbieramy stare miksery z całej Austrii i podarujemy je koledze Widu...
ups, krzyżakowi oczywiscie :-)))
Piotr Widuch, właściciel firmy "Thornmann" z Podgórza napadł na ekipę Polsatu.
Podobnie, jak w przypadku niedawnego zatrzymania ekipy TV przez senatora
Stokłosę, policja nie reagowała
Coś do ukrycia?
Dziennikarze telewizji Polsat po publikacji w "Nowościach" próbowali
zrealizować program o działalności firmy "Thornmann", która gromadzi odpady
niebezpieczne na osiedlu domków jednorodzinnych na toruńskim Podgórzu. Nie
udało im się. Piotr Widuch, właściciel "Thornmanna", poza terenem swojej firmy
napadł na dziennikarzy i zniszczył im kamerę. Operatorowi groził pobiciem a
dziennikarce - że ją zabije. Wszystko działo się na oczach policjantów, którzy
zamiast interweniować, pouczyli obie strony jak mają się zachowywać.
Na temat działalności firmy "Thornmann" napisaliśmy w "Nowościach" 18 czerwca.
W artykule "Co tak śmierdzi?" pytaliśmy urzędników o firmę, która od kilku lat
nie była przez nikogo kontrolowana. Tymczasem wokół jej siedziby rośnie hałda
odpadów, w których mogą znajdować się rtęć i azbest.
- Nam również działalność pana Piotra Widucha wydała się podejrzana - mówi
Michał Baranowski, operator ekipy telewizji Polsat. - Pojechaliśmy więc do
jego firmy. Brama była otwarta, więc weszliśmy, żeby porozmawiać z
właścicielem. Nikt nas nie wyrzucał, nikt nie zwracał nam uwagi. Córka pana
Widucha powiedziała nam, że taty w pracy nie ma. Poszliśmy więc porozmawiać z
sąsiadami.
Chciał wbić w płot
Z relacji członków ekipy Polsatu wynika, że Piotr Widuch pojawił się, kiedy
rozmawiali oni z sąsiadami "Thornmanna". Swoim mercedesem zastawił samochód
dziennikarzy.
- Podeszłam do niego i spytałam, czy nie zechciałby z nami porozmawiać - mówi
Anna Żakowiecka, dziennikarka Polsatu. - W wulgarnych słowach odpowiedział, że
jeśli będę próbowała gdziekolwiek odejść, to wbije mnie samochodem w stalowy
płot i zabije. Przestraszyłam się, ponieważ zachował się bardzo agresywnie.
Operator zaczął filmować. Piotr Widuch stojąc na publicznym chodniku ubliżał
dziennikarzom i odgrażał się, że im "wpier...". Annie Żakowieckiej groził, że
ją zabije. Wystarczającym do tego powodem miało być rzekome wtargnięcie na
teren jego firmy. Po kilkunastu minutach od zablokowania samochodu
dziennikarzy, na miejsce przyjechali dwaj policjanci. Żaden z nich się nie
wylegitymował.
- Funkcjonariuszom nawet nie zdążyliśmy wytłumaczyć, co się stało - dodaje
Michał Baranowski. - Nie powiedzieliśmy nawet, że jesteśmy z Polsatu. Pan
Widuch tymczasem cały czas nas wyzywał. Kompletnie nie przejmował się, że
grozi nam w obecności policjantów. A oni jakby tego nie słyszeli.
Pięścią w kamerę
Operator Polsatu cały czas filmował zachowanie właściciela "Thornmanna". Piotr
Widuch w pewnym momencie podszedł do operatora i tak mocno uderzył w jego
kamerę, aż ta pękła na dwie części.
- Bałem się schylić po sprzęt, bo obawiałem się, że dostanę kopniaka w brzuch
- stwierdza Michał Baranowski. - Piotr Widuch czuł się jednak bardzo pewnie.
Wziął moją kamerę i schował ją do swojego bagażnika. Wtedy powiedziałem
stojącym dwa metry obok policjantom, że na ich oczach właśnie dokonano
kradzieży. Nie zareagowali. Nie poprosili, żeby Widuch oddał mi sprzęt.
Dziennikarze, właściciel "Thornmanna" oraz jego prawnik pojechali na
komisariat policji. Tam obie strony złożyły zawiadomienia o popełnieniu
przestępstwa. Piotr Widuch oskarżył dziennikarzy o wtargnięcie na teren jego
firmy. Członkowie ekipy Polsatu opowiedzieli o zniszczeniu mienia oraz o
groźbach karalnych.
Nic się nie stało?
Piotr Widuch nie umiał wyjąć z kamery taśmy, na której zarejstrowano całe
zajście. Zdołał to zrobić dopiero technik policyjny w komisariacie. Piotr
Widuch cały czas twierdził, że kamera należy do niego, ponieważ nagrano na nią
obiekty jego firmy. Policjanci, o dziwo, to jemu wydali dokument
potwierdzający przyjęcie w depozyt rozbitej kamery.
- Byłem świadkiem, jak pan Widuch zniszczył kamerę i groził dziennikarzom -
mówi Roman Kodrzycki, właściciel firmy "Zibkor", obok której doszło do
zajścia. - Zachowywał się agresywnie. Policjanci natomiast nie zrobili nic,
kiedy na ich oczach rozbił kamerę i schował ją do swojego bagażnika. Ich
zachowanie było dla mnie całkowicie niezrozumiałe.
- Nie możemy powiedzieć, że ktoś kogoś napadł w obecności policjantów - mówiła
około godziny 13.30 komisarz Lilianna Kruś-Kwiatkowska, rzecznik prasowy
toruńskiej policji. - Na obecnym etapie sprawy nie jestem w stanie stwierdzić
czy do zachowania policjantów można mieć jakiekolwiek pretensje. Po 16 do
redakcji nadszedł faks od komisarz Kruś-Kwiatkowskiej:
Piątego lipca 2004 ok. godz. 15. 15 funkcjonariusze z KP Toruń Podgórz udali
się na ul. Poznańską wezwani tam przez właściciela jednej z prywatnych firm,
który zgłaszał wtargnięcie dwojga ludzi oraz filmowanie obiektów bez jego
zgody. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce zauważyli trzy osoby stojące i
dyskutujące przed bramą firmy. Udali się w ich kierunku. W trakcie dochodzenia
widzieli moment upadku kamery, jednak stało się to przed ich dojściem do
miejsca zdarzenia. Kamerę z ziemi podniósł jeden z mężczyzn i schował do
samochodu. W trakcie interwencji policjanci ustalili, że dwoje dziennikarzy
weszło na teren firmy i kręciło materiał filmowy. Zdaniem jej właściciela,
wejście na teren prywatnej firmy oraz dokonywanie nagrań wyczerpało znamiona
przestępstwa. (...) Interweniujący funkcjonariusze, podczas czynności
procesowych zabezpieczyli uszkodzoną kamerę. Właściciel firmy złożył
zawiadomienie o bezprawnym wtargnięciu na prywatny teren, a dziennikarze
złożyli zawiadomienie i wniosek o ściganie właściciela firmy za uszkodzenie
kamery. Trwają w tych sprawach czynności procesowe. Jednocześnie trwa
wyjaśnianie zachowań interweniujących funkcjonariuszy celem ustalenia, czy
należycie wykonali swoje obowiązki.
Radosław Rzeszotek
Nie chce mówić
Próbowaliśmy o zajściu porozmawiać z Piotrem Widuchem.
- Dzień dobry, czy mam przyjemność z panem Piotrem Widuchem?
- Tak Piotr Widuch, słucham.
- Radosław Rzeszotek z redakcji "Nowości" z tej strony. Chciałbym...
- Nie mam z panem o czym rozmawiać.
- Chciałem tylko spytać o ekipę Polsatu.
- Żegnam.